[212+2].[IKD2]. Internetowy Klub Dyskusyjny. Przejęzyczenie. Rozmowy o przekładzie Zofii Zaleskiej.

[Przejęzyczenie. Rozmowy o przekładzie. Zofia Zaleska, Czarne 2015, źródło zdjęcia].
[Przejęzyczenie. Rozmowy o przekładzie. Zofia Zaleska, Czarne 2015, źródło zdjęcia].

Zbliża się marzec, można rzec, że już tuż, tuż, marze (się) i marzy marzec, a wraz z nim drugie spotkanie Internetowego Klubu Dyskusyjnego, o którym można przeczytać, tu i tu. I włączyć się w dyskusję (w każdej chwili). Rozpoczęcie najbliższej nastąpi w czwartek 17 marca 2016 roku.

Bez przeszkód można kontynuować poprzednią, a co!

Zapraszam.

Przybywajcie, rozgłaszajcie, podawajcie wiadomość bliżej i dalej, nich moc będzie z Nami! Bo jak nie z nami to z kim? 🙂 No dobrze, a może nawet jeszcze lepiej? Świetnie jest porozmawiać o książkach, odczuciach, dylematach, nawet (a może zwłaszcza wtedy) gdy mamy odmienne zdania. Nie chodzi, o to by zawsze się zgadzać, ale o to, by umieć patrzeć w tym samym kierunku. Móc się usłyszeć.

To nie jest pierwszy wpis,którego tematem jest język, jeśli Ktosia lub Ktoś jest zainteresowan:a/y tą tematyką, zapraszam do lektury i dyskusji pod następującymi wpisami, i oczywiście do zapoznania się z treścią powyżej zaprezentowanej książki. Pytania do tekstu, które będą przedmiotem rozmowy, można nadsyłać mailem, lub pod tym wpisem, moje pojawią się tuż przed rozpoczęciem spotkania. Tymczasem, borem lasem, podsyłam linki, sznurki i inne laurki, proszę bardzo:

1 Poza słowo;

2. Racja przed początkiem, czyli słów parę o interpelacji, interpretacji

3 Dzień Języka Ojczystego,

4. Obcy język polski.

5. Rzecz nie tylko o męskich/ żeńskich końcówkach.

6. Odpowiadaj opowiadaj, czyli ciąg dalszy.

Reklamy

225.Pocztówki [z] przeszłości.

Nie przepadam za tym Artystą, choć i ja nie oparłam się (bo i nie starałam się specjalnie) jego urokowi, zwłaszcza, gdy moja przygoda z dżezem się zaczynała, albo była bardziej w początkowej fazie rozwoju. Teraz nasze drogi się rozeszły, chociaż nadal lubię wracać do tego albumu. Może dlatego, że jest lekki, pozytywny i śpiewny? Może dlatego, że jest pocztówką z czasów dawnych? Może dlatego, że jest znakiem przeszłości, a może wreszcie dlatego, że w gruncie rzeczy się nie zestarzał? Jest namacalnym dowodem tego, że choćby nie wiem jak się [po]różnić zawsze znajdziemy miejsca wspólne? Jest jeszcze coś, zabieganie, od projektu do projektu, od promocji do promocji, a o albumach nie tak dawno wydanych się po prostu zapomina, na wieczne nieoddanie pamięci. Lubię wracać, do płyt, do książek, do filmów, do rozmów, do miejsc, by zobaczyć, poczuć, usłyszeć z perspektywy czasu, miejsca.

[Freedom Is A Voice, Bobby McFerrin, Bang! Zooom, Blue Note 1995, źródło nagrania].

Artysta: Bobby McFerrin

Tytuł albumu : Bang!Zoom

Data realizacji: 1995

Wytwórnia Blue Note Contemporary

Rodzaj: Jazz wokalny

Czas albumu: 45:57

Lista utworów:

1 Bang!Zoom 5:32

2 Remembrance 5:15

3 Friends 4:26

4 Selim 5:17

5 Freedom Is A Voice 4:52

6 Heaven’s Design 5:55

7 My Better Half 4:42

8 Kids’ Toys 5:13

9 Mere Words 4:27

 

Sprawcy zamieszania:

Bass – Jimmy Haslip

Bębny – William Kennedy

Fender Rhodes – Paul Nagel (tracks: 6)

Gitary– Paul Jackson

Perkusja– Paulinho Da Costa

Piano,syntezator – Russell Ferrante

Saxofon, Bass, Klarnet, elektronika [Electronic Wind Instrument ]– Bob Mintzer

Trąbka – Scott Wendholt ( 4)

Śpiew, wokalizy – Bobby McFerrin

Kompozycje – Bobby McFerrin ( 1,3, 5 to 9), Miles Davis (4), Russell Ferrante ( 1, 2, 5)

224. Być jak Ron Clark.

[Doceniać swoją zdolność do zmiany samej siebie].

Takie zdanie pojawiło mi się w tym tygodniu, a potem przyszły następne. Złożone. Choć proste. I tak powstał ten wpis.

Bardzo rzadko uogólniam. Nigdy i zawsze to bardzo niebezpieczne słowa. Dlatego spytam, kto by nie chciał z Was mieć styczność, w szkole, podczas edukacji formalnej, albo poza nią styczności z inspirującym nauczycielem, nauczycielką? Takim Morriem, albo Ronem Clarkiem? Kto z nas nie chciałby zakrzyknąć o Kapitanie mój kapitanie! Kto nie chciałby chociaż jednej godziny spędzić z Marceliną Kulikowską? Kto nie chciałby usłyszeć w czym jest naprawdę dobry, tak dobry, że wyjątkowy? I w jaki sposób może się realizować? Chociaż jeden jedyny raz być i współtworzyć taką relację, kiedy jest ona równie ważna, i wpisana w proces uczenia się. Gdzie liczy się z a r ó w n o  droga jak i cel. To nie prawda, że droga jest ważniejsza od jej pozytywnego zwieńczenia. A teraz —- kto takie słowa usłyszał?

Uczeń lub uczennica to równorzędn_y/a partner/ka w procesie nauczania. Razem ze swoimi deltami (czyli stronami, które wymagają wsparcia) zaletami, marzeniami,planami, aspiracjami, możliwościami. Wiem, że w przeważającej większości już ukończyliśmy szkoły, opuściliśmy zielone ławki, a potem te „dorosłe” rzędy krzeseł i stołów. Zazwyczaj jest tak, że raz do roku, w okolicach czternastego października wspomina się swoich nauczycieli, albo łaskawie czci się minutą milczenia. A ja chciałabym dzisiaj inaczej. Chciałabym wierzyć w to, i mieć namacalne dowody, że gdy uczeń jest gotowy, nauczyciel/ka zawsze go znajdzie. Chciałabym słyszeć trudne i inspirujące pytania, od osób, które są ekspertkami i ekspertami w swojej dziedzinie, wyjaśnić prostymi słowami to co wydaje się (albo jest) skomplikowane, inspirować i ukazywać radość uczenia się i wykorzystywania swoich możliwości, i kiedyś taką się stać. Wierzę w to, że zdobywanie wiedzy i uczenie (się) może być inspirujące i pełne pasji, nie samo dla siebie, albo dla wzniosłych ideałów, tylko może być użyteczne w życiu, nie tylko osobistym, czy zawodowym, ale społecznym choć momentami jest bardzo, bardzo, bardzo trudne. Liczy się zarówno sam proces poszukiwania i znajdowania odpowiedzi, jak i odpowiedzialne towarzyszenie w tymże. Moje osobiste doświadczenie podpowiada mi, że j e d n a   z  k l u c z o w y ch  umiejętności to mądre (a  i [choć nie tylko] zatem konsekwentne) nauczenie (się) w jaki sposób mądrze w y m a g a ć od S i e b i e. Zachęcanie do Wielkich Marzeń i ich realizacji. Ł ą c z e n i e     t e o r i i    z     p r a k t y k ą. Tworzenie bezpiecznego środowiska uczenia (się) gdzie przekraczać się będzie strefy komfortu, ale nie strefy bezpieczeństwa. Marzy mi się taka sytuacja, gdy lęk przed popełnieniem błędu, ani jego popełnienie nie wstrzymuje dalszego procesu uczenia się/ drogi dalszego rozwoju,  a gdy piszę uczenia się mam na myśli t a k ż e osiągnięć, ale jest pewną ukrytą wskazówką „kwestią do rozwiązania” swoistą informacją zwrotną.

I tu jeszcze jedna uwaga, pozytywne nastawienie i budowanie wiary w uczennicę/ ucznia to jedno, a pozytywne pochwały to drugi aspekt, nie należy moim zdaniem nadużywać tego drugiego środka by zbudować to pierwsze. Tak naprawdę jest tu oczywiście widoczna część wspólna, ale jest to tylko pewien obszar. Nie można jednego zastępować drugim.

A drugi aspekt związany z tymi zagadnieniami jest następujący: pozytywne nastawienie jest bardzo ważne, jednakże samo w sobie nie stanowi remedium na problemy (czyli kwestie do rozwiązania) magiczne formułki nie stanowią zaklęć. Mogą pogłębić frustrację. Ważne jest działanie w celu rozwiązania, pokonania pojawiających się trudności, bo tych się nie uniknie, to część życia. Świat jest o wiele bardziej skomplikowany i linia podziału nie przebiega wyznaczając trajektoria katastroficzne i pozytywne myślenie.

Truizmem jest powiedzenie, że powinno się widzieć w Ludziach tkwiące w nich możliwości, które nie zostały jeszcze zrealizowane, przede wszystkim wtedy (ale nie tylko) gdy inni spisali już osobę/ osoby na straty. Truizm truizmem, ale może koniecznym jest by ten truizm przypominać? By budować motywację wewnętrzną, by satysfakcjonująca droga stała się nagrodą samą w sobie, a dzieje się tak, gdy mamy zapewnione bezpieczne warunki uczenia się z jednej strony— a z drugiej inspirujący i wymagający cel, który chcemy, pragniemy osiągnąć, który jest dla nas atrakcyjny i stanowi wyzwanie.

Zadania dla chętnych:

♣ Zastanów się kto, w jakich sytuacjach i kiedy jest dla Ciebie nauczycielem/ nauczycielką?

♣ Powiedz, napisz komuś w czym jest Twoim zdaniem (wskaż obszar umiejętności/ emocji i ich praktyczne zastosowanie). Nie zakładaj przy tym, scenariusza  ta osoba na pewno wie, że jest ekspertką w dziedzinie x/y/z — nawet gdy wie, i jest o tym przekonana, dobrze jest usłyszeć komplement, który oczywiście możemy wskazać, a nie czczą pochwałę.

♣ Podziel się wiedzą w jaki sposób uniknąć błędów (może takich, które Ty popełniłeś/ popełniłaś) w życiu? I czego się z nich nauczyłaś/ nauczyłeś? Nie ma porażek, są tylko lekcje. Nieodrobione w porę wracają.

♣ Zastanów się dla  kogo, w jakich sytuacjach i kiedy jesteś dla Kogoś nauczycielem/ nauczycielką? Czy jest to źródłem satysfakcji dla Ciebie? Jeśli tak, to dlaczego?

♣ W jaki konkretny  i empatyczny sposób  możesz pomóc dzisiaj ludziom, z którymi teraz przebywasz? Jakie zachowanie wesprzeć, dlaczego właśnie tak?

