[(161+1)+1]. Pytanie na deser.

Le Radeau de la Méduse (1817-1818), Tratwa Meduzy, Théodore Géricault [źródło zdjęcia].
Le Radeau de la Méduse (1817-1818), Tratwa Meduzy, Théodore Géricault [źródło zdjęcia].

Literatura piękna umiera. Przynajmniej w takim znaczeniu, które określało jej miejsce w naszym życiu jeszcze stosunkowo do niedawna. Jej zdolność do kształtowania zbiorowej świadomości staje się niezauważalna. Media niemal już nie zwracają się do pisarzy z prośbą o skomentowanie jakiegoś istotnego zjawiska lub zdarzenia. Historycy literatury i krytycy literaccy pojawiają się dziś w telewizji niemal wyłącznie w przypadku śmierci któregoś z pozostałych jeszcze przy życiu wielkich pisarzy, gdy nagle potrzeba kogoś kto będzie w stanie wypowiedzieć się na jego temat kilka sensownych zdań.

[Tratwa Meduzy. Szkice o literaturze. Piotr Millati, Słowo, Obraz, Terytoria, Gdańsk 2013s.4].

O Tratwie Meduzy jak i o kilku innych obrazach już zdarzało mi się napisać. Co mnie zatrzymuje w tym cytacie? To jednocześnie, bezkompromisowe, stwierdzenie o umieraniu literatury, nie zaprzeczając, że powstaje jak nigdy wcześniej wiele książek o… Książkach. (Millati stawia tę tezę w dalszej części lektury).

Z jednej strony tracimy holistyczne spojrzenie na świat, urzeczeni specjalizacjami, z drugiej nasączeni jesteśmy oświeceniowym podejściem do  edukacji formalnej (często nieumiejętnie sprzedawanymi przez nauczycielki i nauczycieli, z różnych przyczyn, niechęć do kształcenia się własnego, biurokracja, przyzwyczajenie do używanych metod, wada programów edukacji formalnej, i o czym często się nie mówi, nie wykonywanie zawodu nauczycieli/ nauczycielki z powołania, doświadczenie wypalenia zawodowego, nie korzystanie ze wsparcia zawodowego etc).

A z drugiej nie potrafimy połączyć teorii (która jednak jest potrzebna) z praktyką (która jest niezbędna).

Oczywiście, można powiedzieć, dziś nie tylko przyrost wiedzy jest niewyobrażalny, ale także szumu informacyjnego, trzeba umieć się w tym poruszać. Tak, i wiele mitów już narosłych, które powtarzane w nieskończoność nie tylko nigdy nie umierają, ale nigdy się nie starzeją. Co ciekawe po pierwsze Piotr Millati powołuje się na telewizję, po wtóre przywołuje krytyków i historyków literatury, jakby to właśnie (tylko) oni dzierżyli władzę i wiedzę, albo inaczej tylko wiedzę, a pozbawieni zostali władzy o literaturze. Prawda jest taka (choć nie tylko jedna) że cóż panuje już nie tylko przyzwolenie ale kult humbugów literackich, dań jednogarnkowych, konfitur jednorocznych, których bazą jest marketing. Jesteśmy przyzwyczajani do krótkich form, ba, foremek, wszystko podane ma być strawnie, pięknie, jednorazowo. Coraz rzadziej jesteśmy uczone i uczeni krytycznego myślenia, radzenia sobie z krytyką (piszę tu o rzeczowej krytyce a nie o retorycznych zabiegach ad personam)  przyglądania się sobie, i światu, kształtowania światopodglądu. I światopoglądu. A gdyby podążyć i pogrążyć dalej cytat? Można by było się zastanowić,  nad kwestiami: Czy sztuka jest (nadal) ważna? Przy założeniu, że nie jest to sztuka mięsa. I czy nadal mamy do czynienia ze Sztuką czy tylko sztuczką? A jeśli nie jest dla nas ważna, to dlaczego?

Skrócony odnośnik do wpisu: http://wp.me/p59KuC-M5

14 myśli na temat “[(161+1)+1]. Pytanie na deser.

