187.Dukaj, dukaj, czyli czytanie na zimnie: albo coś niebieskiego,coś (po)_życzonego,coś przeczytanego.

Coś lekkiego.

(no chyba,że mamy okazje/ zwyczaj czytać jeśli się przemieszamy, przemieszczamy).

Ciało,  to potęga(…), ale umysł, jest jedyną rzeczą za którą człowiek w pełni odpowiada na tym świecie.

[Lód, Jacek Dukaj, Wydawnictwo Literackie, 2007].

Lód Jacek Dukaj Wydawnictwo Literackie 2007 [źródło okładki].
[Lód Jacek Dukaj, Wydawnictwo Literackie 2007 źródło okładki].

    Wiem, wiem, co prawdopodobnie można usłyszeć na temat tej książki, że ambitna, ale za trudna, że fantastyczn[k]a, ale gruba, że historia alternatywna, że wyróżniona w tych, albo owych rankingach, że nagradzana, że irytująca, że…Tysiąc pięćdziesiąt cztery strony to nie nowelka, ale nie hiperbolizujmy… Nie jest to chociażby Heidegger, albo inn_y/a filozof(k)a. Czy nie zanadto przyzwyczailiśmy się do podziału grube ale błahe, albo cienkie i zwięzłe…? Nie wiem. Kiedyś było tak, że zwykło się drukować powieści w prasie codziennej np Lalkę. A dzisiaj? Aj, aj, jajaj…Po co strzępić czcionkę w konwenanse pchać? Wtrącać…

Dzisiaj można sięgnąć po lód, miód, i orzeszki.

Jest to lektura, do której podchodziłam razy trzy. No bo do nich sztuka. Podchodziłam, chodziłam. Nadgryzałam.Mijałam tak, jak i czas mijał, obchodził się ze mną różnie. Acz konsekwentnie. Się (także to czytające) Starzeję.

Choć jest to książka drogi, (i droga) to zdecydowanie poleca się do [s]trawienia stacjonarnego.

Po pierwsze: język. Fantastyczny, mięsisty rytm i rym,cielesność i kolor słowa, ale i kon_tekst.Pre_tekst. Nie należę do grona osób, które nie gustują w XIX wiecznych powieściach, (raczej po_ wieści_ach). Tak, używam archaizmów, ale tu nie tylko o nie chodzi. Dlatego dziwię się, że tak łatwo wsiąknęłam, do tego nie lubię rusycyzmów w polszczyźnie, a tu są jako przyprawa, i nie czynią, że tura liter to przeprawa, tem ciężejsza, że zimowa. Język Dukaja w tej powieści zasługuje na oddzielny wpis. Nie dlatego, że kreacja lingwistyczna przyszła autorowi  nadzwyczaj snadnie, przynajmniej takie odnosiłam wrażenie (odniosłam nienaruszone, nie poruszone na miejsce). Zderzenia naznaczeń język_ owych. Smaczne. Znaczne i znaczące. Dlatego tak łatwo wchodzi się w tę rzeczywistość i wieloznaczeniowość.

Po wtóre: mapy. Książka, którą można odczytywać z przyjmując wielość perspektyw. Świat[ł]a przedstawionego, nowej kreacji, oczywiście, to przecież wpisane jest w nurt „seans sfikszyn”, ale przede wszystkim filozofii (i to różnych). Tak sprytnie wplecione fastrygi niewątpliwie wzbogacają książkę. „Pod lodem” zatem toczy się życie (nie chodzi o niedawne potwierdzenie intuicji dotyczących Marsa). N i c, dosłownie, nic nie jest takie, jakim się wydaje, bo i nie może takim się stać. Niezależnie od tego jak uważni i uważne jesteśmy. I jak mocno i jak mroźnie jesteśmy przeświadczeni i przeświadczone o tym, co jest, co być może, a co się właśnie wykluczyło, zakluczyło, (nie)zdarzyło nie zdążyło Stać, to nie statyczny stan. Żyło, czy umarło.  To praktyczne stawanie się usta(-)wiczne. Tylko pozornie akcja się wlecze, toczy się, toczy po różnych szyn_ach,  powoli ale nie po woli,po intuicjach osoby czytającej. 

Na szczęście, są różne przestrzenie,  można czytać tę książkę przyjmując różne punkty widzenia i wie_dzenia,  by zebrać wszystkie punkty myślenia i kwestie mylenia pomocna jest owa przestrzeń akcji.

