157.Sekrety zaklęte w Sekretach.

Sekrety Morza reż.  Tomm Moore, [źródło zdjęcia].
Sekrety Morza reż.
Tomm Moore, [źródło zdjęcia].

  Pierwotnie miał być to komentarz Izo (Izabello, nie wiem jak wolisz?),  pod  Twoim wpisem. Ale ponieważ się rozrósł, chciałabym by  pojawił się jako odrębny wpis.

Kobiety w HIStorii pełnią rolę pomocniczą, są niewidzialne, dyskurs dotychczasowy czyni je takimi. Oczywiście są i takie głosy, które przemawiają za r ó w n o u p r a w n i e n i e m. Czy Sekrety Morza to także głos za tym,by kobiety i mężczyźni były/ byli sobie równe/ równi?

Co ma do równouprawnienia bajka dla dzieci. Już   Tuwim, i oskarżany o gorszenie dziecięcych umysłów (sic!) Brzechwa wiedzieli, że Twórczość przeznaczona dla dzieci, nie są tylko opowieściami. Nigdy tak nie było, nie jest i podejrzewam, że nie będzie.

Z Sekretami morza wiązałam duże nadzieje. Izo, piszesz o nakładzie finansowym i zaangażowaniu wielu ludzi w tę animację. I mnie również urzekła ta perspektywa. Genialna kreska.  Po raz kolejny przekonuję się, że siła, moc i magia tkwi w prostocie.

 Uważnie obejrzałam tę animację, i nie zaprzestałam na pierwszych odpowiedziach i podpowiedziach.  Jak zwykle bywa z nimi zostają one nam podane są z różnych poziomów.

Pierwsze to takie. Jak ważne są dla nas opowieści? Jakie treści niosą w sobie, jakimi treściami my, nasiąkamy? W każdej osobie, kobiecie i mężczyźnie drzemie prastara mądrość, bogactwo pradawnych dobrych instynktów, i twórcza moc. Czy opowieści, które słyszymy i które są nam przekazywane wzmacniają nas? Czynią z nas Wagabundę i Włóczykija? Zachęcają by uczynić ten pierwszy, a potem i następne kroki? Do czego nas zachęcają?Czy ze swej natury są paternalistyczne? W jaki sposób są prowadzone narracje? W jakim stopniu Tworzą i pozwalają nam Współtworzyć świat, w którym przyszło nam żyć? Gdzie leżą nasze klucze do skrzyń i jak długą drogę zdecydujemy się przemierzyć by je odnaleźć? I czy do wszystkich opowieści znajduje się klucz, a co jeśli…

[Zwiastun filmu].

Nie dajcie się zwieść prostym interpretacjom. A jeśli tak, niech będzie to Wasz W y b ó r, ale by go dokonać, istotne jest by wiedzieć, iż mamy nie tylko alternatywę, ale to, że zarówno perspektyw, punktów widzenia jest więcej. [Przecież u podejścia tego leży możliwość krytycznego myślenia].

Z jednego poziomu: film stawia pytanie o tożsamość/ tożsamości/ o formację, i o Drogę.

Pytanie o drogę: Kilka razy w filmie pojawia się motyw strzeżenia dawnego porządku. I by uchronić naturalną chęć,ciekawość, bunt, Babcia mówi, że chce dobra dzieci, tak chłopca jak i dziewczynki. Tą drugą przebiera w różowe wdzianko (stereotypy płciowe). Czym jeszcze usprawiedliwia swoje postępowanie Babcia— bezpieczeństwem. Cóż, nie jest to oryginalne wytłumaczenie. Wiem co dla ciebie najlepsze! Mówi Babcia do chłopca.

Ważne jest by nie pomylić sfery bezpieczeństwa ze sferą komfortu. Babcia (przed przemianą w Wiedźmę) uosabia władzę formalną. I skostniałe prawa. Ale także i strach.

Wszak nie wiemy, czy jeśli główna bohaterka nie wejdzie do morza nic się nie wydarzy, nie, wydarzy się najgorsze. Czy owo najgorsze jak się już zdarzy, można odwrócić? Odżegnać, przegnać i pokonać?

Jest to film o emocjach. Nie ma złych emocji, wszystkie emocje są dobre i potrzebne. O czym przekonać się nam przyjdzie na końcu filmu. To co  może być złe, to sposób ich wyrażania, albo nie wyrażenie ich wcale (powstrzymywanie [się] od płaczu). Świat nie zawsze jest bezpieczny, on bywa bezpieczny. O czym mówi matka. Matka, która objaśnia małemu Benowi świat.  Świat bywa okrutny i niesprawiedliwy zabierając najpierw Matkę, a potem Ojca (metaforycznie, zostaje w Samotni- Latarni nie uczestniczy w życiu swoich Dzieci i Matki) jest/ staje się  nieobecny. Znika na początku opowieści, ale też przeżywa stratę Żony. Na początku nie wiemy, czy odeszła, wiadomo, że znika, odchodzi, ale czy na wieczny odpoczynek, czy do innego życia?  Mąż przeżywa stratę, bo to obraz również o żałobie. O stracie najukochańszej osoby, ale i o metaforycznie utraconych szansach, o życiu którego już nie będzie. Płacz jest ważny, to z niego powstaje przecież wyspa i ocean! Słowa o tym, że i Olbrzym jest czuły, i także ma prawo do płaczu. Opłakiwania, żałoby i poczucia osamotnienia.

Jest to film o drodze, o zyskiwaniu własnego głosu. Znamienne jest, że dziewczyna przez (prawie) całą opowieść nie mówi. Dlaczego samodzielnie nie może odzyskać głosu? To pytanie ciągle do mnie wracało.

To również opowieść o rywalizacji między bratem i siostrą, ale także o budowaniu więzi.

