92.Jazzofon, czyli dwanaście tysięcy utworów.

Znana tą dykteryjkę o Einsteinie i jego szoferze? Pewnego dnia kierowca mówi fizykowi, że nauczył się już wszystkiego i mógłby poprowadzić za niego wykład, zwykle siadywał na końcu sali i słuchał i czekał, aż wielki uczony skończy wykład by móc go zawieść tam gdzie tego oczekuje.

Podczas jednych zajęć wstał jeden ze studentów, zadał pytanie, aaa Albert na to niemożliwe. Na to odpowiedział: Cóż, proszę pana, na to pytanie zna odwiedź nawet mój szofer, który wyszedł z ławki i poprowadził wykład…

Piękne? Ależ tak.

Tak piękne jak nieprawdziwe. Internet jest pełen takich właśnie opowieści. Krzepiących i… Nieprawdziwych.  Życie pisze własne scenariusze. I nie trzeba ich upiększać, chociaż niejednokrotnie by się chciało pomóc szczęściu tak by można było napisać happy and. Drugi z brzegu przykład.

***

Mógłby spokojnie żyć sobie na  dworze Wilhelma VI Orleańskiego zwłaszcza, że jego ojciec miał ugruntowaną pozycję. Mógł grać w orkiestrze na klarnecie. Mógł. Mógł Wybrać inną drogę, mógł i wybrał. Co nie przeszkodziło mu we wprowadzeniu zmian w klarnecie basowym.  Droga ta mogła przysporzyć mu kłopotów, mogła. Ba! Mało napisane.

Lata czterdzieste XIX wieku to czas rewolucji przemysłowej znamy tę melodię ze szkoły. Nasz bohater rezydował na dworze Ludwika Filipa. Złożyło się tutaj wszystko. Sytuacja ekonomiczno- socjologiczne.

Adolf Sax skonstruował nowy instrument (zbieżność nazw nie jest przypadkowa do szpiku czcionki zamierzona) ba, skonstruował całą rodzinę instrumentów.

 Nie przyniosło mu to ani chwały, ani sławy, ani przywilejów. Owszem instrument został włączony w skład francuskich orkiestr wojskowych, ale jeszcze szybciej zeń usunięty. Widać, (i słychać) nie tylko trąbka (i nie tylko sygnałówka) kojarzy się ze sprawowaniem władzy.

Napoleon III przywrócił mu należne miejsce w szeregu orkiestry wojskowej. I tak oto pojawiał się to znikał. Sax napisał trzydzieści pięć utworów na fortepian i saksofon. Rossini był apologetą tego instrumentu Berlioz mimo tego, że próbował wznieść saksofon do rangi instrumentu zaliczanego do kanonu (klasycznego) nie zyskał aprobaty władz uczelni. Był tylko i wyłącznie instruktorem. Jego rola sprowadzała się li tylko do doradzania muzykowi.  Konflikt wojenny francusko pruski zniweczył wszystkie plany rozwoju. A przynajmniej go odroczył. Na bardzo długi czas, wykraczający poza czas przynależny nie jednej biografii.

 Nie pisano wielu utorów na saksofon, a jeśli nie pisano to nie chciano na nim nauczyć się grać (a sztuka to trudna, chociażby ze względu na sposób trzymania ustnika, oddechu o czym opowiadał chociażby Michał Urbaniak i Tomasz Stańko), a jeśli już pisano to niejednokrotnie podnoszono larum i grożono strajkiem orkiestry, tak jak miało to miejsce w 1843 roku (opera Donizzetiego). Tak, kompozytor dał za wygraną i nie wygrano partii saksofonu.

