180.Zeszyt w krat(k)ę.

    W jego oczach czai się spojrzenie, które nie widzi. Nie widzi nic poza rozpaczą. Tą, która nie ma dna. Kształty mają krawędzie. Obłe. Nie można się chwycić. Nawet brzytwy. Starość nadeszła, ale najstraszniejsza jest ta, z niewykorzystaną młodością pod zwiędłą już skórą. Martwe. Punkty. Ty. Mijasz. Drzewa, które mają dla Ciebie zieleń i smak i cień. Chłodnokojący. Nie dla wszystkich. Chociaż, niektórym się udaje. Niektórym.

***

     Bękart niepiśmiennej posługaczki i rekruta armii austro-węgierskiej, wychowanek praczki. Anegdota mówi, że obronił swój doktorat podczas popołudniowej kawy, wyciągnięty nań przez grono kolegów, poproszony przezeń by rozwikłał kilka ważnych problemów— z którymi, oni rzekomo, nie mogą sobie dać rady.Post factum został poinformowany,że tym właśnie sposobem obronił doktorat. Zaliczył cztery semestry studiów wyższych. Więcej zapału niż do rozpraw miał do tego by śledzić rozgrywki ligowe, pewnie byłby  wniebowzięty gdyby mógł uczestniczyć w Euro 2012 na Narodowym, chociaż wziąwszy pod uwagę kondycję „naszych chłopców”… Bezapelacyjnie uwielbiał procenty, te, okraszone dymem papierosów namiętnie palonych w barach. Niektórzy szeptali, że cierpiał na chorobę alkoholową. Upodobał sobie stolik kawiarniany w Szkockiej, we Lwowie. Wiem, pewnie z chęcią porozmawiałby z Jerzym Pilchem. Kto mógłby nadpuszczać i przypuszczać, to i tamto, i to,i jeszcze, że to on wraz z kolegami założy ów zeszyt, w którym zapisywać będą kwestie_nie_do_rozwiązania_przynajmniej_na_razie, że będzie tym, kim się stał. Tak wiem, iście amerykańska opowieść, o chłopcu, który przeżył i osiągnął wszystko. Wszystko wśród  nad i powidoków.Łudzimy się, że ręka śmiertelna przezwycięży to, co niezwyciężone, pismem, farbą, liczbą. Zamknie to co otwarte, i otworzy i odtworzy i Tworzy to,czego nie było. I Nie przeminie. Z nazwiskiem i imieniem niepodzielnym.  W swoim dzienniku frazeologicznym. Jakże spotkania mogą być przemienne w nieprzypadki wie chociażby Hugo Steinhaus. Od szereg twierdzeń, nie, nie chodzi o Szereg Fouriera,ani o wizualny moralitet śmierci, jej tańców, ilustracja szycia życia.

Marszczy się marność Nad i po cieszenia żywi tańczą z umarłymi, dawno i tymi, teraz. Na raty. Marszcząc się starzeniem.  Manieryzm flamandzki i jego epitafia i ciała toczone robakami. Ba![-]rock. Sarmacka pompa funebris. I portret trumienny łączący życie ze śmiercią, świat realny uśmierca podobieństwo. Mehoffer, Munk,Malczewski marze i piewcy śmierci. Błądzenie bladzeniem, co oznacza brak cienia…

[Po]chłód zmarłych. Ód.

W poezji. Nie tylko Szymborskiej. Malował po woli i powoli.Koncentrował się na barwach podstawowych. Wszystko robił sam, nie tak jak Rembrandt, który miał swoich uczniów, i wiele swoich dzieł tylko wykańczał, nie, że unicestwiał… Co jak wiemy nie było rzadkością.

Co i jakim za_kresie, raczej zakresce,  robił — zależne było od ceny zamówienia. Ot, najbardziej przebadana twórczość malarza. Światło płynie z okna,które nie jest tym, czym się zdaje,  a dzieją się obroty rzeczy niebywałe. We wnętrzu zastyga życie, pozór nic nie robienia. Żar  i rygor  domysłu dygot. Kobiety Rubensa mięsność i obłość. Dostojność dogodność nadwaga smaku.

