191. [Trzy szybkie].(5).

Znam i takich znawców i znawczynie jazzu, którzy (które) wiedza kończy i zaczyna się na tym co nagrał Leszek Możdżer,a i to wiele. Uważają, że wiedzą wszystko, ale gdy przychodzi do podania ulubionego wykonawcy, czy wykonawczyni, podają tego, który jest stricte popowym, ale kojarzą, znaczenie i zbieżność słów Leszek i Możdżer, i wiedzą, że to nie jest przypadek, ale na pytanie o ulubiony album, albo propozycję tytułu — mówią: Nie wiem, nie słuchałam/em. Tak, tak nagrał wiele, to prawda, ale nie chodzi o ilość, nawet o jakość nie chodzi. Tylko o dozoru pozór. Gdy podaje te, najbardziej znane, także echoooo. Ooooo. Nie będę się roztkliwiać i rozwodzić nad tymi znawczyniami i znawcami, bo ślubu z nimi nie brałam.

Dlaczego więc o nich wspominam,i to w zdaniu pierwszym? Otóż, dlatego, że odrzucając pierwszą warstwę, która się nasuwa sama, nachalnie i banalnie. Pytanie brzmi, co można zaproponować tym, które i którzy chcą zaprzyjaźnić się z jazzem? A zdarzyło im się wiedzieć o istnieniu Leszka Możdżera. Co można zaproponować, tym, które i którzy chcą zacząć przygodę z jazzem? I się zarazić, a nie zrazić, i być może zanucić, a nie zanudzić. Oto kolejny wpis, z cyklu: Trzy szybkie.

O przyjemnych niezobowiązujących i popowych (a może tylko przystępnych?) wokalach jazzujących pisałam wcześniej, tak więc idąc tropem tury klawia. Mogę spokojnie zarekomendować rześki, energiczny, kipiący ekspresją,(presja stała się eks? Nie, nie presji nigdy tu nie było)  jazz  w wykonaniu Michaela Wollnego, tak tak panowie się znają. Zdarzyło się im razem występować (np w Berlińskiej Filharmonii). Łączy ich (Wollnego i Możdżera) także wspólna wytwórnia. Pierwszy jest zdecydowanie osobą poszukująca w sposób ciekawy. Jeśli ktoś/ia zapragnie sięgnąć to spokojnie po dwie ostatnie płyty można sięgnąć śmiało. Michael znany jest ze współpracy z Heinzem Sauerem, ale także z innymi muzykami, można spokojnie podrążyć ten temat i sięgnąć po albumy osób z którymi współpracował.

Muzyk potrafi śmiało i sprawnie żonglować motywami muzycznymi nie ma w tym ani półnuty pozerstwa, czy wywyższania się, w trio na równych prawach słyszymy i basistę i perkusistę. Nad biegłość i żonglowanie gatunkami wybija się na plan pierwszy radość muzykowania. [O Wollnym wspominałam również przy okazji pewnego pudełka, i harmonii). Weltentraum to śmiała opowieść, tak, tytuł może być dla nas znajomy, a i na ową ekspresję nie pozostaniemy obojętne i obojętni. Ciekawe w jakim momencie swojej biografii muzycznej będzie za lat dziesięć, albo dwadzieśćia?

Kolejnym pianistą jest Marcin Masecki ze swoimi Mazurkami. Można powiedzieć, że spokojnie wpisuje się w nurt muzyki minimalistycznej, grając na strukturze, z drugiej, nie traktuje muzyki klasycznej jako odrębnego, zakurzonego bytu. Mam wrażenie, że od tego postrzegania muzycy młodego pokolenia odchodzą. Bardzo częstą by nie napisać nagminną praktyką jest sięgnięcie po klasykę i przeszarżowanie jej. Którą z dróg podąży Masecki,czas pokaże, a ucho usłyszy. Wykształcenie i nagrody to jedno, muzyka drugie. Chociaż bywa, że idą w parze, a para nie idzie w gwizdek. Tak, grody i na,  niewątpliwie mogą przyciągnąć naszą uwagę, a człowiekowi, który pracuje na rozpoznawalność swojego nazwiska jest łatwiej zostać zauważonym. Niewątpliwie Mazurki są ciekawą propozycją.  Warto się w nie wsłuchać. Pójść za propozycją pianisty, przyjrzeć się co jeszcze znajduję się w muzycznym spektrum wrażliwo[ln]ści i uwagi. Z utytułowanymi artystami jest taki kłopot, że warto przyglądać/ przysłuchiwać i dotykać tego co i w jaki sposób robią odsuwając wiedzę na temat nagród (nie dlatego, by były one niesłuszne, ale dlatego by móc czerpać z danej perspektywy najbardziej i najpełniej, nie dekoncentrować się).  Bez przymusu, ale z możliwością tylko wtedy możemy dotknąć przyjemności słuchania.

