64. Puzzle.

Tata w ostatnich latach życia został czytelnikiem. Spędzał wieczory,czytając książki w obecności bliskich i przyjaciół sfotografowanych w ważnych momentach życia. (…)Oczywiście nigdy nie widziałam go czytającego. Gy przychodziłam czekał na mnie w drzwiach,książki zostawały w pokoju z rozstawionymi na komodzie fotografiami. Krążyły w siatkach, torbach. Dekorowały regał. Dawały temat do rozmowy. Obchodził się z nimi delikatnie jak z zegarkami.. Gładził okładki,zaglądał ostrożnie sondując zawartość.

Zaczął czytać gdy zostałam pisarką. Wcześniej nie interesowała go literatura. (…) Mniejszy pokój w mieszkaniu rodziców zamienił się w prywatną czytelnię Siedział wieczorami na kanapie,systematycznie „zapoznając się” z dostarczonymi przeze mnie tomami. (…)

Ojciec siadał w pokoiku po wieczornym spacerze, trochę chowając się przed odgłosami telewizora. Pytał: „Co tam nowego możesz polecić? Tylko tak wiesz, do czytania.”

[Umarł mi. Notatnik z żałoby. Inga Iwasiów, Wydawnictwo Czarne, 2013 s.77-78]

***

Tak o swoim nieżyjącym już ojcu pisała Inga Iwasiow, Zbigniew Herbert też wspominał swojego (w wierszu pt. Mój ojciec). W innym Struna której poeta nawołuje by zostawić lampę, instrument i książkę, by wyruszyć na wieczne poszukiwanie na przykład do miejsca gdzie można wskazać gwiazdę nieobecną palcem. Tak więc porzućmy wszystko. Zachłyśnijmy się powietrzem, zielonością i zgiełkiem. Konstanty Ildefons Gałczyński wymyślał sobie ojca, bo ten, którego miał nie zdał egzaminu z ojcostwa. Jedyny spadek, który mu pozostał to imię. To pierwsze rzecz jasna.

23 stycznia 1905 na świat przychodzi Konstanty Ildefons Gałczyński. Jeśli już zaczynamy od imion. Drugie po hiszpańskim patronie. Niejako przypadkiem w dniu jego urodzin Kościół obchodził święto tego świętego. I tak oto autor Zaczarowanej dorożki szedł przez życia z dwojgiem imion, i młodszym o jedenaście miesięcy bratem Mieczysławem Zenonem, którego bardzo kochał, z wzajemnością zresztą i tamtą. Gdy się patrzy na Konstantego Ildefonsa nic nie jest zwykłe,może nieco…Zaparowane, tfu zaczarowane, nieco bachiczne, Wzrastał na Karcelaku, który uwiecznił w nie jednym z wierszy, tam, tak samo jak na Ulicy szarlatanów, można było dostać wszystko. I zachwycić się wszystkim. Uczta w codzienności. Może odskocznia. 

Gałczyński nigdy nie przedstawił go znajomym. Co więcej wypowiedzi na temat jego okraszone były sporą dawką niezrozumienia i kpiny. Skoro nie miał ojca, takiego jak chciał. Stworzył go od nowa, na swój wzór i podobieństwo. Był człowiekiem nietuzinkowym o stu, albo i więcej, zawodach. Tak naprawdę bywał częściej w knajpach niż w domu, aż w końcu na wieki go zapomniał i nigdy nie wrócił.

Jan Brzechwa tak ten Brzechwa, miał ojca, no bo kto go nie m(i)a(ł)? I to ojca na schwał, oj żeby tylko. Takiego ojca kolejarza, inżyniera, absolwenta Instytutu Technologicznego w Sant-Petersburgu był naczelnikiem parowozowni Kolei Południowo Zachodniej  zwiedził z rodziną wiele miast i wsi,nie rzadko byli zmuszeni przeprowadzać się z miejsca na miejsce z racji pracy. Gdy Janek przyszedł na świat ojciec dobiegał już pięćdziesiątego roku życia. Ale szczęśliwi, czasu nie liczą. Dobroduszny, fantastycznie potrafiący się bawić, zawsze po stronie dzieci, cierpliwy, wyrozumiały, z poczuciem humoru,  słowem, alter ego matki. Gdy ta wymierzyła mu karę siedzenia w ciemnym pokoju, albo łazience pod kluczem, za jakąś dziecięcą psotę ojciec wdrapał się przez okno i zdecydował się towarzyszyć biedakowi w odsiadce. Gdy matka pewnej niedzieli zdecydowała się uśmiercić kogucika, towarzysza jankowych zabaw, ojciec z synem zdecydowali jednym głosem, że przyjaciół nie (z)jedzą. Taka oto solidarność. Nauka nie miała przed nim tajemnic. Potrafił i robił to świetnie i z przyjemnością objaśniał świat swoim dzieciom. Historia, fizyka, chemia, bawił się matematyka, i pozwalał dzieciom buszować w swojej pokaźnej bibliotece. Zarówno do matki jak i do ojca dzieci zwracały się po imieniu. Czytał w nieprzyzwoitych ilościach, tak sobie,jak dziecku. 

