76.Instrument wskrzeszania czasu.

To nie chorał, choć jak przekonaliśmy się i on nie jest jednorodny. To wieść, o i po wieść, opowieść, która kołem zębatym, i słowem, i obrazem się toczy. Choć to opowieść przesłodzona, uładzona, nie chodzi o to, że  kończący się dobrze, ba, bardzo dobrze, świątecznie, chodzi o to, że reżyser jakby zatrzymał się w pół drogi, wpół słowa. Nie doprowadził opowieści do końca, nie dlatego, by zostawić otwarte zakończenie, tylko jakby nie wierzył w polskiego widza, uprościł, zbytnio.

Przemawiają przede wszystkim obrazy, które spajają główne wątki opowieści, i to właśnie one zasługują na szczególną uwagę. Świetna kreacja odtwórców głównych ról

Czytaj Dalej „76.Instrument wskrzeszania czasu.”

Reklamy

[74]. W drugim pokoju.

Szekspirze wiadomości jak na lekarstwo. Trudno dostępne wręcz niespotykane, takie po które trzeba wyruszyć bynajmniej nie do Stumilowego Lasu. Jak to w takich okolicznościach przyrody bywa, wiele niedorzeczności, wieści niepewnych, czy nawet nie sprawdzonych obiega świat. Oto plotka atrakcyjnie ubrana w najnowsze sportowe odzienie staje w maratonach, w zawody, z prawdą…  Niewiele wiadomo „na pewno” (stąd gorączka pytań: ciekawe skąd tak dobrze znał tajniki medycyny)…? Oczywiście nie o nim jednym Rzeczywistość domaga się informacji. Jak chadzał, co napisał, z kim spał i jak to miało (imało) się jego sztuki…Jak postrzegał kobiety, co cenił u mężczyzn, co go inspirowało, dlaczego Julia musiała umrzeć i… Im bardziej znany, im bardziej niemożliwie prowadzone życie,albo im bardziej stereotypowe postrzeganie postaci, tym bardziej zapotrzebowanie na wieści wzrasta. (Kto by postrzegał właśnie tak Orzeszkową, patrząc przez pryzmat bogobojnie stawianych przez nią liter, tez i kreowanych postaci?)Zresztą, i.. (I bez reszty, ba bez paragonu i samogonu i jeszcze innego ogonów kryteriów też), jak dykteryjek jest wiele…Druga z brzegu, (no bo dlaczego zawsze pierwsza?)

Dykteryjka o Ignacym Paderewskim. Wiadomo, że jego koncerty cieszyły się niebywałym powodzeniem, (tak jak Helena Modrzejewska, a nawet bardziej, mówił o sytuacji w jakim znalazła się Polska i jej mieszkanki i mieszkańcy, i wiele działał — współzałożył towarzystwo pomocy dla ofiar wojny w Polsce,oczywiście poza tym, że był Wielkim Artystą brał udział w życiu politycznym kraju. O Paderewskim polityku nie będziemy pisać).

Niejednokrotnie sale podczas jego recitali były przepełnione do granic niemożliwości. Tak było i tym razem. Zapanowała duchota, wytarcie czoła nie przyniosło ulgi, rozpięcie koszul pod szyją (choć w złym tonie) nie ulżyło, oddychać ciężko, płytko, łapczywie… Na taki stan rzeczy (i temperatury) nie mogły pozwolić dwie damy, które zażywały koncertu, muzyki, która łagodzi obyczaje,ale nie łagodzi słupka rtęci, ba nawet mimo oczekiwań i chęci ich poziom wzmaga, wnosi, a organizm ludzki nie domaga. Na taki stan nie mogły sobie pozwolić. Otworzyły zatem okno. Z błogości pozostały jeno ości  gdy pianiście zaczęło wiać w plecy. Ignacy Jan Paderewski odezwał się do sprawczyń przeciągu: Proszę o zamknięcie okien. Co za dużo, to nie zdrowo. Nie możecie mieć panie zażywać dwóch przyjemności naraz:

Czytaj Dalej „[74]. W drugim pokoju.”

73. W marcowym słońcu…(I).

To tutaj? Ale gwar! Ale huk! Ale tłok! Wyjdźmy na zewnątrz z tej świątyni, gdzie wszystko jest jednorazowe: kubki , rozmowy, smsy… Zobacz, zobacz, ten mężczyzna pod oknem, ma takie wytarte, workowate spodnie, i niechlujnie zarzuconą koszulę. spod której wychodzi druga, pomięta niemożebnie. Tak się teraz (wy)chodzi?

