[04+2]. Chwila.

Muzyka filmowa. Niby integralna część filmu, niezbywalny element od czasów taperów.  Jeśli jednak obraz spotka się z krytyką muzyka nie jest w stanie nie tylko go obronić, ale także sama chociażby zostać zauważona.

Leszek Możdżer, Wszystkie Kobiety Mateusza, 2013
Wszystkie kobiety Mateusza, Leszek Możdżer, 2013, źródło zdjęcia

Wszystkich kobietach Mateusza wiele y się mówiło, i nie były to pochlebstwa, albo zdania neutralne. Nie spotkałam się jednak z dyskusją na temat muzyki. Co jest dziwne, zwłaszcza jeśli kompozytorem jest znany publiczności jest nikt inny jak Leszek Możdżer.  Tego człowieka, który zawładną masową wyobraźnią nikomu przedstawiać nie trzeba. Jego płyty sprzedają się na pniu, wystarczy wspomnieć współpracę z laureatem Oscara Janem A. P. Kaczmarkiem, albo album poświęcony Komedzie, czy zachęcanie publiczności do słuchania Chopina… Można nie przepadać za twórczością Możdżera, albo wręcz przeciwnie być apologet(k)ą. Nie sposób jej nie zauważyć, zwłaszcza, że Leszek ma siódmy zmysł, ujawniający się na wszystkich  etapach twórczości, doboru muzyków, kontaktu z publicznością podczas koncertów, czerpania radości w co się angażuje…

Nad Wszystkimi Kobietami Mateusza pracowano w podkrakowskim Alvernia Studios (we współpracy z orkiestrą AUKSO pod dyrekcją Marka Mosia. Realizatorzy nagrania to: Piotr Witkowski i Tadeusz Mieczkowski.

 Jak zwykle u Możdżera rola wiodąca powierzona jest fortepianowi.

Ukazać oszczędność melancholii i jej bogactwo wraz z orkiestrą to sztuka. Sączy się temat przewodni, rozwija się i pęcznieje. Dystans. Słowo klucz. Trudno go uzyskać w muzyce, a jednak jest to możliwe. Możdżer nie rozstaje się z jazzem, ale umiejętnie go wplata w przestrzeń muzyki.  Album doskonały na chłodne senne, (samotne) wieczory. Chwila wystarczy by poznać Wszystkie Kobiety Mateusza i się zauroczyć.

22 myśli na temat “[04+2]. Chwila.

  1. Nie znam, przyznaję. Chętnie posłucham :-)) Uwielbiam muzykę z filmów. Nie raz oglądając film, zamykam oczy by lepiej się wsłuchać (może to głupie, ale lepiej odczuwam z zamkniętymi oczyma). Uwielbiam dobrą muzykę w filmie.

    1. Nie szkodzi. Można poznać. A jeszcze jak chętnie to w ogóle i w szczególe. Oglądam film i mimowolnie skupiam się na muzyce. Zamykanie oczu nie jest głupie, pozawala zminimalizować bodźce i skupić się na muzyce. Dlaczego na koncertach używa się innego oświetlenia? Dobrego dnia. 🙂

  2. Miałam kiedyś płytę „10 Easy pieces for Piano”, była fantastyczna i towarzyszyla mi latami…jak to CD – się zniszczyła… Czas znaleźć jej następcę 😉

    Czy należysz do tego zawężającego się grona ludzi, którzy posiadają albumy?

    Czytałam niedawno na jakims fachowym forum, w którym pan ekspert od rozrywki pisał, jak dumny jest z posiadania kolekcjonerskich płyt, i jak ubodzy jestesmy dzisiaj, my, posiadacze playlist. Przyznam, ze się z nim zgodzę, bo bardziej lubię usiąść, włączyć płytę i być z muzyką, niż doskakiwać co chwila do spotify, szuka „czegos lepszego”…

