183.Świętosława i jazz. Wędrówka ku geometrii [s]maku.

    Urządzamy nasz świat. Wy i godnie. Szlifuj (i j)emy krawędzie miejsc i języków. Nadajemy audycje, pocztę, znaczenie i zna- i i_miona.

Świętosława. [Źródło zdjęcia].
Świętosława. [Źródło zdjęcia].

Wdech

i wydech.

Wdech

i wydech. Falowanie, unoszenie i zapadanie klatki piersiowej. Owej. Wdech i wydech. Wdech, wydech. Dech,dech…ech, ech..Mijamy.Mija, mija, mijamy.

My, ech,ech, proch, och, och i mech,ech, ech. Niepozornie obracając w palcach minu_tu. Jedną minutu i drugą minutu Minut tu. I tu, i jeszcze tam. Tam. Dalej. Dalej. Jeszcze dal…

Ej, ej, ej.Zapominamy. Za i po, po mijamy. Wdech i wydech ech.

[***]

Dat_ta urodzin niepewna, ginąca w mrokach dziejów. W legendach, ach i mitach, ach. Z pieśni dumnych słów utkana i w snach leśmianowskich spotykana. Tykana Tykana. Tyk tik czasu łyk. Tik Tak. Tak. I tak, i jeszcze tak. Kto to tak, to kto by tam przywiązywał uwagę do kobiet, nawet tych ze znamienitych rodów. Ów może ten, kto panicza pragnie wżenić w ród znamienity… Ta, To nie tylko żona królów, i matka takowych. Zdają się milczeć o niej języki współczesne, ale echa pozostają, tają, tają jak śniegi w ostrym norweskim słońcu. Przeglądając pożółkłą już Kronikę Theitmara, pisma Adama Bremensis, można natrafić na jej ślad. Nęci mnie nęci wędrówka pamięci, smak lodu, miecza i rtęci. Podążmy zatem za tą herstorią.

]*[

Przyszła na świat, ten najlepszy ze światów, najbardziej przyobiecany i obmacany, po chrzcie Polski. Wiemy, że była córką  Dobrawy i Mieszka I  Niewiele wiadomo o jej latach dziecięcych, tych które spędziła w Gnieźnie.

Po śmierci pierwszej z żon, polityk, Król miasta Polan poślubił rychło drugą Odę Dytrykównę, z tego małżeństwa urodziło się chłopców trzech. To Bolesław zwany Chrobrym, który okaże się  bratem zacnym, roztropnym i dobrym… I często na dworze nieobecnym. On -lub co bardziej prawdopodobne ojciec, Mieszko I, przyobiecał rękę i (wszystkie członki- wraz z jakże się później okażę- bardzo cenną głową. I to nie dlatego, że nosiła ona koronę) przyobiecał on rękę Świętosławy królowi szwedzkiemu, Erykowi.Był to, jak to drzewiej bywało, mariaż o charakterze politycznym. Słowianie bowiem szukali sprzymierzeńców w toczonych siebie wojnach zasileń szeregów.

Wydana za pięćdziesięcioletniego króla, osiemnastoletnia cudzoziemka miała (i z pewnością to zrobiła) nakłonić do stoczenia najgorzej w swoim życiu bitwy. Tej Dzięki której zapisze się w historii jako Eryk Zwycięski.

Wraz ze zmianą adresu zameldowania Świętosławy zyskała ona imię nowe: Sygryda (albo: Gunhilda, to w Danii). Nie dane jej było cieszyć się zbyt długo słodkim pożyciem małżeńskim dekada ledwie zostanie im dana,  gdyż po [po]życiu dla króla zostaną tylko o_kruszynki. Świętosława została sama z dwójką dzieci: Holmfridę, jak to drzewiej bywało wydała za mąż, bardzo korzystnie, a w imieniu Olafa, jako regentka (nie mylić z rene_gagatką, albo rozmową z Rene  albo suro[wą]gatką!*) dzieliła i rządziła. Udaremniła zamachy na swojego pierworodnego i to w iście fantasmagorycznofantastycznym stylu.