Ojciec Andersena był szewcem. Potrafił rozbudzić Janie Chrystianie wyobraźnie. Podobnie jak Aleksander urządzał teatrzyk. I czytał, czytał małemu Andersenowi. Dał posag synowi na długie lata i krótką stosunkowo, wymarzoną podróż do Kopenhagi.

Ojciec Richarda P.Feynmana tak samo objaśniał mu świat. Miał plan. Plan był taki jego syn zostanie w przyszłości naukowcem, co jak czas pokazał, się urzeczywistniło. Dzięki zapałowi ojca i jego objaśnieniom świata syn i córka, zarazili się ciekawością. Jak sam Dick przyznał, dopiero długo, długo potem jak syn poszedł na MIT „dowiedział się”,że ojciec nie tylko nie jest wszechwiedzący, ale, że sam przerósł swojego Rodziciela. Niemniej dociekliwe pytania i Encyklopedia Bratanica przydawały się w najmniej spodziewanych m o m e n t a ch. Rodzice zazwyczaj pozostają w cieniu, jeśli,oczywista, wcześniej nie byli znani, tak jak np. Zdzisław Beksiński, czy Stanisław Baczyński. Oj, Ojciec. Był, Jest, Będzie. Jeden z wierszy Michała Zabłockiego rozpoczyna się słowami jestem synem swego ojca/ jestem ojcem mego syna/każdy nas osobno wzięty/ całą resztę przypomina. Nosimy nie tylko gombrowiczowskie miny, ale i zwyczaje, nawyki, nastroje i ciało, co nie do końca nasze, ale i przodków ciało. Może to właśnie ten skrojony moment po popołudniowej kawie jest chwilą na zastanowienie tego co (nie)świadomie dziedziczymy, dajemy i bierzemy. W jakich figurach, gestach i ekwilibrystykach się rozgaszczamy. Dzień ojca i syna i… Tak oczywiście, niezaprzeczalnie i przejrzyście jesteśmy. Przez chwilę. Znosimy rozczarowania, piękna, ubrania, nastroje, i choć odciśniemy ślad własny, jesteśmy częścią odwiecznej układanki. Układ Anki, czy innej Zosi, bałaganu nie znosi, może chwila przypomnienia, zastanowienia co na co dzień, co noc, co wieczór mamy w kieszeniach? 

4 myśli na temat “64. Puzzle.

    1. Nie rozumiem kontekstu,więc może wyjaśnisz, czy mówisz o konkretnym przykładzie? A dlaczego mama nie może zarazić dziecka pasją? Np autostopowiczki, podróżniczki, kierowczynie (ciężarówek). Oczywiście, że są takie historie mam,

        1. Dwie sprawy, a może i trzy poruszyłaś.
          Po pierwsze: jak ktoś się staje sławny, to okazuje się, że nagle „od zawsze” był zdolny, bohomazy stawały się albo naśladownictwem Picassa, albo hieroglifami— uogólniam, ale coś w tym jest. Nie każdy przecież jest Witkiewiczem, a choć w jego domu było wszystko, od książek, które mógł mieć, po znamienitych gości, to ojca miał tyrana. O, właśnie z Matką łączyła go niespotykana wież, była niezwykle uzdolniona muzycznie.
          Po drugie— powyższy przykład dowodzi, że jednak nie, ale… Świat „na zewnątrz”, czyli poza domem, długo była męska. Kobiety nie miały prawa studiować, a i formalna edukacja (na przestrzeni wieków) przebiegała odmiennie. O kobietach często milczano, zwłaszcza jeśli chciały zmienić schemat, i nawet jak go złamały trudno było im się przebić.
          Historia kobiet, odkryć jest często przemilczana. Jest wiele kreatywnych, inteligentnych, rzutkich kobiet, które zasłużyły się w Historii, o których wykształcony/światły/mądry człowiek nic nie wie (albo dowiaduje się przypadkiem). Maria Skłodowska nie dostała by pierwszego Nobla gdyby nie sprzeciw jej męża, przecież pracowali razem, nad badaniami.

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s