222. Afar.

Przeszłość jest nieprzenikniona, nieruchoma I bardziej zagadkowa niż teraźniejszość, ponieważ została zatrzymana raz na zawsze, a jednocześnie rozprasza się, jest nieuchwytna i niedostępna wszelkim próbom „przywrócenia jej do życia” (choć zwykło się uważać, że w sposób magiczny dokonał tego Proust.

Przeszłość tkwi już na zawsze tam, gdzie tkwi, i nie istnieje. Jest faktem, który miał swoje następstwa i ma je w dalszym ciągu, a jednocześnie jest „jak gdyby” snem. Podpowiada nam rzeczywiście tę niepodważalną prawdę, że mimo „balastu przyziemnego ciała” jesteśmy w gruncie rzeczy utworzeni „z materii snów”.

Gdy próbujemy sztucznie ożywić przeszłość, zdając się na ciąg pamięci, w istocie próbujemy tylko o niej marzyć, śnić z otwartymi oczami. Albo rzeczywiście próbujemy stworzyć jak, jak Proust pathos „czasu utraconego” i mit odnajdywania go w świecie sztuki.

[Notatki, Nicola Chiaromonte, Fundacja terytoria książki, Gdańsk 2015, tłumaczenie: Stanisław Kasprzysiak].

   Nie wiem, czy się zgadzam z Chiaromontem, niemniej jednak przeszłość i stosunek doń, to temat rzeka, jeśli nie temat morze, to przez erzet, zależy z jakiej perspektywy, kto, co, w jaki sposób, mnogość pytań, mnogość perspektyw. Motyw snu w kulturach również otwiera nowe przestrzenie, i możliwości interpretacji. Przeszłości paradoks polega m.in. na tym, że jest ona i nie ma jej równocześnie — ale czy jest bardziej ciekawa niż teraźniejszość, teraz mniejszość? albo przyszłość, ość? Która nastanie niewątpliwie? Jeśli zaś nie nadejdzie dla nas to oznacza również naszą nieobecność. Czy przeszłość nie istnieje? Czy jest zawsze tam, gdzie jest, czy w jakiś sposób nie dźwigamy jej na barkach, albo w genach? Przeczytałam kiedyś zdanie: ludzie tak bardzo chcą zachowania tradycji (i tu autor nie precyzuje jaką ma na myśli), a nie rozumieją historii. Zachowanie tejże wraz z nieumiejętnością historycznego spojrzenia i postrzegania (nie jako jedynego, ale jednej z kilku perspektyw) nie jest możliwe. Istnieje pomylenie,utożsamienie pojęć, tak np. łatwiej wykształcić się w jakieś dziedzinie (choć jeśli podchodzimy do tego aspektu z szacunkiem i odpowiedzialnością, ten proces nie ma końca) niż zostać człowiekiem myślącym. A co więcej, jeśli nie  pragmatykiem, albo pragmatyczką, to osobą, która umiejętnie łączy teorię z praktyką. Odchodząc od poruszanych aspektów, chciałabym nawiązać do jeszcze jednego, o którym w zamyśle rozpoczęłam pisanie tegoż wpisu. To nie tyle tworzenie palimpsestów (w literaturze) co chłodzenie i karmienie ludzi tanią komercją. Do kin nie tak dawno wszedł Mały Książę, i nie tylko nie poszłam na ten film, ile nie rozumiem, zachwytu (ale rozumiem chwyt tu owy marketingowy jest) nad tą produkcją. Żenującą do szpiku kadru. Nie tyle nie pochwalam, nie tyle mi się nie podoba [zbyt]proste (by nie napisać inaczej) przełożenie akcji  i serwowanie jako fantastyczny film, o marzeniach, mylenie o myśleniu i mydlenie myślenia.

Dla mnie na początku była to książka o Miłości i Stawaniu się w Podróżach, które dają asumpt do  przeobrażania się (proste zilustrowanie prawdy, że podróżne kształcą).

