179.symetria A.

Pamięci Witkacego.

Nie zaważając na kształt i formę. Nieszczęścia sprzedam.

     Imię odziedziczyłem po bracie,który nie zdążył mi być starszym, odszedł jak i ja odejdę, nie wynurzając swego cienia zanadto. Jakoby innych imion nie było, znoszona klątwa jakże uskuteczniana przeze mnie, Theo. Ani marszand ze mnie choć władałem językami ludzi, ani kaznodziejstwo, anieli także mnie nie chcieli, nie chcieli spoglądać na nędzę, smród i brud. Cóż mogłem powiedzieć tym górnikom ich fedrującym dzieciom, żonom o zeschłej zrogowaciałej ze strachu skórze? Co chodzili by nigdy nie powrócić, albo też przytępić oddech pylicą, i umierać na raty, streszczając swoje życie do ciemnej,czerstwej kromki chleba. Mogę dać tylko mit…Odchodząc w kropkę.

/Twój Vincent/.

]*[

Jacek Bończyk wykonuje Autoportret Witkacego [źródło].

Bę­dę miał do Cie­bie proś­bę (…) ja­ko mój przy­ja­ciel praw­dzi­wy nie od­mó­wisz mi (…) Ch­cę mieć cy­ja­nek (…)  że­by w każ­dej chwi­li być pa­nem swe­go ży­cia. (…) Ła­skę mi wiel­ką zro­bisz, je­śli mnie choć tro­chę ko­chasz.

[Kon­tek­sty. An­tro­po­lo­gia kul­tu­ry, et­no­gra­fia, sztu­ka. Ma­li­now­ski – Wit­ka­cy, Kra­ków 2000].

Od regularnych nawyków biografii stronię, nadświatlona wielka tajemnica różnych narracji mieszają się w onirycznych bezkształtach i ostrych widzeniach rzeczy nieprzemijalności. Spal moje listy, wszystkie co do jednego. A te obrazy macie? Jeśli tak to dobrze, one kiedyś będą wiele warte.

Oto ja naznaczony niezwykłymi dekoracjami, umierałem na raty, znieczulałem się czasami porządkiem białego proszku. Choć kochałem kobiece ciała i umysły,wielokrotnie w tym samym czasie. Naznaczając go wspomnieniami brwerycznych imprez. Jako chłopiec

zacząłem ujarzmiać Pismo.

Ojciec mój Autorytet Moralny bez pokrycia w rzeczy oczywistości, nie nie chodzi o romanse, nie nie tylko o nie. O Matce Czas zapomniał, ślady zatarł. Tylko rys jej zaborczego charakteru gdzieś jeszcze się unosi, a to, że  uczyła mnie grać na fortepianie, wiadomo, wcześniej kształciła się u Żeleńskiego, później Ojciec mój zamknął Ją w żelaznym uścisku powinności i oczekiwań. Nie tolerowała innych kobiet w życiu syna swego jedynego. W domu z drewna o wysokich,dużych oknach, z których bezpiecznie jest wyskoczyć, w razie nagłego pożaru — gościła Persony  Sienkiewicza, Matejkę Żeromskiego…

Cienie Wielkich.

Wolność to niezbywalna cecha człowieka, warunek sin  qua non, ale jak nie zrobię tak jak On, źle skończę, a nawet gorzej. Najgorzej.  Głosy w mojej głowie. Wie[m].

Nie chodziłem do szkoły, zakazano mi tych brewerii i dezynwoltur. Otulono mnie Wszystkimi Książkami Świata,które sprowadzano na jego skraj, i oparami, które unosiło się z mojego laboratorium chemicznego. Tak też je też miałem, podobnież jak pierwszy aparat i ciemnię.

Cienie widzę cienie, głowy gadające, mielące ozorem między słowami.  Dyskutowałem z niezliczę Malinowskim, Ingardenem Fistkiem. Nie zliczę ich wszystkiem. Zgłosek w nazwiskach, tych złotych i srebrnych, tych zapamiętałych i zmiętych tych. Zacnych i mniej. Ej, nie zmaterializowałem się ze światem. Zostałem pomiędzy. Życiem, a śmiercią. Niecierpliwość i zachłanność świata spowodowały, że musiałem odebrać Światu Witkacego. Tego z Istnieniem Poszczególnym zjednoczonym, tego, którego najwygodniej się opuszcza, któremu się nie odpuszcza, którego się nie dopuszcza.

Potem odgoniła Śmierć ode mnie światło, barwy, zapachy i smaki. Obrano mi świat jak cebulę.

Nic nie zostało.

Prócz rozpaczy.

Rozpatrzy Mój świat mnie. Ten, co nie ma regularnej biografii. Narko_[lep]_tyczny taniec chronologii.

