[157+1]. Nie orientujesz się może, co łączy gawrona i sekretarzyk?

Alicja i Książę  (Ten, z Zupełnie Innej Bajki/Ksiażki).

Nie będzie to tekst o palimpsestach, o uwikłaniach, wszak to jeden z konstytucyjnych tekstów kultury Zachodu. Maciej Słomczyński pisał, że Alicja w Krainie Czarów (Dziwów właściwie– i oczywiście— Alicja w po Drugiej Stronie Lustra) to pierwszy taki przypadek, że w jednej książce są dwie, jedna przeznaczona dla Dzieci, druga dla Dorosłych. No, ja bym jeszcze zestawiła tutaj Małego Księcia, (tyle, że dzieło Antoine’a de Saint-Exupéry’ego przedstawiane jest z jednej perspektywy jako Książka o o tym jak nie utracić dziecka w sobie, oswajaniu i miłości, a dla mnie jest to narracja przede wszystkim o umieraniu, odchodzeniu i traceniu, ta perspektywa jest dla mnie wiodąca, co oczywiście nie wyklucza innych— ale owe są niejako w uzupełnieniu). Rozumiem, że zobaczenie tego dzieła jako o Miłości, Podróży jest atrakcyjne, i wpisuje się bowiem w wiodące narracje (kultu młodości) i sytuuje Małego Księcia jako tą osobę, przed którą świat stoi otworem (i to tym „właściwym” czyli bardziej atrakcyjnym, wiele obiecującym i dającym spektrum możliwości), wróćmy zatem do tematu, który miał być wiodący.

(Możliwe, że)  zawód w stosunku do Sekretów Morza ma miejsce w przejęciu narracji (to jedno), o czym już pisałam, ale oglądałam film porównując go do Alicji w Krainie Czarów, a że wracam do niej czasami, i uważam, że mimo upływu lat film jest fantastyczny, dlatego zdecydowałam się o nim napisać, być może kto/sia nie widział/a, albo nie oglądała go z takiej perspektywy, albo/ i oglądał/a, ale nie potrafił/a nazwać? A może wprost przeciwnie zgadza się (lub nie zgadza) z opinią.

Logo filmu: Alicja w Krainie Czarów, Tim Burton 2010 rok, [źróło zdjęcia]
Logo filmu: Alicja w Krainie Czarów, Tim Burton 2010 rok, [źródło zdjęcia]

***
Zobacz mnie, czyli Alicja w Krainie Ciar(_ów)

Herbatka już wystygła, ale mylił/a by się ten/ta, to twierdził(a)by, że już musztarda po obłędzie, obiedzie, tym bardziej, że tam wiecznie podwieczorek… Pod wieczorek, zmierzcha się, by ostatecznie doprowadzić do konfrontacji…Lecz zanim to się stanie, nie wiadomo, czy po, czy przed śniadaniem wydarzy się sześć niemożliwych rzeczy. By je dostrzec odrzućmy proszę fantas(magoryczne)tyczne dekoracje, stworzone przez spółkę Disney and Burton company (i równie fantastyczną grę aktorek i aktorów).

1. (De) konstrukcja i falsyfikacja umów społecznych i ukrytych (nierównych) norm społecznych podwójnych norm stosowanych w odniesieniu do kobiet..:

–-A gdzie gorset? I nie włożyłaś pończoch.
–- Bo ich nie lubię.
–- Przecież tak nie wypada Alicjo.
–- A co to znaczy, że coś wypada? Gdyby ludzie się umówili, że wypada nosić twaróg na głowie, nosiłabyś?
— A l i c j o.
— Dla mnie gorset jest jak twaróg na głowie.*

***

–-Hamish czy kadryl nie wydaje ci się nudny?
–-Wręcz przeciwnie, uważam, że jest porywający.
–-Hmm
–-Tak Cię bawię?
–-Nie, nie miałam dziwną wizję, że wszystkie panie są w spodniach, a panowie w sukniach.
Lepiej trzymaj wyobraźnię na wodzy. Mniej słów, więcej uśmiechów. (…)*

2.Obraz o tym w jaki sposób przebiega socjalizacja do pełnienia ról i o  zadaniach stereotypowo przypisywanych każdej z płci. Kobieta ma być uległa, zachowawcza, nie sprawiająca kłopotów. Wskazuje na to wiele dialogów, czy to ten z Lodem, niedoszłym narzeczonym:

–-Co się z Tobą dzieje?!
–-Zastanawiam się, jak to jest umieć latać?
–-Nie szkoda Ci czasu na rozmyślanie o rzeczach zupełnie niemożliwych?
–-Czemu szkoda? Mój ojciec twierdził, że czasem, jeszcze przed śniadaniem, wierzył w sześć absolutnie niemożliwych rzeczy.*

…Czy ten z przyszłą, również niedoszłą teściową, wskazującą na zadania dobrej żony.

3. Choć wiemy kim chcemy być i jaką osobą się stać (podważanie utartych norm, by iść własną drogą, to gdy mamy taką możliwość, niekoniecznie chcemy/ możemy z niej skorzystać (pewne zachowania wdrukowano nam tak głęboko. Alicja, będąc w Krainie Czarów, dalej nie wie, czy jest tą, czy tamtą Alicją, czy jest w ł a ś c i w ą Alicją. I właściwą dla kogo? Owa właściwość zatem jest służebna (wobec czyiś interesów, wpisana w uniwersum stosunków socjospołecznych). To opowieść nie tylko o procesie, ale również o tym co (w sposób nieświadomy) dziedziczymy, z czym przychodzimy i skąd przychodzimy, i dokąd chcemy dojść.

