[212+3].[IKD2]. Internetowy Klub Dyskusyjny. Przejęzyczenie. Rozmowy o przekładzie Zofii Zaleskiej

[Przejęzyczenie. Rozmowy o przekładzie. Zofia Zaleska, Czarne 2015, źródło zdjęcia].
[Przejęzyczenie. Rozmowy o przekładzie. Zofia Zaleska, Czarne, Poza serią, 2015, źródło zdjęcia].

jest w książkach coś szczelniej niż książka zamknięte

[Gdy wszystko się zdarzy, słowa: E. E. Cummings  tłumaczenie Stanisław Barańczak; Wiersz zaśpiewał Grzegorz Turnau, materiał umieszczony na płycie To tu, to tam, Pomaton EMI 1995].

Co się [od]wlecze to nie przypiecze, co ma wisieć nie runie, czy nie po- frunie, eee czy jakoś (nie) tak… Chociaż jeść niedopieczone, to niebezpieczne… Nie, to nie tak, w jakiś sposób mi się przejęzyczyło, tak jakoś

samo…

Aaaaa właśnie!

Zapraszam do dyskusji na temat książki Zofii Zaleskiej pt: Przejęzyczenie. Rozmowy o przekładzie. Książka jest rzeczywiście tym, o czym mówi podtytuł: rozmowami o przekładzie. Na przykładzie.

A oto pytania:

1.Piotr Millati, pisze w swojej książce, o tym, że literatura piękna umiera, chociaż dzisiaj, jak nigdy wcześniej powstaje wiele książek o literaturze, książek o książkach, bezpowrotnie zatracamy swoisty rodzaj patrzenia, spostrzegania i przeżywania, czy tak rzeczywiście jest? Jeśli tak/ nie, to dlaczego?

2. Czy można mówić o dobrym i złym przekładzie? Co charakteryzuje pierwszy, a co drugi?

3. Wasza ulubiona rozmowa w tym zbiorze? Dlaczego właśnie ta? A, może jest taka — której zabrakło?

4. Co stanowi mocną stronę książki, a co wręcz przeciwnie ?

5. Jakie cechy konieczne są w zawodzie tłumacza/ tłumaczki?

6. Twoje pytani_e/a________?

Zapraszam do dyskusji.

Skrócony odnośnik do tekstu: http://wp.me/p59KuC-Oi

234. O sztuce rozmowy.

Nie sądziłam, że przyjdzie mi napisać wpis dzisiaj, i na pewno nie takiej treści.I ogólnie i szczególnie zastanawiałam się, czy pisać.

We wpisie powitalnym na moim blogu możesz przeczytać — że nie będzie tutaj dyskusji o Bogu i religii. Tak jak nie będzie o polityce, gotowaniu, wyszywaniu i urządzaniu wnętrz). Nie wycofuję się z tych słów. Sadzę, że Duchowość to b a r d z o  i n t y m n a  sfera. Jeśli Ktoś/ Ktosia chce, niech(aj) piszę na te właśnie tematy — ja obrałam inną drogę.

I dzisiaj nie będę poruszała sfer(y) Wiary i Religii.

Napiszę tylko, że zmarł Ks. Jan Kaczkowski, albo inaczej zmarł Jan Kaczkowski, który w swoim życiu również sprawował posługę kapłańską. Człowiek, wiarygodny (napisałam to słowo, i się zdumiałam jego brzmieniem i znaczeniem).

[Ks. Jan Kaczkowski, źródło zdjęcia].
[Ks. Jan Kaczkowski, źródło zdjęcia].

Nie, nie napiszę, że zmarł po przegranej, długiej, walce z chorobą. Bo wewnętrznie czuję (mogę się mylić) że tego by nie chciał (Bo skąd ja mogę wiedzieć, czego by sobie życzył, a czego nie, mogę tylko przypuszczać…) A jeszcze bardziej, że to się nie zgadza we mnie. Owszem,  doświadczenie niepełnej sprawności było częścią jego życia. Częścią ważną, ale niemniej, częścią. Gdy słuchałam tego co i  w jaki sposób mówił, mało ważne jest to, czy podzielałam Jego zdanie, czy nie) słyszałam szacunek i autentyczną otwartość:wiary godność,również do indywidualnego doświadczenia, i to (choć nie tylko to) — że chciał, i potrafił zawiązać nić porozumienia, tę która nie jest węzłem gordyjskim. Człowiek, który chciał potrafić i umieć mówić o kwestiach trudnych, albo przynajmniej uważanych za niełatwe, z ludźmi mających w swoich biografiach różne doświadczenia. Z dawką humoru i dystansu do Siebie.

Dziękuję.

 

I przyszedł do mnie cytat, jeden z kilku, ale tylko ten podam dalej:

Zamiast ciągle na coś czekać — zacznij żyć. Właśnie dziś. Jest o wiele później, niż Ci się wydaje.

[Ks. Jan Kaczkowski].

Słyszałam te słowa, z ust różnych ludzi, nie żeby odbierać ks. Janowi Kaczkowskiemu autorstwo. Nie napiszę, że dzisiaj smakują wyjątkowo. Patrząc na to — z jaką lekkością, i szacunkiem, bez paternalizmu potrafił rozmawiać, wierzę w to, że budowanie na różnicach jest możliwe, chociaż tego nas się nie uczy, ani w szkole, a i z rzadka poza nią. Nie trzeba wielkich słów, tylko praktyki.

Link skrócony do tekstu: http://wp.me/p59KuC-Ob

 

233.Kędzierzawe czwartki. O miłośniku Liczb (Niezbywalnie) Pierwszych i jego doświadczeniach.

[Urodziłem się pewnego błękitnego dnia. Pamiętniki nadzwyczajnego umysłu z zespołem Aspergera, Daniel Tiamment, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2010 r, seria: Przez Rzekę, źródło zdjęcia].
[Urodziłem się pewnego błękitnego dnia. Pamiętniki nadzwyczajnego umysłu z zespołem Aspergera, Daniel Tamment, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2010 r, seria: Przez Rzekę, źródło zdjęcia].

Podobnie jak wielu rodziców, normalność rozumieli jako bycie szczęśliwym i użytecznym.

[Urodziłem się pewnego błękitnego dnia. Pamiętniki nadzwyczajnego umysłu z zespołem Aspergera, Daniel Tamment, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2010 r, seria: Przez Rzekę, s.53].

 Gdyby nie to, że ktosia mi poleciła przeczytanie tej książki, to z dużym prawdopodobieństwem (bo tego z pewnością, i to nie zbitą stwierdzić nie można) gdybym nawet na nią, w tym czasie (nie dekadę wcześniej, licząc od jej przeczytania) trafiła. Zboczyłabym zobaczyłabym okładkę i podtytuł, paternalistyczne ociekający marketingiem, który musi, bo po prostu i po krzywo (to nie oda do zielska) wsadzić swoje macki muuusi. Tak więc, po przydługiej introdukcji, przeczyłam.I chociaż o Zespole Aspergera wiedziałam już wiele, przeczytanie tej właśnie książki, było niezwykłym doświadczeniem. Stało i nie stało się nic. Po jej przeczytaniu. Nic, bo żyłam, tak jak żyję. A jednak coś: bo uparte myśli drążą skałę, i chcący zbudziły moje marzenia, a że rzecz to intymna, te akurat pozostawiam dla Siebie i dla Bliskich mi Osób. Nie chcę tej wiedzy pozostawiać dla siebie. Nie może i Ty, zdecydujesz się sięgnąć po tę pozycję, i być może jak ja odłożyłabyś, albo odłożył na półkę? I to nie była by półka własnej biblioteczki? A szkoda. Sam Daniel mówi o sobie, że nie jest geniuszem, że z autyzmu się nie wyrasta, i tym samym poddaje w wątpliwość wszelkie mity, tak chętnie powtarzane (zwłaszcza przy takich sytuacjach) stereotypy dotyczące osób z niepełnosprawnościami. Daniel Tamment ma doświadczenia ze spektrum autyzmu i synestezji, które sam opisał w cytowanej już przeze mnie książce, której tytuł brzmi:

Urodziłem się pewnego błękitnego dnia. Pamiętniki nadzwyczajnego umysłu z zespołem Aspergera. Jest to książka napisana nie tylko przystępnym językiem, ale wykraczająca poza doświadczenia osobiste autora i dla mnie, osobiście jej treść była bardzo wnosząca. To po pierwsze.