– Tak się teraz modzi. To najnowszy wrzask mordy, mody. Tak wyraża się teraz wolność.

— Może przede wszystkim ość? Wyraża się niewyprasowaniem, niezdecydowaniem… Ech– westchnął prawie nie zauważalnie i machnął ręką. Wyszliśmy nie z małym trudem przeciskając się przez tłum. Wyszliśmy na warszawskie powietrze otrzepując się z niedbałym pośpiechem rzucanych w rozmowie słów…  

Czytaj Dalej „73. W marcowym słońcu…(I).”

(25+1).Krótki film (nie tylko) o śmierci.

Pisarki, filozofowie,muzycy,lekarki, fundatorzy,badaczki i cały katalog zawodów, mężczyźni i kobiety,młodzi, w średnim wieku, starzy,pomarszczeni i gładcy, niscy i wysocy. Wszyscy. Próbują obłaskawić śmierć. Zatrzymać na chwilę, pociągnąć za rękaw, chociaż na chwilę, tą, którą przywołał Goethe. Szukaj(ą), czasami znajduj(ą), albo tylko się tak wydaje.

Czytaj Dalej „(25+1).Krótki film (nie tylko) o śmierci.”

71. I don’t remember…

Wyśpiewam wam wszystko, Urszula Dudziak, Kayax, Warszawa 2012. [źródło okładki]
Wyśpiewam wam wszystko, Urszula Dudziak, Kayax, Warszawa 2012. [źródło okładki]

Kto był chociaż raz na koncercie Urszuli Dudziak wie, że to nie tylko uczta dla entuzjastek (entuzjastów) jazzu (przez Dż wiekie), ale także fantastyczne anegdoty, pogoda ducha i katharsis, plus nauka krzyku, zbiorowe, oczyszczające… O możliwościach, interpretacjach, eksperymentach muzycznych pisać nie będę, odeślę do płyt, a jeszcze chętniej po bilety (jeśli ma się wybór — to z a w s z e należy zażywać muzyki na żywo).

Jak dowiedziałam się,że słynna diva jazzowa napisała książkę, wiedziałam, że…

Czytaj Dalej „71. I don’t remember…”

70. Would you hold my hand if I saw you in heaven?

Irena Krzywicka mówiła o pisaniu (auto)biografii, że definicji jest  ono subiektywne dlatego, że reprezentuje się pewien punkt widzenia, z drugiej podania dotyczą nie tylko jednej osoby, przecież nie żyjemy w próżni, zdarzenia, zdania, zaklęcia dotyczą także innych osób…

Czytaj Dalej „70. Would you hold my hand if I saw you in heaven?”

69. Historia pewnej podróży, czy(li) krajobraz pełen nadziei.

…Szczupły, średniego wzrostu w koszuli z pagonami przechadza się ulicami pociągniętymi werniksem. Ulicami, które mogły być w każdym innym mieście. Ulicami, które prowadzą ku różnym (prze)znaczeniom. Chadzał, to tu, to tam. Szukając dobrze zainwestowanego czasu. Dni bezpowrotnie odzyskanych. przeszłych, dni, które dobrze znamy, a które warte są zapamiętania…

Z przemokniętym cieniem, który wiesza na lampie  gubi kroki i spojrzenia. W twarzach, krajach i obrazach, a przede wszystkim na tym horyzoncie co się oddala, czaruje i obiecuje historią, historią (nie)jednej podróży…Szuka pytań… Czytaj Dalej „69. Historia pewnej podróży, czy(li) krajobraz pełen nadziei.”

68. Lato pękło, wylało się ciepłem na ulice.

Lato pękło, wylało się ciepłem na ulice. W pierwszym tygodniu sierpnia, tuż przed weekendem, w czwartek 1942 roku Stefania Wilczyńska, Janusz Korczak i sto dziewięćdziesięcioro dwoje wychowanków Domu Sierot zostali doprowadzeni w szeregu na Umschlagplatz, skąd bydlęcymi wagonami odtransportowano ich do obozu zagłady w Treblince. Wszyscy zginęli. Może zaświadczy o nich zgubiona rękawiczka, skarpetka bezskutecznie szukająca pary z przyporządkowanym numerem w oszklonej gablocie, zżółkły skrawek papieru z wykaligrafowanym zdaniem, którego tryb dokonany nigdy nie znajdzie zastosowania w rzeczywistości. Rzeczywistości której nie będzie. Nie teraz. Czytaj Dalej „68. Lato pękło, wylało się ciepłem na ulice.”

