207. Tylko ssać.

[Człowiek, Ballady i romanse źródło nagrania].

Wlewa jej się do każdego neuronu niewys[y]p[y]anie.I (inne [-]anie) Obrazy, zapachy i dźwięki jakby z alternatywnej rzeczy oczywistości, snują się i [z]dumią, czasami może nawet durnią. Dudnią. Stygną.Fikną. Od czasu do czasu dygną. Szyk przestawny. Czarny kwadrat na białym tle Malewicza nadal kipi filozofią, ale na wpół śniącą. Podróż w rekonesansowy renesansowy sen. Wieszczki. Gdzie oko ma prymat nad szkiełkiem. A dno nad denkiem. A dźwięk nad wydźwiękiem. Czucie i niewiara. Wara. Para buch! A to ruch. Uch… Duszn o ś ć. Mara, duch. Uch…

Mgła. Mgła. Mgła.

}***{

Jedyne co dotykalne. Biała, duża,  lekko chropowata filiżanka umieszczona na spodeczku. Gdyby przypatrzeć się bliżej można dostrzec stróżkę pary, uparcie unoszącej się ku górze. Jak nić. Jak nic, lepiej objąć ją palcami, delikatnie, by się nie sparzyć, w razie potrzeby, szybko cofnąć dłonie,ale one przyzwyczajają się, oplatają naczynie lekko,  i chłoną ciepło. Lekko, rozluźniają się mięśnie karku i z barków jakby spadł ciężar całego tygodnia z pierwszym łykiem gęstej, gorzkiej, czekolady. Usta lekko umoczone, chwila zastanowienia: oblizać, czy jednak wytrzeć w chusteczkę? Kropla smolista przemyka przez przełyk. Siedem sióstr snu budzi się, nie to nieprawda. Ich już nie ma, nie dla wszystkich. Ona nie uzależnia. 

Przyjemność głaszcze faktury neuronów. Prawdziwą czekoladę robi się z czystego kakao— jego ziarna rosną na drzewach z gatunku Theobroma cacao**, odrobiny masła kakaowego,  i krztyny cukru. Przepis na szczęście? Możliwe. Na przyjemność ? — Na pewno.  Czekolada topi się w temperaturze zbliżonej do tej jakie wykazuje ciało człowieka. Uwalnia swój smak stopniowo. Bez pośpiechu. Rozpływając się na języku. Dlatego nie zaleca się jej żucia, ale picie . Abo ssanie. Nie przegryzać. Nie przygryzać. Nie żuć. By poczuć.

[Maszyna do produkcji czekolady, źródło zdjęcia].
[Maszyna do produkcji czekolady, źródło zdjęcia].

Zmysłową fakturę i koloraturę smaku. Rodolphe Lindt gdy wiek XIX uparcie w oparach dekadencji i melancholii i pary lokomotyw dążył ku swemu końcowi opracował technologię, którą dzisiaj nazywamy konszowaniem***.  To dlatego czekolada miała szansę stać się siostrą zmysłowej przyjemności. Somatycznej do głębi. Z każdą dawką kofeiny i teobrominy. Magnes nagiej tajemnicy. Dotyk. Tyk. Tak. Tik, tak. Magnez także znajdziemy w czerni kostek. Masażu zmysłów, ucieczki błahostek…Czekolada zawiera także śladowe ilości andamidu to jeden z neuroprzekaźników, których w ludzkim ciele bez liku.

