[6+1+1]. Na szczęście (II).

Baśnie norweskie, Zamek Soria Moria, Asbjornsen Peter Christen, Moe Jorgen, Harbor Point/ Media Rodzina, 20.10.2010 r. źródło zdjęcia].
Baśnie norweskie, Zamek Soria Moria, Asbjornsen Peter Christen, Moe Jorgen, Harbor Point/ Media Rodzina, 20.10.2010 r. źródło zdjęcia].

  Pamiętam też jak dostałam od Rodziców piękną dużą książkę, grubą, lakierowaną z pięknymi ilustracjami to były baśnie Carlo Gozziego. Odkąd pamiętam to pociągały mnie najbardziej te, które pochodziły z całego świata, nie tylko nasze polskie, nie wszystkie treści lubiłam tak samo, oczywiście, dzieci posiadają swoje ulubione bajki, które znają na pamięć, w ten sposób oswajają i uczą się świata.

Chodzi jednak o równościowy charakter bajek, o uczestniczenie w życiu, o świat nieznany i piękny. Chodzi sensu largo, o język. Dzisiaj już potrafię nazwać, to czego nie potrafiłam wcześniej. Dzisiaj uważnie dobieram lektury. Nie ze wszystkim co czytam, zgadzam się, ale uważam, że czytanie zarówno tego z czym się zgadzamy jak również to, w czym się różnimy, to ważny aspekt życia.

 Czy tanie? No nie wiem, wiem, że wnoszące. Czytanie, wspólne czytanie, czy tu, czy tam jest niezbędne, dla rozwoju, poznania, zadawania pytań, czerpania radości i dostrzeżenia piękna. Ta osoba, która nauczona jest, czy też nauczyła się czytać (czytać krytycznie) nie jest w stanie, przecenić tej możliwości. W baśniach widać jak na dłoni jak zmienia się świat, w swym momencie społeczno – kulturowym kontekście, pewne treści są w niektórych baśniach nieczytelne (sic!), albo błędnie interpretowane, opowieści także różnicą się (np. w niektórych podaniach wagabundą, włóczykijką jest kobieta). Baśnie czy to Andersena (bardzo często zostały zmieniane na literacki język, taka niepotrzebna dydaktyzacja. Podczas gdy sam Autor wielokrotnie przed wydaniem, oddaniem do druku je poprawiał tak, by były pisane językiem mówionym) czy to braci Grimm złą matkę zmieniano w złą macochę— no bo przecież nie wypada by rodzicielka była zła, zazdrościła córce urody, albo… takich przeinaczeń jest wiele. Niemniej warto czytać. I w ten sposób zapoznawać się z kulturą i tradycją nie tylko własnego narodu. I tu pojawiają się  Baśnie norweskie, Zamek Soria Moria, zbierali je Asbjornsen Peter Christen, Moe Jorgen. Pochodzą one z XIX wieku, więc nic dziwnego, że bohaterami są chłopcy, przecież kobiety prawa wyborcze uzyskały dopiero potem. Kiedyś słowo studentka oznaczało towarzyszę studenta, czyli tego, który pobiera nauki.

Baśnie norweskie, wydane zostały w formie książki mówionej, czyta: Anna Seniuk. Można zabrać ją na wyprawę i puścić w trakcie podróży, może być doskonałym przyczynkiem do rozmowy, a dla nas — dorosłych, przyczynkiem do szukania dziecka w sobie.

Pachnie tutaj… Przygodą, radosnej zabawy!

19 myśli na temat “[6+1+1]. Na szczęście (II).

  1. Próbuję sobie przypomnieć, czy znam jakieś norweskie baśnie, ale chyba jednak nie. A że czytać dzieciom warto, to wiadomo. Tutaj mamy wersję audio, więc książka idealna w czasie podróży. Zawsze słuchamy audiobooków dla dzieci, kiedy jedziemy samochodem w dłuższą trasę. 🙂

      1. Miło mi. Moje dzieci uwielbiają książki detektywistyczne, o przyrodzie i… mity greckie. Oczywiście czytamy im też klasykę od „Kubusia Puchatka”, „Muminki” po książki Astrid Lindgren.

        1. Mnie również. To polecam np/ „Małą książkę o demokracji” autorstwa: Sassy Buregren, wiem też,że E. Jungowska nagrała na nowo powieści Astrid Jakiś czas temu. Ja mam sentyment do „Przepowiedni Dżokera– chyba muszę sobie ją odświeżyć.

    1. Witaj na blogu Shortty, nie sposób znać wszystkie baśnie, te nie są wolne od stereotypów, ale warto je przeczytać i przedyskutować, i mieć świadomość, że są nośnikiem treści XIX wiecznych. Pozdrawiam i zapraszam do odwiedzin 🙂

              1. Jej:La Danse Des Grand-Meres, a z analiz, no czytałam sporo, Francuzi lubią się roztrząsać nad Czerwonym Kapturkiem. Ale tylko biegnąca z Wilkami minsie podobała 😉

              2. Jest badacz francuskiego pochodzenia (teraz uciekło mi nazwisko) napisał „Dziewczynkę w baśniowym lesie” (jeszcze nie czytałam) i jest nieznośna w moim rozumieniu „Cudowne i pożyteczne”, ani cudowne, ani pożyteczne, i nie chodzi o to, że się czepiam, ani psychoanalizy, ani tego, że mężczyzna nie jest dla mnie. wiarygodny, niestety. A „Biegnąca…” swojego czasu zrobiła na mnie b. duże wrażenie, choć jej lektura była solennie była mi odradzana.

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s