Uczta w Upsali.

Upici Uspali się w Upsali. A no, uspali…Snem wiecznym i jako takim nieodwołalnym i niebezpiecznym. Wieść gminna niesie, że chcąc uniknąć tańca śmierci, i wyroku na syna jak i stania się marionetką złotą, acz tyko monetką w rękach przyszłego króla, a kandydatów było wielu i jeszcze ciut więcej.  Świętosława musiała dać do zrozumienia panom Wikingom, że nie życzy sobie męża. Nie będzie grała drugorzędnych rólek. I nie jest li tylko kwiatkiem, do może i wystawnego,szytego złotymi nićmi, ale jednak kożucha.   Cóż było robić. Wyprawić ucztę, znamienitą, pachnącą, sycącą, a przede wszystkim pojącą, pojącą. Zaprosiła więc nań tyc mężczyzn, którzy zagrażali jej pozycji. Nakazała nakarmić, napoić, nie żałowała napitku, kazała do nieprzytomności. Cóż załować alkoholu gdy płoną dworki, a zwłaszcza jeden… 

Po czym opuściła zgromadzenie i nakazała spalić miejsce… Podpalić. Usmażyli się panowie zacni. Żywcem (i nie chodzi o podlanie piwem). Gdy wieść się rozniosła o przyczynie i skutku  Świętosława dostała imię Storråda. Upici uspali się panowie w Upsali, a jak się zjarali, oj, jak się zjarali…Jakiego ognia posmakowali. Oj posmakowali.Nie przetrwali imprezy, nie przetrwali. Chyba, że w odmiennym stanie skupienia, ciała i mienia. Imienia.

Nie wszyscy byli chętni do ożenku z kobietą, mocną*, nie tylko w słowach, a(ch) czy nie w tym cały jest ambaras, aby dwoje chciało na raz? Olaf Tryggvason, książę Zachodniej Norwegii, nie chciał. Olafa Tryggvasonia spotkała kara, oj nie mała, nie mała. Spotkała i nie minęła… Po bólach i bojach ach zwycięskich, no dobrze, pieniążki ( i statki) pochodziły z okupu jaki zdecydowała się zapłacić Anglia za to by darowano jej spokój. Nie wieczny, choć przyjemny i bezpieczny.

Gdy przegnany wcześniej przez braci książę wrócił w glorii sławy do mroźnej krainy, odzyskał stanowisko ogłoszono w 997 roku, że poślubi on Sygrydę. Jednak że życie to nie bajka, nawet jeśli pochodzi się ze znamienitego rodu, ma się głowę na karku i potrafi się kręcić nie tylko nosem czy biodrami…Okazało się, że pewnego dnia, ukochany  O_lałf nie sprawę, ale publicznie uderzył Świętosławę w twarz, albo zepchnął do wody… Tak czy owak, nie tylko fizycznie, nie tylko publicznie znieważył. Miłość zgasła, za to pojawiła się nienawiść. Ta zniewaga nie tylko krwi wymaga. Cóż… Słowo ciałem się stało, a ciało [Olafa] struchlało.Cicho wszędzie, głucho wszędzie będzie się działo, oj będzie się działo. Wszak to cisza przed burzą, i to nie nie z obrazu Giorgionea malowaną.  Świętosława potrafiła rządzić i rządlić. Dzielić zdzielić sprzymierzać i władać. Czego nie zamierzano jej dać brała sama. A najlepiej potrafiła wziąć we własne ręce… Los. I to nie ten, wygrany na loterii, to ona mówiła jak mają tańczyć, ona dyktowała nuty i warunki (Czasami jak wiemy podając trunki).

