181.A tak, [po]_prostu.

Są takie przekonania,które mają podnieść coś do rangi Sztuki, koniecznie tej, pisanej, tworzonej, rozumianej i degustowanej przez Wielkie SZTU. Nie tyle uczynić ją większą, wspanialszą, i określaną przez Wielkie Kwantyfikatory ile same odbiorczynie i odbiorców też naznaczyć. Włączyć do grona osób Wtajemniczonych. Na przykład skomplikowanie. Komplikowanie, gmatwanie. To jest piękne, ba nie tylko piękne, pożądane, takie heideggerowskie. Na przykład Majewski! Tfu, na przykład — jazz. Takim przykładem jest.

Modnie jest słuchać ościzawił,  im bardziej tam bardziej tym bardziej im zagmatwanie ważniejszym, taki Fibonacci w muzyce to zabawa dla przedszkolaków! Widzieć i wiedzieć, więcej choćby nic tam nie było, nic nie smakowało to jednak ważne i  ważkie.

W muzyce, z mojej perspektywy, chodzi przede wszystkim o to by w niej uczestniczyć. Bez wielkich słów, niezależnie od tego po której ze stron, którą perspektywę słuchaczki, czy twórczyni wybierzemy. Zwłaszcza, że zawsze łączymy te dwie perspektywy, niezależnie czy zdajemy sobie z tego sprawę, czy nie.

Ludzie, czyli my.  Lubimy nowe. Nowe i stare. Łączenie i tworzenie porządków. Zdań i za[_]dań. Daty, którym przypisujemy szczególną moc, tą, która każe nam zacząć od nowa. Odnowa. I to, co już znamy. Z tym, czego nie zdążyliśmy i nie zdążyłyśmy obłaskawić. Pogłaskać, poznać, a często i nazwać.

Miało być o muzyce. I będzie.

I jest.

Co środnik. Tfu, co środek, Hmmm, co środę. Uff! Począwszy od 23 września.

Bez podziału  i przedziału na style i gatunki. Nie tylko o albumach. Gdzie się podziała tamta muzyka, można by zapytać? A no… To tu, to tam. Niezależnie gdzie zalega…  Na pewno podziała, oj podziała i na zmysły i na wymysły. I na to, na tamto i na owo.

Zresztą,

i bez reszty.

Można przeczytać już pojutrze,

do ostatniej kropki.

Czy potrzeba wstępów, forpoczt, pierwszych zdań okrągłych, obłych, mięsistych, najlepiej erudycyjnych? Nie. Nie potrzeba. Wstępniaki już były, czy te dotyczące jazzu, czy klasyki.

W oczekiwaniu na wpis niekoniecznie muzyczny, niekoniecznie jak z nut pisany, albo/i [prze]czytany gładko. chatko można zagłębić się w treści spis. Dla osób chętnych i (nie)odważnych. Niezmiennie ważnych. I dysponujących czasem. Można pod wpisem np dawać sugestie, o czym, w jakiej kolejności i dla_czego, warto podyskutować. 🙂 A co! A czas…

Kroke i Time [źródło].

40 myśli na temat “181.A tak, [po]_prostu.

  1. Szanowna Autorko, z głową pełna tematów i rozmyślań. Chętnie poczytam co napiszesz o SZTU(sztuce) wspólczesnej. Konkretnie chodzi mi o malarstwo.Pozdrawiam niedzielnie 🙂

    1. Szanowna Czytelniczko. 🙂 O może masz jakiś konkretny temat na myśli? Ulubionego Malarza lub Malarkę? Ulubiony temat? Jeśli pogrzebiesz sobie w treści blogu to tam jest trochę malarskich tematów. 🙂 Na razie po woli i powoli bo ja jedna, a tematów nieskończon_ość 🙂 Pozdrawiam serdecznie.

      1. Szkopuł w tym, że malarstwo wspólczesne niekoniecznie mnie powala. Ale niektóre formy współczesnej sztuki potrafią mnie zaskoczyć, że można z niczego zrobić coś, np. wykorzystać odpady czy śmieci. Stojąc jednak przed wspołczesnym malarstwem, płaczę za delikatną kreską, głebią i mistrzostwem (renesansu).

        1. Dzięki, będę mieć to na uwadze. Pewnie trzeba będzie trochę poczekać, ale będę mieć baczność. Bez ości tym razem.

          Jeśli lubisz delikatność i współczesną sztukę to polecam twórczość Rafała Olbińskiego jego album Women w sposób szczególny jest mi bliski. Jeśli lubisz rzeźbę to Camile, która jest dla mnie wiecznie niedocenioną i dlatego jej imię powtarzam jak mantrę:
          http://wp.me/p59KuC-4
          Berezowska też zdaje się zapomniana:
          https://5000lib.wordpress.com/2014/10/19/11-a-mi-to-dotto/
          Jest też wis o Boschem, o władzy, o Szale uniesień… Chociaż to nie sztuka współczesna, ale niewątpliwie ta, przez wielkie SZTU.
          Dziękuję za głos. 🙂
          Zawsze można podrzucić temat. Gwarantuję, że złapię, chociaż czasami mam refleks szachistki… Ale, ćwiczenie czyni mistrzynią! Tak przynajmniej powiadają… Jeśli wierzyć legendom… I innym domostwom. Ommm. 🙂
          PS. Jeśli renesans, to niezaprzeczalnie obowiązkowo lekcje anatomii.

