192.[Notatki na marginesie]. Jeśli nie słuchasz Elli, nie słuchasz jazzu. Nic o nim nie wiesz. O wysyłaniu listów w butelk[!]Ach.

Modliła się do Boga,
modliła gorąco,
żeby z niej zrobił
białą szczęśliwą dziewczynę.
A jeśli już za późno na takie przemiany,
to chociaż, Panie Boże, spójrz ile ja ważę
i odejmij mi z tego przynajmniej połowę.
Ale łaskawy Bóg powiedział Nie.
Położył tylko rękę na jej sercu,
zajrzał do gardła, pogłaskał po głowie.
A kiedy będzie już po wszystkim – dodał –
sprawisz mi radość przybywając do mnie,
pociecho moja czarna, rozśpiewana kłodo.

[Ella w niebie, Wisława Szymborska].

Czyli kilka uwag na ten sam temat (niekoniecznie muzyczny, niekoniecznie cny).

[Sielanka o domu, Wolna Grupa Bukowina].

Jeśli miałabym dom, to taki właśnie wycięty, wyjęty z piosenki. Bukowy koniecznie, pachnący i słoneczny.Pachnący, nieco skrzypiący,czy o takim myśleli André Tempel, Annette Paul, Christoph Roßner? Twórczyni i twórcy Hof der Elemente  —drezdeńskiego budynku grającego. W czasie deszczu, na bank i na inne rodzaje pomieszczeń użuteczności publicznej, w takim to domu, w czasie deszczu dzieci by się nie nudziły! A nawet, może by się nie brudziły ?Słuchania mi trzeba, można zakrzyknąć. A właśnie! Dzisiaj, nieco z innej perspektywy, dzisiaj nieco luźniej. Refleksyjnej nieco. Wspomnieniowo

Gdy zaczynałam swoją przygodę z jazzem, przed laty, tak całkowicie na poważnie,  usłyszałam zdanie:  „Jeśli nie słuchasz Elli, nie słuchasz jazzu. Nic o nim nie wiesz”. Czytaj proszę: „Jeśli nie słuchasz Elli, nie masz prawa go słuchać”. Było to o tyle zdumiewające, że usłyszałam od kobiety, która zachęcała mnie do tegoż… W jakiś sposób utkwiło mi ono w głowie, gdzieś na marginesie myśli, nie dlatego by personalnie przywiązywać wagę do interlokutorki, albo do tego co powiedziała, ale jak najbardziej wiem, w jaki sposób nie zachęcać ludzi do słuchania i kupowania płyt. Tak jak przykłady nauczycielek i nauczycieli pokazują na postępowaniu kogo warto się wzorować, a na jakim wprost przeciwnie. Wpis dzisiejszy można uznać za rozwinięcie dyskusji pod uprzednim postem.

Przywołany wiersz nie jest peanem na cześć posiadaczki głosu o rozpiętości trzech oktaw, i perlistej dykcji. Przywodzi na myśl książkę Toni Morison Najbardziej niebieskie oko. Polecam uwadze.

Ella chyba zawsze będzie mi się kojarzyć z  poszukiwaniami, miejscami i zapachami, sytuacyjnie. Czyli, tradycyjnie. Kontekstualnie. Tak jak każda muzyka przywołuje geometrię wspomnień, zamkniętą już, choć jeszcze drążącą jeszcze przeszłość. Czasami bez prze, a czasami bez przeszł-… Zapachy, smaki  zdań i zdarzeń, słowa, szelesty, gesty, znaki, po i inne gody

Jak pisałam wcześniej, w komentarzu pod wpisem, mój sposób słuchania muzyki ulegał zmianom i przeobrażeniom, ewolucjom, ale nie rewolucjom. Chociaż, od kiedy pamiętam, czyli od dosyć dawna, miałam inklinacje do piosenki literackiej, muzyki klasycznej,i jazzu. W mniej więcej takiej kolejności, chociaż dwie ostatnie kategorie często ze sobą rywalizowały o uwagę moich uszu. I tychże [dwóch ostaniach] mogłam nie zrozumieć. Zwłaszcza opery.

Przez lata nie zmieniło się jedno. Podejście do promowania muzyki. Ponieważ, owo pytanie zaczyna wracać, powtarzać się i napraszać. Nakreślę na marginesie kilka uwag.

1.Nie sądzę, by istniała jedna właściwa droga. Jeden przetarty szlak, szlag by to trafił takie podejście. Tak słuchania, a może inaczej- doświadczania muzyki, jak jej polecania.

