Zarys, czyli Prawo do… [Kultury].

Szał unieśień. Władysław Podkowiński [źródło zdjęcia].
Szał unieśień. Władysław Podkowiński [źródło zdjęcia].

Święty Anzgary był biskupem Hamburga i Bremy. Jego imię oznacza tego, który otrzymał miecz. W kalendarzu ma swoje miejsce czwartego lutego. Dlatego Władysław po nim odziedziczył imię, drugie. Urodzony z Walerii Marii Gardowskiej i Antoniego Łukasza Podkowińskiego w miezkaniu przy ulicy Wielkiej w Warszawie. (Dzisiaj stoi tam dumnie Pałac Kultury i Nauki).

Prawie dwie dekady starszy mąż nadkonduktor kolei nie umrze śmiercią naturalną, jego członki nie zdążą się postarzeć, plecy zgarbić, a oczy zajść bielmem, nie powącha słodko stęchniałego zapachu starości. Zaledwie cztery miesiące po narodzeniu syna. Nigdy nie zobaczy jak zaczyna chodzić, gonić swój cień, jak dorasta, jak kocha, jak upada i jak wstaje z tego upadku. I jak kładzie, się spać z kobietą, i pierwsze kreski, jak z tego rodzi sie perspektywa Podglądania świata.

Krakowie Przedmieście, Nowy Świat 14. Przy tej ulicy znajduje się sklepik założony przez młodą wdowę, która uzyskawszy pieniądzę dając pod zastaw jeden obraz, a potem uzyskawszy procent z jego sprzedaży mogła zapewnić utrzymanie siebie i syna. Syna, który miał nie tylko odziedziczyć imiona po świętych, ale i zawód po ojcu (uczęszczał do szkoły kolejowej) do rządowej szkoły rysunkowej w klasie Wojciecha Garsona założyciela Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych zapisał się mając dopiero czternaście lat. To on protegował go do warszawskich pism ilustrowanych. I tak  młody Władysław zaczął zarabiać. To czas nie tylko zapachu pieniądza, i pierwszych kresek udatnie stawianych, z gracją, i świadomością swojego talentu. To także, a może i przede wszystkim czas poznawania, próbowania,smaków, zapachów, linii. Zawiązywania nie tylko majtających się sznurówek ubruudzonych farbą, ale i znajomości. Znaczącą była ta, która zawiązała się pomiędzy Władysławem, a Józefem Pankiewiczem. Z którym to wyruszyli na podbój Paryża, a to on pozostał w ich sercach, rozsiewając impresonizm. Nawet to nie przeszkodziło zawiązać (sic!)współpracę ze Stanisławem Witkiewiczem, na jego zaproszenie, który to optował za sztuką realistyczną i jej to laur pierwszeństwa przyznawał.

Dziewięć miesięcy peregrynaji po muzeach, gdzie chłoną Senzana, Maneta i innych władców kropki i impresji. Paryskie natchnienia zostały przyjęte dopiero przez Krywulta, ale Salon i Panowie Polscy je odrzucili. Jakże mało trzeba by wywołać skandal! To skandal! To nie brawura, to wypisz wyma!uj breweria!

Druga wystawa Podkowińskiego to także nie sukces, ale dysonans poszukiwania. Plenery, portrety, i rodzące się symbolizm. I nie szczęśliwe zakochanie się, niczym z Lalki Prusa. Pośród modernistycznych krajobrazów Mokrej Wsi, wsi, która była wesoła, ale takową być przestała. Przynajmniej dla jednego z malarzy, który tam podówczas bywał.  Oto dostał. Zaproszenie do socjety, naznaczenie, przepustkę na Olimp. Dzisiaj bawią się na ściankach i klubach, drzewiej zieżdżano do dworków, bawiono na salonach. I oczywiście kawiarniach, kawiarenkach. Chyba, że bywali na wsiach, spokojnych, wsiach wesołych, pośród mleka, gryki jak śnieg białej no i wina, śpiewu, kobiet, i rozmów intelektualnych, oczywiście.

Czy Julian Maszyński, kormiter z czasów nie tak zamierzłych mógł przewidzieć co się stanie? Kogóż to spotka malarz ów, który właśnie zaczął bywać, i bywa tak, że jego prace wyznaczyły modę, krzyk mody, ba! Wrzask mody. Chyba, nie. No bo któż może przyszłość przewidzieć?

