[108+2]. O wejściu do lasu (raz jeszcze) albo kilka pytań…

[Muzyka: Jan Kanty Pawluśkiewicz, śpiewają Elżbieta Towarnicka, Kayah teledysk promuje film pt. Papusza].

Rozmawiając o istocie filozofii, pewien doktor powiedział mi kiedyś, że wysuwam postulaty wobec filozofii jako nauki takie, których ona nie może spełnić, tj. oczekuje postępu.(Dobrze, że nie podstępu) Przypomniało mi się to zdanie gdy słuchałam High Definition Quartet i albumu wydanego w 2013 roku Hopasa. I powyższe zdanie wróciło niczym bumerang. Czym jest podstęp, a czym postęp w takich naukach jak filozofia, muzyka (filozofia muzyki) sztuka sensum largo, odejmując od tego dyskursu biegłość techniczną i zawłaszczanie przestrzeni przez technikę? Pojawienie się pytania w kontekście działalności twórczej Piotra Orzechowskiego nie jest przypadkiem. Młody pianista zadebiutował płytą zawierającą reperturar Lutosławskiego i występując pod pseudonimem Pianohooligan. Mówiliśmyo tym jak dalece i jak często nawiązuje się do muzyki klasycznej, ale tak naprawdę co to daje i czym skutkuje? A wraz z tym pojawia się kolejne, podskórne pytanie: I czy owo nawiązanie nie jest powierzchowne? Nie chodzi o Hopsasę, która niewątpliwie warta jest wysłuchania, ale o holistyczne spojrzenie na muzykę.  I sztukę. Tycjan wielokrotnie poprawia wielokrotnie swoje dzieła, czy można jednak poprawić muzykę, bo czymże jest nagrywanie płyt na nowo innymi środkami jak nie jej poprawianiem, a może (jeśli tak to tylko w nielicznych przypadkach) w taki sposób odnotowuje się na marginesie historii synergia. Trzeba tylko odróżnić te przypadki. Gorąco wierzę w to, że wytrawna słuchaczka (i takowy słuchacz) będzie potrafił to uczynić. W myśl tego co powiedział francuski filozof muzyki, Bernard Sève:

‚Można być muzykiem nawet wtedy, gdy nie jest się ani kompozytorem, ani wykonawcą; wystarczy prawdziwie być słuchaczem”.

Nie traktuję tego zdania jak napomnienie, ostrzeżenie, czy pocieszenie. Wierzę, że jako konsumentki i konsumenci sztuki mamy rzeczywisty wpływ na twórczynie i twórców, o ile oczywiście jesteśmy świadome (i świadomi) swoich wyborów. To wymaga cierpliwości, konstruktynego mylenia,(errare humanum est) myślenia  i działania. Nosi ze soba rozmaite, nie zawsze porządane konsekwencje. Nie tylko zmieniają nam się oczekiwania,wyostrza krytyka, ale przede wszystkim możemy wpaść w niejedną pułapkę,  zastygniąć w uczonych terminach. Oczywiście wiedza fascynuje, a intelekt może (i często jest) afrodyziakiem, chodzi jednak o to by podsycać w sobie autentyczną ciekawość i chęć zabawy. Bo to, że ktoś potrafi nazwać i wyodrębnić motet izorytmiczny, nie znaczy, że potrafi czerpać ze sztuki przyjemność, naukę i czy wysłuchiwanie się w czternastowieczną muzykę francuską nie może oznaczać (li tylko) wyszukiwanie skomplikowanych konstrukcji muzycznych, doprowadzonych podówczas do perfekcji. Może się także zmienić nasze patrzenie i postrzeganie Sztuki (nie tylko dźwięku). Okazuje się bowiem, że jako taka jest synkretyczna. I to jest jej walor. I siła. I piękno.

Wisława Szymborska potrafiła mówić o kwestiach skomplikowanych prostym językiem, pozbawionym naiwnej wzniosłości i pietyzmu i to jest istota sztuki. Pojedyńczy dźwięk złożony w akordy. Objaśnianie świata. Chopin u szczytu sławy, gdy Paryż domagał się koncertów, gdy mógł mieć studentów na pęczki, wyjechał na Majorkę by tam na nie nie swoim instrumencie, bo ten został zatrzymany przez celników, skończyć Preludia, zapewne, nie tylko po to. Czy postrzeganie tych. jakbyśmy szkolnie nazwali krótkich form wypowiedzi” to, że wiemy o tym, że Franciszek świadomie nawiązywał do Bacha o czym świadczy chociażby ich liczba. Nie wiem, czy dostrzeganie asocjacji i związków ogranicza, czy rozszerza percepcję. Zapewne ważne jest przede wszystkim to, w jaki sposób to czynimy. I jaki cel nam przyświeca. Czy posiadanie mechanicznej wiedzy (pod szyldem klient nasz szpan, czyli 5000 ciekawostek dzęki którym zabłyśniesz w towarzystwie), czy wiedza pozwala nam na poszukiwania, nie kierunkuje ich, ale budzi możliwości, albo chociaż pozwala je wypracować.

