193. Kładanka, po[d]kładanka, układanka. Puzzle.

Puzzel pierwszy:

Jeżeli jak twierdził Heidegger życie jest procesem stałego podsumowywania i uzewnętrzniania doświadczeń, to każde kolejne podsumowanie przez jednostkę swojego życia dokonuje się w innych okolicznościach i w obrębie innych ram poznawczych, nie można minionego życia  całości podsumować, ani  go w całości uwewnętrzniać, w każdym razie nie jest to możliwe bez g ł ę b o k i e j  z m i a n y   formy, w jakiej czynność ta ma się dokonać.

[O pożytkach z wątpliwości. Rozmowy z Zygmuntem Baumanem, Sic! Warszawa 2003,  Zygmunt Bauman, Keith Tester s. 51.Przekład Ewa Krasińska, wyróżnienie własne].

Dokąd się śpiewa jeszcze się żyje i trwa. Melorecytował Nohawica. Nie chodzi o to by trwać przetrwać, ale o to by żyć. Przez wielkie ŻY. Choć niejednokrotnie wychodzi tylko ćććć trw.aaa[u]ćccc ciii. Jest wielość kolorów, smaków ten i ów, faktur (nie, nie chodzi o pozdrowienia z gazowni, elektrowni i telewizornii, albo innej telefonii). Chodzi o różnice, o podobieństwa, błogosławieństwa i przekleństwa. O przyprawy i przeprawy. O świto- i światopodgląd. W ramach ostatniego próbuję od dłuższej chwili zmóc esej  Viginii Woolf O chorowaniu. I mogę napisać, że ratują tylko wstęp Hermione Lee,  nie ma się czym zachwycać, nie ma się czym uwznioślać. Nie, nie chodzi o nagą i niepotrzebną egzaltację, ani rację, Nie chodzi także o to, co ujął Witold Gombrowicz w pierwszych zdaniach swojego dziennika. Poniedziałek/Ja/Wtorek/Ja/Środa./Ja. Czwartek/ Ja./Piątek/Ja. Bo megalomanię Woolf w niniejszym eseju jeszcze zniosę, można ją upchnąć gdzieś piwnicy, zamknę, niech leży, a co, ale przekonania wypowiedziane w Ramach Jedynej Niepowtarzalnej i Objawionej Prawdy.Szukam nici porozumienia, niteczki, nie nie żeby Ariadna od razu pospieszyła z m[ł]otkiem. Jak to zwykle jest, kto sztuka, stuka, tfu, szuka prawdziwie,  temu otworzą. Rozmnożą i ułożą. To jedno:

Człowiek musi sam tworzyć słowa, brać w jedną rękę własny ból, a w drugą baryłkę czystego dźwięku (czymś takim przypuszczalnie zajmowali się z początku budowniczowie wieży Babel) zgnieść je w jedną masę by w efekcie uzyskać całkiem nowy wyraz.

[O chorowaniu, ze wstępem Hermione Lee, Virginia Woolf, wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2010, s.32].

Punktów stycznych jest o wiele, wiele, więcej niż by się mogło wydawać. Do tezy o ograniczoności języka też jestem w stanie się zgodzić, ale to  dlatego, że osoby z niepełnosprawnościami mają trudniej by uczestniczyć w życiu społecznym, w sposób wielowymiarowy, i pełny,ot, z różnych względów. Wróćmy do Woolf, jej samej, i tego co mówi na temat procesu choroby. Drugie to, oczywiście jej własna, przydziałowa biografia, towarzyszący ból, i świadomość braku ratunku, i ciągła nadzieja, strach i drżenie. Milan Kundera przeciwny jest odczytywaniu losów pisarza, albo pisarki poprzez biograficzne okulary, nagminnie się to praktykuje, moim zdaniem zbyt często. Nazbyt i niepotrzebnie. Wtedy zawęża się perspektywę. Z trzeciej strony warto wiedzieć w jaki sposób (makabryczny i nieskuteczny) była leczona Woolf. W jakich ramach p o z w o l o n o jej funkcjonować. Tyle, że wymyślenie nowego języka wiąże się ze zmianą stosunków społecznych. (Odsyłam do jednego z wpisów o języku). I w taki sposób czytam i rozumiem przywoływany cytat, nie tyle podsumowania i uzewnętrzniania, co sensu largo tworzenia życia. Do tego należy sprzecznie i bezsprzecznie dodać perspektywę momentu historycznego w jakim znajduje się jednostka. Uwarunkowania, te widoczne, ale przede wszystkim, te z nich, których nie widać. Ukryte normy etc.  Z czwartej strony- ból odbiera godność funkcjonowania, z godn zostają tylko ości, i to takie, którymi można się udławić. Skuteczne. Nic nie łagodzi obyczajów, żaden szeplest pomiędzy ciszami. Nie ma równoległych przestrzeni. Są podle poległe krzywo. Czy za wieków sześć znajdzie się taki cień człowieka, który pamiętać będzie o ciągłościach dzisiejszej rozmowy. Konteksty pogalopowały w wykrzykniki. Otóż wyjątki wyjątku. Brak spójności w tej zasady. Dla chaosu nie ma (roz)głosu. Jest milczenie. Impresja. Byle nie in_presja, może in_progressia, albo progress_i_ja. Proces. Czyli perspektywa.