Po wtóre: Daniel wspomina na samym początku swojej książki (po wprowadzeniu dotyczącego kwestii w jaki sposób widzi i czuje liczby) wspomina, że obraz zaburzeń, jest różnorodny, u różnych osób, o czym zapominamy, i my.

Warto zaznaczyć i przy tej okazji: jeśli częścią naszego doświadczenia życiowego nie jest należenie do tychże grup. Te, które postrzegamy jako swoje widzimy jako bardzo złożoną, o różnych zależnościach zachodzących wewnątrz, obce jako monolit, a przykłady nie pasujące do tychże traktujemy jako wyjątki, te mają — w myśl uporczywie powtarzanego przysłowia — potwierdzać regułę…).

Jeśli macie zamiar przeczytać tę książkę, proszę sięgnijcie do niej bezpośrednio a dopiero potem szukajcie w Internecie materiałów o Autorze, jest ich trochę, a nawet t r o c h ę  więcej.

Jestem przekonana, że w tym przypadku kolejność ma znaczenie, i że taka jest właściwa.

Jedną rzeczą, jest to, że autor opisuje swoją niepełnosprawność bez patosu, i z różnych perspektyw (np matki i ojca), ale nie tylko. 

[A tak wygląda (ze zdjęcia) Autor. Źródło].
[A tak wygląda (ze zdjęcia) Autor. Źródło].

Drugą to stawianie sobie wymagań. W sposób, mądry i wnoszący. Taki, który pozwala na rozwój, w czasach gdy jego zaburzenie było albo nieznane, albo z czasem, zostawało opisywane. Sam Daniel [u]zyskał diagnozę późno (co nie stanowi novum) jeśli chodzi o zaburzenia ze spektrum autyzmu — bo w wieku dwudziestu sześciu lat, wcześniej nie rozpoznano jego potrzeb, a i potem wiązało się to z wieloma stereotypowymi decyzjami. Jeśli jednak chcecie przeczytać o Dzielnym Rycerzu Danielu i Jego Walce z Chorobą, (do tego zdiagnozowano u niego epilepsje płatów skroniowych). Jeśli takie skojarzenia, i — co gorsza — o c z e k i w a n i a, żywicie względem tej właśnie lektury to darujcie sobie. Żyjcie w zdrowiu (i nieświadomości). Jego/ Jej wybór. Dasz (lub nie darz) bór! :-). Moim zdaniem nie jest to książka tylko dla zwolenniczek i zwolenników (autobiografii). 

[Buzu Squat, Przebudzenie, źródło nagrania].

 

Nie jestem przekonana do tego, że da się przekroczyć rzekę bez bólu i wyrzeczeń… Niezależnie od tego czym dysponujemy… O czym marzymy i gdzie (aktualnie) jesteśmy w Życiu. Wracając jednak do książki, to zwraca uwagę świadomość Daniela Tammeta nie tylko względem własnych przypadłości, czego raczej się spodziewamy, ale względem przeszłości, np szczegóły dotyczące własnej rodziny. I nie ma to nic wspólnego z doświadczeniem choroby, czy niepełnej sprawności. Jeśli będziemy czytać w sposób uważny, to wyczytamy więcej, nie dlatego by przypisywać znaczenia, których nie ma, widzieć Znaki (nie tylko wodne) ale dlatego, że wiedza np o sposobie socjalizacji (patrz proszę cytat otwierający ów wpis) tu rzeczywiście jest. Ponieważ choroba/ nie w pełni sprawność,  i doświadczenia z niej płynące są tylko częścią, ważną, ale częścią całości, tę książkę czyta się tak dobrze. I  z kart tej książki przebija, coś jeszcze — u_ważność i świadomość Autora, to po prostu czuję. Widać jaką pracę wykonał w sderze emocji.  I widać także różnice kulturowe między Polską a Wielką Brytanią (zwłaszcza jeśli uświadomimy sobie czas, w którym działa się akcja). Daniel Tammet nie unika tematów uważanych, nawet dzisiaj, za trudne, czy stabuizowane.

To wszystko połączone z pewną dozą surowości, przekonuje mnie, by tę właśnie książkę Wam polecić, zwłaszcza, że część z Was obchodzi dziś Święta Wielkiej Nocy i może zdecydujecie się na spędzenie czasu z książką, może właśnie tą?

A skoro był cytat na początek, to niech i teraz nastanie: 

Niepokoiłem się oczywiście o podróż i powodzenie mojego wolontariatu. Jednak było we mnie coś jeszcze: podekscytowanie,że w końcu biorę odpowiedzialność za swoje życie i swój los. Ta myśl zapierała mi dech w piersiach.

[s.150].

233. Znowu.

gdy kwitnie żonkil ten co wie
…że żyjesz, aby stawać się)
zapomnij lecz, pamiętaj że
gdy kwitną bzy, co głoszą , iż
budzisz się po to, aby śnić,
pamiętaj co (zapomnij nic)
gdy kwitnie róża (rajski ptak
płonący w naszych szarych snach)
zapomnij czy, pamiętaj tak
gdy tak rozkwita każdy cud,
że myśl nie może złapać tchu,
pamiętaj gdzie (zapomnij tu)
i (gdy nam czas objawi, że
od czasu nas uwolnić chce)
zapomnij mnie, pamiętaj mnie

[gdy kwitnie żonkil, e.e. cummings,  tłumaczenie: stanisław barańczak]

[Kyriakos Kalaitzidis, En Chordais, Ensemble Constantinople, Maria Farantouri, album: ‎The Musical Voyages Of Marco Polo, data wydania:11 marca 2014, World Village, źródło nagrania].

Siedzę i sądzę. Stoję i słodzę. Schodzę i schłodzę.

nad kartką

pustą. Linią tłustą.

I ekranem.

Takimże.

Kłębią

się  myśli, zdarzenia, roz_mowy,

słowa, słowa, słowa, którymi nasączyłam się wczoraj,słowa, słowa, słowa i przez cały tydzień, miesiąc, rok.

Mimochłodem.Mimo_chodem.  Głaskam  książki,wzrokiem, czasu wyrokiem poganiana ganiana. Wiedza

rozpatrzona, proszona, rozproszona. Zaproszona. Złapana, zapętlona, roztapiana. Znana i nieznana.

Rozmowy, zdania, słowa, kon_te_teksty.Teksty

*** *** *** *** *** *** ***

Razy.

Uderzenia.

Ile razy.

Ile razy?

Mroźna. Można

zawieść,  i nie chodzi o po[d]wożenie, czy spełnianie się w zawodzie kierowczyni, czy kierowcy… Zaczarowana dorożka, zaczarowany dorożkarz, zaczarowany koń. — jak napisał Poeta. Może być ten ze strychu, i ze strychu — albo mechaniczny. Byle nie cyniczny, sceniczny,cynowy, cy stary. Raz.

Tak.  Można, drugi… Ony powtórz. Powtórzony. Zakurzony i Trzeci. Do trzech razy sztuka. Stuka już rytuał, i nawyk. Odwyk. Łyk. Ile razy można po[d]rzucić, wyrzucić, zaniechać, zwlekać i wywlekać. Nitki, które do niczego nie pasują, te, które porzuciła  Zaradna Ariadna. Lekcja anatomii stosowanej. Czułe miejsca. Znaki poszczególne. Blizny i sny. Piasek pod powiekami. Po wieki.

Utykają, stukają. Utkane z czasu pytania cielesne. Ciemne i nieme jasne i przeczuwane.  I wiedzenie  i widzialne od_po[d]wiedzi na niepoznanie i na pokrztuszenie. Cholera jasna, i ciemna i w kropki. Paski. Niesnaski. Niezgody, i…

Czyli o powrotach.

Po: obmacywanie, przyglądanie, przeglądanie, zobaczenie. Zmrożenie. Zamrożenie i wzmożenie. Znanie i nieznanie. Obiecywanie. Jasno. Z naręczem dat, I celowników celów. Cel_uff. Cel ów ten. Sen. Zen zon. Dren. Zeń. Pamięć mgnień.

wrrr: że wady, że wody wywody że wrzody, że drogi, że leń zeń, że przeróbki, robotki, że ciągle i w kółko, i do kwadratu, tu i tu, i tam. Tam[_]by(wa)lec, tubylec. Walec by zlec. Zakalec. Zlecić. Polecić by zlecieć. Polec. Palec i głowa i pylec. Pył. Zmył. Zakalec. Był. Krył. Kół. Zzuł. Muł. Dół.

ot: odtrutki i trudy. Nudy, kłódki i kłody. Kłopotki, robótki.Tripy i tropy. Rozwódki, wywódki. Od wódki. Odwody dowody do wody , wywody spacery. Podróż. Bez róż. Bez zórz i cóż, że kurz.

ach.