[Maria Peszek i Foks Był sobie król, Na motywach kołysanki Janiny Porazińskiej pod tym samym tytułem.Reżyseria i animacja Tytus Majerski źródło klipu i opisu]. O kołysankach już było.

Po i wtem tem stała to się opowieść narracją o stracie i śmierci.I drążeniu i dążeniu ku końcowi, czy ku końcom, bo przecież jest ich wiele, tak jak różnorodne jest Życie,  i inaczej przebiegają dla z różnych perspektyw, dla wielu osób, żyjących w tym samym czasie i miejscu. W jednym z kręgów (rodziny, przyjaciół/ek współpracowniczek i współpracowników etc).

Tymczasem sprzedanie tej opowieści komercyjnie (tak jak pisanie nieudolnych kontynuacji: patrz proszę Przygody Młodego Księcia) zabija opowieść. A zachwyty? Stają się przechwytami i chwytami marketingowymi.  Nie rozumiem ich. Znaczy, rozumiem, idee, koncepcje powstania książki/ filmu ale nie zachwyt nad intelektualnym wydźwiękiem tych dzieł[ek].  

Każda osoba ma prawo do kiczu, i by go postrzegać jako Sztukę, tylko dlaczego następuje przejęcie narracji? To tak mi się dzisiaj skojarzyło gdy oglądałam to co stworzyli Maria and Foks, że jednak można pięknie nawiązać i rozwiązać i rozważać i uważać. I wyrażać. Nie zawłaszczać i nie zamrażać.

Może to nie jest temat by rozpinać rozpisać go na wpis. Wpisać w widno_krąg jasnego widzenia horyzontu.Tu, co jest Tam. Tam tam tarantam tam.  Może z perspektywy Kosmosu, niczym z wiersza Czesława Miłosza Przypowieść o Ziarnku Maku, traci to znaczenie? Zmęczenie, gorycz, i akcja: rezygnacja? O tej ostatniej wpis się szykuje, ale jeszcze nie teraz. To tylko pytanie rzucone na pożarcie i przeżarcie zmysłom. I u- myśl-om.

U Piotra Curie — pisze Laurent Lemire w książce pt. Maria Skłodowska – Curie — teoria nie mogła nigdy być oderwana od praktyki. Naukowiec winien nie tyle zastanawiać się nad światem -to raczej zadanie dla filozofa – ile zmieniać na lepsze ludzi. Wierzono wówczas w postęp¹. Wokół sylwetek Piotra i Marii Curie (zwłaszcza drugiej postaci) panuje wiele, wiele mitów, nie chodzi o to, by nie uznać ich wkładu w naukę, odbierając zasługi, ale o to, by nie powielać mitów (np takiego, że bez jęku oddawali blendę, czy udostępniali wyniki badań, bo wierzyli w Postęp) i uznać to co zrobili razem, i każde z nich osobno. Co jeszcze przychodzi na myśl. A no przypomina się obraz Żelaznej Marii karmiącej się ideami, i czerstwym chlebem, na nieogrzewanym poddaszu, wzmacnia się mit heroski. Nie chcę odbierać jej hartu ducha, konsekwencji, samozaparcia, i tych cech, których wykorzystanie/uruchomienie potrzebne jest w drodze na szczyt. Jeśli teoria nie może być oddzielona od praktyki, to czego uczy nas przeszłość? A idąc dalej, nie poprzestając na tym oczywistym pytaniu, czego może (w rozumieniu: ma s z a n s ę) nauczyć nas przeszłość?

