[162+4]. Refleks [i] ja: O tym jak czytamy, albo o slogan_ach! A już na pewno o władzy.

 

The Lady with an Ermine Leonardo da Vinci [źródło zdjęcia].
The Lady with an Ermine, Dama z Gronostajem, Leonardo da Vinci  [źródło zdjęcia] Olej na desce. Muzeum Książąt Czartoryskich w Krakowie.

Dziecięciem będąc nie potrafiłam zrozumieć jaki sens jest wydawania płyt klasycznych.

I nie chodzi o to,

że były to melodię bez słów, lecz o to, że na jednym czarnym krążku zupełnie koło siebie sadza się różnych kompozytorów, albo dzieła jednego jednej ale jakże z odległych „epok”. Potem gdy nabrałam biegłości i w mol i w dur sytuacja nabrała nie tylko kolorów, ale i kształtów, nie wspominając o rumieńcach…

Nie jestem z tych, którzy chmurnie i dumnie wołają Horowitz największym pianistą był! [To ten facet, który napisał muzykę do kreskówki Tom i Jerry]. 😦 / 🙂 Albo pouczają, że każdy wykształcony Polak i Polka powinni znać kanon, poruszać się na przestrzeni epok w SZtuCE. Znaleźć swoje ulubione, wilgotne, zmechacone, nie przetrącone mięsiste miejsca.  Miejsca krytyczne i miejsca styczne. Obszary i inne kolory. Znaki, stwory.

Nie chodzi o to, że mało czytamy, tak ktoś kiedyś gdzieś, np tacy włodarze Biblioteki Narodowej raportują, że mało czytamy. Owszem. Tylko problem analfabetyzmu wtórnego leży zupełnie gdzie indziej, a my jak mantrę powtarzamy, że mało, że jeszcze mniej, czy tu, czy tam, czy ta  czy tamta czytasz.  Oczywiście, że nie wrócimy do czasów, gdy na XIX dworach zapraszano gości i mieszkańców, służbę i wszyscy jak jedna żona lub mąż słuchali czytanej książki. Chociaż, niestety, nie wiadomo, czy tak się nie stanie…

Skupmy się na tych osobach, które nie wstydzą się czcionki i wiedzą jak jej używać, albo tych, dla których owa lekką jest i basta.

Problem polega na tym, że nie nabywa się umiejętności transponowania wiedzy między dziedzinami SZTUKI. Brak synergii, ale nie to jest najgorsze. Nie traktuje  się sztuki w sposób holistyczny. Nie chodzi o to, by żywić się tylko Gérardem Genettem, względnie tym co napisał Michael Foucault... Chodzi o to by móc nie tylko zmóc, ale spacerować z pełną mocą spacerować między dziedzinami sztuki, czytać obrazy, uczestniczyć w kulturze wizualnej, czy ikonalnej, muzycznej… I każdej innej.

Co nam da wiedza, że Bitwa pod Grunwaldem namalowana przez Matejkę nie jest obrazem historycznym, a odnosi się do historiozofii? Co nam  da wiedza o tym co i jak malował  nie boski Bosch? Dlaczego Dama występuje z łasicogronostajem, nie tylko dlatego, by podkreślić jej ciążę, ale wpisać w portret jej curriculum vitae, opowiedzieć jej historie, w taki sposób by urzekła i poprowadziła, ale tylko tych, którzy na to zasługują.  Na początku gdy Czartoryscy nabywali obraz nie była znana tożsamość modelki, a zwierzątko choć nie kanapowe, uważano za element dekoracyjny, naturalny dopiero w wiekach późniejszych sięgając do ksiąg mądrych i zasuszonych dowiedziono, że to zwierzę, choć nie wiadomo, czy to fretka, czy gronostaj, czy łasica w języku greckim  nosi nazwę galée a więc koresponduję z  nazwiskiem Gallerani, można więc odnieść je do personaliów kobiety uwiecznionej na obrazie, ale nie tylko. również przypisać je Ludovicowi Sforzy, którego nazywano nie inaczej jak  Ermellino, czy w końcu zaznaczyć, że był kawalerem  Orderu Gronostaja, nie pisząc już o godle. Taką historię miłosną możemy zdekodować, ze względu, na fakt, że młoda Cecylia, poetka,  była przeznaczona innemu mężczyźnie, a i Lodovic miał poślubić  Beatrice d’Este. Tak więc możemy wyczytać z obrazu nie tylko mariaż, ale przede wszystkim historie. Nie tak rzadko zdarza się, jak we wspomnianej Bitwie pod Grunwaldem, że są zawarte elementy, albo postaci, których na obrazie być nie mogło, nie są to błędy, ale świadoma decyzja malarza. Spacer na orientacje w sztuce pozwala nie tylko złapać dystans, ale dowiedzieć się więcej o świcie i świecie, oczywiście bardziej go komplikuje, implikuje i wzbogaca. Utrudnia.  Nie tylko w naszym postrzeganiu zmienia się świat, można by powiedzieć, a i śmiało napisać, że zachodzi efekt motyla szczególnie na przestrzeni świata.