Do domu, do pracy. Do odbić w lustrach. Do zalet i wad. Zwyczajów i nawyków bez dat. Wracamy.Powracamy.Przywracamy przywary. Czary przede wszystkim mary.  Bez apety_tu na rutynę wracamy. Podobno z pierwszym krokiem ruszamy w podróż. Zanim jednak zdecydujemy się porzucić tapczan, kubek pełen kawy, życie pewne (z)jawy,ludzi, kolej, i kolejność, przypadkową dość,  warto zobaczyć, obmacać, powąchać, miejsca wtórne, miejsca wspólne, czułe miejsca. Teraźniejsze i te duże i te mniejsze. I te przyszłe. Trzymać. Powstrzymać. Spróbować, raz,

jeszcze raz.

Zanim.

Zniechęcić, zarzucić, wyrzucić, przekreślić przyjdzie chęć. Zmęczenia rtęć podskoczy w termo_metrze zdarzeń chęć zetrze.

Raz.

Jeszcze raz.

Inaczej.

Mądrzej.

Ciszej.

Ale

jeszcze raz.

Te

Te i tamte

Teraz.

Te[n]raz.

231. (Już nie) Młody Człowiek i [Ziemio]mo(r)że. /O kręgach na wodzie/ (1).

Czyli: pierwsza garść refleksów, refleksji na wrząco, gorąco.

/Albo o [ro]zwoju jak najbardziej osobistym/.

Część pierwsza, zwiastuje drugą, tą zamierzam napisać „za czas jakiś”, a wtedy sięgnę pamięcią do tej notki, porównując mój sposób mylenia, znaczy myślenia…

[Od tygoooodni tłukę tę piosenkę. Let Her Go, All the Little Lights (2012)  Passenger- źródło nagrania].

Tylko w milczeniu słowo,
tylko w ciemności światło,
tylko w umieraniu życie —
na pustym niebie
jasny jest lot sokoła.

[Czarnoksiężnik z Archipelagu, Ursula le Guin].

     To chyba najczęściej przywoływany cytat z sagi Ziemiomorze, a przynajmniej z jej pierwszej części (chociaż jest powtórzony później). Cytat ów jest chwytliwy, a może nie tyle chwytliwy, co zwodniczy i  się z nim nie zgadzam… To znaczy, uważam, że zawiera w sobie ważną c z ę ś ć prawdy. Czyż jeśli nie milczymy a rozmawiamy, słowa nie ma? Albo one Nic nie znaczą? Czy aby docenić życie, trzeba otrzeć się o śmierć? Być dotkniętą jej oddechem, czuć go na karku, własnym karku, zostać muśniętą, tak że na szyi poczujemy chłód, a włoski staną na baczność, tuż przed jej do ty k i e m?

Myślę, że:  tak, i nie.

To bardziej skomplikowane i bardziej proste niż się zwykło sądzić… Pewna krągłość jest piękna, i na tymże pięknie wielu ludzi się zatrzymuje, a można (i warto) zejść  g ł ę b i e j.Choć nie znaczy to, że  ludzie, którzy do tej pory obserwowali kręgi na wodzie dotąd brodzili tylko po kostki. Choć podróż  łączy się z wykonaniem pracy, która łączy w sobie i Ból (np tęsknoty) i Zachwyt (praprapragnienia), wielość spojrzeń i wytężeń, konieczność wrzeń i wejrzeń, i stężeń. Życie to sposób patrzenia i zużywania (się) odmierzany czasownikami, a te jak wiadomo— wiążą się z działaniami…

}*{

Krążyłam wokół tej książki, zaczynam, zaczynałam i zaczynałam. I… nudziłam się śmiertelnie, w związku i zawiązku koniec nie trudno prze i widzieć, by wiedzieć — zarzucałam lek i turę. Nie mylić z turą lęku, lek ku… 

Ale z drugiej strony,

coś podpowiadało mi, że warto. A ponieważ miałam już takie doświadczenia związane z innymi książkami, chociażby (jeśli chodzi o fantasy) z Sagą o Wiedźminie (którą wrząco polecam, choć czytałam dosyć dawno, i czuję konieczność powrócenia do tejże serii) to odkładałam książkę i ona co jakiś czas wracała, w przeczytanych wpisach, w rozmowach…

Nie, nie jest to nic nadzwyczajnego, po pierwsze dlatego, że to książka zaliczana do klasyki gatunku (a więc mamy bardzo dużo okazji się na nią natknąć, czyli każda osoba powinna znać…) z drugiej, jedna z zasad psychologicznych mówi: jeśli na coś zwrócimy uwagę zaczniemy to dostrzegać  i to w dużym natężeniu. Jeśli kupisz ferrari, nagle, nie wiedzieć czemu na ulicach miast polskich (i wsi) tyyle tych modeli jest jeździ napataczając się przed oczy).:)

Niewątpliwie, co chciałabym zaznaczyć Kruku masz swój wkład i to niemały, choć miły w to, że znów sięgnęłam, tym razem po sagę, (to taka podróż ku opowieści) Czyli nie zaprzestałam na pierwszym tomie. Z naszą dyskusją można zapoznać się na fantastycznym (dosłownie i w przenośni) blogu. To ona pozwoliła mi uporządkować pewne kwestie, dotyczące fantastyki.

Dziękuję Kruku.Wiem, że już o tym pisałam , ale chciałabym, by to i tutaj wybrzmiało i tutaj.

}*{

Otóż,  wtręt — zawsze wierzyłam w moc opowieści, chociaż nie (zawsze) w moc słowa. (Pozwólcie,że nie będę rozwijać tej kwestii). Niektóre powieści/ cykle fantasty są dla mnie ważne dlatego, że powalają snuć opowieść i wieść powieść w taki sposób by zyskać perspektywę. O czym za chwilę, tą, dłuższą…

Pozwólcie, że posłużę się przykładem, jednym z wielu Przed_ szczególnym*.

Nierzadko bywa tak, że osoby zachęcone tym czym może zaowocować kroczenie drogą rozwoju osobistego czytają coraz to nowe książki, nie rzadko idą na kursy,  wpadają  entuzjastki i entuzjaści uczą się chodzić za tym, za tamtym i jeszcze jednym, trzecim, piętnastym nowym… I dobrze. Z małym zastrzeżeniem (wiem, wiem, będę się teraz powtarzać — jeśli stale tu bywasz i czytasz, to spotkałaś/spotkałeś się już z tymi uwagami. Proszę Cię zatem o cierpliwość):  po pierwsze poza początkowym zachwytem, są też pułapki i ślepe uliczki, zaułki tzw..pozytywnego myślenia, tych, których j e s z c z e  nie widać, po wtóre —- co bardzo ważne, każda osoba, którą znam, doświadcza, albo doświadczyła przesytu, tu i jeszcze tu, a może nawet tam, książek, lek_tur (to tak jak wizyta w aptece nie można połknąć pigułki na wszystkie bolączki świata) posłużyłam się tym przykładem z dwóch powodów:

Pierwszy to taki, że rozwój osobisty to Coś więcej niż pozytywne myślenie (uwaga: używam skrótów!), okraszone motywacją, w ten sposób nie znikają niczym za sprawą zaklęcia, nierówności, dyskryminacja, bieda, i nie wszystko zależy od postępowania danej osoby, świat nie zawsze jest sprawiedliwy, co nie oznacza, że nie mamy robić nic (wręcz przeciwnie). Chociaż pozytywne myślenie, jeśli już o tym, jest pewną częścią. W a ż n ą.

Drugi powód to taki, dajmy sobie odpocząć od książek i kursów, weźmy głęboki od_dech…To doskonała pro_pozycja, czyli pozycja wzmacniająca, ale nie nużąca, okażę się wkrótce, że jest czymś więcej niż literacką zgrzebnie utkaną fikcją liter akcją, znaczy literacką.No i będzie o stwarzaniu Pełni. Całości. Równo wagi.  Holistycznego spojrzenia, życia, bycia. Oddychania.

Wiem: że/jak wiele zależy od spojrzenia, to one jest po części zrodzone/ stworzone w oku osoby patrzącej, tak jak piękno. Wiem, też, że wiele opowieści (fantasy) osnute jest wokół wątku Wyprawy Po Imię, ale tu, inaczej jak u popularnego bardziej Tolkiena. Od tego się zaczyna nie tylko na tym się kończy, ale w ten sposób także dopełnia.