Sceny z życia rodzinnego nie uwiodły mnie, ale zmiażdżyły skarleniem hiperboli. Świat mnie boli. Zostały mi dane nazwy, wykresy, zakresy, daty, właściwości. I wątpliwości. Coraz mniej.

Presja życia melancholia holi a presji de. Nurzam się w niej, taplam. Tam, tam. Umrzeć, że w 1914 roku zaznaczam, że chciałbym widzieć siebie, gdy odchodzę. Chłodzę. Chodzę, chodzę od życia. Samobójstwo Narzeczonej mej pięknej, jedynej, niespełnionej onej. Czy Szymanowski nurzał swe cienie i cało w niej? Obłęd. Błędu. Wyruszam, ruszam, ruszam do Australii z Malinowskim. Ferie barw. Zapachów orgie. GIEnialne niebalalne. Oralny Kształtów Smak i ów krawędzi znak.  Wojna. A ja na przekór, na opór, na smak, w radzieckim wojsku tak. To tak, to to to tak. Nie jak ojciec po stronie rodzinnej prawdy. Podporucznikiem został -em w morzu alkoholowych oparów. Ocieram się o śmierć. Czuję jej oddech, żem nie zdechł, ech. Rewolucja Październikowa i Kijowskie czasy.Dziura i drżenie i przestrach i pot, i uryna i Order św. Anny. I tok, tok, tok. Ludzie, którzy jedzą ciemność, ość, ość,ość. Dość.

[Witkacy do kraju wraca. Jacek Kaczmarski źródło].

Umarłem, choć wróciłem. Ciałem. Choć więcej chciałem. Chciałem. Tłem zostałem.Żwirem. Miałem. Miałem  dziennik z czasów Rewolucji, spalon on w czasie późniejszej trwogi, którą przewidział. Widział. Znał, i nie chciałem smakować. Auć.

Zakotwiczam się w życiu w latach dwudziestych, tych, tych latach dwudziestych. Małżeństwo piękna, trwała fikcja. Ona mnie nie kocha. Dlaczego jest. Nie wiem.  Wiesz. Smakuje kochanek ciała.  Maluję, piszę, znam, błądzę. Trącę, i przetracam, tam, tam. I tu. Leje, leje czcionkę leje. Ocaleje połowa dramatów, trzy i pół powieści. W treści. Strofa kata. Koniec, czyli Katastrofa. I seks jest. I rozmowy,i mowy. I grafiafoto. Oto foto. Też jest. Filozofia. Cztery języki nie obce. Lektury, tury, tury liter. Zdania, zdania, dania.

Po

pod

ej

rzyj

świata

pod

szew

kę.

Żyj.Żyj, smakuj, jedź i tyj.

35 myśli na temat “179.symetria A.

    1. Nie odnalazłby się, już dawno temu (zważywszy na czas życia—właśnie—i co z tym związane—śmierci—pisał o Światowej Katastrofie (II Wojnie) konsumpcjonizmie, końcu kultury, popkulturze, która ogarnęła media o sprzedawaniu i kupowaniu także i w tej dziedzinie…) Oczywiście można napisać, że na jego śmierć złożyło się kilka czynników: nie leczona depresja, styl życia, trudne doświadczenia, stres pourazowy jakbyśmy to dzisiaj nazwali, który został z czasów konfliktów. Przeczucie komunizmu i końca kultury. Śmierć narzeczonej, o którą się obwiniał.

      1. Synchroniczność kultury. Czytam nadal nieśpiesznie listy Lema i Mrożka, w którym i Witkacym słów wiele pochlebnych pada. Wspomniane jest tam właśnie jego popkultury złowieszczenie. Mi co prawda daleko do dyskredytowania i odsądzania masowej kultury hurtem, ale główny problem jest taki, że kurczy się miejsce na własność, odrębność, oryginalność. Mało jest przestrzeni dla tych, którzy to sobie cenią.

        1. Witkacy, o czym już wspomniałam na blogu wieszczył koniec kultury jaką znał, koniec kultury wysokiej (sam on, temat ocean, nieszczęśliwe dzieciństwo, braki w socjalizacji, despotyczny ojciec, wymagająca matka, wtrącająca się w życie osobiste, stłamszona przez męża,zafascynowanie Stanisława śmiercią, samobójstwo narzeczonej, kobiety, używki, małomiasteczkowość, dwie wojny, śmierć). Nie wiem, czy jest problem w dostrzeganiu odrębności i jej cenieniu, moim zdaniem nie, moim zdaniem brak jest (i to zatrważający) umiejętności czytania kultury, uczestniczenia w tej wysokiej (czasami możliwości fizycznych i finansowych) wymagania od siebie, pewnego obeznania, nie wstyd już nie znać Bacha czy Cage’a, brak pewnej propedautyki…

          1. Chyba nastąpiło czasoprzestrzennowpisowe przesunięcie komentarzowe 😉

            W pewnej mierze ta nieumiejętność wynika chyba z niechęci, zawężenia i zamknięcia umysłowego (temat rzeka: z czego to wynika?), a po części z braku odpowiedniego aparatu poznawczego. Część zapewne nie obcuje z taką kulturą z niewiedzy, wstydu względem tej niewiedzy, a nie braku chęci.