Nie tylko dlatego, że potrafimy dostrzegać obowiązki sztuki wobec świata. Zedrzeć politurę i partyturę i inną turę oddzielić pewne kwestie, by ujrzeć inne, ważniejsze, dla przykładu: Cecylia, tak, ta uwieczniona ze zwierzątkiem, prowadziła dysputy z uczonymi, znała biegle łacinę,  podobnież sama pisywała wiersze były one niezrównane, ale w tym czasie nie ceniono sztuki tworzonej przez kobiety, takoż nie zadbano o to, by utwory się zachowały, pytanie: dlaczego? Czy jest jaka(ś) sztuka ukryta?  Czy sztuka objaśnia świat? Jeśli tak, to czyj?I na jakie aspekty rzucony jest rekfleks światła?

Jeśli uczymy się w jaki sposób czytać, ale przede wszystkim uczestniczyć w sztuce, nie tylko w dydaktyce, nie jesteśmy skazane i skazani na to, by patrzeć tylko w kierunku, w którym nam każą. Jako odbiorczynie i odbiorcy sztuki nie tylko jesteśmy po tej drugiej stronie, ale aktywny sposób uczestniczenia w tym procesie stawia nas równocześnie po stronie twórczyń i twórców.

Nie zadowalamy się pierwszymi asocjacjami. To jest tak jak z obłaskawianiem obcego języka, nie tylko nie zdajemy się na osobę tłumaczki, czy tłumacza, ale same i sami potrafimy tworzyć, dostrzegać, [de]konstruować zależności, spostrzegać je i zyskujemy moc wpływania, wyboru. Oczywiście, że myślenie boli. Jest niewygodne, dostrzegamy, że świat nie jest sprawiedliwy, nie zawsze przyjaznym miejscem do życia, dzięki temu możemy, jeśli tylko chcemy, wiemy w jaki sposób, czynić go lepszym, znośniejszym, i bardziej przyjaznym, ale też bardziej, pełniej, namiętniej się cieszyć tym, co jest nam dane, tym co musimy niejednokrotnie wziąć. W czasie gdy powstawała Dama, Leonardo tworzył Wieczerzę, (ta Ostatnia wieczerza…) zajmowała go gra światła cienia, tła, a umieszczenie weń postaci, konwencji, jak elementy współpracują i wpływają na siebie. Lekki skręt tułowia i głowy, ku prawej stronie, w wąskim kadrze, z prawej strony pada też więcej światła. Nagłe poruszenie. W zamierzeniu kochanka miała być umieszczona na innym tle, które zostało zamalowane. Tyle, że uczyniono to dokładnie, można dostrzec luki, prześwitują to grafit, to błękit.  Stracił więc na tym obraz, koncepcja też stała się niejasna,dziewczyna uwięziona,  by wydobyć go poprawiono detale. Gronostaj albo łasica, albo… ? No właśnie, nie wiadomo, raz szala przechyla się na jedną, raz na drugą stronę. Wiadomo, że zwierzę było symbolem macierzyńskiej miłości, ale także fakt, że nie cierpiało brudu, tak więc takie cechy można przypisać kochankom, pierwszą młodej Cecylii, drugą Ludovicowi.

Nasza kultura opiera się na nadmiarze, nadprodukcji, w związku z czym nasze doświadczenie zmysłowe stopniowo coraz bardziej traci na wyrazistości. Warunki współczesnego życia (…) osłabiają naszą zdolność odczuwania.

Tak pisała w 1964 roku w  jednym  w swoich esejach Susan Sontag, pisała również o tym, że jedna sprawa to widzieć więcej, i wiedzieć więcej ,a druga całkiem odmienna, to odsunąć tę wiedzę i zobaczyć dzieło w postaci czystej. Nie wiem, jednak czy takowa forma istnieje, może istnieć gdyż Sztuka nie istnieje w próżni, a jej wytorom nadawane są a priori powinności, które musi, może, nie powinna, nie może spełnić. O tym w jakim przyszło nam żyć świecie, na co wyrażamy zgodę, a na co nie możemy takiej udzielić, kto jest dopuszczany do tworzenia sztuki, i jakie wizerunki grup społecznych są utrwalane i przekazywane. Dlaczego została powołana do życia, (sic!) funkcja mecenatu? Dlatego by wpływać, kształtować gust, przekazywać treści, zarządzać strachem i wiedzą. Utrzymywać status quo. Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to na pewno chodzi o… Władzę. O dyskursy, o mechanizmy, o znaczenia… I tak będzie, niezależnie od tego, co postanowimy i jak czytać, oglądać, słuchać. Wybór należy do nas. Nie, nie jest łatwy, nie jest przyjemny, choć bywa. Wiedza nie oznacza wszakże obdarcie z piękna, ale może oznaczać, ni mniej ni więcej, że to co uważaliśmy za piękne (wzniosłe, prawdziwe) takim  już nie będzie. Taka jest cena wiedzy i władzy. Wysoka.

Susan Sontag, Przeciw interpretacji [w]: Przeciw interpretacji i inne eseje,  Wydawnictwo Karakter, Kraków 2012, s. 25.

30 myśli na temat “[162+4]. Refleks [i] ja: O tym jak czytamy, albo o slogan_ach! A już na pewno o władzy.

      1. „Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to na pewno chodzi o… Władzę. ” że tak skrócę Twoją wypowiedź w odniesieniu do sztuki.
        A dalej to wnioski. Co interesuje władzę? Najszersze pole działania. Zatem tego powinniśmy unikać. Może i niesie jakąś wartość, ale chyba szkoda energii na rozpatrywanie co wartością a co manipulacją 🙂

        1. Moje zdanie, moim zdaniem.
          Nie wypieram się, no bo czemuż?
          Z chęcią porozmawiałabym/ popisałabym z Tobą właśnie o tym aspekcie, który Cię zatrzymał.
          Ciekawe dlaczego myślisz,że szkoda czasu na rozpatrywanie co jest wartością, a co manipulacją?
          I ciekawe jest jeszcze jedno, że właśnie na te dwa aspekty zwróciłeś uwagę: na manipulację i na wartości. Nie ujęłam tego w ten sposób, dlatego tym bardziej z chęcią przeczytam, co o tym myślisz. Co uznajesz za manipulację, a co za wartości?

