[10+2].[Klasyczne korepetycje-w dobrym tonie]. Najbardziej (czyli mgnienie).

Słowo zamykające, wyodrębniające, wybierające, nakazujące, wskazujące.

Najbardziej.

Najbardziej lubię te chwile przed. Tuż p r z e d.

Gdy już jestem w budynku. Ostrożnie przemierzam metry. Rozglądam się kto w jaki sposób uczestniczy w wydarzeniu ze mną. Panie, panowie, młodzież, czasami rodziny, ze szkrabami. Sytuacyjnie. Kiedyś nie można było wejść tutaj w dżinsach, dzisiaj cóż? Konsternacja, zdziwienie, czy szukanie pocieszenia, czyli kogoś w garniturze, pod krawatem. Lubię inteligentnie skrojonych mężczyzn. I kobiety.

Czas teraźniejszy jest wskazany gdyż to już, nie już, już, ale już teraz. Przyglądam się ludziom jak stoją w kolejkach: do wejścia, po bilet, do szatni. Jak zdejmują palta, szaliki, rękawiczki. Spotykają się, rozmawiają, wymieniają spojrzenia i uwagi (nie tylko gotówkę). Lubię ten gwar. I zapach. Zapach jest fascynujący. Światło, które za moment zgaśnie, uśnie, ale nie, nie, jeszcze nie teraz. Lubię patrzeć. Na to jak tłum wchodzi, rozgląda się, szuka właściwych sobie, tych znanych, zaprzyjaźnionych osób, i miejsca. To te, nie te, ach, przepraszam panią, bo my właśnie...Rozmowa się urywa. Ktoś kogoś znalazł, rozpoznał, ktoś w kogoś się zapatrzył, pewnie randka. Jest nadzieja w narodzie jeśli takie miejsca na schadzki są w modzie.  Ktoś kogoś całkiem przypadkiem, albo po trochu serio zapoznał, rozpoznał, spotkał, ał, nastąpił komuś ktoś na palec, się przepchnął był, przeprosił, nieco zniecierpliwił. Czy to pana miejsca? Myślałem, że tu nikt nie siedzi, czasami można upolować… Komuś spadła apaszka, złotówka, wzrok, krok…

Lubię, bardzo. Tę chwilę gdy już siedzę w fotelu, gdy gwar rozlewa się po powierzchni i wlewa do uszu. I ten zapach. Zapach wciągam przez nozdrza. Wielość zapachów bo ktoś przeszedł, przystanął, usiadł, poszukał, i znalazł. Ale jest. Jest specyficzny jeden

zapach.

I faktura

fotela.  Światła. Przestrzeni.

Zwilża się światło.

Komunikat.

O tym,że nie można rejestrować,

że trzeba wyłączyć.

Tak trzeba.

Zwilża się, zbliża się, już pełznie,  światło.

Powoli. Po woli.

Gwar.

cichnie. chnie, chnie, nie,nie ciiii.

Ktoś jeszcze się wyciągnie, umości w fotelu, z rzadka ktoś schyli się przebiegnie do wyznaczonego miejsca, z ulgą na ramionach i biletem przedartym w dłoniach.

Mgnienie. Chłonę je, dotykam, tykam, tykam, staram się rozciągnąć, przeżuć, przeczuć, przeżyć, żyć. Łudzić się, że jeszcze, jeszcze potrwa.Trwa, trwa. Jest jeszcze obracam ją w palcach. Słyszę oddech, swój? Nie, cudzy.

 Gdy scena już oświetlona, ale nie padł jeszcze pierwszy dźwięk, krok, wzrok omiata rzeczy oczywistości już nie ma. Tę chwilę lubię najbardziej. W teatrze. Wszystko wtedy przede mną. Tyle do przeżycia.

***

Dokładnie o tym pomyślałam sięgając po płytę greckiej pianistki Eleni Karaindou.  I o tym, że muzyka teatralna tak rzadko jest rejestrowana i umieszczana na albumach, które są następnie przeznaczane do  powszechnej sprzedaży.  I o tym, że warto tę płytę zaprezentować. I o tym, że znów maczał w tym swoje uszy i ręce Manfred Eicher, i że znów wyśmienicie wyszło. Wyszło i zostało. I jest to zmysłowa muzyka. Tak.

To klasyczna muzyka jest.

Concert in Athens,Eleni Karaindrou,ECM 2013 rok
Concert in Athens,Eleni Karaindrou,ECM 2013 rok

I jej twórczyni żyje. Mylnym, acz powszechnym, jest przekonanie, że kompozytor(ka) muzyki uważanej powszechnie za poważną (a nie po ważną jakby już nie zdatną do użycia, albo ważną po) nie tyko ma okresy i kresy (twórczości) na sztywno zakonserwowane w datach, ale pisze, i wykonuje i żyje. Żyje. Tak więc z przydziału, w powszechnej świadomości kompozytor muzyki poważnej to kompozytor martwy (od wieków i na wieki ma zamknięte powieki). I to nie ze względu na asocjacje, że niby to w trumnie się leży, leży poważnie.