Pardon, Peron 1 i ¾

Puzzel drugi:

Na przesłuchaniach  Konkursu Dimitria Szyszkina to muzyk, który łączy niebywałą biegłość z techniką, i finezją. Następna para rąk należy do Arsena Tarasewicza– Nikolajeva aliści obstawiam, że są to finaliści. Jeśli chodzi o naszych uczestników to zwrócił moją uwagę Michał Szymanowski. Ma za sobą oczywiście uczestnictwo w klasie fortepianu, kształcenie w Polsce i za granicą, ukończył także dyrygenturę, koncertuje u boku najlepszych.

  Chop!in.

[The 17th International Fryderyk Chopin Piano Competition – Preliminary round – Day 9 – First session Michał Szymanowski (Polska / Poland)].

Jeśli zatem nie muzyka klasyczna, to co? Czerpanie zen zeń jest praktyką powszechnie znaną, ze względu na model edukacji formalnej muzyczek i muzyków. Jak i na osobę Fryderyka, ktosia kiedyś mi napisała, że nie wie o muzyce naszego kompozytora umoczonej w jazzie. No, tak, takich albumów jest zatrzęsienie partytur upłynnienie. Takie postępowanie ma swoich zwolenników/zwolennicki, apologetów, apologetki i wręcz przeciwnie zapiekłych wrogów i wrogine, ale przy okazji przesłuchań i samego koncertu polecę kilka albumów na które Ta i Ów może zwrócić uwagę i ucho. Szkiełko i oko. Oto niektóre z nich.

Andrzej Jagodziński ze swoją zatytułowaną po prostu: Chopin. Czy pogodził dwa odmienne światy w koncercie fortepianowym, mam wrażenie, że to kompozytor i aranżer, który całe życie gra to co napisał (Jagodziński wydał m.in. ze swoim trio, pięć lat po Chopinie,  Sonatę b-moll (2009) i  Chopin ‚Les brillantes’ (2010)). Potem czas przyszedł na herdzinowy sznyt i smak. (Album zatytułowany–jakżeby inaczej— Chopin z 1996 roku). Cztery lata później Włodzimierz Nahorny nagrał Fantazję Polską. Nie wspominając już o zaangażowaniu Adama Makowicza, [Ignacy Jan Paderewski – Brillante – The Adam Makowicz Chopin Project z 2000 roku] również Leszek Możdżer ma na koncie kilka płyt nagranych z Fryderykiem (nie nie chodzi o wyróżnienie przemysłu muzycznego w Polsce, a właśnie kolejna nazwa angażująca skojarzenia z Kompozytorem). Płyty nagrane w studio, na żywo, tu i ówdzie, wystarczy wymienić,  Chopin, Chopin na żywo,Leszek Możdżer, Tymon Tymański, Polish Brass Ensemble ‎– Chopin Etiudy – Przystanek Woodstock (2012), swoje pięć nut wpisała również Urszula Dudziak ze swoimi improwizacjami. Artur Dudkiewicz wziął na warsztat i partyturę Mazurki. Gdyby poszukać, poszperać, ucho przyłożyć okazało by się, że płyt unurzanych w jazzie jest o wiele, wiele więcej. Nie dziwi to zwłaszcza, że każda osoba parająca się muzyką, wychowana jest na tym co stworzył, popełnił i uzupełnił Fryderyk. Oczywiście nie tylko gra się chopinowskie etiudy i wycina mazurki, ale Chopinem w Polsce się oddycha (i czasami zionie ognistą wodą).

 

[Leszek Możdżer, Tymon Tymański, Polish Brass Ensemble ‎– Chopin Etiudy – Przystanek Woodstock 2010, (wydani płyty 2012)].

Puzzel trzeci:

Pardon, Peron 1 i ¾ (wtórnie powtórnie).