Trzecim albumem jest Moments, przedostatni album wspomnianego już Sławka Jaskułke, uczcił w ten sposób narodziny córki. Chwytał momenty zanurzał  w barwach kontekstua[ktua]lnych dźwięku. Mimo tego, że koncertować mu przyszło na chyba wszystkich kontynentach z czołowymi przedstawicielami gatunku, nadal w Polsce jest mało znany. Oczywiście, dla tych co zanurzeni są w jazzie, nazwisko Jaskułke, łatwo można umieścić na partyturze. Pięćdziesiąt pięć minut entuzjazmu i kojącego ciepła. Tak w skrócie można określić album. Piszę o nim gdyż łatwo go przegapić, a szkoda…

Niewątpliwie wrócimy, i to całkiem niebawem, do dokonań pianistów. Może już teraz macie swojego faworyta, albo tego- o którym chcielibyście wiedzieć więcej?

Oczywiście, w słuchaniu tego co proponuje Leszek Możdżer nie ma nic złego.Więcej, na albumy czekam z uważnością i radością. Pierwszy muzyczny wpis na blogu, właśnie dotyczył jednego z nich. Oczywiście, że znajdą się krytyczki i krytycy tego co, w jaki sposób, w jakim stylu robi Leszek Możdżer… Cóż… Można wzruszyć ramionami i słuchać.

I można na tym poprzestać. I się tym cieszyć. I każdej osobie wedle potrzeb. I wiedzy. Właśnie o nią tu chodzi. Biega. Warto wiedzieć, że warto [po]słuchać, i nie jest prawdą, że w muzyce posłucha, i że wszystko już było. Trzej panowie, zostali obsypani nagrodami, nie jest tak, że grają sobie gdzieś tam daleko… Daleeeko. Warto zanurzyć uszy. I zmrużyć oczy. By dać się ponieść i zaskoczyć. Wspólny mianownik trzech zaproponowanych płyt? Każda osoba znajdzie swój, to niewątpliwe.
Z jednej strony są aktualne, rymorytmiczne, z drugiej, widać, słychać i czuć tę radość muzykowania, z trzeciej może będą rodzajem forpoczty do zanurzenia się w jazzie, albo i poszperania w klasyce gatunku? PSI.Spokojnie, można sprezentować na okazję wszelaką.

PSII. Dobrego, wollnego, może nieco leniwo-uważnego weekendu…

21 myśli na temat “191. [Trzy szybkie].(5).

  1. Jazzu nie słucham (jakkolwiek zbrodniczo by to nie brzmiało), a jeżeli już to ograniczam się do tria DiMeola / McLaughlin / DeLucia. Ich brzdąkań mogę słuchać latami. Może czas rozszerzyć horyzonty? Zerknę na te Wollne Momentalne Mazurkas w wollnym czasie 😉

    1. Zaraz, zaraz,a kto pisał, że „Diana robi mi dobrze, od dawna”? Jak na nie- słuchacza-jazzu, to Twoja wiedza jest no zdumiewająca.
      Gitarowo, znaczy, tylko giatarowo, i podobnie stylistycznie (co nie jest zarzutem. Pamiętam swoje początki). Chociaż pewnie wiele osób ma, że dobiera sobie na zasadzie podobieństw albumy,przynajmniej na początku drogi. Płyty, które dzisiaj proponuje są energicznie i melodyjnie zagrane. Wollny, ma podobną/ jak nie taką samą/ pozycję w Niemczech jak Możdżer w Polsce. O Jaskułke też już pisałam, melodyjnie podany jazz.
      A co do zbrodni, cóż, na szczęście nie każda osoba musi go słuchać, zbrodnią dopiero możemy zastanowić się, czy nazwać takie postępowanie, czy przyjęcie optyki eksperckiej przy jednoczesnym nieumiejętności powadzenia rozmowy na ten temat (z konkluzją: tak naprawdę to ja nie słucham jazzu, ale moi bliscy- dalecy, gdzieś tam- czytaj nie znam płyt żadnych, ale kojarzę nazwisko)… Ale pewnie istnieją większe. (Chodzi mi o zbrodnie, nie nazwiska). Czy chcesz napisać, że pora spełnić wpis owy _gitarrr(owy)?