Zemsta najlepiej smakuje na zimno, a w Skandynawii klimat po temu jest by dania (w Norwegii i  Danii) na zimno podawać. Zemsta przyszła szybko.Zbyt szybko. Przynajmniej dla Olafa. Wróć, ona nie przyszła, lecz przybiegła, choć trafniej można by było napisać przypłynęła. Bo chodzi o Bitwę morką „Trzech królów” czas ów trudny, chmurny i śmiertelny. Ale zanim dni te nastały Świętosława zawarła małżeństwo z Swenem Widłobrodym, królem Danii, któremu (i sobie oczywiście też) urodziła czworo dzieci. Mówi się (i pisze), że małżeństwo miało charakter… Polityczny, środek do celu, swoista introdukcja do tego co nastąpiło potem. Pot, i Krew i Łzy lały się strumieniem wielkim. Przeciwko jedenastu norweskim okrętom pod wodzą Olafa stanęło siedemdziesiąt sprzymierzonych sił słowiańskich szwedzkich i duńskich, oczywiście. Można powiedzieć, że Po_rzucona kobieta zjednoczyła wszystkie siły, które miała do dyspozycji. Bitwa, która rozegrała się na Bałtyku przeszła do historii, a Olaf przeniósł się był w Niebyt.

Gdy po bitwie opadł kurz, zgiełk, a morze nakarmiło się krwią, która tu i ówdzie pochłonął piasek. Kiedy to mąż zorientował się był, że został członkiem, pionkiem zaplanowanej gry. I to przez kobietę, przegnał królową, która musiała opuścić ukochany kraj. Przybyła tu, nie mając jeszcze lat osiemnastu. Udała się do syna z pierwszego małżeństwa Olafa, czy na dwór Bolesława Chrobrego.

Po śmierci synowie sprowadzili Matkę do kraju. Nie, nie toczono jak to było w zwyczaju walk o władze, ta, jak to już miała w zwyczaju i krwi potrafiła tak pokierować losami dzieci by te wspierały się wzajemnie by kraj rósł w siłę, ludzie żyli dostatnio. W Anglii była doradczynią swojego syna, sprawiła, że jego rządy były mądre i mniej krwawe, tam podobno miała także zostać pochowana. Podobnie jak data urodzin tak i data śmierci nie jest znana. Można się jedynie jej domyślać. Niewiele o niej wiadomo. Jednakże nie można pominąć milczeniem Władczyni Świata, bo jak nazwać Królową Szwecji, Danii, Norwegii i Anglii? Nie, nie była pierwszą smutna Królowa Wiktoria, co podpowiadała by wyobraźnia. I nie była smutną. Choć zazdrosną, i to o własne dzieci, już tak…

[***]

Wcale nie zamierzałam pisać o Świętosławie.  (Niech Was nie zmyli ton), ale właśnie o tonach i nutach. Ach. I o tym… Dlaczego lubię słuchać muzyki [filmowej]. A wspomnienie Świętosławy i rzucenie zdania, że to ta, która władała kawałem świata, i ta, o której się tak często zapomina, i ta, którą się chętnie miesza z błotem, mitem. Ot, taka wędrówka pamięci. O zapamiętywaniu zapominania. I zapominaniu pamiętania. Skoro nie potrafimy ocalić takich postaci jak Świętosława, co pozostanie po nas? Skoro oglądając ruchome obrazki w ciemności,potem ciężko się nam uwolnić od tego sięgając po płytę, jak jest z naszym pamiętaniem. Nie pisząc już o z socjalizowanej performatywności gestów, zachowań. Kulturze przez wielkie Q…

Dlaczego jako przykład podaję muzykę filmową? Bo to i najbliższy, i przez to, najbardziej czytelny przykład. Słuchać w oderwaniu od jej przeznaczenia? Dziś już zapomina się po woli i powli o tym, że obrazy tworzone przez wielkie osoby z tego świata nie były przeznaczone dla szerokiej publiczności, tylko dla możnych, czyli bogatych i wpływowych. Tych i owych.