  1. Niestety polski rynek książki przechodzi błędy, z których wyciągnęły wiedzę inne rynki. Szwedzi otrząsnęli się z magii bestsellerów i zauważyli, że ta droga do niczego nie prowadzi. Tylko, że tam są wielopokoleniowe rodziny wydawnicze, które jeszcze oprócz zysków myślą o misji i o wpływie jaki mają na opinię publiczną. Nasz rynek jest niestabilny, wydawnictwa przechodzą z rąk do rąk, tracąc swój pierwotny charakter kulturotwórczy i stając się maszynami do robienia pieniędzy.

    1. Nie wiem jakie są szwedzkie doświadczenia, bo nie znam tego rynku wydawniczego, ale ufam Twojej wiedzy i kompetencjom. I niestety, mam takie same wrażenia, jak Twoje jeśli chodzi o refleksje dotyczące książki, moim zdaniem, jeszcze warto zwrócić uwagę na kształcenie krytycznego myślenia o literaturze, albo — szerzej— o prowadzeniu dialogu z tekstem, jak to nazywał jeden z moich wykładowców na studiach.

      1. Ambrose, witaj na blogu. Miłego czytania i komentowania, przepraszam za tak późne zatwierdzenie Twojego komentarza, ale wpadł do spamu. Odratowałam. Udało się bez sztucznego oddychania. I prostowania czcionki. 🙂 Dzięki za sznurek. Z chęcią się zapoznam, wiem, że to komentarz kierowany do Recenzentki, chciałam Cię przywitać oficjalnie. 🙂

  2. Odniosę się do kilku kwestii:
    Czy literatura (piękna) umiera? Wejdźmy do księgarnii, setki tytułów i czytelnicy wybierający coś dla siebie. Literatura ambitna, biografie, kulinaria, kryminały, romansidł i poczytadła. Książki róźżnych „lotów”, wg teorii, że każdy może pisać (patrz.biografie celebrytów). Nie każdy jednak musi pasjonować się fizyką, geografią czy historią literatury. Ważne, że czytelnik sięgnął po książkę, nawet jeśli to jest romans (nie dyskwalifikuję tej literatury). Może rozsmakuje się w czytaniu i zrobi kolejny krok, sięgnie po kolejną pozycję. W zależności od nastroju, mojego skupienia, zainteresowania tematem, czytam rózne książki. Czasami nie czytam nic, nie mogę się skupić na „drukowanym”. Wtedy włączam audiobooka.
    Faktem jest, że jest wiele osób, które twierdzą, że fikcja literacka nie jest im potrzebna.
    Dzisiejsza Literatura piękna jęst zupełnie inna, sam język (kultura języka) zdecydowanie różni się od tego z poprzednich epok (ach te lekturowe opisy przyrody czy bohaterów). Tę kwestię zakończę, choć jej nie wyczerpałam. (Nie lubię pisać).
    Zdecydowanie zgadzam sie, że nie potrafimy powiążać teorii z praktyką. Nauczyciel wiedzy o kulturze mówi na lekcji o malarzach i ich dziełach, z nie zabierze uczniów do galerii czy muzeum. Nie potrafi czy nie chce rozkochać ich w smakowaniu sztuki. (Oczywiście zależy to od osoby nauczyciela, nie chcę generalizować).
    Prawdą jest też, że pisarzy nie prosi się o skomentowanie wydzarzeń czy zjawisk. Teraz tzw. celebryci „potrafią” wypowiedzieć się na każdy temat. Wystarczy popatrzeć na poziom programów, które oferuje telewizja, ale to juz inny temat (rzeka).
    Czy sztuka jest ważna? Dla mnie tak! Im starsza jestem, tym bardziej jest mi potrzebna, oczarowuje i zmusza do ciągłego „smakowania”. W swoim środowisku mam osoby, które widziały reprodukcje znanych obrazów (np. w wydaniu albumowym) i to im wystarczy.
    Pozdrawiam

    1. Dziękuję za komentarz.Fotozwiedzaczko 🙂 Czy wolisz męską formę? Nie wiem jak lubisz by się do Ciebie zwracano,dlatego pytam.
      Myślę, że sztuka generalnie umiera. Piszesz, że istnieje setki tytułów. Oczywiście, Piotr
      Millati też o tym wspomina we wstępie. Myślę, że ilość obecnie przykryła wymogi dotyczące jakości. Każda osoba może być teraz pisarką/ pisarzem, a w zasadzie, nie jestem w błędzie, albo wiele błądzie. Nie tyle chodzi o fakt, że każda osoba może zająć się pisaniem, ale o to, że często (nie zawsze) następuje uzurpowanie, zawłaszczanie sobie pewnych profesji.
      Piszesz,: „Wejdźmy do księgarnii, setki tytułów i czytelnicy wybierający coś dla siebie. Literatura ambitna, biografie, kulinaria, kryminały, romansidł i poczytadła. Książki różnych „lotów”, wg teorii, że każdy może pisać (patrz.biografie celebrytów).”