    1. Proszę bardzo. Polecam blog, i częste zaglądanie, okiem łypanie i komentowanie. D A jakże! Jak szaleć to szaleć. Czy niedyskretem będzie jak spytam, co Ci się przypomniało?

  1. Wydaje mi się, że faktycznie imię determinuje człowieka. Z jakiegoś powody to konkretne pojawia się w czyichś myślach i spada na nas. Nawet jeśli nadane jest jako kolejne. Vsn Gogh to jeden z mioch ulubionych impresjonistów(?). A hego Ycie na równi odrzuca, co przeraża. Witkacy natomiast… Chyba tuiteraz musiało intensywniwj go zdeterminować. Co komu pisane na tego bęc?

    1. Nie wiem co to znaczy/co przez to rozumiesz/ co komu pisane na tego bęc, Ale chętnie się dowiem.
      Jestem zdania, acz mogę się mylić, że imię nie determinuję przyszłości, o ile nie jest prześmiewcze, albo krzywdzące. Natomiast, to co czyni różnicę, to na pewno sposób w jaki się zwracamy do ludzi, czy robimy to z szacunkiem i otwartością.
      Trudnością nie do przejścia może być projekcja swoich leków, wróć, lęków. Jak Rembrandta obrazy są najlepiej przebadanymi i zanalizowanymi, a wokół Vincenta krąży wiele, wiele mitów. Nie obciął sobie ucha, ledwie kawałek małżowiny, a to tylko początek. A Witkacy natomiast co…?

  2. Przepraszam, tetaz dopiero zobaczyłam, ile telefon mi zmienił liter. Imię nie musi być prześmiewcze, aby zmieniało człowieka według mnie. Wydaje mi się, że do niektórych czuje się większy dystans, z innymi chętniej spoufala. Ale bardziej miałam na myśli, że moment nadania imienia po kimś zmarłym (w tym wypadku bracie) niejako determinuje człowieka, to jakby podświadome życie za kogoś. Na kogo wypadnie na tego bęc rozymiem jako: co komu los wyznaczył, to otrzyma.

    1. Nie szkodzi.
      Nie wiem jak to jest z tym dystansem, pewnie wszystko zależy od osobistych doświadczeń.
      Pewnie to się zmienia wraz z wiekiem, modą. Inna sytuacja jest dziecka w grupie rówieśniczej, zwłaszcza wtedy gdy potrzeba akceptacji nabiera na sile.
      Dla mnie inną sytuacją jest skojarzenie z imieniem, a czym innym nadanie imienia po zmarłym — jak w przypadku Vincenta.
      Tutaj mamy rodziców, i dziecko, dwie sytuacje, konsekwencje etc.I ważniejsze od nadawanie imienia (tego samego) jest mechanizm i intencja, co kierowało Rodzicami w tym przypadku. Imię to czubek góry lodowej.
      Wierzysz w przeznaczenie? 🙂

      1. Tak, też myślę o tym, że inną jest sytuacja wyboru imienia (i tu jednak mam wrażenie, że jest coś, co wpływa na wybór takiego właśnie), a inną nadanie po zmarłym. Ta druga to jakby chęć przedłużenia życia kogoś innego, a tym niejako odebranie własnej tożsamości. Zauważ, jak odbierasz osoby o imieniu np. Karol, albo Franciszek. Zwyczajnie zapewne. Gdy jednak te same osoby przedstawią się jako Karol Gustaw albo Franciszek Józef zaczynasz podchod

  3. …podchodzić podświadomie nieco inaczej.
    Telefon mój szaleje, chyba zbyt długie komentarze piszę.
    Gdy znasz Tośkę, a nagle zauważysz, że to Antonina, weryfikujesz swoją dotychczasową wiedzę o niej z imieniem.

  4. Czy wierzę w przeznaczenie? Nie potrafię dać jednoznacznej odpowiedzi. Niby chciałbym, żeby nie kierował nami ślepy los, ale jednak już sama czasoprzestrzeń, w której żyjemy wpływa decydująco na nasze możliwości. No i znowu inna myśl: niby ślepy los, a jednak od naszego samozaparcia zależy, ile dla siebie ugramy.