W szkole jesteśmy karmieni romantycznym mitem natchnienia jako istoty sztuki, co spływa na artyst(k)ę i wystarczy tylko zanotować, zaśpiewać i zatańczyć, nawet jak się wpisuje w pozytywistyczną idee pracy u podstaw. Oczywiście istnieje,jak zawsze drugie spekturm manufaktura pracy ustawicznej, nie ustającej i konsekwentnej. Glen Gould nie lubił koncertów, wolał cyzelować formę godzinami, nie cierpiał sytuacji koncerowej, jego niechęć do publicznych występów jest tak znana jak jego (zachwycające) płyty. Filozofia pracy i nagrywania nie umniejsza wartości muzycznego testamentu jaki nam pozostawił. Czy nasze spojrzenia na sztukę będzie inne jeśli odkryjemy jak Kościół wpływał na to w jaki sposób i co stworzył Caravvaggio, jak próbował odkupić (skutecznie) swoje grzechy? Czy zmienią się nasze odczucia jeśli spostrzeżemy, że Stanisław August lubił być przedstawiony jako Apollo?To pytania na wskroś intymne, chociaż takie mogą się nie wydawać na pierwszy rzut oka i ucha. Stanisław Antoni wyjechał w podróż erudycyjną, nie jak się sądzi by zapoznać się ze sztuką wojenną tamtych czasów, my, dzisiaj mamy ułatwione zadanie, nie musimy ruszać się z ulubionego fotela. Zasiąść można z ulubionym kubkiem, z jeszcze ciepłą, czarną kawą. Poniatowski chciał od zawsze stworzyć nowoczesne, tj. publiczne muzeum, oczywiście była i insurekcja, i abdykacja, i nie jedna Wojna Światowa…Tworzył Łazienki przez trzy dekady, nieprzerawnie. My także mamy swój miałki materiał, w którym będziemy «rzeźbić». Bez patosu. Żyjemy w szumie informacyjnym. Natarczywych, atrakcyjnych, ciekawostek. Odrzućmy je. Bez wahania. Chodzi o to by błądzić skutecznie.  Dla przykłądu niedawno czytałam, że Andersena kochała tylko babcia, że biedny musiał jako dziecko wyruszyć z Bardzo Długą Podróż. No i opadły mi ręcę (bynajmniej nie na klawiaturę). Tym bardziej, że pewie nie ja jedna przeczytałam to zdanie, i pewnie niewiele osób w nie zwątpiło (choć może się mylę?). Owszem Andersen wyruszył w podróż, ale nie on jeden, i to w tak młodym wieku. To nieprawda, że Hansa kochała tylko Babka. Owszem matka była uzależniona od alkoholu (o czym nie przeczytamy w owym arykule), ciężko pracowała jako praczka, aby utrzymać rodzinę, nie miała czasu na zabawę, zagrzewała się alkoholem podczas pracy w lodowatej wodzie. D z i s i a j skutki tego postępowania są łatwe do przewidzenia. O tym, że ojciec, szewc, bawił się z małym Hansem w teatr, pewnie dlatego Andersen chciał zostać aktorem, a przez przypadek został autorem, zafascynowany tym światem, o tym już autorka niestety, nie wspomina. Wielka szkoda.

Nie wspominam, o tym by wytknąć, czy podkreślić błąd, ale dlatego by unaocznić pułapki jakie czyhają na poszukiwaczki i poszukiwaczy skarbów. Tak, to szczegół. Barwniej i bardziej prosto idee, o której piszę wypowie Irena Krzywicka:

Pisanie autobiografii jest zawsze przedsięwzięciem karkołomnym. Trzeba sobie powiedzieć, z góry, że żadną miarą nie da się uniknąć zakłamania. Ten, kto przystępując do pisania sądzi, że będzie całkowicie szczery, myli się zanim sformułował pierwsze zdanie. Przyczyny są oczywiste. Każdy człowiek ma na swoim życiowym koncie postępki i postawy, o których nie tylko nie lubi opowiadać, ale o których sam woli nie pamiętać.Pominicie jednak tych spraw  grozi sfałszowaniem zyciorysu, a sfałszowany życiorys  w ogóle przestaje być interesujący. (…) Ale nawet gdyby ktoś znawet zdobył się na szczerość absolutną i nie oszczędzał siebie nawet przez chwilę, tw imię rzetelności i dokładności, to pozostają  przecież inni ludzie, którzy odgrywali rolę w jego życiu, Mówić o nich wszystko? Jakim prawem?! A znów pomijać ich milczeniem, to fałszować i swój życiorys. Sytuacja bez wyjścia, albo też wyjście chyba jedyne: opowiadać, ale fragmentami (…)

[Wyznania gorszycielki, Irena Krzywicka, Warszawa Czytelnik1995, s.7].

Nie wspomnę, w szerszym kontekście postrzegania i opowiadania, tworzenia, Historii o jej fałszowaniu, tak w aspekcie społecznym (i to przede wszystkim) jak i jednostkowo biograficznym. I znów Andersen, i jego twórczość jest tu doskonałym przekładem, przykładem. Bardzo często tłumacząc Baśnie naginano ich znaczenie do „potrzeb społecznych”, czyli poprostu przeinaczano znaczenia, albo korygowano język. Jak wiadomo Andersen pisał tak, jak się mówi, nie stosował w swoich książkach języka literackiego, wielokrotnie poprawiał swoje baśnie tak, by uzyskać jak najlepszy efekt, tj, by były jak najbardziej autentyczne, natomiast co robili tłumacze, także polscy? Azaliż nie trudno się domyślić.  I niestety, nie trzeba. Nie jest to odosobniony przypadek. Tadeusz Żeleński (Boy) skracał dzieło Prousta, by to, bardziej było czytelne dla polskiej publiczności. Wiadomo, że Marcel dopisywał, ba doklejał kartki gdyż wersy nie mieściły się w szpalcie no ale…

Ale nie o tym. O poszukiwaniu i radości, ciekawości, cierpliwości i zabawie. Może oddajmy głos prawnikowi (stworzył on zręby prawa autorskiego):

Aaaaa, zapomniałam! 🙂 Był też pisarzem, i poetą (tworzącym nie tylko dla dzieci). Nie wiem gdzie leży owa wyspa, czy dalej niż ustalił Pyteasz położenie swojej Ultima Thule? Czy o wiele, wiele bliżej, tam gdzie (nie)pewność naszego dzieciństwa, albo jeszcze gdzieś indziej. Wierzę, że owe wyspy, Panie Janie, istnieją, może warto by było spytać o nie Szpaka Mateusza? Może tylko są przykryte mgłą, niepewnością, codziennością i zabieganiem, albo co gorsza, zapomnieniem… ?

Ponieważ istota odkrywa się także w dyskusji, a ta jest istotą bloga, zapraszam zatem do rozmowy. 🙂

6 myśli na temat “[108+2]. O wejściu do lasu (raz jeszcze) albo kilka pytań…

  1. W dzisiejszych czasach słuchacz często bywa nawet twórcą 🙂 oczywiście pośrednim. Bo zdarza się że muzyk tworzy co słuchacz chce słyszeć 🙂

    1. Twórcą w dwójnasób, po pierwsze wpływa na to co i w jaki sposób ktoś drugi tworzy. Uważasz, że to dobry wpływ, czy wiedzie on na pokuszenie?
      A może jest tak, że osoby odbierające sztukę zaczynają same tworzyć?

      1. Ale że w końcu zaczną tworzyć czy samo odbieranie jest twórcze?
        A czy to dobry wpływ to pewnie kwestia indywidualna twórcy. Mi się takie wpływy nie podobają, przynajmniej te świadome 🙂

          1. Świadomy wpływ to taki, że wiem co się podoba słuchaczom więc to tworzę 🙂 inaczej tworzę pod publikę. Chociaż jeśli ktoś jest zadeklarowanym klezmerem to mi szanuję to.
            A czy odbieranie jest twórcze to poprosimy koleżankę o wypowiedź 🙂 bo to jej blog i to o niej chcemy się coś dowiedzieć 🙂 tudzież o jej poglądach 🙂

            1. Zastanawiam się, albo trafniej jest napisać, że kieruje owo pytanie do Ciebie, bo ciekawa jestem Twojego zdania:
              Czy odbieranie sztuki/kultury jest twórcze (jeślitak to dlaczego, i jeśli nie to dlaczego? Nie unikam odpowiedzi,oczywiście.

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s