  2. Lubimy to, co nowe – zgoda, ale przede wszystkim lubimy to, co już znamy :-). Racja, w sztuce trzeba przede wszystkim uczestniczyć. Tu, jak nigdzie indziej chyba, „piękno jest w oku patrzącego”. I wtedy jest SZTU, albo sztu.

    1. Efekt atrybucji się kłania. ) Pewnie, to w nawiązaniu do cyklów, które już były na tym blogu. 🙂
      Pytanie, które się pojawia co jakiś czas-ad vocem tego co piszesz, czy można wymyślić coś zupełnie nowego? Czy nowe złożyć z elementów już znanych. Jak uważasz? 🙂

  3. Jestem z tych, co sądzą, że „wszystko już było” 😉 Trudno o coś zupełnie nowego, wyjątkowego. Mam wrażenie, że w wielu dziedzinach sztuki „nowości” polegają częściej na zmianie opakowania/dekoracji. Ale ciągle szukam, niewykluczone, że coś mnie ominęło…

    1. A ja, się zastanawiam, i gdy już myślę, że jestem pewna odpowiedzi, to wymyka mi się wraz z jakimś argumentem.
      Być może moja osobista pewność tego, że wszystko już było, że można złożyć nową perspektywę, z tego co już zostało wynalezione leży, czy ma swe źródło w ignorancji, albo w niewiedzy? (Piszę tu o sobie, żeby było jasne). Pozwól, że Ci przedstawie mój punkt widzenia, kiedyś myślałam, że wszystko już było, ale jeśli tak to gdzie jest Początek?
      Może rewolucja, a może ewolucja?
      Jak to ma się w przypadku, jeśli już odnosić się do SZTUki, i muzyki do powstania europejskiej wielogłosowości?
      Nie wiadomo gdzie i kiedy dokładnie pod jakimi współrzędnymi się narodziła idea i moc, koncept tejże. Chociaż archeolożki i archeolodzy muzyczni nad rozwikłaniem tego zagadnienia pracują nie od dziś.
      Wiadomo, że jakiś udział miał w tym chorał gregoriański, Wiadomo na podstawie wiedzy nam dostępnej u progu XXI wieku, że postawą były śpiewy jednogłosowe, właśnie chorałowe. Potem pojawiła się forma dwugłosu, śpiewu improwizowanego. Kiedy? W jaki sposób? Może za sprawą śpiewów burdonowych, może portatyw (takie fankowskie przenośne organy dar dla Pepina Małego od ówczesnego papieża) w wieku IX? Właśnie, chociażby na tym przykładzie można wskazać dwa fakty, oczywiście, ewolucja jest faktem, ulepszanie elementów, np piszczałek w rzeczonym portatywie, ale niewiele wiemy o początkach, o tych trudno uchwytnych. Bo na początku wydaje się ludziom albo oczywiste, albo tak chronią swoją własność intelektualną i prawa autorskie. Leonardo da Vinci (nie tylko on) robił w swych szkicach dwa błędy, gdyby ktoś „przypadkiem” stał się posiadaczem bądź posiadaczką dokumentacji to skonstruował byłby błędnie, albo wcale to, co wynalazca miał na myśli.
      Wielokrotnie matką wynalazku, jakiej dziedziny by dotyczył, była potrzeba i ówczesne warunki życia, te w których ludzie byli zanurzeni, albo do których dążyli. I choć emocje człowieka nie zmieniają się przez wieki, to warunki, czy jak piszesz, dekoracje już tak. Tak więc i wynalazek musi się zmienić, by odpowiadał zaspokajaniu/ zaspokojeniu potrzeb.
      Z innego poziomu: mówi się, że w szkole tej dzisiejszej, kształci się ludzi do n i e i s t n i e j ą c y c h jeszcze zawodów. A sposób przekazywania wiedzy, przynajmniej w szkołach elementarnych jest żywcem wyjęty z oświecenia. Oczywiście, że znamy specyfikę uczenia się dzieci i odmienny sposób uczenia się osób dorosłych. Są kursy, warsztaty, treningi i szkolenia, i zasób nowych i nie nowych profesji (a tylko inaczej nazwanych). No właśnie, ale jeśli w szkole (przejdźmy do dziedzin miękkich) zmieniamy nie tylko treści nauczania, ale i metody,metodologię? O wiele trudniej jest złapać wtedy różnicę tego kiedy pojawia się nowe, a kiedy owe nowe przestaje takim być a tylko ewoluuje. Może po prostu zagapiamy się i jesteśmy o tę sekundę spóźnieni i spóźnione… A to wpływa na sposób spostrzegania i wyciągania (błędnych) wniosków?
      Inną kwestią, a jakże związaną są luki kompetencyjne.
      Dla przykładu: Do niedawna sądzono, że w średniowieczu dominowały śpiewy jednogłosowe, ale okazało się, że bardzo często wokalowi towarzyszyły instrumenty! Skąd więc ta różnica? Nie było zapisu! Właśnie oto ta luka w wiedzy i postrzeganiu. Ktoś kiedyś i gdzieś, i to ktoś kto posiadał imię nazwisko i profesję, w miejscu, które można określić za pomocą współrzędnych geograficznych i okrasić, tfu określić za pomocą daty wymyślił ów zapis. Domniemywa się obecnie (choć to może także ulec zmienię), że linia instrumentu to taki melizmat, czyli ozdobnik,gdzie partię wiodącą miał głos, ale nie zmienia to faktu, że o wielu kwestiach jeszcze nie wiemy, a rzeczywistość postrzegamy za pomocą tego co wiemy.
      Jak jest? Czy nowe jest nowe, czy tylko zmodyfikowane, czy ułożone ze starych (recykling) elementów? Nie mnie rozsądzać. I chyba tu rozsądzenie nie jest potrzebne, niech głowią się nad tym filozofki i filozofowie. Ciekawa jestem Twojej opinii. Pozdrawiam,
      PS. Mam nadzieje, że komentarz nie jest za długi :).
      Zagnieżdżony jest 6 razy z racji szablonu…