67. Słowo (nie tylko) dawnych mistrzów.

Obrona żarliwości, Adam Zagajewski, Wyd .a5, Kraków 2002, źródło okładki
Obrona żarliwości, Adam Zagajewski, Wyd. a5, Kraków 2002, źródło okładki

Zbigniew Herbert mówił, że jedna książka prowadzi do następnej. Złudnym więc jest sądzić, że to my wybieramy towarzystwo książek to one kolekcjonują ludzi i ich charaktery. I tak było z Obroną żarliwości zbiorem esejów Adama Zagajewskiego. Sądzę również, że wybierają także czas, w którym słowo rozgości się między poranną kawą a myślą.

Skojarzenia i spostrzeżenia.

Eseje opublikowane pierwszej dekadzie lat 2000, i pisane na przełomie wieków nie tylko są świadectwem czasów, nie tylko zapewniają nam obcowanie ze słowem, ale przede wszystkim są zaproszeniem do konwersacji. Zaproszeniem, z którego trudno nie skorzystać, a jeśli tak się stanie, to nasza strata.  Czytaj Dalej „67. Słowo (nie tylko) dawnych mistrzów.”

66.Lektury.

Kiedy nazwanie kogoś erudyt(k)ą jest uprawnione? I czemu właściwie służy erudycja? Czy ma coś wspólnego z intelektualną wrażliwością? Jeśli tak, to: co właściwie rozumieć po tym pojęciem i jakie są obszary styczne?  Czy rozumienie erudycji ewoluuje (i czy jest to kierunek pożądany)? Jeśli tak, to w jaką stronę? Jeśli nie, to dlaczego?  

Jaką rolę w służbie erudycji pełni pamięć (zarówno dziedziczona kulturowo jak i osobista), albo postrzeganie czasu chwila, która trwać z nakazu Goethego i czy ten nakaz nie jest nadgorliwie wykonywany? Czy nakaz erudycji można spełnić, czy jest to komplement bez pokrycia? Czy jako zjawisko nie godzi ona sprzecznci? Z jednej strony imperatyw wejścia w głąb, z drugiej widzenia holistycznego. Nie sposób wszystkiego objąćO tym, że  Michel Foucault działał społecznie, o tym wiadomo… 

Stop, stop, stop, stop.

Pytania zjawiają się nieproszone i goszczą się w najgorsze i w najlepsze. A zbudzone przez jedno niepozorne zdanie, stwierdzenie, zapytanie, układ liter okraszone właściwym tonem głosu. Lektura wymagająca. Wymagająca czego, czy wobec czego? I czy rzeczywiście lektury takie są potrzebne, do czego?

***

To, co teraz nazywamy muzyką klasyczną miało funkcje rozrywkową, oczywiście nie wobec wszystkich członków (i członkiń) społeczeństwa. Postrzeganie jazzu, chociażby w Polsce także ewoluowało tak jak jego wykonywanie.  Świat się wz(r)usza. Plus. Puls życia. Może właśnie tym jest erudycja wsłuchaniem się w puls, albo wyznaczanie tegoż? To więcej niż pitagorejskie postrzeganie świata. Okrutne piękno wydziera z obrazów Boscha, piękno, które może się zachwycić niezależnie od wszystkiego. Fado może trzymać za gardło nie zależnie od tego czy znamy, czy nie koncepcje Michela Serresa dotyczące muzyki świata, czy podążamy za polskimi tropami chociażby nasłuchując tego co prezentował w XX wieku zespół Osjan z Jackiem Ostaszewskim. Erudycja rodzi się z nabożnego stosunku do dawnych mistrzów, do którego nawołuje Herbert,  czy z romantycznego buntu, czy może z tuwimowskiego rządu dusz?

