[Klasyczne korepetycje-w dobrym tonie]. Bardzo około. Około okolicznościowo.Fête de la Musique.

Apollo obdziera Marsjasza ze skóry,Jusepe de Ribera, olej na płótnie, [źródło zdjęcia].
Apollo obdziera Marsjasza ze skóry,Jusepe de Ribera, olej na płótnie, [źródło zdjęcia].

  Czas płynie nieubłaganie, i ubłaganie też płynie, wiruje,snuje, zatacza kręgi. Mija(c) zużywa czasowniki, wypławia przymiotniki, zdziera przysłówki, i inne słówka nadgryza, dla nadsłówek też nie zna litości, a przynależnym jest napisać, że  mięśnie szczęki ma i on silne, ostre, nienażarty jest nie na żarty. Wpłynąłam na suchego przestwór oceanu (…) Jedźmy, nikt nie woła! Czyli widoki na przyszłość, o przeszłości przez delikatność nie wspominając, eufemistycznie rzecz ujmując, mgliste, ale na wskroś rzeczywiste…

Powróćmy tymczasem na ojczyzny łono, tfu, do niedalekiej przeszłości, przenieśmy swą duszę zmiętą wytęsknioną. Dwudziestego pierwszego czerwca obchodziliśmy święto (chociaż my Polki i Polacy obchodziliśmy je z daleka, z baaardzo daleka) i  jakoś nikt nie stara się, i my się nie staramy by dystans ten uległ zmniejszeniu... Próby były, owszem, ale na nich się skończyło, zanim cokolwiek się zaczęło.

Fête de la Musique, i w wolnym, i szybkim tłumaczeniu, czyli niezlaeżnym od tempa: święto muzyki. Zainicjowane przez Marcela Landowskiego a spopularyzowane przez Jacka LangMaurice Fleureta (tyle tytułem w(y)stępu).

Najsłynniejszym bodaj pojedynkiem w muzyce, był ten, który stoczyli Marsjasz  z Apollem, pierwszy  zapłacił cenę najwyższą z możliwych, nie tylko stracił życie, ale został obdarty ze skóry, bez środków znieczulających, i powieszony, a jego wyczyn zostawał upamiętniony w różnych epokach, przez różnych twórców, Tak, tak, to mit. (Do którego po wielokroć nawiązywano) w sztukach wizualnych, i muzycznych. Czy dzisiaj muzyka jest polem polemiki i rywalizacji, oczywiście, że bywa, i to częściej niż zdajemy sobie z tego sprawę, by jednak (z)budować wspólną przestrzeń postrzegania i tworzenia tejże (bo słuchanie, czy współsłuchanie, uczestniczenie w słuchaniu, jest również sposobem komunikacji na głębszym poziomie niż komunał, że bez odbiorczyń (odbiorców) nie ma tej osoby, która komponuje/ wykonuje etc) ustanowiono święto muzyki, inicjatywa nie nowa, ale jak widać, i słychać, potrzebna. O czym można się przekonać, wczytując się w idee, które przyświecały ustanowicielom tegoż święta.

Obecnie mniejszą wagę przywiązuje się do muzyki, tak do nauczania, jak i do słuchania, do wymagań stanowianych tak odbiorczyniom/odbiorcom, jak i twórcom/twórczyniom, czyli po prostu, nam wszystkim. Ma to oczywiście różne przyczyny, choć zbiega się w (nie) jeden skutek, czy ktoś pamięta jeszcze co pisał Arystoteles w Polityce (Księdze XIII) i czy cytat ów nie trąci anachronizmem:

Szlachetne spędzanie wolnego czasu musi być połączone nie tylko z pięknem, ale i z  rozkoszą (oba te czynniki składają się  bowiem na poczucie szczęścia). Otóż wszyscy zgadzamy się na to, że muzyka należy do rzeczy najrozkoszniejszych.