  5. E tam, nie szaleje, nie szaleje.
    Patrząc z tej strony monitora, oczywiście.
    Wydaje mi się, że piszesz o dwóch rzeczach.
    O stereotypach.
    To pierwsze i o weryfikowaniu wiedzy wypływających a) z obiegowych opinii, czy stereotypów
    b) z wcześniejszych doświadczeń.
    Tak to czytam co piszesz.
    Nie wiem, czy inaczej podchodzę do tego jak ktoś ma na imię Franciszek Józef.Prawdopodobnie nawiazujesz (nawiązujesz?- wolę się upewnić) do postaci historycznej, a może rodzice, dziadkowie, antenaci Franciszka Józefa mieli tak na imię. Jeśli pierwsza opcja (albo tylko pierwsza) to oczywiście, Polacy i Polki nie mieli FJ. za co lubić, ale to postać godna bliższego poznania.
    Dla porównania dla większej liczby Polaków i Polek złożenie imion Jan Paweł będzie miało konotacje religijne (chrześcijańskie/ katolickie) ale…
    Gdy umierał JPII chciałam/ chcieliśmy zobaczyć film, ale że byliśmy w miejscu publicznym, i to w wielokulturowym środowisku… Kolega chcąc przełączyć na film argumentował, no wiesz, Polak, wielki i to jeszcze nasz rodak, powinieneś zrozumieć,..To dla nas…
    –Właśnie d l a W a s…
    I ta sytuacja mnie wiele nauczyła.
    Nie o to chodzi, by kogoś nawracać i pokazywać miejsce.
    Ja również popełniam błędy.

  6. Tak, miałam na myśli konotacje historyczne, ale nie pod kątem oceny. Wielokrotnie spotkałam się z imionami, które w jakimś stopniu intrygowały osoby, które po raz pierwszy słyszały, ze ktoś ma tak na imię. Moja koleżanka ma na imię Ksymena. Ilekroć ktoś ją poznawał słysząc imię zaczynał się jej uważniej przyglądać, ale z zaciekawieniem. Imiona mojej mamy to Tatiana Hanna. Używa pierwszego imienia na co dzień. Ilekroć się przedstawi urzędowo, wzbudza zdziwienie. Jej mama, a moja babcia, to Odetta. No… tutaj to już w ogóle jazdy były 🙂 I jakoś nikt tego z operą nie kojarzył. Znajomi dali dziecku imiona Karol Gustaw. Zabawne, bo gdy mówili Karol, nikt nie reagował, gdy zwracali się dwoma imionami, ludzie zaczynali się dziecku uważnej przyglądać. Ba! sama, gdy jeszcze uczyłam w szkole i do mojej klasy doszedł Fryderyk miałam możliwość skonfrontowania podejścia innych nauczycieli – wszyscy założyli, że musi to być dziecko inne (w znaczeniu bardzo zdolne, geniusz). I tu tak, zgodzę się, ze to stereotypy. Ale ja jednak będę sugerować, że coś ludźmi kieruje przy wyborze imienia dla dziecka. Zazwyczaj matki mówią, ze to imię im przyszło do głowy i nie podobało się żadne inne. Kiedy ja byłam w ciąży z draniem od momentu, kiedy się dowiedziałam, że jestem mamą, wiedziałam, że dziecko to Piotr. Był moment, kiedy ktoś nam sugerował zmianę. Drugim typem było imię Łukasz – nie mogliśmy się przyzwyczaić do tej myśli i doszliśmy z mężem do wniosku, że mówiąc, ze szykujemy coś dla Łukaszka, nie mówimy o swoim dziecku. Urodził się Piotruś. I nie wyobrażam sobie, że mógłby mieć inne imię. Co do imion nadawanych po kimś zmarłym… mam na myśli choćby historię opisaną w „Poczwarce” przez D. Terakowską. Niby fikcja, ale bardzo mnie porusza i według mnie tak to wygląda, że przyjmując po kimś imię nadawane w celu np. kontynuacji dzieła tego człowieka, albo pod kątem uczczenia go, przyjmuje się jakąś cząstkę osobowości tego człowieka. Co nie znaczy, że dane dziecko nie jest wychowywane w duchu tej osoby, więc nie tylko imię, ale również otoczka wpływają na nie.