Ale to nie jedyne pytanie. Czy droga do domu jest drogą ku przeznaczeniu? Gdzie znajduje się dom? W starej latarni? Czy idąc za głosem własnej pieśni skazane (skazani) jesteśmy na samotność? Czy  latarnia, gdzie mieszkała rodzina jest symbolem bezpieczeństwa, którego istoty Babcia (jeszcze) nie rozumie?

Jaką mądrość nosimy w sobie (dziewczynka wie, że na oparzenia właściwe są liście babki, czy to nie przykład pierwotnej mądrości?)

W jaki sposób odkrywamy własną mądrość? Czy przez działanie? Czy ktoś musi nam powiedzieć jakieś zaklęcia? Obecność. Legendy i podania to także aspekt, który się pojawia wielokrotnie, z różnych perspektyw. I na różnych poziomach.

— Jesteś Wielki Seanachai? [pyta chłopiec dopisek 5000lib]

— Tak! Tak! Wow jestem Wielki Seanachai ! P r a w i e   o  ty m   z ap o m n i a ł e m !

[wyróżnienie własne].

Chłopiec, w pewnym momencie przejmuje opowieść, a dziewczynka staje się przeźroczysta (metaforycznie i fizycznie) — to mój zawód w stosunku do opowieści—  c o  n i e  z n a c z y,  że chłopiec nie mówi ważnych kwestii, mówi o tym, że chociaż się różnimy to i jesteśmy podobni (podobne) połączeni i połączone).

To film o przemianie, ale nie dziewczynki, a jeśli dziewczynki, to jej przemiana nie wychodzi na dobre zyskuje różowe ubranko, wpasowuje się w zastany świat. Ale chciałabym zwrócić uwagę na Babcię, która stała się Wiedźmą. Mówi o tym, że Te opowieści zawsze stawiają mnie w złym świetle”. Kulturowo zauważmy, że wiedźma to ta, k t ó r a   w i e  a niewiasta, to ta, która n i c   j e s z c z e  nie wie. Przychodząc do domu męża jest najniżej w hierarchii społecznej.  Sowa to nie tylko synonim słowa mądrość, zwróć proszę uwagę, że słowo mądrość zawiera w sobie ość, ową cząstkę, która wyzbywa nas z naiwności, tak myślenie (wbrew stereotypom) boli, ale dzięki niemu zyskujemy, my kobiety, i mężczyźni świadomość. Sowa to także celtycki symbol staruchy, przewodniczki między światami. Czy Macha, nie przypomina słowa Macocha? Śledząc poprawki baśni, które zebrali Bracia Grimm, można zobaczyć, że na początku złymi kobietami nie były macochy, ale matki, dopiero potem, świadomie dokonano korekty. Symboli, w opowieści jest więcej: studnia,muszla, foki, sowy, białe szaty (nieświadomość i niewinność). Co weźmiemy dla siebie z tej opowieści. Czy będzie to film o pamięci, czy o pierwiastkach kobiecych w mężczyznach, czy o męskich w kobietach? O rozwoju, o przebaczeniu? I czy perspektywy muszą się wykluczać? I czy spełni Wasze oczekiwania? Zobaczcie sami/ zobaczcie same.

Reklamy

156. Wyzwał mnie…

Analogowy list i koperta.
Analogowy list i koperta. [źródło zdjęcia].

  …Ignogmatyk jeden! (Znaczy, że po i przed szczególny, i w liczbie pojedynczej), i to jeszcze na emigracji, no rzesz… Cóż pozostaje? Odwiedzić Odpowiedzieć. Wiedź. Wiedź mnie czcionko wiedź! Jeśli ktosia lub ktoś ma ochotę niech czy tu, czy tam czyta. A że wpis ów wpisuje się w spis treści, zwłaszcza tych,  o czytaniu to powiadam Wam co następuje:

Pytanie #1: Czy masz swoje ulubione miejsce do czytania w domu?

Nie.

Pytanie #2: Zakładka czy świstek papieru?

Mam  ulubioną zakładkę, z rzadka jej jednak używam. Jeśli korzystam to mala biała kartka papieru typu post it.

Pytanie #3: Umiesz przewiać lekturę w dowolnym miejscu, czy musisz doczytać do końca rozdziału / strony itd.?

Przerwać lekturę? Znaczy, nie nie niszczę książek. A jeszcze w dowolnym miejscu, czyli najgrubszym? 🙂 A tak poważnie. Jestem duża, i dorosła. Potrafię. I nie zawaham się tego zrobić. 🙂

Pytanie #4: Czy jest lub pijesz przy czytaniu?

Tak, przy czytaniu jestem, (obecna) 😀 A tak poważnie, to nigdy nie jem. Wiem, że nic nie wiem jem.  (Przy czytaniu)Zdarza mi się pić,(by się nie odwodnić:) )ale tylko wtedy, gdy książka którą czytam należy do mnie.

Pytanie #5: Wielozadaniowość. Muzyka, telewizja w trakcie lektury?

O nie. A czy ptak potrafi latać w dwóch kierunkach na raz?

Pytanie #6: Jedna książka na raz, czy kilka?

To zależy, jaką książkę przyjdzie mi czytać. Przez lata moje nawyki czytelnicze ulegają zmianom, tak jak czytane książki. Obecnie czytam powoli, uważnie.

Pytanie #7: Czytasz w domu czy wszędzie?

Znaczy, że dom jest nigdzie? 🙂 A tak poważnie, przekonałam się, że najlepiej i najowocniej czyta się  w domu, mam też książki,które zabieram w różne miejsca, ale korzystam z tego rozwiązania coraz rzadziej.

Pytanie #8: Czytasz głośno, czy po cichu?

