[162+2]. Ooooooo[och!]: Intencje.

[Świerże owoce na straganie, źródło zdjęcia].
[Świerże owoce na straganie, źródło zdjęcia].

Nadzieja.

    Żył kiedyś pewien król, potomek starego i potężnego rodu władców. Król ten na skutek niefortunnego zbiegu okoliczności utracił tron i musiał uciekać przed wrogami.

Przemoczony do suchej nitki błąkał się po odludziu, gdy nagle ujrzał pasterski szałas i pomyślał, , że trochę w nim odpocznie.

Kiedy wszedł do środka, okazało się, że siedzą tam dwaj pasterze otuleni w ciepłe derki.

Przyjęli go uprzejmie i podzielili się nim skromnym jadłem, jakie mieli,a składała się na nie odrobina sera i kilka cebul.

— Pewnego dnia, gdy wrócę na tron, wynagrodzę wam to po królewsku!— przyrzekł król.

Cóż,choć obaj pasterze podzielili się pożywieniem z królem i okazali się jednakowo hojni, nie we wszystkim byli do siebie podobni.

Pierwszy chodził z podniesioną wysoko głową, i opowiadał każdemu, kogo napotkał, że jest lepszy od możnych, bo nakarmił króla, któremu nikt inny nie był gotowy pomóc.

Natomiast drugi pasterz po zastanowieniu doszedł do takiego oto wniosku: „Fakt, iż znalazłem się akurat w tym miejscu i miałem przy sobie trochę jedzenia, to czysty przypadek. A że ofiarowałem jedzenie królowi? To normalny ludzki gest. Ale władca z iście królewską wspaniałomyślnością poczytał mi to za cnotę. Niech więc ten przykład będzie mi wzorem i nienatchnieniem abym naprawdę zasłużył sobie na tak zacną opinią.

Kiedy po kilku latach król odzyskał władzę, która mu się prawnie należała, posłał po paserzy. Obaj otrzymali hojne dary i zyskali wpływowe stanowiska na dworze.

Ponieważ jednak pierwszy z nich nie pracował nad sobą, nie próbował się doskonalić ani przygotowywać do czekających go zeszytów, szybko padł ofiarą intryg i został stracony za udział w spisku. Za to drugi pasterz tak świetnie się sprawdził, że kiedy król osiągnął sędziwy wiek, za powszechną zgodą mianował pasterza swoim następcą.

[Mądrość głupców, Idies Shah, Drzewo Babel, Warszawa, 2002,, s.172-173. Wyróżnienia własne].

28 myśli na temat “[162+2]. Ooooooo[och!]: Intencje.

  1. No cóż… Historyjka ładna i potrzebna.
    Ale jakże odległa od rzeczywistości w której żyjemy.
    Pozdrawiam.

      1. Dlaczego odbijasz pytanie – pytaniem? Chciałabym znać Twoje zdanie, być może się zgadzamy, ale odpowiadasz w sposób lakoniczny.
        Oczywiście odpowiem, ale chciałabym znać Twój sposób patrzenia. 🙂

        1. Nie odpowiadam lakonicznie tylko nie odpowiadam 🙂 A dlaczego? Wchodzę poczytać życiowe mądrości a nie się wymądrzać 🙂
          A dlaczego tak uważam? To w sumie nie wiem, może z obserwacji. Po prostu to nie jest świat dla cichych. Możesz być w czymś dobry ale jak jesteś skromny i tylko czekasz na docenienie możesz czekać bardzo długo i niekoniecznie się doczekać.

            1. Jak jesteśmy przy opowieści to w rzeczywistości wyglądała by tak:
              nakarmili króla, nieskromny zyskał autorytet i być może przez to inne profity wśród ludzi, skromny czekał, naturalnie król nikogo nie wynagrodził 🙂
              Twoja kolej na odpowiedź 🙂

  2. Skończyło się drzewko więc otwieram nowe.
    Oczywiście, że cisi, skromni mają w życiu trudno, choćby nie wiem jak utalentowani byli w szkole świata… Tu się zgadzamy, więc nie ma nad czym deliberować.
    Ad rem!

    To ciekawe, na jaki aspekt zwróciłeś uwagę.
    Przypowieść jest jak przypowieść: zbudowana wedle prostych reguł.
    Np. na zasadzie przeciwieństw.
    Dla mnie cytat:
    „Ponieważ jednak pierwszy z nich nie pracował nad sobą, nie próbował się doskonalić ani przygotowywać do czekających go zeszytów, szybko padł ofiarą intryg i został stracony za udział w spisku. Za to drugi pasterz tak świetnie się sprawdził, że kiedy król osiągnął sędziwy (…)”
    to dwie postawy, jeden, bierny drugi, który pracuję nad sobą. C
    Nie odczytałam w taki sposób jak Ty tej opowieści, dla mnie to przypowiastka o pracy właśnie i jej ukierunkowaniu. Pasterz, który się doskonalił, nie czekał, aż go ktoś dostrzeże. Choć może jestem w błędzie.

