175. Dwunastka przy niedzieli, czyli buk(iecik) Fiołków.

[Ton i właściwa gestykulacji kalkulacja]:

Albo o zgubnych su, sutskutk_ach, ach skutkach ukur… Ukulturtur tur_ tur [tych i innych tur— a co!]. Ukultu tu tu i jeszcze Tu… UkultuUkulturalniania…Uff…

Że już było? Że po wielokroć? Oć! A co z  te _ego, (tym egiem? )tfu, tego?  Znaczy się Ten tego…  Obaczy się… Czy by…Oczy….Oczywiście… Za wiście… Znaczy,że co? Zazdroście… Zezdreście Zaroście! O wielki zaroście… A nie, nie o drwalach i drwalkach. Ach.Zwłaszcza, że nie było w taki sposób.  Dzisiaj o czytaniu i sztucznych, no wiecie czym (tu zawieszenie tonu ale nie bontonu nie mówiąc, pisząc o innych po_(n)to_(n)ach… Poznacie po  kształtach… Kresce… Kropce. Dużych niebieskich oczach

     O czytaniu, więcej, o niechlubnych konsekwencjach z tego wynikających, zgubnych nawykach i komplikacji niełatwej już rzeczywistości  przeczuciu, bojaźni i drżeniu, szkiełku i oku, Inspi i racjach, sztukaniu, stukaniu i szukaniu (o zgrozo, znajdowaniu) i… Sztucznych Fiołkach ,Kto/sia nie był/a niech idzie w stronę światła i podąża na stronę FB.  Wybór subiektywny. Mam  więc nadzieję, że zachęcający do sięgnięcia po więc_ej, ej Sztuki Tej. Niekoniecznie przy filiżance herbaty angielskiej 23760_520972607921982_2007783326_n

71448_725196570832917_1369250365_n

247717_483780728307837_2094341816_n

552151_485079718177938_1900574866_n

558694_483781074974469_548397031_n

1017472_746184638734110_398989005_n

1898169_731788003507107_1231840951_n

10011489_769139653105275_3055358902801478323_n

11009192_968518709834034_5672320025535092114_n

11745879_1009624352390136_3444419204521516052_n

404593_483780248307885_1519711515_n    Nieprawdziwa kobieta, nie prawe dziwą kobietą, no bo co jej pozostało… Ale na szczęście my tu, tam, tam i tu tylko tak sobie… A zresz… (Tą i tamm-tą też) I bez reszty… No właśnie! Nie śmiej się , Ty! Ty! Ty też…

11351215_987688521250386_1214961446559600935_n[Źródło wszystkich ilustracji].

[162+3].

Słoniątko.

    Dawno, dawno temu pewne słoniątko usłyszało, jak ktoś powiedział: „Patrzcie mysz!” Mówiący spoglądał wprawdzie na mysz, ale słoniątko myślało, że to o nim mowa.

Tak się złożyło, że w tym kraju było niewiele myszy, zwykle zresztą siedziały w swoich norkach i tylko cichutko popiskiwały. Natomiast słoniątko zachwycone swoim odkryciem trąbiło wszem i wobec: : „Jestem myszą! Jestem myszą!”

Powtarzało to tak głośno, tak często i mówiło to tak wielu osobom, że dziś — czy dacie temu wiarę, czy nie— istnieje kraj, w którym nieomal wszyscy wierzą, że słonie, a zwłaszcza słoniątka, to myszy.

Co prawda myszy próbowały czasem sprzeciwiać się opinii mniejszości, ale skutek był zawsze ten sam musiały ratować się ucieczką.

I jeśli ktoś chciałby w tamtych stronach poruszyć kwestię myszy i słoni, lepiej żeby miał słuszne o temu powody, stalowe nerwy i niezbite argumenty.

[Mądrość głupców, Idies Shah, Drzewo Babel, Warszawa, 2002 s.183, wyróżnienia własne].

Elephants eating_ (Loxodonta Africana) (Kruger National Park 2002) Słonie Afrykańskie jedzące korę drzewa. [źródło zdjęcia].
Elephants eating  (Loxodonta Africana) (Kruger National Park 2002) Słonie Afrykańskie jedzące korę drzewa. [źródło zdjęcia].

[Aktualizacja].

Dzisiaj Międzynarodowy Dzień Kawy. Dlatego odsyłam do popełnionego kiedyś wpisu.

[162+2]. Ooooooo[och!]: Intencje.

[Świerże owoce na straganie, źródło zdjęcia].
[Świerże owoce na straganie, źródło zdjęcia].

Nadzieja.

    Żył kiedyś pewien król, potomek starego i potężnego rodu władców. Król ten na skutek niefortunnego zbiegu okoliczności utracił tron i musiał uciekać przed wrogami.

Przemoczony do suchej nitki błąkał się po odludziu, gdy nagle ujrzał pasterski szałas i pomyślał, , że trochę w nim odpocznie.

Kiedy wszedł do środka, okazało się, że siedzą tam dwaj pasterze otuleni w ciepłe derki.

Przyjęli go uprzejmie i podzielili się nim skromnym jadłem, jakie mieli,a składała się na nie odrobina sera i kilka cebul.

— Pewnego dnia, gdy wrócę na tron, wynagrodzę wam to po królewsku!— przyrzekł król.

Cóż,choć obaj pasterze podzielili się pożywieniem z królem i okazali się jednakowo hojni, nie we wszystkim byli do siebie podobni.

Pierwszy chodził z podniesioną wysoko głową, i opowiadał każdemu, kogo napotkał, że jest lepszy od możnych, bo nakarmił króla, któremu nikt inny nie był gotowy pomóc.

Natomiast drugi pasterz po zastanowieniu doszedł do takiego oto wniosku: „Fakt, iż znalazłem się akurat w tym miejscu i miałem przy sobie trochę jedzenia, to czysty przypadek. A że ofiarowałem jedzenie królowi? To normalny ludzki gest. Ale władca z iście królewską wspaniałomyślnością poczytał mi to za cnotę. Niech więc ten przykład będzie mi wzorem i nienatchnieniem abym naprawdę zasłużył sobie na tak zacną opinią.

Kiedy po kilku latach król odzyskał władzę, która mu się prawnie należała, posłał po paserzy. Obaj otrzymali hojne dary i zyskali wpływowe stanowiska na dworze.

Ponieważ jednak pierwszy z nich nie pracował nad sobą, nie próbował się doskonalić ani przygotowywać do czekających go zeszytów, szybko padł ofiarą intryg i został stracony za udział w spisku. Za to drugi pasterz tak świetnie się sprawdził, że kiedy król osiągnął sędziwy wiek, za powszechną zgodą mianował pasterza swoim następcą.

[Mądrość głupców, Idies Shah, Drzewo Babel, Warszawa, 2002,, s.172-173. Wyróżnienia własne].

[162+1]. …Albo o Władzy.

 dotąd doszliśmy. Tu się rozwiązały
koniec z początkiem. Przekłady Homera
na brzegu siedząc przeglądamy teraz.
Nikt nie przypływa po nas. Puste oceany.
Spokój gwałtowny. Może to już sierpień.
Może strach. Rozegrany przez nas umiejętnie.
Jest mi tak jakby już było za późno.
Może to sierpień. Ale drzew tu nie ma
a sierpień zawsze dojrzewa na drzewach.
Nikt nie przypływa. Homerycki żart
i wiatr z kamieni nam wróży jak z kart.
Nikt nie przypływa

[Dotąd doszliśmy, Ewa Lipska, wiersze 1967, wiersza także można wysłuchać w wykonaniu Grzegorza Turnaua, zamieszczony na albumie, z 1993 roku Pod światło, Pomaton EMI].