Nie dopuszczono zatem tego instrumentu do nieświętej trójcy (organy, fortepian skrzypce). Co więcej, Saxowi uprzykrzano życie. Ba! To eufemizm.  Najpierw skradziono mu narzędzia, wszelkie dokumenty. A to było dopiero preludium, zaczęto podrabiać instrumenty, zawiązano Związek Zjednoczonych Wytwórców Instrumentów, tak długo pozywano Adolfa do sądu, i tak skutecznie przeciągano procesy by wszelkie patenty, które zastrzegł pożarł nieubłagany czas, który ponoć zabliźnia rany. Nie tylko więc używano jego instrumentów, ale także czyhano na jego życie. I czekano na śmierć. Nie dość, że warsztat spłonął to jeszcze chciano przeprowadzić twórcę do wieczności. Nie wystarczyło, że trzykrotnie był zobligowany zgłosić bankructwo…

Umarł nie tylko nie zaznając sławy, ale powtarzano mu z różnych ambon, że to nie jest instrument,na którym będzie się uczyć grać w konserwatoriach. To nic, że za sprawą militarnych poczynań Napoleona III saksofon trafia do Meksyku, to nic, że za czas jakiś podbije sceny jazzowe, to nic, że rozpisze się na ten właśnie instrument ponad dwieście tysięcy dzieł w ciągu stu pięćdziesięciu lat. Twórca i propagator tego nie doczekał. Tak jak popularności orkiestr marszowych, co oczywiście dało asumpt by jednak saksofon przywrócić żywym i masowej wyobraźni,oczywiście nie tak od razu, nie z marszu, bo przecież to bardzo trudny instrument by produkować go na masową skalę w tamtych czasach. A i opór tych co na górze był skuteczny, i silny, bo przecież z chwilą wejścia saksofonu na salony ich własne instrumenty traciły na wartości, były oddarte z blasku i nie przynosiły (wy)twórcom, ani sławy, ani nie przyczyniały się do powiększania majątku.

Poza tym cóż,  diabelska muzyka

jazz. Ta szatańska muzyka, która miała tyle samo entuzjastek i entuzjastów co przeciwniczek i przeciwników, co w latach dwudziestych i trzydziestych zamieszała i wstrząsnęła opinią publiczną. Warto spojrzeć do ówczesnej prasy, nie przysporzyła saksofonowi dobrej sławy. Był to bowiem instrument, o podejrzanej proweniencji, który brzmieniem sprowadza dobrych ludzi na złą drogę. Drogę, którą nie należy iść! W Polsce w latach dwudziestych ubieglego wieku trwała nie zawsze merytoryczna dyskusja nad istotą jazzu, jazzu, który na początku był muzyką taneczną, przynajmniej w taki sposób był grany w Europie.Europie, która jazzu musiała się dopiero nauczyć. Oczywiście przywieźli go ze sobą amerykańscy żołnierze i zmieszali z muzyką taneczną tubylców.  Nie grano Czarnych pieśni… Ta moda i możliwość przyjdzie później (małym, miarowym krokiem).Późne lata dwudzieste to przecież czas big bandów. Ale przecież o jazzie mówiło się już na początku lat dwudziestych, ale nie był to taki, do którego dzisiaj jesteśmy przyzwyczajone/ przyzwyczajeni.Sam Karol Szymanowski (tak ten Karol Szymanowski), mówił, że muzyka Czarnych grana chociażby we Francji różni się i to diametralnie od tej grywanej w Polsce. Jazzu też trzeba było się nauczyć. I on sam przez lata ewoluował, ale na uczelniach rozbrzmiewał tylko w podziemiach, o czym wspominał Leszek Możdżer, a jak wiadomo to pianista współczesny. Żyjący.

Saksofon. Jazz doskonale przyjął się w Europie Północnej. W Danii Valdemar Eiberg (saksofonista a jakże) powołał do życia orkiestrę, która jest znana nie tylko z tego, że zarejestrowała pierwsza w kraju nagranie stricte jazzowe.