 ***

Jest to płyta zjawiskowa. Piękne frazy, malownicze. Słychać, że osoby biorące udział w wydarzeniu się znają i nie jeden już koncert razem przenicowali w przeszłość. Spójrzcie Państwo na okładkę. Ona przyciąga wzrok. Obiecuje, czy odbiera nadzieję? Kurtyna odsłoni się po raz pierwszy, czy zapadła po raz ostatni? Już po bisie? Czy są to napisy końcowe? A co jeśli tak…? Chwytamy się pierwszego dźwięku. Nie, tej ciszy, t u ż   p r z e d.

[Nagranie otwierające:Requiem for Willy Loman  z wyżej omawianego albumu].

Jest to płyta kompletnie piękna. Ilustracyjna. (Wszak zawiera muzykę do sztuk teatralnych Tennesee Williamsa Arthura Millera i Edwarda Albee).Jeśli coś obiecuje, to tę obietnicę spełnia z naddatkiem. Czy jest to Spojrzenie Odyseusza?* Jeśli tak, to nie jest to zmęczony, wymiętoszony wzrok, ale uważne, soczyste, śmiałe i głębokie wejrzenie. Nie ma nic z obrazu Zmęczenie Orfeusza (1970) Giorgio de Chirico ani z Lamentu Orfeusza (pędzla Alexandre Seona 1896).

(…) Pchnął drzwi. Szedł labiryntem korytarzy, wind.
Sine światło nie było światłem, ale ziemskim mrokiem.
Elektroniczne psy mijały go bez szelestu.
Zjeżdżał piętro po piętrze, sto, trzysta, w dół.
Marzł. Miał świadomość, że znalazł się w Nigdzie.
Pod tysiącami zastygłych stuleci,
Na prochowisku zetlałych pokoleń,
To królestwo zdawało się nie mieć dna ni kresu.

(…) Śpiewał o jasności poranków, o  rzekach w zieleni.
O dymiącej wodzie  różanego brzasku.
O kolorach: cynobru,  karminu,
sieny palonej, błękitu,
O rozkoszy pływania w morzu koło marmurowych skał.
O ucztowaniu na tarasie nad zgiełkiem  rybackiego portu.
O smaku wina, soli, oliwy, gorczycy, migdałów.
O locie jaskółki, locie sokoła, dostojnym locie stada
pelikanów nad zatoką.
O zapachu naręczy bzu w letnim  deszczu.
O tym, że swoje  słowa układał przeciw śmierci
I żadnym swoim rymem nie sławił nicości.

[Orfeusz i Eurydyka (2002),Czesław Miłosz, Znak, Kraków, 2011, s. 1295-1296 w: Wiersze Wszystkie].

Najprostsze skojarzenie, leży pod warstwami stuleci się zwija i rozwija nadmuchane, pożywione rozmowami, obrazami, zdarzeniami. Żyć będzie wiecznie na wietrze dziejów, okradzione z nikłych mgnień. To doskonała okazja by przypomnieć,że muzyka, także klasyczna zanurzona jest w kulturze, że wzrastamy w niej, (tak w kulturze jak w muzyce, która jest jej częścią) jeśli pozwolimy i mamy okazję ją karmić, rozmawiać o niej, przeżywać doświadczać. Tak po prostu bez patosu i emfazy. Szukać, by znaleźć, szukać by słuchać. I słyszeć. Choć raz.

Niewątpliwie to płyta, która warto mieć pod ręką, i w zasięgu uszu.

Pytanie które (nie tylko w ramach korepetycji klasycznych) warto zadać sobie brzmi (sic!) następująco:

Gdzie zaczyna się muzyka?

I z tym pytaniem Państwa zostawiam.

Artystka: Eleni Karaindrou
Tytuł albumu: Concert in Athens
Rok wydania: 2013.
Wytwórnia: ECM Records – ECM
Rodzaj Jazz/Muzyka klasyczna
Czas trwania: 54;29

Utwory:

01. Requiem for Willy Loman 3:58;
02. Eternity Theme 1:58;
03. Closed Roads 5:36;
04. Waiting 2:07;
05. Voyage 2:10;
06. Invocation 2:26;
07. Tango of Love 1:41;
08. Tom’s Theme 1:35;
09. Laura’s Waltz 3:22;
10. Adagio 3:49;
11. After Memory 2:45;
12. Farewell Theme 4:27;
13. Seeking Theme 2:18;
14. Nostalgia Song 2:26;
15. Waltz of the Rain 2:44;
16. Adagio for Saxophone 2:48;
17. Dance 3:54;
18. Requiem for Willy Loman, var. 4:14;

Eleni Karaindrou – fortepian;
Kim Kashkashian – altówka;
Jan Garbarek – saksofon tenorowy;
Vangelis Christopoulos – obój;
Camerata Orchestra pod batutą Alexandrosa Myrata

*To odwołanie do wcześniejszych spotkań Artystów. To z okazji nagrania ścieżki dźwiękowej do filmu The Beekeeper, jak i  Ulysses’ Gaze (czyli Spojrzenia Odyseusza). Nadużyciem i uogólnieniem było by zamknięcie sytuacji teatralnej i porównanie jej z zejściem Orfeusza by odnaleźć Eurydykę, ale może sytuacja się spełnia jeśli jesteśmy ukontentowani po wyjściu z teatru? I to drugie pytanie.

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s