  4. Masz rację, pewnie jest tak, że zmiany dokonują się na naszych oczach, a my albo jesteśmy ślepi, albo nie umiemy, czy nie chcemy ich dostrzec. Nie potrafię przyswoić wszystkiego, nigdy, choćbym chciała, nie poznam wszystkich wytworów sztuki, więc odnoszę się jedynie do znikomie małego wycinka rzeczywistości. Nie jestem więc dobrym sędzią. Idąc tym tropem – nikt nim nie jest. Może więc ciekawsze jest pytanie o to, co zrobićć, żeby być uważnym i nowe dostrzegać? I definicja – co to jest, to nowe? Ewolucja czy rewolucja ( świetnie to ujęłaś). Motywujesz do myślenia! 🙂

    1. Mam przeczucie, że nie chodzi (nie chcę żeby chodziło) o rację.Racja zawsze kogoś stawia wyżej, a kogoś niżej, dlatego nie optuję za tym stwierdzeniem.
      A i mogę się mylić.
      Dyskusja z Tobą skłoniła mnie do refleksji, nie lubię kogoś zbywać okrągłymi zdaniami.
      (NIe piszę również, że ktoś lubi, albo, że Ktoś konkretny ).
      Zmiany zawsze zakorzenione są w czasie. Nauczono nas dostrzegać je z perspektywy przeszłości, teraz wektor ulega zmianie (na rzecz przewidywania, albo co gorsza kreowania „trę-d_ów”).
      Pewnie jest tak, że wszyscy postrzegamy pewien wycinek sztuki. Chociażby ze względu na wiedze o niej, niezwykle mało wiadomo np o muzyce tworzonej w starożytnym świecie. Nieporównywanie mniej do innych epok, nawet wieków średnich. Nie wiem też, czy jest sens (abstrahując od możliwości) wiedzenie (widzenie i spostrzeganie) wszystkiego.
      Np takie prometejskie zakusy medycyny.
      Szacuje się, że chirurdzy i chirurżki potrafią skutecznie leczyć od 1950 roku, czyli stosunkowo (jak na historię ludzkości) od niedawna, pacjent lub pacjentka, która szła do lazaretu, miała cień nadziei na wyleczenie,albo na ujście z życiem i nie przedwczesne rozstanie z nim, ale popatrz proszę wiedzenie wszystkiego o wszystkim to także wiedza o niepotencjalnych, a rzeczywistych ograniczeniach, nie mamy bowiem boskiej mocy (o ile oczywiście wierzymy w taką moc. Kwestia wiary jest intymna i niech taką pozostanie. Dlatego o kwestiach związanych z [nie] wiarą w Boga, Bogów i Boginie nie dyskutuje na tym blogu) jest także wiedzą o wszystkim. A to niewiedza, popycha nas często do przekraczania Swoich możliwości i niemożliwości, nazwania, odkrywania, szukania odpowiedzi, albo nazywania.
      Jeśli człowiek zdaje sobie sprawę z ograniczeń, nie mówię osobowościowych, bo to może zawsze przekroczyć, albo mieć przynajmniej taką nadzieję. Tylko tych możliwości wpisanych w rozwój cywilizacji i ludzkości do czego prowadzi? Regres, czy progres? Co powoduje?

      Nie chodzi o sędziowanie. O ferowanie wyroków. Można, czasami trzeba, czasami inaczej nie można, bo przecież co innego jak nie to posunęło kobiety do protestu? Jeśli nie pewność. Nie sprzeciw, wobec czego? Dlaczego dzisiaj obchodzimy hucznie Ósmy marca? No, fakt, niewiele osób o tym wie (ale to inna kwestia), ale czy sędziowanie, w tym przypadku, ma sens? Pewnie nie.
      Pytanie, które zadajesz, zarówno pierwsze: o to co zrobić, by nowe dostrzegać? Jak i drugie: Co jest to nowe? Są ciekawe.
      Ja bym z chęcią Cię dopytała, co niniejszym czynię, po co w jakim celu chcesz dostrzegać nowe? Myślę,że to wiele kwestii wyjaśni, a jak nie wiele, to może przynajmniej te, najważniejsze.