Po trzecie: uniwersa(lia) i realia inne, bo jest ich wiele. Mieszanie się światów, wykreowanego, tak w języku, tak w alternatywnej historii Polski, tak jak w prawach fizyki. Przemieszczanie się stworzonych postaci, tych co tylko na kartach książki, jak i znanych z imienia i nazwiska, i innych faktów, zamieszczonych w podręcznikach histerii, historii.  Mam wrażenie, że Nikola Tesla jest niesłusznie, ale jednak zapomnianym wizjonerem, może ktoś/ia sięgnie do biografii tego oszukanego przez Los, genialnego człowieka? Emigranta w nieprzychylnym świecie. Im więcej się jednak wie, tym bardziej krytyczną czytelniczką/ czytelnikiem się staje, ale – z drugiej strony- można więcej wziąć dla siebie, z danej tury liter.(Można dukać, a można czytać płynnie). Przy czym warto zaznaczyć, że książka napisana jest w sposób b a r d z o    p r z y s t ę p n y, autor w sprytny sposób ujmuje tłumaczenia dla tych osób, które nie zetknęły się z omawianym aspektem. Gładko przechodzi między narracjami, tak, że nie widać fastryg.

Po czwarte: warstwa socjologiczna. Niezwykle ciekawa. Tak więc pytania, które się zdarzają, czy zderzają, nie dotyczą tylko natury ontologicznej. Co jest, a czego nie ma, jakie są (jeśli są) wzajemne powiązania i oddziaływania. I tu dochodzimy do kolejnej warstwy władzy na różnych poziomach, w różnych strukturach. O performatywności gestów, o znaczeniu rytu i rytuałów, widzeń, o tym jak rodzą się przekonania.Nieco,bo  deko_racji w różniąco i różnorakich dekoracjach.

Po piąte: znaczenie dobra i zła, i ważne pytania np rozważania min.: o biedzie, o nauce, ekonomii, religii, rozstaniach i staniach na różnych poziom(ach)-  ze sobą, z innymi.Mam nadzieję, że lektura nie da ostatecznych odpowiedzi, ale będzie przyczynkiem do samodzielnego poszukiwania i znajdowania. Myślenia.

Po szóste:meta_for/y. Przykład? Ot, pierwszy z brzegu (prawie):Podróż koleją transsyberyjską także można odczytać metaforycznie.  Choć wszystko co najważniejsze dzieje się w środku. I to nie jednym, racje deko się zmieniają, choć nie tylko trochę- dekoracje również. To tylko sprzyja lekturze.Książka jest niczym cebula, warstwy, znaczenia, pytania, dekoracje, deklaracje i akcje, re-i-akcje. Tak więc ruch i znaczenie.

Jednym słowem: Zagadki.

Nie, że za_gadki, nikt tu nas nie próbuje przegadać,  zresztą też nie. To naprawdę świetna,lekka powieść.

Się napisało się, się zrecenzowało się, się zaprasza się do czytania…

PS.I.Moje trzykrotne podchodzenie do tejże należy upatrywać w tym, że chciałam przeczytać ją a) w czasie gdy żadnej książki nie przeczytałabym, b) w permanentnym przemieszczaniu się.

PS.II. Dlaczego coś pożyczonego? Oto, pytanie (bonusowe, owe nowe, tak, tak, tak): czy nasze przekonania nie są pożyczone— i co zrobić, by mieć własne? Czy życie, uszyte dla nas (przez nas?) jest tym, jakie sobie życzymy, albo pożyczymy, a nade wszystko, co w powieści jest życzone a co pożyczone?

30 myśli na temat “187.Dukaj, dukaj, czyli czytanie na zimnie: albo coś niebieskiego,coś (po)_życzonego,coś przeczytanego.

      1. Tylko jak wsiąknę boję się, że młodego nie usłyszę, bo jak czytam to wyłącznik na świat rzeczywisty mi się włącza 😉

  1. Ale zachęcająco napisałaś! Nie myślałabym wcześniej, że sięgnę (fantastykę raczej omijam z nieuświadomionych powodów), a teraz nie wykluczam. Tylko że taki zmarzluch jak ja nie powinien tego czytać w zimny czas.