Nie trudno mi jest wyimaginować Arystka w stroju hiphlopowym, albo na imprezie techno, to, czy byłby ukontentowany takim obrotem ciał (nie niebieskich), czy by takich skutków, chciał? Tegoż nie wiem, ale przekonana jestem, że o wiele bardziej przeszkadzał by mu hałas obecny w środkach i odśrodkach komunikacji miejskiej, marketach (agorach) i innych takich… Zostawiając jednak Filozofa z jego  źródłem rozkoszy, cóż warto wspomnieć, że (jeśli już mowa o źródłach) to, to dotyczące eropejskiej wielogłosowości bije, biło we Francji, zresztą, to właśnie tam zaczęto w taki sposób wykonywać muzykę. Fala ta rozlała się na Europę. Traktat dotyczący organum paralelnego, pochodzi z IX wieku, a wspominana Szkoła Notre Dame? Nie wspominając o innych inicjatywach, które potem niesione były w świat i rozbrzmiewały bez mała przez pięćset  lat w uszach, sercach i umysłach ówczesnych. Oczywiście, nie istniały one w próżni, i (co ważniejsze)nie były jedynymi.  Angielskie prądy, szkoły postrzegnia i nauki języka muzyki by przełamać francuską hegemonię w XIII wiecznej Europie.

Wiek XIV:

gdy to  we Włoszech zrodziło się (tak zupełnie samo :))   trecento i to takie postrzeganie i tworzenie muzyki  odsuneło w cień wykonywanie jednogłosowej pieśni religijnej. Była to odpowiedź na muzykę sakralną.

Do końca nie jest pewne, czy w XIIIwiecznych Włoszech nie zaczęła pojawiać się muzyka wielogłosowa, czy dopiero moda na jej wykonywanie, czy szerzej– postrzeganie muzyki w ten sposób, by można było ją wykonywać w sposób wielogłoswy nie przyszła z Francji… Nie jest oczywiście tak, że wzraz ze zmianą daty rodzą się nowe idee, te, które mają swoje początki w zaprzeczeniu starym porządkom. Postęp nie ma charakteru linearnego i jako taki uwarunkowany, czy też osadzony, w różnych kontekstach. Tak samo jak czas, czas jest pewną ideą, porządkiem, środkiem pomocniczym, porządkującym niż faktem.

Jeszcze jedna kwestia. Jak to jest, że w powszechnej świadomości wszystko co nas dotyczy można znaleźć, wynaleźć, nazwać: od szpilki po nanotechnologię, od stołu po szkane domy, o których to marzył autor Przedwiośnia, ale wiedza ta, czy też, podejście to nie dotyczy muzyki? Muzyki, której nie tylko się doświadcza organoleptycznie, co stwierdzono za pomocą narzędzi medycznych, zmierzono i zapisano. Przecież (np) istnieje sposób notacji, który także musiał zostać… Wymyślony!—  Czy wiemy, w jaki sposób  możliwość utrwalania myśli nie przez benedyktyńską pracę mnichów i mniszek wpłynęło na postrzeganie i utrwalanie muzyki? Jakie nowe formy wyrażania emocji przez muzykę przyniosł chociażby ten wynalazek? Ha, ale dobrze, podrzućmy podkłady, przykłady, dygresje.

℘ Melodyka to dominowało w muzyce włoskiej tego czasu, (pewna doza śpiewności, potoczystości wpisana jest w kulturę włoską) od muzyki francuskiej (chromatyka, postrzeganie kontrapunktu)… Włosi nie odwołują się do muzyki religijnej. Tworzą odmienną koncepcje, świeckiej, przynajmniej na początku. (Co oczywiście nie znaczyło, że owa nie istaniała). Dopiero na przełomie  wieków: XIV i XV  przetransponowano ową wielogłosowość do muzyki stricte religijnej.

Na początku obecna była wielogłosowa liryka świecka i trzy formy do niej przypisane (madrygał, ballata, caccia) taki to słodki nowy styl*, i tu muzyka wchodzi w ścisły związek z literaturą, i ona będzie pożywką dla wzrastania, rozwijania się tej pierwszej. Sztuki humanistyczne, i nie tylko humanistyczne, wzajemnie się przenikały od wieków, kultura ma charakter wielogłosowy i wielozmysłowy i… Wieloumysłowy. Tak, tak, (nie tym razem nie chodzi o palimpsest, choć i on się pojawia), ale o synergię, energię i…

I tu postawimy.