Zastanawiające jest, że do myśli zaludniają różnego rodzaju skojarzenia z jednej strony, oto następne: Mały Książę, z drugiej droga Marii, guwernantki z Warszawy, po Noblistkę z Paryża.A gdyby tak wejrzeć wiele kwestii nie jest czarno- białych (jeśli w ogóle- czy raczej- w szczególe, cóż takie są. To raczej jako potwierdzenie reguł[y]). Dlatego też kwestie są bardziej skomplikowane niż się uczy je spostrzegać i interpretować. A jeśli tak jest to widząc i uznając ten aspekt, nie podważam i nie deprecjonuję, ale szanuję i uznaję. Jaką Drogę i w jaki Sposób (podejrzewam, że nie jeden) musiała, czy też chciała i uczyniła tak (a nie inaczej) Maria, która z zakompleksionej, i jednocześnie zdolnej i ambitnej guwernantki, która chciała się targnąć na własne życie w wyniku odrzucenia przez mężczyznę, która mimo wszystko miała możliwości rozwoju (pochodziła z inteligenckiej rodziny, twierdziła, że analizy matematycznej uczyła się w Polsce*, gdy wyjechała do Paryża by tam studiować, miała wparcie Siostry i jej Męża, oraz środowiska polskiego, Ojciec w listach prosił ją wielokrotnie,by nie widywano jej w towarzystwie np. Paderewskiego- usłuchała jego prośby). Co nie znaczy, że jako emigrantka i kobieta nie doznawała dyskryminacji, nie musiała mierzyć się z niesprawiedliwością, miała też perspektywy, i możliwości, o których nie jedna osoba nie wiedziała, że może pomarzyć, a co dopiero te, rozbudzone pragnienia urzeczywistnić.

Następne skojarzenie

Pierwsze Błękitne Wydanie w tłumaczeniu Macieja Słomczyńskiego zostało sprzedane w kilka dni, co zdumiewa (bo liczyło ono czterdzieści tysięcy egzemplarzy. Pierwsze wydanie książki w oryginale to liczyło zaledwie tysiąc egzemplarzy). Joyce wydał swoje wiekopomne dzieło w wieku czterdziestu lat, potem żył bardzo długo tworząc swą Legendę. Zanim powstały wydania „krytyczne” stworzył własną religię, dbając o swoich wyznawców. Zakłopotanie jego było pozorne. Pamiętamy, że gdy pisarz dowiedział się o tym, że Jung rozpowiadał, że zasnął nad Ulissesem, ten nie mógł ( Joyce, a nie Ulisses) mu tego wybaczyć.

James (edukację odebrał u Jezuitów, potem odżegnał się od Kościoła, ale nie potrafił uciec od chrześcijaństwa, chociaż bardzo chciał) Syn alkoholika,  będzie uskuteczniał robienie: nic w dużej mierze prowadząc tak a nie inaczej czas swojego życia. Porzućmy ten wątek.

Na początku rozpoczął studia medyczne, w wyniku czego peregrynował do Paryża, ale po roku zdecydował się wrócić do śmiertelnie chorej matki, z końca świata (tak wcześniej postrzegana była Irlandia) do jego środka. Nałykawszy się atmosfery miasta i nabywszy nowe umiejętności lingwistyczne (wcześniej znał kilka języków w tym łacinę, teraz biegle władał francuskim). Po śmierci matki, zdecydował się dołączyć do bohemy. Bardzo często przesiadywał w bibliotekach, mówi się wiele, wiele, wie…  ale mało osób wie, że był utrzymywany przez kobiety, wiele czerpał z życia osób, które go otaczały wkradając się w ich życie bardzo intensywnie. I nie było to bynajmniej wzorowanie postaci, inspiracja, ot. Życie w lit[e]ra turze. Życiorys palimpsest est. Można czytać niczym Ulissesa. I wiele osób tak czyni, ważne, by na tym sposobie nie po, pop, poprzestawiać, poprzes t a w a ć. Wać panowie i panie.

Skojarzeń ciąg bliższy i dalszy.