Le Radeau de la Méduse (1817-1818), Tratwa Meduzy, Théodore Géricault [źródło zdjęcia].
Le Radeau de la Méduse (1817-1818), Tratwa Meduzy, Théodore Géricault [źródło zdjęcia].

    Odkąd usłyszałam ten wiersz, nie chcę o nim zapomnieć, mimo upływu lat. Gdyby zedrzeć wierzchnie znaczenie wołania o pomoc, albo tylko zetrzeć komunikat: Tutaj jestem, dowiadujemy się, że wiersz niewiele obiecuje, prawie nic, ale nagle ukazuje swoją wielowymiarowość. Zestawienie go z obrazem Géricaulta wzmacnia „pierwotne”? zmęczenie. Znaczenie. Zwłaszcza, że malarz studiował dawnych mistrzów.

Można spostrzec to na dwóch płaszczyznach. Po pierwsze, dlatego, że istnieje kilka wersji tegoż, nie wspomniawszy przez grzeczność i natarczywość oczywistości o detalach, po wtóre:heroizm i kontury niczym z obrazu Michała Anioła,ale i  jeśli pod wzgląd weźmiemy monumentalne rozmiary kompozycji. Po trzecie: autor obrazu wielokrotnie przybywał do miejsca katastrofy, studiował powstawanie sztormów, prądów morskich.Do obrazu pozowali mu świadkowie wydarzeń z 1806 roku, na podstawie ich wspomnień wykonał i modele ludzi w przeróżnych pozach, i model tratwy. Po czwarte: kompozycja odwołująca się do źródeł antycznych i — co oczywista— romantycznych. Obraz znajdziemy we wszystkich podręcznikach sztuki.

Malarz miał atelier na tyłach szpitala, skąd przynoszono mu odcięte szczątki osób,albo truchło tych, które,którzy rozstały/ rozstali się z życiem,wiemy już, że była to częsta praktyka osób mających we władaniu i światło, i cień, i barwę. Niemalże warunek sin qua non, jeśli chciało się zasilić szeregi, ba przewodzić Wielkim Epoki,ale to również on bywał i studiował przypadki osób psychicznie chorych, stworzenie spektrum niedomagań. Stworzył galerie osób obłąkanych. W  przeciągu ostatnich miesięcy gdy obraz nasycał się barwą, kształtem i przerażeniem, zarówno malarz jak i jego uczeń, nie wychodzili z pracowni.

Praca odbywała się pod napięciem, bo odpowiadała na nastroje społeczne, ba oburzenie, zgorszenie, i rozwścieczenie. Będący u władzy byli odsądzani od czci i wiary. Jak można było pozwolić by kapitan z załogą odpłynęli i zacumowali w bezpiecznym życiu, zostawiając na pastwę i pożarcie losu z sto pięćdziesiąt osób, które musiały na zakrętce naprędce sklecić tratwę, nie dostali nawet wody, ledwie trochę wina. Ocalało   ledwie piętnaście, na statek Meduza, weszło czterysta. Beczki z winem, garść biszkoptów, rozpadająca się, butwiejąca i leciwa tratwa, mrowie ludzi. Im dalej środka, tym większa beznadzieja na rozstanie się z wątłym i niepewnym, ale jeszcze, życiem. Bezmiar oszalałego błęki_tu. Błąd obłędu. Walka o przetrwanie. Ciało po lewej stronie to studium rozkładu i rządy rozpaczy. Tylko grupka ludzi pożegna smugę umierania. Tylko postaci na szczycie widzą statek ocalenie. Ojciec trzyma w ramionach ciało swojego syna na podobieństwo piety, ktoś wypada poza krawędź życia, ktoś umiera żyjąc, ktoś inny nadgryza kogoś cień… Mrok pożera światło z niebywałą zuchwałością, tak też miał być wystawiany obraz, znajdujący się na poziomie oczu widzki lub widza,  w zaciemnionym pomieszczeniu, samotnie. Pamięć wizualna. I niepamięć ciała. Zwykło się mówić, że obraz Géricaulta budzi grozę,jestem zdania, że groza tu nie zasypia. Co najwyżej, my nawykłe nawykli do melodramatycznych strof kata i katastrof zmieniamy natężenie rozumienia i postrzegania.

    Pamięć ciała potrzebna nam jest do wykonywania codziennych czynności. Nabywamy ją od początku, obrastania w życie, tak przez biologię, jak i socjalizację, morze czcionki wylano na temat performatywności gestów. Może dlatego nie zwracamy i nie  przywiązujemy, nie przyszpilamy chociażby krzty uwagi w tym temacie. Dopóki nasze zmysły i umysły nie zostaną wytrącone z porządku początku nawyku.

[Prządki, albo Baśń o Arachne, Diego Velázquez, olej na płótnie, Prado źródło zdjęcia].
[Prządki, albo Baśń, albo Historia  Arachne, Diego Velázquez, olej na płótnie, Prado źródło zdjęcia].

    Kim były prządki, w królewskiej gobeliniarni? Czy ktosia, ktoś się zastanawiał(a)?

Sprawnymi opuszkami palców, wzrokiem, który dostrzega, a nie tylko widzi, pamięcią przodkiń, i nieczułością świata, nieczułością ale nie na barwy, smaki i zapachy, lecz na nie swoją własność. Jednym z kluczowych elementów, w opozycji jest na wpół odsłonięta kotara. Gdy nie zadowolimy się pierwszym planem, w tle majaczy, drugi, ważniejszy. Sytuują się nam dwa, a jak dostrzeżemy niebaw(i)em, trzy światy.

  Pierwszy jako manufaktura codzienności osób niezamożnych, ich wzrok sięga po to co bliżej, co pewne i trwałe. Co natarczywe i surowe. Drugi, osadzony w głębi to świat możnych i wielemożnych. Interlokutorów (interlokutorek), interesów, intryg, inwencji. To ten drugi jest oświetlony. Trzy damy muskają wzrokiem gobelin przedstawiający, co nie bez znaczenia, Porwanie Europy. Plan czwarty: tam jest właśnie zagnieżdżony, to tu odnajdujemy Atenę, która każę Arachne, tak jak Apollo czyni to wobec Marsjasza, wobec takich samych pobudek. Bogowie i Boginie są słabi i słabe. Możemy dopatrzeć się oka Tycjana i Rubensa. I słowo Owidiusza, na tejże jest osnuta ta opowieść. Można by rzec, że jesteśmy w teatrze, a nie przypatrujemy się obrazowi. Chwytamy wrzący moment, tuż tuż… Gdy Arachne prezentuje swoje dzieło, jeszcze znam zostanie ukarana za niewinność, odwagę i rzutkość.