Jak to jest słuchać bez uwypuklania nasączaniu znaczeniem, nastrojem, kolorem obrazu. Odpowiedź- prosta nadaję jej własną historię, bieg, fastrygi znaczenia, miejsca wilgotne. Prowadzona  znaczeniem i architekturą dźwięku. Własne przestrzenie, nie narzucone przez kadry historie. Nie pisząc o histeriach. Muzyka jest opowieścią literacką. Bierzesz na język próbujesz, nadgryzasz, smak słów, i ciszy s[k]ok. Jazz jest architekturą, przestrzenią i geometrią. Zapomina się o jego historii rodowodach i wywodach. I wpływie na kulturę, i to, że był nośnikiem buntu, niezgody, głodem i głosem niewygody, określeniem tożsamości i szukaniem, i znalezieniem samości.

Muzyka to podróż, z własnymi horyzontami fotonów, smakami, doznaniami nie oczywistości, spotkaniami, ze zmianą, z perspektywą… To wszystko ociera się o patos. Tym i innym czasem sprawa prosta jest. Tak się przynajmniej wydaje. Wystarczy słuchać i słyszeć i czerpać radość z tego, co się robi. I  stwarza. Teraz. Nie co za chwilę nastanie, za następną nutą, nie. Wdech. Wydech. Wdech i… Prosto ta. Znak i Znaczenie. Zmęczenie po  sytym dniu. Nju. Pojednawczość pojedyńczości, niepowtarzalności. Te_raz. Raz.Muzyka to paradoks, oksymoron, to przestrzeń, w której mają szansę zderzyć się choć na chwilę, wszystkie ze znanych nam czasów: przeszły,  teraźniejszy i przyszły, wszystkie tryby: gramatyczne i mechaniczne. Można różnorakie dyskursy przyjmować perspektywę archeologiczną,dyskutować np. o formach chociażby o barokowych powstałych na przełomie wieków siedemnastego i osiemnastego, recytatywach  i ariach. Te ostatnie kojarzymy jako integralne części opery, czy oratoriów, ale nie zawsze tak było. U swego początku to forma s a m od z i e l n a -ot utwór solowy, jak najbardziej wokalny.  Recytatyw to inaczej swobodna deklamacja tekstu, melorecytacja, spotkać możemy go śledząc chorały gregoriańskie, choć jako taki ma swój rodowód w czasach antycznych. Jeśli zaś odwołać się do chorału to mamy niczym o sznurku, po pięciolinii śpiew acentus.

Wróćmy jednak ze spacerologii stosowanej,nazwywanej czasami dygresyjnością.  Można przyjąć, różne perspektywy, opowiadając o muzyce, to truizm. Nie wiem czy będziemy pamiętać o płytach, albo inaczej, o tej jednej, którą dzisiaj chcę zaproponować. Nie wiem czy będziemy pamiętać o tym jak zaczynał dziewiętnastoletni Andy, choć niewątpliwie potrafił on cieszyć się życiem i podejmować wyzwania, jak wtedy gdy usłyszał Coltranie rzucił wszystko, sprzedał to co miał, zostawiając sobie cień, sprawne ręce, buty pamiętające wczorajsze wędrówki angielskimi ulicami i wilgotny chodnik, gorącą głowę. Pełną pomysłów, a w zasadzie jedna idee fixe kołatała się między neuronami. Być jak John, nie nie Malkovich. Choć niewątpliwie lubimy takie opowieści,  wieści i wieści  nieść znieść, znaczyć, lubimy taką treść. Jak ta, gdy za ostatnie grosze trzy kupuję saxofon, sam uczy się grać, zajmuje mu to dwadzieścia jeden dni, a potem szybko wybija się na szczyt, i prowadzi innych ku wiedzy, radości i nutom. Nastrojom. Omm Omm… Szybkim zmianom. Omm Omm Zacnym geometriom Omm Omm…