[Do przeczytania]:

Wtorki z Morriem Mitch Alboom

[Do zobaczenia]:

♣ Prawdziwa historia Rona Clarka

Persepolis

Imagine

223. Lekko.Cicho. Przyjemnie.

Przechodzę nie tyle od młodości do starości, bo mam takie przeczucie, że w tej ostatniej zagnieździłam się od jakiegoś czasu, ale przechodzę kryzys czytelniczy. Nie będę się tu wdawała w szczegóły, chociaż to podobno w nich siedzi diabeł, może właśnie dlatego?dobrze, że nie chodzi. Tylko nieruchomo tkwi, jakżeż można tkwić ruchomo? Ale nie o tym. Zorientowałam się, że od pewnego czasu nie było tu nic o muzyce. A, że pewien pianista przekonuje, że wszystko ma swój czas. I robi to w sposób dobry (muzyczny) i do tego owy jazzowy. Nie sposób zgadnąć co będzie tematem przewodnim dzisiejszego wpisu.

Zwłaszcza, że album jest lekki, łatwy i przyjemny (nie mylić proszę z przyziemnym).

album
[A time for everything, Yaron Herman Trio, LaBorie Jazz Records, 2007,źródło okładki].

Znajdziemy tutaj siedem kompozycji Izraelczyka, i sześć zapożyczonych, od chociażby Alexandera Scriabine‚a po Cohena, którego Hallelujah zamyka niniejszy album.

. Tak więc spokojnie może to być album od którego możemy próbować zaprzyjaźnić się z magicznym (i nierozumianym [?]przynajmniej dla niektórych) gatunkiem jakim jazz jest, yes, yes, yes! Wiem, że Yaron Herman (o którego dokonaniach już wspominałam) bo o jego albumie cały czas mówimy, gra w sposób matematyczny,czy może być inaczej jeśli pobierało się lekcje u Ophera Brayera? I owy sposób gry dla niektórych wystarczający argument, by nie słuchać, drugim argumentem jest dobór repertuaru jazz to jazz, a nie muzyka pop(ulatrna) albo nie daj Losie klasyczna. Moim zdaniem niesłusznie. Przypominają mi się słowa Chłopeckiego, który był za utrzymaniem podziału gatunkowego na muzyki, a mówienie o jednej (dobrej albo złej) uważał tyleż za przejaw mizdrzenia się do publiczności, co niekompetencji i nieuctwa prelegentów*. Cóż, każdy człowiek ma prawo do własnego zdania. Słuchając albumu A Time for everything pojawiają się pytania (nie sądzę, by były one przypisane tylko do tej płyty) na ile pozwalamy (nie pozwalamy) się stworzyć nauczycielom/kom,autorytetom [w grze Yarona słychać Jarretta,(do którego jest już porównywany) od wielu lat, ale także Paula Bley, czy John’a Coltrane’a, nie sposób nie usłyszeć Bacha, ale i, czego jesteśmy świadkiniami i świadkami tutaj przywoływania motywów muzyki popularnej kulturze, w której jesteśmy zanurzeni, zanurzone, jak zmienia nas formalna edukacja (przecież widać sznyt odebranej, zwłaszcza muzycznej — jeśli przysłuchamy się w jaki sposób rozwija/ł się jazz). Tak czy owak warto zanurzyć uszy. Czy to znaczy, że jazz (albo inny gatunek muzyki) wraca do Listów ? Stanowczo: nie. Wszak nie może wrócić to, co nigdy nie zostało (po[d])rzucone. Jeszcze jedno, albumu fajnie słucha się wieczorem, albo w nocy. Otóż, jestem zdania, ze jest to właściwa pora (i nie chodzi o warzywo) do zażywania (albo czasami zżywania- nie mylić proszę ze zżymaniem) muzyki, kiedy wszystkie światła gasną, zasypiają pośpiech, zmartwienia, powinności i zabiegania.

(O bieganiu, też już było).

Artysta: Yaron Herman

Tytuł albumu: A Time for Everything

Data realizacji: 2007 rok.

Wytwórnia: LaBorie Jazz Records

Gatunki: Contemporary Jazz / Post-Bop/Progressive Jazz

Czas trwania: 65:37

Lista kompozycji:

1. Army Of Me (Björk) (6:05)

2. Stompin (Yaron Herman) (3:42)

3. Layla Layla (Natan Alterman / Mordechai Zeira) (5:25)

4. Interlude (Yaron Herman / Matt Brewer / Gerald Cleaver) (1:10)

5. Toxic (C.Dennis / C.Karlsson / P.Winnberg / H.Jonback) (4:30)

6. Neshima (Yaron Herman) (5:19)

7. Paluszki (Yaron Herman) (5:22)

8. Prelude No.2 in B flat Major, Opus 35 (Alexander Scriabine) (2:34)

9. Message In A Bottle (Sting) (4:46)

10. MMM (Yaron Herman) (6:05)

11. Monkey Paradise (Yaron Herman) (3:55)

12. In The Wee Small Hours Of The Morning (David Mann / Bob Hilliard) (5:33)

13. El Toro (Yaron Herman) (3:27)

14. Hallelujah (Leonard Cohen) (7:45)

Sprawcy zamieszania:

Matt Brewer — bass

Gerald Cleaver  — perkusja

Yaron Herman — piano

[źródło nagrania].

*Chłopecki nic nie wspominał o prelegentkach.

222. Afar.

Przeszłość jest nieprzenikniona, nieruchoma I bardziej zagadkowa niż teraźniejszość, ponieważ została zatrzymana raz na zawsze, a jednocześnie rozprasza się, jest nieuchwytna i niedostępna wszelkim próbom „przywrócenia jej do życia” (choć zwykło się uważać, że w sposób magiczny dokonał tego Proust.

Przeszłość tkwi już na zawsze tam, gdzie tkwi, i nie istnieje. Jest faktem, który miał swoje następstwa i ma je w dalszym ciągu, a jednocześnie jest „jak gdyby” snem. Podpowiada nam rzeczywiście tę niepodważalną prawdę, że mimo „balastu przyziemnego ciała” jesteśmy w gruncie rzeczy utworzeni „z materii snów”.

Gdy próbujemy sztucznie ożywić przeszłość, zdając się na ciąg pamięci, w istocie próbujemy tylko o niej marzyć, śnić z otwartymi oczami. Albo rzeczywiście próbujemy stworzyć jak, jak Proust pathos „czasu utraconego” i mit odnajdywania go w świecie sztuki.

[Notatki, Nicola Chiaromonte, Fundacja terytoria książki, Gdańsk 2015, tłumaczenie: Stanisław Kasprzysiak].

   Nie wiem, czy się zgadzam z Chiaromontem, niemniej jednak przeszłość i stosunek doń, to temat rzeka, jeśli nie temat morze, to przez erzet, zależy z jakiej perspektywy, kto, co, w jaki sposób, mnogość pytań, mnogość perspektyw. Motyw snu w kulturach również otwiera nowe przestrzenie, i możliwości interpretacji. Przeszłości paradoks polega m.in. na tym, że jest ona i nie ma jej równocześnie — ale czy jest bardziej ciekawa niż teraźniejszość, teraz mniejszość? albo przyszłość, ość? Która nastanie niewątpliwie? Jeśli zaś nie nadejdzie dla nas to oznacza również naszą nieobecność. Czy przeszłość nie istnieje? Czy jest zawsze tam, gdzie jest, czy w jakiś sposób nie dźwigamy jej na barkach, albo w genach? Przeczytałam kiedyś zdanie: ludzie tak bardzo chcą zachowania tradycji (i tu autor nie precyzuje jaką ma na myśli), a nie rozumieją historii. Zachowanie tejże wraz z nieumiejętnością historycznego spojrzenia i postrzegania (nie jako jedynego, ale jednej z kilku perspektyw) nie jest możliwe. Istnieje pomylenie,utożsamienie pojęć, tak np. łatwiej wykształcić się w jakieś dziedzinie (choć jeśli podchodzimy do tego aspektu z szacunkiem i odpowiedzialnością, ten proces nie ma końca) niż zostać człowiekiem myślącym. A co więcej, jeśli nie  pragmatykiem, albo pragmatyczką, to osobą, która umiejętnie łączy teorię z praktyką. Odchodząc od poruszanych aspektów, chciałabym nawiązać do jeszcze jednego, o którym w zamyśle rozpoczęłam pisanie tegoż wpisu. To nie tyle tworzenie palimpsestów (w literaturze) co chłodzenie i karmienie ludzi tanią komercją. Do kin nie tak dawno wszedł Mały Książę, i nie tylko nie poszłam na ten film, ile nie rozumiem, zachwytu (ale rozumiem chwyt tu owy marketingowy jest) nad tą produkcją. Żenującą do szpiku kadru. Nie tyle nie pochwalam, nie tyle mi się nie podoba [zbyt]proste (by nie napisać inaczej) przełożenie akcji  i serwowanie jako fantastyczny film, o marzeniach, mylenie o myśleniu i mydlenie myślenia.

Dla mnie na początku była to książka o Miłości i Stawaniu się w Podróżach, które dają asumpt do  przeobrażania się (proste zilustrowanie prawdy, że podróżne kształcą).

[Maria Peszek i Foks Był sobie król, Na motywach kołysanki Janiny Porazińskiej pod tym samym tytułem.Reżyseria i animacja Tytus Majerski źródło klipu i opisu]. O kołysankach już było.

Po i wtem tem stała to się opowieść narracją o stracie i śmierci.I drążeniu i dążeniu ku końcowi, czy ku końcom, bo przecież jest ich wiele, tak jak różnorodne jest Życie,  i inaczej przebiegają dla z różnych perspektyw, dla wielu osób, żyjących w tym samym czasie i miejscu. W jednym z kręgów (rodziny, przyjaciół/ek współpracowniczek i współpracowników etc).

Tymczasem sprzedanie tej opowieści komercyjnie (tak jak pisanie nieudolnych kontynuacji: patrz proszę Przygody Młodego Księcia) zabija opowieść. A zachwyty? Stają się przechwytami i chwytami marketingowymi.  Nie rozumiem ich. Znaczy, rozumiem, idee, koncepcje powstania książki/ filmu ale nie zachwyt nad intelektualnym wydźwiękiem tych dzieł[ek].  

Każda osoba ma prawo do kiczu, i by go postrzegać jako Sztukę, tylko dlaczego następuje przejęcie narracji? To tak mi się dzisiaj skojarzyło gdy oglądałam to co stworzyli Maria and Foks, że jednak można pięknie nawiązać i rozwiązać i rozważać i uważać. I wyrażać. Nie zawłaszczać i nie zamrażać.

Może to nie jest temat by rozpinać rozpisać go na wpis. Wpisać w widno_krąg jasnego widzenia horyzontu.Tu, co jest Tam. Tam tam tarantam tam.  Może z perspektywy Kosmosu, niczym z wiersza Czesława Miłosza Przypowieść o Ziarnku Maku, traci to znaczenie? Zmęczenie, gorycz, i akcja: rezygnacja? O tej ostatniej wpis się szykuje, ale jeszcze nie teraz. To tylko pytanie rzucone na pożarcie i przeżarcie zmysłom. I u- myśl-om.