4. Jest to więc narracja o tożsamościach społecznych nadanych i wrodzonych, tych, które możemy zmienić, i tych, których nie możemy zmienić (albo jest to trudne do przeprowadzenia).
Nie wszyscy, w czarodziejskim świecie, nalegają by spełniła przypisane jej zadanie (zgładzenia Żaberzwłoka), Biała Królowa (aspekt psychologiczny) zostawia jej decyzję, ale główna bohaterka już dorosła…

5. Obraz o tym, że jako ludzie potrzebujemy wyzwań by wzrastać i stać się Sobą. Alicja tuż przed podjęciem życiowej decyzji wskakuje do króliczej nory. Zatem, gdzie znajduje się nasza, własna, i czy odważymy się do niej wskoczyć, a… Jeśli trzeba ją samodzielnie wykopać?
Oto Alicja wkracza, do Kraju Mocno Zarysowanych Charakterów (Biała i Czerwona Królowa,Kapelusznik) i jest to szansa na Znalezienie Swojego Imienia. Pora też odrzucić freudowską interpretację dzieła Carrolla, która to narracja wpisywała się w nierównościowe stosunki społeczne— co zresztą (a raczej bez reszty) Burton robi. To film o inicjacjach, które stają się doświadczeniami formacyjnymi.
6…. A gdzie podziała się szóstka? No właśnie, może jest u Ciebie? Po drugiej stronie lustra, monitora?

[A tak film był promowany: Alicja w Krainie Czarów, reż.Tim Burton, Disney 2010 r. źródło].

 

PS. … A może Alicja Tima Burtona to bliźniacza Siostra Małego Księcia?

  • Wszystkie cytaty pochodzą z omawianego filmu.

37 myśli na temat “[157+1]. Nie orientujesz się może, co łączy gawrona i sekretarzyk?

    1. Też mam takie odczucia! 🙂 Film naprawdę wart zobaczenia, jeśli wcześniej oczywiście nie widziałaś, a w maju — dokładnie 26 maja 2016 r- będzie druga część. Ciekawe, czy równie dobra.

  1. „…Nigdy nie wyobrażaj sobie, że z tobą jest nie inaczej niż tak, jakby się mogło innym wydawać, że nie inaczej było z taką, jak byłaś, albo mogłaś być, jakby nie było inaczej, niż by się inaczej mogło im wydawać, że byłaś…” – osobiście mój ulubiony „alicjowy” cytat, dotykający owej trudnej i ryzykownej sztuki bycia kimś innym… Pozdrawiam.

    1. Alicja książka, która starzeje się wraz z nami. Dlatego też byłam bardzo sceptyczna w stosunku do filmowej adaptacji (z 2010), ale, o dziwo, dla mnie bardzo, bardzo udana. Przeglądając adaptacje z lat dawnych można zobaczyć w jaki sposób zachodziły zmiany społeczne. Witaj na blogu, dobrego czytania.

      1. Tima Burtona kocham (w całkowicie oczywista aseksualny sposób) od dawnych czasów kiedy na jakimś konwencie fantastyki w latach osiemdziesiątych zeszłego stulecia, ukrywając się przed polującymi smilodonami, ujrzałem „Beetlejuice” z genialnym Keatonem, jakoś potem oglądając Ledgera grającego Jokera w „Dark Knight” Nolana przekonany byłem święcie, że budując swą rolę Ledger miał w pamięci postać „żukowego soczka”… Jakoś tak „Alicja” Burtona mi jednak umknęła. Postaram się dziś to nadrobić bo akurat czas ku temu jest. Jak widzisz „nieunikniona konieczność” w Twej osobie podsunęła mi dziś aż dwie „pozycje kulturalne” – bo i film i książka, o której wspomniałaś na mym blogu – warte uwagi, które inaczej mógłbym przeoczyć. Dziękuje.

  2. Burtona poznaje niespiesznie, z tego co zauważyłam to inteligentny gość. Widziałeś „Gnijącą pannę młodą”? Ja, zobaczyłam niedawno, bo skojarzyła mi się z wpisem: ( http://wp.me/p59KuC-rL ) wracając jednak do filmu, w jednej ze scen początkowych główny bohater gra na fortepianie, który gra na fortepianie, który nosi nazwę taką jak twórca animacji poklatkowej! Pomijam (niesłusznie) dobrą kreskę, wyśmienitą. I humor sytuacyjny, film mnie przekonał, choć nie gustuję w muzycznych.
    Ad vocem SF- czytałeś może „Lód” Dukaja?

