108. Jeśli nie wejdziesz do lasu.

Aż trudno uwierzyć, że największy pianista świata (albo jeden z trzech największych) żyjący(ch), w ten, o którego nazwisko wymawiamy myśląc jednocześnie improwizacja. Na jednym tchu, na jednym akordzie. Nie myślał nawet o jazzie.  Miłości do muzyki klasycznej nigdy się nie wyrzekł. Nie sięgał do niej w ramach li tylko urozmaicenia repertuaru. Puszczenia oka do publiczności. Nie przesiąkł ją tak, aby nie móc odejść od kanonu, o czym świadczy zanurzenie w jazzie. Przecież on, dzisiaj już siedemdziesięcioletni doświadczeniem jest z niego ulepiony. A album koncertowy z Kolonii to nadal najlepiej sprzedająca się płyta nagrana solo w Historii Jazzu. Wiem, że niektóre osoby myślały, ba, były pewne, że znajdzie się on w naszym cyklu Saturday Pianist Jazz.  Zwłaszcza, że w piątek obchodził swoje okrągłe urodziny. Zmiana kodu siódemka z przodu. Nie trzeba nikogo przekonywać, że Keith to top on the top.  I nie jest to także moim celem. Niezależnie od tego jakiej i w jaki sposób słuchamy muzyki to jedna z obszernego dorobku płyt znajdzie się w naszej płytotece. To tylko kwestia czasu, i portfela. Choćby najmniejszej płytotece będzie miejsce dla Jarreta.

Jeśli już ktoś zacznie słuchać jej w sposób świadomy, to nie jest w stanie wybrać dziesięciu, dwudziestu, stu najlepszych płyt, nie wspominając (ze względów logicznych) o jednej, którą miałby wziąć na mityczną obowiązkowo bezludną wyspę.  Dlatego takie w akcje jak chociażby Saturday Pianist Jazz, czy wszystkie inne wpisana jest porażka jeśli traktujemy je poważnie. To takie mrugnięciem okiem. Popatrzcie, taki świat także istnieje. I jest on piękny. Nie snobistycznym, światłem odbitym, ułudą obietnicy, ale rzeczywiście zachwycający.

To tak jak wędrówka przez las. Jeśli nie wejdziesz, nic się nie wydarzy.  Jeśli jednak przekroczysz linię, to  nie tylko rozpocznie się przygoda,ale zobaczysz, dotkniesz i usłyszysz wiele. Takich dróg, którymi warto kroczyć jest wiele. Ważne by widzieć ponad to kim dzisiaj jesteśmy, przyszłe możliwości i umiejętności drzemiące w człowieku. Być może brzmi to patetycznie. Ale i praktycznie. O Einsteinie krąży (zbyt) wiele mitów, na przykład, że nie był zdolny się uczyć, albo, że tak go postrzegano w szkole. Za to jeśli chodzi o Piotra Curie to rzeczywiście miał problemy z czytaniem i pisaniem. O ile potrafił bez zmieszania wizualizować pojęcia matematyczne, o tyle z wyżej wymienionymi umiejętnościami… Hmm Pewnie dzisiaj stwierdzono by u niego dysleksję. Ojciec nie chcąc by chłopiec podupadł i został zaszufladkowany jako nieuk zdecydował się na tryb nauczania w domu, którego podjęła się między innymi matka i nauczyciel, z którym później pozostał w serdecznych stosunkach. Czy wiadomo było, że zostanie uhonorowany Nagrodą Nobla? Pierwszej propozycji nie przyjął gdyż nagroda miała być przyznana  tylko jemu, a wiadomo, że badania prowadziła z równym zaangażowaniem jego żona, Maria.  Wiadomo było, że był jak żona pochłonięty nauką, badaniami, liczbami i odczynnkami. Gdy zmarł pod kołami dorożki, Marii zaproponowano to samo stanowisko na Sorbonie. Na ten wykład przyszło rekordowo wiele ludzi rządnych sensacji, a Maria ubrana w czerń z właściwym sobie ascetyzmem i zaangażowaniem zaczęła wykład w tym samym miejscu, w którym Piotr skończył. Można powiedzieć, że zarówno ona jak i Akbert wynieśli naukę do rangi sztuki, nie stronili od zagrywek czysto marketingowych. Oczywiście to jedna strona medalu (często pomijana) drugą jest to, że odkrycia przypadały na czas rewolucji przemysłowej. Szaleństwo (skutecznie podkręcane przez prasę) na punkcie radu orarneło bez mała cały świat. Wizerunki uczonych (bo przecież nauką zamowali się głównie mężczyźni, kobiety pozostawały w cieniu) stały się medialne. Nauka wkracza na salony i pod strzechy, czy  Sztuka (a nią przecież jest  Muzyka) też może?

O czym ówcześnie rzadko się mówi, a co niejednokrotnie już podkreślałam. Muzyka to także proces, to przede wszystkim proces. A raczej procesy, co szczególnie wybrzmiewa na koncertach. Bo ten, to nie tylko święto, dźwięków ale przede wszystkim wielopoziomowy proces komunikacyjny.  I tego można się nauczyć, żeby nie napisać, że to warunek niezbywalny. Także sztuki wizualne, te nowoczesne zrodzone w XXI wieku, jak i te tworzone drzewiej opierają się na komunikacji. Oczywiście, jeśli proporcję miedzy komunikowaniem  a Sztuką, czy propozycją jakie wysuwa artystka/artysta zostają zaburzone to odkryjemy to, i jeśli będziemy świadomie dokonywali wyborów jest wielka szansa, że nie wrócimy do tego co nam będzie proponował/a. Nie chodzi także o to, by Artyst(k) była menagerem (menagerką), bo nie każda osoba może z powodzeniem być Rubensem.Albo władcą, czy władczynią, którzy reprezentując swój status społeczno-ekonomiczno- intelektualny reprezentowali swoje zbiory.