Jeśli zatem saksofon został przyporządkowany do muzyki sensualnej, do tego wrzasku jazzu, to jak mógł by gorszyć osoby w konserwatoriach? Burzyć od lat ustalony porządek? Oczywiście w końcu ten czas musiał nadejść gdy powierzono stanowisko profesorskie osobie, która uczyła grać na tymże instrumencie, ale dopiero w 1923 roku, a przecież wiadomo jakie potem były wypadki, porządki, które wprowadziła Historia…Większość utworów, które powstały na saksofon napisana była dopiero w ubiegłym wieku. A to, że instrument zyskał popularność, choć nie da się ukryć, że przede wszystkim przypisany jest do repertuaru rozrywkowego, zawdzięczamy takim panom jak Mule czy Sigurd Rascher, który z właściwym sobie samozaparciem wykonywał i pisał, pisał i przekonywał, że saksofon wartościowym instrumentem jest i wygrać da się  na nim nie tylko jazz. Muzykę wolności. Muzykę buntu. Trudno zrozumieć fenomen jazzu zerkając z dzisiejszej perspektywy…  —Co dziś pozostaje młodym, pięknym, dwudziestoletnim?—

[Dave Koz i utwór Together Again na Java Jazz Festival w 2012].

Wracając do Einsteina to postać, która podobnie jak Feynman (a w powszechnej wyobraźni nawet bardziej niż on) zawładną wyobraźnią, wkroczył do popkultury jak Mona Lisa da Vinci. Wiele jest osób nie tak obrośniętych mitem i fantasmagorią, ale równie zasłużonych, co niestety zapomnianych. Tropiąc takie postaci jak Albert warto nie dać się zwieść pięknym, nie rzadko krzepiącym, ale fałszywym do szpiku czcionki opowieściom.

Muzyka nie istnieje w próżni.

Tak jak instrumenty, tak jak ich postrzeganie. Tak jak percepcja poszczególnych utworów… Często o tym zapominamy uderzając w skrajne postawy, albo skrajnie naukowy dyskurs, albo traktowanie sztuki jako plasterek na handerkę, tylko i wyłącznie. Oczywiście istnieje także radosne katharsis, nie tylko iście greckie.

Doskonałe przedstawienie Krystyny Jandya Shirley Valentine? Ta ostatnia sytuująca się pomiędzy repertuarem poważnym i komediowym, od lat to przepis na sukces. Dwie sztuki tak różne, dwa monodramy, z którymi Janda zjeździła już niemal całą Polskę.  Ot, przykład, pierwszy z brzegu.  Sam się pcha na klawiaturę. Requiem jest kolejnym, obrosłym w mity, legendy i podania pisane niepewną ręką przez lata. Warto zadać sobie pytanie co jest prawdą a co tylko się z nią mija. Takie patrzenie na dzieło, nie zaprzecza jego wielkości.

Sztuka nie istnieje w próżni,

to nie jest coś, co można zażywać po osiemnastej. Oczywiście można, dlaczego nie? Bo czyż do tego nie zachęca twórczość Wojciecha Młynarskiego i Starszych Panów dwóch z pewnego Kabaretu? Czy tym nie żyła Warszawa, czy Kraków nie oddychał w Międzywojniu? Ale przecież Tuwim pisał, po raz wtóry przytoczę, że uprawianie twórczości niepoważnej pozwala mu na zajmowanie się Poezją, przez resztę miesiąca. O tym, czym grozi zatracenie się w Sztuce wie zapewne Camile. Zapłaciła za to życiem, została odtrącona, i zapomniana, odebrano jej to co kochała. Sztuka, to nie tylko sposób na nieśmiertelność, na zbudowanie pomnika trwalszego niż ze spiży. To sposób istnienia i dojrzewania w świecie.  Smakujmy sztukę na wiosnę. Zanurzmy się, albo chociaż przystańmy.  Albo nie róbmy nic.

Omm wpis po części jest odpowiedzią na Twój ostatni komentarz.

6 myśli na temat “92.Jazzofon, czyli dwanaście tysięcy utworów.