      Myślisz,że wraz ze zróżnicowaniem rodzajowym następuje utrzymanie jakości?

      Bo ja nie jestem tego taka pewna. Jak studiowałam , nie ważne gdzie, można było dostać naprawdę wiele książek nie tylko „różnych lotów” jak piszesz, ale generalnie teksty należące do kanonu literatury wysokiej, teraz? Nie tylko nie można tego zrobić, ale panuje często niechlujstwo, niewygodne przejścia między półkami, a i zawartość wątpliwa, niewyedukowanie sprzedawczyń i sprzedawców, nie doradzą, nie wiedzą, bardzo często. Krążą opowieści, nie wiem, czy są one prawdziwe, że miejsce na liście bestsellerów, czy miejsce wystawienia książki (w bardziej/ mniej eksponowanym miejscu) można sobie kupić.

      Nie każdy jednak musi pasjonować się fizyką, geografią czy historią literatury. Ważne, że czytelnik sięgnął po książkę, nawet jeśli to jest romans (nie dyskwalifikuję tej literatury). Może rozsmakuje się w czytaniu i zrobi kolejny krok, sięgnie po kolejną pozycję. W zależności od nastroju, mojego skupienia, zainteresowania tematem, czytam rózne książki.
      Nie jestem zdania, że ważne,żeby czytać, nie ważne co. Wiem, że nie o tym pisałaś. W Twojej odpowiedzi przeczytałam, że każda książka, również ta, która uważana jest (stereotypowo) za tą niższych lotów, może prowadzić, do innej, także tej, uważanej z wyższej półki. Nie jestem pewna, czy istnieje takie przełożenie (raczej – jestem sceptyczna).
      Oczywiście, moim zdaniem jest jeszcze ważne, o czym pisałaś Recenzentko Ty (pod innym wpisem) żeby i romans, i literatura popularno naukowa była napisana rzetelnie. Dobrym stylem.
      Kiedyś słuchałam „Nigdy w życiu” czytała bodaj Trafankowska w jakieś rozgłośni, i wspominam lekturę bardzo dobrze. Chociaż wiem, kto to jest np Chiaromonte i co napisał.

      Piszesz, dalej, że
      Dzisiejsza Literatura piękna jęst zupełnie inna, sam język (kultura języka) zdecydowanie różni się od tego z poprzednich epok (ach te lekturowe opisy przyrody czy bohaterów).
      Nie przepadałam ani za opisami przyrody, ani za opisami bohaterek, bohaterów, lista lektur, była (z nielicznymi wyjątkami: https://5000lib.wordpress.com/2014/10/07/lek-wysokosci-jana-w-oleju-darkness/ i https://5000lib.wordpress.com/2014/10/16/08-nam-pamietac-nie-kazano-szepty-i-lzy/ ) dla mnie listą tortur, i swojego czasu skutecznie zniechęciła mnie do czytania.

      Zdecydowanie zgadzam sie, że nie potrafimy powiązać teorii z praktyką. Nauczyciel wiedzy o kulturze mówi na lekcji o malarzach i ich dziełach, z nie zabierze uczniów do galerii czy muzeum. Nie potrafi czy nie chce rozkochać ich w smakowaniu sztuki. (Oczywiście zależy to od osoby nauczyciela, nie chcę generalizować).
      Także dlaleka jestem od generalizowania, myślę, że częściej nauczyciel/ka weżnie uczniów do galerii, ale czy nauczy (krytycznego) myślenia? Albo czy, szkoła jest takim miejscem, gdzie jest to możliwe? A jeśli nie w szkole, to gdzie?
      Prawdą jest też, że pisarzy nie prosi się o skomentowanie wydzarzeń czy zjawisk. Teraz tzw. celebryci „potrafią” wypowiedzieć się na każdy temat. Wystarczy popatrzeć na poziom programów, które oferuje telewizja, ale to juz inny temat (rzeka).
      Czy sztuka jest ważna? Dla mnie tak! Im starsza jestem, tym bardziej jest mi potrzebna, oczarowuje i zmusza do ciągłego „smakowania”. W swoim środowisku mam osoby, które widziały reprodukcje znanych obrazów (np. w wydaniu albumowym) i to im wystarczy.
      A do czego konkretnie potrzebna Ci jest sztuka? Na czym polega smakowanie?