Nie wiem co Autor pytania miał na myśli, to czy artykułuję czcionkę wyposażając ją w system głośnomówiący (głośnoczytający- w tych okolicznościach przyrody), czy o mówieniu co aktualnie czytam?

Pytanie #9: Zerkasz w nieprzeczytane części książki? Przeskakujesz strony?

Nie. Zerkam w spis treści, przeglądam przed kupnem. Kupuję świadomie i rozważnie/ albo świadomiej i rozważniej. Gdy już czytam, to czytam.

Pytanie #10: Łamiesz grzbiet książki czy wolisz, żeby wyglądał jak nowy?

Nigdy nie odkładam książek grzbietem do góry. Uważam, że to brak szacunku do czyjeś pracy. I nieszanowanie własności, (albo/i /wydanych pieniędzy). A jeśli książka jest moja (i tylko wtedy) decyduje się otworzyć ją szerzej. Książka to nie kot, nie spada na cztery łapy, (a zresztą, i bez reszty, to też mit).

Pytanie #11: Piszesz w książkach?

Polecam odpowiedź na pytanie wyżej. 🙂 Nie, nie piszę po książkach. (Czasami) piszę (o niektórych) książkach.

Izo, Posiadaczu Kopca Kreta,  i Hajfy Żono OburzonaBezszmer  macie ochotę, odpowiedzieć na pytanie?

Fidrygauko, zapomniałam o Tobie, ale Żona Oburzona mi przypomniała.

I oczywiście ktosia/ kto chce może podjąć pałeczkę…I odpowiedzieć na te same pytania.

[25+2]. Gdzie jesteś Profesorze? (I) czyli spotkanie drugie (nie ostatnie).

Randy Pausch 23.10 1960- 25.07.  2008
prof. Randy Pausch 23.10 1960- 25.07. 2008 rok. [źródło zdjęcia].

  Choroba nie czyni wyjątkowym. Status społeczno- ekonomiczny, ani płeć, oczywiście, niosą one ważne i ważkie konsekwencje, niektóre z tożsamości społecznych (a mamy ich wiele, choć przez społeczeństwo jesteśmy określane i określani przez jedną najbardziej widoczną) spychają nas w dół, drugie podnoszą ku górze.

Dawno wyleczyłam się z optymizmu, o amerykańskim hurraoptymizmie nie będę pisać nie przez delikatność, ale dlatego,że to komunał, banał, pryszcz, szkodliwy i upierdliwy, humbug. Nie częstuje spotkanych mi ludzi hasłami typu: „Będzie dobrze” nie mówię też: „Nie będzie dobrze”, staram się uważnie słuchać, i powiedzieć, jeśli oczywiście jest ku temu miejsce i czas: „Niech będzie dobrze”. Mała różnica czyni dużą różnicę.

Czy nam się to podoba, czy nie —świat nie jest sprawiedliwy dla Wszystkich, występują nierówności i dyskryminacja ze względu na różne przesłanki. Swoim działaniem, jednostkowym, świadomym i konsekwentnym możemy uczynić to miejsce, w którym przyszło nam żyć, albo w którym zdecydowaliśmy się żyć b a  r d z i e j   s p r a w i e d l i w y m.

Nie wyklucza to także pamiętania o tym, co powiedział Walt Disney:

Jeśli potrafisz o czymś marzyć, to potrafisz tego także dokonać.

Oto podręczna lista ważnych myśli, a raczej konfrontowania myśli i znaczeń. Nie miałam sposobności poznać profesora Randyego Pauscha, pana od informatyki, ale (również) od marzeń od ich realizacji.  Wspominałam o Nim w wpisie dwudziestego drugiego listopada. Dwudziestego piątego lipca minęła siódma rocznica śmierci Inspiratora. Dlatego będę cytowała tutaj zdania, które mnie zatrzymały i opatrzę własnym komentarzem, mam nadzieję Profesorze, że nie zależnie gdzie jesteś, zadumasz się życzliwie nad tym co napiszę.

(…)kiedy w pokoju znajduje się słoń to go przedstaw.

Niezaprzeczalnie znajomość faktów to podstawa, dajmy sobie czas na ich zebranie, w taki sposób jakbyśmy byli obcy. Tyle ile potrzeba, wyznaczmy datę, potem zacznijmy analizę, podejmijmy, decyzję, i działajmy, ale nie wracajmy już do punktu pierwszego— o ile nie nastąpi   r a d y k a l n a   zmiana, coś przecież może się wydarzyć. Jeśli zaś ów, słoń jest w pokoju, nie udawajmy, że go nie ma, nie owijajmy w dywan i nie twórzmy rzeźby. Z drugiej strony nie ma co zaklinać świata, w sposób pozytywnie nieodpowiedzialny, jest i szarość, ciemność i mrok, i jasność i światło i wiele barw pomiędzy. Gdy idziemy przez ciemną dolinę, to nie stanie się ona jaśniejsza od naszego powtarzania, że stanie się jasność, ale nie wątpliwie od tego, że zapalimy zapałkę, albo latarkę, albo rozpalimy ognisko.

Jest, jak jest.. Nie da się tego zmienić. Można się tylko zastanowić, jak na to zareagować. NIe zmienia się w trakcie rozgrywki kart, które się dostało do ręki.

Niewątpliwie, są sytuacje graniczne (takie jak powyższe rak trzustki  z przerzutami) gdy nie można nic zrobić. Nic poza zmianą nastawienia, ale czy czasami nie jesteśmy rozleniwione, albo tak dalece nam ktoś (np. wyposażony w autorytet formalny) powtarza, że naprawdę nic nie da się już zrobić. Zawsze warto nie tylko próbować, ale i robić. Wiedza, Postęp, to wszystko nie stoi w miejscu, można zrobić wiele. Nie zawsze jest to do udźwignięcia samej/ samemu.

