211. Ups, za, za, „za” i „po”. No nic. Trudno. Zapomniałam… (Jaki był tytuł wpisu?)… Ktos(ia) pamięta? Nie?

Czy to konieczne? – pyta Eurydyka. Hermes uśmiecha się i milczy. Idą. A ciemność rozstępuje się przed nimi. i zaraz na powrót zamyka. Tak kroczą przez niezliczone bramy.

— Czy to naprawdę konieczne? – pyta Eurydyka — Orfeusz jest stary – mówi- więc niedługo będę z nim żyła.

Z a p o m i n a m zupełnie z jakich ziół robi się napar, który leczy jego obolałe od śpiewu gardło. Co znaczy wstawanie o świcie, i czego chce mężczyzna, kiedy dotyka mego brzucha.

— Wszystko sobie p r z y p o m n i s z – mówi łagodnie i bez przekonania Hermes.

[Król mrówek. Prywatna mitologia. Zrekonstruować próbował, i przypisami opatrzył Ryszard Krynicki, Kraków, Wydawnictwo a5, s.8- wyróżnienie własne].

Są.Smaki, zapachy, przebłyski, które (za)mieszkują  przeszłość(i). I   t y l k o   tam wyznaczają wektor swojej obecności. A może tylko w takowym s t ę ż e n i u wytężenia proporcji przez nią zawłaszczane?

Gdy się wzdłużamy, a już na pewno gdy wyrastamy z młodzieńczych fascynacji, marzeń, i złudzeń (o! Zwłaszcza tych ostatnich) one wychyną na powierzchnie naszych rzeczywistości coraz rzadziej, a się mylę? Może dzieje się  tak samo, tylko mniej śmielej? Nie rychlej? Trzeba je wypchnąć, leciutko pociągnąć za  paluch u nogi, by przekroczyły ledwie widoczną, przykurzoną kreskę, tą, która wyznacza granicę, pogmerać, rozprostować myśli, pogimnastykować słowa, pogłaskać zastanowienia, spojrzeć inaczej, uczyć się wymagać od siebie...

Tego nie wiem.

J e s  z c z e. [To słowo: albo daje nadzieje, albo… odwleka (nawleka?) nieuchronne wypadki].

     Przychodzi do mnie w różnych okolicznościach przyrody i takowych dekoracjach. Chyba, od zawsze traktowałam go jako opis procesu zakochania, czy/i trwania miłości,  uczucia większego, trwałego, choć zmiennego w swej naturze.  Próbę,  i to udaną, uchwycenia na gorącym, ba na wrzącym uczynku procesu, d z i a n i a   s i ę.    A teraz p r z y c h o d z i (nie powiem, że nie ma nikogo w domu, skoro przyszedł, to go wpuszczę, a zatem) przchodzi czas, gdy okazuje się, że nie wszystkie piosenki są o miłości. [Wiersz Ewy Lipskiej pt. Krótka bajka, bo o nim piszę, został  opatrzony muzyką i wyśpiewany]. 

Bardzo Dobrą twórczość poznawałam po tym, że można było ją odczytywać z wielu perspektyw, patrzeć nań z wielu płaszczyzn, a ona tylko zyskiwała, choć czas, robił to co jedynie potrafi i to najlepiej,  upływał. Ale i dodawał znaczeń, wystawiał na próby, i postarzał rysy twarzy.  

Okazało (ukazało:) się, że jest to wiersz o naturze, a przede wszystkim o procesie (procesach):  widzenia, patrzenia i spostrzegania.

Są takie wiersze Ewy Lipskiej, które zatrzymywały mnie od razu. W mgnieniu. 

Gdy go usłyszałam  powrócił ten i tamten smak, zapach, u c z u c i e. Jakie? A no,  nie wszystko możemy zdefiniować od razu. Przyciąć, wyciąć, ująć, uformować,  w słowa, które mają swoją gramaturę, gramnaturę, znaczy gramatykę. 

To trochę jak z atomem.  

Nie wiadomo jak wygląda, ale już Człowiek go rozbił, rozebrał na czynniki pierwsze, drugie i kolej – (na inne) -ne. Aby uzyskać obraz atomu naukowcznie i naukowcy używają najnowszych mikroskopów, za pomocą których można [w y] c z u ć, ale nie zobaczyć. [(Prędzej można baczyć, czyli: mieć na uwadze, ale można też zboczyć- chociażby z wytyczonej drogi. Nie nie, idźmy tą drogą)]. To tak jakbyś zbliżył/a dłoń do ekranu telewizora na minimalną odległość, tak by jednak go nie dotknąć.  C z u c i e. Przeczucie.  Mgnienie. Przypominanie pamięci. Podróż na obrzeża map.