  1. Dziś odbyłyśmy rozmowę z Melisą, na temat sukcesu różnorodności i wszelkiego rodzaju mixów, które najbardziej ludzi porywają od nauki po związki międzyludzkie. I tak już chyba będzie, że skrajności współistnieją w sumie są naturalne, ale ludziom trudno jakoś to zaakceptować. Wielką szkodę sobie tym robią :))
    Jazz jest właśnie takim mixem różnych stylów, instrumentów, rodzajów. Absurdalny i konkretny w jednym brzmieniu.

    Albert Einstein na pytanie 9-letniego syna czym się wsławił w nauce, odpowiedział:
    Gdy ślepy żuczek pełznie po powierzchni kuli, nie zauważa, że jego droga jest zakrzywiona. Mnie szczęśliwie udało się to zauważyć…
    A nie potrafił zeznania podatkowego wypełnić, taki wielki umysł 🙂

    1. Różnorodność jeśli patrzeć z perspektywy socjologicznej, społeczności, sprowadzana jest do cech charakterystycznych- widocznych. O Eisensteinie krąży wiele nieprawdziwych informacji, tak jak o Churchillu, i innych (uznawanych za) wielkich tego świata. To wpisane w istnienie plotki i w wystąpienia motywacyjne itp.
      Jestem zdania, że co do skrajności współistnień to jako osoby żyjące w społeczeństwie u progu XXI jesteśmy przyzwyczajone, ale nie dostrzegamy tego co jest pomiędzy. A Albertowi, i jego pierwszej Żonie (w szczególności) radzę się przyjrzeć dokładniej. Podczas gdy Skłodowska była publicznie piętnowana za romans z żonatym mężczyzną (po śmierci Piotra oczywiście) o tyle „pozbycie” się przez Alberta córki ba spłodzenie jej w konkubinacie (co byłoby nie lada skandalem) i oddanie do adopcji, (koleżance Milevy) przeszło bez echa. Trzeba oddać jednakże sprawiedliwość, że Albert jako nieliczny, jak nie jedyny stawał po stronie Marii, mówiąc otwarcie o jej przymiotach charakteru jak i o tym, że jest ona dyskryminowana ze względu na płeć, a jej działalność w nauce pomniejszana. Wystarczy wspomnieć, że pierwszego Nobla zaproponowano/ przyznano tylko Piotrowi Curie, który się przeciwstawił takiemu postawieniu spawy…

  2. Perspektywa też nie jest jedynym i słusznym wykładnikiem, jakiegoś tematu. Trudno nam będzie odsiać co jest ziarnem a co plewą i po cóż to robić?
    Ciekawostki i plotki mogą zachęcić do poznawania i jeśli mają do tego służyć, jestem za. Albercik był bardzo niegrzecznym chłopcem, współmiernie do tego jak był wielkim człowiekiem, jak wielu mniej czy bardziej wielkich, ludzkie.
    Ja w moim świecie jestem za różnorodnością i otwartością na nią, bo mi się to sprawdza, ale nie każdemu musi 🙂

    1. Ale warto zwrócić uwagę, że perspektywę dziedziczymy kulturowo, chociażby dlatego warto odsiać to, co jest prawdą, a to, co tylko poczytywane za prawdę. Nie chodzi o to by komuś odbierać zasługi, czy pomniejszać jego zasługi. Niejednokrotnie takie właśnie postępowanie prowadzi nas do innych życiorysów, postaci, których nie poznalibyśmy, np do historii kobiet, albo zapomnianych jak Sax mężczyzn. Nie wiem czy dzięki temu saxofon brzmi rzewniej, albo piękniej… Być może ocalenie to za dużo napisane, ale być może to właśnie otwarcie za różnorodność. Tak jestem za…
      Zapraszam do dyskusji, bo to ciekawy temat.

Odpowiedz na 5000lib Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s