Jednak bardziej tajemniczą kwestią nie jest jej skład, czy pochodzenie (to Olmekowie sadzili drzewa kakaowca jako pierwsi spożywali gorzki, grudkowaty mający dodać siły napój),  ale jej  nazwa. Otóż jedyne co można stwierdzić z pewnością, to to, że przywędrowała ona z dżungli, ale ustalenie konkretnego miejsca już jest bardzo kłopotliwe, żeby nie napisać —niemożliwe.  (język plemienia Nahuatl, wedle innej historii mówiącej o wodzie kakaowej i Hiszpanach, którzy z racji tego by nazwa i konsystencja nie kojarzyła się z kupą— śmierdząca spawa, i jaka „nieporęczna” marketingowo!— zmienili jej nazwę na choco). Podobnie jak kawa, której ziarna się spożywało z solą, tak czekolada, zmieniała swoją konsystencję na przestrzeni wieków.  A że istniała już około 1500 wieku (p.n.e), to czasu było pod dostatkiem, tego który pozwala uszlachetniać (np wino) i tego, co pozwala eksperymentować. Jedna z hipotez, którą się obecnie przedstawia jest taka, że czekolada jest niczym innym jak wynikiem nie występku, a drogą ku pomyłce, niczym innym jak  sutkiem skutkiem ubocznym, wypadkiem przy pracy, chciano uzyskać alkohol… A nie wyszło jak zawsze. (Wiadomo zawsze co.. la- taka śnięta, znaczy świąteczna reklama… ).

Dopiero Majowie rozpowszechnili czekoladę, pili ją, spożywali w daniach wszelakich. Dodawano nie tylko wanilię, czy miód, ale mieszanie z chili to nie był wymysł marketingowy cukierników (i cukierniczek) wyciętych, wyjętych z XX wieku.

To, o czym się zapomina (by nie napisać: chciano zapomnieć), to to, że Aztekowie wykorzystywali czekoladę w obrzędach religijnych. Dzisiaj kojarzymy czekoladę jako symbol sensualny, albo seksualny, tak, oczywiście, ale były także inne, bardzo ważne znaczenia, zatarte wraz z nastaniem, przejęciem znaczeń przez inną religię. Poza tym [czekolada], nie religia, była tak jak niegdyś sól, walutą. Podobnie jak inne przyprawy, drogie i luksusowe np sól.

To, że Europejki i Europejczycy, no dobrze, hiperbolizuję, bo nie wszyscy, i nawet nie powszechnie, ale niektórzy poznali czym jest ów napój bogów, dopiero w XVI wieku, nie znaczy,że jego historia zaczyna się w tym momencie. Hernando Cortes był jej admiratorem, okraszał tonami opowieści, i robił sobie niezły PR przy tym. I tak, to co dawało ciału krzepę, oparcie i siłę, stało się, w Europie źródłem przyjemności zmysłowej. A ta, wiadomo prowadziła ku złemu, rozpustnemu i pustemu sposobowi  tycia życia… Jedynym, argumentem za tym, by nie zsyłać jej w piekielny ogień było czerpanie zysków finansowych, a to były niebagatelne sumy (bagatelnymi sądzę by też się zadowolono, a sumy, zostawmy w spokoju, przecież to nie karpie,kary też). Możemy sobie sięgać po kosteczkę, i następną, i mówić, że trzeba dbać o linię, ale w zasadzie to… (W zasadzie to linia powinna być gruba i wyrazista) ale burza jaka rozpętała się za sprawą Pinelo długo nie ucichła.

Dopiero w XIX wieku sytuacja uległa zmianie, i aż trudno uwierzyć, biorąc pod wzgląd dzieje czekolady, że obecnie produkuje się kalendarze adwentowe, czy jajeczka, króliczki wielkanocne, a nawet… Chichot losu…

Dlaczego tak późno nastąpiła wolta, pewnie nie bez znaczenia, był fakt, że monopol na napój szczęścia przez naprawdę dłuuuugi czas mieli Hiszpanie. W angielskich kawiarniach, do których zawitała dopiero w połowie XVII wieku i to też na początek, tylko w Londynie. Dodawano anyż, imbir i pieprz, chociaż  romans z wanilią też zdarzał się często. Pieprz i wanilia

I pewnie nie jednej osobie pomogła rozstać się z ciałem, i duchem, nie za sprawą wizji, ale raczej rewizji, a prościej rzecz ujmując, ze względu na fakturę napoju i jego intensywność dosypywano tam tajemniczego składnika, jakiego, Los raczy wiedzieć (ten zgubny los. Jak ktoś/ia grała w zapałki i wyciągnęła najkrótszą…) Do czekolad w stanie płynnym dodawano bardzo często substancje trujące. Tak, chciano komuś pomóc rozstać się z życiem doczesnym. Albo/i nakłonić do poszukiwania tego pozagrobowego.Nie wszyscy. Nie zawsze. To wiadomo