T a  m,    c z y l i    D a l e j. 

[Przykład]:Zanim dziecko nauczy się mówić, długo przed tym faktem, odbywa tak niebywałą podróż, o której jeszcze nie wiele wiemy. Zanim wyda odgłosy chociażby przypominające ludzką mowę. Gdy już, już, zbliża się do momentu w którym zaczyna tworzyć rozpoznawalne słowa, ma w asortymencie swoich zachowań takie możliwości artykulacji, o którym fizjologom, filozofom, a zwłaszcza lingwistkom  się nie śliniło,  śniło, a nawet gdyby, to no cóż — aliści ten sen nigdy się nie ziści.

Badał i opisał tę kwestię Roman Jacobson, zauważył on bardzo ,że dziecko które już gaworzy może zgromadzić takie możliwości artykulacyjne, których nigdy nie znajdziemy w jednym, ani w grupie języków. I taką sytuację umiejscowioną w czasie określił rozkwitem gaworzenia. W tym  momencie możliwości językowe człowieka są n i e o g r a n i c z o n e.

Między gaworzeniem, a pierwszymi słowami u dziecka nie nie istnieje wyraźne przejście, dla laiczki, czy laika sytuacja jest płynna. Gdy dziecko przechodzi do fazy przedjęzkowej do pojawienia się pierwszych słów traci niemal całą zdolność tworzenia dźwięków. Gdyby przyjrzeć się sytuacji bliżej wygląda to (w wielkim skrócie) tak Człowiek jest zanurzony w danej kulturze (także językowej), zatem zaczyna posługiwać się konkretnym językiem. Nie potrzebuje wszystkich spółgłosek, samogłosek. Zatem dziecko zostaje ukierunkowane. To co niepotrzebne, zaczyna zanikać. Człowiek pewnych dźwięków nie będzie w stanie wymówić już nigdy. (Zatem argument stosowany przez osoby namawiające nas do nauki języków, które są dla nas obce, że to tak dziecinnie proste, że nawet szkrab nauczy się płynnie władać gramatyką, słownictwem, że przecież każda osoba uczyła się swojego macierzystego języka kiedyś… Jest nietrafiony, ale marketingowo skuteczny. Chociaż, oczywiście, autorka jest za tym by zacieśniać znajomości lingwistyczne. I nabywać zdolność posługiwania się językami już nie obcymi. Granice naszego świata, są granicami języka jak mawiał austriacki filozof— Ludwig Wittgenstein). Wiele dźwięków wspólnych dla gaworzenia i mowy, którą posługują się dorośli ludzie również zanika, i dopiero w t e d y  to zaczyna się faza nabywania języka. Dlaczego o tym wspominam?

Z dwóch powodów:

Pierwszy: już nadmieniłam, kwestia nabywania i posługiwania się czymś tak oczywistym jak język rodzimy, jest bardziej skomplikowany (i piękny) niż nam się próbuje to przedstawiać chociażby przy okazji namawiania do różnego rodzaju działań w kontekście naszych zdolności lingwistycznych, a w zasadzie ich rozwinięcia— nie czas by to opisać (ale można wspomnieć). Niejako przy okazji. Philip Zimbardo mówi o tym, że nauka ta ma charakter stricte kontekstualny. Innymi słowy, dziecko zwraca uwagę na kontrasty (fonemy– to najmniejsze jednostki znaczeniowe języka) między dźwiękami. I tu, napiszę o czymś o czym, często zapominamy (sic!) jako osoby słyszące. W przypadku języków migowych —tak, tak istnieje wiele języków migowych* — dziecko zwraca uwagę na kontrasty w pozycji rąk.

[Zapominam, Michał Bajor, Michał Bajor 30/30 Największe przeboje,Agencja Artystyczna MTJ,2005].

Drugim powodem jest kwestia zapominania, by wydobyć coś z indywidualnej, czy zbiorowej,  pamięci najpierw trzeba puścić to w n i e p a m i ę ć  Nabywanie języka, o czym piał Jacobson, jest możliwe dzięki (niedocenianemu) akcie zapominania, swoistej dziecięcej amnezji, o której pisze, dotyczy ona nie języka sensu stricte, ale nieograniczonej zdolności artykulacji.