Nie kupowaliśmy dużo. Ale rozmyślaliśmy o wszystkim. Właśnie dlatego mój ojciec odznaczał się tą zaraźliwą ciekawością, która dotyczyła współczesnych wydarzeń, historii naszego życia. Dotając,uważałem tak naprawdę, że rodziny dzielą się na dwa rodzaje:

  1. Te, które potrzebują słownika, by dokończyć obiad.
  2. Te, które tego nie potrzebują.

Należeliśmy do kategorii pierwszej. Niemal każdy wieczór spędzaliśmy nad słownikiem, który stał na półce zaledwie sześć kroków od stołu. „Jeśli masz jakieś pytanie”—mówili rodzice— „to sam znajdź odpowiedź”.

Ów cytat nie wymaga komentarza, nie mam słownika przy stole, książki kupuje uważnie i rozważnie, ale ciekawość to niezbywalna cecha nie tylko odkrywczyń,  badaczek, eksploratorek, ale to dzięki jej karmieniu świat zyskuje nowe barwy. Zwłaszcza, jeśli z kimś ją dzielisz. Nie bądź zazdrosna/ zazdrosny o wiedzę.

Przestrzegał mnie, bym w sytuacji przewagi, czy to w pracy, czy w związkach z innymi ludźmi, zawsze grał fair.”Fakt, że siedzisz za kierownicą, nie oznacza, że możesz przejeżdżać ludzi.”

Wiadomo, wszystko wraca. Niezależnie, czy w to wierzysz, czy nie, niekoniecznie od tej samej osoby, w tym czasie, w którym się spodziewasz. Ale nie dlatego granie fair jest potrzebne (niezbywalne), ale dlatego, że to kwestia uczciwości. U c z c i w o ś c i    w ob e c   Si e b i e.

Moja wyobraźnia zawsze była trudna do opanowania (…) „Chcę namalować różne rzeczy na ścianach”— oznajmiłem.

„Co na przykład? —spytali.

„To co jest dla mnie ważne’ —odparłem — „Rzeczy, które uważam za wspaniałe. Zobaczycie.

To wyjaśnienie wystarczyło mojemu ojcu.

Nie mam takiej ściany, ale… Gdy przeczytałam te słowa po raz wtóry zorientowałam się, że mam naklejone kartki na drzwi.

Podstawy, podstawy, podstawy. Jako wykładowca na wyższej uczelni wiedziałem, jak wielu młodych ludzi ignoruje tę lekcję, zawsze ze szkodą dla siebie: musisz opanować podstawy, bo  przeciwnym razie nie uda ci się nigdy to, co uważasz za bardziej skomplikowane.

Dodam od siebie, tyle, wiedza cały czas ewoluuje, a my jesteśmy wyposażone i wyposażeni w krzywą zapominania, dlatego warto wrócić do postaw, i je sobie przypomnieć, albo się ich nauczyć. My także się zmieniamy, obrastamy w znaczenia i treści.

 

„Kiedy chrzanisz wszystko i nikt ci już o nic nie mówi, to znaczy to , że dali sobie z tobą spokój” (…) Kiedy się przekonujesz, że coś ci nie wychodzi i że nikt już nie zwraca sobie głowy, by ci o tym powiedzieć, to jest naprawdę kiepsko. Być może nie chcesz tego słyszeć, ale twoi krytycy to często ci, którzy mówią, że cię wciąż kochają i że zależy im na tobie, i że pragną, by poszło ci lepiej. Dużo się ostatnio mówi o dawaniu dzieciom poczucia własnej wartości. Nie jest to coś, co można komukolwiek dać; to coś c, co dzieci muszą same w sobie rozwinąć.

To bardzo ważny dla mnie cytat. Miałam szczęście spotkać osoby, które wiedziały w j a k i   s po s ó b   m ą dr z e   ode mnie w ym a g a ć.  Ważne jest by wiedzieć w jaki sposób to robić. Dowiedziałam się, że kwestia mądrych wymagań to kwestia fundamentalnego szacunku. Ad vocem poczucia własnej wartości ono wtedy rośnie, karmi się. Dzieci i Osoby Dorosłe mogą je w sobie rozwinąć tylko gdy ma po temu właściwe/ tj. wspierające/ warunki. I w tym aspekcie możemy je dać zarówno Dzieciom jak i Dorosłym. Nie tylko poprzez właściwą informację zwrotną.

Wytrwałość to cnota, ale nie zawsze chodzi o to , by wszyscy wiedzieli,jak ciężko się nad czymś pracuje.

Agnieszka Chrzanowska śpiewała kiedyś piosenkę pt. Wytrwałość. Wychwalając cnoty olimpijskie i to był by właściwy komentarz. Zwróć proszę uwagę na słowo wytrwałość. To pewien proces.

Gdzie jesteś Profesorze, nie wiem, ale wiem gdzie znaleźć Twoje myśli, i w jaki sposób się do nich odnieść.

wszystkie cytaty pochodzą z książki: The Last Lecture, Randy Pausch, Jeffrey Zaslow, Wyd. Nowa Proza, Warszawa 2008.

[95+15].[Saturday Jazz Pianist]. Rruga/ Colin Vallon Trio/ECM/2011.

Kolejny tydzień. I kolejne albumy na naszych blogach wpisane w pianistyczny cykl.Upały wszędzie. Chyba, klawiatura się topi pod palcami, nie wspominając — z grzeczności o czcionce. Nie będzie zatem długich introdukcji, w cyklu

Potrzeba mi partytury prostej, nie wymagającej płyty, która będzie się sączyła powoli  i po woli ze zrozumieniem dla mych zmysłów, i która może zabrzmieć spokojnie, radosną melancholią, przywiewać myśli o krajach innych, czy to dalekich czy bliskich.

