[203+1]. Zapomniałam.

Pamiętam, że gdy byłem mały, podczas jednej z moich częstych wycieczek do miejscowej biblioteki spędziłem kilka godzin, przeglądając książkę za książką, i na próżno szukając takiej,   która była by podpisana moim imieniem i nazwiskiem. W bibliotece było tyle książek i widniało na nich tyle różnych imion i nazwisk, więc założyłem, że jedna z nich– gdzieś– musi być moja. Nie rozumiałem wtedy, że czyjeś imię i nazwisko, widnieje na książce, gdy jest on jej autorem. Dziś gdy mam dwadzieścia sześć lat, już to wiem. Jeśli pewnego dnia mam znaleźć swoją książkę, to najpierw muszę ją napisać.

[Urodziłem się pewnego błękitnego dnia. Pamiętniki nadzwyczajnego umysłu z zespołem Aspergera. Daniel Tammet, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2010 s 27-28].

Czytanie to nie tylko najpiękniejsza zabawa jaką sobie ludzkość wymyśliła — jak zwykła mawiać Noblistka to podróż, której nigdy nie było. Książki wybierają ludzi, jeśli się im na to pozwoli, powoli i po woli. Tylko co to znaczy? Pozwolić? Czy jeśli pójdziemy za tą intuicją to (nie) przypadkiem zdejmujemy z siebie i obowiązek, i przyjemność, i przywilej kształcenia, zdobywania (wiedzy) to tak jak nauka języka, tyle,że niby własnego. A co z tym związane- zawiązane na kokardkę- złudnie znajomego, nie obcego. Nic bardziej bladego błędnego. 

Warto zapomnieć wspomnieć o tym, że dziecko zanim zacznie mówić, i to wcale nie używając zdań złożonych wielokrotnie, może posiąść dowolny język, „choćbyniewiemjakskomplikowany” (dlatego też rady lingwistów /lingwistek, że opanowałyśmy /opanowaliśmy pierwszy język jak byliśmy szkrabami to nie jest argument trafiony). Już Jacobson zauważył, że język dziecięcy jest przebogaty, należą też do niego takie dźwięki, które nie są częścią żadnego ze znanych języków. W momencie, który jest nazywany rozkwitem gaworzenia możliwości foniczne nie mają granic. Chociaż laiczki i laicy nie zauważają różnicy między gaworzeniem a pierwszymi słowami (oczywiście prócz zachwytów mam, ojców, ciotek, wujków, babek i dziadków, i kogo tam jeszcze) to można powiedzieć (a nawet, biorąc pod wzgląd okoliczności przyrody, napisać), że w tym oto czasie następuje coś jeszcze, coś bardzo ważnego. Mianowicie owe godne pozazdroszczenia możliwości fonetyczne, o których się nie śniło nawet fizjologom, filozofom, ulegają atrofii. Można przyrównać to do znaczenia terenu, oto człowiek będzie uczestniczył w kulturze języka— konkretnego, tak więc jest to znak, że dziecko będzie mówić. Tak więc to, co staje się zbędne, zanika, bezpowrotnie. Ad rem! kończąc tę przydługą dygresję. Aby nauczyć się, nie wystarczy ukierunkować swoich działań, chociaż w przypadku niemowlęcia trudno mówić o jego świadomym działaniu- przynajmniej w takim pojęciu w jakim pojmuje to osoba dorosła. Historia uczenia i kształtowania zdolności i umiejętności jest także historią zapominania. To dokładnie tak jak w tej metaforze: przychodzi uczeń do mistrzyni Zen, a ta, zanim czegokolwiek go nauczy mówi, by opróżnił swoją filiżankę. Czym innym jest oczywiście różnica między uczeniem się dzieci a uczeniem dorosłych (ci drudzy muszą znać cel  działań edukacyjnych). Zapominanie. Proszę wróćmy teraz do początku, czyli momentu  kiedy  wspominałam o oczywistościach. Przyzwyczailiśmy się do wielu kwestii. Do rzeczy_oczywistości, bierzemy ją za taką, jaką nie jest. I uogólniamy doświadczenia. Oczywiście, czym innym jest zachowanie się na światłach i rozumienie na jakich zasadach działa sygnalizacja świetlna, albo prowadzenie samochodu, a czym innym chociażby istnienie w języku (o czym już pisałam – i dyskutowaliśmy/ dyskutowałyśmy już dawno) a czym innym przyzwyczajenia (czyli według Arystotelesa, nasze drugie natury) przyzwyczajenie jest na płaszczyznach innego rodzaju. Używamy zdań, wytartych, wytrychów, bierzemy przywilej za regułę, nie dostrzegamy powiązań, zależności, norm… Trudno je bowiem unaocznić. Trudno zobaczyć niesprawiedliwość, nierówne traktowanie, to czego wolelibyśmy/ wolałybyśmy nie widzieć, nie doświadczać, nie znać, ale też takie, które nas sytuują wyżej (celowo unikam słowa dobre), te z cech, reguł, norm które są wznoszące. Do tego niejednokrotnie potrzebna jest… Nie nie odwaga, nie hiperbolizujmy (nie stosujmy uników w stylu: jestem tak wrażliw_y/a, że nie będę dyskutować, o kwestiach trudnych np. śmierci, ubóstwie, biedzie— chociaż tak, są to trudne tematy, zwłaszcza jeśli ktos/ia chce iść do głębi, a nie tylko liznąć po wierzchu, zlizując i tak wyblakłą, czy wytartą czcionkę)… Do tego potrzebna jest i otwartość, i ciekawość i dopiero potem ta cecha na O(dwaga), swoistej natury, to znaczy, zakwestionowanie tego, o czym wiem, jestem przekonany/ przekonana, a to niejednokrotnie, na głębszym poziomie oznacza voltę. Nie ewolucję, ale rewolucję.