    Ale…playlisty doskonale sprawdzają się w podróży…

    1. Dzień dobry!
      No to skoro miałaś kiedyś 10 łatwych utworów na fortepian jako album to napiszę Ci w sekrecie, że od tej płyty zaingerowałam dział muzyczny: https://5000lib.wordpress.com/2014/10/08/04-percepcja-i-powroty-10-easy-pieces-for-piano-2/ oto dowód. Napiszę więcej ten album kupowałam dwa razy, pierwsza mi się zużyła…
      Moim zdaniem problem jest bardziej złożony po pierwsze zmienia się zwyczaj słuchania muzyki. Dlatego, że jest ona „wszędzie” dostępna to zmienia się sposób. Przez format, jest ona nie namacalna, nie weźmiesz mp3 do ręki— a poza tym to format skompresowany… Poza tym jest jeszcze aspekt zdrowotny—> szanujmy swój słuch.
      Tak posiadam albumy. Tak jak posiadam książki. 🙂 Jestem zdania, że lepiej posiadać mniej, a dobre,i wybrane świadomie.

      1. 🙂

        Wiesz, niby takie wszystko jest dostępne i w chmurach i łatwe, ale… Trzeba miec dostęp do Wi-Fi.
        Juz nie mowię o tym, że w zależności od kraju w którym chcemy korzystać z rożnych streamingowych serwisów, obowiązują rożne licencje, czasem po prostu film, audiobook czy płyta nie jest dostępna.

        Lubię przeglądać płyty, głaskać je po grzbiecie, jak książki, ale przyznam, ze przeleciał mi przez mieszkanie halny minimalizmu, i z wieloma tytułami sie rozstałam, bez żalu.
        I nie moge przekonać sie do książki elektronicznej, nie da rady 😉

        1. Może na początek mała uwaga, którą wystukuję do znudzenia i znużenia, mam 6 poziomowe zagnieżdżenie komentarzy, więc może zdarzyć się,że odpowiedź wisi, ale w nowym wątku.
          Do rzeczy, (płyt, książek, i oczywiście—meritum).
          Kwestia jest taka.
          Długo nie mogłam przekonać się do ebooków, (słowo tutaj https://5000lib.wordpress.com/2015/03/14/63-book-tak-ale-zalezy-ktory/ ), ale w podróży są nieocenione, zwłaszcza jeśli tomicze trzeba dźwigać, oczywiście, w tym względzie jestem tradycjonalistką, głaszczę książki, podziwiam ich złożenie (albo złorzeczę bo nieudolnie łamany jest tekst, co oczywiście jest nagminne). Dostęp do Wi Fi, licencje —o tym myślałam pisząc komentarz,. Lubię oglądać płyty, zaglądać zwłaszcza jeśli są dobrze wydane, i wtedy mam realny dowód uczestnictwa w kulturze, który nie jest odrealniony, ale namacalny.
          Minimalizm, no tak, nowa moda zachodnia, i tak naprawdę zżerająca fundusze. Owo „zrzucanie skóry” może nie mieć nic tym wspólnego, a zmiana upodobań może wiązać się po prostu z dojrzewaniem intelektualnym, a na tak zwanym minimalizmie robi się po prostu kasę, no bo przecież taki konsument( konsumentka) wyrzuciwszy z czterech kątów to i owo ma teraz przestrzeń do zagospodarowania. Ten trend przypomina mi trochę modę na „pozytywne myślenie”. Pozdrawiam,

          1. Oj, na pewno masz rację, bo do tego jestem zagorzałą zwolenniczką pozytywnego myślenia.

            Najbardziej w minimalizmie podoba mi się to, że tej pustej przestrzeni właśnie nie lubię niczym wypełniać.
            No i nie będę się oszukiwała, az tak pusto u mnie nie jest.