W jakiś sposób historia odwołuje się do skojarzeń i do innych mych lektur, niezależnie od tematu, których one dotyczyły. Wiem, to także nie novum. To „tylko” jeden z wyznaczników dobrych, smacznych, i warsztatowo dobrze napisanych książek.

Mapa Ziemiomorza [źródło zdjęcia].
[Mapa Ziemiomorza , cyklu stworzonego przez Ursulę Le Guin [źródło zdjęcia].

To co utrudniało mi lekturę to fakt, że  akcja toczy się niczym kręgi na wodzie, to znaczy, nie jest wartka, nie na zasadzie sieci, odwoływań i zagłębień, kotwic, leniwie się odbijają bardziej powoli niż po woli. Rzucony kamień  nurkuje by osiąść na dnie, gdy podążymy za nim, dowiemy się, c z e g o ś    w i ę c e j, coś co jest/bywa trudne, ale dzięki temu także mamy o k a z j ę wzrastać… Wstać by nie tylko podążać, zdążąć, zdążyć ale i iść. Obrastać treści treścią .Znakczeniem. Osobom, które są przyzwyczajone do wartkich słów, zabawy i innych zdobników i ozdobników, albo chociaż wartko rozpisanej i rozpiętej akcji tutaj, potrzeba innego rodzaju spojrzenia. Zdarzenia rozłożone są nierychliwie, gdy zostaną zagęszczone, to znak, Znak, że zbliżamy się do końca części opowieści, tomu (jest ich pięć, a wliczając opowiadania: sześć). To właśnie to  ten sposób przedstawienia i potrzeba  przestawienia się na tenże tryb sprawiał mi trudność, a wnikało to stąd,że spodziewałam się czegoś innego. Jednak gdy już weszłam w opowieść i pozwoliłam się prowadzić, łatwej mi było zauważyć inne zależności, i treści, poza literacką wrzawą i warstwą, jak również cytaty, które są dla mnie pomocne, bo wykraczały poza Uniwersum.

Warto też zaznaczyć, że ja tej książki słuchałam, a nie czytałam (ale już wiem, że nie omieszkam zapoznać się z lekturą w wersji analogowej), bo tak jak Kruku pisałeś, pewne kwestie zbyt szybko uciekają, ale to zależy od sposobu naszego czytania i koncentracji).

Poza tym, jedno z niezbywalnych praw osoby czytającej jest takie: prawo do przeczytania lektury po raz wtóry i kolejny Nie, nie sumituje się, w ten sposób chcę chcę zwrócić uwagę na to, że gdy odnajdziemy  w opowieści treści/ poruszenia których wcześniej nie zauważyłyśmy/ zauważaliśmy to świadczy o dwóch kwestiach: zarówno  o tym, że zmieniliśmy się, jak i  o tym, że to wartościowa lektura. Wartościowa, czyli taka, która nas buduje, nie jest to (w tym kontekście) ocena.  Nie jest więc tak, że widzimy znaki (nie chodzi o litery i inter_punkcję) tam gdzie ich nie ma, nie ma i nie było.

Warto zauważyć, że Czarnoksiężnik z Archipelagu, otwierający sagę o Krogulcu, został wydany w 1968, a ostatni: Inny Wiatrw 2001 roku. Czas, gdy potrafimy z nim współpracować wymagać w sposób mądry i od Siebie i Od Niego, może stać się naszym sprzymierzeńcem, choć przez chwilę, przez część drogi, mgnienie podróży.Również dla Autorki (jak to rzecz ma się w tym przypadku) i autora to wymagające by napisać opowieści w rozpiętości ponad trzech dekad, mające stanowić całość. Tak wiem, że są ludzie, którzy całe swe zawodowe życie tworzą jeden utwór, ale nie chodzi mi, w tym przypadku, ujmując rzecz kolokwialnie o odcinanie kuponów, ale Ursula K Le Guin nie zalicza się w ich poczet.

Cykl ten nie jest poważany w świecie fantasty (co raczej kłóciło by się z zaliczeniem do kanonu), pisząc to mam na myśli poczynania, a raczej ich brak, wydawczynie i wydawców, chociaż ostatnio (tj.w 2003 roku) ukazały się na polskim rynku audiobooki, i wiem, że powstały także adaptacje filmowe, ale na ich temat się nie wypowiem, gdyż ich nie widziałam, i co więcej, na razie nie mam na to ochoty i dlatego też nie chcę mieć dlatego czasu. Do tego Pruszyński i S-ka postarało się o wydanie wszystkich pięciu część jak również opowiadań (osadzonych w uniwersum Ziemiomorza) w jednym tomie trzy lata temu, o czym już wspominałam. To jednak niewspółmiernie mało, to tego w jaki sposób hołubi się prozę Tolkiena, chociaż wiem, jaki tego jest przyczynek, różnice światopoglądowe autora i autorki.

[Ziemiomorze, Ursula le Guin, źródło zdjęcia].
[Ziemiomorze, Ursula le Guin, źródło zdjęcia].

Myślę, że saga c z e k a  na swoje odkrycie, tyle że jak to z czekaniem, bywa, można nie dotrwać, można nie wiedzieć, lub zapomnieć. Nie chodzi o wiek samej Le Guin, ale o to, że pewne teksty kultury są ukryte, tylko dlatego, że uważane są powszechnie za niewygodne… A przecież na tym także polega rozwój…

Jeśli zatem już jesteśmy przy stereotypach.  To co ważne, to opowieść ta może posłużyć jako ilustracja różnych kwestii, także tych związanych z walką przeciw stereotypom (chociażby kwestia Krogulca i Archii). Nie będę pisać tutaj o fabule, nie chcę jej streszczać, to najmniej ważne. Każda osoba, która zechce może po książki sięgnąć. No i po cóż: a) odbierać przyjemność płynącą z lektury b)się popowtarzać :-)?No chyba, że… 🙂

Bardzo chętnie natomiast podyskutuję o fabule w komentarzach do tego wpisu.

}*{

Co ważne:  spoglądając z zewnątrz na opowieść poruszane są tu- kwestie feminizmu (rozumianego i postrzeganego jako dopełnienia a nie konkurowania ze sobą),  równouprawnienia i Praw Człowieka, wolności (która nie jest darem, lecz wyborem)  religii (?) i – być może- wary.  Wiem, zdanie poprzednie jest nasączone i namaszczone Wielkimi Kwantyfikatorami, literatura liter tura podobnie jak język nigdy nie jest tylko narzędziem gramatycznym, Nazywanie ma w sobie nie tylko siłę rozkładania akcent (ten i )-ów moc stwarzania, ale to także (a może przede wszystkim)  to „coś” co wykracza poza język, o tym czymś już dawno pisałam (osoby chętne do zapoznania się/ odświeżenia wiadomości zapraszam do treści opisu znaczy spisu).

Postrzeganie magii jest również odmienne niż w innych cyklach fantasy (a przynajmniej można zaliczyć do nielicznych) nie tylko jako mechanizm wiedzy, ale i władzy, ale jako Pretekst i Pre tekst, czyli można śmiało abstrahując od innych kontekstów rozpatrywać ją jako rodzaj Mowy, Języka wraz z właściwą sobie gramatyką umiejętności. Poza tym można poświęcić osobny akapit przynajmniej bo też można patrzeć na nią jako rodzaj palimpsestu.

Jeno co uwiera to różne postrzeganie osób z niepełnosprawnościami od urodzenia np. w wyniku choroby (np zarzucenie czarowania) i doświadczających tego stanu od wczesnego dzieciństwa. Ten pierwszy wątek ledwie widoczny. Muśnięty. Tehanu chociaż odgrywa jedną z głównych ról to zakończenie mnie osobiście zawodzi (i nie chodzi o aspekt miałkiego śpiewu)… Tak więc Autorka wybiera wygodne zakończenie. Zaznaczony jest silnie pewien symbiotyczny związek z Matką, chociaż ostatecznie następuje przecięcie pępowiny (to długi proces). Dlaczego napisałam, że książka nie spełnia oczekekiwań? Jeśli chodzi o zamknięcie wątku Tehanu? Można patrzeć na to w dwojaki sposób: jedni powiedzą, wybrała wszak swoją prawdziwą smoczą naturę, ale tego do końca nie wiemy, czy czuła się spełniona — gdy tak wybrała? Wybrzmiało to trochę tak, jakby Autorce wygodnie było odesłać Techanu na Inny Wiatr, wtedy bowiem następuje domknięcie się fabuły, i wszyscy znają swoje miejsce i swoje role, a skoro Techanu już odegrała swoją rolę. Może odejść. Dlaczego o tym piszę? A no dlatego, że w taki sposób t a k ż e  m o ż n a odczytać to zakończenie. Nasuwa mi się skojarzenie z inną (rodzajowo) lekturą, której  przeczytanie zachwyca wiele osób — mnie osobiście nie, ale dostrzegam jej plus (jakim jest opis socjalizacji do specyficznych ról społecznych). Wracając do Le Guin to co niewątpliwie udało jej się oddać to niepokój matki, i targane jej wątpliwościami, oczekiwaniami wobec przyszłości (a raczej braku spłonienia córki).