    1. Dzień dobry Agnieszko. 🙂
      Wydaje mi się, że z racji doświadczeń, oswoiłam się z imionami, uważanymi za… Nietypowe, choć tak naprawdę bywa, że są nieczęsto spotykane. Piszę, wydaje mi się bo nigdy nie wiadomo co będzie jutro. Ksymenę spotykałam. I to w młodym wieku… A jeszcze wtedy granice nie były tak otwarte, i programy były inne.
      Odetta podoba mi się :). Oczywiście imię uruchamia skojarzenia i/lub stereotypy, bywa, że obnaża nasz poziom (nie) wiedzy. Pewne imiona jak Tatiana np przypisujemy innym narodom, więc obawiam, być może się mylę,że zdziwienie nie budzi samo imię— przynajmniej nie obecnie— ile to, że np jest Polką, a nie pochodzi ze Wschodu. (Nie wiem, czy tak jest). Imiona nie muszą być, zwłaszcza w tym czasie przypisane geograficznie, ale bardzo często spotykać można takie myślenie.
      Co kieruje ludźmi przy nadawaniu imion?
      Jest wiele czynników. I to co piszesz, nie kłóci się wcale z tym, co ja piszę. (Nie, nie chodzi tu o rację).[Uprzedzam pytanie].
      Chociaż bardzo wpływa na nie moda. Wraz ze wzrostem obecności massmediów i seriale telewizyjne, internet,czyli to co działa ponad granicami. Odetta kojarzy mi się np z drugą żoną Mieszka I. Zwana Odą. Są i skojarzenia kulturowe, są i mody, i chęć tego by mody uniknąć, w ten sposób tworzy się nowa moda. Jestem ciekawa ile— w skali kraju— pojawiło się Kamilów po zwycięstwach Stocha. Ile Janów Pawłów (mówiono, że w 2005 roku gdy umarł papież padła rekordowa liczba). Karol to b.popularne imię. Nie, nie piszę tylko o krajach latynoskich. Karol Gustaw, to — w zestawieniu— rzadkie i zapisane już w historii. Nie dziwi więc zatem reakcja. Tym bardziej, że wiele osób, patrząc stereotypowo, spodziewało by się odniesień innych niż usankcjonowane historycznie. (Ale dlaczegóż by nie???). Niezależnie od tego czy mamy na myśli królów szwedzkich, czy np. Karola Gustawa Polityńskiego, a może wcale nie? Bo chodzi o Ks. bp. Karola Gustawa Manitiusa? Tropów jest wiele.
      Ktoś kiedyś zrobił badania i imię Fryderyka (Chopina) było najczęściej nadawanym w kraju. Nie dziwi fakt ów, gdyż niewiele mamy kompozytorek i kompozytorów światowego formatu, znanych do dziś. No bo kto pamięta o Mikołaju z Radomia, którego twórczość można było by zapisać na jednej płycie cd?

      Nie jest moją rolą rozsądzać co kieruje, czy kieruje ludźmi przy wyborze imienia.
      Zapewne są pewne tendencje, prądy, mody, ale przecież nie tylko.
      Dziękuję bardzo za podzielenie się swoją historią.
      Dla mnie osobiście, nadawanie imion po zmarłych tragicznie osobach, które zbyt wcześnie rozstają się z życiem, jest straszne. Wiadomo przecież, że nikt nikogo nie jest w stanie zastąpić. Nie wiem, czy przyjmuje się wtedy cząstkę tego człowieka. Na myśl przychodzą mi rytułały inicjacyjne, tak kobiet jak i mężczyzn, wszystkie, niezależnie od kultury wiążą się z nadawaniem imienia. Czymś innym jest dla mnie nadanie imienia Fryderyk bo… No właśnie, bo co…? Bo może kojarzyć się z…
      Nie, nie z Chopinem, bo przecież jest święty Franciszek (zaraz, zaraz, tylko który- ten z Utrechtu, a może biskup Liège, a może błogosławiony Fryderyk? Jeśli tak, to który z trzech? A może chodzi o Fryderyka I? A może o Fryderyka Pobożnego? Oczywiście, trochę przerysowuje.
      Wielokrotnie nadanie imienia teraz wiąże się z tym by brzmiało podobnie/ tak samo/ w różnych językach, bo ludzie się przemieszczają.
      Za imieniem idą nie tyko asocjacje, ale jak sama piszesz, i zachowania (nauczycielek/ nauczycieli).

  7. Taaak… i zrobiłam błąd, bo mama oczywiście drugiego imienia używa na co dzień. I jest Polką. Odetty z Odą nigdy nie kojarzyłam… Ubawiłam się Franciszkiem. Faktycznie może być z nimi problem. Kiedyś usłyszałam jak mama zwraca się do dwu(trzy)letniego chłopca Zdzisiek… Tak, to mnie zastanowiło. W sumie Zdzisław to ładne imię. Wtedy zaczęłam patrzeć, jakie reakcje wzbudzają w ludziach imiona. Polubiłam te dysputy. Rzadko który blog każe mi myśleć 😉

    1. Dyskusja to chyba clue blogu. 🙂 Tak jak chyba [każda] sztuka, o ile blog jest sztuką, albo bywa takową albo ową. To porównanie przyszło mi na myśl nie dlatego by nas/ siebie umieszczać w kontekstach i deko_racjach, ale pod wpływem dyskusji (sic!) pod wpisem Próbuje powiedzieć, że dyskusja, ale nie czcza rozmowa, jest ważna. Jest pewnym narzędziem.
      Świetnie, że „blog każe Ci myśleć” 🙂 Po[d]czytuje sobie to za komplement.