   Oto mamy zatem kolejne trzy już nie olejne, plany rozumienia/ postrzegania obrazu, obraz_ów. (Obrazy i odrazy także,zarówno w przypadku pierwszego jak i drugiego dzieła).  Oto każdy plan życia ma i swoje pozycje, porządki, powinności i obowiązki. Tak ludzki (zależnie od pozycji ekonomicznej)jak i boski. Kto może być Bogiem? I przez jakie be pisanym? Czy malarz, który to wiemy, aspirował by być nowym Tycjanem? Czy, ludzie których pozycja socjoekonomiczna,  predestynuje  do decydowania o tym, kto, jak i w jakiej gramatyce porządku żyje, czy egzystuje? Niestety, na oba pytania, odpowiedź jest twierdząca. Pochwała sztuki… I/Czy sztuczek?

    Kim są porządki prządki? Trzy. Szczególnie usytuowane. Ukryte w cieniu, może tu zaczynają się histerie i historię, może starość pożarła Atenę,może to są Parki, które snują nici żywotów na ludzką miarę i przestrzeń? Kobiety nie komunikują się ze sobą, ale każda zajmuję się innym aspektem tworzenia, i inny rodzaj władzy ma nad światem, tylko czym światłem? I pieśnią, bo w głębi na połączeniu planów znajduje się instrument muzyczny… Marszczy się życiogra.

[Giorgione (Giorgio Barbarelli from Castelfranco 1477-1510) The Old Woman 1505, źródło zdjęcia].
[Giorgione (Giorgio Barbarelli from Castelfranco 1477-1510) The Old Woman 1505, źródło zdjęcia].

    Łusz_czy szczy szzzsię ubranie i  rarara i cera. Bzzz Bezimiennej staruszki. Starość nie jest trakcyjna a cuchnie, śmierdzi, nierównieje, zużyta, ta i tamta, taram tam, tam i tu i tu zzzzmętniały wzrok, krok tok tok tok myśli,śli,śnina nanna ślina z warg odpłynęła krew. Bliższa ciru ciału koszula… Bidna i znoszona. Przykrywa zwiędnięte małe piersi.Nie wiadomo, czy postaci przestawiona przedstawiona jest rzeczywista, czy to tylko alegoria. Pojawiały się głosy, stereotypowe, w tej sytuacji, że to matka malarza (zagrabiona zgarbiona i niepewna starość kobieca,to na pewno: rodzicielka, takich opinii w odniesieniu do innych kobiet  obrosłych zmurszałym wiekiem jest wiele). Renesensowy obraz, który przedstawia zmierzch kobiecości nawiązuje do twórczości Leonarda. Jeszcze kobieta, co innego starzec, ale kobieta? Z kim nawiązuje relację, czego się chwyta? Z czasem, tak jest napisane, domalowany później, postaci nie trzyma go w dłoni, nie ta postać, bo zamalowana jest inna kobieta, matrioszka? Mniejsza, podtrzymująca pludry, nie mająca nic w ręce. A tu, zamalowanie tła, dodanie napisu, może to nie jest portret, et, est, errare humanum est, a może to tron? Studia postaci. A może coperti? Obraz i… Obraz właściwy? No bo przecież tutaj zaledwie pięć pigmentów i tempera, może to powidoki. I po_widoki. Co zatem miało być zakryte? Przecież ów zwitek nie jest ukryty w ręce, ale jest usytuowane obok. Nie wiemy skąd przychodzi i czy nadal do czego(ś) zmierza (albo mierzy)  wzrokiem, albo spogląda,może tylko w lustro chwytając swe teraźniejsze odbicie, z biciem serca i pulsującego pytania: czy to ja? Czy to jeszcze ja? Jak długo jeszcze ja…? Dolna rama obrazu jest, również obramianiem lustra. Postać zachowuje dystans, możemy tak postać i postać i… Niczego się nie dowiedzieć.

 Trzy obrazy. Obraza Człowieka. Obraza Boga/Bogini. Obraza Czasu.

Trzy obrazy. Więcej niźli trzy historie.

171.Cztery szybkie: Pieśni łagodnych, czyli ta filmowa niedziela.

    Muzyki można słuchać na wiele sposobów, ilu ludzi, tyle możliwości, upodobań i nawyków. Pewne gatunki narzucają sposób uczestniczenia w muzyce (bo tak wolę o tym myśleć), ale nie koniecznie jest on jedyny, choć bywa wiodący. Np w filharmonii, bywają wyjątki, takie jak np Grupa Mozarta, ale jej członkowie wpisują się w pewną, rozrywkową konwencję, inaczej przecież słucha się requiem, którego oni (chyba) nigdy nie zagrają w kabarecie. Jeśli przyjrzeć się anatomii orkiestry to pewne instrumenty wiodą prym, walczą o przewodnictwo, jak skrzypce z (młodszym) fortepianem – o laur pierwszeństwa i takie, które nigdy nie wejdą do kanonu— jak gitara, czy bandoneon, ci co ją biorą we władanie, są zapraszane i zapraszani do gmachu, tak by przyciągnąć nową widownię, która za zwyczaj nie przychodzi by posłuchać Bacha, czy innego Liszta.

Muzyka filmowa, już dawno wyszła z ciasnych ilustracyjnych ram tego, do czego została powołana. Czy ktoś/ia pamięta, taperów grywających w kinie i ich związek z jazzem w latach 20 i 30 ubiegłego wieku?

To jaką rolę odgrywa w obrazie jest niebagatelna, zwłaszcza, że wynalezienie nośników takich jak płyta kompaktowa, nie pisząc o cyfrowym zapisie dźwięku uwolniło muzykę od filmu. Ten proces zaczął się już wcześniej wraz z wynalezieniem prototypu gramofonu, a następnie stworzeniem pierwszej wytwórni płytowej. Potem już pogalopowało. Sierpień się starzeje by minąć nieubłaganie, i ubłaganie zresztą też. Mamy zatem okres urlopowy jeszcze. Co zatem polecam? To zależy. Dzisiaj niezobowiązująco. Cztery płyty. Do wieczornego  niezobowiązującego słuchania.

Hans Zimmer, Kod Leonarda da Vinci,Universal Music Polska,2006 [źródło zdjęcia].
Hans Zimmer, Kod Leonarda da Vinci,Universal Music Polska,2006 [źródło zdjęcia].