Oczywiście sam akt przypominania sobie, nie wieloaspektowy. W psychologii znany jest chociażby problem fałszywych wspomnieńZaczynając pisać ów  tekst, przywołałam kwestię zapominania (przypominania)  w innym (nomen omen- lub odwrotnie 🙂 )kontekście. Obie sytuacje  n i e są w swej naturze symetryczne: Zapominanie i przypominanie, lecz istnieje  pewien obszar wspólny.

By coś wyciągnąć, trzeba włożyć. By mieć przeszłość, trzeba zużywać życie, ale tak, by czynić to w sposób świadomy  (Tu jest haczyk, nie jeden czy to z  resz, czy bez reszT[y]).  By mieć wspomnienia należy gimnastykować teraźniejszość. (Wiąże się to także [ale nie tylko] z wychodzeniem ze strefy komfortu, ale: nie strefy bezpieczeństwa). I z szeregiem innych konieczności. Kolokwializm? Być może? (Czy: może być? różnicuje, bo oba pytania odnoszą się do dwóch różnych kwestii) A co, jeśli zapomnimy? Albo nigdy nie pamiętaliśmy?Albo nie zdążyliśmy się nauczyć? Albo nie wiemy j a k? Albo nie możemy? Niezależnie od wątpliwci i pytań: łatwiej powiedzieć, niż zrobić.

[***]

Już Henry Murray przed II Wojną Światową, 1938 roku, pisał o potrzebie osiągnięć.  Nasilenie jej u każdej osoby ma odmienny poziom. Kolejnym badaczem, który zdecydował się kontynuować temat był David McClelland to on, wraz ze swoimi współ- pracownikami (i) -pracowniczkami piętnaście lat później opracował narzędzie, które pozwoliło na określenie natężenia tej potrzeby, a następnie zbadano związki pomiędzy siłą motywacji do osiągnięć w różnych społeczeństwach i warunkami, które wspierały tę motywację, co prowadziło do rezultatów (w kontekście osiągnięć w środowisku pracy). Co ciekawe,  osoby o wysokim współczynniku [n Ach] n i e k o n i e c z n i e (albo nie zawsze) są chętne by ciężej pracować,  gdy oceniają zadanie jako trudne  szybko rezygnują. Akcent, czy też różnica,  leży w innym obszarze, osoby te charakteryzują się wysokim poziomem potrzeby wydajności. Ot!

Porzucając kwestie uwarunkowań i oddziaływań psychologicznych, wspomniałam również o tym, że ważna jest zarówno umiejętność: widzenia, patrzenia,  i spostrzegania. Specjalnie je rozgraniczyłam. Nie, nie będę pisała o różnicach i zakresach pojęciowych, nie nadmienię też o związkach i oddziaływaniach jakie zachodzą pomiędzy tymi trzema aspektami. Posłużę się przykładem.  Obraz, który mam na myśli kiedy trafił do Kolekcji Królewskiej, a stało się tak dwieście pięćdziesiąt cztery lat temu,  został przypisany innemu malarzowi, co dziwne bo Frans van Mieris the Elder (Starszy) nie żył w tym samym czasie co Johannes…

Lekcja Muzyki (Dama przy wirginale w towarzystwie mężczyzny), 1662-1664 olej/płótno Londyn, Buckingham Palace, Royal Collection, Jan Vermeer van Delft
[Lekcja Muzyki (Dama przy wirginale w towarzystwie mężczyzny), 1662-1664 olej/płótno Londyn, Buckingham Palace, Royal Collection, Jan Vermeer van Delft [źródło zdjęcia].

Vermeer. Nim spostrzeżono omyłkę minęło sto lat (Cóż to względem wieczności?). Tak, tak, wiem obrazy łączy tytuł. I tylko on. Narracje przedstawione są zupełnie innymi historiami.

Patrząc na pracownię malarską, to w niej scena się rozgrywa (choć na początku możemy nie zdawać sobie z tego spawy) nie sposób nie znaleźć punktów wspólnych, wystarczy położyć wzrok na oknach i podłodze, by wiedzieć, że to sprawka Vermeera… Pomijając  wspomnienie sytuacji przypisania autorstwa, z jednoczesnym jego pozbawieniem, obraz jest ciekawy z jeszcze co najmniej jednego powodu. Cóż widzimy w lustrze? Krawędzie sztalugi, czyli obserwator jest obecny również t e r a z, nie jest nim osoba stojąca przed płótnem (ba nie tylko ona- czy to będziesz, Ty, czy ja, czy ktoś jeszcze inny), pierwszeństwo ma malarz. To j e g o spojrzenie, jego perspektywa.(O czym zdajemy się nazbyt chętnie zapominać). Napomnienie znajdujemy (gdzieżby indziej?): w lustrze. To tam, ujawnia  się niedyskrecja, czy też: ambicja (lepiej brzmi?) fragment sztalugi. Ślad zaledwie, ale to wystarczy.