Wspomnimy perwszą słownomuzyczną formę: madrygał, nie wiadomo jaka jest etymologia nazwy, można znaleźć trzy tropy odwołujące się do różnych obszarów i cech charakterystycznych:

  1. [miejsca powstania] matrycalis (ojczysty)   w nawiązaniu do miejsca pochodzenia, ale również nie należy zapominać, że tworzono je do tekstów pochodzenia włoskiego;
  2. [świeckości] materialis— ziemski, oderwany, odseparowany od religii, czy twórczości o tymże charakterze;
  3. [tematyki] mandrialis, pasterski, oczywiście nie jedynej, ale dominującej, albo inaczej, w tym czasie pewne kwestie ukrywano pod maskami, trzeba było posiąść umiejętność czytania tekstów głównych, jak i przypisów, przez delikatność nie wspominawszy o czytaniu między… hmm (ustami a… Brzegiem pucharu) hmm… Mhm… Wierszami.

Jak już dawniej stwierdziliśmy, nieco żartobliwie, wszystkie piosenki są o miłości, tak i tu, przybiera ona maskę, tylko czasami z niej wychyna, tak oto tańcowała miłość z erotyką jawnie ukrytą, takiż to oksymoron…

Pieśni rozpisane na dwa lub trzy głosy, z melodią w głosie najwyższym, głos najniższy: tenor, prowadzony lekko, swobodnie, tu odnajdujemy przestrzeń. Na pierwszy plan wybija się melodia, zdobiona [w głosie najwyższym]. Tyle teorii.  Polskie ślady (dla odmiany) w literaturze można spotkać u Jana Kochanowskiego. Nie, nie tylko u niego**.

Myliła by się ta osoba, która twierdziłaby, że sztuka madrygału dawno umarła (albo, że obecnie madrygał sprzedaje się na sztuki, jako okazy w antykwariacie muzycznym). Od momentu powstania, po dziś, ta forma muzyki cieszy się nie słabnącym zainteresowaniem, niezleżnie czy będziemy rozpatrywać czasy średniowieczne, renesans, dwudziestolecie międzywojenne, czy wejdziemy śmiało w wiek dwudziesty pierwszy.

Quinto Libro Di Madrigali- Gesualdo - The Hilliard Ensemble ‎– ECM, New Series, 2012
Quinto Libro Di Madrigali- GesualdoThe Hilliard Ensemble ‎– ECM, New Series, 2012

Płyta, której przesłuchanie proponuję to Quinto Libro Di Madrigali- Gesualdo nagrana przez brytyjski zepół: The Hilliard Ensemble, wydana pod auspicjami ECM, z 2012 roku. Zawiera ona Piątą Księgę Madrygałów.  Opublikowaną w 1611 roku przez księcia Venosy Carla Gesualdo  Realizacji dokonano w austryjackim klasztorze Sankt Gerold. Muzyka ta, jak już wcześniej nadmieniono, ma charakter sensualny. I przy całej skrupulatności, w którą to wpisana jest powiściągliwość, szkiełko i oko, wielość odcieni, barw niuasików wielogłosowości, o której to wcześniej wspomniano, nie brak oddechu swobody.Oczywiście, nie zapomnijmy, że wykonawcami (i wykonawczynią) repertuaru są osoby z danym backgroundem kulturowym, tradycją (kulturową), oczywiście, mam nadzieję, jak zawsze przy takich okazjach, że album ten będzie forpocztą, czy też przyczynkiem do spojrzenia w głąb, poszperania w źródłach, i muzykach (znaczy, nie, że w organoleptycznie w trzwiach wykonawczyni, lub wykonawcy, tego, który się napatoczy, całkiem [nie] przypadkiem)…

Na uwagę zasługuje wprowadzenie głosu żeńskiego, wiadomo, że skład The Hilliard Ensemble fluktuuje,  i bardzo dobrze, dzięki temu zmieniają się środki wyrazu. Wprowadzenie głosu żeńskiego sprzyja nie tylko architekturze dźwięku, pozwala prowadzić uwagę, wzmacnia skupienie, ale także, i to bardziej przyjemne, przyziemne, mówi, że THE nie wyśpiewało jeszcze ostatniej frazy, nie powiedziało ostatniego słowa, na szczęście.