      Ot, i właśnie: co znaczy nowe? To odbicie pytania:ewolucja, czy rewolucja?
      Ja dodałabym jeszcze jedno: czy nie (zanadto) przyzwyczailiśmy się do ewolucyjnego sposobu myślenia? (I dostrzegania takich mechanizmów)?
      A że motywuje do myślenia. To dobrze. Uprzedzam, że owo –wbrew obiegowym opiniom— często boli. I pozostaje pytanie, co zrobić z nabytą wiedzą. 🙂 Pozdrawiam niedzielnie (Wszystkie Osoby Czytające. I zachęcam do dyskusji).

      1. Ja obstawiam, że przywykliśmy do używania ewolucyjnych mechanizmów/sposobów, bo tłumaczy dane zjawisko w sposób, co najmniej wystarczający. Łatwiej np wiedzę zrozumieć, przekazać. Odpowiada na podstawowe pytania i zaspakaja podstawowe potrzeby :jak, czemu i skąd?. Twoje pytanie jest dla mnie jak najbardziej uzasadnione (o perspektywę ewolucji w naszym-ogólnym postrzeganiu). Choć nie lubię tej opozycji rewolucja – ewolucja. „Nowe” rozumiane może być jako antagonizm tych dwóch pojęć. Ale czy powinno być tak rozpatrywane? Chyba nie bo zawęża zakres odpowiedzi. Może być przyczynkiem do dalszych rozmyślań , ale „rewolucja” brzmi zbyt nowocześnie. A my chyba jeszcze nie umiemy się od nowoczesności mentalnie oderwać.

        1. O, to, to, to! Ewolucja to wygodne i natychmiastowe wytłumaczenie.
          Z jednej strony ewolucja i rewolucja jako opozycje. Z drugiej strony wierzę, że musi istnieć jeszcze jakieś trzecie wyjście. Wtedy to opozycja jeśli nie straci na aktualności, to na pewno na mocy. Wystarczy spojrzeć na to brzydkie słowo na dż. 🙂
          Tyle, że przyzwyczajenia i opór jaki towarzyszy zmianie [postaw] „robi” swoje.Opór,ów jest naturalnym elementem zmiany.
          Co do nowego, albo „nowego” napisano na ten temat wiele. Choć w Polsce, jeszcze daleko wystarczy wspomnieć, że Palimpsesty, czyli rzecz o literaturze drugiego obiegu, przetłumaczono na język polski dopiero po trzydziestu latach!
          Poza tym rozmawianie o nowym, za pomocą starych pojęć to pułapka, jak więc uniknąć, nie lubianej przez nas [cholera, znowu się zgadzamy!] opozycji? I zawężających [do]określeń, o których piszesz?

          1. Pewnie wyjść jest więcej niż 3. I chyba dopiero, jako „ludzie” zaczynamy rozumieć to. Taki „recycling” idei przedmiotów itp pozwala eksperymentować, testować nowe rozwiązania, które mają potencjał wzbogacać-zmieniać kurs.

            1. Na pewno wyjść, [roz]wiązań, rozważań, a już związanych z tym wątpliwości jest więcej niż trzy. Tyle, że mam coraz więcej wątpliwości co do rozumienia recyklingu idei, o którym piszesz.
              Wątpliwości me są związane również z możliwością czytania sztuki. Niezależnie o jakiej dziedzinie będziemy mówić/ pisać. Czy o malarstwie, czy o filmie. Nie chodzi o to by każda osoba jest zobligowana czytać to co napisały Susan Sontag, albo Linda Williams. Nie pisząc, o spoglądaniu w tym samym kierunku. Czy jak chcesz zgodzie. Poprzestańmy na tych dwóch przykładach. Przynajmniej na chwilę.
              Tyle mówi się o analfabetyzmie. O tym, ze Polki i Polacy mało czytają. Owszem, mało. Owszem język się zmienia, i jako taki budzi emocje, co mogłyśmy zaobserwować chociażby w dyskusji pod tym wpisem. Szczerze mnie to nie dziwi, bo wiem, z czego opór wynika, i to, że nie wszystko można poruszyć na blogu. Chodzi o to, że martwi mnie wtórny analfabetyzm. Polega on na niepodejmowniu trudu myślenia. Nie, nie chodzi o ocenę kogokolwiek, o zgadzanie się. Nie jest też moim zamiarem scedowanie winy na ten stan rzeczy na nauczycielki i nauczycieli. Tak, oczywiście są takie osoby, które nigdy nie powinny mieć styczności z tym zawodem, znajdziemy je i tu, tak jak w każdych innych profesjach. Nie chodzi mi też o dyskusje o mechanizmie uczenia (instytucja) jak i doświadczenie personalne. Chodzi o nieumiejętność przełożenia tego co przeczytałyśmy i przeczytaliśmy, tego czego się dowiedzieliśmy o świecie na język sztuki. O powielanie okrągłych zdań, i mylenie tego z myśleniem. A myślenie z posiadaniem własnego zdania. Otóż, chodzi o owo połączenie, przekładanie, pewnego rodzaju umiejętność dostrzegania synergii. Czytanie sztuk wizualnych. Interesowanie ich. A nie szukanie prostych przełożeń (z tego biorą się skandale). Co tam szukanie, zadowalanie się nimi. Zaprzestawanie i zaspokajanie się (nie)świętym oburzeniem. Uff… 🙂
              PS. A może to wcale nie jest wtórny analfabetyzm?
              PS.II Nie chodzi mi także o to by kogoś na_wracać. Nie mam takich ambicji.