2.Co więcej nie sądzę, by właściwym sposobem na zapoznanie, i nie zrażenie się było zaczęcie od klasyki gatunku, czy będzie owo dotyczyło muzyki uważanej za poważną, czy jazzu, czy  jakiejkolwiek innej. Sądzę, że proponowanie tejże na wejściu może zniechęcić. I to tak skutecznie, że nie sięgnie się już nigdy, albo przez lat wiele, do danego gatunku. Ale nie tylko dlatego, wszak kanon, albo nazwiska przypisane do niego, wiele osób potrafi podać. Nie, żeby od razu słuchać. (Albo broń, zachwycać się), ale zwyczajnie wymieniać. Bo jak zachwyca jeśli nie zachwyca? Bo np nie zapoznało się personalnie, organoleptycznie, praktycznie. Poza tym, mam wrażenie, że tak jak literaturę, tak muzykę, wpisaną, zawartą w kanonie, czyta się zupełnie inaczej- tj. przez znajomość kontekstów, które są bardziej zrozumiałe, uwidocznione, z perspektywy czasu. I to wcale nie dlatego, by były wtedy bardziej widoczne, ale przez efekt uczenia/ postrzegania literatury w szkole. Gdy omawia się dokładnie epoki minione, zarysowuje prądy, oddziaływania sensu largo tło, ale nie uczy się dostrzegania przesłanek o tym samym charakterze w czasie obecnym…A przecież sztuka nie powstaje w próżni, z próżnego i Salomon nie wyleje…

3.Warto indywidualnie podejść do polecania albumów, wykonawczyń i wykonawców, są na to różne tropy np ulubiony instrument, fuzję stylów, podobni wykonawcy, wykonawczynie, albo barwa głosu. Pytania typu: Co lubisz? Czego poszukujesz? Kiedy najczęściej słuchasz? Inną wybierzemy gdy jedziemy autem (jako pasażer/ka, albo kierowczyni/kierowca), inną na randkę (i jej rodzaj) inną do biegania, albo ćwiczenia, inną gdy szukamy inspiracji, albo chcemy komuś zaimponować (oj tu się można przejechać…). Ale można też zyskać.

4.Nie ma płyt/wykonawczyń, czy wykonawców „trudnych” podobnie jak nie ma uczennic, uczniów,uczestniczek/uczestników/  szkoleń, warsztatów „trudnych”. Może być w tak, że są wykonawcy i wykonawczynie idący na łatwiznę, promujący niechlujstwo i nie szanujący tego kogoś, kto uczestniczy w koncercie, czy zakupuje albumy. To zupełnie inna strona kaloszy i inna para medalu, albo odwrot_nie?

5.Można słuchać przez latach[!] nagrań tych samych i nie chcieć więcej, bardziej. I można szukać, (po) wiązać, poszerzać, to tak jak z chodzeniem do restauracji, albo do kawiarni, można mieć swoje ulubione smaki, rytuały, zapachy. Nie każda osoba m u s i (niewiele rzeczy musimy, tak naprawdę, to co musimy to niezależne jest od nas)  być poszukiwaczką i poszukiwaczem nowego. A jeśli już, to przecież dajmy sobie czas na zagnieżdżenie się, na umiejscowienie, na doznawanie i doświadczanie, muzyki. Niezrozumiany i niepotrzebny pęd. Zbyteczny. To, że od lat potrafię odnaleźć się w tym co proponuje DiMeola nie znaczy, od razu, że mam wąskie horyzonty. (Nie, nie jest to uwaga personalna, ale doskonała okazja do przypomnienia sobie albumu). Jeśli po latach poszukiwań płyta spełnia moje standardy uważam, że jest ona dobra (tak, tak słowo dobra, to także ocena).

6. Uważałam, i uważam, nadal, że nawet gdy obecnie nie jestem w stanie sięgnąć, bo mi się nie podoba, nie rezonuje, nie przekonuje wykonawca/wykonawczyni (poza argumentem, że słyszę, że to humbug czystego dźwięku) to nie znaczy, że w [nie]dalekiej przyszłości po ten rodzaj muzyki nie wyciągnę ucha. Warto dać sobie szansę. I dać sobie czas. Zanotować nazwisko, tytuł gdzieś tam na marginesie myśli.

7. Warto by muzyka, której zdarza mi się słuchać, nie tylko była przyjemna dla ucha, ale i by wykonawca, czy wykonawczyni byli mądrze wymagający. Przynajmniej od czasu, do czasu. To zdanie nie wymaga dygresji, czy wyjaśnienia, nakreślania krajobrazu, czy partytury. Trochę edukacji, łyk inspiracji. Humoru i zabawy. Konwencji, formy, (wy)dźwięku. Wędrówką jedną życie jest człowieka, jak pisał Stachura, Hura, hura.