          1. No właśnie to nie jest takie proste jak byś chciała przeczytać. Coś Ci się może podobać i możesz uznać to za wartościowe, ale odgadnięcie czy nie jest to manipulacją wymaga już sporego wysiłku. Teoretycznie wszystko może być wartościowe bo ze wszystkiego możemy wyciągnąć jakieś wnioski bardziej górnolotne lub mniej. Natomiast żeby stwierdzić czy te nasze wnioski nie są wnioskami podrzuconymi przez „władzę” musimy wiedzieć cóż takiego akurat „władza” ma na celu. A tego możemy się tylko domyślać, gdyż jak dobrze wnioskujesz ujawnienie celu paliło by plan na panewce. I ponieważ nie możemy mieć pewności uważam że szkoda czasu na rozróżnianie.

            1. Hmmm,
              Nasuwa mi się kilka wniosków/ refleksji/zapytań to po może po kolei je wypiszę
              1. Ciekawi mnie jak już piałam owe przeciwstawienie manipulacji i wartości jak je nazwałeś. Czy osiąganie celów jakie sobie wyznaczyła władza według Ciebie jest manipulacją? I o jakich wartościach i ich sposobie/sposobach urzeczywistnienia w sztuce mówisz?
              Dlaczego skazujesz, albo wskazujesz nas na domysły wobec władzy?
              Przecież są takie obrazy jak Śmierć Marata, gdzie możemy zdekodować zidentyfikować postać, znamy kontekst, tak jak wielu innych obrazów, i symboli na obrazach- jeśli zadamy sobie trud poznawania, krytycznego czytania, oglądania i dyskutowania, ogólnie: d z i a ł a n i a tak samodzielnego jak i w różnych innych sytuacjach. Dopiero bez tej wiedzy jesteśmy bezbronne i bezbronni, a więc to nie budowanie na niepewności, a odrzucenie jej [własnym] działaniem/poznaniem. Jeśli potrafimy zdekodować obraz, sztukę, inne dzieło to „nasz plan nie spali na panewce” jak piszesz.
              Próbuję zrozumieć to co piszesz, ale na razie (przynajmniej) nie jestem przekonana do tego. Oczywiście możemy się mylić w naszych przeświadczeniach, czy (o)sądach, ale przecież nabywanie wiedzy, a zwłaszcza zdobywanie jej w sposób krytyczny, to proces, więc jeśli jesteśmy odważni/ odważne wobec własnego poznania i nabywania wiedzy plan się powiedzie.
              2.Dlaczego mnie Twój argument nie przekonuje? Jego przyjęcie oznaczało by bezbronność wobec sztuki głównego nurtu. Zgoda, możemy być początkowo nieporadni, błądzić, dziecko nie od razu nauczy się chodzić, o bieganiu nie wspomnę, a w maratonach też nie uczestniczy.
              3. Uczestniczmy w Kulturze i Sztuce, czy nam się to podoba, czy nie.Nawet (a może w szczegółowości wtedy?) gdy zachowujemy się wobec niej w sposób bierny.
              4. Możemy być bierni, możemy być leniwi/leniwe ale wtedy to skazujemy się na porażkę.
              Wydaje mi się, że punkt ciężkości nie leży w strachu przed nieodgadnięciem, albo niemożność zdekodowania interesów władzy, ale np we własnym wysiłku, i tym, gdzie owa praca nas zaprowadzić może…

            2. 1. Śmierć Marata to raczej nie mainstream :), uogólniam sztukę, władza manipuluje by osiągnąć cel nie zgodny z naszym – inaczej nie musiałaby manipulować, istnienie władzy manipulującej sztuką zaczerpnąłem z Twojego wpisu,
              2. Zakładasz istnienie sztuki głównego nurtu jako jedynej. A bezbronni nie jesteśmy, po prostu to sporo pracy.
              3. Zgadzam się.
              4. Teraz ja proszę o rozwinięcie 🙂

              1. 1.Oczywiście, że Śmierć Marata to raczej nie mainstream. To raczej przykład, przykład na to, że można czytać i rozumieć Sztukę, że nie jest ona, przynajmniej nie zawsze. Choć rozumiem, że człowiek czuje się pewniej w tej dawnej (bardzo dawnej lub nie) niż współczesnej, gdzie wszystko jest gorrącowrzące. Ale to sztuka wysoka.
                Jeśli zaś chodzi o przykład, masz rację nie jest on do końca adekwatny jeśli odniesiemy ją do popkultury. Dlaczego piszę, że nie do końca, a bo myślę sobie, że w jakiś sposób koresponduje, np. w popowych teledyskach zdumiewająco często są ujęcia fortepianu, nawet jeśli się na nich nie gra, ale to przecież nawiązanie do luksusu, oczywiście, rodzaj fortepianu też ma znaczenie.
                Chcę przez to napisać, że popkultura może np przez zaprzeczenie, albo przez dążenie do (wrażenia) luksusu odnosić się do sztuki wysokiej.Inny przykład, bardziej czytelny, np reakcje na literaturę dla dzieci i młodzieży nie nie chodzi mi o sagę o Harrym Potterze, (choć pisarstwo Rowling też się weń wpisuję) ale aby odejść od tego przykładu proponuję np opowieść o Pipi. I dyskusje toczące się wokół tejże postaci.