Nie książki same nas nie wybiorą, nie kolekcjonują sobie ludzi, dopasowując do kroju czcionki, i zszycia grzbietu, nie nucą: przyszyj to sam/a, wróć, przeszyj to sam/a, wróć (albo nie) przeżyj to sam/a.  Nie będę pisać o (auto- albo lepiej: czyto)grafii osobistej. Niech ujrzę swoje książki, a dowiem się kim jestem.

Ale o przyzwyczajeniu*. O zapominaniu, o niedostrzeganiu.

Jak często używasz (grzebienia/ szczotki)? Jeśli nie pielęgnujesz łysiny (a nie masz np zarostu) zakładam, że [przynajmniej] raz dziennie (no chyba, że się bardzo spieszysz). Wiadomo, że małpy iskają się wzajemnie w ten sposób budując  komunikację wewnątrzgrupową, ale i umacnia więzi. Tak naprawdę nie będę dowodzić, że niewiele się od małp różnimy, oj nie jestem zwolenniczką biologizmu, ale i uczę się, by nie wierzyć w oczywistość. Grzebień od czasów pradawnych niewiele się zmienił swój kształt, choć gros, tych, które są dziś znajdowane przez archeolożki i  archeologów na terenach Środkowej Europy pochodzi z czasów średniowiecznych, to nasza kultura zmieniła się bardzo. Warto przyjrzeć się kulturowemu znaczeniu owłosienia męskiego i kobiecego. Sposobów dbania o nie, eksponowania, ale przecież nie tylko. To, że włos jest nośnikiem informacji genetycznej to doskonale wiemy, można z niego wyczytać bardzo wiele, ale kto sięgając po niego rano (o zgrozo: jeszcze budząc się o 5:30) rozmyśla o tym, że w trakcie okupacji golono kobietom głowy, w ten sposób naznaczając je- dając znak, że ta obywatelka współpracowała z wrogiem, a w czasach średniowiecznych postępowano tak samo, z kobietami, które podejrzane były o czary. W Egipcie faraonowie nosili peruki, dla odróżnienia, od niewolników, którzy to zmuszeni byli nosić włosy własne. Tak więc włosy, nie tylko ich forma, (lśniące, puszyste, mocne, gęste) są wyznacznikiem statusu (i zdrowia). Na temat owłosienia (także łonowego) napisano wiele, i to całkiem poważnych publikacji, ale kto/sia o tym rozmyśla, albo chociażby komu przemknie po porannej kawie myśl, że oto Wiking zawsze miał przy sobie grzebień, albo o tym jakie skojarzenia kulturowe wiążą (sic!) włosy z przekonaniem o mocy, wszak to byłoby dzielenie włosa na czworo! Chociaż, w niektórych podaniach celtyckich możemy znaleźć informacje, że czesanie jako zabieg pielęgnacyjny nie był stosowany gdyż wiązało się to z przekonaniem o rychłej zgubie, czesały się syreny, które swoim śpiewem sprowadzały statki na mielizny, a żeglarzy wysyłały w wieczny rejs. A słowiański kołtun, w którym miała gnieździć się choroba? A wraz z jego spaleniem mieliśmy się od niej uwolnić? A dredy w różnych kulturach i ruchach? A znaczenie owłosienia w różnych religiach? Nakaz nakrywania głowy przez kobiety? A sztuka? Co ze sztuką? Zawód fryzjera był znany już w starożytnym Egipcie, więc nie jest to wrzask mody. Chociaż zupełnie odmiennie jest traktowanie łysiny u kobiet, a inaczej u mężczyzn. Ci ostatni nie tracą atrakcyjności wraz z pojawieniem się łysiny, kulturowo, można powiedzieć, że jest to sposób na „dodanie sobie męskości”.  Kobiety jeśli stracą włosy, to nie w wyniku celowego działania, często znak choroby, naznaczenia, nieszczęścia, i utrata jednego z atrybutów kobiecości. Czy o tym myślimy sięgając po grzebień, albo szczotkę? Śmiem wątpić. Ale pewności nie mam. To co zobaczymy, i czy damy się poprowadzi zależy od nas. Od tego czy będziemy drążyć, szukać, i — przede wszystkim— czy chcemy znaleźć.