     Jan A. P. Kaczmarek pogratulował Hansowi Zimmerowi, faktu, że jego muzyka do Kodu da Vinci została uznana za tak sugestywną, że według szefów wytwórni zaistniała konieczność jej ocenzurowania. Zawsze byłam zdania, że krytyka, a co dopiero pisać o ingerencję, jest ukrytym komplementem, nie piszę o wymiarze ekonomicznym, i wiele, bardzo wiele mówi, o osobie, tej, która się jej podejmuje, a nie, tej, która jest jej obiektem. To prawo odnosi się również do muzyki. Można socjologicznie rozpatrywać takie obrazy popkultury jak saga o młodym czarodzieju i uniwersum stworzonym przez Rowling jak i Kodzie da Vinci, i jest to bardzo, bardzo zajmujące i ciekawe. Porzućmy ten wątek jednak. Hans Zimmer miał tę możliwość, przynależną nielicznym, że przyglądał się produkcji filmu od niemal samego początku,nie musiał zatem tworzyć na szybko,mógł eksperymentować, choć i tak spotykamy charakterystyczny podpis kompozytorski,który nie ma nic wspólnego z popisem (czytaj proszę megalomanią), bardzo szybko,jako sprawny w swojej sztuce, i mistrz, zyskał naśladowców, żeby nie napisać kopistów (bo kompozytorek zwłaszcza na szczycie, jest niewiele). Czego tutaj nie znajdziemy, pewnie skondensowania wśród tematów wiodących, opowieść się rozlewa, płynie, niespiesznie i niezaprzeczalnie. Oczywiście, w nawiązaniu do fabuły wiele jest przestrzeni gdzie występuje śpiew chóru. Hiperbolizowałabym gdybym stwierdziła,że Zimmer odkrył jakiś nieznany ląd,ale jest coś więcej niż sprawne połączenie elementów, tych,z których jest znany.   Sopran Hili Plitmann doskonale skupia uwagę, i jest mocnym elementem struktury. Wynalezienie ruchomych obrazków postawiło przed twórczyniami i twórcami muzyki nowe zdania, odpowiedzi na nowe potrzeby również rynku. Nie znaczy to jednak, że filmy z założenia komercyjne, nie zasługują na dobrą oprawę muzyczną, a ta osoba, która się tego podejmie musi być kojarzona z wyrobniczym stylem  Hans Zimmer stworzył wiele utworów, które pozostaną w pamięci, na stałe wpisał się do podręczników historii muzyki, nie jest to ani usprawiedliwienie— bo cóż tu usprawiedliwiać, ani wywyższenie— tylko stwierdzenie faktu. Może będzie to forpoczta dla niektórych do sięgnięcia po muzykę klasyczną. Można wiele czcionki wylać,że to tania komercja,że wiele w muzyce już powiedziano, i należy sięgnąć do źródeł. Ależ oczywiście, mówią do nas wieki, chociaż uszczypliwi napiszą, że mówią do nas weki. (Syty głodnego nie zrozumie, można by napisać w tej konwencji), ale nie będziemy wpisywać się w przepychankę retoryczną, ona niczemu (dobremu) nie służy. Kompozytor ujął mnie dziełami współtworzonymi z Lisą Gerrard. Tak, wiem, na pierwszym miejscu, na jednym oddechu wymieniany jest Gladiator, nie, nie słucham całej ścieżki, ale piosenka na zakończenie, którą melizmatyczne wyśpiewuje Australijka jest dla mnie bardzo ważna. Dlaczego zatem, nie coś ze wspólnych projektów? Tylko muzyka do Kodu? A aaa dlaczego nie?

Harry Potter i Kamień Filozoficzny, John Williams, Rok: 2001 Wytwórnia: Warner Sunset / Nonesuch / Atlantic
Harry Potter i Kamień Filozoficzny, John Williams, Rok: 2001 Wytwórnia: Warner Sunset / Nonesuch / Atlantic [źródło zdjęcia].

     Jestem zdania, że gdyby nie muzyka Johna Williamsa, to uniwersum Harrego Pottera nie było by aż takie magiczne. Piękniście poprowadzona narracja, pomysł i smak. Hedwig’s Theme wpisał się na stałe do muzyki, nie tylko,kompozytorzy, którzy będą pisać muzykę do dalszych części będą nawiązywać do niego, ale,bez mała można stwierdzić, że wiele osób kojarzy właśnie ten motyw, który ulega rozwinięciu i nie jest przypisany do jednej postaci. Ogranicza nas tylko wyobraźnia, tak może powiedzieć zarówno Rowling, jak i Williams,który rozpisał muzykę do pierwszych trzech części sagi. Nie pierwszej, bo to on, przecież udźwiękowił Gwiezdne wojny. Każde pokolenie, nie tylko ma swój czas, ale i formjące, wpisane w popkulturę filmy, bez wątpienia saga o młodym Czarodzieju jest jednym z nich. Muzyka będzie się zmieniać, tak jak i główni bohaterowie dojrzewać w mrocznych czasach. Bardzo polecam dwie ostatnie części Insygniów Śmierci, bardzo dobrze się stało, że producenci zdecydowali rozdzielić odstani tom opowieści na dwie części. Doskonale Alexandre Desplat potrafi prowadzić temat na strukturze, rozbudowując i przesuwając figury harmonii.

Zbigniew Preisner Weiser, 2001 Silvia Screen Koch Poland [źródło zdjęcia]
Zbigniew Preisner Weiser, 2001 Silvia Screen Koch Poland [źródło zdjęcia]

     Weiser. Umieszczenie w tym tryptyku Preisnera będzie dla niektórych złamaniem niepisanych reguł, świętokradztwem, ale co tam. Mogą sobie mówić,że muzyka jest demokratyczna, nie jest, wystarczy w sposób socjologiczny spojrzeć na uczestniczki i uczestników orkiestry, chodzi oczywiście o instrumenty. Prymat i wieczny spór toczą ze sobą skrzypce, które starsze, chcą być zawsze pierwsze, i fortepian. Poza kanonem są takie instrumenty jak bandoneon,albo popularna gitara, ale o socjologicznym postrzeganiu muzyki innym razem, być może. Zbigniew Preisner już nie pierwszy raz gości na tym bogu ze swoją muzyczną intuicją. Tematy, które sączą się i pozostają w naszym umyślenie muszą być rozbudowane, barokowe, i zaczynać wywaleniem czcionki na drugą, a może i trzecią stronę. Tutaj temat główny jest prosty, osadzony na kilku dźwiękach. Rozpisany na fortepian i trąbkę, naprzemiennie, nie konkurują zatem ze sobą Leszek Możdżer, któż rozpoznaje jego sposób gry, i frazowanie Steve’a Sidwell’a. Temat jest sposobem na zbudowanie nastroju. Anthony Pashek  i Elżbieta Towarnicka doskonale prowadzą nas przez tę opowieść.

Pora umierać, Włodek Pawlik, Polskie Radio, 2007,[źródło okładki].
Pora umierać, Włodek Pawlik, Polskie Radio, 2007,[źródło okładki].

    Pora umierać to film Doroty Kędzierzawskiej, dwa lata od premiery został obsypany nagrodami, chociaż rola muzyki została wszędzie podkreślana, to niestety, o samym kompozytorze zrobiło się głośno, dopiero gdy został nagrodzony Grammy, chociaż i ścieżka do Rewersu została dostrzeżona i nagrodzona. Ponieważ o tym ostatnim pisało się wiele, a o  tej pierwszej prawie w ogóle, a konstrukcja albumu jest nietuzinkowa, o samym filmie pisałam już wcześniej.Partie solowe fortepianu wprowadzają nas w skojarzenia z muzyką Erica Satie.  Dwadzieścia jeden preludiów, które tworzą kanwę narracji. Jedenaście tematów nagranych z orkiestrą, są to ważne momenty dla akcji filmu, lecz dla struktury płyty dwie ścieżki się uzupełniają. Nie trzeba monumentalnych neoromantycznych partytur by przyciągnąć i poprowadzić uwagę słuchaczki/ słuchacza, Włodek Pawlik doskonale to wie. Trąbka Piotra Ziarkiewicza i jej piękne solo na długo zostanie w pamięci. Dlaczego zatem, te,a nie inne albumy? Przecież to komercja,już słyszę głosy oburzenia.No, cóż, oczywiście, nie znam,ani jednej osoby zajmującej się muzyką, która nie chciała by zarobić, jak i takiej, która nie chciała by by jej zawód stał się źródłem utrzymana. Oczywiście, że można polecić muzykę Chopina (zwłaszcza w kraju, w którym co trzecia nazwa nosi jego imię i nazwisko), Beethovena, albo Mahlera. Może muzyka filmowa będzie forpocztą dłuższej przygody dostrzegając nieoczywiste rozwiązania, sięgnąć po inne gatunki… A dlaczego właśnie te albumy? Może macie swoje ulubione?