                2.Piszesz, że wspominam o manipulacji. Nie odczytuj proszę tego co teraz napiszę jako czepianie się słów, tylko jako ciekawość. Nie użyłam nigdzie słowa „manipulacja” (przeczytałam wpis przed chwilą :)), a więc nie mogłeś zaczerpnąć go z mojego wpisu, ale to ciekawe, że zwróciłeś uwagę na ten aspekt sprawy uwagę. (Nie przeczę, że istnieje manipulacja jako zjawisko). Dlaczego zwracam uwagę na ten fakt, zapytuję Ciebie
                3. Czy każdy wpływ jest manipulacją? (A że zwróciłeś na ten aspekt uwagę, to tym bardziej).

                4. Nie zakładam istnienie sztuki głównego nurtu jako jedynej. Skąd ten wniosek?
                5. Właśnie pisałam o tym, że to sporo pracy. Życie to generalnie sporo pracy…
                Ale sporo pracy jest także przy brukowaniu ulic, przy przygotowaniu posiłków, przy każdej pracy fizycznej, (nie neguje jej wartości), ale chodzi o to, że zdobywając rzetelnie, a nie wybiórczo wiedzę, „narażamy” się na zaistnienie zmiany. Zmiany, która nie pozostanie bez wpływu na nasze życie, podchodzenie, rozumienie środowiska, i emocjami, które mogą być dla nas trudne, nieznane, niewygodne (nie ma złych i dobrych emocji). Nie chodzi zatem, że zdobywanie wiedzy o świecie (sztuki także) ale o ów proces. Możemy zasłaniać się pracą, brakiem czasu, Oto rozwinięcie podpunktu 4.

      1. Asiu, Witaj na blogu! Dobrego czytania i komentowania.
        O no nie wiem…Ważny aspekt poruszyłaś! Modnie jest nie przyznawać się i gardzić, ale pozostaje aspekt odniesień i interakcji pomiędzy sztuką wysoką, a popkulturą, to po pierwsze,po wtóre- jest kwestia taka, czy jeśli choć trochę się znamy popkultura jest dla nas atrakcyjna, pobudzająca, nawet nie chodzi o to, żeby operować okrągłymi znaniami, wiedza o Pompejach np, że wypiekano okrągły chleb,tak by móc go łamać w trójkąty, więc go nie krajano. Nie używano zatem sztućców, tak więc jadano rękami, można wysnuwać dalej wnioski. Kiepski przykład, ale niech będzie coś bliższego. Jeśli zatem atrakcyjny jest dla mnie powiedzmy Harry Potter, albo wspomiana Pipi należą do popkultury, fantastycznie wgryźć się to w to, w jaki sposób można budować stwarzać bohaterki i bohaterów, ale także (w obu powieściach) albo Harry Potter i Śmierć, a kultura wszelaka to też temat… Pytanie następujące jeśli jesteśmy choć trochę znającymi się na sztuce to jakie zadania, wymagania, widzimy w sztuce to jedno, drugie: jeśli widzimy ukryte mechanizmy to, wiedza ta staje się dla nas niewygodna np. Pipi a wychowanie dzieci w Szwecji i Danii w czasach Astrid. 🙂 Pozdrawiam 🙂 I zapraszam do dyskusji, oczywiście.

    1. A właśnie! Dzięki za komentarz! Widziałaś kiedyś Króla, który byłby zarazem b i e d n y i wpływowy? 🙂 Jedno z drugim ma wiele wspólnego. Pieniądze są środkiem. Zazwyczaj kto dysponuje pieniędzmi ten dysponuję władzą.Ale ta to coś więcej niż dysponowanie środkami płatniczymi. 🙂

  1. Tak, sztuka to interakcja, jesteśmy nie tylko odbiorcami, ale i twórcami w ten sposób, że patrząc na coś nadajemy temu własny rys, własną wrażliwość, własne emocje. Tak samo z czytaniem – to zwsze jest gra miedzy autorem a czytelnikiem. Zresztą sztuka jest wszędzie, czasem nie nazwana, czasem niszowa, nie każdy z każdym rodzajem sztuki współgra i nie każdy, kto coś tworzy uważa się za artystę, bo artysta to główny nurt. I Sztuka to też główny nurt. Ale tak naprawdę artysta kryje się w każdym z nas. I sztuką jest wszystko, co tworzymy z uwagą, emocją i sercem. Chyba nawet coś kiedyś na ten temat napisałam;-)
    Nie wiem, czy to na temat (bo przyznam się, że ja za Tobą bardzo nie nadążam), ale może to jest to, o czym właśnie piszę, ta interakcja między twórcą, a odbiorcą:-)