            😉

            1. Tutaj, nie chodzi o rację. (ani o żywnościową, ani o każdą inną :)) Moim zdaniem minmalizm to wymysł amerykański grubo posmarowany konsumpcjonizmem. Ciekawe, że dążenie doń występuje w domach zamożnych, a nie tam gdzie jest jeśli nie bieda, to nazwijmy to skromność. Każdy jednak ma prawo do własnych sądów. Dla mnie minimalistyczna w wyrazie jest sztuka Klimta, jego obrazy zaś b. drogie, ale pewnie nie o to Ci chodziło, a tzw. myślenie pozytywne… cóż wiele by na ten temat napisać…

              1. A może przez minimalistyczne spojrzenie na przedmioty (i pozytywne myślenie:)) poprawia się nasza sytuacja finansowa?
                Przypadkiem, moja prywatna moda na minimalizm zbiegła sie u mnie z głębszą refleksją na temat własnych finansów, potrzeb i zachcianek.
                I bardzo wiele się w moim życiu zmieniło.
                Mam nadzieje, ze nie myślisz, ze próbuję Cię do czegos przekonać.
                Też wyrażam własne (pochlebne) zdanie o tych (modnych, no trudno) trendach.

  3. Nie mam nic przeciwko kulturalnej dyskusji. I nie myślę, że próbujesz mnie do czegoś namówić. Myślę, choć oczywiście mogę się mylić, że ów minimalizm jeśli w ogóle, w dłuższej perspektywie jest możliwy to tylko i wyłącznie na fundamencie refleksji o finansach wprowadzonej w czyn. A myślisz,że owa refleksja niemożliwa by była bez „filozofii” o minimalizmie? I czy do wszystkiego, co chcemy sprzedać, potrzebna jest „filozofia działania”. Nie sądzisz, że przez takie patrzenie wszystko się komercjalizuje? Ku zastanowieniu,

    1. A co dokładnie masz na myśli pisząc o „filozofii” minimalizmu?
      Czy masz na myśli zabawy pt „projekt 333” itp?
      Bo dla mnie to właśnie są zabawy, ktore pomagają mi jakoś ruszyć sie z miejsca, „dokonać czegos”, ale nie nazywam tego filozofią.
      „Mój” minimalizm obudził sie po lekturze L’art de la simplicité Lorieau, przyznaję, ta książka trafiła na mnie we właściwym momencie.
      I bronię zasad, ktore sobie dzięki niej wypracowałam. Mniej znaczy więcej. Mniejsze porcje, za to produkty żywnościowe, ktore maja smak; książki wypożyczane z biblioteki, jesli moge sobie pozwolić na luksus trwonienia godziny na pójście do biblioteki, jesli wiem, ze książka, ktora jednak kupiłam, nie podoba mi sie na tyle, by do niej wrócić, lub po prostu nie mam do niej sentymentu, Bah, żegnam sie z nią, sprzedając w antykwariacie lub obdarowując znajomych. Mniej ubrań, w ogóle kupowanie rzeczy i przedmiotów, dopiero kiedy poprzednie się zużyły… Czy to jest filozofia? Wydaje mi się, że głównie zdrowy rozsądek.
      Nie będę Ci zaśmiecać bloga, napisze tylko, ze podoba mi sie pomysł życia bardziej pełnego wyobraźnią, przemyśleniami, planami, niż przedmiotami (szczegolnie nieestetycznymi bibelotami, które się do mnie wiecznie kleją).

      Co do drugiej części, tej zawierającej pytanie o filozofię działania… Nie wiem. Byc moze rownież nie zrozumiałam pytania.
      Przyjaźń, altruizm, współczucie, radość, chyba jeszcze sie nie skomercjalizowały, przynajmniej nie w moim życiu.
      Ale masz rację, osobiście chętniej kupuję warzywa u pani która raczy mnie pogawędką. Kiedy kończy mi sie krem do twarzy, wolę kupic kolejny u sympatycznej pani sprzedawczyni, niż biegać po miescie i szukać najlepszej okazji cenowej…

      Chyba napisałam nie na temat:-)