Na sławę nie musiał szybko czekać Zawinul, który przewodniczył jednemu z konkursów to właśnie jego wybrał, zauważył i nagrodził. Potem droga była od kontraktu i kontr_ aktu. Entuzjastki i entuzjaści jazzu znają go z zespołów chociażby Carli Bley, czy  George’a Russella. Płyta Movements in Colour jest fantastyczna. Niebywałe są elipsy nastrojów i geometria smaku. Mogłabym rzucić kawałek na zachętę na przynętę tę lub(i) inną ale to było by nieadekwatne, tego albumu słucha się w ciemności, słucha się w całości. I radości, i melancholii. Jeśli mała bym wskazać płytę, która była by tak różna od tego co zwykle proponuje Manfred Eicher, która miałaby zachęcić do sięgnięcia po n i e t u z i n k o w e brzmienie saksofonu to bez wątpienia, bez krztyny zastanowienia, bez mieszania znaczeń i z radością podsunęłabym właśnie ten.Oczywiście mogłabym napisać o Bachu, czy innym Chop!inie albo i nie… Ale dzisiaj wybieram Andyego Shepparda album z  2009  roku, jego poezję i kolor ruchu [Movements In Colour].

Być może nie zapyta nikt. Skąd w tytule wpisu smak. Ów czerwony kwiat. Nie nie, dlatego, że w Biblii  się pojawia jako znak przemijania. Chociaż muzyka to sposób na zemstę ręki śmiertelnej jak pisała Poetka, nad anatomią czasu  (i) rozpaczy. Nie dlatego, że w starożytnym Egipcie zdobiono mumie faraonów w ostatniej z ziemskich wędrówek, ale dlatego, że kojarzy mi się niezmienne z wierszem Czesława Miłosza (zwłaszcza z melancholinią  nut):

Na ziarnku maku stoi mały dom,
Psy szczekają na księżyc makowy
I nigdy jeszcze tym makowym psom,
Że jest świat większy-nie przyszło do głowy.

Ziemia to ziarnko, naprawdę nie więcej,
a inne ziarnka – planety i gwiazdy.
A choć ich będzie chyba sto tysięcy,
domek z ogrodem może stać na każdej.
Wszystko w makówce. Mak rośnie w ogrodzie,
Dzieci biegają i mak się kołysze.
A wieczorami, o księżyca wschodzie
Psy gdzieś szczekają, to głośniej, to ciszej

[Czesław Miłosz. Przypowieść o maku].

Ruch, wszędzie, bo mak nie tylko się kołyszę, ale i rośnie, i domów wielokrotność można spostrzec tylko z oddalenia,od dalenia się, czyli wędrówki,   i psy szczekają to głośniej, to ciszej. Głos, to także ruch. tak jak w nagraniu otwierającym słychać gwizd lokomotywy i kół stukot stu. Znamy motyw przewodni płyty. Wędrówki pamięci, zapominania wymówki, ruchu, ruchu wy[roz]mówki...

*chociaż do surowego słowa nawiązuje [na]dane jej imię.

36 myśli na temat “183.Świętosława i jazz. Wędrówka ku geometrii [s]maku.

      1. Postać historyczna?? Hmm. Kiedyś, w swej bardzo okrojonej wiedzy na ten temat, myślałam, że Hildegarda z Bingen i M. Skłodowska-Curie. Teraz nie zastanawiałam się, ale też moja wiedza jakoś się nie pogłębiła, więc chyba powinnam milczeć. O kobietach w historii mówi się mało i pamiętam, że gdy przeglądałam gdzieś Matejkowy Poczet, musiałam szukać (wieki temu, gdy to jeszcze w bibliotece trzeba było poszukiwać podstawowych informacji), kim była Rycheza (chyba mi wówczas swoją zaradnością w pewien sposób zaimponowała), bo nic o niej nie wspominano. Rety, ale wyciągasz ze mnie zamierzchłości jakieś. 😉

        A z muzyką to u mnie różnie. Nieraz zasłuchuję się w czymś godzinami, a potem długo nie. Jest w tym jazz, bywał rock, poezja śpiewana, muzyka dawna, sporo skandynawskich dźwięków, opery, chillout… Właściwie niemal wszystko poza wszelkim umcumcumcaniem. To, co jest najbardziej popularne, najczęściej jest mi nieznane.