U Piotra Curie — pisze Laurent Lemire w książce pt. Maria Skłodowska – Curie — teoria nie mogła nigdy być oderwana od praktyki. Naukowiec winien nie tyle zastanawiać się nad światem -to raczej zadanie dla filozofa – ile zmieniać na lepsze ludzi. Wierzono wówczas w postęp¹. Wokół sylwetek Piotra i Marii Curie (zwłaszcza drugiej postaci) panuje wiele, wiele mitów, nie chodzi o to, by nie uznać ich wkładu w naukę, odbierając zasługi, ale o to, by nie powielać mitów (np takiego, że bez jęku oddawali blendę, czy udostępniali wyniki badań, bo wierzyli w Postęp) i uznać to co zrobili razem, i każde z nich osobno. Co jeszcze przychodzi na myśl. A no przypomina się obraz Żelaznej Marii karmiącej się ideami, i czerstwym chlebem, na nieogrzewanym poddaszu, wzmacnia się mit heroski. Nie chcę odbierać jej hartu ducha, konsekwencji, samozaparcia, i tych cech, których wykorzystanie/uruchomienie potrzebne jest w drodze na szczyt. Jeśli teoria nie może być oddzielona od praktyki, to czego uczy nas przeszłość? A idąc dalej, nie poprzestając na tym oczywistym pytaniu, czego może (w rozumieniu: ma s z a n s ę) nauczyć nas przeszłość?

Zastanawiające jest, że do myśli zaludniają różnego rodzaju skojarzenia z jednej strony, oto następne: Mały Książę, z drugiej droga Marii, guwernantki z Warszawy, po Noblistkę z Paryża.A gdyby tak wejrzeć wiele kwestii nie jest czarno- białych (jeśli w ogóle- czy raczej- w szczególe, cóż takie są. To raczej jako potwierdzenie reguł[y]). Dlatego też kwestie są bardziej skomplikowane niż się uczy je spostrzegać i interpretować. A jeśli tak jest to widząc i uznając ten aspekt, nie podważam i nie deprecjonuję, ale szanuję i uznaję. Jaką Drogę i w jaki Sposób (podejrzewam, że nie jeden) musiała, czy też chciała i uczyniła tak (a nie inaczej) Maria, która z zakompleksionej, i jednocześnie zdolnej i ambitnej guwernantki, która chciała się targnąć na własne życie w wyniku odrzucenia przez mężczyznę, która mimo wszystko miała możliwości rozwoju (pochodziła z inteligenckiej rodziny, twierdziła, że analizy matematycznej uczyła się w Polsce*, gdy wyjechała do Paryża by tam studiować, miała wparcie Siostry i jej Męża, oraz środowiska polskiego, Ojciec w listach prosił ją wielokrotnie,by nie widywano jej w towarzystwie np. Paderewskiego- usłuchała jego prośby). Co nie znaczy, że jako emigrantka i kobieta nie doznawała dyskryminacji, nie musiała mierzyć się z niesprawiedliwością, miała też perspektywy, i możliwości, o których nie jedna osoba nie wiedziała, że może pomarzyć, a co dopiero te, rozbudzone pragnienia urzeczywistnić.

Następne skojarzenie

Pierwsze Błękitne Wydanie w tłumaczeniu Macieja Słomczyńskiego zostało sprzedane w kilka dni, co zdumiewa (bo liczyło ono czterdzieści tysięcy egzemplarzy. Pierwsze wydanie książki w oryginale to liczyło zaledwie tysiąc egzemplarzy). Joyce wydał swoje wiekopomne dzieło w wieku czterdziestu lat, potem żył bardzo długo tworząc swą Legendę. Zanim powstały wydania „krytyczne” stworzył własną religię, dbając o swoich wyznawców. Zakłopotanie jego było pozorne. Pamiętamy, że gdy pisarz dowiedział się o tym, że Jung rozpowiadał, że zasnął nad Ulissesem, ten nie mógł ( Joyce, a nie Ulisses) mu tego wybaczyć.

James (edukację odebrał u Jezuitów, potem odżegnał się od Kościoła, ale nie potrafił uciec od chrześcijaństwa, chociaż bardzo chciał) Syn alkoholika,  będzie uskuteczniał robienie: nic w dużej mierze prowadząc tak a nie inaczej czas swojego życia. Porzućmy ten wątek.

Na początku rozpoczął studia medyczne, w wyniku czego peregrynował do Paryża, ale po roku zdecydował się wrócić do śmiertelnie chorej matki, z końca świata (tak wcześniej postrzegana była Irlandia) do jego środka. Nałykawszy się atmosfery miasta i nabywszy nowe umiejętności lingwistyczne (wcześniej znał kilka języków w tym łacinę, teraz biegle władał francuskim). Po śmierci matki, zdecydował się dołączyć do bohemy. Bardzo często przesiadywał w bibliotekach, mówi się wiele, wiele, wie…  ale mało osób wie, że był utrzymywany przez kobiety, wiele czerpał z życia osób, które go otaczały wkradając się w ich życie bardzo intensywnie. I nie było to bynajmniej wzorowanie postaci, inspiracja, ot. Życie w lit[e]ra turze. Życiorys palimpsest est. Można czytać niczym Ulissesa. I wiele osób tak czyni, ważne, by na tym sposobie nie po, pop, poprzestawiać, poprzes t a w a ć. Wać panowie i panie.

Skojarzeń ciąg bliższy i dalszy.

Josiah Wedgwood jedenaste dziecko garncarza, które w wyniku powikłań po przebytej ospie nie mogło pracować fizycznie, chociaż można go przedstawić inaczej. Proszę bardzo:  dziadek Darwina, lub jeszcze inaczej: wynalazca (pirometru) i przemysłowiec, posiadacz maszyny parowej, ale przede wszystkim, dla mnie cóż, nie warto poprzestawać na tych informacjach, przede wszystkim to człowiek, który wynalazł, wymyślił i wprowadził w życie nowoczesny marketing. Zajmował się wzornictwem.Jeśli pójdziesz do sklepu i słyszysz: dwa produkty za cenę jednego, satysfakcja gwarantowana, albo możliwość zwrotu produktu,  jeśli znasz idee self-service, jeśli nie obce jest Ci posługiwanie się katalogami ilustrowanymi,  jeśli zapoznałaś lub zapoznałeś się z koncepcją życia produktu, to pierwsze imię które powinno Ci przyjść na myśl to: Josiah a nazwisko: Wedgwood. Najważniejsze są dla mnie osobiście, innowacje wprowadzał w dziedzinie organizacji pracy. 

Zdaję sobie sprawę z faktu, że słowami często używanymi w moich postach są: pasjonujący, fantastyczny, ciekawy — tak, teraz nie będzie inaczej.  Nie tylko dlatego, że stworzył serwis dla Żony Jerzego III i Katarzyny II (dziewięćset dziewięćdziesiąt cztery naczynia, do dziś dochowały się siedemset trzydzieści). Gdy pracował dla najważniejszych to arystokracja także chciała posiadać, a co z mniej zamożnymi osobami, np służba, która jako siła nabywcza, koło zamachowe marketingu była baaardzo ważna,  tak oczywiście można nabyć produkty sygnowane nazwiskiem, ale mniej wartościowe produkty, otóż, jak pracuje magia nazwiska.

Gdyby dalej pociągnąć historię nie zadowalając się tymi wątkami biograficznymi to można było by zastanowić się nad historią luksusu (np. jako wykazanie różnicy klasowej , i — ale to dopiero potem— wyrazu gustu: posiadam bo mi się podoba). Proszę Cię idźmy dalej,

Przeszłość nie jest nieruchoma, nie tylko cały czas pracuje w nas:

Jestem synem mego ojca
jestem ojcem mego syna
każdy z nas osobno wzięty
całą resztę przypomina

Nie potrafię się odróżnić
od swej własnej jego twarzy
chociaż twarz zupełnie inna
może czasem mi się marzy
(może czasem…)

Ojciec ojca mego ojca
patrzy na mnie z głębi życia
choć już nie ma ani ciała
ani duch do ukrycia

Dam mu swoje własne ręce
dam mu moją własną głowę
niech pożyje sobie jeszcze
i niech czasy pozna nowe

Skoro tak się pcha do świata
i nie daje mi spokoju
niech poleży w moim łóżku
niech postoi w przedpokoju

Nic mu więcej dać nie mogę
choć jest przodkiem mego przodka
niż to życie przypadkowe
które mnie samego spotka

Jestem synem mego ojca
jestem ojcem mego syna

[Michał Zabłocki: Jestem synem swego ojca, wiersz: Ultima,  Grzegorz Turnau, Pomaton EMI 1999].

ale — co najważniejsze cały czas uczymy się czegoś nowego, stajemy się nowym, i dowiadujemy się czegoś, co zmienia nasze myślenie o Przeszłości, tak naprawdę rewolucję przemysłową spowodował popyt, a nie podaż, tak naprawdę sytuacja Chin (gospodarcza) się zmieniła gdy rewolucja techniczna się dokonała. Co jeszcze? A no w Anglii, zlikwidowano w imię dążenia do luksusu i zmieniających się wzorców konsumpcyjnych wolny poniedziałek, by zyskać połowę wolnej soboty. Tak naprawdę, byłby/ jest to dobry tekst o nurkowaniu.

————————

¹Maria Skłodowska – Curie, Laurent Lemire, tł: Grażyna i Jacek Schirmrtowie, Świat Książki, Warszawa 2011, s. 27.

* Oczywiście, wiem, że Polska nie istniała wtedy na mapie świata.

 


Mini wykłady o maxi sprawach. Leszek Kołakowski, wydawnictwo Znak, źródło

[212+1+1].[IKD1]. Internetowy Klub Dyskusyjny. Mini wykłady o maxi sprawach Leszka Kołakowskiego.

Z puntu widzenia postrzegającego  nuda jest niezdolnością do oczekiwania czegokolwiek nowego, poczuciem przebywania (choćby tymczasowego) w świecie, gdzie nic się nie stanie, tj. gdzie będzie to samo, albo jeśli nic się nie stanie, postrzegającemu jest wszystko jedno, czyli tak się stanie, jakby nic się nie stało. 

Można stwierdzić, że nic samo w sobie nie jest nudne, jako że ludzie różnią się pod tym względem w odbiorze rozmaitych kawałków świata, a ich poczucie nudy zależy od przypadku, zwłaszcza zaś od minionych doświadczeń. 

[Leszek Kołakowski, Mini wykłady o maxi sprawach, O nudzie,Wydawnictwo Znak, Kraków 2005 r,s.95].

Mini wykłady o maxi sprawach. Leszek Kołakowski, wydawnictwo Znak, źródło
[Mini wykłady o maxi sprawach. Leszek Kołakowski, wydawnictwo Znak, źródło okładki].
Rozpoczynamy spotkania Internetowego Klubu Dyskusyjnego [IKD] (o idei którego można przeczytać tutaj). Jak pisałam pierwszą lekturą będzie esej O Nudzie,Leszka Kołakowskiego w cyklu wykładów, Mini wykładów, o Maxi sprawach. 