    Proszę. Polecam się zatem 🙂

  3. „Gnijącą pannę…” widziałem w momencie premiery polskiej gdyż niejako obowiązki zawodowe (praca w kinie jako kinooperator) to powodowała. Tak na marginesie kinomaniakiem jestem od maleńkości, a w latach 1988 – 2010 „kinooperatorując” sobie czerpałem z pracy przyjemność jeszcze co jest idealnym układem chyba. „Meritumując” do sedna jednak, rzeknę iż „Gnijaca…” mnie zauroczyła przez swą pozorną mroczność, świetny, funeralny niejako (by nie powiedzieć wisielczy) humor oraz kapitalną muzykę właśnie. Co do S-F, to od lat dziecięco-młodzieńczych kiedy czytałem wszystko, zostałem wierny kilku ukochanym pisarzom np. Dick („Ubik” oczywiście, opowiadanie „Wojna z Fnoolami” jedno z najzabawniejszych w historii sf) i Lem (felietonista i filozof mniej beletrysta), Z nowej SF nie znam kompletnie nic bo i nie szukam… Dukaja pamiętam ze „Złotej galery” w śp. „Fantastyce” i jak bardzo mu zazdrościłem, że w tak młodym wieku tak świetnie pisze…

    1. Pozorna mroczność, a może właśnie nie… Klimat mi się skojarzył ze wspomnianym już w podlinkowanym wyżej wpisie Twórcy plastynacji i jego lekcji anatomii dla początkujących. (Taniec i gra szkieletów). Poza tym wizerunki śmierci i jej postrzeganie jest frapujące, od dance macabre po Harrego Pottera (śmierciożercy, „Insygnia śmierci”). Można popaść w schematyczne opowiadanie, stricte szkolne, ale nie warto np. przyglądając się twórczości Rembrandta. Ostatnio została wydana korespondencja między Lemem, a Mrożkiem, niestety, nic Ci o niej nie napiszę, zaczęłam czytać, a potem użyczyłam, i nie zanosi się, żebym dostała książkę z powrotem. No cóż, dobry zwyczaj… Jestem sceptyczna jeśli chodzi o upublicznianiu korespondencji…
      Chętnie bym podyskutowała o Lodzie Dukaja, zabieram się za nią po raz trzeci. Mam nadzieję, że skutecznie. Poza tym, jestem oczarowana Wiedźminem, (uniwersum, język), ale to już klasyka. Co czytasz poza sf?

  4. Sapkowskiego także polubiłem od pierwszego przeczytania (1986 rok i oczywiście stara, dobra jeszcze wtedy „Fantastyka”), polecam jego kpiarską tyradę przeciwko przaśnej wtedy bardzo „polskiej szkole fantasy” zatytułowaną „Piróg albo nie ma złota w Szarych Górach” dzięki której narobił sobie wrogów wśród „tFórcóF”, których miłość własną był uraził. Co czytam ? O wiele za mało niżbym sobie życzył z nowych rzeczy. Wierny ulubieniom dawnym pozostając: Dostojewski, Vonnegut (też kapitalny felietonista), Heller za „Paragraf 22”, Fowles i jego „Mag”, Peter Straub za nowe podejście do powieści grozy z „Ghost story” na czele, King ale baaardzo przebierny tu jestem… Oczywiście Poe, Lovercraft ostatnio po obejrzeniu serialu „True detective” Chambers i jego „Król w żółci”… Wiele tego jest, długo by pisać… Ale na piedestale, wielbiona i czytana po wielokroć w całości fragmentami , doskonała w każdej literce oraz ukochana książka czyli „Mistrz i Małgorzata”…

    1. Można śmiało napisać,że klasyka klasyki. Poruszyłeś kwestię, która nurtuje mnie od dłuższego czasu. Tak zwanego kanonu z jednej strony, a z drugiej, czytania „tej samej książki” i powrotu doń.
      Kanon jako taki i potrzeba zmian, prostym przykładem jest tu twórczość i biografia Orzeszkowej.Tak, tej niedocenianej Orzeszkowej, która (tylko) pisała bogobojne lektury, a żyła jak chciała (i jak pozwalał jej na to prowincjonalny świat Grodna, którego nie cierpiała). Szerzej o tym tutaj: jakbyś chciał przeczytać: http://wp.me/p59KuC-C Widać jak na dłoni (monitorze) rozdźwięk między jednym, a drugim.
      Z drugiej strony zmieniają warunki, np dla mnie Sienkiewicz jest totalnie nie pasujący, do kanonu, to znaczy, do wartości jakie chciałabym przekazać (nierównościowy w postawach i widzeniu świata).
      Z drugiej strony mamy takich pisarzy jak Dostojewski, Vonnegut, z którymi można się nie zgadzać, poglądów nie podzielać, ale przeczytać warto.Muszę sobie odświeżyć Mistrza i Małgorzatę.
      Jestem ostrożna z czytaniem, i powrotami do swoich ulubionych (bądź formujących mnie) książek, albo inaczej zamykaniu się tylko w ich kręgu (uprzedzając, nie twierdzę, że Ty tak robisz). Może to świadomość upływu czasu? Może to chęć dowiedzenia się czegoś innego, nie wiem, wierzę, że możesz mieć/ czuć, inaczej (co nie znaczy: „gorzej). Z drugiej strony, im dłużej czytam, tym bardziej krytyczna jestem do nowości, już nie czuję potrzeby, albo w o wiele mniejszym stopniu przeczytania tego co nowe, lśniące i „warte polecenia”.Wybieram o bardziej selektywnie. Mniej czytam niż kiedyś,ale w moim odczuciu, bardziej uważnie.
      Ad vocem Sapkowskiego, o ile Wiedźmin (tomy od 1-7) mnie ujęły to Trylogii Husyckiej nie mogłam zmóc. Nie wiem też jakie są powiązania/ relacje w polskiej fantastyce.
      Z ciekawostek, nieco odbiegając od tematu, a może nawiązując do pierwszego wątku, ten, do którego się odniosłam, w tym komentarzu. Uważam, że np Tolkien miał o wiele bardziej interesującą biografię niż to w jaki sposób pisał, nie jestem w stanie przekonać się do jego trylogii. Chociaż tak, zdarzyło mi się przeczytać.