170. Głowa i namysł.

Człowiek nie żyje wyłącznie swoim życiem osobistym, jako jednostka, ale świadomie lub nieświadomie, również życiem swojej epoki i swojego pokolenia.

[Tomasz Mann].

 

[Atlantyda, słowa: Wisława Szymborska, muzyka i wykonanie: Grzegorz Turnau, Płyta: To tu, to tam, Pomaton  EMI1995].

Gdybym miała wskazać jedną poetkę/poetę, z twórczością, której się identyfikuję bez wątpienia, że to twórczość Wisławy Szymborskiej, chociaż wspomniałam również, że częstuję się nią jak…I tu zawodzi mnie moja —przydziałowa— wyobraźnia (zawodzi, by nie napisać,że to wrzask, wrzask mody,  nie, że fałszuje, co to, to nie. By nie napisać, że wyje, wyjesz, wy_jecie (wy jecie?— Tylko co)?

W każdym razie, tym, i innym- nie często.

Czytaj Dalej „170. Głowa i namysł.”

169. Zanim zniknie(sz), czy(li), dialog z miastem.

     Dzieła Bunksy‚ego , a w szczególności jedno z nich One nation under CCTV, jest dla nas okazją do zadania ważnych pytań: Gdzie przebiega linia demarkacyjna określająca sztukę przez wielkie Szt? O ich trwałość, nowe/nie nowe środki wyrazu? Czy sztuka powinna odpowiadać na potrzeby określane kulturowo i zakorzenione w czasie?

Jak mi wiadomo nie znaleziono  odpowiedzi, choć padało ich wiele. Jest jeszcze jedno pytanie,  dla mnie wiodące pytanie zadawane właśnie przez twórcę One nation under CCTV .

Pytanie o dialog z przestrzenią miejską.

Żeby poczuć o co chodzi możemy zdecydować się na przeprowadzenie eksperymentu, ale to wymaga przede wszystkim czasu i uważności. Wybierz się w określoną przestrzeń miejską z osobą z niepełnosprawnością wzroku,osobą z  niepełnosprawnością poruszającą się za pomocą kul łokciowych, z osobą z niepełnosprawnością poruszającą się za pomocą wózka inwalidzkiego i wózka inwalidzkiego aktywnego. Wybierz się w tą samą przestrzeń miejską z osobą, która porusza się rowerem, każda z nich opowie Ci swoją historię,  i każda z nich pokaże Ci swoje miasto. Jakże inne, od tego, które przecież tak dobrze znasz. A jak jak byś je dobrze poznał/a gdybyś sama zdecydowała poruszać się za pomocą wózka inwalidzkiego.  Jak to przestrzeń miejska jest sprofilowana dla osób sprawnych, młodych, i rzutkich.O tym często i boleśnie przekonują się kobiety, które właśnie zostały matkami, i próbują wybrać się ze swoimi pociechami, w jakby się wydawało bliższy świat, nie na biegun. Dlaczego wspominam o kobietach?Ano,bo to z reguły one są zobligowane poradzić sobie techniką, a nie siłą mięśni podróżując ze swoim potomkiem, potomkinią i jeszcze z torbami.  Oczywiście, kobiety mają mięśnie i siłę, ona ma siłę nawet nie wiesz jak wielką — przypomina nam jedna z piosenkarek— (można się zdziwić niejednokrotnie) ale nie przywiązują doń takiej wagi, jak to kulturowo jest wdrukowane w obraz mężczyzn.

Powracając do eksperymentu. Zachęcam do spróbowania. Oto miasto, które znamy, odkrywa nieznane oblicza.

Jeszcze jedną twarz miasta odkrywa Bunksy. I to bardzo ważną,  komunikacja z przestrzenią miejską.Ma ona charakter jednostronny. Spójrzmy na przestrzeń miejską właśnie z tej perspektywy. Dowiemy się więcej niż o ukrytych mechanizmach władzy. Jak usytuowane są dobra, a co można powiedzieć o przestrzeniach zagrodzonych? Nowych osiedlach, kto od kogo próbuje się odgrodzić? Jak sytuowane są dobra ekonomiczne? Może też więcej niźli byśmy chciały/ chcieli wiedzieć? Czym jest ciało w mieście, czyje to ciało?

Do tego także nie zmusza nas sztuka graffiti?

Nie, nie piszę o wandalizmie, niszczeniu przestrzeni, chociaż to także jakiś komunikat. Oto to co tworzy Bunksy, którego tożsamości nie znamy, co również znamienne, wyrosło z buntu, biedy i brudu, a nagle, nie tylko nadaje wartość obiektom, na których się znajduje, ale i jest obiektem (sic!) pożądania. I głosem w sprawach społecznych. Nie zapominajmy jednak, że Bunksy jest jeden. I to właśnie on przedarł się do tego lepszego świata. Talent zatem nie jest gwarantem sukcesu.Zresztą nie zapominajmy,że twórca takich dzieł jak to wspomniane powyżej, ma wiele tożsamości wnoszących,windujących go w drabinie socjoekonomicznej. Wróćmy jeszcze na chwilę do One nation under CCTV.

Znamienne jest to,że obraz  powstał pod okiem wszechobecnych kamer, jedna z nich doskonale  w p i s u j e   się  w obraz, i  n i e   jest tak jak pies i policjant namalowana, ale działa, spoglądając mechanicznym okiem (a może przez chwilę „przysnęła”—ale jest). Jest jego częścią. Wracając na nasze polskie podwórko,artystki i artyści tworzący w okresie młodej polski postulowali wyjście sztuki na ulicę, niewątpliwie w przypadku tego co proponuje nam Bunksy, tak właśnie się dzieje. Z tym, że — poza wyjątkami— graffiti to sztuka, która przemija,która jest natychmiast zamalowywana, i natychmiast fizycznie nie obecna. Tego obrazu już fizycznie nie ma.

Graffiti jest sztuką, która przemija, znika, bywa zamalowywana. Jest po to by zobaczyć ją z okien samochodu. Zatrzymajmy się na chwilę,  John Urry w Życiu za kółkiem pisze:

Życie w samochodzie umożliwia różnorodne formy uspołecznienia: w rodzinie, wspólnocie,związaną z wypoczynkiem, przyjemnościami przemieszczania się z innymi. Przeplatane one są żonglerką czasem i przestrzenią,zarówno umożliwianą, jaki narzucaną poprzez podróże samochodowe.

[John Urry, (2000) Inhabiting the car [w:] International Journal of Urban Regional Research polscy czytelnicy i czytelniczki artykuł mogą przeczytać w Socjologii codzienności pod red. P Sztomki i M. Biguni- Birkowskiej Wyd.Znak, Kraków 2008, przekład Pauliny Polak, s.413-414].