    1. Dzień dobry (dawno „nieczytana/ widziana Różo) do czego ma się liczyć?
      Ten typ muzyki datowany jest na początki lat 70 ubiegłego wieku. Czy Twoje pytanie należy odczytać tak: „Czy jest to jazz, czy nie”? Opinie są mocno podzielone. Niektórzy powiedzą, że nie, nie jest jazz absolutnie, drudzy —, że jest to podgatunek jazzu (chociażby na obecne czasami e l e m e n t y improwizacji).

      Oczywiście znajdziemy tu i pop, i funk,i R&B. Orędownikiem tego gatunku w Polsce, jest z pewnością Marek Niedzwiecki. Dużą popularność swego czasu zdobyły jego składanki „Smooth Jazz Cafe”, o których pewnie wiesz, wspominasz przecież tytuł, ale może znajdzie się ktoś/ia, kto będzie chciał/a sięgnąć?

      Czy jest to jazz? Czy jest to dla mnie jazz? Ciekawe pytanie. Nie dalej jak dzisiaj zastanawiałam się, przez lata, które słucham jazzu, czego właściwie szukam, i co znajduję? Na przestrzeni lat ewoluowało moje słuchanie muzyki. Mam jedną składankę Smooth jazz cafe, ale bardzo rzadko do niej sięgam. Może dlatego, że ogólnie bardzo rzadko sięgam do składanek (obojętnie jakiego gatunku by dotyczyły), może dlatego, że osobiście wybrałam nieco inną drogę, niż tą,którą podąża Marek Niedźwiecki. Bez wątpienia jednak uważam, że na naszym polskim rynku muzycznym istnieje luka, dosyć duża, bo dotyczy i piosenki literackiej i nurtu smooth jazz. Dlatego takie działania, które mają na celu promowanie tychże, chociaż to drugie, to nie do końca moja bajka, popieram.

      Co więcej to może być to początek przygody związanej z jazzem. Można zacząć słuchanie od melodyjnych, albumów by dotrzeć do free jazzu. Twoi ulubieni wykonawcy/wykonawczynie?
      Pozdrawiam
      PS. Rozpisałam się nieco… 😦

    1. Miło!
      Wiedziałam, no może bardziej obstawiałam, czyli z mniejszą dozą pewności, że ta płyta ma szansę Ci się spodobać. Masecki jest nieco bardziej… Nie wiem, czy trudny, ale kombinuje z mazurkami. Jaskułke zaś gra albo bardziej (Moments, Chopin na 5 fortepianów) albo mniej dynamicznie (Sea wypominałam o nim tutaj: https://5000lib.wordpress.com/?s=Jasku%C5%82ke ) Sama zaczynałam od słuchania”szybkiego jazzu”. Co do poezji śpiewanej polecam Szymona Zychowicza, o którym jakoś zamierzam napisać w niedalekiej przyszłości…

      1. Jarreta nie słuchałem, JESZCZE nie, ale z tego całego jazzowego eksperymentu narodziła mi się powoli rosnąca lista nazwisk i będę je (ich?) próbował po kolei, i dawał znać, jak smakują. Jarret jest chwilowo na trzecim miejscu, zaraz za Hertzogiem i Danielssonem. Teraz na talerzu Jaskułke, jeszcze przez parę dni.