      1. No ba! Co więcej notatka na blogu to jedno, a komentarze pod nią to czasem kopalnia dodatkowych tematów.

        1. Agnieszko,
          I to i to jest ważne.
          Dyskusja może pogłębić, może pognębić.
          I nie ma tu obowiązujących jazd/programów (może poza przykazaniami przestrzegania netykiety i praw autorskich-ale to przecież wiadome).
          Nie zawsze musi być sążniście i poważnie (dla przykładu 1,2,3,4,5, 6), ale też w drugą stronę.
          Myślę,że:
          że zachowanie pewnego poziomu wpisów, charakteru tj, nie pisanie pod klucz, to wyraz szacunku. Nie jest bowiem tak, że ludzie, którzy czytają przecież z własnej nie przymuszonej woli nie potrafią zdzierżyć tekstu dłuższego niż stronę, czy dwie, czy nawet pięć. Nie jest też tak, że trzeba przedstawić tekst tryskający od emocji i jeździć sobie trzymając ludzi za gardła, bo tak powinno się, należy, pisać.
          Inną jest kwestia taka.
          Rozumiem, że to co piszę (tu mam na myśli wpis o języku, albo dyskusje o filmach/ [pod wpisami] przykładowo dyskusja pod wpisem o „Hawkingu„, „Sekretach morza„czy Alicji w Krainie Czarów) może być, albo wielokrotnie jest, nowe dla kogoś, może budzić opór, zdumienie i tak dalej. Można wymieniać. 🙂

          Niewiele czytam blogów, zostaje przy tych, które są min.autentyczne. Nie o to chodzi by się zgadzać, owszem miło jest wtedy,
          nić porozumienia wiadomo…. Tą nie tak trudno znaleźć (nie piszę o ekstremum, oczywiście wiadomo w tym cały jest ambaras…).

          Są też takie osoby prowadzące blog, które unikają jak ognia (i to piekielnego) tematów trudnych/ albo tych, które mogą być uznawane za niepopularne. Daleko mi do twierdzenia, że to na pewno przez to, by osoby blogujące (w ten właśnie sposób) były lubiane, popularne, czytane, czy cytowane by pisać tylko to co wypada, ale może to ja jestem w błędzie, i innym błądzie i a może wielebłądzie, może [też] z innych powodów… Nie mnie rozstrzygać, i nie sądzę, by ktoś tego potrzebował. Wiedza często jest niewygodna, z raz nabytą „trzeba” coś zrobić. I tak myślenie boli (to ocenianie nie boli, przy założeniu, że nie jesteśmy właśnie oceniani/oceniane).
          Może ktoś i powie: „Ale słuchaj, I jest ich zdumiewająco wiele, rozumiem, wiek nastoletni, grupa odniesienia, ale jeśli już ktoś przekroczył czterdziestkę. Nie zrecenzuje filmu, książki, o tym nie napisze, o siamtym nie wspomni…”
          Wolę nie gdybać i uprawiać swoje „poletko”. Nie wiem. Nie moja brocha, nie chcę, nie będę oceniać.
          Oczywiście ja także mam tematy, o których zdecydowałam się nie pisać:
          rękodzieło,moda, lifestyle — tego jest zatrzęsienie, mody,mody, mody tylko inaczej nazwane.
          Np jest taki blog, który podczytuje, i jest on między innymi o minimalizmie, o którym też zdecydowałam się nie pisać.
          Ale z chęcią podyskutowałam sobie z Agnieszko (z Chatki). z Tobą. (
          Dyskusję można znaleźć tu, pod wpisem
          blog ma jeszcze tę jedną dobrą cechę, że w każdej chwili można się dołączyć do jakiejkolwiek z „rozmów”, albo wznowić). Zresztą nie rozmawiamy tylko o tym.
          O wyzwaniach i blogach ( i nie tylko o tym) można poczytać sięgając do treści spisu.
          O czym zdecydowałam się jeszcze nie pisać?
          O zdrowiu (szeroko pojętym),
          o wierze,
          albo o jej braku w to wpisuje się np [a]teizm, ale przecież nie tylko.
          Nie piszę też o polityce,
          wyborach,
          zmianach klimatu.
          Odchudzaniu (nie ważne, czy będzie dotyczyło się, czy portfela);
          Myślę też, że Ludzkość przeżyje bez wieści o tym, co jadłam na śniadanie, kolację, a co odbiło mi się czkawką, i czy w nocy goniły mnie radzieckie wrzeszczące imadła we śnie.
          Za to wolę porozmawiać o obrazach Williama Turnera, chociaż nie przyszło mi do głowy by kogoś oceniać wedle tego, czy ktoś wie, czy nie wie jak bardzo był niezrozumiany przez współczesnych (miał bowiem opinię tego, co maluje szczotką unurzaną w głównie i urynie. Niewiele było jego zwolenników za czasów gdy two[r]żył), albo czy ktoś zna ([nie]popiera) tego co robiła Eleonora Akwitańska…Albo o tym, albo jeszcze o czymś innym.
          Są cechy, które cenię u Ludzi, są takie, które mi imponują, oczywiście. I są jeszcze inne. 🙂