 Wittgenstein nawoływał, że o tym czego nie da się wyłożyć w jasnych słowach, o tym należy milczeć. Niech język giętki powie to, co pomyśli głowa. Z tej niemocy lingwistycznej milczenie jest złotem? Może dlatego Wat postulował obronę języka jako nazbyt kruchego konstruktu,który trzeba pielęgnować,dbać nie brudzić go ironią? Kiedy erudycja staje się czymś na kształt habitusu w rozumieniu Pierrea Boudieu? Zestawem narzędzi, którymi posługujemy się biegle, lecz owa zręczność nie dana jest nam na zawsze. To pytania, które pojawiają się natarczywie, nie milkną, ale przemawiają w wielu językach. Obiecują nam odpowiedź, ale to daremne nadzieje. A może tylko chcemy by były daremne, może erudycje da się wycenić? Należy posługiwać się biegle sługami Kiplinga (Pytaniami Co? Gdzie? Kiedy?Dlaczego? etc). Wgryźć się w daty i postanowienia, imiona, nazwiska i pesele, tych jest nieskończenie wiele, cieni nieco zblakłych niezawierzenie. Nie wszystkich uda się ocalić. Żenia Zielińska, albo Miss Williams z dziennika Bronisława Malinowskiego,albo Nietzsche jako muzyk,czy utalentowany pianista (którym był), jak potoczyła by się wtedy historia świata, pewne doskonale by sobie poradziła (tak jak robi to do tej pory) po(d)rzucając to tu, to tam daty, wydarzenia,imiona, nazwiska, miejsca,postaci, okazje, pisma, ortografie,te które się ziszczą, jak i te,które znikną w pomroce dziejów. Co kierunkuje uwagę. Wiadomo, że Zbigniew Herbert nad muzykę przedstawiał malarstwo jako natchnione, i w stosunku do muzyki, mniej przewidywalne. Nie wiadomo, czy zwróciłby uwagę na pianistę, ale bez wahania odpowiedział by na pytanie jak nazywał się król pobity przez Aleksandra Macedońskiego pod Issos i Arbelą, jeśli oczywiście wypada przepytywać poetów (poetki)?

Czy, a jeśli tak to dlaczego, wymóg erudycji wartościuje wiedzę? Dlaczego nie można się znać na nakrętkach zakrętkach, nakładkach i zostać Erudyt(k)ą? A może to casus odpowiedniego miejsca i czasu? Wystarczy znaleźć się pod właściwym adresem i właściwą datą. Nasiąkać atmosferą, puchnąć od mądrych pism, rozmów, nie każdy może być Albertem Camusem, a przecież i on miał światłych nauczycieli. Jak mówił odbierając Nagrodę Nobla to dzięki ich wytrwałości, cierpliwości i nauce mógł odebrać tą zacną nagrodę, która dała mu nieśmiertelność.  Oczywiście nie tylko, nadużyciem i niesprawiedliwością było by przypisanie zasługi tylko im…

***

Porzućmy wszystkie dotychczasowe pytania, nie dlatego, że nie sposób jest rozwikłać zagadki, ile jedno nęci i natarczywie(j) domaga się jeśli nie odpowiedzi to przynajmniej zastanowienia. Mianowicie dobór lektur(y) niezależnie czy będzie to książka (chociażby Adam Zagajewski ze swoją Obroną żarliwości, rozważaniem o istocie pamięci, czy  powinnościach poety jakie wysuwa chociażby wspomniany przez niego Keats), obraz (chociażby: Hieronim Bosch), rzeźba (chociażby: Camile Claudel), muzyka (chociażby: Mahler) co i jak (od)czytać? Nie wiem, czy czasownik ów jest na właściwym miejscu, bowiem czytanie zapowiada tylko odbiór. Może nie bierną, ale jednak przypisuje stronę działania. Może chodzi o konstruowanie, nie o zapamiętywanie faktów: Oto 16 października 1846 roku myśl ludzka odniosła zwycięstwo, o którym milczeć będą historyczki i historycy, nie będą nauczać w szkołach powszechnych, może wspomną o nim w opasłych, niepotrzebnych nikomu encyklopediach, dla porządku powiedzą w szkołach medycznych, że wtedy oto  wynaleziono narkozę, jeszcze nie doskonałą, (nad czym ubolewać będą okulistki i okuliści, ale przecież nie tylko one (oni)).Oto znieczulenie ogólne, które pozwalała  nie tylko na przekroczenie rubikonu, ale daje obietnice dalszej podróży i  uwolnienie od bólu.W połączeniu (nierozerwalnym oczywiście!) z rozwojem aseptyki i antyseptyki pozwoliła na stworzenie chirurgii jaką dzisiaj znamy,znamy chociaż wolelibyśmy by to była znajomość pobieżna, ukłon z daleka i jeszcze pośpieszny. Wbrew temu co się powszechnie uważa, nauka ta jest młoda. (Nie stwierdzam tego by odebrać zasługi,  pomniejszać, czy niweczyć wysiłki—jeśli słowo ma taką moc) oto przykład.  Nie muszę dodawać, że wyciągnięty z nieskończoności, mnogości i trwania Człowieka.