Zatem miasto narzuca nam nie tylko komunikację, ale i jej rodzaj, wiele osób nie zauważyło by małego obrazka wetkniętego gdzieś w kąt.  a skoro miało dzieło miało być widoczne z okien jadącego samochodu, który jest wpisany w prawidłowości ruchu ulicznego.

To  w jaki sposób się poruszamy, czy to fizycznie, czy intelektualnie wpływa na rodzaj komunikacji.

[Games Without Frontiers, Peter Gabriel [źródło].

 

 

168.Ooooo[och]!: O drodze.

[Kobieta z dzbanem, albo Kobieta przy oknie, Jan Vermeer van Delft, ok. 1662, oryginał w Metropolitan Museum of Art, w Nowym Jorku, źródło zdjęcia].
  [Kobieta z dzbanem, albo Kobieta przy oknie, Jan Vermeer van Delft, ok. 1662, oryginał w Metropolitan Museum of Art, w Nowym Jorku, źródło zdjęcia].
Dla Tych osób,

—które nie wiedzą.

Dla Tych osób

— co na progu wyglądają cienkiej linii horyzontu.

Dla Tych osób

— co w Drodze.

Dla Tych osób

— które myślą,że zbłądzili/zbłądziły.

Dla Tych osób

— co idą pewnym krokiem.

 

Trzymam kciuki.

***

1.

[Linoskoczek, Andrzej Zaucha i Anawa,1973 rok, źródło].

2.

[Dare, źródło].

167.Ooooo[och]! Zmiana.

Wychowywała w sposób dość szczególny. Miałem lęk przestrzeni jako dziecko. Matka postawiła drabinę w ogrodzie i codziennie musiałem wchodzić o jeden szczebelek wyżej. Aż do końca. Byłem dość lękliwy. W czasie okupacji bałem się jeszcze bardziej. Nie chciałem odchodzić daleko od domu. Nic dziwnego, rzeczywiście było niebezpiecznie. Matka wyznaczała mi codziennie dalszy odcinek do przejścia. Kiedy wykonałem zadanie, dotarłem do określonego miejsca, dostawałem nagrodę. Raz skłamałem. Wróciłem i powiedziałem, że doszedłem aż za strumyk i mostek. Pochwaliła mnie bardzo, dostałem cukierek. A potem przyznałem się do kłamstwa. Matka nie odzywała się do mnie przez trzy dni. Nie dość, że kłamię, ale jeszcze ośmielałem się chwalić wyczynem, którego nie dokonałem.

[Andrzej Krzywicki, o matce, Irenie KrzywickiejKrzywicka. Długie życie gorszycielki. Agata Tuszyńska, Wydanie drugie, zmienione, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2009 s 68].

[Kobieta z dzbanem, albo Kobieta przy oknie, Jan Vermeer van Delft, ok. 1662, oryginał w Metropolitan Museum of Art, w Nowym Jorku, źródło zdjęcia].
[Kobieta z dzbanem, albo Kobieta przy oknie, Jan Vermeer van Delft, ok. 1662, oryginał w Metropolitan Museum of Art, w Nowym Jorku, źródło zdjęcia].

To ważny cytat, szczególnie jeśli chodzi o wprowadzenie zmian w życiu, bo czym jest uczenie się? Z życia zawodowego wiem, że oporu nie należy zwalczać, lecz pracować z oporem. A to dwie różne perspektywy. I w równym stopniu odnosi się do mnie samej, i osobistej zmiany, jak również do innych. Zmiany, te najbardziej upragnione, i w prowadzane z własnej inicjatywy, budzą różne emocje, zarówno te, przyjemne, jak również uważane za trudne, nieprzyjemne. Zmiana to proces, i jako taki wpisany jest w czas, przestrzeń i biografię człowieka. Osoby, która funkcjonuje w danym środowisku/ środowiskach.

166. Odpowiedzieć? Nie odpowiedzieć? Oto jest pytanie. [A właściwie, pytań jest 11]..

Podobno osoby blogujące dzielą się na, te co nie przyjmują odznaczeń i innych łańcuszków i na te, które z chęcią i zaangażowaniem odpowiadają na pytania. Pierwsze to Poważne Osoby Blogujące, a ci Drudzy, bądź Drogie, Drugie… No cóż, amatorszczyzna jak się patrzy. I czyta, i w ogóle i w szczególe. I tu i tam, czytam oglądam…Omijam. Mijam, i w ogóle, i w szczególe…

Idea była taka, żeby wzajemnie się promować, polecać co się czyta i gdzie się bywa, w przestrzeni blogowej. I dać się poznać z innej strony, niż internetowa. Jest się zobligowanym, zobligowaną by wyznaczyć jedenaście osób: blogerki blogerów. I tu mam kłopot, cóż nie często czytam blogi, dopiero je poznaje, a i tak bywam sporadycznie. I tu przybywa coraz to więcej osób, wedle jakiego klucza mam wybrać? Przydałby się wiolinowy…

Nie mam blogostanu, znaczy się szpalty z odnośnikami… Nie dawno też zostałam wyzwana, więc by dać się choć trochę poznać, odpowiem. I odpowiem, że odpowiem, ale zanim to jest to okazja do podziękowania, dla tych z Was, którzy czytają mnie  (prawie) od początku powołania bloga do życia, i tych, z Was, którzy dopiero co dołączyły/ dołączyli. Blog ów skończył dziesięć miesięcy.

—A jak powiedziała tak zrobiła. —

Co to takiego Liebster Blog Award ?

Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz je o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował”.

Znalazłam się w gronie osób nominowanych przez Papugę (dzięki po raz wtóry). Także na jej jedenaście pytań odpowiem:

1. Z czym, jako bloger, najbardziej się zmagasz?

Z czasem się zmagam z  czasem. Coraz częściej. Zapytajcie mnie proszę za rok, dwa, pięć…

2. Pierwsza rzecz, którą robisz po wstaniu z łóżka?

Otwieram oczy, widzę przestrzeń. Kawa to podstawa :), ale, to nieco później…  To zależy, jak mi się leży, znaczy, jakie mam plany na ten dzień…

3. Ostatnia książka jaką czytałeś/czytałaś?

To zależy, czy ta, którą skończyłam, czy ta, której nie skończyłam (po[d]rzuciłam), czy ta, którą czytałam dzisiaj i odłożyłam (ale jestem w trakcie lektury) ? Albo jest to pytanie, z innego poziomu— co mogłabym polecić? Czy chodzi, o książkę czytaną dla przyjemności, czy wręcz z obowiązku? Ale żeby nie zostawić pytania bez odpowiedzi, i jeśli ma być beletrystycznie (całkiem) i wakacyjnie (nie całkiem) , to Najbardziej niebieskie oko Toni Morrison.

4. Twój śmieszny nawyk to….?

To… Hmm, pytanie do osób często ze mną przebywających… Kiedyś czytałam ostatnie zdania w książkach, zanim zaczęłam lekturę i dopowiadałam sobie perypetię, albo myślałam co może ono znaczyć, ale skończyłam z tym (zmiana  rodzaju lektur?) nie wiem, czy śmieszny.

5. Kindle czy książka?

To zależy, od rodzaju lektury, czy się gdzieś wybieram (jeśli tak, to czy na długo, czy na krótko lecz w sam raz), gdzie, z kim, i w jakim celu. Jeśli miałabym wybrać, to nadal preferuje papier,przynajmniej gdy książka jest dla mnie ważna, i wiem, że będę do niej wracać.