  3. Czuję się dyskryminowana ;-), bo nie mogę polubi(a)ć Twoich postów (nie wszędzie muszą wtrącać trzy grosze, a lubię zaznaczyć, że przeczytałam z przyjemnością). Winna temu zaiste moja bloggeropochodność (miast wordpressowości, ale nie będę zakładać kont wszędzie bywam czasem lub częsciej).

    1. Z przyciskiem „lubię to” mam problem. I co jakiś czas nachodzi mnie myśl, by z niego zrezygnować. Informacja, którą w ten sposób dostaję, nie jest dla mnie miarodajna. Dobrze wiedzieć, że ktoś przeczytał tekst, albo, że komuś się podobało. Tylko podobało co? No właśnie, nie wiem.
      No i to nierówne traktowanie.
      Pod tekstem są gwiazdki żółte, każda osoba może wyrazić stosunek do tekstu tu, ale ja chyba najbardziej lubię komentarze,z kilku względów.

      1. Hmm, może masz rację, Bywa i tak, że niektórzy klikają, bo się coś pojawiło bez czytania czy obejrzenia – oczywiście, nie mówię, że tu, tylko ogólnie – może więc rzeczywiście żadna to informacja zwrotna.
        Gwiazdek jeszcze nie testowałam. 😉

        1. … Ale gwiazdki to już ocenianie, a ja tak niechętnie do oceniania podchodzę. Blog to blog, z jakiejś swojej potrzeby i chęci to napisałaś i nie wydaje mi się, bym miała prawo oceniać (choć głównie mi się podoba).

          1. Hmm poruszyłaś bardzo ważną kwestię.
            Bardzo ważną. Z mojego doświadczenia wiem, że ludzie nawet jak udzielają informacji zwrotnej to oceniają.
            I idąc dalej. Mówiąc podoba mi się to— to także jest ocena.
            Zatem, jak inaczej? W skrócie pisząc np. Wspiera/ pomaga mi, moje czytanie to, że… i analogicznie nie wpiera mojego czytania…
            O udzielaniu informacji zwrotnej długo by pisać.
            Kolejny aspekt, to właśnie rzeczona treść boga. Wiem, że gdybym nie poruszała tematów uważane za trudne, albo nowe, albo pisała zupełnie inaczej blog byłby poczytniejszy, nie mówiąc już o obecności w mediach społecznościowych- to jest posiadaniu własnego kanału, bo to, że pojedyncze wpisy się rozchodzą, to wiem. (Po to zresztą jest przycisk, by z zachowaniem praw autorskich, można było się podzielić, tym czy owym).
            Jestem także za dyskusją, co chyba tutaj widać. 🙂

            1. Hmm… Polubienie to – moim zdaniem – bardziej wyrażenie tego, jakie odczucia, refleksje, skojarzenia etc. coś we mnie wywołało. Natomiast ocenianie, przyznawanie punktów już wymusza jakieś bardziej merytoryczne podejście, trochę też odrzucenie choć niektórych własnych odczuć na rzecz rzetelnej oceny. Widocznie ja odstaję od norm(alności), stąd to rozróżnienie. 😉

              1. Nie nie chodzi o odstawanie od normalności, ludzie często nie zdają sobie sprawy, że dychotomia lubię/ nie lubię to też ocena. Wydaje mi się, że to kwestia na rozmowę, albo przynajmniej oddzielny wpis, bo przecież jak czegoś nie lubisz, to także jest ocena, niezależnie od tego czy przyznajesz punkty, czy gwiazdki, czy wciskasz łapę. Za to jeśli odnosisz się do zachowania, konkretnego przykładu i jesteś w stanie odpowiedzieć sobie na pytanie jakie z zachowań było wnoszące i czemu służyło to to jest jedna ze składowych informacji, zwrotnej, oczywiście nie jedyna. Nie wiem, czy w tej chwili to co piszę jest dla Ciebie jasne/ czytelne.

          2. Tak, rozumiem (tak mi się przynajmniej wydaje ;-)). Jest to ocena, owszem, ale taka grubą warstwą subiektywizmu podszyta i taka bardzie powierzchowna, a ja przy przyznawaniu gwiazdek musiałabym spróbować spojrzeć bardziej obiektywnie. Nie przychodzi mi teraz na myśl nic, czym można by określić ten niuans, bo choć to i to jest ocenianiem, to ja w tym czuję różnicę.