      1. To najpierw napiszę, na początku o tym, że n i e zaśmiecasz mi bloga. Chyba, w co bardzo wątpię, tak nazywasz dyskusję… Istota bloga to dyskutowanie, zwłaszcza jeśli ma się odmienne zdanie.
        Nie mówię o zadaniach,zadanie jak wiesz pozwalają zoperacjonalizować cele, są narzędziem. Mówię np o tym, że istota minimalizmu przynajmniej tego zachodniego urodziła się z komercjalizmu. Nie można kupować w nieskończoność, czasami trzeba posprzątać. Do tego minimalizm kierowany jest do osób zamożnych (osoba o skromnych dochodach pięćdziesiąt razy zastanowi się zanim kupi książkę, a nawyk pójścia do biblioteki ma wpojony).
        I to nie jest zarzut, mody przychodzą i odchodzą, czasami tak jak tu są inspirowane filozofią wschodu, która także staje/czy stała się modna.
        Na świecie ważna jest różnorodność, szanuję Twoje zdanie, i co do istoty uważnego życia się zgadzam. Dlaczego uważasz, że zaśmiecasz mi bloga? Dobrego dnia.

        1. Bo minimalizm to jeden z moich ulubionych wątków, i czasem boję się, że jak się rozpędzę, to trudno mnie zatrzymać.

          Obserwując moje (zachodnie) otoczenie pozwolę sie nie zgodzić z założeniem, ze osoby o skromnych dochodach są takie uważne w wydawaniu (ciężko zarobionych) pieniędzy. Inaczej pół Francji nie jechałoby na kredytach.
          Przeciwnie. „Tak niewiele mam z życia, taki drobiazg (kolorowy magazyn, książka de poche, bluzka za 5€…) mi się należy”.
          I zapychamy sobie półki, szafki i życie takimi tam niepotrzebnosciami, robiąc sobie, w sposob niewidzialny, dziurę budżetową.
          Nawyk kupowania tego co potrzebne, w miejsce czegos co sie skończyło, zużyło – tego nauczył mnie minimalizm.
          Nawyk robienia listy rzeczy potrzebnych lub ktore po prostu chce miec (przyznam, ze zainspirowała mnie bardziej książka Liste de mes envies, Grégoire Delacourt) jest fantastyczna sprawa, bo wiesz czego chcesz, unikasz rozmieniania się na drobne, i w rezultacie masz co chciałaś.
          To wcale nie musza byc przedmioty drogie.

          Dlatego uwazam, ze minimalizm wiecej pomoże osobie o skromnych dochodach.
          Pomaga rownież pozbyć sie uczucia frustracji (bo marketing bombarduje nas dzien i noc, i doprawdy musisz pic nespresso z rana, by miec dzien jak George C.).
          A jeżeli chodzi o czystki w domu – z własnego doswiadczenia widze, ze po pierwsze przedmioty, ktore znalazły nowych właścicieli (przez podarku lub sprzedaż) nie były mi potrzebne (bo nie poczułam potrzeby ich odkupienia).
          Powiem wiecej, teraz, mieszkając tymczasowo w jednym małym pokoju, zdaje sobie sprawę z tego, ze właściwie mogłabym posiadać jeszcze mniej.
          A zaoszczędzone pieniądze (których nie wydaję na kolejnych wyprzedażach, mimo -70% obniżki na coś tam) mogę odkładać na przykład na podróże.

          Dlatego dla m n i e minimalizm jest trendem, chociaz wole nazywać go narzedziem, ktory pomaga w realizacji celow.
          Dwa lata temu postanowiłam, ze przestaje pracować na płacenie kredytów i zycie od-do. Od czegos trzeba było zaczac, i minimalizm bardzo mi pomógł w organizacji i przekonaniu samej siebie, ze potrzebuje mniej, by przetrwać chudy okres. Zanim rzuciłam toksyczna prace, by szukac takiej „mojego życia”, musiałam zrobic porządek – nie tylko w domu, ale przede wszystkim w głowie : czego potrzebuję, by żyć godnie, czuć sie dobrze i pożegnać sie z frustracja?