Po trzecie: pokrywa klawesynu przesunięta lekko ku stronie prawej, po lewej nie sięga krawędzi klawiatury (co ma znaczenie: kompozycyjnej matematyki, wiwat prawo optyki). Po czwarte: zwróć proszę uwagę na usytuowanie postaci kobiecej, z punktu mechaniki, (wspomnianej zaledwie przed chwilą) optyki, po prostu jest niemożliwe by jednocześnie  mieć głowę skierowaną ku rzędzie klawiszy i przechyloną ku towarzyszowi, pierwsza wersja obrazu była zgoda z tym, co ukazuje lustro. Czy malarz z a p o m n i a ł  o tym co przedstawione, a w konsekwencji, przestawione  lustrze?

 

 

PS. O czym j e s t powyższy tekst?

Nie, nie jest to pytanie, z cyklu „ulubionych”, szkolnych:. co autorka miała na myśli. Gdy autorka się na myśli, (co nastąpi, byle nie na odcisk- chociażby czcionki) to autorka  powie… A raczej, biorąc pod wzgląd dekoracje, i inne inne gramy okoliczności przyrody: napisze. Słowo daje. Jak zawsze (i zresztą, i bez reszty). Słowo (i znaczenie).

Reklamy

11 myśli na temat “211. Ups, za, za, „za” i „po”. No nic. Trudno. Zapomniałam… (Jaki był tytuł wpisu?)… Ktos(ia) pamięta? Nie?

  1. Jeszcze, jeszcze, jeszcze… „Jeszcze” może też głody ukazywać przeróżne.

    W tym niemowlęcym gaworzeniu dostrzegam konflikt chaosu z porządkiem. Z nieuformowanego chaosu artykulacyjnych możliwości wyłania się z czasem uporządkowana artykulacja języka. Nawet tu można nadpisać tę narrację często powracającą.

    A na koniec komentarza dodam jeszcze, że mocno zgadzam się z Wittgensteinem w kwestii przytoczonej wypowiedzi.

  2. Zacytuję jeszcze (sic!) raz (pojawił się już Łanuszka z tym utworem na blogu) :

    Nie, nie ma konfliktu. Nie trzeba dorabiać teorii, wszystko się ładnie składa. Tak to widzę, ale może — zanim zaprzeczę definitywnie, napiszesz mi jak to widzisz?

    A na koniec, choć można by było jeszcze: Ja też się zgadzam (i nie ma to nic wspólnego ze zgagą) z tym co powiedział Wittgenstein. 🙂

    1. Może konflikt to złe słowo. Widzę przejście z chaosu do porządku. Nie chcę tu dorabiać żadnej teorii, wystarczę te już obecne. Ja prostu wskazuję, że dostrzegam pewną analogię. Przejść takich zresztą wiele jeszcze wskazać można.

      A „Jeszcze jeszcze” pewnie jeszcze nie raz zaproszę do swych uszu.

      1. Gdzie napisałam, że dorabiasz, albo, że c h c e s z dorobić ideologię. Swoją drogą ciekawe jest w jaki sposób nasza wiedza kojarzy różne ścieżki…

        1. Ja napisałem o tym, że widzę konflikt. Ty zaś, że nie ma konfliktu i nie trzeba dorabiać teorii. Ja zaś, że nie chcę dorabiać teorii. Uznałem, że „dorabianie” odnosi się do mojej początkowej uwagi o konflikcie.

          Ale, ale… Czemu ścieżki Cię od teorii do ideologii doprowadziły?

  3. Tak, nowonarodzone dziecko żyje w raju. Dorośli je z tej cudownej krainy wyprowadzają, przycinają, formują, na swoje podobieństwo.
    Jest to niestety konieczne dla życia w gromadzie.. Im większa gromada tym bardziej trzeba przycinać.
    Inna sprawa – moja synowa dowiedziała się, że dziecko pamięta fakty sprzed narodzenia. Być może nawet opowiada nam je. Że też nikomu z naukowców nie przyszło do głowy zrozumieć to gaworzenie, cały wysiłek wkładamy żeby je zniszczyć/zastąpić znanym nam językiem.
    A może te prenatalne doświadczenia pozwoliłyby zrozumieć wiele na temat rozwoju zycia? Obawiam się tylko, ze brak byłoby nam na to słów.
    Oczywiście Ludwig Wittgenstein miał rację – na początku było słowo (ten cytat to nie od niego ).
    Australijscy Aborygeni nie mają w swoich językach słowa bóg. W związku z tym nie mieli religii, zastępował ją Dreamtime – wyśniona wiedza o początkach istnienia.
    PS. Koncert fortepianowy na lewą rekę – M. Ravela – został napisany dla Paula Wittgenstein, brata Ludwiga.