Muzyka nie potrzebuje dowodu, ale pamięci, pamięci żywej, twórczej, współodtworzonej i tu mamy właśnie taką sytuację, możemy sięgnąć, by po[d]słuchać.

Jeśli zgodnie z pewną koncepcją filozoficzną muzyka jest jak twarz innego, to jakąż to widzimy, jaka ukazuje się nam, gdy słuchamy takich płyt jak powyższa, stworzonych za pomocą dostępnych nam środków wyrazu (sic!), do jakich źródeł sięga?  I co facynuje w madrygałach?

Trawestując Klasyka: klasyka, klasyka ździwienia dialektyka dynamika! Tutaj rozproszył i zabrodził się czas. Siła lagodności… A może zupełnie co innego. Może to, czego przestraszył się Apollo? Widocznie muzyka nie zawsze łagodzi obyczaje, prawdę pisząc, nigdy— a przysłowia nie są mądrością narodów. (Jeśli już tak się zdarza to jako wyjątek, który to wiadomo regułę potwierdza). Jedno jest pewne nikogo nie będziemy wieszać na drzewie…

*–  Dolce stil novo

**– ale, że ostatnio było o nim właśnie…

19 myśli na temat “[Klasyczne korepetycje-w dobrym tonie]. Bardzo około. Około okolicznościowo.Fête de la Musique.

  1. Czy orientujesz się, jak wyglądają dzisiaj lekcje muzyki w polskich szkołach?

    We francuskim gimnazjum : najpierw sie relaksują mówiąc o niczym (o Marsie, kto jest bardziej wierny w miłosci…) następnie dzieciaki robią ćwiczenia oddechowe a pozniej jest konkurs piosenki : każde ma przygotować piosenkę, którą lubi i profesor notuje występ.
    Moje dzieci wybierają raczej lokalny main stream.
    (A ja naiwna : myślałam, ze beda słuchać muzyki i rozmawiać o niej).

    Fete de la Musique była miłym akcentem. Szczegolnie w mojej dzielnicy. Pod platanami ustawiono estradę i występowali tam uczniowie szkół muzycznych, z repertuarem bardzo klasycznym. Było miło , póki nie przyszli znajomi z dziećmi, zawyrokowali, ze to nie dla dzieci i musieliśmy się przenieść. Na scenę z „piosenką francuską”…

    1. Wczoraj rozmawiałam o tym samym, to znaczy o prowadzeniu lekcji muzyki, niestety persektywy nie są kolorowe, a raczej wyblakłe, jeśli nie czarne.I mówią o tym ludzie z doświadczeniem nauczycielskim, rzecz jasna ci, z którymi mam styczność, pośrednio, lub bezpośrednio. Bardzo dużo zależy od szczęścia na jakiego nauczyciela/nauczycielkę „się trafi”, niestety, odchodzi się od nauczania muzyki, a pokazanie jej wszerszym kontekście… No cóż, Ale pośrednim widocznym skutkiem jest kultura słuchania muzyki (czy to od święta- o czym piszesz) czy codziennie. A dlaczego, jeśli to nie tajemica, stwierdzili Twoi znajomi, że to nie dla dzieci?

      1. Ponieważ we Francji szufladkowanie działa silniej niż w Polsce ? Dla tych akurat znajomych, muzyka klasyczna jest zarezerwowana dla „starych”, jest synonimem „wyższych, zepsutych sfer”do ktorych nie każdy ma ochotę należeć. (Podobnie jak uczęszczanie do kościoła i wiara w Boga daje łatkę „Katola”).
        Kiedy moje dzieci słuchały jeszcze bajek na CD (w podróży było to wyjątkowo praktyczne) wybraliśmy sie razem takim dużym samochodem na wspólne wakacje. Dzieciaki prosiły o Jezioro Łabędzie dwa razy, a ja miałam prawo do ukąsliwych komentarzy.