Książka ma wydźwięk antydyskryminacyjny, np na takie przesłanki jak płeć czy wiek, choć nie tylko. Można ją także czytać jaką socjologiczną opowieść.

}*{

To książka o nie tyle o poszukiwaniu własnej drogi, ale o jej tworzeniu i  konsekwentnym, ale nie łatwym podążaniu nią, działaniu, to przez nie nadajemy rytm życiu. I to jest to spojrzenie, takie, które pozwoli  uczynić różnicę. W Polsce, bardzo polubiliśmy posługiwanie się zdaniem, wytrychem: liczy się droga, a nie cel. Szczerze uważam, że jest ono bardzo szkodliwe, bo nieprawdziwe, i stereotypowe. Jeśli się przyjrzymy to bardzo często słyszymy to zdanie w ustach osób, których droga zwieńczona została osiągnięciem celu, spełnieniem oczekiwań, nieważne na czym polegał (ten i ów człowiek nie poległ, choć może i zdarzyło mu/jej się polegać). Moim zdaniem, liczy się i droga (proces) tak samo jak osiągnięcie celu. Inaczej ten sam byłby tylko fatamorganą, i pocieszeniem głupczyń i głupców, to znaczy osób, które w ten sposób się zachowują,osoba bowiem nie jest zachowaniem dykteryjką, czy iluzją. Jest takie wnoszące powiedzenie (a jednocześnie podsumowaniem wątku): nadzieja jest doskonałym śniadaniem, ale marną kolacją.

To tak jak mapa nie jest bo być nie może przestrzenią i krajobrazem. Mapa nie jest terytorium.

[Come Away with me, Norah Jones, z albumu pod tym samym tytułem, który ukazał się w 2002 roku, w  Blue Note Records].

Wracając do sagi w każdym tomie jest podnoszona inna, ważna kwestia (nie chcę wdawać się w szczegóły — chyba, że dyskusja pod tym wpisem potoczy się właśnie w tym kierunku)  by w swym czasokształcie, całokształcie się dopełniać, wszak, o Równowagę i (z)równoważnie tu chodzi. Chociaż nie tylko. Chociaż prawdopodobnie, zawsze (o jakież to niebezpieczne słowo!). Jest to  także pieśń o Słabości i Sile, wzajemnie się dopełniającymi, ale nie o litości, ją bowiem zawsze dostajemy za darmo, choć bardzo często  darowywana jest w przybraniu i przebraniu wrażliwości (być może własnej na niesprawiedliwość Losu/ Boga/ Świata). Ona nie ma wartości (a jeśli już: to ujemną). Nie dlatego, że można ją dostać za nic, dając też niczego się nie uczymy, i nic nie dostajemy, poza Iluzją, ale nią, jak wiemy (chociażby z lektury Ziemiomorza) nią nie zapełnimy ani umysłów, ani żołądków, ani serc.

Opowieść jest także (albo przede wszystkim?) pretekstem do opisywania świata rzeczywistego i panującego tu porządku (dominującego) jak i postulowanego albowiem niektóre (a nawet często) kształt rzeczy i oczywistości spostrzega się (dopiero) z dystansu. Wieść o powieść to ledwie sposób, a nie istota. Ta ukryta jest i rośnie razem z nami. Gdzieś, czyli pomiędzy wierszami snuje się, prześwituje rzeczywistość, choćby rozpatrując jej aspekty  socjologiczne. 

}*{

Tragedią jest nasza bezsilność (…) Wydawało by się, że mamy tak dużo czasu. Pisze w swojej książce profesor Janusz Limon, chociaż mówi o czymś zgoła (i z ubrana) innym, warto zauważyć  opowieści są wieczne jeśli prawdziwe, te które takimi nie są zwracają się ku tym, którzy i które je snują. I ukryta jest weń cząstka mocy niedostępna przez nic więcej jak tylko uczestniczenie weń (a przecież to można czynić na wiele różnych sposobów).

To co przekonuje to także mięsiste postaci, nie czarno-białe, i nie krystaliczne. Pięcioksiąg to coś więcej niż fantastyczna lektura, nie żebym wpadła w apoteozę, ale momentami przypomina mi czytanie (nie czy tanie?, bo mogą być drogie) buddyjskich pism. To kwestia wplecionego,  a raczej nanizanego, czyli nie  nienachalnego rytmu: medytacyjnego, chwila nie tylko wytchnienia, ale również tchnienia, przy czym ów rytm  jest tylko jedną z przypraw, a nie stanowi tony tonu dominującego.

Warto zaznaczyć, że nie znajdziemy tu (inaczej jak u Tolkiena) patosu i paternalizmu. Przypomniał mi się jeszcze jeden cytat, z książki, która kiedyś była dla mnie ważna, i którą chciałabym przeczytać raz jeszcze:

Pamiętam, że gdy byłem mały podczas jednej z moich  częstych wycieczek do miejscowej biblioteki spędziłem kilka godzin, przeglądając książkę za książką, i na próżno szukając takiej, która była by p o d p i s a n a    m o i m  i m i e n i e m   i     n a z w i s k i e m. W bibliotece było tyle książek i widniało na nich tyle imion i nazwisk, więc założyłem, że jedna z nich — gdzieś — musi być moja. Nie rozumiałem wtedy, że czyjeś imię i nazwisko widnieje na książce wtedy, gdy jest on jej autorem. Dziś, gdy mam dwadzieścia sześć lat, już to wiem. J e ś l i    p e w n e g o    d n i a   m a m   z n a l e ź ć   s w o j ą   k s i ą ż k ę, to n a j p i e r w  m u s z ę  j ą  n a p i s a ć.

[Urodziłem się pewnego błękitnego dnia. Pamiętniki nadzwyczajnego umysłu z zespołem Aspergera, Daniel Tiamment, tłumaczenie Małgorzata Mysiorska, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec, 2010 s.27-28 — wyróżnienie własne].

Być może znacie tą piosenkę Anity Lipnickiej, w której wyśpiewuje by podpisywać dni imieniem swym,  to właśnie chodzi. Nie o to, że sukces zawdzięczamy tylko (i wyłącznie) sobie w odróżnieniu od porażki, kiedy to kolosalną część niepowodzenia ponosimy my (drzewiej myślałam, że całą) tak nie jest, ale odnajdywanie własnego Imienia i nazywanie Rzeczywist i ości, to tylko — bardzo ważny—  etap, zagnieżdżony w działaniach różnego rodzaju. Częścią jakiej, i której z opowieści chciałbyś/ chciałabyś być? A może chcesz napisać własną „książkę”, i czy przypadkiem już tego nie robisz, dzień po dniu… Tutaj mamy do czynienia z rzeczywistością nielinearną, to znaczy są jak najbardziej widoczne odwołania do poprzednich tomów, ale to na czym się kończy zwykle opowieść u innych autorów/autorek: Zyskaniem I m i e n i a, i mnienia zmianą, tutaj widoczne jest nie tylko w czasie (jak zwykle) ale jest to jeden z początków, szczątków i wątków. A dążenie do całości (rozumianych jako dopełnienie) jest widoczne już w zakończeniu pierwszego tomu. I tak o to kręgi będą pojawiać się od czasu do czasu…

Nie ze wszystkim się zgadzam z Autorką, ale nie o to wszak chodzi,  uważam, np. że warto jeśli to tylko możliwe (a jeśli niemożliwe to tym bardziej) czynić dobro, tyle, że w sposób dobry, czyli wnoszący, to wymaga i rozwagi, zastanowienia, i porzucenia własnej sfery komfortu,   nie zaburzamy w ten sposób stanu równowagi, owszem wprowadzamy zmianę, brzemienną w skutki, ale na wprowadzaniu zmian polega zużywanie Życia. I wyrażamy w ten sposób szacunek względem Niego i Siebie i Osób, które spotykamy wobec tego czego przyjdzie nam do i tknąć. Tak chciało by się napisać, ale przecież co czyni Tenar? Ona tak samo jak Krogulec/Ged, rozwija się by wzrastać. Nie tylko wyrusza(ją) w Drogę, ale nią Krocz_y/ą. Dzień po dniu.