          Jeśli ktoś chce się podzielić doświadczeniem nieżalenie od tematu jaki jest (nie)poruszany, szanuję to, i doceniam. I jest mi miło.
          Oczywiste, że są ludzie, którzy, które (wiem, nie gramatycznie to brzmi na pierwsze słuchanie, ale o tym już było), które piszą o tematach, których ja osobiście nie zdecyduje/ zdecydowałam się poruszyć. Jeśli ktoś chce poczytać sobie np o religii,pewnie wie gdzie sięgnąć jest i x Boniecki, Tadeusz Bartoś, i Jan Turnau jest i Leszek Kołakowski są i inni, zacni nie będę wymieniać bo i w jakim celu? I wiele jest głosów, każdej osobie wedle potrzeb. Ważne, by umieć szukać.

          Rozpisałam się, moja wina, moja wina, moja bardzo więcej wina… 🙂 Nie, nie spożywam procentów, lubię białą herbatę. O kawie już wspominałam…
          [roz]pisałam się, pewnie można było by to zamknąć w dwóch zdaniach, albo jednym:
          Masz rację. Było by i treściwie, i zgrzebnie, zgrabnie, ale żal kasować, lichutki wątlutki to argumencik… I zupełnie nie na miejscu.
          Za to na pocieszenie, i całkiem nie, mogę podesłać utwór (album od lat mi się podoba):
          Pamiętam jakie wrażenie po raz pierwszy zrobił na mnie, zaleca się słuchać płyty jako całosci, kawałek trzeci w kolejności:
          Oj, dawno to było, dawno…
          Ale co tam:

            1. Jeszcze dobrej nocy 🙂 Możdzer… mmm… No tak. Cóż więcej mogę dodać? Chyba to, że lubię blogi, z których teściami mogę się zmierzyć. Sama piszę obrzydliwe prawie osobiście, chociaż to i tak tylko czubek góry lodowej. Dla mnie pisanie tu to chwila odpoczynku i zresetowanie myśli. Miło mi, że ktoś to czasem przeczyta. Komentarze też są dla mnie intetesujące, ponieważ czadem zdarzy się taki, który nie przyklaśnie i nie uściska- i wtedy mogę weryfikować siebie. Po to przecież jest ów reset.

              1. Jeszcze dobrej nocy (mam nadzieję, że zdążę odpowiedzieć).
                No dodać można wiele…
                Nie mam nic przeciwko, jak to ujęłaś pisaniu: „obrzydliwe prawie osobiście, chociaż to i tak tylko czubek góry lodowej”. Jeśli ktoś potrafi to robić, pisanie nie różni się od innych profesji. To trochę tak jak z uczeniem (się), czy przywódstwem różne są style, w jaki się uczymy (poza ogólnymi prawidłowościami, np. w jaki sposób uczą się osoby dorosłe). Jeden ze stylów jest wiodący, ale innych też potrzebujemy. Poza tym zresetowanie myśli nie wyklucza pogłębionej refleksji. Pewnie o tym wiesz, niepotrzebnie kruszę czcionkę, ale „to tylko pixele”.
                Ów reset jest jak wylewanie zawartości filiżanki, by wlać nową porcję herbaty/kawy? Dobrze (zgodnie z Twoją intencją) Cię czytam/ rozumiem?

  8. Dobrze mnie czytasz / rozumiesz. Wylewam to, co już za mną. Tam, gdzie dopiero przed, gdybam tylko. Kiedyś pisałam w innym miejscu i nie unikałam kontrowersji. To spowodowało, że po pierwsze nie ogarniałam natłoku komentarzy (często zakrawających na brak podstawowych wiadomości o świecie i życiu w społeczeństwie), po drugie ja nie szukam znajomości blogowych na siłę, a wytworzyła się sytuacja, w której miałam mnóstwo krewnych i znajomych królika, którzy koniecznie chcieli być 24 h (chociaż mogę szczerze się przyznać, że dzięki tamtemu blogowi dwie znajomości udało mi się przenieść na realne tuiteraz i bardzo cenię te znajomości rozwijające się w kontaktach poza blogowych, a kilka blogów czytam nadal i szanuję bardzo ich autorów), po trzecie dzięki częstym poleceniom łatwo było mnie znaleźć, a ze względu na pracę, do której wtedy wróciłam, trzeba było podjąć kroki co najmniej radykalne. A poza tym wszystkim po prostu i tak zwyczajnie chyba zaczęłam potrzebować myślodsiewni (czy to aby nie Twoje określenie z poprzednich wpisów, które mnie swoją głębią urzekło?)
    I tak jak piszesz blog to dla mnie forma uczenia się – ludzi i siebie. Komentarze (powtórzę po raz… n-ty, co i mnie śmieszy) są dodatkiem stanowiącym osobną treść. Można rozmawiać, można wymieniać poglądy, można weryfikować spostrzeżenia o wszystkim, co składa się na otoczenie i nas samych. I daje możliwość spojrzenia z innej perspektywy. To lubię 😉
    PS. Już miłego dnia!