Oto pytania do dyskusji:

  • Nuda jest Kobietą? Jest jedna? Czy wiele? Czy wiele za wiele? Nud, nie kobiet.:)
  • Czy nudność, to to samo co nuda?
  • Czy doświadczenie nudy wynika z nieumiejętnego korzystania z czasu?
  • Czy jeśli człowiek, który doświadcza nudy, albo ją stwarza czyniąc coś nudnym daje tym samym wyraz swojej  nieudolności/ ignorancji?Jeśli tak to w jakich obszarach?
  • W myśl przekonania, że inteligentny człowiek nigdy się nie nudzi. Mądrość to to samo co inteligencja?
  • Czy ponosimy odpowiedzialność za doświadczanie nud(y)? Jeśli tak to w jakim zakresie?
  • Czy nuda może być/ jest  obiektywnym zjawiskiem?
  • Bycie „w niedoczasie” jako Twarz Nudy, tylko bardziej marketingowo modna, i społecznie atrakcyjna? I także aprobowana?
  • Czy rzeczywiście, tak jak pisze Kołakowski nuda to cena jaką płacimy za to,że umiemy być ciekawi; nic nie było by ciekawe, gdyby nic nie było nudne. Innymi słowy,: nuda jest nieodzowną częścią naszego społeczeństwa; albo: fakt, że jesteśmy zdolni do uczucia nudy, ludźmi nas czyni*? A może to zbyt powierzchowne wyjaśnienie? Może niezupełne?
  • Czy można być atrakcyjnie nudnym? W jaki sposób?
  • Czy istnieje niepisany dyktat, przymus bycia inspirującą osobą?
  • Twoje pytani:e/a:
  • Pytanie Qbusia: Czy nuda, zwłaszcza w powiązaniu z wątpliwą moralnością, prowadzi do złego?

 

 

[(4+1)+1].[5+1].[25+2]. Impresie w In Presje (albo: odwrotnie).

Albo: komu się śnimy nieustannie…

Śniłem, że byłem motylem— a może ja jestem snem motyla?

[Chuang Tzu].

 

Przestrzenie i zaułki prof Janusz Limon, Słowo/obraz/ terytoria, seria :Wiek męski, Gdańsk, 2015, [źródło zdjęcia].
Przestrzenie i zaułki prof Janusz Limon, Słowo/obraz/ terytoria, seria :Wiek męski, Gdańsk, 2015, [źródło zdjęcia].

Najpierw trafiłam na nią przypadkowo. O ile wierzyć przypadkom pozoru. Przeczytawszy, że to eseje o medycynie i sztuce, zawierzyłam. O zgrozo! Potem gdy przyszła pora na konsumpcje, a ja obecnie mam  czasu coraz mniej, i jest on iście zazdrosny, przyszło: rozczarowanie wraz ze złością, jak to tak? Jak to tak krótko? Nie dość, że książka jest niedużego formatu, to jeszcze wypowiedzi zajmujące pół strony należą do tych co urzeczywistniają i uwydatniają regułę. Zaczęłam czytać w poczekalni, ale że nie zużyłam czekania zbyt długo to i nie nadgryzłam znaczenia, które nosi czcionka.

Wróciwszy wieczorem w przestrzeniach, które wyznacza międzyczas   pomiędzy zaczytuję… Nie będę używała słów wielkich i wielu, które nabrzmiewają jak bąble patosem, a stosowane zbyt gęsto, niczym antybiotyk tracą właściwości lecznicze.

Z przyjemnością odnajdywałam tę nic porozumienia, i poznania jeśli chodzi o sztukę, znajome nazwiska, obrazy.

Niczym zawieszone gesty.

Torso di Ikaro Igor Mitoraj [Źródło zdjęcia].
Torso di Ikaro Igor Mitoraj
[Źródło zdjęcia].

Zastanawia mnie coś innego, niejako przy okazji, którędy i gdzie biegnie granica autocenzury, wiadomo, że to jest wybór notatek, i jeśli tak jest, to jaki obraz przedstawia i czy przestawia? Czy to nadal literatura? Czy liter tura, pomocna, acz niezobowiązująca, o której można powiedzieć: że to tak na marginesie, na szybko, na gorąco, na wrząco… ? Niejako przy okazji popełniona — przy okazji cóż za niesprawiedliwe słowo, wiele odkryć zdarzyło się: przy okazji. Inny Profesor, o którym już wspominałam, zastanawiał się w jednej ze swoich książek, czy jego szkice,które popełnił ucząc się rysunku były by atrakcyjne, gdyby nie jego pozycja zawodowa.  Zatrzymuje mnie ta kwestia (okazyjności) także ze względu na inne rozłożenie akcentów- ile jest książek nie napisanych, przez mniej lub bardziej (nie)znanych? Jak również to, czy i co może zmienić w Człowieku Lektura litr liter, a może więcej, jednym haustem, duszkiem, powoli? Jedno pewne po woli.

Niski, cichy, spokojny, pewny głos Profesora towarzyszy mi przy czytaniu. Otwiera się książka w ten sposób jak dojrzały owoc.

Co pcha ludzi do Pisania? Nie wiem. Ważne, że książka powstała, nie tylko daje przyczynek do odczarowania pewnych kwestii, ale można ją czytać na wiele sposobów i przez wiele kontekstów. [Nie] wiem, czy to są dzienniki nadziei wiem, że to jest

Palimps-

-est.

o życiu, o śmierci, o kosztowaniu i kosztach życia, o dystansie, o mitach,  o rozumieniu nauki, o śmierci: O życiu, dopiero potem o leczeniu i jeszcze o… Intymności przemijania,zużywania, tracenia, zyskiwania bo to taka lektura. Zaułki, przestrzenie, laboratoria i labirynty.

Lektura nadObowiązkowa.

Zastanawiam się, nad takim oto zagadnieniem, czy o książkach poruszających trudne tematy dyskutuje się łatwiej, niż prowadzi rozmowy bez nich, ważne rozmowy, utopione w rutynie codzienności?

Strony są w taki sposób ponumerowane, że gdy kartkuje się książkę na myśl przychodzi, przywodzi skojarzenie z elektrokardiogramem.

Czy zaułek nie jest usytuowany w przestrzeni, przez nią zagarnięty…?

Mam jeszcze:wiele, wiele, wiele pytań, i garść odpowiedzi. Nieostatecznych.

PS. Uwagę o oczach i greckich rzeźbach przeczytałam dopiero po tym jak napisałam ten wpis…

219. Szurając.

Upal. Upał.

Minął.

Dym z papierosa. Pety niedbałości uparcie niezauważalnie drążą czerń.

Oddycha miarowo.

Beton, kurzem się krztu tusząc. Nie, to tylko przesłyszenie. Śśświst, szmer ledwie. Nie, nie, to nic. To tylko organizm. Własny. Burczenie w brzuchu. Dialog ze światłem. Nie sycącym, niknącym, cym, cym, cym.

Monolog ze świat[ł]em.

Wracamy.

Na dworzec.

Perony.  z żelazną konsekwencją uskuteczniają  niewidzialność. Najbardziej gorzkie są te, na których już nie czeka

nikt. Nie wodzi spojrzeniem nerwowo spoglądając na zegarek. Nie rozkłada kroków, ani zdań wielokrotnie zmożonych pośpiechem i uprzejmością, wobec kogoś, kogo zapewne nie spotka już nigdy więcej.

Raźniej jest

ćwiczyć czekanie, odmierzając  tęsknotę we dwoje, troje i więcej liczebników cierpnących w poczekalniach zmarznięte myśli. Odmieniając na nie tak znowu próżną pogawędkę.

Persony. Nie. Perony. Najbardziej zardzewiałe zdrętwieniem zgorzknienia są te, na które nikt nie przybiega zdyszanym spojrzeniem, mdlejącym krokiem i ze spragnioną nadzieją, że już za chwilę, zobaczy, usłyszy, dotknie, będzie łapał [w]dzięki w pół, w ćwierć, w moment ledwie.

Gubimy powroty i powitania. Z nieodrobionymi lekcjami — ćwiczeniami z utraty. Patrząc niewidzącymi oczyma, rdzawym spojrzeniem pod powiekami. [Do]kona(ł) się Niepowrót.

218. Jeszcze więcej pytań. I jeszcze więcej pytań. I… Tekst dla Cierpliwych i Wymagających. [Daję słowo. I to nie jedno. I znów o relacjach. I Akcj(aa![ch)].

Jeśli ktoś_ia myślał/a, że zniknę, to się grubo myśłał/a, wow, aua  myślał/a, mylił/a. Qrczę, skurczę, też się nie skruszę, skurczę tyż nie. Skruszę trochę czcionki, nie kopii, oryginał będzie O! OOO…O! UUuu!

U_waga (waga ciężka, nie cienka, i nie piórkowa, kto pisze w Internet_ach piórem?). Uwaga, uwaga, będę będę się powtarzać, po,po, po i tarzać i tarzać  i tarzać, i z tej, i innej, strony (wwwwymienionej) (chociaż to dobre, że nie ubrudzę się inkaustem, a łyk, kul_ i innej tury, chyba dobrze mi zrobi…):

Mam ambiwalentny stosunek do tych i owych zabaw blogowych. Szczególnie łańcuszków, tak, a i owszem, także tak, a jak , ten na szyi, a i to    n i e   często. Już pisałam o tym, że postrzeganie zabaw blogostanowioonych i stanowych, bywa różny, Ci Poważni Blogerzy i Te Poważne Blogerki, nie zabierają się za takie i inne gierki. To najnowszy wrzask mody, odmówić. Pokazać, że jest się ponad tę czcionkę, albo — e w e n t u a l n i e— udział wziąć, a l e nie podawać dalej…  Myślę sobie, tak,tak, czasami mi się zdarza, że warto od czasu do czasu, brać udział w takich inicjatywach, chociażby dlatego, by pokazać się sobie z innej, strony, chociaż dalej internetowej, to nieco odświeżonej, jeśli nie nowej. I dać się poznać. I nabrać w czarny kolor czcionki trochę dystansu zamiast lansu i luzu zamiast śluzu, balansu zamiast szklanki wody, dla urody. Nie nie nie, nie będzie żadnego lania…  Z próżnego w podróżne, puste, z pustego prozą i mnie wyniosą (zamiast zniosą. Znieść, ambiwalentne słowo… Albo wytrzymać: — Wytrzymacie? Wytrzymamy! Albo wy_ trzymacie? I Huk. Nie trzymali. To pewnie nie „ci”, tylko:  „tamci”. I to jeszcze tam.Troje małych…?].

Mam trzy,  (nie licząc tej) zaległe inicjatywy — uprasza się o cierpliwość, tak by słowo nie zostało obgryzione do ości— jeśli dałam słowo, na pewno go nie odbiorę. Bo kto daje i obiera (choćby do ości) odbiera,  je wypełnię (treścią- i to nie żołądkową, nie zwykłam też wywalać co mi leży na wątrobie, o tym też nie trąbie). Trąba, pożyteczny instrument kojarzony z władzą, a tak, już to kiedyś, gdzieś… Pisałam…

Z przy_je_(mnogością)_mnością przeczytałam, że zostałam zaproszona do zabawy, i to takiej, w której można zabrać głos (sic!), na podany temat, nie muzyczny, który będzie przewodnim uczyniony. Za Twoim przewodem, złączmy się z ...Spośród pięciu, podanych przez Ciebie, Renyu, wybrałam pierwszy. (Kto pamięta Wielką Grę: Który zestaw Pan/i wybiera? )… Oj…

Nie dawno obchodziliśmy (i to nie szerokim łukiem, z hukiem też nie) Światowy Dzień Języka Ojczystego (O czym już kiedyś pisałam i tu,i tam) – ważne, by nie obchodzić go z daleka, tak więc to kolejny pre_tekst by podjąć właśnie ten, a nie inny temat. Te i tamte maty:

[Opowiadaj, opowiadaj, Ryczące Dwudziestki Drake, źródło melodia tradycyjna, słowa: Artur Szczęsny]. Pieśń może by mogła się nie kończyć, ale wpis, a i owszem. Dziś post dla Cierpliwych. Proszę zapatrzeć się w bambosze, termos i kanapki, koniecznie z cebulą, dla odstraszenia, tych, którzy przyjdą konwersować. No dobrze, nie  żebym nie uprzedzała. . .