Josiah Wedgwood jedenaste dziecko garncarza, które w wyniku powikłań po przebytej ospie nie mogło pracować fizycznie, chociaż można go przedstawić inaczej. Proszę bardzo:  dziadek Darwina, lub jeszcze inaczej: wynalazca (pirometru) i przemysłowiec, posiadacz maszyny parowej, ale przede wszystkim, dla mnie cóż, nie warto poprzestawać na tych informacjach, przede wszystkim to człowiek, który wynalazł, wymyślił i wprowadził w życie nowoczesny marketing. Zajmował się wzornictwem.Jeśli pójdziesz do sklepu i słyszysz: dwa produkty za cenę jednego, satysfakcja gwarantowana, albo możliwość zwrotu produktu,  jeśli znasz idee self-service, jeśli nie obce jest Ci posługiwanie się katalogami ilustrowanymi,  jeśli zapoznałaś lub zapoznałeś się z koncepcją życia produktu, to pierwsze imię które powinno Ci przyjść na myśl to: Josiah a nazwisko: Wedgwood. Najważniejsze są dla mnie osobiście, innowacje wprowadzał w dziedzinie organizacji pracy. 

Zdaję sobie sprawę z faktu, że słowami często używanymi w moich postach są: pasjonujący, fantastyczny, ciekawy — tak, teraz nie będzie inaczej.  Nie tylko dlatego, że stworzył serwis dla Żony Jerzego III i Katarzyny II (dziewięćset dziewięćdziesiąt cztery naczynia, do dziś dochowały się siedemset trzydzieści). Gdy pracował dla najważniejszych to arystokracja także chciała posiadać, a co z mniej zamożnymi osobami, np służba, która jako siła nabywcza, koło zamachowe marketingu była baaardzo ważna,  tak oczywiście można nabyć produkty sygnowane nazwiskiem, ale mniej wartościowe produkty, otóż, jak pracuje magia nazwiska.

Gdyby dalej pociągnąć historię nie zadowalając się tymi wątkami biograficznymi to można było by zastanowić się nad historią luksusu (np. jako wykazanie różnicy klasowej , i — ale to dopiero potem— wyrazu gustu: posiadam bo mi się podoba). Proszę Cię idźmy dalej,

Przeszłość nie jest nieruchoma, nie tylko cały czas pracuje w nas:

Jestem synem mego ojca
jestem ojcem mego syna
każdy z nas osobno wzięty
całą resztę przypomina

Nie potrafię się odróżnić
od swej własnej jego twarzy
chociaż twarz zupełnie inna
może czasem mi się marzy
(może czasem…)

Ojciec ojca mego ojca
patrzy na mnie z głębi życia
choć już nie ma ani ciała
ani duch do ukrycia

Dam mu swoje własne ręce
dam mu moją własną głowę
niech pożyje sobie jeszcze
i niech czasy pozna nowe

Skoro tak się pcha do świata
i nie daje mi spokoju
niech poleży w moim łóżku
niech postoi w przedpokoju

Nic mu więcej dać nie mogę
choć jest przodkiem mego przodka
niż to życie przypadkowe
które mnie samego spotka

Jestem synem mego ojca
jestem ojcem mego syna

[Michał Zabłocki: Jestem synem swego ojca, wiersz: Ultima,  Grzegorz Turnau, Pomaton EMI 1999].

ale — co najważniejsze cały czas uczymy się czegoś nowego, stajemy się nowym, i dowiadujemy się czegoś, co zmienia nasze myślenie o Przeszłości, tak naprawdę rewolucję przemysłową spowodował popyt, a nie podaż, tak naprawdę sytuacja Chin (gospodarcza) się zmieniła gdy rewolucja techniczna się dokonała. Co jeszcze? A no w Anglii, zlikwidowano w imię dążenia do luksusu i zmieniających się wzorców konsumpcyjnych wolny poniedziałek, by zyskać połowę wolnej soboty. Tak naprawdę, byłby/ jest to dobry tekst o nurkowaniu.

————————

¹Maria Skłodowska – Curie, Laurent Lemire, tł: Grażyna i Jacek Schirmrtowie, Świat Książki, Warszawa 2011, s. 27.

* Oczywiście, wiem, że Polska nie istniała wtedy na mapie świata.

 


20 myśli na temat “222. Afar.