  3. Może być forma żeńska 🙂
    Zgadzam się z Tobą co do (braku) jakości tego co znajdziemy w ksiegarniach. Jeśli chodzi o zróżnicowanie rodzajowe, dobre jest to, że każdy znajdzie coś dla siebie. Ruch w interesie musi być. Wszystkiego w życiu człowiek się uczy i sięgania po książkę także. W moim rodzinnym domu zawsze było dużo książek (nie stały dla ozdoby).
    Jesli komuś sprawia przyjemnośc i daje odprężenie czytanie Harlequinów to dobrze. Niech czyta.
    Masz rację co do lektur, mogą zniechęcić do czytania. (Jestem za (częściową) zmianą kanonu). Wspomniałaś Grocholę, potem był Wiśniewski, a dla młodzieży seria Harrego Pottera. I dzieciaki zaczęły czytać grube tomiszcza.
    Trudno jest wyrazić do czego potrzebna jest mi sztuka.Smakowanie? Lubię zwiedzać muzea, gdy jestem zagranicą także. Jak planuję kolejny wyjazd, sprawdzam jakie muzea można odwiedzić. Niedawno byłam w Brukseli i wielką przyjemność sprawiło mi ogladanie tamtejszych zbiorów malarstwa. W maju planuję kolejny wyjazd i już cieszę się, że wejdę do domu Rubensa, obejrzę jego dzieła oraz innych malarzy niderlandzkich.
    Wiesz co najbardziej mi się podoba w tych muzeach? Można dojśc pod sam obraz i przyjrzeć się pociagnięciom pędzla, można sfotografować, postać ile się chce. Nikt nie „stoi ci na plecach”. W Polsce w muzeum etnograficznym pani chodziła za mną od sali do sali i śledziła każdy ruch.
    Można zarazić sztuką nawet osoby w dojrzałym już wieku. Mój partner przy mnie zaczął to „smakowanie”, o którym pisałam.

    1. Nie czytałam Wiśniewskiego, za to Grocholę tak, ale tylko trylogię, mam sentyment do pierwszej części, chociaż też mały zarzut, że film się zgoła inaczej kończy niż książka, a bardzo szkoda, bardzo. Jestem zdania, że warto sięgnąć po różnego rodzaju książki i dobrze napisane, i karygodnie. A to, w jaki sposób są napisane nie zależy od ich rodzaju.
      Sięgania po książki trzeba się/ można się nauczyć, ale jakoś to się przeoczyło, chociaż może to świadome działanie? To tak samo jak z myśleniem. Tak myślenie boli. Każda osoba chce mieć własne zdanie, ale nie każda podejmuje trud mylenia, tfu trud myślenia.
      To nie kwestia racji, ale dziękuję bardzo.
      Mogę mówić w swoim imieniu. Mnie lektury skutecznie zniechęciły do czytania.
      Myślę, że saga o Harrym Potterze, której długo byłam przeciwniczką, jest książką nie tylko dla młodzieży. I w niej jest siła.
      Rubensa bardzo polecam, myślę, że w kwietniu jeszcze coś tutaj znajdziesz o nim właśnie. Na razie wspomnany jest między wierszami: https://5000lib.wordpress.com/?s=Rubens&submit=Szukaj
      Zawsze można żyć inaczej, a jeśli nie zawsze to baaardzo często (tak nie uogólniając).

  4. Kiedyś, dawno temu uczyło się tak (przynajmniej tak to wspomina moja matka), że na historii, plastyce i języku polskim omawiało się jednocześnie tę samą epokę. Wówczas lektury nie były wyrywane z kontekstu, więc inaczej się na nie patrzyło. Ja już jestem dawna (jeszcze przedgimnazjalna) i nawet wtedy, kiedy ja się uczyłam, to już była zamierzchła przeszłość.
    A dziś są smsy i inne krótkie wiadomości tekstowe więc komu się chce czytać jakieś epopeje? Komu się chce słuchać dogłębnych analiz?