    1. Otóż to, nie tylko chodzi, o bardzo ważny aspekt o którym piszesz, budowaniu na własnym doświadczeniu, ale także na wiedzy. Doskonale to widać w gdy posłużymy się przykłądem sztuk wizualnych współcześnie tworzonych. Bardzo często jest tak, że ludzie przypisują moc skandalu, albo widzą skandal tam, gdzie go nie ma, gdy znika jeśli się czegoś o tym dowiemy. Sztuka współczesna może być trudniejsza w odbiorze, także ze względu na fakt edukacji i jej braku.
      Tak, sztuka wydarza się (po)między, czyli jest rodzajem patrzenia, stworzenie następuje tak u odbiorczyni/ odbiorcy jak i u twórczyni/ twórcy/ Przy czym granice i role są płynne. Bliskie są mi skojarzenia muzyczne, i sytuacja koncertu.
      I jeszcze jedno. Piszesz o bardzo ważnym aspekcie.O tym mianowicie, że akrys[t]ka, kryje się w każdej/ każdym z nas.
      I nie przeczę temu, zgadzam się. I pojawiło się pytanie, mianowicie jeśli tak się dzieje, że każdy/ każda z nas to akrtyst[k]ą, i Sztuka jest obecna wszędzie,to jaką rangę ma Tworzenie Sztuki i co jest Dziełem Sztuki?
      Nie wiem dlaczego sądzisz, że nie nadążasz? Piszę w sposób niezrozumiały?

      1. Nie wiem, czy niezrozumialy, nie potrafię tego ocenić, bo właśnie… nie nadążam;-) Bo może brakuje mi wiedzy/błyskotliwości/lotności umysłu/zgrania z Twoim przekazem, by docenić/zrozumieć wszystko o czym piszesz. Czuję, że dużo się u Ciebie dzieje, ale do mnie, mam wrażenie, trafia zaledwie część z tego;-). Ale na pewno coś trafia, dowodem jest odbicie, czyli moje refleksje po Twoim tekście.

        Postawiłaś pytania ” jaką rangę ma Tworzenie Sztuki i co jest Dziełem Sztuki?” Nie wiem, czy jest na to zadowalająca odpowiedź. Znawcy, koneserzy mają swoją, ja mam swoją… Obrazy Vag Gogha są dziś Sztuką, ale gdy powstawały, nikt prócz autora tego nie dostrzegał. Dlaczego? Przecież nie wyglądały inaczej. Co sprawiło, że w pewnym momencie stały się Sztuką? A może sztuką były zawsze, tylko Opiniotwórcy byli inni? Czyli jeśli Sztuka zależy od Opiniotwórców, to wyeliminujmy ich i wsłuchajmy się w siebie. Nie jestem pewna, czy istnieje Sztuka Uniwersalna, dla mnie wszystko ma wymiar subiektywny;-)

        1. Miło jest czytać takie słowa.
          Dziękuję. Myślę, że kwestia szacunku do Czytelniczek i Czytelników. Trzymać poziom, nawet gdy się nie trzyma pionu (bo przyjmuje się różne perspektywy… :”A ja leżę i leżę i leżę i nikomu nie ufam, i nikomu nie wierzę” :)).
          Nie byłabym taka surowa dla Siebie, każdy weźmie tyle ile potrafi, ile będzie chciał potrafić, może będzie to iskra? 🙂
          Nie wiem, czy jest odpowiedź jedna na pytanie. A nawet jeśli, to nie wiem, czy zawsze jest to odpowiedź aktualna.
          Z Van Goghiem nie jest do końca tak, na początku chciał zostać księdzem, nawet dostał probostwo w bardzo nędznych dzielnicach sam chciał zostać tam wysłany, rozdawał ludziom wszystko co mógł. Został odesłany jako najbardziej nadgorliwy kaznodzieja, co nie podobało się jego zwierzchnikom, ale nie na rękę, kolokwializując, było też to, że był bardzo szczery, tak w stosunku do swoich braci w wierze (wskazując na ich styl życia) tak też zdarzało mu się mówić, nie mam dla Was pocieszenia, do tych co przyszli utrudzeni klęskami urodzaju, nędzą i ciężką pracą.
          Wokół Vincenta krąży wiele mitów, mówi się, że zmarł w biedzie (prawdopodobnie popełniając samobójstwo), ale już rzadko wspomina się o tym, że w czasach gdy był marszandem, bardzo często o dr a d z a ł ludziom kupno szkiców, czy obrazów, z tego powodu (cóż się dziwić) został zwolniony. Myślę, że patrząc z perspektywy jakie życie (osoby biednej z wyboru) prowadził można się chociażby zastanawiać (jeśli nie być pewnym) czy chciał być bogatym twórcą.
          Ale oczywiście utwierdzić w (pop)kulturze mit, że artysta genialny to niezrozumiany za życia, biedny, wykluczony, ale z niesamowitą optyką, która dostrzeżona będzie dopiero po śmierci. Zresztą, do końca nie wiadomo, czy samodzielnie rozstał się z życiem, są głosy, i to dosyć liczne, że został zamordowany… Ale nie o tym…
          Z niedostrzeganiem, jest trochę prawdy, bo i Vermeerowi nadano znaczenie (takie jak ma dzisiaj) dopiero po jego śmierci. Chociaż pisanie, że był niezrozumiany za życia jest na wyrost. Na przykład Caravaggio miał całe rzesze naśladowców, Rubens bardzo dbał o marketing tak samo zresztą jak Rembrandt tutaj odsyłam do wpisu, który porusza ów fenomen Lekcji anatomii, to w jaki sposób medycy zostali przedstawieni, a jak ofiara, jaka księga leży otwarta w prawym dolnym rogu, komentarz i tak jest przydługi dlatego pozwolisz, że odeślę do wpisu: http://wp.me/p59KuC-rL
          Oczywiście, rozumiem co chcesz powiedzieć, nie chodzi o nazwiska i imiona malarek (którzy bardzo często/ zawsze ze sobą konkurowali,tworzyli frakcje, rywalizowali o stanowiska i rząd dusz). Co jest sztuką, a co nią nie jest?
          Sztuka jako taka jest wpisana w konkretny czas, duch epoki, a raczej może środki, których używanie bądź nie tworzy sztukę, z drugiej strony zależy od odbiorców i odbiorczyń, pisząc to mam na myśli właśnie sposób tworzenia. W pewnym okresie czasu zaprzestano malowania obrazów,które wymagały by od odbiorców i odbiorczyń sztuki biegłości w uczonych księgach na rzecz stosowania prostej alegorii.
          Co jest sztuką, a co nie jest, także zależy w b. dużej mierze od tego co „proponuje” władza. Stąd np istnienie indeksu ksiąg zakazanych.
          Także jestem zdania, że nie wiem, czy istnieje Sztuka Uniwersalna, bo co to znaczy, że Sztuka jest Uniwersalna? I gdyby taka była, to czy nadal była by sztuką? Ot, ciekawe, popatrz proszę (mam nadzieję, że jeszcze czytasz ten komentarz:) )
          Mówi się, o sztuce użytkowej. Otóż mówiąc np „dizajn” jest sztuką! Chwytliwe i m a r k et i n g o w o u ż u t e c z n e, taka ot pułapka, w którą wszyscy (uwaga uogólnienie) się złapaliśmy. Bo czy nie lepiej użyć słowa wzornictwo? Lubimy otaczać się pięknymi przedmiotami. Wolimy świeże i pachnące niż zbutwiałe i brudne (z reguły). No oczywiście, że istnieją wyjątki, gdy np coś ma wartość to przecież nie będziemy się przejmować, że jest umorusane…