6. Twój sąsiad…

Zaraz, zaraz, nie znaczy, że duża bakteria, ale, w znaczeniu, że chwila/ moment. Chcesz mi coś powiedzieć (zważywszy na okoliczności przyrody) napisać… ? Ale k t ó r y sąsiad…?

7. Czego nigdy byś nie ubrała/ ubrał?

Nie wiem, pierwsze skojarzenie, widziałyście Alicję w Krainie Czarów, tą najnowszą wersję i scenę w powozie… No właśnie… Twaróg, czy pończochy, a może gorset? Nie wiem, futra na bank, i nie dlatego, że czcionka mi się tropi.

8. W Papudze lubię/ nie lubię …

Nie lubię to odpowiadać na tak postawione pytanie. Postawienie pytania w analogii: Lubię/ nie lubię, to ocenianie. Mogę napisać, co jest wnoszące i ułatwia czytanie, a co wprost przeciwnie. Na pewno publikacja postów w określone dni, wiadomo, że będzie to poniedziałek i piątek. Przejrzystość treści, długość postów.  Co do obszarów do przemyślenia:  dużo jest treści emigracyjnych, ciekawostek, mam wrażenie (sprawdź czy to prawda, bo nie jestem pewna, czy tak w rzeczywistości jest), że Papuga szuka s w o j e g o  głosu, swojej drogi, tematów przewodnich, które by ją wyróżniały na tle blogów o emigracji. To tak w skrócie.

9. Wpadam w furię gdy…

Ja i furia ? Chyba nocna (Jak wytresować smoka) ktosia/ ktoś by się chciał przelecieć na smoku/ smoczycy? 🙂

10. Ulubiony magazyn…

Taki  z… Książkami,czyli… Biblioteka? Tak to nazywali starożytni? 🙂

11. Pierwsza rzecz, która przychodzi Ci do głowy, gdy słyszysz USA: …

Parki, zdecydowanie parki narodowe.

 

 

Dwa blogi, które poznaję, napiszę co w każdym z nich jest wnoszącego, sprawiającego, że chcę wracać, a lektura jest przyjemna. Czy mają wiele odsłon? Nie wiem. Jeśli chcecie, możecie iść w ślad za moimi linkami.

Najmłodszy, tj. także świeżo odkryty, przeze mnie Upiór w Operze, osoby Autorki nie trzeba przedstawiać.

Dla osób, otwartych na Sztukę,tą przez Wielkie Szt,  miejsce jak najbardziej przyjazne nie nie musisz być entuzjastką/ entuzjastą opery by móc się zaprzyjaźnić, poczytać, być może nabierzesz ochoty na więcej… Przejrzystość, doświadczenie, czytelność i nawiązanie dialogu z osobami komentującymi. Czego chcieć więcej? Jedno jest pewne. Upiór zagościł w Operze, (tak wiem, że Opera to też jedna z przeglądarek internetowych) ba, blogosferze, tyle, że to nie Upiór, z resztą (i bez reszty) przeczytajcie sami/ same…

Nie nie musisz umieć programować, a Twój romans z matematyką może być tyle intensywny, ile krótki. Nie jeśli nie chcesz nie musisz ćwiczyć swojego umysłu, ale zobacz, co wymyślił Ignormatyk na emigracji. Jeśli ktoś/ktosia ma jeszcze ochotę na niżej wypunktowane pytania, to proszę bardzo się częstować:

  1. Masz możliwość spędzić tydzień podróżując w czasie i przestrzeni, wymień proszę sześć osób, które liebster-buttonchciał/a/byś poznać i dlaczego właśnie te, nie inne?
  2. Wymień tytuł książki i płyty mało znanej, a niewątpliwie ważnej i wartej przeczytania i wysłuchania.
  3. Na co zwracasz uwagę czytając blogi? Co sprawia, że wracasz do danego? Co ułatwia/ wspiera, a co utrudnia czytanie?
  4. Możesz z przepastnej torby Włóczykija wybrać cztery przedmioty, które by Cię określały? Co i dlaczego wybierzesz?
  5. Kobieta, której dorobek obecnie nie jest doceniany, to...
  6. Płyta i książka, którą z chęcią umieściłbyś/ umieściłabyś w kanonie, i dlaczego?
  7. Inspiruje mnie…
  8. Ostatnio odkryłam/odkryłem,że ...
  9. Ostatnio przeczytałam/ przeczytałem…
  10. Ostatnio nauczyłam/ nauczyłem się…
  11. Pytanie/pytania/, które zadałabym/ zadałbym Autorce Listów i innych brewerii to…?

165. Chwila [wy]tchnienia.

Czy czujesz ten rozlewający się skwar? Aż czcionka skwierczy, bulgocze i jej czerń, i  cień, asfaltu.  Oddech staje się płytszy, nogi jakby cięższe. A ta osoba, która wróciła z urlopu, już dawno zapomniała, że gdzieś, z kimś, kiedyś… Czas, względność i skwar.

[Tak zaczyna się album Dhafera Youssefa Birds Requiem, Sony 2013r].

[Birds requiem fer youssef sony, 2013 źródło zdjęcia].
[Birds requiem, Dhafer Youssef sony, 2013 źródło zdjęcia].
Nie wiem, czy dla  ochłody, czy dla skupienia, proponuję dzisiaj płytę, nie nową, wydaną przed dwoma laty. Łącząca jazz, etno, muzykę sufich uwolnioną tylko od religijnych inklinacji, nowoczesne środki wyrazu.

Dhafera Youssefa publiczność polska miała okazję poznać jako tego, który wprowadza wschodnie brzmienia w muzyce tworzoną przez Annę Marię Jopek. Tunezyjczyk,który miał sposobność tworzenia z muzyczkami i muzykami, reprezentującymi różne nurty od jazzu po rock znalazł sposób w jaki można połączyć tradycję własnych korzeni z nowoczesnym brzmieniem, tak by zachęcić Europejki i Europejczyków do zakupu (wyśmienitych) albumów. Słuchając płyty takiej jak Birds Requiem  być zadajemy sobie pytanie: jaki smak ma jazz? Albo inaczej, jaki ma obecnie, przy słuchaniu t e g o właśnie albumu? Bo to, że Dhafer umiejętnie łączy percepcję europejską stylistykę (od lat mieszka w Paryżu podróżował po świecie by tam osiąść), z tradycją i dziedzictwem własnych tożsamości to jasne i bardzo czytelne, taki efekt osiągnął również angażując europejskich muzyków: trębacza Nilsa Pettera Molvaera, Eivinda Aarseta grającego na gitarze, pianistę Kristjana Randalu oraz basistę Phila Donkina).

To nie tylko płyta na jesienne, czy zimowe wieczory, to także sposób na wytchnienie gdy żar leje się z nieba, (zamiast manny), i gdy chcemy dać wytchnąć swoim zmysłom, dać się prowadzić. Swobodnie i bez wysiłku. Nikt tu nie czyni niecnych zabiegów by się wywyższać, głos na równi z innymi instrumentami współbrzmi.Lider uważnie prowadzi nas przez swoją opowieść, czy(ż) nie o to chodzi by wieść przez wieść, o po wieść wieść?