              1. Rozumiem twoje wyjaśnienie analfabetyzmu. Dla mnie to chyba objaw zmęczenia, przejedzenia niezrozumiałymi teoriami. Nikt nie powiedział …patrz..widzisz…rozumiesz…jak się tobie wydaje….ciekawa interpretacja…nie wiesz…zgaduj…kombinuj…(nigdzie nie ma takiej rozmowy- w szkole, w domu to i nie ma na poziomie jednostkowym). Sztuka to taka astrologia, pytasz na sesji o romans męża potem dzieją się dziwne rzeczy i dostajesz odpowiedź tak lub nie. Nie wiem, czy Kowalski wie, że to można podotykać, że to nie jest wróżenie z fusów tylko jest język, sztuki, struktura. Nie wie pewnie od czego zacząć i czy koszulka, którą miał główny bohater ze śmiesznym napisem to coś znaczy.
                Może współczesna sztuka i ta umiejętność uczestniczenia w niej – ale musi być ktoś/coś co nauczy tego uczestniczenia- mieć potencjał dźwigni zmniejszającej „analfabetyzm”. A może jednak trud myślenia podejmowany jest w warunkach zaspokojonych podstawowych potrzeb. Choć z drugiej strony np sztuka filmowa jest na tyle dostępnym nośnikiem znaczeń skierowanym do różnych widzów i potrafi być prosta i dosadna, że może być podstawą do „walki z analfabetyzmem”. Może odpowiedź na tak pojmowany jest prosta. Nikt palcem nie pokazał a ktoś musi pokazać.

              2. Wydaje mi się, że odpowiedź na Twoje/ Nasze pytania może być prosta, ale wielowarstwowa.
                Przeładowanie niezrozumiałymi teoriami to jedno. Próba (bardzo często udana) ukazania tego co może być proste w sposób skomplikowane, i utrzymywanie tego w takich ramach jest niestety pożądane. (Oczywiście nie przez wszystkich). Z drugiej strony takie postępowanie może (i często niestety budzi) opór środowiska.
                Patrząc dalej możemy dostrzec pułapki prostego (oczywiście nie prostackiego) myślenia, mówienia i ukazywania sztuki.
                Z jednej strony, chodzi o język, oczywiście i jego pułapki -spłycenie spraw, albo tworzenie ku temu okazji, z drugiej o szerzenie wiedzy, są zawsze takie osoby, które będą bronić dostępu do niej.
                (to trochę tak jak z ekonomicznym życiem produktu, kiedy z elitarnego staje się powszechnie dostępny).
                Są oczywiście tacy, którzy./ które będą broniły by teorie pozostały skomplikowane, ale chodzi także o to, kto jeśli uprościmy poruszanie się po sztuce może zostać artystą. artystką?
                Dlaczego cenimy wyżej myślenie abstrakcyjnomatematyczne? BO w naszym kraju nie uczy się w sposób efektywny matematyki na poziomie zadowalającym.
                Tak, nie ma nawyku rozmowy, ale idąc za tym, co piszesz, nie ma nawyku/ umiejętności budowania na różnicach, albo/i również na różnicach.
                Z drugiej strony ów analfabetyzm jest związany z poziomem socjoekonomicznym społeczeństw. Nie chodzi [tylko] o to, że książka kosztuje 50 zł, że nie stać gros ludzi na bilet do kina, o operze, czy koncercie nie wspominawszy… Kiedy wymyślono/ stworzono czas wolny? A no wtedy gdy zniesiono pańszczyznę, gdy nastała rewolucja techniczna i fabryki. Kiedy doba się wydłużyła. Dla osób z wielu grup społecznych.
                Jeśli ktoś jest zagrożony wykluczeniem społecznym, w tym i ekonomicznym, czy będzie myślał o sztuce? A jeśli tak, to o jakiej? Czy bliżej będzie jej/mu do tego jak go zsocjalizowano? Przecież nie nauczy się go buntu, władza nie podcina [świadomie], gałęzi na której siedzi. I tu, bez wysiłku przechodzimy do następnego wątku, o którym piszesz:
                W jaki sposób, i czego uczymy, ale i czego możemy nauczyć? W sensie, czego mogą /są w stanie nauczyć przeszłe pokolenia, te, które dopiero wchodzą w świat? Gdzie leży granica? I w jaki sposób ją przesunąć? Czyli na czym polega samokształcenie, w jaki sposób można wdrożyć andragogiczne ideały? Np do sztuki?
                I czym ona jest?
                Czy można w taki sposób ją pojmować by cokolwiek jej narzuć, czyli wracamy do zadań stawianych wobec Sztuki?One przez wieki nie tylko się zmieniały, ale i powtarzały? A jeśli się powtarzały, to czy znaczy to, że próby ówczesne były niezadowalające? A więc, tutaj nieco prowokacyjnie, może Sztuka jest Błędem. Nie mylić proszę z O!błędem, albo obłędem… Chociaż…
                A może jest tak, że nikt nie ma obowiązku uczyć nas Sztuki? Chociaż jestem zdania, że jednak tak.
                Piszesz o sztuce filmowej jako dostępnym narzędziu, ok, zgodzę się. Zastanawia mnie tylko, czy potrafimy z niego skorzystać? I jakie niebezpieczeństwa czyhają/ kryją się pod pozorną/ realną dostępnością?