Czy wymyślono na nowo proch, albo chociażby brzmienie klasycznego tria? Nie, ale czy trzeba to robić?

[Colin Vallon i jego Trio w utworze tytułowym:Rruga].

[Rruga, Colin Vallon Trio, ECM, 2011,źródło zdjęcia].
[Rruga, Colin Vallon Trio, ECM, 2011,źródło zdjęcia].

Artysta: Colin Vallon Trio
Tytuł albumu: Rruga
Rok realizacji: 2011.
Wytwórnia ECM Records
Czas albumu 53:56

Spis utworów:

1 Telepathy  5:05
2 Rruga     4:33
3 Home    4:08
4 Polygonia  6:51
5 Eyjafjallajökull  4:53
6 Meral     5:07
7 Iskar  2:50
8 Noreia  5:07
9 Rruga, Var.  6:31
10 Fjord  4:00
11 Epilog  4:47

Muzycy:

Colin Vallon fortepian;
Patrice Moret kontrabas,
Samuel Rohrer perkusja;

Zarejestrowano w maju 2010 roku w Studios La Buissonne, Pernes-les-Fontaines.

Do tego artysty niebawem wrócimy. Może nie będzie tak upalnie?

[6+1+1]. Na szczęście (II).

Baśnie norweskie, Zamek Soria Moria, Asbjornsen Peter Christen, Moe Jorgen, Harbor Point/ Media Rodzina, 20.10.2010 r. źródło zdjęcia].
Baśnie norweskie, Zamek Soria Moria, Asbjornsen Peter Christen, Moe Jorgen, Harbor Point/ Media Rodzina, 20.10.2010 r. źródło zdjęcia].

  Pamiętam też jak dostałam od Rodziców piękną dużą książkę, grubą, lakierowaną z pięknymi ilustracjami to były baśnie Carlo Gozziego. Odkąd pamiętam to pociągały mnie najbardziej te, które pochodziły z całego świata, nie tylko nasze polskie, nie wszystkie treści lubiłam tak samo, oczywiście, dzieci posiadają swoje ulubione bajki, które znają na pamięć, w ten sposób oswajają i uczą się świata.

Chodzi jednak o równościowy charakter bajek, o uczestniczenie w życiu, o świat nieznany i piękny. Chodzi sensu largo, o język. Dzisiaj już potrafię nazwać, to czego nie potrafiłam wcześniej. Dzisiaj uważnie dobieram lektury. Nie ze wszystkim co czytam, zgadzam się, ale uważam, że czytanie zarówno tego z czym się zgadzamy jak również to, w czym się różnimy, to ważny aspekt życia.

 Czy tanie? No nie wiem, wiem, że wnoszące. Czytanie, wspólne czytanie, czy tu, czy tam jest niezbędne, dla rozwoju, poznania, zadawania pytań, czerpania radości i dostrzeżenia piękna. Ta osoba, która nauczona jest, czy też nauczyła się czytać (czytać krytycznie) nie jest w stanie, przecenić tej możliwości. W baśniach widać jak na dłoni jak zmienia się świat, w swym momencie społeczno – kulturowym kontekście, pewne treści są w niektórych baśniach nieczytelne (sic!), albo błędnie interpretowane, opowieści także różnicą się (np. w niektórych podaniach wagabundą, włóczykijką jest kobieta). Baśnie czy to Andersena (bardzo często zostały zmieniane na literacki język, taka niepotrzebna dydaktyzacja. Podczas gdy sam Autor wielokrotnie przed wydaniem, oddaniem do druku je poprawiał tak, by były pisane językiem mówionym) czy to braci Grimm złą matkę zmieniano w złą macochę— no bo przecież nie wypada by rodzicielka była zła, zazdrościła córce urody, albo… takich przeinaczeń jest wiele. Niemniej warto czytać. I w ten sposób zapoznawać się z kulturą i tradycją nie tylko własnego narodu. I tu pojawiają się  Baśnie norweskie, Zamek Soria Moria, zbierali je Asbjornsen Peter Christen, Moe Jorgen. Pochodzą one z XIX wieku, więc nic dziwnego, że bohaterami są chłopcy, przecież kobiety prawa wyborcze uzyskały dopiero potem. Kiedyś słowo studentka oznaczało towarzyszę studenta, czyli tego, który pobiera nauki.

Baśnie norweskie, wydane zostały w formie książki mówionej, czyta: Anna Seniuk. Można zabrać ją na wyprawę i puścić w trakcie podróży, może być doskonałym przyczynkiem do rozmowy, a dla nas — dorosłych, przyczynkiem do szukania dziecka w sobie.

Pachnie tutaj… Przygodą, radosnej zabawy!

[06+1]. Na szczęście (I).

Pamiętam jak z wielkim zainteresowaniem zamykałam się w pokoju i słuchałam, słuchałam jakby świat miał się właśnie skończyć. Z pewnością ten, który był poza czarnym magicznym pudełkiem magnetofonu nie istniał. A to, co zamknięte w radiomagnetofonie, to zaczarowane baśnie. A pamiętacie czar czarnych dużych i trzeszczących (płyt)? Niezależnie od środka odtwarzania warto było posłuchać Okruszka w krainie baśni,Stoliczku nakryj się, Jak Janek i Marianek szczęścia szukali, Liska Urwiska, O chłopcu z fujarką królewnie i wiedźmie Bosi,Wierszy (Tuwima) wyliczać można nieskończenie. Na szczęście. Dzisiaj, mam takie wrażenie, że nie tylko te opowieści wracają do łask, bo ci, którzy nasiąknęli tą stylistyką, słowem, i piosenką, poszukują, przeszukują i znajdują. Na szczęście. Nie tylko dwaj prawnicy zbierali baśnie, my także nasiąkamy słowem, nie tylko czcionką i pixelami.