Polecam uwadze.

[157+1]. Nie orientujesz się może, co łączy gawrona i sekretarzyk?

Alicja i Książę  (Ten, z Zupełnie Innej Bajki/Ksiażki).

Nie będzie to tekst o palimpsestach, o uwikłaniach, wszak to jeden z konstytucyjnych tekstów kultury Zachodu. Maciej Słomczyński pisał, że Alicja w Krainie Czarów (Dziwów właściwie– i oczywiście— Alicja w po Drugiej Stronie Lustra) to pierwszy taki przypadek, że w jednej książce są dwie, jedna przeznaczona dla Dzieci, druga dla Dorosłych. No, ja bym jeszcze zestawiła tutaj Małego Księcia, (tyle, że dzieło Antoine’a de Saint-Exupéry’ego przedstawiane jest z jednej perspektywy jako Książka o o tym jak nie utracić dziecka w sobie, oswajaniu i miłości, a dla mnie jest to narracja przede wszystkim o umieraniu, odchodzeniu i traceniu, ta perspektywa jest dla mnie wiodąca, co oczywiście nie wyklucza innych— ale owe są niejako w uzupełnieniu). Rozumiem, że zobaczenie tego dzieła jako o Miłości, Podróży jest atrakcyjne, i wpisuje się bowiem w wiodące narracje (kultu młodości) i sytuuje Małego Księcia jako tą osobę, przed którą świat stoi otworem (i to tym „właściwym” czyli bardziej atrakcyjnym, wiele obiecującym i dającym spektrum możliwości), wróćmy zatem do tematu, który miał być wiodący.

(Możliwe, że)  zawód w stosunku do Sekretów Morza ma miejsce w przejęciu narracji (to jedno), o czym już pisałam, ale oglądałam film porównując go do Alicji w Krainie Czarów, a że wracam do niej czasami, i uważam, że mimo upływu lat film jest fantastyczny, dlatego zdecydowałam się o nim napisać, być może kto/sia nie widział/a, albo nie oglądała go z takiej perspektywy, albo/ i oglądał/a, ale nie potrafił/a nazwać? A może wprost przeciwnie zgadza się (lub nie zgadza) z opinią.

Logo filmu: Alicja w Krainie Czarów, Tim Burton 2010 rok, [źróło zdjęcia]
Logo filmu: Alicja w Krainie Czarów, Tim Burton 2010 rok, [źródło zdjęcia]

***
Zobacz mnie, czyli Alicja w Krainie Ciar(_ów)

Herbatka już wystygła, ale mylił/a by się ten/ta, to twierdził(a)by, że już musztarda po obłędzie, obiedzie, tym bardziej, że tam wiecznie podwieczorek… Pod wieczorek, zmierzcha się, by ostatecznie doprowadzić do konfrontacji…Lecz zanim to się stanie, nie wiadomo, czy po, czy przed śniadaniem wydarzy się sześć niemożliwych rzeczy. By je dostrzec odrzućmy proszę fantas(magoryczne)tyczne dekoracje, stworzone przez spółkę Disney and Burton company (i równie fantastyczną grę aktorek i aktorów).

1. (De) konstrukcja i falsyfikacja umów społecznych i ukrytych (nierównych) norm społecznych podwójnych norm stosowanych w odniesieniu do kobiet..:

–-A gdzie gorset? I nie włożyłaś pończoch.
–- Bo ich nie lubię.
–- Przecież tak nie wypada Alicjo.
–- A co to znaczy, że coś wypada? Gdyby ludzie się umówili, że wypada nosić twaróg na głowie, nosiłabyś?
— A l i c j o.
— Dla mnie gorset jest jak twaróg na głowie.*

***

–-Hamish czy kadryl nie wydaje ci się nudny?
–-Wręcz przeciwnie, uważam, że jest porywający.
–-Hmm
–-Tak Cię bawię?
–-Nie, nie miałam dziwną wizję, że wszystkie panie są w spodniach, a panowie w sukniach.
Lepiej trzymaj wyobraźnię na wodzy. Mniej słów, więcej uśmiechów. (…)*

2.Obraz o tym w jaki sposób przebiega socjalizacja do pełnienia ról i o  zadaniach stereotypowo przypisywanych każdej z płci. Kobieta ma być uległa, zachowawcza, nie sprawiająca kłopotów. Wskazuje na to wiele dialogów, czy to ten z Lodem, niedoszłym narzeczonym:

–-Co się z Tobą dzieje?!
–-Zastanawiam się, jak to jest umieć latać?
–-Nie szkoda Ci czasu na rozmyślanie o rzeczach zupełnie niemożliwych?
–-Czemu szkoda? Mój ojciec twierdził, że czasem, jeszcze przed śniadaniem, wierzył w sześć absolutnie niemożliwych rzeczy.*

…Czy ten z przyszłą, również niedoszłą teściową, wskazującą na zadania dobrej żony.

3. Choć wiemy kim chcemy być i jaką osobą się stać (podważanie utartych norm, by iść własną drogą, to gdy mamy taką możliwość, niekoniecznie chcemy/ możemy z niej skorzystać (pewne zachowania wdrukowano nam tak głęboko. Alicja, będąc w Krainie Czarów, dalej nie wie, czy jest tą, czy tamtą Alicją, czy jest w ł a ś c i w ą Alicją. I właściwą dla kogo? Owa właściwość zatem jest służebna (wobec czyiś interesów, wpisana w uniwersum stosunków socjospołecznych). To opowieść nie tylko o procesie, ale również o tym co (w sposób nieświadomy) dziedziczymy, z czym przychodzimy i skąd przychodzimy, i dokąd chcemy dojść.

4. Jest to więc narracja o tożsamościach społecznych nadanych i wrodzonych, tych, które możemy zmienić, i tych, których nie możemy zmienić (albo jest to trudne do przeprowadzenia).
Nie wszyscy, w czarodziejskim świecie, nalegają by spełniła przypisane jej zadanie (zgładzenia Żaberzwłoka), Biała Królowa (aspekt psychologiczny) zostawia jej decyzję, ale główna bohaterka już dorosła…

5. Obraz o tym, że jako ludzie potrzebujemy wyzwań by wzrastać i stać się Sobą. Alicja tuż przed podjęciem życiowej decyzji wskakuje do króliczej nory. Zatem, gdzie znajduje się nasza, własna, i czy odważymy się do niej wskoczyć, a… Jeśli trzeba ją samodzielnie wykopać?
Oto Alicja wkracza, do Kraju Mocno Zarysowanych Charakterów (Biała i Czerwona Królowa,Kapelusznik) i jest to szansa na Znalezienie Swojego Imienia. Pora też odrzucić freudowską interpretację dzieła Carrolla, która to narracja wpisywała się w nierównościowe stosunki społeczne— co zresztą (a raczej bez reszty) Burton robi. To film o inicjacjach, które stają się doświadczeniami formacyjnymi.
6…. A gdzie podziała się szóstka? No właśnie, może jest u Ciebie? Po drugiej stronie lustra, monitora?

[A tak film był promowany: Alicja w Krainie Czarów, reż.Tim Burton, Disney 2010 r. źródło].

 

PS. … A może Alicja Tima Burtona to bliźniacza Siostra Małego Księcia?

  • Wszystkie cytaty pochodzą z omawianego filmu.