          Dlaczego wymyślano design? A no czy nie dlatego, by więcej kupować? Życie produktu jest za zwyczaj dłuższe niż chęć zarobku. Dlaczego wymyślono modę? O właśnie. Albo modę na minimalizm? Nie twierdzę, że to zjawisko nie ma dobrych stron, chodzi o to by dostrzec wszystkie aspekty, a nie tylko te jawne, ale nie doszukiwać się czegoś czego nie ma, nie będzie i być nie może. A to już bardzo trudne.

          1. O Van Goghu wiem, bo czytałam jego biografię, dlatego właśnie jego przykład podałam. Kossak też był Artystą i tworzył Sztukę, ale jego twórczość (tak jak i jego ojca) uznana była za Sztukę już za jego życia. Więc dalej mam wątpliwości co do tego, czy ktoś powinien kreować opinię co jest Sztuką, a co nie. A dokładniej czy musimy je przyjmować. Zazwyczaj przyjmujemy, bo taka nasza natura – wierzymy autorytetom. Ale czy nie jesteśmy przy tym jak poddani nagiego króla podziwiający jego nowe szaty?
            Sztuka (przez duże, czy małe „s”), albo trafia, albo nie trafia, albo coś porusza, albo nie i za tym głosem idę. Nie lubię kategorycznych opinii. „Słowacki zachwyca, bo wielkim poetą był”. Zawsze się przed tym buntowałam. I nie chodzi o to, by umniejszać to, co Opiniotwórcy wywyższają. Chodzi o to, by słuchać siebie i żeby być szczerym wobec własnych odczuć.
            Choć oczywiście my (nasze emocje, sympatie, wrażliwość) też są zależne od okoliczności w jakich żyjemy, od tego, co nas otacza, od wykształcenia… Jeśli Sztuka ma coś poruszyć, to to COŚ musimy mieć najpierw w środku….
            Nie czuję się przygotowana do takich dyskusji. Piszę o Sztuce, a tak naprawdę mam na myśli tylko książki, które czytam oraz filmy i zdjęcia, które oglądam…