David Chesky kompozytor klasyczny łączy różne stylistyki muzykę klasyczną,z jazzem i etniczną, tworzy także dla dzieci. I tych, którzy już wyrośli ze szkolnych ław i tużurków. Takim przykładem jest rozpisnie baletu. Novum jest sposób nagrania, taki, gdy słuchamy to tak jakbyśmy byli na miejscu dyrygenta za sprawą obręczy mikrofonów. Bardzo bogate instrumentarium jest niczym doskonała przyprawa. Jeśli chcecie zanurzyć się w ujmujących dźwiękach, to jest to doskonała okazja. David Chesky doskonale wie, jak ważna w biografii tak dzieci jak dorosłych jest edukacja muzyczna. Nic dziwnego, jego matka była nauczycielką,doskonale wiedziała, że bez względu na obraną w przyszłości drogę kształcenia ważny jest kontakt ze sztuką, bo to nie tylko pobudza kreatywność, ale j e s t  d r o g ą   p o z n a n i a. Niezależnie od tego, czy, ktoś ktoś gra, czy aktywnie słucha. Tym samym przecież aktywnie uczestniczy w komunikacji. David Chersky swoją twórczość wpisuje, czy nawiązuje do minimalistycznej szkoły amerykańskiej.Choć łączy różne style i gatunki nie czuje prymatu muzyka klasycznego. Wszak, czy najważniejsza nie jest Muzyka?

[ The Zephyrtine,David Chesky, 2013 Chesky Productions Inc,źródło zdjęcia].
[The Zephyrtine,David Chesky, 2013 Chesky Productions Inc,źródło zdjęcia].

Artyści: David Chesky / Fundação Orquestra Estúdio / Rui Massena
Tytuł albumu: David Chesky: The Zephyrtine – A Ballet Story

Nagrano: 24 września  2013
Wytwórnia: Chesky CHKCD
Czas albumu: 1:04:54

[83+1]. Ogłoszenie.

Pał, pał, pał. Uuuuu pał, pał, pał. Ka, kakakaka kap, kap, kap pał pał pał. I kapie, u pa pa pa parcie parcie ma ma nie, nie tylko na szkło, tak mu szło, szło szło i zoooo zostało, stało, stało. Jak stało. Tak stoi. Stoi, stoi  ciężka ogromna i pot z niej spływa: tłusty pixel,  spływa i sapie dyszy i... Dmucha. Tłusta

Czci… Czci onka. Czci, czci, czcionka (mi się zacieł, zaci, zaci zacieła, do Cholery*)

jeszcze nie zamierza się topić, a jeśli już, to zamiary swe skrzętnie ukrywa, pewnie w jakimś blogim cieniu na miękkim kamieniu… Ad vocem!

[B]log

uparcie dorasta

i nie chodzi tutaj o natężające się  styki, tyli tyki taki, teki…  (statystyki).

Przykładowy:

Człowiek,

taki którego mam i pod ręką i pod nogą, i…

Dajmy na to (i na tam to) to, to  ja

pod, pod, podpowiada, że wpisy będą. Będą ukazywały się z mniejszą (niż dotąd) częstotliwością. Może nie od razu będzie to zauważalna różnica, ale słychać, że nadchodzi, nastawcie uszy, to echo jej krok[_]ów.Sprężysty, siarczysty, i pewny.

Analogowy list i koperta.
Analogowy list i koperta.[Źródło zdjęcia].

Jakość oczywiście nie przejdzie w jak ość, czyli posty, te wyłuskane (nie mierzwione) nie będą stawały (czcionką) w gardle, no bo czym innym mogą? (Niech ta im  lekką będzie)! Heraklit mówił, (a raczej uparcie powtarzał), że najbardziej stałą rzeczą jest zmiana. Zatem, ogłaszam co następuję:

Nie po(d)rzucam bloga, dalej będzie toczył się niezaprzeczalnie światopo(d)gląd tu (i ówdzie). Dobrze, dobrze… Oczywiście, że tu! Uprzedzając pytania:

Nie blogowanie nie straciło dla mnie na atrakcyjności.

Tak, mam wiele tematów, ,które chciałabym poruszyć, opisać, na które chciałabym zwrócić uwagę. I niewątpliwie będzie obrastał w treści. I dalej będzie miejscem kulturalnej, rzeczowej dyskusji. Można zatem z tej możliwości (s)korzystać. Widzę, że Czytelniczek (Dyskutantek) i Czytelników (Dyskutantów) przybywa, i cieszy mnie ten fakt. I wszystkie Osoby serdecznie witam.

Reasumując: Noo,notki będą.  Pomiędzy ciszami, wpisami można także zagłębić się w spis (i treść) tego co było (i co jest), albo skontaktować się z Autorką. (Uwaga! Odpowiada). 😀

[Dalej niż sięga myśl, Raz dwa trzy,2010].

*Tylko do Której, (jakiej?) Cholery (i nie chodzi o to, że kolory z upału wyblakły, bo kolor_ów można nabrać,np takiego spiec raka. Chodzi (może stać w tych okolicznościach przyrody) o personifikację… Oda do Cholery… Może kiedyś, kiedyś, czyli w bliżej (i dalej)nieokreślonej przyszłości. (albo: kreślonej ości)…

150. Wyobraź sobie, a usłyszysz.Czego oczy nie widzą tego sercu nie żal?

Osoby, które utraciły wzrok, czy to we wczesnym dzieciństwie, czy po okresie dorastania najefektywniej funkcjonują w społeczeństwie. Wynika to z kliku nakładających się na siebie rzeczy:

Czytaj Dalej „150. Wyobraź sobie, a usłyszysz.Czego oczy nie widzą tego sercu nie żal?”