  5. Przyznam szczerze, że zdaję sobie sprawę jak wiele interesujących książek umyka mi własnie z powodu tego, że otoczyłem się ze wszystkich stron niczym murami obronnymi swymi „ulubionymi” i bardzo niewiele jest w stanie się przedostać przez ową barierę. To samo dotyczy innych dziedzin sztuki, muzyka czy film – odkąd przestałem pracować jako kinooperator w kinie byłem raz i zdecydowanie wole oglądać filmy w zaciszu domowym niż z „ciamkaczami popcornu”, „oddzwaniaczami telefonowymi” oraz „zidiociałymi komentatorami” za plecami, których chętnie bardzo powywieszałbym na murach miasta, a ich głowy puste ponabijał na palisadę (problem logistyczny: jak powiesić bezgłowego, za „ziobro” jak Janosika chyba). Co do literatury polskiej , a w szczególności epoki tzw. pozytywizmu to mam chorobliwą awersję („Lalkę” Prusa lubię), której początek bierze się właśnie z przymusu czytania owych „dzieł” jako lektur obowiązkowych, kiedy ja wolałem choćby Dostojewskim się raczyć, który w tym samym mniej więcej okresie tworzyła, a przecież wagę poruszanych przez niego problemów od tematyki zajmującą wtedy pisarzy polskich, dzieliła odległość, którą w parsekach można zmierzyć… Taką właśnie system edukacji krzywdę mi uczynił – zraził do Orzeszkowych, Konopnickich, Sienkiewiczów (Nobel ??? Za co ja pytam???) itd.

    1. Myślę sobie tak, jeśli się mylę to mnie proszę popraw.
      1. I tak wybierając nowe lektury kierujemy się swoim gustem, albo z polecenia, zwracamy uwagę na te z pozycji, które są nam bliższe, albo przeciwstawne.
      2. Właśnie to, że wiele kwestii mi umyka (i umykać będzie) czytam uważnie dobierając lektury. choć mam takie, do których wracam, chociaż teraz to jakoby w zawieszeniu jest.
      3. Edukacja formalna potrafi do wszystkiego zrazić, zdaje się, że o tym Einstein wspominał… Dlatego tak ważne jest odczarowanie, pewnych kwestii (patrz proszę: Orzeszkowa),albo zobaczenie relacji.
      4, Sienkiewicz i Głowacki (o którym wspominam: http://wp.me/p59KuC-I ) czyż nie różni od siebie?
      5, Nie mam chęci wieszania kogoś na murach, ale gadanie, komentowanie w kinie zabija,zwłaszcza jeśli ktoś się rozwala ze wszystkim co ma. Jedzenie, jeszcze potrafię zrozumieć, ale mielenie otworem gębowym i ciamkanie, ot kultura osobista, albo kultura…
      6, Jak to dlaczego Sienkiewicz dostał Nobla? No, ku pokrzepieniu serc, zwłaszcza jednego własnego… Wiem, wiem, pytanie było retoryczne. O ile nie podoba mi się Twórczość Orzeszkowej, o tyle potrafię zrozumieć rys bogobojnych lektur w kontekście jej własnej biografii, jakby chciała „odkupić” własne „winy”. Wbrew temu co się próbuje sprzedać w szkole (nie twierdzę, że wszystkie nauczycielki i nauczyciele tak czynią) była jedną z pierwszych emancypantek, osób, którym na sercu leżała tzw. kwestia kobieca.

  6. Przeczytałem właśnie ów „List Orzeszkowej” i powiem, że burzy się bardzo jego treść z mą …niewiedzą w temacie pisarki. Faktycznie , może czas odczarować pewne kwestie i poglądy stereotypowe z posad mchem obrosłych, aczkolwiek wygodnych, ruszyć…

    1. Także można powiedzieć, a raczej napisać, że wpis spełnił swoje zadanie. O ile bardziej strawne byłyby lektury gdyby wyposażyć ludzi w tę wiedzę? Pomijając fakt, że niedawno odcyfrowano dziennik Orzeszkowej… Treści lektur/książek to nie zmieni, ale może nie zniechęcić, ba, wręcz zachęcić do własnych poszukiwań w tym zakresie. Ogólnie polecam treści spis. Jest aktualizowany.

