224. Być jak Ron Clark.

[Doceniać swoją zdolność do zmiany samej siebie].

Takie zdanie pojawiło mi się w tym tygodniu, a potem przyszły następne. Złożone. Choć proste. I tak powstał ten wpis.

Bardzo rzadko uogólniam. Nigdy i zawsze to bardzo niebezpieczne słowa. Dlatego spytam, kto by nie chciał z Was mieć styczność, w szkole, podczas edukacji formalnej, albo poza nią styczności z inspirującym nauczycielem, nauczycielką? Takim Morriem, albo Ronem Clarkiem? Kto z nas nie chciałby zakrzyknąć o Kapitanie mój kapitanie! Kto nie chciałby chociaż jednej godziny spędzić z Marceliną Kulikowską? Kto nie chciałby usłyszeć w czym jest naprawdę dobry, tak dobry, że wyjątkowy? I w jaki sposób może się realizować? Chociaż jeden jedyny raz być i współtworzyć taką relację, kiedy jest ona równie ważna, i wpisana w proces uczenia się. Gdzie liczy się z a r ó w n o  droga jak i cel. To nie prawda, że droga jest ważniejsza od jej pozytywnego zwieńczenia. A teraz —- kto takie słowa usłyszał?

Uczeń lub uczennica to równorzędn_y/a partner/ka w procesie nauczania. Razem ze swoimi deltami (czyli stronami, które wymagają wsparcia) zaletami, marzeniami,planami, aspiracjami, możliwościami. Wiem, że w przeważającej większości już ukończyliśmy szkoły, opuściliśmy zielone ławki, a potem te „dorosłe” rzędy krzeseł i stołów. Zazwyczaj jest tak, że raz do roku, w okolicach czternastego października wspomina się swoich nauczycieli, albo łaskawie czci się minutą milczenia. A ja chciałabym dzisiaj inaczej. Chciałabym wierzyć w to, i mieć namacalne dowody, że gdy uczeń jest gotowy, nauczyciel/ka zawsze go znajdzie. Chciałabym słyszeć trudne i inspirujące pytania, od osób, które są ekspertkami i ekspertami w swojej dziedzinie, wyjaśnić prostymi słowami to co wydaje się (albo jest) skomplikowane, inspirować i ukazywać radość uczenia się i wykorzystywania swoich możliwości, i kiedyś taką się stać. Wierzę w to, że zdobywanie wiedzy i uczenie (się) może być inspirujące i pełne pasji, nie samo dla siebie, albo dla wzniosłych ideałów, tylko może być użyteczne w życiu, nie tylko osobistym, czy zawodowym, ale społecznym choć momentami jest bardzo, bardzo, bardzo trudne. Liczy się zarówno sam proces poszukiwania i znajdowania odpowiedzi, jak i odpowiedzialne towarzyszenie w tymże. Moje osobiste doświadczenie podpowiada mi, że j e d n a   z  k l u c z o w y ch  umiejętności to mądre (a  i [choć nie tylko] zatem konsekwentne) nauczenie (się) w jaki sposób mądrze w y m a g a ć od S i e b i e. Zachęcanie do Wielkich Marzeń i ich realizacji. Ł ą c z e n i e     t e o r i i    z     p r a k t y k ą. Tworzenie bezpiecznego środowiska uczenia (się) gdzie przekraczać się będzie strefy komfortu, ale nie strefy bezpieczeństwa. Marzy mi się taka sytuacja, gdy lęk przed popełnieniem błędu, ani jego popełnienie nie wstrzymuje dalszego procesu uczenia się/ drogi dalszego rozwoju,  a gdy piszę uczenia się mam na myśli t a k ż e osiągnięć, ale jest pewną ukrytą wskazówką „kwestią do rozwiązania” swoistą informacją zwrotną.

I tu jeszcze jedna uwaga, pozytywne nastawienie i budowanie wiary w uczennicę/ ucznia to jedno, a pozytywne pochwały to drugi aspekt, nie należy moim zdaniem nadużywać tego drugiego środka by zbudować to pierwsze. Tak naprawdę jest tu oczywiście widoczna część wspólna, ale jest to tylko pewien obszar. Nie można jednego zastępować drugim.

A drugi aspekt związany z tymi zagadnieniami jest następujący: pozytywne nastawienie jest bardzo ważne, jednakże samo w sobie nie stanowi remedium na problemy (czyli kwestie do rozwiązania) magiczne formułki nie stanowią zaklęć. Mogą pogłębić frustrację. Ważne jest działanie w celu rozwiązania, pokonania pojawiających się trudności, bo tych się nie uniknie, to część życia. Świat jest o wiele bardziej skomplikowany i linia podziału nie przebiega wyznaczając trajektoria katastroficzne i pozytywne myślenie.

Truizmem jest powiedzenie, że powinno się widzieć w Ludziach tkwiące w nich możliwości, które nie zostały jeszcze zrealizowane, przede wszystkim wtedy (ale nie tylko) gdy inni spisali już osobę/ osoby na straty. Truizm truizmem, ale może koniecznym jest by ten truizm przypominać? By budować motywację wewnętrzną, by satysfakcjonująca droga stała się nagrodą samą w sobie, a dzieje się tak, gdy mamy zapewnione bezpieczne warunki uczenia się z jednej strony— a z drugiej inspirujący i wymagający cel, który chcemy, pragniemy osiągnąć, który jest dla nas atrakcyjny i stanowi wyzwanie.

Zadania dla chętnych:

♣ Zastanów się kto, w jakich sytuacjach i kiedy jest dla Ciebie nauczycielem/ nauczycielką?

♣ Powiedz, napisz komuś w czym jest Twoim zdaniem (wskaż obszar umiejętności/ emocji i ich praktyczne zastosowanie). Nie zakładaj przy tym, scenariusza  ta osoba na pewno wie, że jest ekspertką w dziedzinie x/y/z — nawet gdy wie, i jest o tym przekonana, dobrze jest usłyszeć komplement, który oczywiście możemy wskazać, a nie czczą pochwałę.

♣ Podziel się wiedzą w jaki sposób uniknąć błędów (może takich, które Ty popełniłeś/ popełniłaś) w życiu? I czego się z nich nauczyłaś/ nauczyłeś? Nie ma porażek, są tylko lekcje. Nieodrobione w porę wracają.

♣ Zastanów się dla  kogo, w jakich sytuacjach i kiedy jesteś dla Kogoś nauczycielem/ nauczycielką? Czy jest to źródłem satysfakcji dla Ciebie? Jeśli tak, to dlaczego?

♣ W jaki konkretny  i empatyczny sposób  możesz pomóc dzisiaj ludziom, z którymi teraz przebywasz? Jakie zachowanie wesprzeć, dlaczego właśnie tak?

[Do przeczytania]:

Wtorki z Morriem Mitch Alboom

[Do zobaczenia]:

♣ Prawdziwa historia Rona Clarka

Persepolis

Imagine

10 myśli na temat “224. Być jak Ron Clark.

  1. Aha, fajnie byłoby mieć takiego nauczyciela…
    Wiele osób jest dla mnie przewodnikami w różnych dziedzinach. Staram się im o tym mówić. Mam stale poczucie długu, wydaje mi się, że w kontaktach z ludźmi więcej biorę niż daję. Jeśli daję to nieświadomie, bo dominuje we mnie przekonanie, że nie mam w sobie nic do zaoferowania. Z przekonaniem tym walczy jednak logika, bo raczej mało prawdopodobne jest, by interakcja była tylko jednostronna…
    Niemniej jednak Ronem Clarkiem pewnie nikomu nie byłam i nie będę, ani też na swojej drodze nikogo takiego nie spotkałam.