        1. Co do listy nazwisk to się polecam, chyba będę musiała popełnić znów jakiś wpis dotyczący gitary i jazzu. Chodzi za mną ten temat skutecznie od… NiestetyNiePamiętamKiedy…Danielsson gra(ł) z Możdżerem… Popełnili kilka płyt razem, a właśnie co do Możdżera (i Danielssona) to jeśli mogę wtrącić słówko, a raczej kilka, to najpierw przesłuchałabym jego albumy, potem te z Możdżerem, ale na końcu z „Polską” moim zdaniem ten album prócz może jednego/ dwóch utworów się powtarza… Nie jest zły, ale słuchając „Polski”miałam nieodparte wrażenie, że już to gdzieś (i nawet wiem gdzie) słyszałam… Co do L.Możdżera to odrębny temat… No jestem ciekawa jak spodobają Ci się (albo i nie) klimaty jazzowe.
          Jeśli lubisz eksperymenty klasyczno -jazzowe to trzeci wymieniony album wart jest przesłuchania… Nawet wtedy gdy nie wpadnie w ucho, za pierwszym razem, a tak być może nawet z racji tego, że odbiega stylistyką i perspektywą, abstrahując od tematu… 🙂

          1. Możdżera już kiedyś kosztowałem, ale wyplułem. Za kwaśny był. W takim sensie, że za bardzo uciekał (ja wciąż pojmuję jazz jako ciągłą ucieczkę od banału, harmonii, rytmu itd). Nie wiem, może za jakiś czas. Póki co mam na liście 11 nazwisk, więc słuchania będzie kupa.

            1. O L.M. długo by dyskutować… I coś czuję, żebyśmy się spotkali w swoich opiniach, ach jeśli bliski jest Ci blues, a coś czuję w nutach, że napiszesz, że yes[t], to koniecznie proszę dopisz http://wp.me/p59KuC-BO Wiesz, dwunastka jest pełną liczbą, co tam dwie, piękne i smukłe jedynki. Jedynki powinno się mieć z przodu… No, o muzyce to ja mogę…
              Aaaa od dwóch dni chodzi (sic!) za mną:

              A Ty mi tu wyskakujesz z C.T…

  2. Z jazzem styczność mam co prawda raczej mocno rozrzuconą i akcydentalną, ale z tym Możdżerem przytoczonym na początku jest jak z wpisaniem „literatura/książki” w CV. Przychodzi taki osobnik na rozmowę i albo nie potrafi wymienić żadnej przeczytanej niedawno książce, jak pamięta, to nic o niej nie powie („fajna była”) lub ewentualnie rozpływa się nad Brownem, Greyem.

    A z trzech szybciej na najdłużej przy sobie zatrzymały mnie momenty z panem Jaskułke.

    1. No to po kolei (i nie wieszcze szybkiego końca PKP), ad rem:
      1.lubię słowo akcydentalny,może dlatego, że mało kto go dziś używa?
      Przypadkowość związana jest z gustowaniem w innych rejonach muzyczno(literackich)? Czy z zagubieniem? (Od czego zacząć? Czego słuchać? Nie pasuje mi to co jest w mediach- jazz jest fee – nie mylić z free)
      2.No tak Możdżer się spopularyzował. Mocno. Moim zdaniem jego najnowsza płyta („Polska”) jest niestety mocno wtórna, ale zostają jeszcze chociażby muzyka do „Marzyciela” czy 10 łatwych utworów na fortepian, (osobiście mam sentyment do tego albumu) czy do „Wszystkich kobiet Mateusza” Co nie znaczy, że jestem apologetką Możdzera, i że każda osoba, która czyta tego bloga musi [po]lubić jego muzykę. Przy okazji (jeśli jesteśmy przy współpracy Możdżer – Preisner) to baaardzo polecam album tego ostatniego Diares of Hope.
      3. Czy zgodnie z Twoją intencją odczytałam metaforę: ten kto wpisuje w CV zainteresowanie literaturą „interesuje” się tym/ to znaczy czyta, to co aktualni promowane, ale nie potrafi uzasadnić swoich wyborów literackich? Przekładając tę sytuację na np jazz, zainteresowanie jazzem kończy i zaczyna w przypadku wielu osób na twórczości Możdżera?
      Gdyby w ten sposób odczytać Twoją wypowiedź, to po części także tak to widzę.
      Ale znów kłopot leży głębiej, w tym przypadku, tylko nieco głębiej. Mam wizję, że zwrot „interesuje się” jest nadużywany. Nie wypada bowiem się niczym nie interesować (zwłaszcza na rozmowach kwalifikacyjnych. Bo może z nich wyniknąć guzik z pętelką (Mało kto wie, guzik nawet bez pentelki jest interesujący — o tym tutaj).
      Wracając do Twojej wypowiedzi, nie dziwię się,że wiele osób może znaczynać od Twórczości Możdżera gdyż jest on popularny, dziwi mnie natomiast fakt, że wiele osób nie drąży, nie szuka, nie nadstawia ucha, i poprzestaje właśnie na albumach tego wykonawcy, niezależnie od tego, czy im się spodobają czy nie.
      4. Jaskułke też jest na brzegu komercji (Napisawszy to zdanie zaczynam się zastanawiać co ono właściwie znaczy, bo jeśli ktoś jest prezentowany w mediach [masowych] z wielkim prawdopodobieństwem jest masowy/albo inaczej ma ów pierwiastek]. Z drugiej strony przysłuchując się ostatniej płycie Sławka Jaskułke wpisuje się ona w modny ostatnio nurt grania. Co nie jest zarzutem, wszak w sztuce (niezależnie od dziedziny) także panują mody…