Pleśń pieśnią, znaczy, pieśń pięścią, znaczy pieśń pieśnią, ale zaraz (nie, nie o dużej bakterii będzie) zaraz, teraz— zaraz, albo: zarazpotem (bez krwi, potu i łez). Obraz, nie raz, nie dwa jest wart (podobnież) więcej niż tysiąc stów, słów.  Chociaż… Ta pierwsza wersja (skreślona) to bardziej dla takich twórczyń i twórców jak owa Boznańska, albo Tycjan, albo Manet! Et, Édouard Manet Chociaż wiadomym jest, że errare humanum est,on nie wielbłądził, nie wiele błądził.. Ten ostatni (malarz)miał doskonałe zaplecze finansowe, zupełnie inny start w życie niż wspomniana Olga, nie tylko dlatego, że terminował (i to aż pół dekady(z okładem) u jednego z najbardziej znanych malarzy akademickich [Thomasa Couture‚a), Paryżanin z dobrze sytuowanej rodziny urzędniczej. On od razu wiedział, że będzie ARTystą wystawiającym, a nie wystawionym onym do wiatru, albo walczących z wiatrakami (i innymi ratrakami). Co więcej, poznał wielu możnych, tak przecież podczas studiów można, tak i poczynił i ten i ów. Poznał wtedy EmilZolę (którego nakłonił do pisania) czy Charles‚a Baudelaire‚a, ale przecież nie tylko. Zupełnie odpłynęłam od tematów… A więc przypływ_am. Przepraszając za zbyt długą introdukcję.

 

[W]Tem(-)@:

————————-

Relacje międzyludzkie w czasach portali społecznościowych. Jak wirtualny świat wpływa na nasze więzi? Czy faktycznie zubaża, a może właśnie wzbogaca? Czy relacje wirtualne muszą być powierzchowne, czy to kwestia naszego wyboru, zaangażowania?  Czy internetowe kontakty mogą zaspokoić potrzebę interakcji, czy jednak potrzebny jest kontakt z żywym człowiekiem?

————————-

Na początku, wątp![li]_w_ość, mam jedną nierozmnożoną i nie rozmrożoną, jak na razie, czy pytania, a raczej odpowiedzi na nie mają charakter pomocniczy? Czy wyznaczają linię demarkacyjną tekstu? Nie wiem, ale postaram się pogodzić, moje, osobiste za i przed- pytania, ości, z wymienionymi powyżej.

Banał, znaczy: Ba! Jako wykrzyknienie, now– sami wiecie… Czyli zacznijmy od początku… Na początku był chaos, a nie, przepraszam (Anie, i inne Zośki też), chaos nastał wtedy gdy wyłączyli… ele_kry_krytyczność. Psyt. Iskierka zgasła. Może jednak nie sięgajmy tak daleko, chociaż warto tam, gdzie kończy się z a s i ę g ,   n a s z e g o    w z r o k u. (O czym, za dłuższą chwilę). Na początku, a nie to potem… Pocić będzie mi się czcionka. Mam nadzieję, że nie łuszczyć, mogę się po łudzić, po udzie potrudzić, ujdzie. Albo tak będzie leżał! O.

Ad rem! Teraz już poważnie[j].

Zygmunt Bauman, wspomina w jednym ze swoich esejów*,  o tym jak najmłodsze pokolenie nie potrafi uczestniczyć, doświadczać własnej tożsamości wspomina o funkcjonującym już uzależnieniu od narzędzi elektronicznych, które już dawno takimi być przestały. Jednocześnie nie sceduje winy za zaistniały s t a n  r z e c z y (sic!), ów stan jest skupiony, znaczy stały, a Bauman na nikogo, nie wskazuje jako jako osoby odpowiedzialnej za zaistniały stan, bo przecież nie o to chodzi. To odpowiedź na potrzeby.

Pierwszą moją uwagą, i spostrzeżeniem moim jest:  pisząc o urządzeniach elektronicznych i ich pożytkowaniu, mówimy tak naprawdę, o    s a m o t n o ś c i.  A sięgając w głąb, o B y c i u  p r z y   Sobie, ze Sobą – czyli, tak naprawdę o dwóch różnych, ale jakże podobnych, zazębiających się, w pewnym obszarze, kwestiach. Nie chodzi o osamotnienie, o uciekanie, ale o sposób na znajdowanie, nie tylko wlanego ja, własnego ja, czyli takiego, które za takowe uznamy, które najpierw trzeba stworzyć, może zgubić, a na pewno utytłać w aktywnościach, nie głaskać  stanem stand by, podłączonego do ładowarki, czy do  wi- fi, a przynajmniej nie tylko takich.

To o czym pisze Bauman, jest do bólu oczywistym. Nie chcę iść w ten nurt rozważań,. Jeszcze jest przynajmniej jeden fakt, o którym zapominamy, żyjemy,w w czasie gdy nie dotyka nas wojna, głód, plagi – inaczej niż nasze Babcie i Dziadkowie. Czas pokoju ma także swoje prawa, obowiązki i wymagania.

Uwaga druga, ale mam poczucie, że ta, od której powinniśmy, powinnyśmy zacząć, ja powinnam,czyli pokolenie. Najmłodsze, jest już scyfryzowane, to które żyje trochę dłużej, jest pomiędzy rzeczywistością, a światem wirtualnym. Jakie są różnice, i podobieństwa, pomiędzy życiem  ludzi należących do pierwszej, i drugiej generacji, jakie konsekwencje wejścia i uczestniczenia w świecie technologicznym począwszy od okresu dzieciństwa, dowiemy się dopiero po kilkunastu latach badań. Niektóre z wniosków będą chybione– czy to ze względu na wynik, czy ze względu na postawienie pewnych kwestii-  a, że jednego czynnika nie sposób wyabstrahować, bo  istnieją także takie zmienne jak chociażby: płeć, sprawność, status społecznoekonomiczny, wykształcenie, doświadczenie religijności (w tym: ateizm, agnostycyzm), miejsce życia (miasto, wieś, zagranica, kraj ojczysty/ emigracja)  że na tych poprzestanę wyliczywszy tylko kilka. Trudno jest trafnie odpowiedzieć, na powyższe pytania, zwłaszcza, że w moim osobistym poczuciu są jeszcze takie, których brakuje, a które ja chciałabym poruszyć, choćby zaznaczyć, nie mówiąc (przepraszam: nie pisząc) o nadgryzieniu, zależności, oddziaływania, natężenie, środowisko, kultura. Tak dyskusja na temat relacji, zależności i jakości tychże to temat na nie jedną dyskusję, nie nie jest to usprawiedliwienie. Chociaż, jest niebezpieczeństwo utknięcia na mieliźnie.

James Slevin² pisze o tym, że Internet sprzyja zwiększaniu zdolności do komunikacji zarówno jednostronnej jak i dwustronnej. Te nowe warunki wymagają, aby jednostki i organizacje poszukiwały nowych możliwości tworzenia się międzyludzkich więzi i współpracy oraz aby tworzyły takie możliwości,które uprzednio były związane z podzielaniem tego samego terytorium. Jednakże przyjęcie tych wymagań ujawnia skomplikowane problemy będące nieodłączną częścią prób pobudzenia aktywnego zauważania i jedności w związkach społecznych, w których wiedza jest coraz bardziej niepewna i w których coraz bardziej brakuje jednoczesnych rozwiązań problemów.

Nowe problemy? A może kontynuacja starych? To nie zaskoczenie, wpływ technologii na życie społeczne również. Na nowo trzeba zdefiniować takie kwestie jak chociażby wspomniane usytuowanie w terytorium, tak piszę ponieważ, jest to wyrażenie szersze niż zajmowanie, które kojarzy mi się z miejscem, a więc czymś stacjonarnym.

Slewin wspomina o konieczności redefiniowania takich pojęć jak wspólnota. Pojęć i zrozumienia i postrzegania. A ja dodaję pytanie, czym jest wykluczenie – w tym przypadku- natury cyfrowej, osób starszych, z niepełnosprawnościami, o niskim dochodzie ekonomicznym, albo tych, którzy po prostu w taki sposób wybrali — (czy można dokonać samo-wykluczenia?)

Czy w komunikacji zapośredniczonej przez Internet — jak pisze autor → wspólnoty zapośredniczone zyskują na znaczeniu? Jaka jest hierarchia symbolicznych narzędzi jaką się posługują członkinie i członkowie owych wspólnot i jakie tworzą związki za pomocą tychże? Na potrzeby tego wpisu ograniczmy się tylko do tych pytań, albo ściślej rzecz ujmując do tego aspektu.

John Gage w książce pod tytułem Kolor i znaczenie pisze:  Może się wydawać rzeczą dziwną, że rozumienie zjawiska, które dla większości z nas stanowi elementarne doznanie zmysłowe, i które interesowało tak wielu komentatorów, z różnych punktów widzenia, dalekie jest od całościowego”. Kolor” jak głosi użyteczna standardowa definicja to atrybut doznań wzrokowych, które można opisać przez posiadane przezeń , poddające się oznaczeniu ilościowemu natężenia odcienia intensywności oraz jasności. Definicja ta wprowadza subiektywny element doznania wzrokowego i obiektywne, określone ilościowo bodźce owo doznanie wywołujące, a zarazem wyjaśnia dlaczego kolor jest zarówno sztuce jak i w nauce od tak długiego czasu przedmiotem badań i eksperymentów

Dlaczego przywołałam ten cytat, nie, nie jako argument, że wszystko można skomplikować, ale jako ilustrację, kolorowankę, :), że nie ma pytań, ani nieważnych, ani za bardzo zużytych, są za to te, co do których się zanadto przyzwyczailiśmy się, i nawet nie szukamy odpowiedzi, bo jesteśmy przekonani, że znajdują się w zasięgu wzroku,klawiatury…Te mogą wydawać nam się zanadto znajome, i nie budzące nowych skojarzeń, te śpią w najlepsze (i to nie z byle kim) zwłaszcza, że czcionka nie przeciera się «w internetach», nawet w najbardziej zużytych miejscach. Pytania znajome, czyli często powtarzane, usypiają naszą ciekawość. Nie? Można przyjrzeć się temu w ten sposób, zadając sobie następujące pytanie: Jak często poznajemy s t a r y c h przyjaciół

Powróćmy zatem do pytania/kwestii, którym zamknęliśmy poprzedni akapit. O istotę wykluczenia i redefiniowanie pojęć, które wydawały się ugruntowane. 

[Przepakowalnia, Grzegorz Turnau (muzyka śpiew), słowa: Michał Zabłocki, album: Fabryka Klamek,2011], Zupełnie nie znam się na branży telekomunikacyjnej, ale powiadają, że piosenka tegoż dotyczy… Także jest jak najbardziej adekwatne odnotowanie jej w tymże wpisie: komu znaczenie słowa: komu_ komu ta_ i ten tor?