    1. Opowiem Ci jak to wygląda z mojej perspektywy, chcesz?
      Jeśli tak, to czytaj dalej.
      Nie chodzi o to by być drugim Ronem Clarkiem, bo nikt poza nim nie będzie Romem Clarkiem, ani o to, by w sposób bezmyślny (wiem, powtarzam się) „transportować” pozytywne myślenie, i przekładać z jednego gruntu na drugi, świat jest o wiele bardziej skomplikowany, nie chodzi o o to by podskokami i uśmiechami maskować np dyskryminację, czy nierówne traktowanie . Ale też nie chodzi o to, by negować siłę entuzjazmu, inspiracji i radości.
      Nie wiem, czy więcej dajesz, czy bierzesz. Absolutnie jestem przekonana, że masz wiele do zaoferowania. I myślę, (nie chcę decydować za Ciebie, ani za Ciebie czuć, broń Losie), że gdzieś w głębi to wiesz.
      Nie wiesz czy nie jesteś dla kogoś Ronem Clarkiem, albo czy nie będziesz, możesz za to dowiedzieć się, czy coś chcesz od niego wziąć, albo inaczej. Kto i w jakim aspekcie jest dla Ciebie Ronem Clarkiem, jaka jest umiejętność, którą chciałabyś posiąść i podać dalej? A może takie spotkanie z Romem Clarkiem dopiero przed Tobą? Oczywiście wszystko w wolności, i nie przychodzi mi do głowy, by za Ciebie decydować, albo czuć.

      1. Tak, rozumiem, mnie też nie chodziło o przeniesienie Rona Clarka na własne podwórko 1:1. Raczej o zakres i jakość jego oddziaływania na los innych ludzi.

        „Absolutnie jestem przekonana, że masz wiele do zaoferowania. I myślę, że gdzieś w głębi to wiesz.” Tak, wiem, ale ta wiedza nie wypływa z mojego wewnętrznego przekonania na swój temat. A właśnie z logiki: skoro „A” to „B”;-) Czyli wnioskuję o tym na podstawie skutków.

        I po trzecie tak – nie wykluczam, że ktoś na miarę Rona Clarka jeszcze się pojawi na mojej ścieżce oraz bardzo bym chciała stać się takim Ronem Clarkiem dla kogoś:-)

        1. Hmm. Zastanawiam się w jaki sposób Ci odpowiedzieć. Wiem, co chcę powiedzieć, jeśli chodzi o meritum, ale nie wiem, w jaki sposób Ci to przekazać. Jest kilka kwestii, które mi się nasuwają (poza oczywiście już wspomnianymi), które możne warto by było sprawdzić?
          Ron Clark to ekstrawertyk, tacy są bardziej widoczni dla Świata, i świat im daje pomocne narzędzia, ile jest takich kursów dla liderek i liderów? Wystarczy popatrzeć, ale gdy tak się przyglądam, to nie wszystko mi pasuje. To znaczy, nie wszystko pasuje do mnie. Po pierwsze dlatego, że liderstwo to część, istotna, ale tylko część, po drugie to ta, którą widać na pierwszy rzut oka. Są jeszcze inne aspekty. Piszesz, że rozumujesz logicznie. I to jest — z mojej perspektywy wnoszące. To co mogę przeczytać i zapytać Cię, to dwie kwestie (nie o to chodzi, byś odpowiedziała, tutaj, tylko sobie- mnie pomaga zrobienie tego na piśmie). Po pierwsze: chodzi o rozpisanie sobie czym dla Ciebie osobiście jest sukces?Wiem, to pytanie tak częste jak śnieg na Alasce, po pewnym czasie się go nie zauważa, a pogodę przyjmuje za wiadomą. Jeśli trudno jest Ci stworzyć taką uwewnętrznioną definicję Sukcesu np zdania gładko przychodzą, ale czujesz, że to co jest to tylko i wyłącznie z głowy, a nie z głowy i np z brzucha (emocji) można pracować w taki sposób by napisać pionowo słowo „sukces” i od każdej litery utworzyć kluczowe słowo s jak skuteczne działanie, u jak uczucia, k jak… i tak dalej a potem słowa klucze rozpisać w taki sposób by zobaczyć/ poczuć, usłyszeć (w zależności jak się uczysz) emocjonalnie, logicznie, przekładając na zachowania, i działania. A może masz jakieś emocjonalne przekonania, które Cię wstrzymują? Jakie, w jakich obszarach? Co jest Twoją deltą (nie używam słowa słaba strona) w jaki sposób możesz ją wesprzeć? Czy w jakiś sposób da się zniwelować, czy potrzebna jest pomoc osób drugich/ jakie kompetencje i podjęcie jakich działań, pomogło by tą sytuację zmienić?