          Dlatego rownież nie zgadzam sie z opinią, ze minimalizm jest dla zamożnych bobo i że rodzi się z potrzeby wynalezienia nowej jakości konsumpcjonizmu.
          Na pewno masz swoje powody, by tak na patrzeć. Minimalizm jako „trend” jest mi głownie znany z polskiej blogosfery (bo francuskiej nie znam) , w życiu codziennym jestem prawdopodobnie jedyną osobą w moim otoczeniu, ktora operuje tym słowem, w powszedniej dyskusji minimalizm jest mieszany z frugalizmem (którego pomysły tez minsie podobają) albo rozumiany jako wieczne pozbawianie sie czegos…

          Miłego dnia 😉

          1. No to tak. Uważam, że inteligentnie prowadzona dyskusja (do której można kiedyś wrócić bo przecież jest pisana), jest wnosząca. I z otwartością czytam to co piszesz, Dlatego też jestem za jej prowadzeniem. Uważam, że poruszyłaś wiele bardzo ważnych kwestii, i że w wielu kwestiach się zgadzamy. (Mam wyliczyć?)
            Oczywiście, że „uboższy portfel” nie jest gwarantem niczego z samej zasady. Piszesz o osobach, które mają kredyty, i tak naprawdę trwonią pieniądze. Otóż, to w moim pojęciu osoby, które stać na kredyt, to osoby zamożne, bo bank to nie jest instytucja charytatywna, tak więc może pora utworzyć definicję „osoby o skromnych dochodach”… ?

            1. Bardzo sie ciesze, ze mozemy kontynuowac te dyskusje, bo jest ciekawa.
              I masz racje, zacznijmy od definicji, bo jak stara anegdotka Baja, kiedy islandczyk z kenijczykiem rozmawiaja o sniegu I oparzeniu slonecznym, prawdopodobnie nie mowia o tym samym.

              Zacznijmy od „skromnych dochodow”. Mieszkam we Francji I stosunkowo prosto jest mi zonglowac cyferkami. SMIC, czyli 1457,52 euro brut czyli 1137 euro netto.
              Co reprezentuje 758 litrow benzyny, 133 posilkow fastfood lub 57 ksiazek (nowych w ksiegarni) .

              Dolacze do tego grona jeszcze wszystkie osoby, ktore otrzymuja pensje, rente, zasilki I zapomogi… z roznych statystyk wynika, ze we Francji 15% spoleczenstwa zyje ponizej progu biedoty, czyli za mniej niz 900 euro miesiecznie.

              Pozwole sobie pojsc krok dalej i znow nie zgodzic sie z opinia, ze kredyty sa dla zamoznych. Z kredytem na przyklad mieszkaniowym jest tak, ze im masz silniejsza pozycje finansowa, tym lepsze warunki kredytowe uzyskasz. Ale skupmy sie na tych „najciekawszych” kredytach, na ktorych banki zarabiaja:
              kredyty konsumenckie, revolving itp.
              Te kredyciki: kup teraz, zaplac za 3 miesiace, lub w 10 ratach…
              o tym trzeba uczyc dzieci w szkolach na lekcjach o procentach, i to od najmlodszych lat.

              Takie kredyty, we Francji, otrzyma kazda osoba, ktora udokumentuje staly dochod (a zasilek dla bezrobotnych jest stalym dochodem). Wiec nawet z 900 euro miesiecznie otrzymasz kredyt revolving na zakup, telewizora lub komorki, na wycieczke na plaze do Agadiru czy cos tam innego, bo sa to „niskie kwoty, do 800 euro, ktore delikwent bedzie splacal latami po 20 euro…
              A teraz wrocmy nad Vistule: prywatny przyklad: Moja Babcia, osoba prawie 80 cio letnia, o najnizszej rencie jaka kiedykolwiek widzialam, otrzymala kredyty i pozyczki konsumenckie od 5 bankow. Dzis pnad 60 %renty jest zabierane (dozywotnio) przez komornika, Bacie utrzymuje moja Mama a stowarzyszenia konsumenckie (po ktorych dzwonilam od grudnia) rozkladaja rece (nikt nie zabroni Babci brac redytu, jesli ma zdolnosc kredytowa)…

              Dlatego wlasnie utrzymuje (lub : wypowiadam sie z doswiadczenia) frustracja, ktora prowokuje chcec posiadania prowadzi do finansowych nieszczesc. A zeby sie z nia uporac jest na pewno wiele sciezek. Dla mnie najlatwiejsza i najprzyjemniejsza byl, jest i prawdopodobnie bedzie minimalizm. I z duzym zainteresowaniem przeczytam Twoja definicje minimalizmu.