♠♠ ♠♠ ♠♠

Daniel Tammet, to człowiek niezwykły, wcale nie dlatego, że jego doświadczeniem jest życie z zespołem Aspergera, wcale nie dlatego, że jego stadium choroby jest unikalne (sam przestrzega przed takim postrzeganiem: człowiek z aspergerem = geniusz/ka). To człowiek, który daje prowadzić się ciekawości, a nie jest to łatwe.  Dzisiaj znalazłby swoją książkę na jednej z półek. A Ty, co chciałbyś/ chciałabyś dzisiaj znaleźć zeskrobując swoje(przyczajone i ukryte) przyzwyczajenia? Czy nie warto się zapomnieć?

————

*przyzwyczajeniu, przyczajeniu, zwyczaj, czaj… Oto co można zrobić ze słowem. Eee tam!

13 myśli na temat “[203+1]. Zapomniałam.

  1. Czasami różne dziwne rzeczy przychodzą mi do głowy, przy zwykłych codziennych zajęciach lub słysząc utarte stwierdzenia… Tak, zastanawianie się nad „oczywistościami niewartymi zastanowienia” bywa ciekawe, odświeżające i inspirujące. Lubię:-)
    Naprawdę świetny wywód o włosach! Serio zainspirowało Cię poranne czesanie?

    1. Hmm, dla mnie nie ma oczywistych oczywistości, co nie znaczy, że nie mam podręcznego zestawu schematów wedle których zdarza mi się/ w których funkcjonuję. Tyle, że w którą stronę nie spojrzę, można głębiej. Nie chodzi o zamykanie się w klasztorze i kontemplację, albo maszerując na drugi biegun szukanie teorii spiskowych. Rzeczywistość (także w swym aspekcie językowym) jest o wiele bardziej skomplikowana. Jest wiele norm niewypowiedzianych wprost, a które obowiązują. To z jednej strony.
      Z drugiej przyjmując perspektywę antropologiczną wiele przedmiotów (by nie powiedzieć wszystkie) które dziś uważamy za zwykłe, powszechne, niewarte uwagi, cóż kiedyś nie tyle były krzykiem vel wrzaskiem mody (oczywiście, że były) wystarczy wspomnieć historię higieny. (Kiedyś zanim zaczęto zażywać ablucji w wannach i nowo wybudowanych łazienkach, po prostu je podziwiano, bo uważano, że kąpiel szkodzi zdrowiu, i to jeszcze bez ubrania…Wanny stały w arystokratycznych rodach i były do podziwiania) ale ad rem wszystkie przedmioty nie tylko mają wpisaną historię, ale ta historia stworzona jest min, z norm i zakazów, zwyczajów, etc. Do tego postrzeganie, nasze dzisiejsze odczytywanie, przedmiotów, może odbywać się na różne sposoby, np patriarchalny, antropo- europo- centryczny nie zawsze zgody z rzeczywistością.
      Odpowiadając na Twoje pytanie, nie, do napisania wpisu nie popchnęło mnie poranne czesanie, ale szukałam przykładu do zilustrowania, i jako pierwsza powszechna czynność do głowy przyszło mi czesanie się,
      Wywód co prawda maksymalnie skrócony, ale dziękuję.