  7. Bardzo dziękuję za impuls ów do własnych poszukiwań dalszych. Ze spisu treści skorzystam jak najbardziej bo interesujących tematów wiele widzę zawartych w nim…

    1. Proszę bardzo, polecam 🙂 Dla mnie osobiście jest on bardzo wygodny, gdy linkuję do poszczególnych treści, poza tym mam porządek, przejrzystość. Widzę dokąd blog zmierza, co już było… Dobrego czytania i komentowania zatem. 🙂

  8. Eh… jak dla mnie najgorszy film Burtona (a już na pewno w ścisłej czołówce) – fatalnie zagrany (nie wiem jakim cudem główna bohaterka nie dostała złotej maliny, Johny Depp i małżonka reżysera w okowach rutyny), z kiepską muzyką i nieskładną historią (albo raczej składną, co w Krainie Czarów jest jeszcze gorsze) – może obroniłby się gdyby zrobiono z tego historię nienawiązującą do książki? No nic, na szczęście jest lepsza „Alicja w krainie czarów” Disneya 🙂

    Co punktów 1-5 – rozumiem, że dla kogoś są ważne filmy o emancypacji i buncie, ale na Boga, robiono to TYSIĄCE razy, i to w zgrabniejszy sposób (polecam choćby „Avatara, Legendę Aanga” gdzie problem emancypacji rozwiązano w sposób koncertowy – po prostu zrobiono z kobiet i dziewczyn CIEKAWE postacie, bez namolnej dydaktyki, którą ten film wali po oczach dość boleśnie).

    Co do wypunktowania innych wad filmu, polecam opinię Douga Walkera:

    Pozdrawiam.

    1. No to mamy różne zdania.
      Alicja (niezależnie, która część) to część Kultury Zachodu,i niewątpliwie jeden z tekstów wiodących. Śledząc jej adaptacje,możemy spokojnie zaobserwować w jaki sposób zachodziły zmiany społeczne,np kobiety stały się bardziej niezależne (wywalczyły parzcież wcześniej prawa wyborcze) . Nie wiem,czy czytałeś to, co napisałam w poście powyżej, (nie chciałabym się powtarzać, bo nie o to chodzi)—czy czytałeś,ale nie podzielasz mojego zdania.
      Dla mnie Disney ze swoimi Księżniczkami w różowym, i czekających na swojego księcia jest nie tylko nudny, ale i podtrzymuje stereotypy, które dotyczą tak kobiet, jak i mężczyzn. Shrek był przełomem, nie tylko jeśli chodzi o animację, ale i o jej postrzeganie. Podobał mi się: „Jak wytresować smoka”, zarówno pierwsza, jak i druga część. Dla mnie Avatar nie nawiązuje do emancypacji kobiet, a już na pewno, nie w sposób koncertowy. Postaci wpisują się w dyskurs typowo paternalistyczny, wojowniczek,a i tak wybija się na plan pierwszy walka (jakich tysiące) o niepodległość uciśnionych. Co ważne, ukazanie mechanizmu „wyswobadzania” uciśnionych, podbitych narodów. To,że z jednej kobiety uczyniono badaczkę, wróć: „Panią doktor” nie znaczy, że film jest o kwestii kobiecej, no chyba, że ze stereotypowej perspektywy. Awatara widziałam trzy razy. Ciekawa animacja i efekty specjalne, niestety, nic poza tym.
      Namolna dydaktyka, no cóż może i masz rację, że w „Alicji” wątek dydaktyczny jest mocno zarysowany, czyni to np usytuowanie niejako w klamrze. Porównanie sceny początkowej i końcowej. Ma to na celu ukazanie/ uwypuklenie procesu wewnętrznego, który zaszedł w bohaterce. Czy za mocny,i nachalny (być może)— nie napisałam nigdzie, że to film bez wad. Zaś, cóż muzyka, no ta mogła by być lepsza. Wcale tak wielu filmów nie zrobiono z perspektywy przemian które były spowodowane tym, że kobiety wywalczyły sobie udział w społeczeństwie (z perspektywy głosowań i wolności ekonomicznej, w zasadzie niektóre grupy kobiet). Kobiety dalej postrzegane są poprzez ciało, albo piękne, albo dzielne z cechami wojowniczek. Jedne i drugie postrzegane są poprzez pryzmat ciała.

      Rozumiem, że możesz mieć inne zdanie, niemniej, dziękuję za komentarz.

  9. Dobra, kilka rzeczy trzeba wyjaśnić:

    Po pierwsze, wrzucanie Alicji z animowanego filmu Disneya w poczet disneyowskich księżniczek jest obraźliwe i zwyczajnie nieprawdziwe: Alicja jest tu twardą, rozsądną panną z dobrego domu, a nie słodką idiotką robiącą wielkie oczy do byle księcia.

    Po drugie – skoro „Awatar…” tak Ci nie zapadł w pamięć, to po co oglądałaś 61 odcinkowy serial aż 3 razy? Nieważne – czy ja wiem, czy kobiety ukazano w tak niewdzięcznej roli? Walczyły nie gorzej od mężczyzn, na wyspie Kyoshi tworzyły własny klan (i nikt nie uważał tego za coś dziwnego), kilku największych magów było kobietami, kobiety mogły być Awatarami, były koronowanymi głowami, a nawet psychopatycznymi maszynami do zabijania (Azula 🙂 ). Poza tym, nie uważam, żeby był to serial płytki i pozbawiony trudnych tematów: ścieżka Zuko, filozoficzna (nieco buddyjska) analiza żywiołów, otwieranie czakramów, poważne rozmowy Iroha (do dziś pamiętam tekst „Wstyd nie jest przeciwieństwem honoru, a jego przyczyną”).

    Po trzecie – nie mówię, że morał o równouprawnieniu w „Alicji” jest zły, ale uczyniono to w sposób niezgrabny (cytując Twoją wcześniejszą wypowiedź Alicja jest najpierw ciałem do sprzedania, a jej ewolucja kończy się na tym, że jako wojowniczka odrąbuje głowę smokowi). No i jak to często mówię – dobry morał to dużo za mało bym uznał film za choćby przyzwoity.