            1. Niektórzy Twórcy i niektóre Twórczynie wpisują się w czas epoki, i jej potrzeby, wrażliwości i zostają zaakceptowani, niektórzy tak jak „W wejście przez sklep z pamiątkami” wiedzą jak się wypromować.
              Chciałabym się zatrzymać przy Twoim zdaniu:
              „A dokładniej czy musimy je przyjmować. Zazwyczaj przyjmujemy, bo taka nasza natura – wierzymy autorytetom”. Otóż nie, nie musimy, ale nie jest w naszej naturze zawierzenie autorytetom. W taki sposób zostałyśmy i zostaliśmy wychowane, taki był model socjalizacji, a nie nasza natura. Kiedyś czytałam taką książkę, nie pamiętam tytułu, w której Beata Łaciak podjęła się analizy szkoły jako jako środowiska w którym kształtuje się podległość wobec nauczycielek i nauczycieli. Zwracała uwagę nie tylko na kształtowanie zachowań małych dzieci, ułożenie w rzędy, a potem wychodzenie z klasy, ale także na u s y t u o w a n i e w p r z e s t r z e n i to jest np ułożenie ławek w rzędach i pozycja katedry nauczyciela. Takich przykładów niby niepozornych jest wiele. (Nie wspomnę tu o dawnym budowaniu kościołów). Nie chodzi mi o sytuację, w której czujemy się niepewnie i wszędzie wietrzymy spisek. Nie.
              W moim osobistym przekonaniu, który nie musi być częścią Twojego świata- ale też nie piszę, że tak nie jest, chodzi o to by być wymagającą przede wszystkim wobec Siebie. Bywa, często, że jest to bolesny, ale na szczęście nie tylko bolesny proces.
              Także daje satysfakcje. I to w sposób, albo niemal, albo wręcz natychmiastowy.
              Piszesz, że nie czujesz się przygotowana do takich dyskusji, ale przecież można się zacząć przygotowywać, uczestnicząc w nich nabiera się kompetencji. Oczywiście wielbłądzi się i błądzi.
              To jedna kwestia.
              Piszesz, że sztuka coś porusza, coś mówi,ok zgodzę się. Zastanawia mnie tylko jedno idąc (sic!) za tą metaforą. Jeśli spotykamy sztukę, czy Sztukę i ona do nas mówi, ale my nie jesteśmy przygotowani i przygotowane do jej odbioru? To co się dzieje, nawet gdyby była największa nie zrozumiemy jej. To tak jak z człowiekiem, który zwraca się do nas w nieznanym narzeczu, możemy uznać, że jest obcokrajowczynią/ obcokrajowcem, albo uznać, że jest psychicznie chorą osobą, którą trzeba odizolować (gdy np towarzyszy temu niezrozumiane przez nas zachowanie), a co jeśli mamy władzę by tego człowieka odseparować? Tak, sztuki można nie zrozumieć. Nie podzielać spojrzenia Artyst[k]_y/i i nic się nie stanie jeśli nie zachwyci nas „Początek świata”, ale co jeśli transponujemy swoje wizje dotyczące świata na ludzi, a przecież to robimy? Co jeśli temu towarzyszy moc decydowania i władza?
              Mówisz, i ja tego nie neguję, by kierować się własnym (nazwijmy to umownie) gustem, choć nie jest to właściwe słowo, ale nie o to chodzi, w moim odczuciu, że się pomylę i uznam coś za sztukę, co nią nie jest, tylko to, żeby zdać sobie sprawę, że to, co nazywamy własnym gustem, nim nie jest, piszesz, że z o s t a ł o u k s z t a ł t o w a n e, właśnie chociażby przez krąg kulturowy,rodzinę, nie tylko czas historyczny, ale przede wszystkim właśnie przez system nawyków w rodzinie pochodzenia, i jeśli zaniedbamy trudu własnego samokształcenia, nigdy nie będziemy mieć szansy dowiedzieć się Kim jesteśmy i kim chcemy być naprawdę. Nie chodzi o to, by droga edukacji była drogą negacji tego co zastane, nauczone i wytworzone, chodzi o mnogość perspektyw, ową umiejętność czytania, i umiejętność wytworzenia synergii. Poruszania się. Ruch wiąże się ze zmianą perspektywy. Piszę o ruchu, a nie o popychaniu, to drugie czyni z nas osoby bierne. Przekonałam się, że jeśli zacznę od siebie wymagać, ale też uczyć w taki sposób by m ą d r z e od siebie wymagać, to oczywiście są momenty niekonfortowe, ale jest przy tym mnóstwo frajdy i mój krąg percepcji się poszerza, to trochę tak jak z jedzeniem w restauracji, jeśli nie spróbuję, nie dowiem się co i w jakiej konfiguracji mi smakuje, tyle że degustowanie dań w lokalu nie wiąże się ze zmianą światopoglądu, a jest tak, że często ucząc (się) zmieniamy i światopogląd i światopodgląd. I ta zmiana jakościowa może budzić strach.
              I jeszcze jedno, czy książki filmy, zdjęcia nie są wytworem kultury?

  2. Skończyło się drzewko komentarzy i nie mogę Ci odpowiedzieć pod Twoim wpisem, ale doskonale opisałaś to, o czym właśnie myślę:). Z takimi tematami problem jest taki, że im głębiej w las, tym więcej drzew (to zresztą stały problem w moich rozmyślaniach;-)). W krótkich słowach komentarza trudno jest podążyć wszystkimi ścieżkami i objaśnić wszelkie napotkane wyboje…
    Oczywiście, należy od siebie wymagać, należy się dokształcać, należy przemyśliwiać… Sztuka pozostaje sztuką, nawet jeśli do nas nie przemawia. Może przemawia do kogoś innego. Czasem nie przemawia nie dlatego, że jesteśmy za głupi by ją zrozumieć, czasem prezentuje po prostu inny poziom wrażliwości.
    Co do wiary autorytetom, na pewno jest to po części efekt socjalizacji. Ale wg R. Dawkinsa (ewolucjonisty) jest to też mechanizm ewolucyjny, który pozwala nam przetrwać (dzięki słuchaniu straszych można uniknąć niebezpieczeństwa) więc w pewnym zakresie jest to element naszej natury:-).