  2. Ano właśnie, dla mnie też nie ma oczywistych oczywistości. Rzeczywistość jest bardzo skomplkowana, ale odkrywanie jej, drążenie głębiej, daje niezwykłą frajdę. Czasem o tym zapominam. Dzięki, że przypomniałaś:-). Ten post był dla mnie jednym z najciekawszych wydarzeń tego dnia:-)

    1. Dziękuje za komplement.
      Moje spostrzeżenie jest takie, że drążenie nie zawsze jest przyjemne, [bardzo] często, przypomina bądź nawet jest drażnieniem. Można przyrównać tę sytuację do rozluźniania mięśni/ powięzi gdy się drażni miejsce w celu jego rozluźnienia, potem automatycznie mięsień się spina, trzeba pomyśleć by się rozluźnić. By masażyst[k]a mógł/ mogła wieść głębiej…Zaskakująco często działamy na poziomie oczywistych oczywistości (bo to też pomaga, ale jest zwodnicze. To znaczy, pomaga czasowo, ale potem o tym zapominamy, i działamy z automatu, nie weryfikujemy).
      Z innej beczki, pamiętam, że miałaś chętkę na „Zapomniane słowa”, dokładnie te, których czytanie Ci odradzałam (albo raczej, przestrzegałam) w Czarnym jakiś czas temu ukazały się rozmowy z tłumaczkami/ tlumaczami literatury. Co jakiś czas powoli i po woli sobie je podczytuje, nie jestem gotowa jeszcze wydać opinii o całości, ale myślę, że możesz swobodnie sięgnąć do wywiadów. Oczywiście, są różne, ale widać, że autorka (córka tłumaczki) ma przemyślaną koncepcję pytania, przygotowała się do wywiadów, i potrafi, wtedy kiedy jest to konieczne pójść za rozmówczynią/ rozmówcą. (To na podstawie przeczytanych do tej pory wywiadów). Rzucam sznurkiem: http://www.dwutygodnik.com/cykl/2-rozmowy-z-tlumaczami.html (dzięki Paulina za link). W książce wywiady są uzupełnione. O książce, pewnie napiszę, kiedyś. (Pewnie już w 2016).

  3. Przeintrygujący chaos lub przez przechaotyczna intryga. Nie wiem, czy to zamierzone, ale wpis ten formą przypomina mi moje własne potoki myśli, gdy czasem od jednego słowa wędruje się w zupełnie inne obszary skojarzeniowe.

    A jeśli chodzi o oczywiste oczywistości – warto z nimi walczyć i ich unikać, ale według mnie to walka skazana z góry na porażkę. Niektóre z nich są tak zakorzenione, że jedynie przypadek pozwala nam je dostrzec. A jednocześnie bez pewnych uproszczeń żadna komunikacja by się nie powiodła.