      1. 1. Gusta mam bardzo szerokie i budowane przez lata. Co jakiś czas dołącza do nich kolejny gatunek, wykonawca, album. Jazz niestety dołączył dość późno i w czasie, gdy nie miałem już tak dużo… czasu. Za czasów doczasu (w opozycji do bezczasu) poświęcałem więcej czasu na muzyczne peregrynacje. Zagubiony może nie jestem, ale bardzo lubię podążać czasem za wskazówkami innych. Zwłaszcza gustownie obytych.

        2. Poleceń posłucham i wysłucham.

        3. Odczytujesz poprawnie. Albo ich zainteresowaniach kończą się na aktualnym bestsellerze, albo zostają wpisane tam mechanicznie, copy+paste. Mnie też dziwi brać drążenia. Zgadzam się też, że zainteresowania są nadużywane. Dla mnie zainteresowanie wiąże się nierozerwalnie z drążeniem.

        4. Ja do mody stosunek mam bardzo wyraziście obojętny, a czasem i wręcz zaprzeczający. Innymi słowy – zazwyczaj nie wiem, co modne, a jak wiem, to mało mnie to porusza. Zdarza się i tak, że moda zbiega się z mymi preferencjami, ale nigdy me preferencje celowo nie dążą do mody. Przekładając to na pana Jaskułke – niech i będzie sobie komercyjny, sprzedajny i modny, jak mi się podoba jego muzyka, to schodzi to daleko poza horyzont. Tu znów dotykami kwestii interpretacji dzieła przez pryzmat autora.

        1. Z chęcią wysłucham gustów.
          A nie sądzisz, że modom ulegamy chociażby pośrednio?
          I znów mogę przeczytać to co masz do powiedzenia także ad vocem ” interpretacji dzieła przez pryzmat autora”.

  3. Gusta muzyczne me to sprawa pokrętnie zróżnicowana. Z jednej strony wysoce cenię sobie tekst – w połączeniu z prostotą, ale niekoniecznie. Sentymentalne inicjacje z czasów minionych dawno zaszczepiły mi sympatię do hip-hopu, którym liryków ciekawych można znaleźć. Ojcowska spuścizna to Dire Straits, Pink Floyd, ale i KULT oraz Vangelis. Zasłuchiwałem się w Janis Joplin, w SDM oraz w Metallice. Uwielbiam Alanis Morisette z jej Jagged Little Pill, ale oczarowały mnie relaksujące dźwięki Zero 7 i ich albumu Home. Tekstem, humorem i aluzjami zaczarowała mnie Regina Spekto. Uwiedli mnie Kings of Convenience i Emiliana Torrini.

    Pewien wycinek jest tu: http://www.last.fm/pl/user/jnqbus, ale na pewno nie uchwyca wszystkiego.

      1. Swego czasu studenckiego używałem intensywnie usługi tej ciekawej, ale ostatnio leży raczej odłogiem. Ciekawe było kojarzenie użytkowników względem podobieństwa gustów muzycznych, a także wskazywanie artystów podobnych. Odkrywało się więc nie tylko muzykę, ale i muzycznie pokrewne dusze.

    1. O żeż, na moje oko nasze przeszłe fascynacje muzyczne pokrywają się ze sobą w 70-80%. Jak fajnie trafić na obcego człowieka, który wyrósł na SDM-ie, Janis Joplin i Dire Straits 😉 Aloha!

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s