        1. Ja bym powiedziała, że sterotypy, o których piszesz działają równie silnie we Francji jak w Polsce, a możliwe, że odwróciłabym tę sytuację, i napisała, że w Polsce bardziej (ale: po pierwsze nie chodzi o przeciąganie liny, albo o robienie takiego wrażenia, po wtóre: może jest tak, że Ciebie bardziej dotyczy sytacja francuska, wobec której może jako emigrantka miałaś inne oczekiwania (pytanie), i analogicznie mnie, bardziej dotyczy sytuacja polska, nie wspominam o dwukulturowości francusko- polskiej i tożsamościach z tym związanych). Poza tym, Polska rości sobie prawo do bycia krajem europejskim, ale rozwiązań funkcjonalnych, o takim charakterze, niewiele. I o tym piszę.
          Chodzi o to, że muzyka jest częścią kultury, i jako taka zanużona w całości, a więc w malarstwie, rzeźbie, kinie, literaturze i z nimi skoligacona.
          Piszesz o dzieciach, a ja bym dodała, że liczy się wykształcenie sposobu patrzenia, postrzegania i dostrzegania świata. Nie trzeba, i nie możliwym jest, wiedzieć wszystko, ale można wiedzieć jak szukać (by znaleźć).

  2. Zauważyłam, że w polskie szkole nacisk położono na teoretyczną wiedzę muzyczną, uczniowie nie śpiewają, nie słuchają muzyki i rzadko chodzą do oper. Pozdrawiam.

    1. Tak Ultro, z drugiej strony uprościć sytuację można łatwo (to nie jest uwaga personalna), ale wynika z wielu składowych, że tak właśnie zdarza się bardzo często… Opera, no cóż, jeśli jest i szczęście, to jest i opera. W moim odczuciu jest to niestety, luksus, nie rzadkość, ale intencję rozumiem.

        1. Prowokujesz 🙂 😀 Odrobina teorii nigdy nikomu nie zaszkodziła… Jeśli oczywiście nie była to teoria zmanipulowana… Ale abberacje na bok. I to, dowolnie wybrany oczywiście. Albo nie wiście. Aaaale dlaczego współczesne, szlagiery??? Dlaczegóż? Chociaż nie powiem, słowo szlagier, ma jeszcze w sobie cień obietnicy… 😀

          1. Bo Hit mi sie kojarzy z me baby one more time a szlagier to takie ladne, usmiechniete slowo – przypomina mi sie Babcia, mowiaca o Disco Italiano z lat 80 (ktore uwielbiam, prawie tak samo jak Bollywood:)).
            Trzeba miec ogromna doze usmiechu sluchajac po raz kolejny w ciagu tej samej lekcji piosenke z Frozen 🙂

            1. Bo słowo szlagier odwołuję się do innej tradycji kulturowej, życie czasami wymaga cierpliwości, przede wszystkim (chyba?) do siebie…Lubisz disco, czy lata 80 🙂

  3. 🙂 lata 80? E, nie, tego nie lubię. Lubię wspomnienie imprez rodzinnych, Ti Amo, Al Bano & Romina Power, bo przenoszą mnie w czasie.

    1. Wiem o czym piszesz, ale gdyby ten wechikuł czasu przenieść o ton wyżej, czyli ze strefy imprez rodzinnych do przestrzeni (bardziej) publicznej. Wiem, wiem niektóre kwestie są nie do zrobienia. Brzmienie takiego fortepianu, i nie chodzi o to, że miał antenatów, takich, a nie innych, że sam jego mechanizm ewoluował, ale np skład powietrza (zanieczyszczenia) był inny, co skutkuje innym dźwiękiem…
      No i znów nam się otwiera dyskusja… 🙂

            1. Nie, nie o to mi chodziło, ale cóż, to ładne powiedzenie 🙂 Właśnie przeglądam płyty do sobotniego wpisu… A czego Ty słuchasz obecnie, jeśli oczywiście słuchasz?

              1. Żartujesz… ? Mam kilka płyt jako potencjalne kandydatki do wpisu sobotniego, ale jakoś nie potrafię się zdecydować…
                Najgorzej jest się przeziębić właśnie w taką pogodę… Koniecznie, zdrowia życzę, wiem, wiem na tej łodzi co zatonęła, a orkiestra grała wtedy do końca, życzenia nikomu nie pomogły… Balet, kołacze mi się od pewnego czasu wpis o tymże, ale jakoś… Koniecznie napisz, jak/kiedy się wybierzecie, jak wrażenia Twoje i oczywiście Rodziny. 🙂 Ciekawa jestem…

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s