              3. Chyba próbujemy odpowiedzieć na pytanie, na które niewiele jeśli ktoś jest w stanie odpowiedzieć. Może wystarczy tylko podstawowa wiedza, z zakresu sztuki, a ludzie sami wezmą z niej co trzeba. Podążą swoim głosem i będą eksplorować. Coraz bardziej świadomi jesteśmy , coraz bardziej wiedza jest powszechna i dostępna w tym zakresie, narzędzia również. Trudna rozmowa i trudne zagadnienia próbujemy rozwikłać :/

              4. Nie wiem, czy w ogóle, nie pisząc o szczególe odpowiedź jest możliwa, i czy jest tylko jedna. Niezmienna.
                Nie wiem, czy nie zbaczamy w kierunku dysput akademickich.
                Dla mnie jest jasne, że warto się powtarzać, nawet jeśli człowiek się zgadza. Nie było by tej rozmowy, która prowadzi od jednego do drugiego pytania. I stawia(ć) będzie nowe. Ciekawe, czy jest możliwa wiedza powszechna w temacie sztuk(i), i kiedy on jest osiągnięta…Z łatwych rozmów niewiele wynika, nie, nie chodzi o to by ich unikać, albo utrudniać… Ach 🙂

      2. Ograniczę się do próby odpowiedzi na pytanie, co dla mnie to „nowe” oznacza. „Nowe” budzi ekscytację, daje nadzieję (np. na zmiany na lepsze – casus wielu prometejskich, udanych przecież współcześnie, zakusów medycyny), poszerza horyzonty, inspiruje. A także – nowe równa się nieznane (jeszcze), a ludzka (moja?) natura lubi nieznane podglądać.

          1. Z perspektywy leżącej 😉 (Bo ja „leżę i czytam”). Ta jest bezsprzecznie najwygodniejsza. A Listy są już w szpalcie bocznej, musiały zniknąć przez przypadek, ale obserwacja baczna trwała i nadal trwa.

            1. A no tak, ja bym tak nie potrafiła już, ani leżeć i czytać w dwupaku, ani leżeć, czytać i obserwować.
              A myślałam, że się „cośstałosię”. Dlatego wolałam dojaśnić. 🙂

  5. „Lubimy nowe. Nowe i stare.” – Lubimy stare, ale nowe lub obecnie lubimy łudzić się, że coś jest nowe, lub chcemy by było nowe, ale nie umiemy porzucić starego. Trudno mi się z Tobą nie zgodzić, trudno w takiej sytuacji pisać komentarz, bo jets on tylko powielaniem twojego zdania ( na tyle na ile znam temat)

    1. Powielaj! A co tam, lubimy jak się zgadzamy 😀
      A tak poważnie to przychodzi mi na myśl sytuacja Bolesława Leśmiana, za życia nie był bardzo popularny. Nie tak jak Tuwim, Książę poetów. Gdy badaczki i badacze przyjrzeli się bliżej stworzonemu przezeń uniwersum baśniowemu dostrzegły i dostrzegli nie tylko rys autobiograficzny— co oczywiste— ale przyglądając się językowi zauważyły i zauważyli, że to co mili za neologizmy stworzone przez poetę to są anachronizmy, zapomniane słowa, których nikt nie używa! Nowe stało się starym. Oczywiście, nie jest tak, że nic nie wniósł językowo.
      Przykłady można mnożyć, niestety. Z uporem maniaczki powtarzam, że prawnicy bracia Grimm, nie napisali bajek, a jedynie je zebrali. Pierwsze opracowanie jakie zrobili- było stricte naukowe, i nie zawierało obrazków. Czy ktoś wymyślił krasnoludki? Nie, nie. Krasnoludkami nazywano dzieci, które pracowały w kopalniach. Zapuszaczano je w te rejony, w których osoby dorosłe nie mogły fedrować. Ze względu na warunki pracy owe dzieci nie rosły. Dlaczego w baśni o Królewnie Śnieżce siedmiu krasnoludków ma kilofy? Znów nowe staje się starym. Z(O Braciach pisałam tu). Wiele symboli, tak jak w przypadku twórczości Boscha, zaciera czas i ludzka nieważność, albo przekonanie o oczywistości. O nim samym też niewiele wiadomo. 🙂