***

Rosną,

rosną obrazy. Maleją, maleją

przestrzenie. Wydłużają,

wydłużają się cienie.

Cię nie ma. Melancholija  du_dni. Trę. Patrzę jak spojrzenie topnieje. Taj, tak jak jego możliwości. Zapodział się zeszyt w kratkę, w którym pisali Banach i spółka z nieograniczoną możliwością za liczb porządek. roz_związywali to, co było węzłem gordyjskim…Szczęścia.Tyle. A może  dojrzałość. Ość. /Po/zbycia, Po i zbycia się złudzień. Dzień. Dzień. Po. Gorzki smak na końcu języka. Nie takim szarym.

Jeszcze nie.

Reklamy

16 myśli na temat “180.Zeszyt w krat(k)ę.

  1. Szkocka krata, oszczędne piękno matematyki. Choć humanistyczne tendencje przeważają u mnie zdecydowanie, nie mogę sobie czasem odmówić zauważenia liczbowej elegancji.

    Algorytmicznie nierozwiązywalne generowanie liczb pierwszych.

        1. To ooosobny temat panie Jakubie, baaardzo osobny 🙂 No, i głęboki i poruszający, tak można do Platona,Pitagorasa czy Arystotelesa, o złotej proporcji nie wspomniawszy, po architekturę neurologiczną i takie tam kwestie.

    1. Ujmując rzecz prosto to mariaż filozofii i architektury. Dziedzina bardzo nowa. Odzyskiwanie dla tej ostatniej dawno utraconych znaczeń. Obalenie mitu, prymatu użyteczności przede wszystkim. Ukazanie praktyki architektury jako wielowymiarowej i nie zawsze do pogodzenia ze sobą, bo z jednej strony mamy tendencje (przenikające wszystkie sztuki) z drugiej (zmysły człowieka i to jest ważne) z trzeciej to przyglądanie się zjawiskom jak można i nie można czegoś zobaczyć, kultura, wiedza i skutki. Odniesienie nauk neurologicznych w kontekście architektury. Jednym z prekursorów jest Juhani Pallasma, ale jego „Oczu skóry” jeszcze nie czytałam.

        1. To zależy jak na to spojrzeć, twórca koncepcji (w moim odczuciu) patrzy na tę sprawę bardziej z filozoficznej perspektywy, chociaż wiadomo, że nie od dziś wiedza medyczna jest wykorzystywana w architekturze.

            1. Na przykład spotkałam się z takim stwierdzeniem w jednej z książek (niestety, nie pamiętam ani autora, ani tytułu), że kościoły a konkretnie ambony, były budowane w taki sposób tak by wierni w konkretny sposób patrzyli (ułożenie gałek ocznych), co miało wywołać efekt posłuszeństwa. Nie wspominam o ideałach gotyckiej sztuki, o rozpaczy wyjętej niczym z obrazów Boscha…
              Z kolei socjologowie, o czym wspomina Beata Łaciak w jednej ze swoich książek, odkryli, czy też opisali, że szkoła tudzież konkretne zachowania w niej wyuczone, i wzmacniane (edukacja formalna) preferuje i utrwala podległość uczennic i uczniów względem kadry nauczającej, temu jest wszystko podporządkowane, począwszy od wychodzenia na przerwę w młodszych klasach, po usytuowanie biurka i ławek. Dlatego na warsztatach nie siedzi się w ten sposób w sali. To pierwsze z brzegu (sic!) (chciało by się napisać) przykłady które przychodzą mi do głowy.

  2. Zwiodłem sam siebie – psychologia też jest dziedziną medycyny. Pytanie zadając, kierowałem swe oczekiwania w sfery bardziej cielesne.

    Na marginesie i ogólnie – podziwiam Twą rozpiętość zainteresowań, niech ona pochwaloną będzie.

    1. Proszę rozwiń (i dziękuję z góry).

      Zaprawdę, zaprawdę dziękuję Ci za ciepłe słowa (zauważam, że czcionka ma właściwą temperaturę i nie topi się ani w ustach, ani w dłoni).

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s