60.Dla kogo i wobec czego?

Jarosław Iwaszkiewicz mówił, że za książką zawsze kryje się autor. Dlatego jego pisanie jest zawsze listem do czytelnika. A że piszemy zazwyczaj litery do przyjaciół. Wykoncypował stąd, że to książka jest listem autora do przyjaciół. Stanisław Jerzy Lec w swoich Myślach nieuczesanych przeciwstawiał się tezie wysuwanej przez pisarza: Czasem utwór ma do wyboru: stać się dziełem autora albo dziełem sztuki. Richard P Feynaman z kolei pisał w swojej autobiografii:

(…)zrozumiałem, przynajmniej częściowo, po co jest naprawdę sztuka. Sztuka sprawia ludziom osobistą przyjemność. Można wykonać coś, co komuś innemu tak bardzo się podoba, że jest nieszczęśliwy, jeżeli tego nie dostanie! W nauce rzecz przedstawia się jakby bardziej ogólnie: nie znasz poszczególnych ludzi, którzy bezpośrednio docenili twoje dzieło. Zrozumiałem, że sprzedaje się rysunek nie po to, żeby zarobić, ale żeby mieć pewność, iż znajdzie się on w domu kogoś, kto naprawdę chce go mieć. Było to dla mnie ciekawe odkrycie.1

Ciągle zachwyca mnie wiersz Ewy Lipskiej Tak samo,gdzie oczom widocznie nadszedł już czas by dojrzeć świata część zaległą…Wieloznaczność tekstu nie ma granic. Ostatnie zdanie może być potraktowane jako hiperbola, ale im dłużej przeglądam się w tym krótkim wierszu, odnajduję weń przyjemność, o której pisał Feynman. Nie chcę określać czym jest Sztuka, i nie chodzi o biegłość w rachunkach. Można przytaczać nie bez racji, czyli porcji ważkich argumentów, które mają moc rozstrzygającą i określić czym była, czym jest i jakie powinności będzie miała, albo powinna mieć ta dziedzina Ludzkiej działalności.

Zastanawia mnie charakter prywatny zachwytu. Prywatny, to nie tylko indywidualny, ale także chroniony. W jaki sposób uzgodnić i pogodzić dwa wektory tego co publiczne, a co tożsame. Czy jedno dzieło, jeśli staniemy w prawdzie, może być piękne i brzydkie w dwóch przestrzeniach, zależnie od kontekstu ukazania. Oczywiście upraszczam stawiając tak to pytanie, i tylko to pytanie. Bo przecież dzieło sztuki, albo wytwór pretendujący do tego miana nie istnieje w próżni. I my, odbiorcy i odbiorczynie cały czas konstruujemy siebie.

Oczywiście, Pierre Bourdieu wysnuł tezę,że ludzie zaliczani do elity intelektualnej, którzy mają prawo oceniania tego co jest piękne, dobre, prawdziwe, czyli godne uwagi i trwania, od tego co takie nie jest. Co więcej od tego co wypada czynić, a nawet należy,od tego co nie wypada. Czyli proces decyzyjny postępuję głębiej. Tacy ludzie stanowili awangardę,czyli byli na przedzie, nie wmieszali się w tłum,ale stanowili odrębną grupę. Tak więc mamy swoisty porządek tego co, kogo i w jakiej przestrzeni zachwyca. Mamy kulturę wysoką i popularną. Tymczasem są badacze tacy jak Andy McSmith, który przeciwstawia i mówi,że owa elita intelektualna przestała istnieć. Nie jest to teza nowa, mówiono już o magdolnalizacji społeczeństwa. Niepokoi mnie akcent położony przez młodych ludzi na „lifestylowość,”2wystarczy popatrzeć na nagłówki blogów i dążenia młodych, zazwyczaj ludzi, jest to raczej czkawka, już o tym pisano,i nie raz, nie dwa będzie ponoszony wątek kultury jako supermarketu potrzeb i idei. Sam Bourdieu pisał,że kulturę zrównuje się do oferty handlowej.

Idea Macdolnalizacji społeczeństwa nie jest ideą nową. Tak jak pisanie i otaczanie właściwymi rzeczami, ideami, było sposobem, przepustką by aspirować do wybranej przez siebie grupy społecznej. Wystarczy wspomnieć fakt, że można było poznać jakie zamiary i jaki zasób środków finansowych ma osoba po rodzaju fortepianu jaki posiada, gdy stawianie czarnego wieloryba w salonie stało się modne, a wręcz wymagane. Albo wymagane bo modne. Do wyboru, a przykład trywialny.. Jeden z wielu. Jeśli coś wystawione jest na sprzedaż, jest także publiczne. Ale czy publiczne znaczy dostępne? Jeśli tak, to dla kogo? I wobec czego?

Jak często osoby uczestniczące w procesie twórczym,używają pochlebstwa, albo swoistej terapii szokowej, która ma im dać przepustkę do wieczności. I jedno, i drugie jest tak stare jak świat. A przecież na tą nutę gra wiele osób zajmujących się sztuką. Bardzo często „terapia szokowa” jest używana jako środek stylistyczny w reportażach. Niestety. I to wśród najbardziej uznanych. 

——————————

1Pan raczy żartować panie Feynman,czyli przypadki człowieka ciekawego. Richard P. Feyman, Znak 2007,s. 208]

2.Pisownia celowa.

2 myśli na temat “60.Dla kogo i wobec czego?

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s