  6. Witaj. Widzę, czytam, słucham, iż trafiłam na bardzo ciekawy oraz ambitny blog. Będę tu częstym gościem.

  7. Przeczytałam wczoraj, ale postanowiłam zacząć z nowym dniem nowy komentarz. Dziękuję za Heideggera! Co do reszty… Bycie i Czas to w obecnym świecie dwa główne wyznaczniki egzystencji. Zastanawiam się, ile osób rozróżnia Bycie od Bytu. I czy w ogóle więcej tego bytu, czy owego bycia? SZTUka zatem jest adekwatna do owych wartości. Nie można wymagać od laika stworzenia dzieła, ale z drugiej strony prostota jego twórczości może mieć większą wartość i zawierać przesłanie zapierające dech dzięki swojej prawdziwości. Dlaczego bowiem każde dzieło geniusza musi być genialne?

    1. Proszę bardzo, polecam się 😀
      A tak poważnie, to przychodzi mi do głowy pytanie, kiedy nazwiemy kogoś laikiem/ laiczką, a kiedy to już artysta/ artystka, nie mówiąc o takim określeniu jak geniusz/ka? Oglądałaś może film o Banksym? A w zasadzie nie tylko o nim. Tak ad vocem tego pytania: „Wejście przez sklep z pamiątkami”produkcja z 2010 roku. Polecam uwadze. Dokument. Nie chcę zdradzać fabuły, jakbyś zechciała oglądać.Nie mówię o sytuacji w filmie przedstwionej, ale wielu jest artystów,artystek którzy nie kończą szkół wymaganych. To jedno, drugie dlaczego nie można od laika wymagać stworzenia dzieła genialnego? A od Artysty można? Jeśli więc Prostota jest genialna w tym co nam przekazuje o świecie, i gdzie kieruje zmysły, to czy wręcz ludzie, którzy kończą szkoły artystyczne nie uczą się komplikować świata? Każde dzieło geniusza nie musi/ nie może być genialne, ale często geniusz ów jest mylony ze sposobem zarabiania pieniążków, to jedno, a może to nie geniusz/ka tworzy owe dzieła genialnymi to odbiorca/odbiorczyni nadaje im genialność, ową wyjątkowość bo chce posiadać coś wyjĄTkOwEGO?

  8. No właśnie! Polecam uwadze Franciszka Ślażyńskiego – twórca ludowy, który wyrzeźbił tak piękne figurki ptaków, ze mogę je oglądać bez końca i nigdy nie mam dość. Ale stworzył także rzeźbę Chrystusa z otwartym sercem oraz Kochanowskiego przy kołysce trumience Orszulki. Te dwie rzeźby nie pozwalają oderwać oczu i przenoszą w inny wymiar. Po obejrzeniu jego prac albo chociażby obrazów Nikifora nie potrafię przyjąć do wiadomości, że ktoś ma swoją „wypasioną” pracownię, kilka dyplomów i twierdzi, ze jest twórcą ludowym… (Podobnie z muzyką. Na imprezy często zapraszamy zespoły ludowe… Oj… to długi temat i podnoszący mi ciśnienie.) Zaczynam nawet dochodzić do stwierdzenia, ze jeżeli ktoś stworzy dzieło genialne, rzadko jest w stanie stworzyć coś równie… genialnego.
    Filmy obejrzę z przyjemnością.

    1. Film, o którym wspominam jest jeden.
      Ale wart zobaczenia, to dokument, reszty nie będę zdradzała.
      O Banksym już pisałam/wspominałam (sznurek tutaj: https://5000lib.wordpress.com/?s=Bunksy ). Prace Franciszka Ślażyńskiego (chyba ptaki, o których piszesz) można zobaczyć w Muzeum w Radomiu, o ile się nie mylę. [Bardzo dziękuję za polecenie].
      Co do Orszulki językoznawcy i językoznawczynie są zdania, że wcale nie umarła, a treny to nic innego jak wprawka literacka.
      Pytanie, co uznajemy za genialne? Albo jakie warunki muszą spełniać Dzieła Genialne?
      Zespoły ludowe, sztuka amatorska jak również podnoszenie badziewia do roli SZTUKI chyba to ostatnie podnosi mi najbardziej ciś_nie_nie.

  9. Tak, to o tym właśnie Ślażyńskim napisałam. Istotnie, jego prace można oglądać w Muzeum Wsi Radomskiej. Pochodził on z terenu Powiatu Kozienickiego i dlatego w Muzeum Regionalnym w Kozienicach też jakieś pojedyncze prace się znajdują.

  10. Dlatego, że część z tych zespołów, które miałam okazję poznać, jest niesamowicie roszczeniowa i daleko odbiega od twórczości ludowej.
    Jeśli mogę sobie pozwolić na pytanie… Czy Radom, bądź jego okolice są Tobie bliskie geograficznie?