          Pamiętasz spytałaś mnie kiedyś, czy wpadłam na pomysł pisania posta czesząc się rano? I tu pytania następne:
          kto w jaki sposób Cię inspiruje? (jakie zachowania są pomocne, jakie utrudniające), w jaki sposób ładujesz swoje akumulatory? Co nie da Ci być „takim Ronem Clarkiem dla kogoś?”. A co Cię inspiruję do tego przekonuje? Nawet najdłuższa podróż zaczyna się od pierwszego kroku. Żeby odnieść sukces na pewno trzeba zacząć. Trywialne i często powtarzane, wiem. Oczywiście wraz z wykonaniem pierwszego kroku praca się zaczyna, a raczej uwidacznia się pewien jej aspekt, bo ona tak naprawdę nigdy się nie kończy.
          Od kogo się uczysz, i w jaki sposób najefektywniej?
          Jeśli coś działa, to w jaki sposób możesz przekazać tę wiedzę dalej? Tu gdzie jesteś, z tymi ludźmi i w tym czasie, nie czekając na zmianę.
          Wiem, że Ty już zaczęłaś.
          Wiem też, że pytania przytoczone powyżej są bardzo osobiste. Nie chodzi o to byś czuła się zobligowana by odpowiedzieć. (Ani o tym nie pomyślałam, nie mam jedynej Prawy Objawionej na podorędziu) wiem, że blog jest miejscem szczególnym. Dlatego zalecam ostrożność, piszę o tym wszystkim chociaż dobrze o tym wiesz. Może powyższe pytania okażą się pomocne? Pozdrawiam,

          1. Wciaż redefiniuję na własne potrzeby słowa, które są niby takie oczywiste, że każdy doskonale wie co znaczą. Ogólnie. Ale co znaczą dla mnie? Często okazuje się, że w szczególe wszelkie terminy mogą mieć najróżniejsze znaczenia. Słowo „sukces” jest jednym z nich.

  2. Prawdziwa historia Rona Clarka…
    No więc to było tak – Ron Clarke to był utalentowany australijski długodystansowiec, który najpierw zasłynął tym, że się przewrócił. To było podczas mistrzostw Australii w chyba 1956 roku, a stało się znane dlatego, że uczestniczący w tym samym biegu mistrz Australii, John Landy, zatrzymał się, pomógł Clarkowi wstać i dopiero potem kontynuował wyścig.
    Kilka miesięcy później Ron Clarke znowu zasłynął – kończył sztafetę olimpijską (1956 Melbourne) , wbiegł na stadion z olimpijkim zniczem, a tam była jakaś awaria i znicz bardzo poparzył mu rękę, ale Clarke bez skrzywienia dobiegł do mety.
    W następnych latach Ron Clarke był znany gdyż bił rekordy świata na wszystkich możliwych długich dystansach. Jednak najlepszy jego wynik na igrzyskach olimpijskich to brązowy medal.
    Na dodatkowy plus zaliczam mu to, że po zakończeniu kariery sportowej miał osiągnięcia byznesowe i polityczne, był burmistrzem Złotego Wybrzeża – Gold Coast.
    O do licha… tyle się napisałem a nie zauwazyłem, ze mój bohater ma w nazwisku o jedną litere za dużo – Eeeeeeee 😦