To co ważne, to także to, że możemy prowadzić dialog (czasami bywa tak, że akcent kładziemy na: pro, a czasami [niegramatycznymi] na: -wadzić, czasami na wodzić] z tekstem tak uwewnętrzniony jak uzewnętrzniony, nie potrzeba do tego traktatów filozoficznych, to nie śniło się nawet fizjologom (i fizjolożkom też).

Towarzyszy mi nieodparte wrażenie, o czym już wspominałam Kruku, u Ciebie, że by napisać bardzo dobrą książkę, która się nie zestarzeje i której czcionka nie spłowieje, zbyt szybko, koniecznym jest by być nie tylko osobą wykształconą (nie dla samego wykształcenia) ale sposobu życia, posiadać wiedzę zakorzenioną w różnych dziedzinach życia (w istocie tak zawsze jest, że zgłębiając jakieś zagadnienie widzimy powiązania, które nam się wydają unikatowe dla danej — naszej — dziedziny, ale to tylko ułuda i wyraz pychy, bo tak jest z każdym zagadnieniem, tylko nie zawsze ten rodzaj powiązań dostrzelmy).  Tyle, że mam wrażenie, że ów wielogłos właśnie w fantasy najbardziej jest słyszalny i widziany, co więcej, są wysuwane względem tego aspektu, oczekiwania, a może tylko bardziej mają szansę wybrzmieć? Nie wiem… I chyba nie jest to pytanie, które niecierpliwie domaga się odpowiedzi…

Bardzo często  można zauważyć, że ludzie (nie wszyscy oczywiście) mają problem z Sagą Ziemiomorze zwykle, przy pierwszym przypatrywaniu się dyskusjom toczonym w tym temacie, widać jak dzielą się na dwa obozy, konserwatystów, którzy chwalą tomy 1-3 i no właśnie… I tu jest klops. Bo zwykło się uważać, że tom kolejny Tehanu jest… feministyczny, w wymowie. Feministyczny: a więc w domyśle: tu można sobie wstawić wszelki stereotyp____. Gdy przyjrzymy się gatunkowi fantasy, to widać rys paternalistyczny i patriarchalny. Nie należy zapominać, że książki są dziećmi albo swojego czasu, czyli tego, w którym zostały napisane, albo tego, który dopiero przepowiadają, a nie tego, w kiedy się je czyta.

Część czwarta Tehanu, wydana pięć lat temu, zaczyna się obiecująco, poza powtórzeniem motta, książkę otwiera porzucenie poparzonej dziewczynki przez parę wagabundów.

Nie można istnieć w czasie nie stając się czymś nowym.

Pisze Autorka, tak jest w istocie, możesz iść dwa kroki na przód, po woli i powoli w rytm własnego bębna, i cofnąć się o krok, ale idźmy, wtedy nie będziemy się cofać, albo przynajmniej uczynimy to pomału, po wielkiemu mału, inaczej usychasz,więdniesz, znikasz, wegetujesz.. (nie ma to nic wspólnego z wegetariańskimi posiłkiem). Ale to nie wszystko, a raczej tylko początek, czytanie książki ma coś z tkaniem, albo przynajmniej oglądania gobelinu, pojedynczych nitek i wzorów. To także opowieść o stosunkach społecznych — o kobiecości, męskości o dopełnianiu się wzajemnym, ale także o niepełnej sprawności,o oczekiwaniach i narzucanych ramach wobec osób, które mają w swoim życiu i to doświadczenie,  o zmianach wewnętrznym procesie końców i początków. A pod tym wszystkim jest jeszcze jedna warstwa społecznych powiązań, społecznych porządków socjologicznych, czyli warto tę książę w ten sposób czytać. Nie odrzucać, ale odłożyć warstwę wierzchnią. Wtedy to opowieść się dopełnia. Wybrzmiewa. To i czy toczy się, toczy w rytm naszego wewnętrznego bębna… Dźwięk, rezonans wydźwięk. Wdzięk…

[Increasing Obviousness, album: Released upon inception, wykonawcy: Danny Cudd, Hang Massive, 2011, źródło nagrania].

Czasami mam wrażenie, że świat usycha bez opowieści, wieści wartościowych, to znaczy owych, tych, które wykraczają ponad, pozawalają na tkanie świata, zadają niewygodne pytania, pozwalają by opisać inne światy, będące częścią tego, czego nie potrafimy (jeszcze) nazwać, a zatem i posmakować, i wiedzieć dlaczego,  dla czego,  i komu służy, albo wprost (być może, może być: na ukos i na [w]znak). Podskórnie jednak czujemy, potrafimy wymacać, może coś nas uwiera, może masuje nie:do_po i [wiedz]eniami. Potrafimy zanurzyć palce w smolistą ciemność. Przylega ona wtedy do dłoni jak najlepiej dopasowane rękawiczki, ale czuć jej opór i fakturę, przebieramy palcami jak  w ciężkiej czarnej, smolistej wodzie, nagle wyczuwamy ni to zgrubienie, ni to szorstkość, nie przeczuwamy jeszcze kształtu, smaku i zapachu, ale wiemy, że T o   J e s t. I świat już zdążył się zmarszczyć jak w kalejdoskopie, bo być nie może, taki sam. Będzie rosnąć, [z]dum,dumiewać, miewać i nie miewać, ziewać i roz- stawać roz- rasnąć, być może,  przerastać…Rozbrzmiewać, tak jak kamyk rzucony na wodę tworzy na niej  kręgi ląduje na dno, ale zatrzymujemy wzrok tylko ku temu co widoczne… do… czne…

Czytając dwa ostatnie tomy możemy sięgnąć do antropologii kulturowej, jeśli mamy taką wiedzę, i to nadaje nowy smak słowu. Dopełnia się Wszystko. Pęka by wydać plon. Dobra, dobra — poza tym wszystkim, to kawał (bo to jednak tomiszcze 🙂 ) dobrej, smacznej liter_tury, lit(e) litery. Literatury. Książki uważane za nie całkiem poważne, nie zawsze takimi są. A może to tylko kwestia spojrzenia i sposób patrzenia? Nie, na pewno nie.

Można się nie zgadzać, można mieć zdanie odmienne, ale skoro i tak to znać wypada. A jeśli to — to cóż, nic tylko czytać. Nie znajdziemy się w rozbryzgach krwi,choć przeczytamy o przemocy i jej przeciwdziałaniu. O wiele błądzeniu, choć nie o wielbłądach, ale o naprawianiu błędów. Nie będziemy wytężać myśli w batalistycznych po i tyczka ach, ale to nie znaczy, że to nie jest cykl warty uwagi, albo co gorsza—  kobiece pisanie (w stereotypowym rozumieniu)…


Zdania wyjaśnienia odnośnie wersji audio z której przyszło mi korzystać, zrobiłam to z [ro]zmysłem, wolę czytać i widzieć opowieść przed sobą, wolę książki namacalne, papierowe, od tych w wersji cyfrowej, ale chcąc się  połączyć przyjemne z nauką wybrałam póki co tą, która mogła mi być przeczytana.  To także pozwalało mi robić różne rzeczy, również  słuchając. Chociaż jestem zdania, że należy zajmować się jedną rzeczą w czasie, inaczej: żadnej nie zrobi się w y s t a r c z a j ą c o   dobrze. A w jaki sposób będę patrzyła na tę lekturę za lat dziesięć? Z chęcią zobaczę. Przeczytam. I porównam, dlatego też zachęcam do dyskusji.

——-

*Jeśli są poszczególne, to przed_szczególne też mogą być, a co! A nic… 🙂

Saga: Ziemiomorze, Ursula LeGuin, Wyd. Biblioteka Akustyczna, 2015, czyta Andrzej Ferenc

Skrócony odnośnik do tekstu: http://wp.me/p59KuC-Mm

232. Jak plaster (miodu).

— A kiedy zamierzasz urzeczywistnić swoje marzenia? — zapytał mistrz ucznia.

— Kiedy znajdę okazję. Odpowiedział uczeń.

Ale mistrz oświadczył:

— Okazja nigdy się nie pojawia. Okazja  już  t u  j e s t.