            1. Nie za bardzo czytelne jest dla mnie to co piszesz powyżej, sądzę, że to przez to, że piszemy, a nie rozmawiamy.
              Co jakiś czas świta mi myśl, żeby napisać o udzielaniu informacji zwrotnej. O tym w jaki sposób robi się to w sposób prawidłowy. To znaczy, w taki by spełniała ona swoje zadanie, czyli była wnosząca, pozwalała na wzmocnienie/ wyeksponowanie/ budowanie na mocnych stronach, którymi dysponuje dana osoba i wzmacnianiu stref do rozwoju, niesłusznie nazywanymi minusami. Ot, taka znacząca różnica.
              Jeśli mówię nie lubię X, a lubię Y to oceniam ich, czy to widzę, czy nie to jest już odrębna kwestia. Jeśli zaś mówię o rodzaju ich zachowania wobec np. mnie, to tu kryje się jedna z różnic.
              Mogę wtedy sobie zobaczyć sytuację, np w taki sposób, czy nie lubię X, bo mówi dla mnie rzeczy trudne? Z którymi się nie zgadzam?
              Czy potrafię oddzielić prezentowane przez nią, przez niego opinię, a sposób zachowania?
              Czy np X mówi w sposób chaotyczny? Albo niewyraźnie? Albo zdaje się nie patrzeć na mnie? I to mi przeszkadza.
              Dlaczego uważam, że ktoś jest fajny?
              „Lubię”, „nie lubię” nigdy nie było neutralne, ludzie przyzwyczaili się do używania tych etykietek, bo w taki sposób zostali zsocjalizowani…

        2. Nie powiem Ci o gwiazdkach nic. Tak też b y w a -czyli nie jest regułą, że ludzie klikają, z nadzieją, że wejdziesz na ich blog, albo jeszcze po coś (innego) niż informacja, że przeczytałam/ przeczytałem, że popieram, i że mi się podoba? „Lubię to” rozleniwia. Chciałabym usłyszeć głosy tych, którzy czytają, a nie komentują…

  4. Przypomniał mi się od razu niekoniecznie fantastyczny, zbyt dydaktyczny, w telewizji kiedyś nazbyt obecny, ale koniec końców nie tak straszny film „Przypadkowy bohater”.

    Ciekawe, ilu bohaterów zostaje bohaterami z przypadku? Czy przypadek bohaterstwu uwłacza? Ilu pozostaje bohaterami w ciszy?

    1. A może inaczej, może to właśnie przypadek jest składową bohaterstwa? Nie musi trwac, wystarczy, że się pojawi. Czy na bohaterstwo da się przygotowac?

      1. Wydaje mi się, że przypadek jest częścią bohaterstwa, ale nie mam pewności, czy jest on składową konieczną. Przypadku nie ma w tym, że (gwoli przykładu) strażak ratuje kogoś z pożaru (choć pożar przypadkiem powodowany być może), ale czy to umniejsza jego bohaterstwu? Czy strażak jest bohaterem niejako zawodowo? Czy tylko w niektórych przypadkach.

  5. To dopytam, zanim odpowiem, żeby nie uciekł nam kontynuowany wątek.
    Widzisz rozróżnienie między tym co postrzega się jako „przypadek”, a tym, co bierzemy za zaskoczenie, w sytuacji bohaterstwa? Czy jest to dla Ciebie, to samo?

    1. Są to dla mnie elementy powiązane, ale nie tożsame. Przypadek może prowadzić do zaskoczenia. Nie musi jednak. Nie każdy „zaskoczy” bohatersko, nie w każdym ta iskierka siedzi. Siebie, niestety, o nią nie podejrzewam.

        1. Od gdybania się nie ucieknie. Wiadomo, że życie jest mądrzejsze od takich dyskusji i lubi je weryfikować, ale według mnie i tak warto gdybać.

          Oprócz przygotowania ważny jest też charakter osoby – zdecydowanie lub jego brak, pewność siebie i tym podobne.

          1. Odnośnie gdybania, moim zdaniem, możesz myśleć inaczej, a ja nie muszę posiadać patentu na prawdę objawioną, ani prawdę obrażoną, ani wyobrażoną, ani żadną inną. Zbyt często się gdyba, chociaż zależy o czym mówimy gdy myślimy „gdybanie”, czy jest to uciekanie od sytuacji, „gdyby tylko wydarzyło się x,y, z” czy stwarzanie/ budowanie planów awaryjnych np. na wypadek/ gdyby zdarzyła się powódź etc. Ważna jest intencja plus działanie. Takie jest moje zdanie. 🙂

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s