Rubens, ach Rubens.

Miał zostać prawnikiem, a został pierwszym w rodzinie malarzem, nie o tym marzyła matka, samotnie wychowująca dzieci po śmierci ojca. Posłała go na terminowanie głównie ze względów praktycznych, gdyż za wikt i opierunek u mistrza nie trzeba było płacić.

Sztuka mieszania barw i patrzenia pod światło była kojarzona z rzemiosłem, ale na szczęście trafił na wspaniałego nauczyciela, który kazał mu peregrynować do Włoch. To matka sfinansowała mu podróż. Wycisnął z tych ośmiu lat to, co się dało. Nie zdążył pożegnać się z chorą matką, ani siostrą. Wróci do Antwerpia, już w honorach. Bieda, którą pamiętał z lat dziecinnych, a którą odżegnana została przez zaradność matki odeszła w cień, do innego, skromnego domostwa. Wiedział on w jaki sposób malować, jaką fakturę zastosować, jak mieszać barwy. I jak patrzeć optymistycznie. Jak gromadzić symbole i ludzi. Jak ujarzmić rządzę posiadania. Zastrzegł w testamencie by jego dzieła (chociażby projekty) zostały pod jednym adresem meldunkowym. Wiedział jak zachęcać uczniów. W jaki sposób pomagać w karierze, bo czyż przewodnik nie prowadzi wycieczki, i on, i ona dojdą co celu, on zawsze będzie na przedzie. Tycjan, polecał innych portrecistów, zwłaszcza jednego, dziś nieco zapomnianego Giovanniego Moroniego nie bał się konkurencji.

Bardzo często z komunikowaniem mylone są inne kwestie. Nie tylko pojęcie „liderowania”.  Pod jego pretekstem  czy też zakomunikowania (się) proponuje się odbiorcom sztuki Dzieła zebrane the best of… muzyki klasycznej/jazzu etc. Kuszące to. I złudne. I a wykonalne. Jeśli chcemy spojrzeć holistyczne.

To, czyli próba zamknięcia dorobku w rankingu  tylko powoduje jedno, zamieszanie, ale także zgranie pewnych motywów, aż do bólu. I zastosowaniu chaosu. Dzwoni, ale nie wiadomo, w którym kościele i to jak fałszywie. Gdy potem przyjdzie nam słuchać oryginału, no cóż, albo nie mamy na to ochoty, albo mamy tak silne asocjacje, że nie słyszymy tego co jest, albo nie mamy okazji doczekać do końca, a ten, jak wiadomo, wieńczy dzieło. Nie wspomnę o dzwonkach na komórki, i to nie są te, szare, ale jak najbardziej wypasione, ale elektroniczne.

Nie chodzi o to by nie odwoływać się do nurtu popularnego, takich przykładów mamy na pęczki. We wszystkich dziedzinach sztuki.  Chociażby pierwszy z brzegu: Chick Corea i Gary Burton:

[Tutaj w wersji live, można usłyszeć również na płycie Hot Hause z 2012 r0ku].

Jest to zabieg celowy, sięganie po taki repertuar.Wiem, wiem, The Beatles to zespół kultowy.Orkiestra Sierżanta Pierza odmieniła postrzeganie muzyki, tak brzmienie jak i sama okładka albumu obrosły nie jedną już legendą. Tak jak zespoły czy soliści/ solistki popowe sięgają po składy orkiestrowe, by uszlachetnić swoje śpiewanie, tak osoby, które występują w salach filharmonii, albo składach jazzowych nagrywają płyty z muzyką popularną by puścić oko do publiczności, by pokazać inne aranżacje, może (mam  taką, o taką, nadzieję), że dlatego by pokazać, że tak naprawdę muzyka nie ma nie tylko granic, ale i gatunków. Można ją czytać na wiele sposobów.

Tak jak architekturę, czy obrazy można dekodować także w procesie komunikacyjnym i nie musi oznaczać to szkolnego, nudnego elaboratu. Na szczęście. A jeśli taki to finał zyskuje, to albo grono nauczycielskie, dało stłamsić swój zmysł i iskrę nauczania zgasić, zamknąć (ucząc) pod klucz, albo nigdy to się nie wydarzyło, bo owej iskry nigdy nie było.

  Sztuka nie powstaje w próżni, nawet kosmicznej. Tworzona na dworach, pod okiem mecenatów, w konkretnych warunkach, gospodarczych, pod konkretnymi adresami geograficznymi. Nie zapominajmy o tym. Nie rodzi się (a przynajmniej nie tylko) z natchnienia. Czy wpisana w program, czy programowo go odzucająca, istnieje. Teraz i tutaj. Nie idźmy na skróty, nie sugerujmy się spisem stu książek, które warto przeczytać przed śmiercią. 1000 najpiękniejszymi płytami muzyki klasycznej. Potraktujmy sztukę jako wymagającą przygodę. Taka jest moja propozycja.

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s