87. Zanurzenie.

Nosił.

Nosił nazwisko matki.

Nosił rozliczne talenta i farby.

Nosił się z zamiarem terminowania u Herrery Starszego, ale ponieważ ten był nie tylko starszym, ale przede wszystkim strasznym i nie tytanem pracy, ale  tyranem niszczącym życie młodym adeptom sztuki zanim nasz bohater nabawił się rozstroju nerwowego zmienił mistrza, na bardziej wpływowego człowieka, konsula, ale mniej biegłego w sztuce światło cieni za to z refleksem na empatię.

Czytaj Dalej „87. Zanurzenie.”

85. Wspólny mianownik.

Katarzyna Rosicka  Jaczyńska miała wszystko.

Wszystko.

Pracę którą kochała, w której się spełniała, i w której wyznaczała trendy. Szła śmiałym krokiem nie tylko na wybiegu. To ona jako pierwsza w Polsce (nie wiem czy nie na świecie) zaprowadziła na wybieg nie modelki, zwykłe dziewczyny z energią. A niby teraz to taki hicior.  Gdzie tam… I tam, i tu i tu i jeszcze taam. Tadam. A jak nie dam to Katarzyna sama weźmie. Była piękną kobietą, taką, za którą oglądali się mężczyźni. Nie jeden marzł i marzył o niej w niedwuznacznych sytuacjach. Lubiła ich. 

Lubiła życie na krawędzi. Katarzyna miała wszystko Dom,przestronny, słoneczny, piękny. Dwójkę dzieci— zdrowych, pięknych, mądrych, żywych,inteligentnych. Chłopca i dziewczynkę. Zajmowała się nimi rzadko. Za rzadko. 

[Ale jak wszystko, to wszystko].

Czytaj Dalej „85. Wspólny mianownik.”

[7+1].PS.

Zastanawiam się ja, zastanawiasz się Ty, mam nadzieję (koń_kurs). Pamiętacie tekst poświęcony nauczycielom i nauczycielkom? Jeśli nie, no cóż… Jakby to napisać…Nic straconego, można przeczytać, przypomnieć od lewej do prawej. Raz. Dwa. Raz. Dwa. I z powrotem (do przeszłości). I bez powrotu. W takt melodii wyszłam za mąż, zaraz wracam. (Zaraz to taka duża bakteria).

Czytaj Dalej „[7+1].PS.”

83.Ogłoszenie. To nie koniec.

Siedzę od godziny i próbuję naskrobać post. I ułożyć zmierzwione obolałe myśli. I rozbijam się jak jaja przepiórcze na Wielkanoc.

Szykują się zmiany. Pakują się, pojękują, ale pewnie między ciszą a ciszą (nocną) zajdą, pod wskazany adres meldunkowy.  Być może będzie to blog dla Cierpliwych, zmieni się częstotliwość pisania, być może zostanie on zahasłowany— nie wiem czy to dobre rozwiązanie(?). Nie wiem jeszcze nie zdecyduję,nie wiem jak długo by to trwało, ale będziesz chciał(a) dalej odwiedzać to miejsce proszę o kontakt. I to jest dobry moment, żeby wysłać mi feedback. Dziękuję za zaangażowanie, komentowanie (nie)zgadzanie się, dyskusję, czytanie i pisanie. Dzięki za obecność. Nie, to nie pożegnanie. Ściskam Cię serdecznie, i monitor tu nie stoi (ani nie leży na przeszkodzie).

Z pozdrowieniami:

82. Nie czekajmy do dwudziestego pierwszego lutego.

Nic mi się nie po pierwiastkowało. Równo tydzień od święta osób ,których doświadczeniem życiowym jest epilepsja i (a jakże) od święta miłości komercyjnej, czy nie, to (w tym kontekście) mało ważne, jeśli nie jesteś menadżerką, albo właścicielem kawiarni, kwiaciarni i innych tego typu przybytków rozkoszy, obchodzony jest (byle n i e szerokim łukiem! Choćby był tryumfalny…) Dzień Języka Ojczystego, ustanowiony przez UNESCO w latach dziewięćdziesiątych XX jako wyraz przeciwdziałania ekspansji jedynych języków, i ginięciu, umieraniu drugich, trzecich i kolejnych…I to nie za sprawą rozwoju poznawczego, (niemowlęta potrafią się nauczyć każdego języka chociażby najbardziej skomplikowanego, potem ta zdolność zanika).

Czytaj Dalej „82. Nie czekajmy do dwudziestego pierwszego lutego.”

81. Czas relaksu, czyli o lekturze lekkiej łatwej i przyjemnej.

Rembrandt, malarz duszy zmarł w biedzie, chociaż nic takiego obrotu spraw nie zapowiadało. Kafka choć był duszą towarzystwa, uważany za ponuraka zanurzonego w łóżku i myślach,trudno o większą omyłkę, fakt, że pracował jako urzędnik,jest powszechnie znany i powtarzany jak mantra,  jak Proust mieszkał z rodzicami. Ten ostatni nie pracował w ogóle, ten pierwszy dla kobiety zdecydował się wreszcie wyprowadzić rezygnując z masła i wygód, cierpiąc głód. Nic ich nie łączyło. Punktów stycznych brak. Gdyby nie kolega Józefa, a w zasadzie jego nieposłuszeństwo, nigdy nie mielibyśmy szansy przeczytać pierwszego zdania Procesu. A uczennice i uczniowie mogliby odetchnąć z ulgą, bo nie słyszeliby znanego pytania, w sfatygowanym już kontekście. Co Autor miał na myśli? Jak coś na myśli miał to strzepnął. Potrząchał dla higieny myślenia, resztę można wyczytać. Zaś, ta historia się nie wydarzyła, i miejmy nadzieję, nie wydarzy nigdy. Chyba, że…

Czytaj Dalej „81. Czas relaksu, czyli o lekturze lekkiej łatwej i przyjemnej.”

[50+1]. Zdań kilka.

Jak zacząć? Prosto. Od pierwszego zdania, nie obrośniętego w przydawki i dawki przymiotników, liczebników i innych nicków. Jeśli nie zdania, bo równoważników być nie może, to chociaż Słowa. Słowa, które ciałem się stanie. (Od)rodzenie. Miłości. Nadziei. I Wiary. I zapewnień. I (za)pytań. I (za)dumy. Pewności. Zmartwychwstania ku Sobie, ku Drugiemu Człowiekowi, ku Szansom, które jeszcze nie wyschły, może nie pierwsze, może kolejne…

Czytaj Dalej „[50+1]. Zdań kilka.”

78. Daj ponieść się słowom!

Kurs zostaje nierozstrzygnięty, a w zasadzie trwa leniwie dalej. Drugiego kwietnia  1800 roku trzydziestoletni Beethoven wykonał swoją pierwszą symfonię. W 742 roku także drugiego kwietnia na świat przyszedł człowiek, który odmienił losy świata Karol zwany Wielkim.

Dzisiaj świat rozbłyśnie na niebiesko na rzecz osób z autyzmem. Dzisiaj chciałam poruszyć zapomniany temat, było o kołysankach (nie tylko) dla dzieci, to teraz o książkach. Nie tylko dla dzieci.

Co czytałyście/ czytaliście w dzieciństwie? Do czego wracacie w dorosłym, opierzonym już życiu? I dlaczego?

Czytaj Dalej „78. Daj ponieść się słowom!”