8. Muzyka to przede wszystkim otaczający nas ludzie. I nie chodzi o twórców i twórczynie, (pisałam gdzieś tam, że to my tworzymy muzykę niezależnie od przyjętej roli wykonaw-czyni/-y kompozytor/ki, słuchacz-ki/a). Warto nie tylko pytać, warto szukać, a nie raz i nie dwa zdać się na los. Jeśli nie słuchasz Elli, to nie słuchasz Elli, możesz coś stracić, ewentualnie. I banalnie. Muzyka to procesy, tak cenzurka, czasów zamierzchłych, wynik oddziaływań, pływań i odpływań, perspektyw, tchnienie czasu. List w butelce. Niekoniecznie pisany z perspektywy wysokiego C. Chyba, że mamy do czynienia/ do słuchania z temperaturą wysokich Celsiuszy (czyli: cel i uszy).

Tak i naszych osobistych poszukiwań i znajdywań, poddań, próśb i poddań. Z czułością patrzę na niektóre z albumów, na niektóre książki, niektórych zakupu nie rozumiem, i dotyczy to wydawnictw ciągłych, nie płyt. Ale świadczy to o pewnej drodze, która za mną, która przede mną i która we mnie. I mam zgodę na tę drogę. I widzę jak rośnie i wzmaga we mnie. Równie ciekawym procesem jak szukanie i znajdowanie jest sprawdzanie po latach, czy się znalazło, i czy to to samo, czy może jednak coś innego, a jeśli to drugie to co? To tak jak oglądanie czarno białych zdjęć, dostrzeganie kadrów, póz, min… Czy spoglądając na fotografie wiemy co za słowa z niej uleciały? Jakie gesty były jej świadkiem tuż przed brzdękiem migawki… Dźwięki z nami zostaną, ale czy będą takie same? To już i pytanie i opowieść, którą wieść przyjdzie w wpisie nowym. Jeśli och!otę tę macie, oczy[-]wiście, oczywiście uszy słuchajcie!

Smakowitego tego weekendu. Jeszcze week choć nieubłaganie end. (Mam nadzieję, że chociaż happy end)…

I jeszcze jedno (wspomnienie muzyczne) z czasów, słusznie bo nie zaprzeczanie, przez bieg [d]lat zamierzchłe:

[ Nie brookliński most, Satanowski, album Na błękicie jest polana, różni wykonawcy].

4 myśli na temat “192.[Notatki na marginesie]. Jeśli nie słuchasz Elli, nie słuchasz jazzu. Nic o nim nie wiesz. O wysyłaniu listów w butelk[!]Ach.

  1. Bukowinę i SDM (czyli obecnie Gruz Brothers) wielbię miłością czystą 😉 A jeśli chodzi o Ellę, jakoś tak mi się zapodziało parę jej kawałków w kolekcji, nawet nie wiedziałem, że ona taka ważna jest / była. A całkiem, ale to całkiem z innej beczki: czy kojarzysz może zespół „Strych Dziadka Hieronima”? Młoda kapela, rozleciała się (chyba) po roku czy dwóch działalności, ale zrobili po drodze kilka takich piosenek, że urywa du[sz|p]ę. I nijak nie potrafię ich nigdzie znaleźć – chyba głównie dlatego, że tworzyli jeszcze przez czasami wszechinternetu.

    1. No popatrz! 🙂
      SDM i Bukowinę znam, znam, ale starsze piosenki.
      Ella podobnie jak Billy Holiday uważane są za divy, także ze względu na problemy rasowe i drogę/ tj karierę (pomimo systemu).
      Kojarzę słabo, albo mocno przez mgłę do wyboru.
      Bardziej z rozważań z filmu dokumentalnego wiem, że wzorowali się na Piwnicy, Starszych Panach, ale nie wiem, czy to są właściwe/celne skojarzenia. „Kiedy usiądę w bujanym fotelu” Dobrze mi dzwoni?

  2. Ciekawe. Według mnie wszystkie te punkty można byłoby też spokojnie odnieść do filmów i innych rzeczy.
    Ile razy było tak, że ktoś się burzył „Taki klasyk, a nie widziałaś. Wstyd”. Do każdego utworu trzeba w jakimś stopniu dojrzeć. Raz szybciej, raz dłużej to przychodzi 🙂

    SDM to już na zawsze będzie dla mnie harcerski klimat. Tyle się tego naśpiewałam jako druhna, że głowa mała 😉

    1. Dzień dobry Emilko. Dobrego czytania i komentowania na blogu. 🙂
      Tak, masz rację punkty mają charter ogólny, można je spokojnie odnieść do innych dziedzin. Dojrzeć to jedna sprawa, ale i widzieć w szerszym kontekście np kulturowym/ społecznym/ oddziaływań socjologicznych etc. SDM kojarzy mi się ze szkołą średnią. 🙂 Lubię, czasami po(d)słuchać sobie starszych albumów… Grasz na czymś?

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s