Nie ma lektur ciężkich (no pomijając Super Booka, chociaż tą książę lepiej ominąć), nie ma lektur, które cokolwiek człowiekowi obiecują (no może poza tymi zawartymi w kanonie szkolnym one obiecują przynajmniej promocje do następnej klasy, jeśli zanotuje się w kajecie odpowiedzi zgodne z kluczem), nie ma lektur zbyt wymagających, czy zbyt błahych. Co nie oznacza przyjmowania wszystkiego. Mogą być (obrazy, książki, sztuki, idee, dzieła*)  zapomniane, mogą być pisane niechlujnie,  dla przetrwania (pisarki, pisarza) dla wyrównania czy zapłacenia rachunków (chociażby tych przyziemnych by godnie i z tłustym portfelem odpowiedzieć na pozdrowienia z elektrowni, gazowni, i czego tam jeszcze), ale nie ma tych, które wymagają zbyt wiele. Zbyt wiele czasu na zgłębienie treści, zbyt wiele wysiłku, zbyt wiele przyjemności intelektualnej i takowego wysiłku.

Zbyt wiele. Zbyt wiele oznacza występowanie przeciw prawu. Występowanie przeciw Człowieczeństwu (czego przykłady okrutny wiek XX). Jenak nie mówimy tutaj o zbrodniach jakich dopuszczono się na frontach najpierw Wielkiej Wojny, a potem II Wojny Światowej do jakich aktów nawoływały reżimy. Nie.

Chodzi o zbyt wiele w stosunku do Człowieka rozumnego, więcej jego poznawania i pojmowania świata, występowania naprzeciw temu co niepoznane, niezdobyte, nierealne (jeszcze) nie skolonizowane myślą ludzką, ale też zgłębianie tego co już odkryte, zdobyte, znajome. Czyż bowiem Vermeer odkrył: mleczarkę, dzban, okno, dziewczynę z perłą? Czy Vincent van Gogh odkrył górników, ich znój, czyż nie istnieli oni wcześniej? Czyż nie będą oni wieczni, ich obiecany trud, znój i nędza… ? Czy Jan Sebastian Bach odkrył nuty?

Słowa Marii Szyszkowskiej przywołują nas do porządku (albo do chaosu?) nakłada obowiązki. Mówi, że proces poznawania siebie przez siebie trwa nie przerwanie i jest wdrukowany w naszą biografię nierozerwalnie,niezaprzeczalnie i trwale. Nie tracąc zdolności krytycznego myślenia i oceniania rzeczywistości powinniśmy przezwyciężać niedoskonałości, przekształcić to co uznajemy za negatywne, i rozwijać się dążąc ku ideałom. Wychodząc poza własne ja. Może właśnie zbliżyliśmy się bodaj o jeden krok nazwania tego co jest erudycją? Może zyskaliśmy (nie nowe) narzędzie przydatne w tymże? Może erudycja jest tymże wychodzeniem, z pewnością jest czymś więcej niż przydatnym narzędziem. 

—–

*niepotrzebne skreślić.

 

65. Raj(d) utracony.

Nie znajdziemy tutaj byronowskiej prawdy w masce. Czytając tę książkę człowiek spostrzega, że Życie to continnum. A prawda stoi bliżej tego co powiedział Werner Herzog:  Nie istnieje  podział: po jednej stronie rzeczywistość, a po drugiej – fikcja. Jest tylko poszukiwanie prawdy, tropienia tego jak staje się człowiek. Jest przyłapywanie rzeczywistości, która staje się historią, tą jeszcze nie skostniałą w datach. 

 

Irak. Piekło w raju.Paweł Smoleński,   Wyd. Czarne, Wołowiec,2012 [źródło okładki]
Irak. Piekło w raju.Paweł Smoleński, Wyd. Czarne, Wołowiec,2012
[źródło okładki]

Czytając Irak. Piekło w raju.Paweła Smoleńskiego mamy właśnie taką okazję. Zastanowienia się nie tylko (jak to patetycznie brzmi) nad istotą prawdy, i tożsamości, czy nad tym jaki udział w ich konstruowaniu, chociażby na własny użytek, ściśle prywatny ma Historia. Historia, narodów, wpływów, wojen, ale także kultury, religii, zwyczaju, wychowania. Jak na postrzeganie tychże ma status członka/ członkini społeczności, status socjoekonomiczny danej osoby.

Czytaj Dalej „65. Raj(d) utracony.”