[95+14].[Saturday pianist jazz]. Joachim Kühn & Alexey Kruglov/ Moscow/ (Duo Art)/ ACT/2014.

Jest tyle płyt, tyle dźwięków, tyle wyobraźni, aż trudno wybrać. I szczęśliwy to trud, bo oznacza, że mamy wybór, możliwość, sposobność i koncept. I czas. Tak więc go nie tracąc, jak co tydzień,  zaczynamy!

Manfred Eicher postawił wysoko poprzeczkę. Coby nie sądzić o linii melodycznej i koncepcyjnej albumów jego wytwórni, fakt ów jest bezsporny. Takie czasy nastały, że trzeba mieć koncept, konspekt nie wystarcza. Niewątpliwie druga niemiecka wytwórnia go ma. Pośród wielu płyt znajdują się i takie, które opatrzone są etykietką Duo art. Pomysł jest fantastyczny w swej prostocie. Łączy się dwóch artystów/dwie artystki, niejednokrotnie z odległych dla siebie rejonów, z odmiennymi biografiami, doświadczeniami i tożsamościami, i w duecie tworzy a następnie nagrywa album. Jazz to sztuka paradoksu, niejednokrotnie oksymoron buntu,tutaj liczy się lotność lekkość i lapidarność. Powiedzmy, a raczej napiszmy…

[Moscow,Joachim Kühn & Alexey Kruglov, ACT, 28 Luty].
[Moscow,Joachim Kühn & Alexey Kruglov, ACT, 28 Luty, 2014 r].

Tym razem w na rosyjskiej ziemi spotkali się Joachim KuhnAlexey Kruglov materiał został zarejestrowany zaledwie w ciągu czterech godzin. To naprawdę płyta nagrywana w duecie, nikt nad nikim nie myśli górować, albo się popisywać.
Poza pięknymi różnicami, bo świat oparty jest tak na podobieństwach, jak na różnicach, z tym, że budowania na tych drugich kapitału prawie wcale się nie uczy. Tak więc poza różnicami słychać fascynacje muzyką i dokonaniami  Ornette Colemana (ślad w postaci dwóch utworów: ‚Researching Has No Limits oraz ‚Homogeneous Emotions zostaje na płycie). Czy mogło być inaczej wziąwszy pod uwagę życiorys Kuna? Pewnie mogło. Po spotkaniu dwóch muzyków, które okazało się tak owocne, że chcieli zarejestrować jego efekty, okazało się, że studio, które chcieli wynająć, ma następnego dnia wolne terminy.Do dwójki artystów dołączył Leonid Shupik.

Połączenie młodości z doświadczeniem wśród muzyków jazzowych jest nagminną praktyką. Nie ma więc zaskoczenia, czy efektu nowości. Losie strzeż nas przed takimi ujęciami tematów gdzie forma jest ważniejsza od treści.

Kompozycja Kruglova otwierająca album:

Artyści Joachim Kühn & Alexey Kruglov ‎ ‎
Album: Moscow
Data wydania: 8 lutego 2014 roku
Wytwórnia: The ACT Company ‎
Rodzaj:Jazz, Free Jazz
Czas łączny albumu: 58:21

Utwory:
1 Poet (Alexey Kruglov)  8:35
2 Because Of Mouloud… (Joachim Kühn)  9:52
3 Waltz For You (Alexey Kruglov)  7:20
4 Researching Has No Limits (Ornette Coleman)  5:50
5 Desert Flower (Joachim Kühn)  6:31
6 Homogeneous Emotions (Ornette Coleman)  6:54
7 Colourful Impressions (Alexey Kruglov)  7:13
8 Phrasen (Joachim Kühn)  6:02

Muzycy:
Joachim Kuhn – piano
Alexey Kruglov – saksofon altowy

Nagrania dokonano  5 listopada  2012 roku w Moskwie.

148. Energia.

Nie wiem czy Państwa, ale mnie najprawdopodobniej tak, ba, bez najprawdopodobniej, ale w postaci bezczelnie czystej wciągnęło poszukiwanie płyt do sobotniego cyklu Saturday Pianist Jazz, i aż żal, że się on kończy, z nuty na nutę, powoli, z partyturę na partyturę… Nieubłaganie. [Nic nie trwa wiecznie, niebezpiecznie jest wierzyć, że coś trwa wiecznie? A może jednak?]

Jeden z albumów, który pretendował do sobotniej prezentacji wygląda (i brzmi) jak poniżej, ale po co czekać do soboty, skoro płyt i dźwięków urodzaj?

Czytaj Dalej „148. Energia.”

[122+2][146+1]. Między i po.

[— Co pan sądzi o przemijaniu?

— Jestem przeciw.]

[Czesław Miłosz].

Zaznaczając na tym blogu muzykę minimalistyczną, wspomniałam Jeroena van Veena, a wpis zatytułowałam nie inaczej, jak: O bieganiu. Powód był prozaiczny i nie związany z muzyką. Obecnie im dłużej słucham tego nurtu coraz częściej nasuwa mi się metafora związana z nauką chodzenia. Jeden krok na przód, trzy w tył, balans, równowaga, [u]waga, rozwaga, krok. Jeden, drugi, trze…

Metafora tyle trafna, co natarczywa. Tak uwidacznia się geometria muzyki, przybiera namacalną formę, zyskuje wyraźną fakturę. Nie podążając za pitagorejskim, albo arystotelesowskim rozumieniem muzyki geometria dźwięku, jego natężenie, wibracja, akcent, wyciszenie,podbicie…