    1. Witaj Qbusiu na blogu. Dobrego czytania i komentowania na blogu.
      Zapraszam do zwiedzania i rozgoszczenia się.
      Co do oczywistych oczywistości, to jest ich kilka rodzajów.
      I czasami/ często walka jest tyle wskazana,ile nieprzyjemna. Czasami wystarczy „przeformułowanie” to trochę tak jak dajmy na to mamy zły nawyk chodzenia i wskutek tego nabywamy się kontuzji, aby sytuacja się nie powtórzyła, musimy nauczyć się innego sposobu poruszania. I to też jest walka, (bo sposób chodzenia jeśli jesteśmy zdrowi odbywa się w dużym stopniu na poziomie nieświadomym).
      Są też takie sytuacje jak jeżdżenie autem na początku, cóż musimy przyswoić sobie gesty i zachowania, zwracamy baczną uwagę, po jakimś czasie to zachowanie na drodze — staje się nawykiem, w sytuacjach gdy tracimy uwagę, cóż, zdarzają się wypadki.
      Możemy nie wiedzieć jak wprowadzić (i jaką wprowadzić zmianę), albo wiedzieć, ale może nam to nie odpowiadać. To, że coś jest trudne (wolę pisać wymagające), nie znaczy, że skazane na porażkę, tego dowodzą chociażby ruchy społeczne. A wszystko zaczyna się od pierwszego kroku.
      Dziękuję za komentarz, i komplement.

      1. Zamierzam się rozgościć i zamierzam zwiedzać, gdyż podoba mi się tu bardzo. Dla mnie ta walka jest przyjemna. Czyli może powinienem użyć nie słowa „walka”, a raczej „staranie”. Pomóż, Semantyko!

        Sformułuję jeszcze swe zdanie nieco inaczej: by zacząć te starania bardzo często potrzebny jest bodziec zewnętrzny. Ciężko o pełne samouświadomienie.

        1. Zatem, czytaj i komentuj. Niech Ci czcionka lekką będzie. 🙂
          To zależy czego zmiana dotyczy. Jak głęboko sięga.
          Ze słowem staranie się, mam problem. Doświadczenie mi mówi, że jeśli kogoś zapraszam na imprezę, i ów ktoś mi mówi: „postaram się przyjść”, to w 99% się nie pojawi. Ale raz się zdziwiłam bardzo. Nie zawsze jest to walka, nie zawsze, ale bywa, zwłaszcza, jeśli dotyczy spraw ważnych i (bardzo często) nie dostrzeganych dotychczas. Takie jest (nie tylko) moje doświadczenie.

          1. Podpisuję się wszystkimi kończynami pod tymi 99%. Najczęściej to staranie oznacza „raczej nie, nie bardzo mi się chce, ale jakaś tam drobna szansa jest”. Zdziwić się można, ale tak samo i są osoby, które mówią „będę na 100%”, ale też rzadko się zjawiają.

            Inna sprawa, że czasem trudno jest pokonać tę inercję, która sprawia, że nie chce się opuścić domowych pieleszy. Jest to o tyle paradoksalne, że (przynajmniej dla mnie) w 90% przypadków warto to zrobić.

            1. 1Inercja inercją, i dla mnie to ona jest nieważna, w tym aspekcie (nie ważna, znaczy tyle co niewiodąca). Może wszak zdarzyć się raz, dwa, ba pięć, ale gdy wpisuje się w życie jako zwyczaj, ba, nawyk… Ale to już inne pole do dyskusji otwiera…

              2.Sprawa, przynajmniej dla mnie- nie „musisz” czuć/ widzieć tych kwestii z takiej samej perspektywy: zupełnie czym innym jest powiedzieć postaram się (i tu moje odczytywanie tego komunikatu jest zbieżne z Twoim), a zupełnie czymś innym jest dawaniem słów bez pokrycia, chociaż… Zdumiewająco łatwo połączyć dwie kwestie. Przecież teraz sobie możemy dywagować, przy kawie, albo innym płynie i czcionce, ale życie toczy się wartko, i nie wiem, czy zawsze widzę sens rozdrabiania: czy ktoś olewa mnie ciągle, (kolokwializując) czy „tylko trochę”… 🙂

  4. 1. Zwyczajnie przejawiam zwyczaje samotnika i od większych zgromadzeń jednak stronię i sam ze sobą dobrze się czuję.

    2. Chciałbym być kategoryczny i anty-rozdrobnieniowy. Jeśli ktoś olewa, to olewa. Są jednak wyjątki, wypadki i inne force majeure’y. Koniec końców wychodzi mi jednak na to, że przypadki bywają różne, a na koniec najważniejsza pozostaje nasza ocena danej osoby i czy dla niej warto.

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s