  3. Zblamowałem się nieco z tym Ronem Clarke’em więc brnę dalej.
    Nie ogladałem filmu Prawdziwa historia Rona Clarka, ale oglądałem kilka bardzo podobnych opowieści. Nie przeczę, miewałem łzy w oczach i na zakończenie czułem się podniesiony na duchu. Jednak wspominając moje szkolne doświadczenia , nie widzę w swoim dziecięcym życiu miejsca na takie „poufałosci”.
    Do szkoły zacząłem chodzic w 1947 roku . Miedzy uczniami i nauczycielami był bardzo duży dystans i patrząc na to z perspektywy wielu lat, nie widzę najmniejszej potrzeby żeby miało być inaczej.
    Być może istotne były trzy okoliczności – po pierwsze – w pamięci wojna. Wydaje mi się, że większośc ludzi miała poczucie, ze cudem dostali szansę na życie i nikt nie chciał tej szansy zmarnować. Nie potrzebowalismy wiele zachęty.
    Po drugie, to była „dobra”, przedwojenna szkoła, prowadzona przez zakonnice – tak, najczarniejsza komuna a zakonnice uczyły dzieci. Po trzecie, które wynika z drugiego, wszystkie dzieci były z kochających je rodzin. Nikt nie miał poczucia odrzucenia czy zaniedbania. Istotne pewnie było również to , że dzięki komunie , nikt nie mial poczucia, że jest gorszy bo jest w złej sytuacji materialnej.
    Wydaje mi się, że w takich okolicznościach wszelkie próby ze strony nauczyciela, żeby przełamac bariery traktowane byłyby z mojej strony jako krepujace i nienaturalne.

    1. A ja tego w ten sposób nie odbieram.
      Nie zblamowałeś się, przynajmniej w moich oczach, ani trochę.
      No niestety, szansa została nie wykorzystana, 🙂
      Dziękuję Ci za tę opowieść.
      Jedna literka, taka różnica w życiorysie, ale Ron Clark(e) żył z pasją.
      Odnosząc się do tematu edukacji formalnej.
      Napiszę w ten sposób. Po pierwsze, jak piszesz okoliczności, czyli kontekst kulturowy, jak również model wychowania wyniesiony z rodzin(y) pochodzenia jest ważny.
      Po wtóre, Ty akurat (wnioskuję z tego co piszesz) nie potrzebowałeś zachęty, by się rozwijać. Jak również z Twojej perspektywy, tak to czytam, nie widziałeś by ktoś czuł się odrzucony. Okey.
      A może gdyby zachęta była Twoje zainteresowania nie ukierunkowały by się w tę stronę? Ale zostańmy przy faktach i nie gdybajmy, znaczy: dobrze, zostaję przy faktach i nie gdybam.
      Poruszyłeś jeszcze jedną ważną kwestię mianowicie wiarygodności nauczyciela/ nauczycielki, edukatora/ edukatorki, trenera/ trenerki jeśli ktoś/ia nie jest spójna z tym co, w jaki sposób robi traci wiarygodność. A to rzutuje też na inne aspekty edukacji, o których wspominasz.

      Tak samo, jak pisałam Renyu Tobie, tak powtórzę i tu nie chodzi — przynajmniej tutaj w przykładzie Rona Clarka by bezrefleksyjnie go kopiować, również dlatego, że choćby się starano, nie ma na świecie identycznych dwóch Ronów Clarków, chociaż bywają bardzo podobni (zawsze wystąpi jakaś „literówka”). To tak jak z pozytywnym myśleniem, są aspekty ważne (budzenie entuzjazmu/ motywacji etc) ale bezkrytyczne i jednostronne przetransponowanie wzorców „pozytywnego myślenia” jest wręcz niebezpieczne. Takie filmy jak ten, jest/ bywa inspirujący co nie znaczy, że należy teraz kształcić samych Clarków. Oczywiście, masz prawo, Ty, albo ktoś inny sądzić inaczej.

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s