    No, to tyle.
    Pozdrawiam.

    PS – chyba będę się trzymał tematów muzycznych, bo w filmach nasze gusta leżą na totalnych antypodach 🙂

    1. To może tak:
      Proszę zobacz sobie te wszystkie adaptacje „Alicji” mniej lub bardziej włożona jest w stereotyp panny z dobrego domu właśnie. Im wcześniejsza wersja tym bardziej.
      2, Chyba jednak mówimy o dwóch różnych filmach ja mówię o tym kinowym „przeboju”:

      3.Kobiety zawsze były postrzegane poprzez ciało, i to co mogą z nim zrobić, albo czego zrobić nie mogą.
      Naprawdę ewolucja Alicji kończy się dla Ciebie na zabiciu smoka?
      Dla mnie jest to środek do celu, potem przecież decyduje się nie wychodzić za mąż, i obejmuje pracę w firmie, którą przejął wuj, do tego można z dużą dozą prawdopodobieństwa stwierdzić, że osiągnęli sukces. To także dowód na to,że świadoma siebie, swoich potrzeb kobieta, nie jest zagrożeniem dla świata (męskich norm ukrytych, ale obowiązujących) nie jest zagrożeniem, a przenikanie się światów (zwrócenie uwagi na motyla) znaczy, że nic na świecie nie ginie. I wzmacnia przekaz, że nie chodzi o zabicie smoka.
      4. Alicja jak prawie każda kobieta (wyjąwszy kobiety z niepełnosprawnością) jest postrzegana po[rzez ciało, a więc zgodnie z obowiązującym (niestety nadal) stereotypem.
      Ad Ps.Czy to, że nasza optyka dotycząca filmów jest różna, jest dla Ciebie przyczynkiem do zaniechania rozmowy na ten temat? Czy rozmowa na ten temat jest dla Ciebie trudna, budzi dyskomfort? (Nie, ni chodzi byś mi odpowiadał na te pytania). Bo dla mnie zamykanie się na tematy nie ma sensu? Oczywiście, można niektórych unikać…Zrobisz. jak zechcesz. Czy gdybyś zaczął lekturę mojego bloga od innych postów (muzycznych, dot. malarstwa) odbiór tych dot. filmów byłby inny? 🙂 Pozdrawiam, a komentarz zostawiam ku przemyśleniu.:)

      1. To po kolei:

        1. Nie mam pojęcia dlaczego „panna z dobrego domu” jest określeniem obraźliwym (przynajmniej tak to wygląda z komentarza). Ja bym się nie obraził, gdyby mnie nazwano „młodym mężczyzną z dobrego domu”.

        2. No to wyszło na moje 🙂 „Avatat”- film jest zupełnie o czym innym niż serial „Avatar Legenda Aanga”, radzę na przyszłość uważniej czytać .komentarze 🙂

        3. Tak, bo reszta była przewidywalna do bólu (nie cierpię przewidywalnych filmów) – do tego ten motyl na końcu… Jak dla mnie było to trochę kiczowate, ale ok tu się różnimy.
        4. Prosilbym o mniej protekcjonalne traktowanie – nie, nie boję się dyskusji. Ja po prostu nie cierpię wojen na komentarze w internecie/maile/itd. (z wyjątkiem opery rzecz jasna) i po prostu jestem człowiekiem zarobionym. Już w tej chwili powinienem spać.
        Dobrej nocy.

        PS – coś jest nie tak z edytowaniem tekstu – zdarzają się przeskoki typu „po[rzez” – powinnaś napisać do kogoś z centrali. W sumie to trochę dziwne, bo ja tego nie mam…
        Pozdrawiam i dobrej nocy.

        1. No to może zacznijmy od końca.
          Gdzie widzisz, że traktuje Cię protekcjonalnie? Przepraszam, ale moje pytania nie miały być w ten sposób odczytane. Jeśli napiszesz mi gdzie widzisz protekcjonalizm z mojej strony, to na przyszłość zwrócę uwagę na to.
          Ok, motyl był kiczowaty, ale to nie jest film wolny od wad. O czym już też pisałam.
          3.Co rozumiesz, przez stwierdzenie, że reszta była kiczowata?
          Fakt, źle przeczytałam nazwę filmu w komentarzu, dzięki za zwrócenie uwagi, to pozwoli mi na przyjrzenie się serialowi, i moje uwagi dotyczyły właśnie Avatara.
          PS.NIe wiem o co chodzi z tymi przeskokami?
          I jeszcze raz napiszę, że dla mnie wymienianie uwag, postrzeżeń na tematy, czy to filmowe, czy nie, nie są rodzajem jak piszesz, wojny, na tym polega rzeczowa dyskusja, na wymianie argumentów, perspektyw. Piszesz, za wyjątkiem opery,no bo może (nie wiem, pytam) w tych aspektach czujesz się swobodnie, a te rzeczy, które ja piszę są dla Ciebie jeśli nie nowe, to perspektywa jest nowa.
          Pozdrawiam, mnie też nie powinno być tutaj teraz, wstaję wcześnie, dlatego o pannach i panach z dobrego domu napiszę przy okazji, bo już ledwo widzę. Dobrej nocy.