    1. 1. Komentarze są zagnieżdżone krótko, bo potem się rozjeżdżają, wspominałam o tym, we wstępie… Tak to jest, że nie wszystko można sobie ustawić, tak jakby się chciało. Dlatego też trzeba być uważną by nie przegapić, czy odpowiedź nie stanowi nowego wątku.
      Można napisać dłuższy komentarz, i to nie jeden, chociaż rozumiem, taki urok bloga.
      2. Wspominasz o ciekawym aspekcie, jeśli zatem, jak piszesz, sztuka nie do wszystkich przemawia, z różnych względów, to czy(m) jest kicz, i co nie jest sztuką? Bo czy nie łatwo zarzucić komuś: nie znasz się, nie rozumiesz (mojej) w domyśle Wielkiej Sztuki? Albo czym jest sztuka? I czy zawsze _musi_ być zrozumiana? Po co komu nie zrozumiana Sztuka?
      I, w końcu, gdzie przebiega granica. Ta co stanowi o sztuczce, sztuce (mięsa) i Sztuce. (piszę to mając na myśli tzw. mechanizmy społeczne, prądy etc).
      3. Ad vocem przywołanego Dawkinsa,
      3a)Nie przeczę jego słowom, musiałabym sobie poczytać w szerszym kontekście.
      Wiesz, co mnie zastanawia najbardziej, ów punkt
      ewolucja ewolucją, wystarczy zaobserwować naczelne, małpy, albo i nie, wszystkie zwierzęta żyjące w grupie, np delfiny w jaki sposób one żyją, i badając zależności i sposób socjalizacji nie przekładać swojej wiedzy o społeczeństwie (nie chodzi tylko o światopogląd) ale o mechanizmy na świat zwierząt (nie wiem, czy jasno się wyraziłam?) przecież delfiny niektóre zachowania mają tylko służą ich zaspokajaniu przyjemności.
      Ale nie o tym miało być.
      3b.Piszesz o tym, że ewolucyjnie jesteśmy wyposażone i wyposażeni w mechanizm, który nam pozwala uniknąć niebezpieczeństwa.
      Tyle, że nie jestem pewna (nie neguję, nie potwierdzam, ale się zastanawiam), czy jest to rzeczywiście ewolucyjne, czy wynika z performatywności gestów (socjalizacji) a może jest jeszcze jakieś inne- trzecie wyjście?
      Często tak mam, nie jestem za ujęciem sprawy w dychotomicznym ujęciu, biegunowym.
      Zazwyczaj takie kwestie są skompilowane, co nie jest oczywiście próbą ucięcia dyskusji na ten temat. Wręcz przeciwnie! 🙂
      Pozdrawiam, 🙂

      1. Zadajesz pytania na które długo można by odpowiadać, a i tak odpowiedzi nie będą pełne, ani tym bardziej ostateczne. Rozumiem, że to zaproszenie do dyskusji, ale prowadzenie jej na jakim takim poziomie, w międzyczasie, jest szalenie trudne;-).
        Wiem co znaczą słowa kicz i sztuka, ale nie mam tyle tupetu, by wrzucać czyjąś twórczość do jednego lub drugiego worka. Kategoryczne opinie zawsze budzą we mnie sprzeciw. Ale zawsze mogę opisać swoje wrażenia, co czuję, gdy z jakąś twórczością obcuję:-). A czucie i rozumienie nie zawsze chadza parą, w moim przypadku nawet rzadko i często zdarza mi się czuć, ale zupełnie nie rozumieć;-).

        1. Nie wiem, czy odpowiedzi mogą być pełne, albo czy wszechobejmujące, no tego to bym się jednak „bała”. Na szczęście do dyskusji można wrócić w czasie mniej zajętym. Tak to już jest, że jedno pytanie, prowadzi do drugiego…

  3. Rozumienie i odczuwanie sztuk(i) mogą istnieć razem lub niezależnie. I nie sądzę, by któreś było lepsze i mogło się wywyższać. Tak mi się jakoś pomyślało – trochę na temat, trochę nie – gdy czytałam Twój wpis.

    1. To trochę tak jak sposoby uczenia się nowych umiejętności, uczymy się w różny (ale równy) sposób/ sposoby. Tyle, że pytanie się nasuwa. Co jest Sztuką, a co tylko sztuczką… Bo np czy Sztuką jest kicz, który mnie zachwyca? Z tym pytaniem Cię zostawiam… 😉

  4. Ciekawe te słowa Susan Sontag. Teorie psychologiczne mówią o tym, że schorzenia związane z tą człowieczą sferą związane są właśnie z niedoborami lub nadmiarami. Z tego by wychodziło, że kultura cierpi na szaleństwo. Pojawia się jednak pytanie – czy to kultura współczesna czy też w ogóle?

    1. Zaraz, zaraz (i nie chodzi o duuużą) bakterię.
      Ani baterię.
      Proszę nie wyjeżdżać mi tu z Freudem, to nie nauka (nie można jej podważyć, ani przyjąć w sposób naukowy). Zresztą jego samego trzeba by było przebadać. I to nie jest inwektywa. Jako dziecko był poniżany przez rówieśników, z racji żydowskiego pochodzenia, jako młodzieniec niepewny siebie, otaczał się kobietami, dzięki którym awansował w hierarchii społecznej (ciekawa książka „Freud i kobiety”) otaczał się nimi dopóki mógł je wykorzystać (przykład Helena Deutsch) póki go wielbiły.

      1. Ależ, ależ – Freud już dawno jest passe. Akurat ten wycinek wiedzy swej czerpałem z fascynującego „Mężczyzny, który pomylił żonę z kapeluszem”. Polecam mocno. Choć kapelusz z wrażenia spaść może z głowy.

        1. Najczęściej właśnie kojarzy się właśnie z panem na F. zwłaszcza w kontekście kultury.
          Tak, mam tę lekturę w planach, ale tych daleeekich (nie wszystko można na raz przeczytać) może powinnam powiedzieć, mam w planach inną książkę tego autora. Nie bez kozery mówi się, że najlepiej sprzedają się Ci umarli (najwięcej zarabiają).

Odpowiedz na Asia | Byłem tu. Tony Halik. Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s