  1. Podoba mi się teza, że przeszłość jest materią utkaną ze snów 🙂 Dla mnie jednak przeszłość jest uderzeniami skrzydeł motyla, które rezonują po jakimś czasie. Nie wydaje mi się, że jesteśmy uchwycić moment i powiedzieć, że ten właśnie opis jest prawdziwy czy bardziej prawdziwy od innego opisu. Piszemy sobą. Gdyby w jedno miejsce pojechało 10 reportażystów, w efekcie napisaliby o tym miejscu 10 bardzo różnych książek. Przeszłość traktuję raczej jako źródło wiedzy, podpowiada, jakich błędów unikać itd. Gdybyśmy lepiej znali historię dużo trudniej byłoby nami manipulować. Ludzie wówczas widzieliby, jak wykorzystuje się pewne mechanizmy, które w przeszłości zadziałały. Musimy znać przeszłość, ale nie chciałabym, żebyśmy w Polsce tak bardzo się na niej skupiali. W sensie chciałabym, żeby przeszłość była ważna i rozpoznana, ale żebyśmy więcej robili tu i teraz, pamiętając o tym co kiedyś i myśląc bardzo jak tu i teraz zadziała w przyszłości.

    1. Sen, Jeżu, jak dużo go w sztuce. Im więcej wiem, tym bardziej to widzę. Antonio de Pereda y Salgado: „Sen kawalera” i naśladujący go chociażby Pedro de Campriobin „Kawaler i śmierć”, Nisa i jego „Alegoria śmierci” i tak dalej.
      Można by wymieniać.
      Z jednej strony celna Twoja metafora. („Motyliada” wyk i muz. G. Turnau, Basia Gąsienica Giewont, sł: Michał Zabłocki, Mystic Production 2011:

      Z drugiej strony, myślę, choć mogę się mylić, że przeszłość cały czas pracuje w jakiś sposób.
      To prawda, że nie znamy historii, to także najbardziej zwodnicza z nauk… Szkoda, że zanurzeni jesteśmy zanadto w micie. Szkoda, że tak mało wiemy o swoich zwycięstwach…
      Odnosząc się do cytatu, frapuje mnie jeszcze fragment: „Przeszłość tkwi już na zawsze tam, gdzie tkwi, i nie istnieje”. Niby wiem, o co Autorowi chodzi/ło… Z drugiej strony zastanawiam się nad zasadnością „Notatek”…

  2. Ja to rozumiem tak, że przeszłość jest raz. Wydarzyła się i została w tamtym miejscu. A potem przychodzą jej interpretatorzy, zmieniający przeszłość w pracy pamięci itd. Przeszłość ZAWSZE pracuje, jak te uderzenia skrzydeł motyla, niby takie małe nic, a jednak rezonuje 🙂

    1. Przeszłość rezonuje, też jestem tego zdania. Pracuje zarówno w nas jaki i historycznie (herstorycznie) w społecznej perspektywie. Wydaje mi się, że jesteśmy tego samego zdania/ tj. tak samo to widzimy.

  3. Synchroniczność w akcji, cytat z czytanych właśnie „Ścieżek północy”: „Szczęśliwy człowiek nie ma przeszłości, a nieszczęśliwy nie ma nic poza nią.”

    W przypadku takich osób jak Wedgewood zawsze nachodzą mnie myśli – ile trendów, wynalazków, pomysłów nie zaistniałoby bez tego konkretnego człowieka, a ile i tak by wypłynęło. Gdyby nie pan A, to pan B zainicjowałby rzecz C. I tu pojawia się kolejne pytanie – jak taka zmiana wpłynęłaby na historię?

    A zakończę jeszcze innym cytatem, muzycznym, z utworu zespołu Zero 7:
    „Days behold lives unfold
    Can’t move on so much untold
    Shades of gold we’ve been sold
    Been deceived while we believe

    If today is all we see
    Then tomorrow seems to me
    Is just an illusion we believe”

    1. Celny cytat. Nie znałam. Odpowiadając na Twoje pytanie. To zależy, jeśli chodzi o wynalezienie maszyny parowej to czas mierzony byłby w dekadach, przypuszcza się, że od 30 do 50 a w przypadku wyprodukowania chociażby nylonu w miesiącach, tak gdzieś do roku, tak o to sposób nabywania i przekazywania uległ zmianie. A dlaczego cytat z 7 zero?