          1. Obiecałam, że odpowiem, o panach i paniach z tzw. dobrych domów. W kontekście filmów, to postrzegam tę kwestię historycznie, a więc tutaj uruchamiają się skojarzenia z odmienną socjalizacją panien (które miały się zająć domem, i tym co przynależne: gotowaniem, praniem, haftowaniem, ewentualnie doglądaniem ogniska domowego, a młody chłopak kształcony był w zawodach technicznych. Jeśli popatrzymy na język studentka kiedyś znaczyła tyle co towarzyszka studenta). Mogę pisać dalej, posługiwać się cytatami, dlaczego, jeśli Cię temat interesuje (?) :)Dobrej niedzieli.

  10. Na marginesie powyższej dyskusji dodam swe przemyślenie: wydaje mi się, że sieciowy brak kultury w dyskusjach, komentarzach i na forach sprawił, że wiele osób od początku podchodzi do wymiany zdań z syndromem oblężonej twierdzy. Każde dosadne wyrażenie własnego zdania odbierane jest jako atak.

        1. Wiem (podejrzewam), że coś Cię popchnęło. Inaczej byś nie napisał. A więc proszę o dokładniejsze zwerbalizowanie myśli, o co konkretnie chodzi, to pozwoli mi na dokładniejsze (zgodne z intencją) zobaczenie sytuacji i odniesienie się do niej. Dziękuję.:)

  11. Chodziło o uwagę użytkownika „poprostuopera” względem protekcjonalnego traktowania i strachu przed dyskusją. Ja w Twoich wypowiedziach nie dostrzegam ani protekcjonalnego traktowania, ani zarzucania strachu. Zadałaś po prostu kilka ważnych (według mnie) pytań.

    Wiem, że moja interpretacja to tylko moja interpretacja i nie jest to żaden ostateczny wykładnika, ale według mnie, by dostrzec coś takiego w Twoich odpowiedziach, potrzebna była pewna doza negatywnej optyki, konfrontacyjnego podejścia.

    1. Dzięki za dojaśnienie, bo nie wiedziałam w jakim kontekście, i w odniesieniu do Kogo, czytać Twoją wypowiedź. W swoich komentarzach nie dostrzegam, ani protekcjonalnego traktowania, ani nie boję się dyskutować.

      Mam świadomość tego, że to co mówię, a w tym wypadku piszę (więc jest jeszcze kwestia medium i jego sposobu działania) może być dla kogoś nowe, np Poprostuopero dla Ciebie, albo możesz się po prostu z tym nie zgadzać, i mieć inne zdanie..

      A pytania także uważam za ważne.

      Nie sądzę (nie widzę takiej potrzeby) by w tej chwili analizować sytuację, napisania, tych, czy innych słów, w takim, czy innym kontekście.
      Ja osobiście jej nie widzę, co nie znaczy, że jej nie ma. (Albo ktoś, Kubusiu, nie czuję potrzeby dodania czegoś).

      Abstrahując od sytuacji, marzy mi się miejsce, takie w którym, nie będziemy dyskutowali „po wierzchu” bo takich dyskusji, w Internecie jest mnóstwo. A dyskusja prowadzona chociażby na trochę głębszym poziomie, pociąga za sobą konsekwencje, chociażby zadawania trudnych pytań.
      Zdaję sobie oczywiście też sprawę, że medium narzuca pewien sposób dyskusji, tzn. nie masz np. kontaktu wzrokowego… Tutaj jest pewien rytm. Np wynikający z zatwierdzania komentarzy etc
      Dzięki za zabranie głosu. Pozdrawiam.

      1. Mi się wydaje, że w Internecie jet mało miejsc, w których w ogóle się dyskutuje. W wielu przypadkach ludzie mówią do siebie, ale nie rozmawiają ze sobą. Forma dialogu sprawia pozór, ale treść to wymiana monologów. Rozumiem, że gotowość na zmianę poglądów i przekonań to trudna sprawa, ale celem dyskutantów zbyt często jest przekonanie drugiej osoby do swoich racji (czy też nawet narzucenie ich siłą argumentu), a nie poznanie zdania drugiej osoby, poszerzenie wiedzy czy też próba zrozumienia drugiej strony.

        Medium sieciowe ogranicza sferę pozawerbalną, ale przydaje precyzji sferze werbalnej. Tutaj mniej się obawiam, że coś mi umknie, czegoś niedopowiem lub przeinaczę.