    1. Dla mnie pytaniem jest co rozumiesz przez „nie unikałam kontrowersji”. Bo czym innym jest nieunikanie tematów trudnych nie trudnych z założenia, z ważkości tematów (np. zdanie sobie sprawy, że nie jest się kompetentną w szydełkowaniu, albo w cząstkach elementarnych, kiepski przykład no ale coś w ten deseń) , a nie z obawy może nie tyle, że straci się czytelników, czy czytelniczki (co oczywiście nastąpi) co z obawy o reakcje na tematy trudne, niepopularne. No wypada np pisać o pewnych książkach, osobach, albo też cóż mówić, że to co jest powszechne jest błędne. Albo, czym innym jest sytuacja gdy pisze się o czymś mało znanym (powszechnie) np. (i tu celowo taki właśnie przykład) o Bibi Khānoom Astarābādi, no można by było mówić w sposób inny, poprzestawać na frazesach o wolności, równości etc, a nie o tym jak rodził i działał ruch sufrażystek, który kojarzymy z Europą. No i właśnie klops (i to jaki?!) nie dość, że szukamy poza nazwijmy to umownie centrum, to jeszcze o feminizmie (nazwanie kogoś feministką jest traktowane jako, albo jest obelgą patrząc na to językowo), i od razu przypisane zostają łatki osobie blogującej. No, tak i już za chwileczkę, już za momencik machina zacznie się kręcić…
      A czym innym jest dla mnie świadoma prowokacja.
      A czymś jeszcze innym jest przypisywanie prowokacji,(sprzyjają temu luki kompetencyjne, których się zazwyczaj nie widzi, nie dostrzega, to nie zarzut, to po prostu jest b. trudne, a może jeszcze ktoś/ia nie miała okazji która by pozwalała na to by się nauczyć,osoby, która by powiedziała,że to z tego, a tamto z tego, a może miała tylko nie przyjęła tej wiedzy?)
      Myślodsiewnia pojawia się w czwartej części sagi o Harrym Potterze, tak więc nie jest to moje autorskie powiedzenie, ale podoba mi się, nigdy nie przypisywałam sobie autorstwa, ale podoba mi się również Twoja uważność.
      Nie wiem czy można (pewnie można) wskazać co jest ważniejsze, bo też zależy czego szukamy,i co znajdujemy, jakiej jakości są wpisy, tak w komentarzach jak i we wpisie.Oczywiście, że osoby komentujące za sprawą dyskusji (o poważnym, nie poważnym charakterze- nie ważne w tym momencie jakim) mogą otworzyć nowe przestrzenie. Ufff znów się rozpisałam…
      Także lubię (się)uczyć. 🙂
      Dobrego dnia! 🙂

      1. hahahhahahaaa kontrowersyjne to nie skandalizujące dla mnie, a takie, które pozwalają na zderzenie się skrajnych opinii, np. klaps na pupę dziecka (no i nie będę – pozwól – rozwijać tematu, bo nie o to chodzi), albo joga i medytacja a Kościół (j.w. – proszę…)
        Tematy, które dotykają osób / miejsc / zdarzeń mało znanych nie są dla mnie w żaden sposób kontrowersyjne, a CIEKAWE.
        Miłego! U mnie pora na drugą kawę, zatem piszę 🙂

        1. Nie nie zamierzam/ nie zmierzałam Cię pytać/ prosić o rozwijanie tematu. 🙂 Ale przykłady pozwoliły mi na trafniejsze zrozumienie tego co chcesz przekazać, bo drugi blog, o ile pamiętam, pozostaje tylko Twój. (Popraw proszę jeśli jestem w błędzie).
          Abstrahując od powyższych- przykładów- to rzeczywiście dyskusja pozwala na zobaczenie tematów z wielu perspektyw, na dowiedzenie się czegoś być może nowego. Jeśli oczywiście jest dyskusją. Ja też mam czas na kawę- właśnie idę zrobić- dlatego zajrzałam i odpisałam. 🙂 Kawa to jest temat rzeka… 😀

  9. Tak mój i z tego się cieszę. Kawa… boosszzeee dzięki niej zabarwię się niedługo na jasny brąz – i!! tu plus dodatni – nie będę się musiała opalać 😉

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s