[/Anthony de Mello/Szczęście czy fart?, Alex Rovira Celma & Fernando Trias de Bes, Wyd. Amber, Warszawa 2004, s 116- wyróżnienie własne].

O.

Po

wieść.

Kto(sia) nie lubił/ a gdy opowiadano jej bajki na noc, która miała być dobra,a sen wygodny i smaczny? Nie pisze o kłamstwach, na serwowanych na kolację. Opowieści kryją w sobie moc. Oczywiście są też takie, które są miałkie, które powtarzane i przetwarzane zatrzymują nas na pewnym etapie, albo karmią nas nieprawdą, ułudą, fatamorganą, sprawiają, że przestajemy rosnąć, a świat karleje wraz z nami, albo co gorsza, rzucają mrok w inne jego rejony… I tu, może spodziewasz się zaprzeczenia, podania (dania głównego?) przykładu, że jednak można inaczej, że są książki, his- i her- storie

Oczywiście, są.

Jeśli nie jest to pierwszy wpis, który czytasz na tym blogu, to wiesz, że jestem przeciwniczką pozytywnego myślenia (w stylu amerykańskim). Gdyby chodziło tylko o motywację, wprowadzanie zmian, (i jeden i drugi proces ma swą dynamikę i prawidła według, których przebiega), to nie było by nierównego traktowania, dyskryminacji etc… Ale nie wszystko zależy od nas, i od naszego stosunku do rzeczywistości,albo podjętych/kontynuowanych/zaniechanych działań. Nie jest też prawdą powiedzenie: co nas nie zabije, to nas wzmocni. Oczywiście, jest wiele osób, które pokonały problemy w drodze na szczyt/y/ by osiągnąć sukces, ale ile jest takich, które nie podołały? Chociaż ze wszystkich swych sił, nie tyle próbowały, co zużywały Życie… Ile jest niezauważonych, znieważonych, zapomnianych… Tych, Nieprzeciętnych choć przyciętych. Nie ma prostych odpowiedzi*, a jeśli (o ile są) nie zawsze łatwo je usłyszeć. Choć podjęcie prostych działań wykonywanych z zapałem i konsekwencją może prowadzić do zdumiewających rezulatatów. Wszystko co łatwe, kiedyś było trudne.  Nie dyskredytuje tych narzędzi, ani pomocy, jaką niesie w sobie rozwój osobisty, tym wpisem chcę uczynić coś przeciwnego docenić i podkreślić, że ich użycie może być jest konieczne  .  Uważam, że uszyte i użyte w sposób prawidłowy są potrzebne.

Ten rodzaj wstępu był mi potrzebny do tego by powiedzieć/ powtórzyć dwie kwestie:

nie nie zmieniłam zdania.

Nie, nie neguje ani jednej strony, ani drugiej.

Tylko w ten sposób możemy zgodzić w sobie światy  i skutecznie działać gdy zobaczymy obie strony. Uważam, że opowieści także te, motywacyjne są ważne, tak, wiem, obecnie są nadużywane i tracą swoje pierwotne znaczenie. To tak jak z tym, jak ktos/ia nam się zwierza z kłopotów, a my mówimy (być może) pospiesznie: Będzie dobrze, będzie dobrze, będzie dobrze. Nie martw się. Bo nie wiemy, bo także się boimy, bo czujemy się niewygodnie, bo… Powiedzmy następnym razem, gdy nadarzy się taka okazja: Niech będzie dobrze. Niech będzie dobrze.

Mała różnica, czyni dużą różnicę możliwą i to jest (nie jedyny) warunek zmiany Jest taka książeczka, którą dostałam, nie pamiętam dokładnie, ponad dziesięć lat temu. Przedstawiona w niej jest prosta opowieść motywacyjna, dla tych osób, które miały już w rękach podobne książeczki,mogą powiedzieć: nihil novi. Prawidła są jasne, ale czasami warto przeczytać. Szczególnie mając na uwadze to, o czym pisałam w pierwszym akapicie.  Nie dyskredytuje bowiem wiedzy w niej zawartej.

Poza tym, jest to baśń, przypowiastka, a w każdej zawiera się ziarenko prawdy, to tak jak perełka ukryta w małży. Problem nie zawsze polega w tym, że jakaś odpowiedź jest zła, tyle, że nie jest pełna. Nie oznacza to jednak, że należy ją od razu odrzucić,

[Szczęście czy fart, Alex Rovira Celma & Fernando Trias de Bes, Wyd. Amber, Warszawa 2004- źródło zdjęcia].
[Szczęście czy fart?, Alex Rovira Celma & Fernando Trias de Bes, Wyd. Amber, Warszawa 2004- źródło zdjęcia].

albo w całości skreślać. Książka, o której piszę to Szczęście, czy fart? Napisana przez Alexa Rovira Calema i Fernanda Triasa de Besa. Po raz pierwszy ukazała się nakładem wydawnictwa Amber w 2004 roku, wiem, że istnieje także późniejsze wydanie, ale to nie jest ważne, gdyż to na co należy zwrócić uwagę to: treść. Przy czym pragnę zwrócić uwagę, a, to rzadkie: książeczka jest złożona zgodnie z prawidłami wedle, których łamie się tekst. Dzięki temu całość nie tylko wygląda ładnie, ale na rodzimym rynku wydawniczym się wyróżnia.  W moim wydaniu znajduje się jeden błąd dotyczący pisowni, tak wiem, o tym, ale przecież każda osoba ma prawo do błędu.:-)

Opowieść jest jak przytulenie, wlewa ciepło do serca i do żołądka. Czemu służą opowieści? Czasami temu by zadać pytania, czasami temu by się ogrzać w ich blasku i wystraszyć ich cieniem, czasami temu by się dowiedzieć, by ulepić chęci do  wzruszenia i wyruszenia w Dalekie, a może Bliskie? Tyle, że równie nie[po]znane, Kraje.

Z pozdrowieniami dla Notta i Sida, albowiem ich obu nosimy w sobie. Warto obu z nich usłyszeć i uszanować ich o_po_wiesci… Gdyż mówią ważne rzeczy, poruszają ważne tematy. Książeczkę można czytać dzieciom i dorosłym (tak jestem za tym by czytać dorosłym). Jest niewielkich rozmiarów, więc doskonale nadaje się do plecaka, torebki, apteczki (koniecznie!). Napisana prostym językiem, i to niewątpliwie kolejny z atutów. Nie jest ważne jak bardzo skomplikowanym słownictwem potrafię się posłużyć, ale jak przemówić do Serca i Rozumu w taki sposób, by rozplątać zagmatwane myśli, odparowując darowując chwilę  relaksu. Głębokiego oddechu. Smacznego czytania.

Skrócony odnośnik do tekstu: http://wp.me/p59KuC-Nr

[(161+1)+1]. Pytanie na deser.

Le Radeau de la Méduse (1817-1818), Tratwa Meduzy, Théodore Géricault [źródło zdjęcia].
Le Radeau de la Méduse (1817-1818), Tratwa Meduzy, Théodore Géricault [źródło zdjęcia].

Literatura piękna umiera. Przynajmniej w takim znaczeniu, które określało jej miejsce w naszym życiu jeszcze stosunkowo do niedawna. Jej zdolność do kształtowania zbiorowej świadomości staje się niezauważalna. Media niemal już nie zwracają się do pisarzy z prośbą o skomentowanie jakiegoś istotnego zjawiska lub zdarzenia. Historycy literatury i krytycy literaccy pojawiają się dziś w telewizji niemal wyłącznie w przypadku śmierci któregoś z pozostałych jeszcze przy życiu wielkich pisarzy, gdy nagle potrzeba kogoś kto będzie w stanie wypowiedzieć się na jego temat kilka sensownych zdań.

[Tratwa Meduzy. Szkice o literaturze. Piotr Millati, Słowo, Obraz, Terytoria, Gdańsk 2013s.4].

Czytaj Dalej „[(161+1)+1]. Pytanie na deser.”