Skoro wspólnota staje się pojęciem szerszym niż ta, której ramy wyznacza np wspólne terytorium, jakie cechy są dla niej konstytutywne? Język? A raczej języki? Jaka przyszłość palimpsestów?(Do tego aspektu odniosę się za chwilę, bo jak wiemy sprawa jest bardziej skomplikowana, niżby się mogło wydawać na pierwszy rzut oka….) A może nie języki i umiejętne nimi władanie? Może erudycja? Ale to pytanie nie ostre, i bardzo uznaniowe, zagnieżdżone w kulturze kulturach, zależne od regionu zamieszkania, jeśli spojrzymy na kwestie erudycji z tej perspektywy, zobaczymy, że różne cechy, kulturowo, w różnych regionach świata są wspierane, wzmacniane i promowane, także [dane cechy] zależne są od różnych czynników. Następne pytanie brzmi: Czy wobec tego potrafimy zbudować akontynentalny ruch, nazwany wspólnotą?  Kiedy, gdzie i w jaki sposób się ona rodzi? Jakie relacje są znamienne? I czy można swobodnie przenosić relacje pomiędzy światami: wirtualnym i realnym? A może to błąd, i nie ma dwóch światów,tylko jest ten, noszący znamiona hybrydy? A może wszystko co powyższe nosi znamiona błędu/ błędów?

(***)

Stefan Garczyński* pisze: w rozmowach, które mają do czegoś doprowadzić, częstym błędem jest zapominanie, o tym ich celu. Chcemy pozyskać poparcie dla naszego projektu, lecz o to na przeszkodzie staje czyś inny projekt, i cóż,zamiast jak najlepiej przedstawić zalety naszego, z całą złośliwością, na jaką nas stać, atakujemy „konkurencję”. W rezultacie budzimy wrogość(…)Być może popełniliśmy błąd jeszcze wcześniej, błąd zaniedbania. (…) Jakbyśmy idąc na ryby myśleli tylko o przynęcie, o tym, co sami najbardziej lubimy. 

I tak: chciałabym zwrócić na kilka kwestii uwagę:

Po pierwsze: jak pamiętać o celu rozmowy prowadząc dyskusje internetowo i interaktywnie, jeśli używamy komunikatorów, które działają na podobnej zasadzie co telefony, to jest łatwiej- chociażby ze względu na fakt, że już przywykliśmy do korzystania z tych pierwszych,mamy już pewien zasób doświadczeń.

Po wtóre: Jeśli zaś piszemy, sprawa się komplikuje. Oczy_wiście „sama”, chociaż samo pismo jest starsze niż komórka, (nie mm na myśli, ani tej przydziałowej: szarej, ani tej na węgiel). Chodzi o to, że  o naszą uwagę walczą jeszcze inni nadawcy i inne nadawczynie komunikatów (no kto ma kilka okien otwartych w przeglądarce? A może jakieś radio? Prowadzenie rozmowy… ), a może sami/ same pozwalamy się zwieść? Jeśli n a p r a w d ę  nam zależy… (A nie tylko leży i kweiczy, kwiczy, – byle kwiczało tak cicho, żeby nie przeszkadzało w czytaniu). Może jest tak, że choć narzekamy na szum informacyjny i wielość zadań, to tak naprawdę mamy kłopot ze skupieniem się na wykonywaniu jednej rzeczy? Wykonywaniu jej w sposób rzetelny, sumienny, by nie napisać rzemieślniczy?

W jaki sposób budujemy relacje w świecie blogowym? W jaki sposób uzewnętrznia i uwewnętrznia się ona w  sytuacji komunikacyjnej? I jeszcze przynajmniej jedno pytanie: w jaki sposób jesteśmy zobligowani inwestować w nasze kompetencje dotyczące tych obszarów, czy taka sytuacja jak prowadzenie/ uczestniczenie w blogu (poprzez czytanie, komentowanie, zaniechanie komentowania), jest różna od rozmowy tete a tete?
Ograniczam się do blogu, ponieważ, a) nie sposób poruszyć wszystkich aspektów, i to jeszcze w poście, który, jak wiadomo, powinien być krótki, zwięzły i treściwy (powinien być?)

Po trzecie: W  j a k i    s p o s ó b  (a nie czy) poruszać kwestie uważane za trudne? W taki sposób by mieć wizję wspólnego celu? W internecie (ograniczmy się tylko do blogu), szybciej można porzucić sytuację komunikacyjną, (chociażby nie odpowiadając na komentarz) albo w ogóle nie być zauważonym, zauważoną (możemy przeczytać, ale nie skomentować), albo pisać tylko to, co będzie miało szansę być dobrze zrozumiane, co będzie oczekiwane. Osoby, które prowadzą blog w moim poczuciu coraz to częściej robią to w sposób powierzchowny, oczywiście, nie wszyscy, nie wszędzie i nie zawsze. A co z intencjami osób biorących udział w dyskusji? I próbami ich zrozumienia, włączenia, przypisania znaczeń, których nie było i nie ma w komunikacie etc.

Kolejnym aspektem jest wspieranie (bądź nie) danego systemu komunikacji, tak technicznie, społecznie (np przez system wychowania: umożliwienie osobom, których doświadczeniem życiowym jest doświadczenie niepełnosprawności np różne języki Osób Głuchych- i wspieranie tego, sztucznego, wymyślonego przez osoby sprawne, o czym się mało mówi, nomen omen- ale o tym za chwilę) jak i socjalizację do pełnienia ról komunikacyjnych. Zajmijmy się na chwilę tym drugim aspektem, chociaż wspomniane w tym aspekcie czynniki oddziaływają wzajemnie na siebie, nie same rzecz jasna, nie są wolnymi elektronami.

Lingwistka Deborah Tannen (…) twierdzi, że kobiety i mężczyźni tworzą różne „społeczności mówców”. Według Tannen kobiety i mężczyźni mają zarówno różne style, jak i cele komunikacji. Po prostu tak jak ludzie z odrębnych kultur mówią odmiennymi dialektami, tak kobiety i mężczyźni mówią, odmiennymi genderlrctami (…) Kobiety, jak utrzymuje Tannen, mówią „językiem intymności” i wzajemnych relacji, są też zorientowane na „słuchanie” takiego właśnie języka, dla mężczyzny jest istotny język statusu i niezależności. W rezultacie konwersacja między kobietą i mężczyzną przypomina często rozmowę między ludźmi pochodzących z odmiennych kultur, i przynosi podobne rezultaty (…)*
Dzisiaj odchodzi się już od tego paradygmatu, nie tylko wiedząc jak wiele jest czynników, które wpływają na kształtowanie zdolności komunikacyjnych człowieka, ale i widząc jego błędne założenia (paradygmatu, nie człowieka). Przytoczony cytat, to tylko jeden z wielu punktów widzenia, jedne z badań wskazują, że różnice są niewielkie (jeśli w ogóle są, nie mają biologicznego podłoża), nie chodzi o to, że kobiety są bardziej empatyczne, i uwewnętrznione, ale chodzi o s o c j a l i z a c j ę  do pełnienia ról w społeczeństwie, także ról komunikacyjnych. O czym wspominają i autor i autorka książki znaczenie ma wiele czynników: takich jak: Zarówno w odniesieniu do kobiet i do mężczyzn, style oraz wzory komunikacji są zdeterminowane przez wiele czynników sytuacyjnych, w tym również płeć osoby, do której się mówi, kontekst rozmowy, oraz widoczny status- zarówno tego, kto mówi, jak i tego kto słucha.

Inne badania wskazują, że pracownicy (i pracowniczki), których doświadczenie zawodowe związane jest z szeroko pojętą służbą zdrowia, do osób z niepełnosprawnościami, do osób starszych niepotrzebnie zwracają się w sposób bardziej głośny, używając nagminnie zdrobnień,  w treści rozmowy, często pozwalają sobie na zwracanie się „po imieniu”. Czy struktura porozumiewania się, jego sposób nie zostaje przeniesiona do sytuacji cyfrowej? Zmienia się tylko dekoracja? Nie, nie ma przełożenia zero jedynkowego, pewne aspekty są widoczne bardziej, pewne procesy jak skrótowość języka i niechlujne się nim posługiwanie zostają wzmocnione, ale dajemy się także ponieść pewnej ułudzie, wiele kwestii zostaje przeniesonych do rzeczywistości cyfrowej.

 Renzetti i Curran można zakończyć  wysnuwając wniosek: codzienną komunikację społeczną charakteryzuje nierówność dotycząca płci, odzwierciedlająca różnicę, w doświadczeniach życiowych mężczyzn i kobiet oraz posiadanym przez nich statusie społecznym i władzy. Chodzi tu np. o częstsze udzielanie głosu mężczyznom na konferencjach, czy spotkaniach biznesowych, ci mają więcej okazji nie tylko do wypowiadania się, do skupiania uwagi na tym co mówią, ale również do trenowania wypowiedzi w sytuacjach publicznych (5). Czy zatem wszystko się zmienia? Czy stereotypy są wzmacniane przez technologię, przecież tą tworzą ludzie? Czy środki techniczne i technologiczne mogą pomóc w wyrównaniu szans komunikacyjnych? Jeśli tak, to w jakim zakresie? Czy w świetle tego, co napisane zostało powyżej relacje przez zawierane i podtrzymywane za pomocą Internetu są powierzchowne, bo np. ukierunkowane są na osiągnięcie różnych celów komunikacyjnych? Np zdobycie popularności, a nie zawiązania i rozwijania długiej relacji?

Z innej strony: może po prostu mylimy głębokość relacji i ich jakość od ukierunkowania na cel. Czy cele odbiorczyń i odbiorców komunikatów musi być/ jest taki sam? Mieszają się dwie kwestie, a ponieważ są w jakiś sposób związane, przenikają się wzajemnie, to łatwo potraktować je w sposób synonimiczny, czy symbiotyczny.

Faktem jest, że postrzeganie stereotypowo ról (chociażby poprzez takie trzy czynniki jak: płeć, wiek, czy stan zdrowia, pochodzenie) jest społecznie szkodliwe, ponieważ trzyma osoby w ryzach stereotypów (kobiety muszą mówić cichym tonem, być grzeczne i nie okazywać złości. Mężczyźni, ci prawdziwi oczywiście nie płaczą i płacą za to wysoką cenę). Chodzi o to by mieć wybór, w jaki sposób chcemy by z nami rozmawiano i jak chcemy rozmawiać, w jaki sposób ćwiczymy swoje umiejętności komunikacyjne, i czy robimy to (w jakim stopniu) w świadomy sposób. Możemy się nie zgadzać z powyższym wnioskiem, możemy go negować, możemy nie wiedzieć, że w ten sposób także patrzy się na aspekt komunikacji międzyludzkiej.