  4. Odpowiadając na powyższy komentarz.
    Dyskusja nie ma (w moim rozumieniu) przeciągnięcia kogokolwiek na czyjąkolwiek stronę, chodzi o to by się „usłyszeć” tudzież przeczytać. Nie fokusować na tym „kto ma rację„. Mało tego, dyskusja nie zakłada też konsensusu, oczywiście czasami do niego dochodzi. Są oczywiście obszary gdzie jest on niezbędny (np polityka),tą zostawmy na bocznym torze gdyż (jak pisałam we wstępie na tym blogu jej nie będzie).

    I otóż to piszesz o sytuacji we Francji i 1137 euro netto, i życiu za mniej niz 900 euro. Wiem, że trzeba jeszcze uwzględnić warunki i uwarunkowania kulturowe w Polsce chyba najmniejszym dochodem jest renta. To pierwszy z brzegu przykład po krótkich poszukiwaniach trzeba było by zajrzeć do GUSu czy ZUSu Piszesz o Swojej Babci, oczywiście znam takie praktyki, w Polsce dużo mówi się o tzw. chwilówkach przyznawanych „każdej osobie na dowód” przez parabanki. Instytucje finansowe, czyli banki bez przedrostka nigdy nie przyznają kredytu osobie niewydolnej finansowo, co nieznaczy, że takie przypadki się nie zdarzają. Zaznaczyłam już wcześniej, że nie mówię/piszę o takich sytuacjach, nie poruszam tematu instytucji parabankowych i ich „zasad” działania.

    Piszesz o konieczności edukacji finansowej, ot, ta postulowana była już długo wcześniej, i nie ma swego źródła w minimalizmie (co nie znaczy, że nie możliwe jest zetknięcie się z nimi po raz pierwszy czytając właśnie o minimalizmie) , głośniej o konieczności edukacji finansowej było za sprawą rozwoju personalnego. Już od dawien dawna mówi się by przeglądać swoje szafy dwa razy do roku, a rzeczy, których się nie używało oddawać w dobre ręce. Ot taki przykład. A więc szczytne (i pomocne- nie przeczę) założenia minimalizmu zostały już zagospodarowane przez inne programy rozwoju osobistego (o tym piszę). Obecnie pojawiła się etykietka minimalizm, i kreowanie nowych trendów, które przecież istniały. Za trzy, albo pięć lat pojawi się nowa moda, pod inną etykietką, w zależności od zamożności społeczeństwa (trudno mi sobie wyobrazić nawoływanie do minimalizmu w 1946 roku), choć przecież i one istniały wcześniej,można je wywieść czy z dyskursu o sztuce, czy z socjologicznego myślenia.
    Ruth Lister popełniła kiedyś taką książkę (czeka na przeczytanie u mnie na półce) pt. Bieda. I minimalizm jako luksus wpisany w historię, która dotyka konkretne osoby kształtujące ich byt i możliwości jest dla mnie ciekawy (inne ma osoba poszukująca pracy z zapleczem finansowym, inne osoba trwale doznająca ubytku na zdrowiu i potrzebująca opieki medycznej, inne emigrant/ka np ze Wschodu nie władająca językiem polskim i do tego powiedzmy Głucha).
    Nie przeczę, że można z owego minimalizmu czerpać i może on (w konkretnych grupach, o konkretnym profilu socjoekonomicznym) być pomocny, a przejęcie i wprowadzenie do życia chociażby niektórych zasad bywa wzmacniające i przynoszące konkretne oczekiwane efekty. Proszę, spójrz na ten ruch i uczestniczki/uczestników tego „ruchu” przekrojowo, kogo widzisz w nim? Jaki jest w Polsce, a jaki we Francji (kraju rozwiniętym i zamożnym) kto do owego ruchu przynależy?