Taki Casanova, raczej nie tyle sam pijał co częstował pełną ręką… Także, a może przede wszystkim swoje kochanki. (Śmiało można napisać, że jadły mu z ręki). Nie on jeden, zresztą i bez reszty oddawał się niecnym przyjemnościom…Ale o tym m o ż e innym razem(?)

—-

*Książka opublikowana w 1869 roku przez Mordeaia Cubitta, pod tym właśnie tytułem, uważa się, że to właśnie tą pozycją zainspirował się Lewis, tak ten sam, autor Alicji w Krainie Czarów.

** Theobroma z języka greckiego znaczy nic innego jak napój bogów. Theos– bóg i broma- jedzenie.

*** Dobra czekolada wymaga mieszania przez kilka dni, użycie podczas tego procesu powietrza pozwala pozbyć się nie tylko szkodliwych substancji, ale sprawia, że czekolada nie jest gorzka, nie zawiera grudek, ale aksamitna, a jej smak ma głęboką fakturę, który z każdą minutą się zmienia.  Kubek kakao zawiera trzy razy więcej kofeiny niż ten, napełniony kawą rozpuszczalną, no pewnie, nie piszę tu o kakao, które można dostać w sklepach w Kraju nad Wisłą.

por:  Paul R. Martin: Seks, narkotyki i czekolada, wyd. Muza Warszawa 2010.

12 myśli na temat “207. Tylko ssać.

  1. Jest taka reklama: wybierz chwilę, pralinka Lindor ją zaczaruje. Twój tekst o czekoladzie zaczarował właśnie moją chwilę. I jestem pewna, że żadna czekolada nie zrobiła by tego aż tak skutecznie. W każdym razie nie tu i nie teraz.

    1. Właśnie sobie o Tobie myślałam, cóż za synergia!
      Ależ dostałam od Ciebie dawkę komplementów (tu i Tam), bardzo serdecznie za wszystkie dziękuję.
      Wiem, że jesteś,bywasz, czytasz, i komentujesz- dziękuję.
      Dla mnie sobota zabiegana i przedświąteczna będzie, wróć, jest miła. (Co nie znaczy, że nie można zerknąć na blog i porozmawiać,
      Cieszę się, że tekst Ci się podoba(ł). Przyjemności i serdeczności.

  2. Kiedyś dobra czekolada pitna była tylko u Wedla w Warszawie. To była prawdziwa rozkosz. Teraz taką (a właściwie podobną) czekoladę można wypić w wielu miejscach i jest kłopot z decyzja jaki smak wybrać. Ja jednak wybieram klasyczną 🙂

        1. Tego niestety się obawiałam 😦 Ja miałam okazję pić dobrą w Krakowie. Ale nie jestem smakorzką czekolady, znaczy, lubię dobrej jakości, ale jeśli miałabym coś doradzać no najbardziej w odniesieniu do kawy i herbaty.

  3. To już nie ten sam Wedel. Według mnie smak ptasiego mleczka czy mieszanki jest zupełnie inny niż kiedyś. A może mnie smak się zmienił? Natomiast pitna czekolada klasyczna nadal smakuje wspaniale.

  4. Jestem uzależniony od picia czekolady. Zwłaszcza w zimie. Nie mam dużych wymagań, zadowalam się najprostszą :), nawet z pewnej popularnej portugalskiej sieci sklepów.

  5. Zestawienie ukrzyżowanego Chrystusa i czekoladowych zajączków od dawna budzi we mnie poważny dysonans poznawczy.

    Czekoladowo jestem urozmaicony – czasem lubię gorzką bardzo, czasem nieklasycznie solą złamaną, a czasem jeszcze inne coś.

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s