Kto wyznacza linie papilarne świat[ł]a, kto bawi się brwiami zdziwienia barwami smaku? Ku horyzontowi zdarzeń pięknieje mi zmarszczka wzroku biegnie. Od tekstu do tekstu. Pal pali palimpsestu. Zrzuca gorzkie prawdy i spruchniałe śmiałe zdrowie. Czcionkę uryw w opo wieś wieś wieś Ci i Ci i Tobie. Ciii. Kołysanka dla sennych koszmarów komarów sumienia i mienia. I nie mienia. Przypadkowe wypadkowe przydawki i inne dawki:  książki, dźwięki, pary do partytury, wiedza o życiu Kompozytorów wielkich i Kompozytorek zapomnianych, tych i tych. Blaknie mi czcionka, wrażenie pozostaje jak kurz na liniach papilarnych smak lapidarny. Nieco przypadkiem niezdarności do prawdy doprawiony. Zdarny, zdarty i niezdarny.

Niebo ciągle nade mną. Ziemia pod stopami, krokami, krokami, szu, szu, szura mi, myśli szurają, szurają, dotyki z kształtami, kolorami i fakturami się zmagają… Znają je bądź nie znają. Bądź. Choćby powtórnie. Ale nie wtórnie. Nie pot_wornie. Wonie świata świt daje podgląd mgnieniom. Istnieniom.Om, om, om...

[***]

Mykam, mykam, mykam za. Za. Zamykam oczy. Przed. Skojarzeń. Kwadratura partytury. Tury kwadratury. Po wieki. Powieki. Dat wieki makiem czarnym. Suwają, suwają się prze(-)suwają dania ze zdań, przyimki z wyimków, ów cytat, ze zderzeń zdarzeń. Obrazy, niesnaski, Snaki, nicki i maski i znaki, Obrazy, malarstwo to. Kadr. Z ciszy katedr.Kadr. Szukam słowa, stukam gestem. Jestem. Ciagiem Fibonacciego. Ego? Ergo sum. Jakich sum.

Czy Kompozytor Mszy (Wielka Msza h-moll) mógł przewidzieć jaki kalejdoskop dźwięków stworzy z nich Gould? Bach, ach czy się przewrócił/o jeśli tak, to kto? Co? W jakich groBach? Ach, czy nie ach? Glen postawił mnogość pytań swoim sposobem podejścia i tworzeniem muzyki, ale to na całkiem inną opowieść. Wieść… [A w zasadzie przynajmniej dwie. Chcecie?]

 

15 myśli na temat “193. Kładanka, po[d]kładanka, układanka. Puzzle.

    1. Czy to jest pytanie, typu: co Cię prowadziło do tych trzech obrazów?
      Jeśli dobrze zrozumiałam pytanie, to tutaj mamy do czynienia z sytuacją odwrotną(inną niż we wszystkich wpisach napisanych po dziś dzień)Sytuacja prozaiczna. To impresja, to takie zrobienie zdjęcia: był Konkurs Chopinowski, kończyłam Woolf z jej esejem (no zmogłam go — wybitnie mi się nie podobał).
      Czy widziałam Miłość hmmm…
      No dobra, nie będę Cię łapać za czcionkę.
      Na żywo nie. Mam ich kilka płyt.
      A swoją drogą Tymański to nieźle wymyślił. Ponieważ doszli zespołowo do wniosku, że nie potrafią grać jazzu to wymyślili, że ehem będą grać yass. 🙂 Tak chłopcy wykoncypowali. Aha jest album z tego koncertu.

      1. Pytanie to było (znów) czepieniem się słowa – pisałaś o puzzlach, a z puzzli zazwyczaj coś się składa. Stąd więc pytanie.

        Nieprecyzyjność ma ukarana została – chodziło mi o dokument o zespole i jego spotkaniu po latach. Choć dwuznaczność pytania była zamierzona przekornie.

        1. To zacznę od końca.
          Moja wyobraźnia pogalopowała.. Od Quingnarda do Zizeka, nie wspomniawszy o asortymencie innych (nie czytelniczych) konotacji… Bliższych ciału, by się chciało napisać. 🙂
          Słyszałam, że zespół się spotkał.
          Z puzzli złożył się taki wpis jak wyżej. Bez drugiego dna, koncepcji, ani antykoncepcji… Taka odmiana…

        1. To jedno.
          A nie sądzisz, że seks, tak jak np patrzenie zaczyna się w głowie?
          I jeszcze drugie pytanie: Czy coś, jeśli tak, to co jest pomiędzy (dwoma wymienionymi przez Ciebie możliwościami/ wizjami)?

          1. Jestem pewien, że tam się zaczyna. Czasem reszta ciała próbuje wywierać swe wpływy, ale to głowa zawiaduje tańcem tym.

            A pomiędzy? Pomiędzy może być przyjemne dzieło, lecz nie „arcy”. Te arcy zresztą wyjątkiem być muszą, gdyż inaczej powszednim czynem by się stały.

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s