228. Zmroź, tfu, zmróż uszy, i wyprasuj głęboki oddech. Ech.

 

Musi być do wyboru.
Zmieniać się, żeby tylko nic się nie zmieniło.
To łatwe, niemożliwe, trudne, warte próby.
Oczy ma, jeśli trzeba, raz modre, raz szare,
czarne, wesołe, bez powodu pełne łez.
Śpi z nim jak pierwsza z brzegu, jedyna na świecie.
Urodzi mu czworo dzieci, żadnych dzieci, jedno.
Naiwna, ale najlepiej doradzi.
Słaba, ale udźwignie.
Nie ma głowy na karku, to będzie ją miała.
Czyta Jaspersa i pisma kobiece.
Nie wie po co ta śrubka i zbuduje most.
Młoda, jak zwykle młoda, ciągle jeszcze młoda.
Trzyma w rękach wróbelka ze złamanym skrzydłem,
własne pieniądze na podróż daleką i długą,
tasak do mięsa, kompres i kieliszek czystej.
Dokąd tak biegnie, czy nie jest zmęczona.
Ależ nie, tylko trochę, bardzo, nic nie szkodzi.
Albo go kocha, albo się uparła.
Na dobre, na niedobre i na litość boską. 

[Portret kobiecy, Wisława Szymborska Wiersze wybrane, Wydawnictwo a5, Warszawa 2010].

To skąd wzięło się święto ósmego marca już pisałam, i dla stałych czytelniczek, i czytelników blogu, jest jasne, że nie ma nic wspólnego z kwiatkiem i (rajstopami), czekoladkami, kawkami czy innymi ptakami, prezentami. Nie chodzi o to, by się pięknie, czy piekielnie (albo szczegółowo, rzucając to, albo owo) popisując erudycją, albo chociaż oczytaniem. Wcale nie dlatego, zachęcam do zapoznania się z losami kobiet, ukrytych, skrytych, skrywanych, nie odkrytych. Tych i tamtych. A dlaczego? A no właśnie dlatego, że żyjemy krótkimi zdaniami, zbyt często zapominamy o wpisach i wypisach, które już były. Czy ktoś/ia wie, jak bardzo ubrudzone były dłonie Camile? Czy Eliza żyła tak jak pisała? Kim była Marcelina? Jaki pseudonim [z]nosiła Maja Berezowska? Co łączyło Baronową z Dalekiego Kraju i Henriette Rosine Bernardt. Dlaczego uczymy się zapominać tak o Świętosławie, jak i o Stefanii?

Ciii kołysanka, czyli miłość. Jak ziarno prawdy.

Torso di Ikaro Igor Mitoraj [Źródło zdjęcia].
Torso di Ikaro Igor Mitoraj
[Źródło zdjęcia].

A gdyby Cię to nie interesowało. Nie szkodzi. Wyjdź, i to nie z siebie, ale możesz stanąć obok. Popatrzeć, powąchać, iść. Stanąć. Oddychać. Usłyszeć. I dotknąć.Poobracać w palcach, dotknąć w dłoniach, musnąć na powierzchni skóry, albo po prostu pobiec.

Idź na spacer. Poobrastać czasem, zmurszać się teraźniejszością.

Zrób sobie pachnącą kąpiel, zamknij oczy, otwórz uszy, zmroź myśli. Poczuj swoje ciało, marzenia i sny.

W sobotę zmarł Ray Tomlinson, kim był? To człowiek, który wymyślił e-maila. Dzisiaj gdy dostaniemy mnóstwo smsów, mmsów, elektronicznych śmieci, będziemy ślizgać się po megabajtach spamu. I dostaniemy niewiele (stosunkowo) wartościowych snów i słów, nie wypominając słowa stów. Wszak chodzi o to, by przesyłać choć puste koperty... Dobra, żartów dosyć.

Syć. Syć Syć. I powiedzmy komuś naprawdę Ważne Zdanie. Spędźmy* (to dziwne słowo, jakby odganiać, przeganiać, zapominać) czas, to najważniejsze, i jedyne, i z terminem ważności, co możemy dać Drugiemu Człowiekowi, I Sobie, ale tak naprawdę, to jest z pakietem uważności, serdeczności i uczynku ku bliskości ze Sobą i Światem (albo na od_wrót). Tak po prostu, nawet gdyby miało przebiec krzywo (czyli prosto inaczej) podkreślmy ślimaczkiem. Tyle. Tylko. Ty Tylko

*W języku angielskim jest bardzo ładny idiom take your time… A może nie tyle, wziąć, ale zrobić sobie Czas? Zrobić

to

właśnie to.**

Zrobić to zrozumieć, to stworzyć. Zostawić ślad.

**Trawestując powiedzenie  Coca cola to jest to!

[jak wytresować smoka, źródło plakatu].

227. Mój przyjaciel. Smok.

[Hedonia z albumu Maria Awaria Maria Peszek, źródło].

Wiecie za co stanowiło meritum krytyki książek Astrid Lindgren? Nowa koncepcja dzieciństwa, autonomia i prawo do buntu, nieposłuszeństwo wobec świata dorosłych i sposobu urzeczywistnienia wartości. Dzieciństwo zostało wynalezione albo odkryte przez Ellen Key.  Czyli to, co dzisiaj uważamy za naturalną wiedzę. A za co zostawał skrytykowany Jan Brzechwa? To pytanie, wobec tego co zostało napisane powyżej, retoryczne. Kolejnym przełomem dla literatury dla dzieci i młodzieży było pojawienie się przygód Harrego Pottera. Im dłużej przyglądam się sadze, wiem, że nie jest to książka tylko i wyłącznie dla dzieci, ale o tym zupełnie kiedy indziej. Lubię filmy animowane, te, które powstają dzisiaj, oczywista nie wszystkie, czyli niektóre, chociażby dlatego, że — Trawestując Marię Peszek — namakają świadomością. A Tuwim i Brzechwa wiedzieli, że dla nich i o nich trzeba pisać tak samo, jak dla osób dorosłych, ale o wiele bardziej wymagać od siebie.

[Czułość, Grzegorz Turnau, z albumu Och Teatr, Och Turnau,słowa: Zbigniew Herbert, 2011].

Nie bez kozery przywołuje powyższe nazwiska, to propedeutyka do omówienia filmu nie tylko dla dzieci. Żyjemy w sposób niezmiernie szybki, połykamy bez przeżuwania,  i przeżywania. To nie czas niespiesznego znaczeniem namakania. To czas projektów, dlatego chciałabym przywołać obraz, który jakiś czas temu miał swoją premierę.

Jak wytresować smoka

[jak wytresować smoka, źródło plakatu].
[Jak wytresować smoka, źródło plakatu].

To film, który można oglądać z wielu perspektyw. Nie jest to historia o sile przyjaźni. Przynajmniej nie tylko, i nie jest to wiodąca narracja. Przypomina niejako bliźniaczy obraz omawiany jakiś czas temu, Alicji w Krainie Czarów.

Czkawka jeden z głównych bohaterów i jednocześnie narrator historii, to nastolatek, targany wieloma właściwymi dlatego wieku pytaniami, wątpliwościami, szukający własnej drogi i tożsamości, chcący z jednej strony należeć do społeczności, a z drugiej przytłoczony nakazami kultury, wedle której musi przede wszystkim zabijać smoki, ćwiczyć masę i rzeźbę, być mężnym, twardym i godnym swojego ojca, wodza plemienia.

Przede wszystkim to opowieść o dojrzewaniu, przede wszystkim psychicznym głównego bohatera, to także historia epowermentowa, a tym, w jaki sposób osoby zagrożone, lub wyliczone społecznie mogą stać się nie tylko częścią społeczności, ale będące aktywne zawodowo mogą wnieść, urzeczywistnić wartości dla danego kręgu kulturowego ważne, a nierzadko pokazać nowe ścieżki rozwoju. To zatem nie zagrożenie, ale szansa. To opowieść o równych prawach, kobiet, mężczyzn, osób sprawnych i tych, których doświadczeniem jest nie w pełni sprawność. To opowieść o tym, że warto krytycznie podchodzić do wiedzy w podręcznikach (Czkawka uczestnicząc w szkoleniu zostaje wyposażony w podręcznik, pełen stereotypowych treści, który mówi jak bardzo smoki są niebezpieczne, i jak niezbywalne jest, by je zabijać). To także narracja o trudnych relacjach i komunikacji między Stoikiem Ważkim, ojcem a Czkawką właśnie. To także narracja o opresyjnej kulturze, a patrząc na nią okiem trenerskim, to można napisać kilka słów o rozwoju osobistym, o przekraczaniu stref komfortu, o wprowadzaniu zmian, o inności, o wartości dodanej. Nie zapominajmy, o opowieściach. Odkrywajmy je na nowo. Czule i czujnie i bez uprzedzeń. Na uwagę zasługują nie tylko walory edukacyjne filmu, bez moralizatorstwa, ale także piękne animacje, i wartka akcja.

[Jak wytresować smoka, zwiastun, źródło].