    1. Na pytanie możesz sobie zawsze pozwolić. 🙂 Nie wiem, czy [ja] na odpowiedź.
      Przepraszam, mam nadzieje, że to nie czepialstwo.
      Nie, nie są mi bliskie geograficznie okolice Radomia.
      A czy nie w każdym zawodzie znajdują się ludzie roszczeniowi (nie wiem, dlatego pytam)? Po może wyobrażenie jest inne, może wyobrażenie o ludziach uzdolnionych muzycznie jest inne, a może, rzeczywiście jest ich więcej? Na czym polega owa roszczeniowość? Jak nie chcesz, jeśli to ciężki temat dla Ciebie, nie odpowiadaj. Szanuję to. Ciekawa jestem Twojej jak to wygląda perspektywy.

  11. O Radom pytam, bo jest to mało znany, a nie jest całkiem pozbawiony historii i jak słyszę ze ktoś coś o nim wie – jestem zdziwiona. Jest jeszcze kilka miejsc, na wspomnienie których tak samo reaguję i równie mało znane lub nie lubiane 🙂
    tak, w każdym znajdują się ludzie roszczeniowi, owszem. Ja mam doświadczenia z kilkoma (i nie są to zespoły stanowiące poznaną przeze mnie większość na szczęście) negatywne – problemy z podkładem muzycznym (jeśli jest potrzebny), spóźnienia (to boli mnie najbardziej, bo są wtedy luki w programie, które trzeba łatać), stawienie się w mniejszym składzie (bo Henio i tak da radę sam przecież), a najmilej jest, kiedy są zapraszani na obiad. Tam jest już dobrze i w zasadzie wtedy dochodzę do wniosku, że w zasadzie to ja ich powinnam zaprosić na uroczystość, ale nie na występ. To trochę goryczy przy okazji dożynek. Na ogół mam styczność z dobrymi i zorganizowanymi zespołami ludowymi, które bardzo cenię. Miałam ostatnio przyjemność poznać „Mazowsze”. Na wstępie wyłożyli, co ma być i jakie są ich oczekiwania, a potem dali z siebie wszystko. Miło wspominam z ostatnich uciech przy okazji święta plonów :Sobótki”. Ale temat organizowania imprez i pilnowania występów to temat rzeeeeeeeeeekaaaa… i staję się nudna…. a jak sama siebie już nudzę swoimi wywodami to ewidentny znak, ze trzeba tego procederu zaprzestać 😉

    1. 1. Noooooooooooooooo Cooooooooooo Tyyyyyyyyyyyyyyy temat organizowania imprez jest nudny? Z której strony? Wiem, wiem można mieć po kokardy, uszy, i inne dziurki wszystkiego gdy jest szczyt sezonu, i zazębia się ze szczytem (bez)szczelności i absurdu. I można mieć wszystkiego dość, znaczy [do]syć.Przejedzenie totalne. O Mazowszu wspominałam tu.
      2. Nie cierpię spóźniania się, z wielu powodów.
      To dla mnie nie szanowanie osoby, zwłaszcza, że jestem z tych co wolą być wcześniej, i są zazwyczaj wcześniej, niż wcześniej: „żeby mieć zapas” wkurzające jest to. Oczywiście rozumiem są pewne sytuacje, pewni ludzie, wtedy jest inaczej, biorę zakładkę, poprawkę na daną sytuacje. Ne jest tak, że oceniam pod kratkę linijkę.
      Jeśli człowiek pracuje, lubi to co robi, to jestem zdania, że robi 150% a nie 100% tego na co się umówiono, zawsze jakiś gratis w rękawach jest. Są dni, że ma się dni bardziej i mniej dyspozycyjne, kiedyś coś wypadnie, (sytuacja losowa)…

      3. Z chęcią więc poczytam o tym, co masz do napisania, czy co napiszesz. 🙂 Ale rozumiem, gdy pewne tematy są prywatne, z założenia. 🙂

  12. O nie! Nie dam się teraz samej sobie wypisać na telefonie… Jutro podczas przerwy na napój smolisty skrobnę żale i wypominki.

    1. Skrobnę żale i wspominki zażywając witaminki! 🙂 Trzymam więc za czcionkę. 🙂 Też czarna i smolista. Napój smolisty zajrzyj do Brewerii i i jej list_ów. 🙂

      1. Ach, zerwana nić dyskusji. A tak dobrze mi się czytało.

        Dodam tylko na marginesie dyskusji i jeszcze szerszym marginesie wpisu, że spóźniania też nie znoszę, a sam zapas biorę duży. Raz połączenie zapasu ze spóźnieniem zaowocowało nawet stanem chorobowym z powodu wystawienia na niekorzystne warunki pogodowe.

        1. Dyskusję można wznowić (to plus) prowadzenia blogu.
          A sytuację, o której piszesz znam z autopsji, niestety. 😦
          PS. Dobrze, że się dobrze czytało.

Odpowiedz na Qbuś pożera książki Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s