Warto w sposób świadomy podchodzić (podchodzić (sic!)) do komunikacji, ale sama nie tylko robiłam (i robię) błendy, ale generalnie przez długi czas nie zwracałam na ten aspekt uwagi, najmniejszej. Wartość słowa. Wspominam o tym, nie dlatego, by wzbudzić dyskusję, pokazać argumenty, czy też opowiedzieć się po któreś ze stron, chodzi mi o to, że kwestia komunikacji jest bardziej skomplikowana niż się przyjęło rozważać. Nie chodzi o to, co jest wrodzone, co przyjęte, a co narzucone kulturowo. Przecież podróżując i chcąc funkcjonować poza granicami Polski, w niepoznanym kulturowo kraju napotykamy przeszkody, takie, o których nawet nie zdawałyśmy i nie zdawaliśmy sobie sprawy. To co odczytujemy za „miejsca wspólne” takimi, po przyjrzeniu się bliżej nie są (wskutek posługiwania się odmiennymi kodami kulturowymi- np znaczenie przypisywane gestom). Chodzi o mnogość czynników i warunków. Mówiąc o sposobie komunikacji, często jako metaforę przyjmuje się górę lodową, której tylko czubek widać nad powierzchnią wody, wiele czynników nie jest nie tyle niedostrzegalnych, co niewidocznych. Komunikacja nie odbywa się zatem w kierunkach góra ↑ dół↓ czy też  w poziomie ↔ z różnym oznaczeniem wektorów, ale równocześnie w różnych.  Niech ten akapit, ze spojrzeniem na występowanie różnic, będzie wstępem do następnego…Idźmy głębiej.

Pokaż mi swój język, a powiem Ci…

Powiem Ci jeśli będę mieć szansę na to, że się wzajemnie usłyszymy i zrozumiemy. Internet to nie jest środowisko w różnym aspekcie nie równościowe, jak byś się czuł/a nie mogąc się porozumieć, np gdybyś stracił/a wzrok i nie miała specjalistycznego oprzyrządowania służącego do tego, by móc „p r z e g l ą d a ć” strony www? Jakby nie móc stawić sobie kontrastu strony? Jak będziesz się czuł/a będąc osobą w podeszłym wieku, gdy ręce będą ociężałe, mniej sprawne nie będziesz trafiała w te klawisze, które chcesz? Jak w końcu będziesz się czuł/a będąc osobą Głuchą, która jest zobligowana posługiwać się nie tylko językiem migowym sztucznie wymyślonym przez osoby słyszące, a Twój język naturalny migowy, byłby – tak jak to się dzieje- deprecjonowany. Przecież dla Osób Głuchych język polski, jego gramatyka, znaczenie jest językiem obcym, jeśli utrata słuchu nastąpiła w dzieciństwie.

Czy wiesz, że w językach mówionych taki wyraz jak mama jest skonstruowany tak samo w wielu językach? M specyficznie się wymmmawia, dzieci ucząc się gaworzenia na głosce ma,a mimo to, nabywanie języka rodzimego, jest dla nas trudne, a co jeśli kultura, w której żyjemy, sprawia, że nie jesteśmy u siebie? Co jeśli nie budujemy świata, który byłby sprawiedliwy? Nie, nie ma jednego języka migowego. Tak jeden podział przebiega w ten sposób, że są języki naturalne, stworzone przez Osoby Głuche, i języki  migowe sztuczne.

Są jeszcze języki narodowe. Przecież, my jako „Ogólnie Pojęta Ludzkość”, nie mówimy jednym językiem, (choć zdarza się, że przemawiamy jednym głosem). Dopiero w latach 70 ub. wieku narodził się Izraelski Język Migowy. Jeszcze jest jeden aspekt poza narzuceniem języka Sztucznego (Sztucznie Stworzony Migowy) do niedawna zabraniano osobom niedosłyszącym i niesłyszącym…. Migać.

Jeśli w języku migowym/ w językach migowych „środkiem transportowym znaczenia”jest gest, jego struktura i powtarzalność, mimikę to jakie znaczenie ma przestrzeń, w której one funkcjonują? Jeśli język polski jest językiem obcym, to w jaki sposób sprawić, bez cienia paternalistycznego podejścia, by zmienić tę sytuację, także w Internecie. W językach migowych czasowniki odmieniają się przez przestrzeń i ruch. Co wiemy o językach fonicznych? A o ich relacjach? A osoby posługujące się brajlem? Pierwszy tom przygód o małym czarodzieju z Hogwartu to cztery tomy, a to jedynie, w polskim tłumaczeniu, w druku dla osób widzących 250 stron. Jak przedstawić obraz Vermeera, albo opisać, koncepcje niebieskiego koloru, osobie, która nie wie, co to są barwy, ale chce jako kobieta/ mężczyzna wyglądać w przyszłości modnie? No, tak. Dla przykładu. Sytuacji jest wiele, i mają odniesienie do funkcjonowania w przestrzeni wirtualnej, nie chodzi tylko o aspekt niedostosowania tejże, albo socjalizacji, osób których doświadczeniem jest niepełnosprawność i osób, które takiego doświadczenia nie mają, i np czują lęk przed spotkaniem, funkcjonowaniem i uczeniem się społecznym, także jeśli chodzi o więzi społeczne. Łatwo popaść w ton, Internet ułatwia, ale to nie do końca prawda… Co i w jakim zakresie? Jeśli w ogóle? Które z barier przenosimy do rzeczywistości cyfrowej?

Co z przeniesieniem relacji, z widoczną perspektywą, partycypacją w rzeczywistości, obojętnie czy mówimy o Internecie czy nie.Czy sytuacja musi być zero – jedynkowa?

   W Moich córkach krowach, jest taka scena, jedna z lepszych, kiedy to sparaliżowana matka chce coś powiedzieć córce, rusza ustami, ale nie może nic powiedzieć, ta jej nie potrafi zrozumieć. A Hawking, gdyby nie był sławnym naukowcem, czy ktoś skonstruowałby dla niego syntezator mowy? Czy musiałby się porozumiewać inną metodą, tracąc czas, więcej czasu, dlaczego jego czas ma być mniej cenny, dlaczego ma go marnować na wykonanie z wysiłkiem czynności, których wykonanie można by było usprawnić? Za pytaniem: Czy relacje wirtualne muszą być powierzchowne, czy to kwestia naszego wyboru, zaangażowania? Może warto zadać  następne: W jaki sposób warunkujemy swoje zaangażowanie w komunikację? W perspektywie kulturowej i osobistej. Mikro i makro. Na podorędziu mamy wiele wytłumaczeń, a to np takie:że język brajla został wdrożony dopiero (czy aby na pewno dopiero, jest adekwatnym słowem?)

W 1829 roku, jeśli chodzi o sytuację w Polsce to ślady posługiwania za pomocą brajla  datuje się na 1834 roku zaczął funkcjonować, pierwszą książę w tym języku w naszym (?) kraju. Kogo to jest kraj? Pięknych, młodych, atrakcyjnych, no tak, tyle, że wszyscy na tym tracimy, społecznie, przekłada się to na sytuację ekonomiczną i zadowolenie z życia, tak społecznego jak i w perspektywie osobistej.

[Lubię mówić z Tobą, Akurat, źródło].

Jeśli Ktosia lub Ktoś liczył/a na odpowiedzi, w tym tekście, to cóż… Chociaż… ad vocem liczenia, i tu nie tylko na siebie, ale też na innych, zarówno matematyka jak i metafora (meta_for[a]- nie nie zapętliłam się) są odrębnymi językami. Pojawia się więcej pytań, i więcej pytań, i więcej pytań… Tak, przede wszystkim moim celem jest zasygnalzowanie wielości i wielowarstwowości zagadnienia/ zagadnień.

Już Arystoteles twierdził, że w języku zawarta jest władza i wiedza o świecie, pomijając ten istotny fakt, a raczej tylko go sygnalizując, co z innymi kwestiami zawartymi w języku, np dostępności do (zrozumienia, posiadania) języka grup społecznych, sprawnego nim władania, to warunkuje nasze uczestnictwo w rzeczywistości. Co z językiem medycznym, albo/ i  takim aspektem jak błędy jatrogenne?

Dalej, w jaki sposób obcowanie z nowymi i nie nowymi technologiami wpływa na nasz język, na konstruowanie rzeczywistości na postrzeganie „bezczasowego czasu” i jak związana z tym jest strefa wpływów? Ufff. To pytanie także sygnalizuję, nie mam ambicji poruszenia, (a jednak się kręci!) wszelkich i wszystkich aspektów komunikacji, nie o wszystkich wiem. Nie sądzę, że by to było miejsce ku temu.Wiesz dlaczego zaczęłam przyglądać się tematowi z perspektywy języka? Ot, chociażby fakt…

Wiesz co zdarzyło się dziewiętnastego września 1982 roku o godzinie 11.44? Nie nie siedziałam na werandzie z kubkiem w ręce i nie patrzyłam na zegarek jednym okiem, a drugim na kalendarz. Scott Elliot Fahlman zmienił świat, wyposażając użytkowniczki i użytkowników sieci Internet w możliwość wyrażania emocji za pomocą dwóch emodikonek tak, tych: za pomocą kresek i kromek znaczy, kresek i kropek.  🙂 i 😦 . Tak, dokładnie. Były różne koncepcje, ale ta, się przyjęła.

Piktogramy i ideogramy to także języki, a znaki drogowe? A oznaczenie ubrań na metkach? A idiomy? A umiejętność uczenia i nauczenia się języków obcych? Albo nieumiejętność? A ma te i inna tyka, czyli języki nauk ścisłych. A może powinniśmy uzgodnić omówić(sic!) o jakiej komunikacji mówimy? A ku kulturze i inne turze języka, dbałość o poprawne wysławianie się, zastosowanie gier o gier, słomianych, znaczy słownych. Do słownych? A inteligencja? A właśnie! A dostrzeżenie tego« w internetach?»Ach, a ilość, czy jakość, wyrazistość,ość czy miałkość. A    e r u d y c j a ? Czy w internecie, w przestrzeni blogowej, jest potrzebna albo przydatna? Ułatwia, utrudnia? Dodaje atrakcyjności, czy wprost przycienienie, a może budzi kompleksy, (kompleks wypoczynkowy. „Budzi się we mnie zwierzę… Coś czuję, że to leniwiec”. Gdzie mogę spocząć, by odpocząć. Nie wiecznie, ale komfortowo i bezpiecznie?). Czego wymaga, nie leniwiec, a erudykcja (słowo stworzone na własny użytek)? Jeśli wymaga? Kto może być nazwany erudytką, erudytą? A właśnie- kończąc jeszcze trzy kwestie pokrótce:

Pierwsza: funkcjonowanie neologizmów w internecie? Co daje? Jakich umiejętności wymaga od nadawcy/nadawczyni komunikatu i odbiorcy/ odbiorczyni.

Druga: czy to źle, że słowa giną?

[Kampania społeczna, Ojczysty- dodaj do ulubionych, źródło].

 Trzecia: A co z mową nienawiści? Nie, z – jak to się teraz eufemistycznie nazywa hejtem, ale z mową nienawiści?

Zakończenie. Wcale nie tak, mi się wydawało, gdy pisałam ten tekst.

Każde z zadanych pytań:

  1. Jak wirtualny świat wpływa na nasze więzi?
  2. Czy faktycznie zubaża, a może właśnie wzbogaca?
  3. Czy relacje wirtualne muszą być powierzchowne, czy to kwestia naszego wyboru, zaangażowania? 
  4. Czy internetowe kontakty mogą zaspokoić potrzebę interakcji, czy jednak potrzebny jest kontakt z żywym człowiekiem?