To przede wszystkim  praca na strukturze, i ona ma w sobie coś pociągającego, niczym mantra, pozwala prowadzić uwagę. I podąża się za nią samoistnie, niczym Orfeusz za Eurydyka, tyle, że bez strachu, wewnętrznego przymusu, ale trwając w wewnętrznym pięknie, a nie piętnie wędrówki

Nie dalej, jak wczoraj wspominałam o postrzeganiu kompozytorek i kompozytorów muzyki współczesnej. Nie będę się zatem powtarzać. Przywołam zatem kolejnego twórcę, i tak się składa, że również pianistę, który mógłby być kolejnym z bohaterów cyklu: Saturday Pianist Jazz. Jako flagowe tytuły przywoływane są, na jednym oddechu: Historicity (2009)  i wydane  rok później  Solo z przeróbką przeboju (nie pierwszą, i nie ostatnią)  Human nature. (Bezapelacyjnie, covery sprzedawać się będą, i nie chodzi tu tylko i  wyłącznie o efekt ekspozycji. Dzisiaj jednak nie o tym).

[ Mutations, Vijay Iyer, ECM,  2014]
[ Mutations, Vijay Iyer, ECM, 2014 rok].

To, że Vijay Iyer gra matematycznie, wiadomo,to, że jest utytułowanym jazzmenem także, to, że zostanie okrzyknięty następcą Jarreta, również. Moim zdaniem nie tyle nasuwają się podobieństwa stylistyczne, co te, wiążące się z podejściem, pojmowaniem muzyki. To kwestia wyłącznie czasu.  Nasz bohater nie tylko wykłada na Harvardzie, nie tylko łączy jazz z muzyką swoich przodków, co toruje jazzowi nową ścieżkę. Jeśli posłuchamy  (już nie tak nowego, bo wydanego w tamtym roku) albumu pod znamiennym tytułem Mutacje to prawda ta jawi się w całej okazałościNie tylko dla purystek i purystów płyta ta zawiera śladowe ilości dźwięków (amerykański minimalizm), ale także tych związanych z szeroko pojętym dżezem. No i jest to album zawarty w albumie. Nie tylko ze względu na to, że synergicznie łączy stylistykę przyporządkowaną muzyce klasycznej (brzmienie i skład instrumentarium) z jazzem, mieszając do tego elektronikę i efekty sonorystyczne, ale ukrywając suitę rozpisaną na dziesięć tytułowych mutacji.

Nobilituje on  naukowe podejście do muzyki, nie tylko wiedzę tak jak w przywoływanym albumie wydanym w 2009 roku. (Wykorzystywanie Ciągu Fibonacciego. Iyer tworzy niepotkany  podział rytmiczny utworu:  3/8 i 5/8 do 5/13, a wreszcie do 8/21. Uzyskując tym samym zagęszczenie dźwięków przy równoczesnym zachowaniu symetrii). Ależ to brzmi. Z każdym albumem trudno jest wymyślić coś nowego, olśniewającego, do tego zrozumiałego, by nie były to pisma Heideggera , takie, których sens zrozumieją nieliczni, wtajemniczeni i namaszczeni.

Faktem jest również i to, że po przesłuchaniu iluś tam płyt z melodyjnym, pięknym (sic), lirycznym jazzem, człowiek poszukuje czegoś nowego, bardziej wymagającego. To tak jak z nauką języka, bo przecież muzyka właśnie nim jest. Wystarczy prześledzić partytury z dawnych wieków, i nie chodzi tu tylko o system zapisu nutowego (który ewoluował), ani o rozwój wielogłosowości, o wynalazki muzyczne, eksperymentowanie z brzmieniem, o stylistykę— chodzi o holistyczne postrzeganie muzyki.  Pytanie, które się nasuwa- to takie- czy piękno tkwi w skomplikowaniu? Moim zdaniem, piękno tkwi w świadomości.  Modne to ostatnio słowa, lecz odkładając wrzaski mody na dowolnie wybrany bok, płyta wydana przez ECM (tak Iyer zmienił wytwórnię) nie tylko godna jest polecenia, to album którego warto posłuchać.

 

146. Mgnienie.

[Carpe Lumen, Elijah Bossenbroek, A Matter of Substance Records. 2007].
[Carpe Lumen, Elijah Bossenbroek, A Matter of Substance Records. 2007 rok].

Tak już jest,że w powszechnej świadomości kompozytor(ka) to człowiek, który: programowo nie żyje, miał okresy (żył i tworzył „od” „do”), a jego (jej) dzieła, tak zmurszałe, co godne pochwały. Nabożnego wręcz stosunku. Bzdura. Nonsens. Kompozytorki i kompozytorzy muzyki klasycznej, to nie jest wymarły egzemplarz człowieka wyciętego z (programowo) odległych epok. Dowody? Raczej, ze względu na temperaturę uczuć i otoczenia potrzeba wody.Do wody zatem, ale nie pod prąd. Energetycznie, lekko, powabnie, bez efekciarstwa: Elijah Bossenbroek ze swoją płytą Carpe Lumen. Chwytaj rozkoszny słodko gorzki pośpiech zmurszało filcowego dnia, chwile, które więdną śmiercią zdarzeń ozdobione. Chwytaj, światło co skrzy się by zgasnąć. Zasnąć.

Jeśli się poddać, to tylko melodyjnorytmicznemu pięknu tej płyty. Nagranie tytułowe brzmi tak, czy nie przywodzi na myśl 10 łatwych utworów na fortepian? Jeśli tak,to jeszcze jeden argument przemawiający (grający) za tym, że dzielenie muzyki na gatunki nie ma sensu, no poza może jednym. Takim mianowicie by ukazać cechy charakterystyczne danego dzieła, w pewien sposób uporządkować, ale na litość boską i ludzką, nie dajmy się porządkowi przyporządkować: