171.Cztery szybkie: Pieśni łagodnych, czyli ta filmowa niedziela.

    Muzyki można słuchać na wiele sposobów, ilu ludzi, tyle możliwości, upodobań i nawyków. Pewne gatunki narzucają sposób uczestniczenia w muzyce (bo tak wolę o tym myśleć), ale nie koniecznie jest on jedyny, choć bywa wiodący. Np w filharmonii, bywają wyjątki, takie jak np Grupa Mozarta, ale jej członkowie wpisują się w pewną, rozrywkową konwencję, inaczej przecież słucha się requiem, którego oni (chyba) nigdy nie zagrają w kabarecie. Jeśli przyjrzeć się anatomii orkiestry to pewne instrumenty wiodą prym, walczą o przewodnictwo, jak skrzypce z (młodszym) fortepianem – o laur pierwszeństwa i takie, które nigdy nie wejdą do kanonu— jak gitara, czy bandoneon, ci co ją biorą we władanie, są zapraszane i zapraszani do gmachu, tak by przyciągnąć nową widownię, która za zwyczaj nie przychodzi by posłuchać Bacha, czy innego Liszta.

Muzyka filmowa, już dawno wyszła z ciasnych ilustracyjnych ram tego, do czego została powołana. Czy ktoś/ia pamięta, taperów grywających w kinie i ich związek z jazzem w latach 20 i 30 ubiegłego wieku?

To jaką rolę odgrywa w obrazie jest niebagatelna, zwłaszcza, że wynalezienie nośników takich jak płyta kompaktowa, nie pisząc o cyfrowym zapisie dźwięku uwolniło muzykę od filmu. Ten proces zaczął się już wcześniej wraz z wynalezieniem prototypu gramofonu, a następnie stworzeniem pierwszej wytwórni płytowej. Potem już pogalopowało. Sierpień się starzeje by minąć nieubłaganie, i ubłaganie zresztą też. Mamy zatem okres urlopowy jeszcze. Co zatem polecam? To zależy. Dzisiaj niezobowiązująco. Cztery płyty. Do wieczornego  niezobowiązującego słuchania.

Hans Zimmer, Kod Leonarda da Vinci,Universal Music Polska,2006 [źródło zdjęcia].
Hans Zimmer, Kod Leonarda da Vinci,Universal Music Polska,2006 [źródło zdjęcia].

     Jan A. P. Kaczmarek pogratulował Hansowi Zimmerowi, faktu, że jego muzyka do Kodu da Vinci została uznana za tak sugestywną, że według szefów wytwórni zaistniała konieczność jej ocenzurowania. Zawsze byłam zdania, że krytyka, a co dopiero pisać o ingerencję, jest ukrytym komplementem, nie piszę o wymiarze ekonomicznym, i wiele, bardzo wiele mówi, o osobie, tej, która się jej podejmuje, a nie, tej, która jest jej obiektem. To prawo odnosi się również do muzyki. Można socjologicznie rozpatrywać takie obrazy popkultury jak saga o młodym czarodzieju i uniwersum stworzonym przez Rowling jak i Kodzie da Vinci, i jest to bardzo, bardzo zajmujące i ciekawe. Porzućmy ten wątek jednak. Hans Zimmer miał tę możliwość, przynależną nielicznym, że przyglądał się produkcji filmu od niemal samego początku,nie musiał zatem tworzyć na szybko,mógł eksperymentować, choć i tak spotykamy charakterystyczny podpis kompozytorski,który nie ma nic wspólnego z popisem (czytaj proszę megalomanią), bardzo szybko,jako sprawny w swojej sztuce, i mistrz, zyskał naśladowców, żeby nie napisać kopistów (bo kompozytorek zwłaszcza na szczycie, jest niewiele). Czego tutaj nie znajdziemy, pewnie skondensowania wśród tematów wiodących, opowieść się rozlewa, płynie, niespiesznie i niezaprzeczalnie. Oczywiście, w nawiązaniu do fabuły wiele jest przestrzeni gdzie występuje śpiew chóru. Hiperbolizowałabym gdybym stwierdziła,że Zimmer odkrył jakiś nieznany ląd,ale jest coś więcej niż sprawne połączenie elementów, tych,z których jest znany.   Sopran Hili Plitmann doskonale skupia uwagę, i jest mocnym elementem struktury. Wynalezienie ruchomych obrazków postawiło przed twórczyniami i twórcami muzyki nowe zdania, odpowiedzi na nowe potrzeby również rynku. Nie znaczy to jednak, że filmy z założenia komercyjne, nie zasługują na dobrą oprawę muzyczną, a ta osoba, która się tego podejmie musi być kojarzona z wyrobniczym stylem  Hans Zimmer stworzył wiele utworów, które pozostaną w pamięci, na stałe wpisał się do podręczników historii muzyki, nie jest to ani usprawiedliwienie— bo cóż tu usprawiedliwiać, ani wywyższenie— tylko stwierdzenie faktu. Może będzie to forpoczta dla niektórych do sięgnięcia po muzykę klasyczną. Można wiele czcionki wylać,że to tania komercja,że wiele w muzyce już powiedziano, i należy sięgnąć do źródeł. Ależ oczywiście, mówią do nas wieki, chociaż uszczypliwi napiszą, że mówią do nas weki. (Syty głodnego nie zrozumie, można by napisać w tej konwencji), ale nie będziemy wpisywać się w przepychankę retoryczną, ona niczemu (dobremu) nie służy. Kompozytor ujął mnie dziełami współtworzonymi z Lisą Gerrard. Tak, wiem, na pierwszym miejscu, na jednym oddechu wymieniany jest Gladiator, nie, nie słucham całej ścieżki, ale piosenka na zakończenie, którą melizmatyczne wyśpiewuje Australijka jest dla mnie bardzo ważna. Dlaczego zatem, nie coś ze wspólnych projektów? Tylko muzyka do Kodu? A aaa dlaczego nie?

Harry Potter i Kamień Filozoficzny, John Williams, Rok: 2001 Wytwórnia: Warner Sunset / Nonesuch / Atlantic
Harry Potter i Kamień Filozoficzny, John Williams, Rok: 2001 Wytwórnia: Warner Sunset / Nonesuch / Atlantic [źródło zdjęcia].

     Jestem zdania, że gdyby nie muzyka Johna Williamsa, to uniwersum Harrego Pottera nie było by aż takie magiczne. Piękniście poprowadzona narracja, pomysł i smak. Hedwig’s Theme wpisał się na stałe do muzyki, nie tylko,kompozytorzy, którzy będą pisać muzykę do dalszych części będą nawiązywać do niego, ale,bez mała można stwierdzić, że wiele osób kojarzy właśnie ten motyw, który ulega rozwinięciu i nie jest przypisany do jednej postaci. Ogranicza nas tylko wyobraźnia, tak może powiedzieć zarówno Rowling, jak i Williams,który rozpisał muzykę do pierwszych trzech części sagi. Nie pierwszej, bo to on, przecież udźwiękowił Gwiezdne wojny. Każde pokolenie, nie tylko ma swój czas, ale i formjące, wpisane w popkulturę filmy, bez wątpienia saga o młodym Czarodzieju jest jednym z nich. Muzyka będzie się zmieniać, tak jak i główni bohaterowie dojrzewać w mrocznych czasach. Bardzo polecam dwie ostatnie części Insygniów Śmierci, bardzo dobrze się stało, że producenci zdecydowali rozdzielić odstani tom opowieści na dwie części. Doskonale Alexandre Desplat potrafi prowadzić temat na strukturze, rozbudowując i przesuwając figury harmonii.

Zbigniew Preisner Weiser, 2001 Silvia Screen Koch Poland [źródło zdjęcia]
Zbigniew Preisner Weiser, 2001 Silvia Screen Koch Poland [źródło zdjęcia]

     Weiser. Umieszczenie w tym tryptyku Preisnera będzie dla niektórych złamaniem niepisanych reguł, świętokradztwem, ale co tam. Mogą sobie mówić,że muzyka jest demokratyczna, nie jest, wystarczy w sposób socjologiczny spojrzeć na uczestniczki i uczestników orkiestry, chodzi oczywiście o instrumenty. Prymat i wieczny spór toczą ze sobą skrzypce, które starsze, chcą być zawsze pierwsze, i fortepian. Poza kanonem są takie instrumenty jak bandoneon,albo popularna gitara, ale o socjologicznym postrzeganiu muzyki innym razem, być może. Zbigniew Preisner już nie pierwszy raz gości na tym bogu ze swoją muzyczną intuicją. Tematy, które sączą się i pozostają w naszym umyślenie muszą być rozbudowane, barokowe, i zaczynać wywaleniem czcionki na drugą, a może i trzecią stronę. Tutaj temat główny jest prosty, osadzony na kilku dźwiękach. Rozpisany na fortepian i trąbkę, naprzemiennie, nie konkurują zatem ze sobą Leszek Możdżer, któż rozpoznaje jego sposób gry, i frazowanie Steve’a Sidwell’a. Temat jest sposobem na zbudowanie nastroju. Anthony Pashek  i Elżbieta Towarnicka doskonale prowadzą nas przez tę opowieść.

Pora umierać, Włodek Pawlik, Polskie Radio, 2007,[źródło okładki].
Pora umierać, Włodek Pawlik, Polskie Radio, 2007,[źródło okładki].

    Pora umierać to film Doroty Kędzierzawskiej, dwa lata od premiery został obsypany nagrodami, chociaż rola muzyki została wszędzie podkreślana, to niestety, o samym kompozytorze zrobiło się głośno, dopiero gdy został nagrodzony Grammy, chociaż i ścieżka do Rewersu została dostrzeżona i nagrodzona. Ponieważ o tym ostatnim pisało się wiele, a o  tej pierwszej prawie w ogóle, a konstrukcja albumu jest nietuzinkowa, o samym filmie pisałam już wcześniej.Partie solowe fortepianu wprowadzają nas w skojarzenia z muzyką Erica Satie.  Dwadzieścia jeden preludiów, które tworzą kanwę narracji. Jedenaście tematów nagranych z orkiestrą, są to ważne momenty dla akcji filmu, lecz dla struktury płyty dwie ścieżki się uzupełniają. Nie trzeba monumentalnych neoromantycznych partytur by przyciągnąć i poprowadzić uwagę słuchaczki/ słuchacza, Włodek Pawlik doskonale to wie. Trąbka Piotra Ziarkiewicza i jej piękne solo na długo zostanie w pamięci. Dlaczego zatem, te,a nie inne albumy? Przecież to komercja,już słyszę głosy oburzenia.No, cóż, oczywiście, nie znam,ani jednej osoby zajmującej się muzyką, która nie chciała by zarobić, jak i takiej, która nie chciała by by jej zawód stał się źródłem utrzymana. Oczywiście, że można polecić muzykę Chopina (zwłaszcza w kraju, w którym co trzecia nazwa nosi jego imię i nazwisko), Beethovena, albo Mahlera. Może muzyka filmowa będzie forpocztą dłuższej przygody dostrzegając nieoczywiste rozwiązania, sięgnąć po inne gatunki… A dlaczego właśnie te albumy? Może macie swoje ulubione?

2 myśli na temat “171.Cztery szybkie: Pieśni łagodnych, czyli ta filmowa niedziela.

    1. Witaj na blogu. Nie, nie jest świętokradztwem, raczej zestawienie płyt razem może być dla niektórych szokujące. Weiser jest bardzo ciekawą propozycją. Zapraszam do słuchania.

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s