Może być podstawą osobnego wpisu i to nie jednego. Może  i to śmiało. I co więcej nie należało by poprzestać na tychże, są jak to często bywa punktem wyjścia (do dyskusji), albo punktem wejścia w nowe obszary, poza językowe. Jak wirtualny świat wpływa na nasze więzi? Trzeba by było uzgodnić co mamy na myśli mówiąc wpływa, i co- w tej chwili rozumiemy przez wirtualny świat? Czy jest to gra interaktywna, podobno mają powstać takie książki, wspomagane elektroniką, przy których czytaniu będziemy przeżywali takie emocje jak wybrany bohater/ bohaterka… Czy to, co dla tzw. średniego pokolenia jest światem wirtualnym i światem realnym, wymaga rozróżnienia? W moim poczuciu wymaga. Oczywiście, że istnieje świat realny i wirtualny. Jestem ciekawa, czy z perspektywy lat spędzanie czasu przy komputerze, nie nie spowszednieje i jakie tego będą konsekwencje? Kiedy powstanie ruch, który będzie chciał żyć bez korzystania z Internetu,  czy i w jakim stopniu będzie to możliwe?

Czy uczestnictwo zubaża, czy wzbogaca? Po pierwsze: a co uważasz za wzbogacające? A co, za zubażające? Czy wiedza jest wzbogacająca? Czy wręcz przeciwnie? Czy jest bogactwem? Czy myślenie rzeczywiście nie boli? I co z jego skutkami później zrobić? Nie nie będę pisała, że to  pytanie (pierwsze) z cyklu: Do czego służy młotek? Jeśli wydaje Ci się proste, ze względu na oczywistość motka i młotka, to cóż, z mojej perspektywy, z którą (oczywiście) nie musisz się zgadzać, której nie musisz podzielać, jesteś w błędzie. Nie jest to błąd gramatyczny.Nie jest to szczeniacko niegrzeczna od, ot grzywka, odzywka.  Kiedyś popełnię tekst o młotku…:) Bo na motku (i władaniu nim) się nie znam  kompletnie i niekompletnie, niestety, ale prawda jest i taka, że nigdy nie byłam d o ś ć wytrwała by posiąść tę umiejętność… I została tylko ość. Pytania skonstruowane ogólnie, co -oczywiście – nie umniejsza ich wartości. Mam pytanie ilustrujące tę kwestię: Oglądam obraz Vermeera, np Ważącą perły, czy jeśli jestem historyczką/ historykiem sztuki, moja wiedza, czyni mój zachwyt bardziej wartościowym, od człowieka, który tej wiedzy nie posiada? A co z ukierunkowaniem mojej uwagi. Anna Chęćka -Gotkowicz, wspomina o  roli niewinności w słuchaniu muzyki, tej niewinności, którą człowiek posiadający doświadczenie kształcenia w szkole muzycznej,  m u s i  odzyskać.

Czy relacje wirtualne muszą być powierzchowne? A czy relacje realne są realnie głębokie i takie być muszą? Czy to zależy od jakości i sposobu funkcjonowania? Jaki cel jest takich relacji? Czy jest on uzgodniony z osobami pozostającymi w tychże? Przyjęło się sądzić, że to co mamy w zasięgu ręki, czyli nasze relacje w domu, pracy, w szkole, są – cóż powinny być [?] głębokie, a te zawierane poza tymi, które takimi nie są, nie wiem, czy są, czy nie są? Czy mają stworzone przez nas warunki by się rozwinąć, by je rozwijać? Pytania, podane przez Ciebie Renyu są dość ogólne. Co sprawia mi kłopot w udzieleniu odpowiedzi, zwłaszcza, że ta nie jest jedyna, a ja nie posiadam patentu na wyłączność.

I wreszcie ostatnie pytanie:

Czy internetowe kontakty mogą zaspokoić potrzebę interakcji, czy jednak potrzebny jest kontakt z żywym człowiekiem? Już Helena Majdaniec (a zapewne nie tylko ona) wiedziała,  i wyśpiewała, że:

[Jutro będzie dobry dzień, Helena Majdaniec, 1963 rok, źródło].

A tak na poważniejsza nutę. Moim zdaniem nie. Swoją drogą, ciekawe kiedy będziemy mogły i mogli porozumiewać się z robotami, na takim poziomie logicznego porozumiewania się jak z ludźmi, ten czas nadchodzi… I podchodzi, czy to się komuś podoba, czy nie. Miało być o relacjach, a było o relacjach w aspekcie językowym, kulturowym. I to ledwie zaznaczone. Mam takie poczucie, że temat ledwie co, został dotknięty, muśnięty. Odkładając na dowolnie wybrany bo(o)k wszystko, co do tej pory zostało napisane, może temat warto by było potraktować z innej strony, bo to mogłaby być tylko warstwa wierzchnia? Warstwy wierzchnie są ważne, bo cóż robimy gdy zranimy się w palec? A jak funkcjonować bez skóry? Ona jest naszym największym narządem…

Jeśli nie język to co?

Dziękuję za uwagę, wytrwałość, i zaproszenie do zabawy.

[fragment programu pt. Wielka Gra, dotyczący chyba Bacha, Brahmsaźródło]. Tak, tak  to ad vocem, poradziłam sobie z odpowiedzią? Nie wątpię, że nie wyczerpałam tematu (nie miałam takich ambicji), ale czy wyczerpałam Czytaczki i Czytaczy, czy… ? Może nie? Może jakieś kropki, toczka w toczkę, znaczy kroplówki? Kofeina? Kawa, duża? Z mleczkiem? A może czekoladkę?

Aha jeszcze bym zapomniała, ale faux pas, bym popełniła, od tego powinnam była zacząć… No to jeszcze raz… Od początku: Chcę zaprosić kolejne osoby (a co niech też pomęczą czcionkę) i wymyślić tematy:

Te i tamte maty:

Te było mi trudno wymyślić. Chyba trudniej niż napisać ten wpis. O wiele trudniej. Generalnie skupiłam się na tym by próbować odpowiedzieć. Czy pytać, jak inne osoby o pkb, pkp, czy kolej gen_der? Hmm, ten blog nie bierze udziału we wszelakich dyskusjach nie tylko politycznych, bo tak wybrałam. O czym już wielokrotnie pisałam.  Świadomie też nie poruszam innych tematów, takich jak zdrowy styl życia, Wiara/ religia, wyszywanie., gotowanie… O tym też pisałam.

Nie wiem, czy mają być to zagadnienia związane z wprowadzeniem bloga? Czy zup, (a nie o zupach też nie będę pisać- żadnej gastronomii) czy zupełnie inne.

Chciałabym, by było to miejsce spotkania się i merytorycznej dyskusji,zarówno ten blog, jak i temat, który zaproponuję. Pytać o: dziesięć najważniejszych książek, albo zdarzeń, które stały się przyczynkiem Zmiany Osobistej? Po pierwsze, gdybym sama miała wymienić dziesięć ważnych dla mnie tytułów, to nie potrafiłabym tego zrobić…

To może zaproponuję dwa tematy:

Temat nr 1

Gdybym spotkał/a siebie taką jaką jestem, z bagażem lat i doświadczeń, z sobą gdy miałam/ miałem lat dwadzieścia, jakich rad i jakich lekcji bym sobie udzielił/a, jak wcielił/a bym je w życie, jakie zmiany wprowadził/a a co zostawiłabym niezmienione? Dlaczego? Na czym by one polegały?

Temat nr 2.

Moje pięć nawyków, które wprowadziłam/ wprowadziłem  czyniąc moje życie bardziej efektywnym? Na czym one polegały i jak to zrobiłem/ zrobiłam?

Dziękuję. I zapraszam:

Liter tura na te[n]_mat Literatura:

  1. 44 listy ze świata płynnej ponowoczesności, Z. Bauman, Wydawnictwo Literackie, Kraków, 2011r
  2. J.Slevin[ (2000) The Internet and forms of Human Association, [w;] The Internet and Society, Cambridge, Polity Press, s.90-177 tłumaczenie: Marta Juza. Dla poliskich czytelniczek i czytelników artykuł pt: Internet i formy związków ludzkich, [w:] Socjologia codzienności,pod red. P. Sztompki i M. Boguni -Borowskiej, Wydawnictwo Znak, Kraków, 2008, s593;
  3. Kolor i znaczenie. Sztuka, nauka i symbolika, J. Gage, przekład Joanna Holzman, Anna Żakiewicz, Univeritas, Kraków, 2010 s. 11.
  4. O prowadzeniu rozmowy, S. Garczyński, Wydawnictwo Warta 1977, s. 28;
  5. Kobiety, mężczyźni i społeczeństwo, C. M.Renzetti, D. J. Curran, Wyd. PWN, Warszawa 2005 s.200-201;

[54+1].[170].Czytaj(my)poezję!

Słuchaj(_my) poezji. Niech nie przemawia w ciszy.

Sły_sz, słysz

yyyy,

słyszy(?)

sssszzzz?

}*{

Wisława Szymborska (…) nigdy nie chciała mieć «biografii zewnętrznej» zawsze uważała, że wszystko, co ma do powiedzenia o sobie jest w jej wierszach. (…) Wbrew panującej teraz modzie nie sądzę, żeby wszystkie wspólne przeżyte chwile nadawały się do wyprzedaży. Niektóre przecież tylko w połowie są moją własnością. Ponadto jestem wciąż przekonana, że moja pamięć o bliskich nie jest  jeszcze zamknięta w ostatecznym kształcie. Często rozmawiam z nimi w myślach, a w tych rozmowach padają nowe pytania i nowe odpowiedzi„.

[Pamiątkowe rupiecie, Biografia Wisławy Szymborskiej, Anna Bikont, Joanna Szczęsna, Wydawnictwo Znak, Kraków, s4-5].

Wtem. Ad rem!

[Buffo, sł. Wisława Szymborska, wykonanie i zapowiedź: Michał Bajor 30 na 30, Live. Największe przeboje MTJ 2005, źródło].

 

Jeśli Zaglądasz tu sukcesywnie, to wiesz, że krótkie wpisy takie jak te(n), można zaliczyć do rzadkości, chociaż jest to rzadkość stosowana, uskuteczniana tak często jak na to wskazuje słowo owo, czyli zgodnie z przeinaczeniem,znaczy, z przeznaczeniem… Nie gęsto, choć treś(i)wie([r]sz) ściele się na gęsto...

Jeśli Ktoś/ia życzy sobie tekst(y) o większej obojętności, proszę kliknąć w odpowiednie  pod nad i od_nośniki.

(***)

Za dziesięć dni (11/02/2016 r) ruszamy z dyskusją inaugurującą w Internetowym Klubie Dyskusyjnym. O idei można przeczytać tu, a z pierwszą pozycją (i pytaniami) tutaj. Mam także pytanie i propozycję. Zastanawiam się nad wyborem  n a s t ę p n e j (marcowej) pozycji, i myślę, że możemy tego dokonać wspólnymi chęciami i siłami oddając głos. Proponuję:

Przejęzyczenie, rozmowy o przekładzie, Zofii Zaleskiej,Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2015

lub

Rok magicznego myślenia, Joan Didion, Pruszyński i S-ka, Warszawa 2005.

Można oddać tylko jeden głos, w komentarzu p o n i ż e j. Zbieram głosy do 10.02.2016 do północy, czyli tak by móc wiadomość ogłosić  11.02. W przypadku remisu zastrzegam sobie prawo do rozstrzygnięcia. Niemniej uważam, że każda z pozycji jest warta tego by   zastosować zasadę trzech P.się nad nią pochylić (przeczytać i podyskutować)