    1. Nie wiem, czy nowo narodzone dziecko żyło/ żyje w raju. Zastanowię się nad tym, a może chcesz rozwinąć wypowiedź? Ciekawa jestem dlaczego myślisz, że: „.”Im większa gromada tym bardziej trzeba przycinać”? Na temat doświadczeń w okresie prenatalnym mało wiem, więc przynajmniej na razie, nie czuję się uprawniona by zabierać głos. Australijscy Aborygeni, im więcej o nich wiem, tym bardziej mnie ciekawią… Może popełniłeś (gdzieś – kiedyś) wpis na ten temat? A może dopiero zamierzasz?
      PS I. Tak!
      Zamówił go Paul Wittgenstein, dlatego, że w wyniku udziału w wojnie stracił prawe ramię . Ravel, który przecież sam był kombatantem,nie tylko spełnił jego prośbę, ale także porzucił wszelkie inne prace, którymi podówczas się zajmował (pisanie „Koncertu fortepianowego G-dur”). 🙂 Pozdrawiam,

  4. Tak, nowonarodzone dziecko żyje w raju. Dorośli je z tej cudownej krainy wyprowadzają, przycinają, formują, na swoje podobieństwo.
    Jest to niestety konieczne dla życia w gromadzie.. Im większa gromada tym bardziej trzeba przycinać.
    Inna sprawa – moja synowa dowiedziała się, że dziecko pamięta fakty sprzed narodzenia. Być może nawet opowiada nam je. Że też nikomu z naukowców nie przyszło do głowy zrozumieć to gaworzenie, cały wysiłek wkładamy żeby je zniszczyć/zastąpić znanym nam językiem.
    A może te prenatalne doświadczenia pozwoliłyby zrozumieć wiele na temat rozwoju zycia? Obawiam się tylko, ze brak byłoby nam na to słów.
    Oczywiście Ludwig Wittgenstein miał rację – na początku było słowo (ten cytat to nie od niego ).
    Australijscy Aborygeni nie mają w swoich językach słowa bóg. W związku z tym nie mieli religii, zastępował ją Dreamtime – wyśniona wiedza o początkach istnienia.
    PS. Koncert fortepianowy na lewą rekę – M. Ravela – został napisany dla Paula Wittgenstein, brata Ludwiga.
    PS2. to już druga próba umieszczenia tego komentarza.

    1. Dziecko w raju…
      Tu musze wyjaśnić, że większość moich wypowiedzi jest pisana bez właściwego przemyślenia tematu. W przeciwnym wypadku nigdy nic bym nie napisał.
      Dziecko w raju – moje argumenty to brak poczucia winy, wstydu i odpowiedzialności.
      Doświadczenia prenatalne. Nauka mowy i przstosowanie do nowego otoczenia skutecznie je tłumią. Moja synowa spytała swego 2-letniego syna o jego najwcześniejsze wspomnienie. Odpowiedział – było ciemno, ciepło i tak dobrze. I jeszcze pamietam, że trzymałem kamyk w dłoni.
      – I co sie stało z tym kamykiem?
      – Zostawłem go dla siostry.
      Ale siostra nam tego nie potwierdziła.
      Aborygeni – to bardzo zagmatwana sprawa i sam nie znalazłem materiału, ktory by ją rozjaśniał. To nie przeszkodziło mi wspominać w wielu miejscach o aborygeńskich zwyczajach. Najbardziej kosekwentne rozważania są chyba tutraj:
      http://ewamaria030qra.blox.pl/2012/08/Czlowiek-ktory-wygral-Australie-w-sadzie.html

      1. Wspomnienia to ciekawy temat, ale na razie, przynajmniej, nie będę zabierać głosu, ale chętnie przeczytam, to co masz do powiedzenia, może pozwoli mi to poukładać własne myśli?
        Dopytałam, bo chciałam podążyć zgodnie z Twoją intencją. 🙂
        Dzięki za sznurek, postaram się zgłębić w jego nitki (treść) po weekendzie 🙂

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s