        1. Jest i historia alternatywna, ale ja nie gustuję w historiach alternatywnych. Jest wiele socjologii, filozofii i kultury — i to mnie przekonuje, do tego jest język. 🙂

          1. Przepraszam, ze wymusiłam jakieś etykietowanie (sama tego nie lubię), ale bardzo blade pojęcie miałam o tej książce.
            Nie znam się jakoś specjalnie (niespecjalnie też nie), ale lubię, gdy język książki jest taki, ze można się pozachwycać (niekoniecznie chodzi mi o wyszukane, czasem na siłę, słownictwo, raczej o cudną kompozycję, jaką mistrz słowa może stworzyć za pomocą choćby najprostszych słów).
            Muszę przyznać, że mnie zachęciłaś do tej książki. 🙂

  2. Przyznam szczerze, że mnie przekonałaś choć świadomie ją omijałam mając mozliwość spotkania się z nią oko w oko, umysł w umysł. Zobaczymy, czy po przeczytaniu będę bardziej czy mniej przychylna.

    1. Nazywać musimy, nie ma w tym nic złego, o ile nie zaczynamy posługiwać się stereotypami.
      Także ja, osobiście nie widzę tu problemu. Chyba, że Ty chcesz coś dookreślić? Bo nie wiem, co jest złego w powiedzeniu historia alternatywna, złwasza, że nie każdy lubi/ gustuje w takiej literaturze…Powiedzenie dobra książka, to często za mało.

  3. Ja trafiłem w objęcia Lodu bardzo prosto – przez Dukaja samego. Przebywawszy pewnego razu w Warszawie, eliminując się do pewnego turnieju tele, nieco losowo zakupiłem Perfekcyjną niedoskonałość, której (niemal)doskonałość tak mnie perfekcyjnie przekonała, że większość dzieł autora tegoż mam na koncie.

    A Lód to dzieło potrafiące nieco zmrozić czytelnika, ale i monumentalnie poruszające, niczym lądolód literacki.

    1. Tak, dalej czytam… Pierwsza recenzja, którą napisałam w takcie czytania, nie skończywszy tegoż.
      I ostatnia.
      Kojarzy mi się z Sagą o Wiedźminie (jeśli chodzi o język).

      1. Mi czasem przed skończeniem zdarza się recenzję zacząć, ale to głównie ze względu na to, że wstęp zawsze jest mi najtrudniej napisać. Więc gdy koncept godny załapię, to od razu przelewam na (nie)papier.

  4. Nie chodziło mi nawet aż tak o wartościowanie (choć swych zachwytów skrywać nie będę), a raczej o osobność tematu, języka, skali. Choć może w obliczu karłowatości (ilościowej, nie jakościowej) polskiej science-fiction, może warto imć Dukaja konfrontować z internacjonalnym towarzystwem.

      1. Nie ma chyba łatwej odpowiedzi na to pytanie. Jedno genialne dzieło może geniuszem czynić, ale czy w późniejszymi geniusz można roztrwonić? A może przebłysk tylko był to w takim razie? Geniuszem być trzeba niemal, by geniuszu wszystkie kategorie pomierzyć i policzyć.

        1. Nie wiem, czy można szkiełko i oko zastosować, ale pytania są zasadne.
          A potencjał intelektualny, ten, który pracuje, rzecz jasna i ciemna, zawsze można roztrwonić…

    1. Dobrego czytania! Będzie długo! Najciekawsza dla mnie część to podróż transibem. To moja pierwsza książka Dukaja (Druga to Wroniec, ale tej nie polecam) więc nie mam jak porównać. Nie czytałam „Innych pieśni” więc nie wiem jak „Lód” ma się do innych książek autora. Niemniej, „Lód” jest wart uwagi. :-). Nie jest książką trudną, wbrew powszechnej opinii.

    1. Nie wiem jaki jest Dukaj ogólnie, bo nic poza Lodem nie czytałam, nie będę Cię jakoś nakłaniać, że koniecznie, i że w ogóle, o szczególe nie wspominając przeze niedelikatność, podzielę się swoim spostrzeżeniem, nie lubię rusycyzmów, chociaż z wiekiem coraz to bardziej podoba mi się rosyjski język, no dobrze zaczyna czasami bezpiecznie mi się podobać, a tu bardzo pasował. Poza tym, przyjemnie mi się czytało, chyba najbardziej podróż transibem, ze względu na volty i wolty. Ale to moje zdanie. Na szczęście nie musisz go podzielać, nie mówiąc o rozbiorze (logicznym) oczywiście. 🙂

      1. Mówiłem to już z pierdylion razy, ale powiem jeszcze raz, co mi tam: gdyby wszystkim podobało się to samo, świat byłby cholernie nudnym miejscem 😉

Odpowiedz na dziewczezlisciem Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s