        PS I całkiem lubię Twoją „spacerologię stosowaną” 😉

        PS 2 I dzięki za A. Shepparda, słuchałam któregoś wieczoru. 🙂

        1. Napiszę Ci, w sekrecie (i tak nas nikt nie czyta), że „boję się”, ile jeszcze mamy wspólnego…Nie nie musisz ograniczać się do jednej.
          O Hildegardzie wspominałam nawet, chyba pisząc przy okazji chorału…
          https://5000lib.wordpress.com/2014/12/01/30-nie-taki-choral-jednorodny-jak-go-sluchaja/
          Średniowiecze jest ciekawym okresem, (jak każdy zresztą) odsyłam po cichu, po wielkiemu cichu do wpisu o guziku z pętelką, i nie tylko. ( https://5000lib.wordpress.com/2015/07/12/klasyczne-korepetycje-w-dobrym-tonie-nie-tylko-guzik-z-petelka/ )
          Tak mi się skojarzyło, a propos dalekich podróży muzycznych,
          http://wp.me/p59KuC-bJ
          Niewielu ludzi wie o Saxie, a wielu słucha, chociażby jazzu.
          Może linki są niepotrzebne, wszak jest treści spis,
          https://5000lib.wordpress.com/tresci-spis/ ale…
          PSI. Uważaj, wezmę to na poważnie. 🙂
          PS II. Polecam się:)

            1. U mnie ładnie, robię pięć rzeczy na raz, więc dobrze Cię rozumiem. Bardziej trafnie było by napisać, że wspominałam o Hildegardzie, wszak ona wpisuje się w historię muzyki, zresztą nie tylko. Widzisz… Powiedź mi o swoich upodobaniach, a patrz co się dzieje… ;p Wiem, że ludzie czytający tego bloga korzystają, ze spisu treści, ale czasami wygodniej jest podrzucić tasiemkę (a nóż, ktoś złapie. Byle nie łapał sztućców) Uff… Dobrego dnia!

    1. Dzień dobry.
      Padam dziś ze zmęczenia, dlatego będzie krótko.
      Z chęcią przeczytam Twój tekst.
      Nie wiem, ile masz blogów, na których piszesz. Na jednym z nich ktoś wspominał o muzyce (i to klasycznej!) jako formie sztuki, wiem,nihil novi, ale jakże miło.
      Rzeczywiście Kisiel(ewski) był z wykształcenia muzykiem, chociaż bardziej znany jest ze swoich felietonów.Czytałam bardzo ciekawy wywiad, który dotyczył jego syna (mało kto pamięta duet Marek i Wacek) wiem, że popularną/ beletrystykę książkę popełnił Mariusz Urbanek dot. rodu Kisielewskich. Muzyka powinna być moim zdaniem, przekonywująca, ale fakt, nie przeszkadzać w filmie, tylko nasączać go znaczeniem. Pozdrawiam. :-). I zapraszam.

    1. Jak miło Cię widzieć/ czytać!
      Ad vocem końca i tego co najlepsze- też lubię wiersz Miłosza:-)
      Na Historię bez cenzury zerknę. Postać Świętosławy,Olafa wspomina chociażby Paweł Jasienica. Generalnie historia kobiet jest mało znana.
      Mam dla Ciebie zagadkę, pytanie reflektujesz?

      Albo do kogoś kto chce wziąć jeszcze udział…

      1. Właściwie miałam na myśli cały ostatni rozdział, w który wkomponowałaś wiersz Miłosza. Jejku, zagadki to się boję 😉 Pewnie będzie trudna…
        No tak, kobietom dziejopisarze niespecjalnie się przyglądali, a szkoda…

        1. 🙂
          Hmmm.
          Bo to „ostatni rozdział” skojarzył mi się ze Świętosławą, nie wiedzieć czemu.Zapraszam do czytania i komentowania, ale miał być
          zagadka
          Oto i jest.

          Zagadka:
          Uwaga [pod]chwytliwa!
          Co łączy trzy rzeczy wymienione poniżej:

          a) przeźroczyste szkło
          b) skalę Apgar
          c) wycieraczkę samochodową?