Mokra wieś, mająteczek sąsiaduje z placem, który jest własnością Kortarbińskich, i w tych dekoracjach przyrody zakochuje się nieprzytomnie w kobiecie. Mężacce, która po dwóch latach porzuca go dokumentnie, niezaprzeczalnie i ostatecznie. Noc na trawie, grużlica,  i zawód miłosny to mieszanka wybuchowa. Samobójstwo odwleczone w czasie. Odmowa leczenia. Mimo namów, nalegań, nabłagań. W tym czasie pośród innych prac powstaje Szał.  Wincentynę Karską poniesie pewnego razu koń, uratować ma ją  Własysław Anzgary i określić sytuację jako szał, istny szał. Nie zdążył na zimową wystawę salonu, dlatego też obraz wystawiono osobno. Aż trudno uwierzyć patrząc na światło, zamysł, melancholię, że powstało zaledwie w trzy miesiące. Miał on tyleż samo apologetek i apologetów co przeciwników płci męskiej i żeńskiej. Podkowiński pod koniec wystawy, przystawił drabinkę i pociął obraz nożem jak mieczem… Z miłości? Nie wiadomo.  Miłości tragicznej, werterowskiej w skutkach. Nie chciał się leczyć uskuteczniał umieranie na raty. I do skutku. O jego śmierci w urzędzie zaświadczyli dwaj wujowie. Odszedł mając dwadzieścia osiem lat i jedenaście miesięcy, zbyt wcześnie. Nie jest, jak się zwykło sądzić malarzem jednego obrazu. Szkicował, malował tworzył, aż do śmierci. Chociaż szał powstał jak już spędzał całe dnie w łóżku. Józef Czapski też ze swojego tapczanu uczynił centrum dowodzenia światem, ale tym prywatnym, otoczywszy się książkami. Z tym, że ten drugi umarł ze starości, ten pierwszy z nieszczęśliwej miłości w życia wędrówce na połowie czasu Straciwszy z oczu szlak niemylnej drogi w głębo ciemnego znalazł się lasu, a przynajmniej na trawie, mokrej i nie było to miłosne Ś niadanie na trawie. Choć to Podkowiński jest uważany za prekursora impresjonizmu i symbolizmu w Polsce. Wymieniany nie tylko w podręcznikach szkolnych, Szał wdarł się do (pop)kultury, jest na kubkach, tackach, w monologach i hasztagach.

Halina Wyrodek Jacek Wójcicki Szał, Benefis Hanny Banaszak, Teatr Stu, Kraków.

Piszę o tym obrazie gdyż ne tylko zachwyca, fakturą, ułożeniem, padaniem światła, klimatem, wzbudzał także wiele kontrowersji. Oskarżenia o nieobyczajność, o burzenie moralności, o promowanie tego i owego (zwłaszcza owego) ooo jakże to zużyty argument i jak często się powtórzy na przykład w odniesieniu do Juliana Tuwima, jednym z hasłeł krążącym w dwudziestoleciu było: chroncie dzieci przed Krzywic(k)ą albo sięgając do czasów nam bliższych wystarczy wspomnieć autrę wystaw  w Zachęcie (gdy kierowała nią Anda Rottenberg), można mnożyć, czasu by nie starczyło by umieścić je wszystkie. I tutaj docieramy do pytania o kulturę i Kulturę, o kulturę wypowiedzi i o prawo do Kultury. Czy można je przyznać? Czy jest ono wpisane w istnienie człowieka, a jeśli trzeba je nadać, usankcjonować, to na jakich zasadach?Kto je dostanie, kto będzie mógł, to będzie u m i a ł  z niego korzystać? Mieć i umieć dwa czasoniki o wspólnym polu semantycznym, a jakże różne. To nie koniec pytań bo kłębią się one i nie kończą. I do jakiej kultury,mamy prawo kto ma decydować co jest, a co nie jest kulturą, (wyższą)? A co niższą, nijaką?A co tą kulturą nie jest? I do jakich grup społecznych jaka jest przypisana? Czy kultura nie jest i dzisiaj reglamentowana?  A gdzie wolność sztuki? I Prawo do awangardy? Czy  jeśli ta jest tworzona z myślą o tym by odpowiadała na potrzeby publiczne nadal jest sztuką? Jakie zatem są relacje między  widzkami i widzami, odbiorczyniami i odbiorcami, kreatorkami i kreatorami. Kreator i kratura jakże to niebezpiecznie brzmi, jak cieńka i jest owa granica i którędy ona przebiega? Jeżeli biega, jest ruchoma to jak odbywa się ten proces i wedle jakich prawideł? Jako odbiorczynie i odbiorcy sztuki jakie mamy postawić sobie warunki wenętrzne by nie ulec kiczowi, i czy mamy takie możliwości, chociażby natury ekonomicznej? Począwszy od pójścia na przedstawienie do realizowania prawo do posiadania  i rozwiajania komptenecncji i kwalifikacji odbioru kultury,  poprzez na przykład działania edukacyjne podejmowane już w szkole powszechnej (uczenie przedmiotów artystycznych, ale i kompetencje nauczycielek, nauczycieli, edukatorek, edukatorów). Gdzie przebiega linia demarkacyjna pomiędzy kulturą a rozrywką?Pytanie o dostępność ekonomiczną, architektoniczną, ale i o umiejętność myślenia i postrzegania, a głębiej o k r y t y c z n e   postrzeganie, odbieranie i u c z e s t n i c z e n i e    w sztuce. W jaki sposób pomiędzy wyznaczonymi obszarami przebiegają styczne. Czy są grupy wyrzucone poza nawias, i czy w interesie kogoś (jeśli tak to kogo?) jest to by uczestniczenie w kulturze nie było inkluzywne. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że natłok pytań na centymet czcionki jest przytłaczający, ale są to ważne, ważkie i godne rozważenia pytania. I jeszcze kryje się jedno (zapewne nie ostatnie), czy Władysław Podkowiński miał prawo zniszczyć Szał, zwłaszcza, że zrobił to metodycznie i ze spokojem (i na szczęście nieskutecznie), czy dzieło eksponowane publicznie przestaje już (w jakieś części) należeć do twórczyni, czy twórcy?

Oczywiście wpis ten nie wyczerpuje, bo i wyczerpać nie może ani pytań, ani przykładów, ani nie podaje odpowiedzi. Ot, jedynie jest zarysem…

Reklamy

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s