        1. Wieczna teraźniejszość, a ja myślałam, że człowiek nie potrafi bo nie jest nauczony przebywać w teraźniejszości, żyje albo przeszłością,której już nie ma- albo przyszłością, której jeszcze nie ma…

  4. Nie mam pamięci do przeszłości, niewiele zapamiętuję, może dlatego lubię historię, ale to faktycznie skomplikowana dziedzina wiedzy – strasznie podatna na zniekształcenia. Też już o tym rozmawiałyśmy – czy część prawdy jest prawdą, czy już fałszem? Trzymam się tej pierwszej opinii. Nie jest doskonała. Ale nie wierzę w jedną obiektywną prawdę (o przeszłości również). Czasem myślę, że przeszłość jest jak skrzynia ze skarbami – każdy wyciąga z niej te, które mu się najbardziej podobają…

    1. Myślę, że o wiele więcej zapamiętujemy niż nam się zdaje… Ale mogę się mylić…Nie wiem, czy istnieje jedna prawda o przeszłości, nie wiem, czy to ma związek z relatywizmem… Mam za to wiele, wiele pytań…I kilka przekonań. Dlaczego lubisz historie i jakie?

      1. Historię lubię. tak w ogóle:-)
        Też mam mnóstwo pytań i bardzo mało odpowiedzi.
        Na przykład z czego wynikają moje przekonania?
        A z czego wynikają Twoje przekonania?

          1. Lubię historię jako naukę. Bo jest ciekawa. Ale też dlatego, że minione doświadczenia mogą być nauką na dziś.
            Ale historie (opowieści) też lubię, ale to inny temat i już o tym rozmawiałyśmy.

            Zapytałam Cię, bo jestem ciekawa, czy Ty masz na to pytanie odpowiedź.

            1. Historia, jako nauka jest bardzo skomplikowana, z mojej perspektywy,tzn. wiele jest przemilczane, albo napisane inaczej, albo w ogóle nie napisane (i nie chodzi mi o sprawy polityczne). Co nie oznacza, że nie warto podjąć tego wysiłku i z niej się uczyć, albo jej poznawać.

  5. 1. Napisałaś „Mam za to wiele, wiele pytań…I kilka przekonań” Jeśli przekonanie to „zdanie oparte na przeświadczeniu o prawdziwości, słuszności czegoś”, a źródła, na których buduje się swoje przekonania są tak niepewne (np. te wszystkie komplikacje związane z przeszłością), to skąd czerpiemy to przeświadczenie o słuszności? Teoretycznie dysponujemy takim samym dostępem do wiedzy (np. ujednolicony program nauczania w szkołach), to dlaczego ludzie mają tak różne przekonania? Z tych samych przesłanek każdy wyciąga inne wnioski. I każdy może mieć argumenty na ich poparcie.
    Znam swoje przekonania, mam na nie argumenty, ale nie wiem dlaczego, jako jednostka, właśnie takie przekonania w sobie wykształciłam, dlaczego akurat w taki sposób zinterpretowałam i przetworzyłam wiedzę, którą zdobyłam.
    Stąd moje pytanie o Ciebie.

    2.Dokładnie tak. Choć historycy bardzo starają się (a przynajmniej takie jest założenie), by wiedza o przeszłości była obiektywna, to nigdy taka nie będzie. To jak z fotografią – zawsze pokazuje tylko kadr i nawet ten sam kadr może się różnić w zależności od tego, kto patrzy przez wizjer. A potem kto patrzy na zdjęcie…

    1. To bardzo ważne spostrzeżenia, chcąc na nie odpowiedzieć w sposób rzetelny, chciałabym trochę z tym pochodzić i odpowiedzieć Ci poza komentarzem, być może w osobnym wpisie,może tutaj— gdy będę mieć trochę czasu dla siebie. Jeśli wyrażasz na to chęć, to proszę daj znać. Bardzo dziękuję za ten komentarz.

Odpowiedz na renya Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s