        1. 1.
          A może jest tak (nie wiem/ głośno myślę. Zastanawiam się. Pytam) w Internecie bardziej widać (nie dysponujemy sferą poza werbalną w tradycyjnym tego słowa znaczeniu, performatywnością gestów, tonem głosu etc), za to zawsze możemy wrócić do słów, które zostały utrwalone. Wiadomo, i że ogólnie znaczenie dyskusji się zdewaluowało. Albo inaczej- zostało zdewaluowane. Widząc tę kwestię w szerszej perspektywie- wartość słowa także zmalała, książki (do XIX wieku sprawa się miała inaczej) stały się w 90% produktem marketingowym…
          Kwestia, o której piszesz. Poziom, jakość dyskusji (której cele mogą być różne) bardziej widać, przy założeniu, że ktoś(ia) wie gdzie patrzeć.
          2.
          Dyskusja, ależ pojemne słowo, słowo wór, słowo-twór, słowo potwór? Czy po wór, czy powód.. A nie, o wodzie już było… 🙂 A tak poważnie(j), to wszystko zależy
          a) od celów dyskusji,
          b) od facylitacji,
          c) umiejętności/ kompetencji interlokutorek/ lokutorów etc
          3.
          Piszesz: „gotowość na zmianę poglądów i przekonań to trudna sprawa”, Moźe nie tak trudna (jak się powszechnie sądzi) co skomplikowana, wymagająca (chociaż odrobiny) wysiłku, czym innym jest zaprzestanie np picia mleka, a czym innym zmiana przekonań w sferze np praw kobiet. I dalej,
          można czuć wewnętrznie, że coś ” zgrzyta” ale nie wiedzieć gdzie, i dlaczego?
          Wiedza, także jest niewygodna, to nie prawda, że myślenie nie boli.
          „I jak to jest, że ludzie nie tak często myślą, a każdy z nich, chce posiadać własne zdanie”. Nie wiem kto to powiedział, ale to także część perspektywy. Myślenia i wdrażania go w czyn, także „trzeba” się nauczyć.
          4.
          Nie wiem, czy przydaje precyzji, medium sieciowe, wszak mamy inne/ różne doświadczenia, a proces, np impulsywnego pisania komentarzy i niemożności ich skorygowania? Albo za długie zastanawianie się? Albo zaniechanie pisania? Wszystko ma dwie strony, piksel również. 🙂

  12. 1. Marketing, konsumpcjonizm, planowane starzenie, niesławny 1%. Gdzieś to wszystko jest powiązane i w tę

    machinę i literatura w pewnej mierze została wciągnięta. Nie cała i nie dla każdego, ale jednak. Mnie od dawna

    zastanawia, kiedy ta sinusoida dna sięgnie. Czy w ogóle sięgnie? Czy coś pęknie w „systemie”?

    3. Wiedza to rzecz straszna. Raz, że wiedza oznacza także świadomość niewiedzy. Wzrost wiedzy oznacza przyrost świadomości niewiedzy. Z jednej strony takie ciągle rodzące się pytania napędzają ludzką myśl, innowacje, ale potrafią też przerazić. Jednocześnie łączy się to z większą potrzebą poznania siebie, wejrzenia w siebie. Nie byłoby to złe, gdyby nie to, że nieodłącznym elementem takich procesów jest też krytyczne myślenie, podważanie, wątpienie. A gdy zastosuje się to do siebie, skutki bywają opłakane.

    4. Owszem, zgadzam się, że różnica doświadczeń wchodzi tu w grę, ale jest to prawda dla każdej formy komunikacji. Między jednym człowiekiem a drugim zawsze będzie jakiś rozziew. Impulsywność ma wpływ, ale mniejszy. Ale bardzo ciekawe jest to, co piszesz o zaniechaniu. W sieci dużo łatwiej zamilknąć, zniknąć i większe są też szanse, że ktoś/nikt tego nie zauważy.

    1. Jestem ciekawa rozwinięcia tych tematów, także jeśli możesz, chcesz, to zapraszam. Np jak literatura łączy się ze sławetnym 1%.(pt.1)
      2.Przyrost niewiedzy nie jest moim zdaniem tak straszny, zwłaszcza jeśli człowiek zdaje sobie sprawę z tego stanu rzeczy.
      Rozwiń proszę wypowiedź w aspekcie odnoszenia do siebie. (Dziękuję).
      4. Ciekawe jakbym tak zamilkła, na tym blogu, np po jakim czasie by ktoś zauważył (i dał znać) i po jakim znów wrócił, a to tylko przykład.
      Myślę, że zapominanie, to może nie, ale nie „usłyszenie” kogoś np, a już np „widzenie” argumentów to już na pewno. Ile razy miałeś tak, odnosząc się tylko do sytuacji zaistniałej na blogach, że zaczynałeś pisać komentarz, a potem rezygnowałeś?

      1. Połączenie jest wynikiem mych ogólnych zapatrywań antysystemowo-mizantropijnych. Nie wykaże bezpośredniego ciągu przyczynowo-skutkowego, ale dla mnie wszystko to wiąże się z ogólnie pojętym konsupcjonizmem. Dziś mało produkuje się rzeczy trwałych, rzeczy zepsutych nie opłaca się naprawiać, wszystko musi być lepsze, szybsze, zysk musi rosnąć, rosnąć i rosnąć, a akcjonariusze muszą piać z zachwytu. Wydawnictwa nie funkcjonują w próżni – muszą liczyć z hurtownikami, księgarniami, Amazonem, reklamobiorcami i tak dalej. Powiązanie twórców z tym łańcuchem zależności jest pośrednie, ale nie wierzę, że nie ma na nich wpływu – zwłaszcza na tych, którzy dopiero starają się zaistnieć.

        W aspekcie odnoszenia do siebie – im więcej się wie o świecie, historii, ludzkich błędach i odruchach, tym dokładniej można przyglądać się sobie. Zaczyna się analizować swoje działania, nazbyt analizować działania innych względem nas. Mnie to często skutecznie spycha do własnej skorupki.

        Zaniechanie komentarza zdarza mi się od czasu do czasu, ale głównie wtedy, gdy widzę, że nie mam nic do dodania od siebie. Nie chcę pisać komentarza dla samego komentarza, jeśli ma on się sprowadzić do „ja też” ubranego w ładne słowa.

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s