    1. Myślę, że od dogłębnych analiz do dłuższych form pisanych to sama przepaść. Z jednej strony jest nuta goryczy, z drugiej np ja nie piszę krótkich tekstów, a jednak są czytane, wierzę w mojego Czytelnika i moją Czytelniczkę. Myślę, że po prostu nie ma alternatywy bardzo często, ale za to dużo jest narzekań.
      Z drugiej strony nauczanie i edukacja formalna… Nie chcę powtarzać tekstu z wpisu…

  5. A ja myślę, że szkoła zabija miłość do literatury, przynajmniej moja szkoła była w tym dobra 😉 Ba!do czytania w ogóle. Nie czytałabym jak większość Polaków ( jak ostatnia plotka głosi), gdyby nie… i UWAGA przykra, a może nawet śmierdząca prawda 😉 pozycja pod tytułem „Cuchnący Wersal” Myślę, że mniej więcej po tej lekturze chwyciłam wiatr w żagle i zamrugałam nad książką ten pierwszy, ale nie ostatni raz. Moim skromnym zdaniem nauka czytania powinna zaczynać się może nie od Wersalu ;), ale od różnych pozycji, nie tylko tych skomplikowanych. Dziś czytam trzy książki naraz, w tym „Rok1984” Orwella, ale jak mówię ktoś pokazał mi, że czytanie to zabawa, ciekawość, nowe światy. Do literatury można dojrzeć, ale można też się nią sparzyć jeśli podana będzie na gorąco w podstawówce czy liceum, kiedy to wszyscy mają ochotę jedynie na ciasto i lody waniliowe 😉
    Pozdrawiam
    Dominika

    1. Witaj Pastelowa Kropko ! Dobrego czytania i komentowania. Dominiko, Świetnie, że napisałaś. W szkole podstawowej prawie nie czytałam. Za to w moim domu się czytało, i mnie się czytało. Poza tym, bywały wyjątki – np „Dzieci z Bullebyn” albo Szatan z Siódmej Klasy. O jakże ja chciałam być Adasiem Cisowskim! No… przeczytałam też Tomka w Krainie Kangurów (od zawsze chciałam zwiedzić Australię!) do tej pory pamiętam, jak targany wątpliwościami Tomek Wilmowski poszedł na spacer do Parku Saskiego… No, i to było by na tyle (może jeszcze poezja, zawsze było mi do niej blisko- ale nie do egzaltowanej, romantycznej, tylko do humanistycznej, mogła być i trudna językowo) i… Tyle. W liceum w drugiej klasie zdobyłam nagrodę za najwięcej przeczytanych książek, ale cóż to za nagroda, nie trzeba było się wysilać, zwłaszcza, że lektury też się przecież wypożyczało… W szóstej klasie liceum nie potrafiłam sobie wyobrazić jak można czytać i się przy tym relaksować, to była dla mnie tortura… Nie wydając się w dalsze opowieści dziwnej treści: myślę, że konkluzję mamy taką samą… Niestety. Jeśli chodzi Ci o „Cuchnący Wersal” to miałam w ręce inne książki tej autorki, i pomysł dobry, ale udało mi się wyłapać kilka błędów merytorycznych, więc to zniechęciło mnie do lektury, ale tak. Jestem zdania, że warto (i to chyba jedna z najtrafniejszych— ale nie jedyna) droga do tego by polubić czytanie. Jeśli lubisz dobrze opowiedziane historię to mogę polecić (z lektur) jeśli nie miałaś przyjemności, to koniecznie: https://5000lib.wordpress.com/2015/03/01/59-naukowiec-tez-czlowiek/ Chociaż np biorąc na tapetę „szkolnych” pisarzy i pisarki warto oddzielić dzieło/ dzieła od nich samych czego przykładem jest Orzeszkowa i arcyciekawe i arcytrudne życie jakie wiodła: https://5000lib.wordpress.com/2014/10/06/02-u-steru-tuz-przed-switem-w-prowincjonalnym-malym-miescie/. W historii są też postaci ukryte, a niemniej ważne takie jak np Marcelina: https://5000lib.wordpress.com/2014/10/13/07-prosto-eternal/ . A Świętosława? https://5000lib.wordpress.com/2015/09/19/183-swietoslawa-i-jazz-wedrowka-ku-geometrii-smaku/ No nic. Nie chcę Cię zarzucić linkami, sznurkami i innymi sznurówkami, niemniej: Zapraszam.

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s