          1. Haha, nic namacalnego. Szybę z wycieraczką jeszcze, ale co do tego ma skala Apgar 😀 Zawsze można się doszukać drugiego czy trzeciego dna: szkło, skala i samochodowa zaczynają się znakiem „s” albo łączy je potrzeba czystego obrazu… najbardziej łączy je to, że teraz będą mi się śnić 😉
            Bardzo [pod]chwytliwa, mnie złapała…

            1. Zagadka jest podchwytlwa, ma drugie dno, a i owszem, może nie szklane… Ale wydaje mi się, że można to tak odczytać- metaforycznie.
              Do trzech razy sztuka…
              Jeszcze dwie propozycje,
              szukaj bliżej.
              Odpowiedź jest bliżej niż myślisz…

              1. Gratuluję. Wszyscy, wszyscy, ale wiedziałam, że szybko Ci pójdzie. To nie prawda, że kobiety są mniej kreatywne, mniejszy mają wpływ bo mają mniejszy udział we władzach chociażby należało by prześledzić drogę edukacyjną kobiet. Nie znaczy też, że są mniej kreatywne, bo więcej wynaleźli mężczyźni, to uwarunkowane jest kulturowo, ale o kobietach HIStoria często milczy… Także o takich jak Świętosława

  1. Świętosława sławy niezbyt świętej sobie przysporzyła. Skutecznie.

    Ale gdy tylko napotkałem w krótkim odstępie wierszowym skojarzenie muzyka filmowa i podróż, to jakoś natychmiast w uszy wskoczyła mi ścieżka dźwiękowa do Spirited Away. Joe Hisaishi potrafi mnie pięknie porwać na swe ścieżki – a „A Road to Somewhere” i tytularnie tu pasuje.

    1. A powiedz mi proszę, w tych okolicznościach przyrody napisz, który z władców i władczyń dysponuje sławą śniętą, znaczy świętą.
      Ścieżki dźwiękowej nie znam.- Nie szłam tą drogą.

        1. No jasne, a co Gandhi wyjątek? Przecież to on kazał burzyć dzieła sztuki (a raczej cenzurować te rozebrane) i to nie była jego najgorsza decyzja…

  2. Moje gramatyczno-skrętne zapędy widać tu się uwidaczniają. Dla mnie często są to dwa w jednym, ale i bez aktywnego działania utrwalanie może trwać. Ale na pewno jest to część jednego i tego samego procesu.

      1. Semantycznie rzecz na czynniki rozbierając, zacieranie to czynność wymagająca czynnego udziału. Ktoś to zacieranie wykonywać musi. A utrwalanie to proces, który aktywności nie wymaga. Owszem, utrwalanie może być aktywne, ale dla mnie i brak czynności przeciwnych zacieraniu oznacza tego zacierania utrwalanie.

        Me rozwinięcie chyba mało rozjaśniające jest.

        1. Rzeczywiście, przy zacieraniu kwestia jest bardziej widoczna, i moim zdaniem, bardziej, jeśli w ogóle o coś chodzi to o pewny rodzaj kierunku, czy wektora, czy intencji, przy zacieraniu np nasuwa się (przynajmniej w języku polskim) konotacja ujemna/ negatywna np. zacierać ślad(y) przestępstwa, a przy utrwalaniu i kontekst intencja, pozytywna i negatywna wchodzi w rachubę: np. utrwalać piękne chwile na zdjęciach. Bardziej skłaniam się ku tej wersji.

          1. O tym aspekcie nie pomyślałem. Zacieranie konotacje rzeczywiście ma negatywne. Zauważyłem jednak, że zapomniałem o pewnym ważnym aspekcie, który mógł wpłynąć na me rzeki myślowe – o zwrotności. Na samym początku pisałem o „zacieraniu” i „utrwalaniu się”. Partykularną partykułę pominąłem, pomieszanie powstało.

Odpowiedz na Qbuś pożera książki Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s