    Popraw mnie, jeśli się mylę, przyjmujemy dwie różne perspektywy, i mówimy o różnych aspektach tego trendu (mogę tak to nazywać, masz zgodę na to?), myślę, że dlatego się rozmijamy jak Kenijka z Eskimoską.:)

  5. Nie wiem 🙂 Mysle, ze masz racje piszac o roznych perspektywach, ale uwazam rowniez, ze sie (troszke, a nawet troche wiecej ) rozumiemy. Masz racje, piszac, ze minimalizm jest odgrzewanym kotletem (w moich referencjach uzywam dzisiaj czesciej slowa „ravioli”, bo do takiego pierozka wrzucamy wlasnie resztki z poprzednich kolacji).

    No wlasnie, nie znam osobiscie nikogo, ani Polaka, ani Francuza, ktory otwarcie powiedzialby, Ecce homo minimalismus, czytam tylko ich blogi 🙂 dlatego zadalam pytanie…

    Podoba mi sie Twoj argument o tym, ze juz nasze Mamy uczyly nas, by dwa razy do roku przegladac szafe. Ale. Czy taka Marzi (bohaterka komiksu Marzeny Sowy ktory podbil moje serce kilka lat temu), mogla, jak i ja, kiedys przypuszczac, ze ktoregos dnia bedzie miala „nadmiar szczescia” w postaci kilku niepotrzebnych par butow w szafie ?

    Wiedzie mnie on do otwarcia zupelnie innej dyskusji, czy nie uwazasz, ze nasze referencje, kulturowe, kulturalne, socjalne i wszystkie inne, trzeba (moim zdaniem) od czasu do czasu odswiezyc, zrecyclingowac, jak nadzienie do ravioli, lub kolety ? A moze pisze to, bo emigracja nieustannie zmusz mnie do dostosowania swoich referencj do otaczajacej mnie rzeczywistosci ?

    1. Myślę, że mamy wiele wspólnego,choć pewnych kwestii nie nazywamy tak samo, rozmawiając patrzymy w tym samym kierunku. Tak zwany minimalizm jest kwestią odgrzewaną. Oczywiście osoby, które żyły po wojnie nie miały takich warunków by „myśleć pozytywnie”, tak też i dzisiaj wiele jest ludzi, którzy nie mogą sobie pozwolić na ten luksus, ale ponieważ ludzie żyją w enklawach są też mniej widoczni. Emigracja niejako zmusza (piszę niejako bo jak ktoś nie chce to nic go nie „zmusi”) do weryfikacji przekonań. To tak jak z kolorem skóry, jeśli mieszkasz w Polsce to kolor skóry „nie rzuca się w oczy”, ale jeśli jesteś za granicą i wśród Czarnych jesteś Biała stajesz się widoczna.I Twój kolor skóry, który gdzieś indziej byłby przeźroczysty. A to tylko przykład. Minimalizm to wytwór naszych czasów. (Co nie znaczy,że można obrastać w rzeczy), i pewnie jest podszyty marketingiem jak pisałam wcześniej, pozwól,że nie będę powtarzać. Asceci to byli prawdziwi minimaliści, sądzą niektórzy, wiem, że to skrajne postawienie sprawy, może nie tyle nie respektujące tego co rozumiemy przez minimalizm, ale gdyby się tak dłużej zastanowić nad tym, to coś w tym może być, gdyby odrzuć optykę przejaskrawienia i postawienia wszystkiego na ostrzu noża.

  6. Pozwole sobie tutaj podziekowac Ci za przedstawienie (mi) Hiromi Uehara. Sprawila na mnie ogromne wrazenie. Pokazalam ten filmik dzisiaj mojemu profesorowi pianina, powiedzial : no, to juz niedlugo tez tak bedziesz grala i oboje wybuchnelismy smiechem, co mocno rozluznilo moje poczatkujace gamy. Dziekuje 🙂

  7. Proszę bardzo polecam się na przyszłość! I tą niedaleką również. Gratuluję i wspieram w nauce (o ile to oczywiście możliwe) myślą, z każdą wprawką i gamą myślę o Tobie ciepło! 🙂 Kibicuję!

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s