[37].Książka, która Twoje zmieniła życie?

Jak często słyszysz pytanie o książkę, której przeczytanie zmieniło Twoje życie? W jaki sposób na nie odpowiadasz? Jeśli odpowiadasz? Jeśli czytasz coś więcej niż instrukcje obsługi, czy napisy na koszulkach, kubkach i banerach reklamowych. I robisz to ze zrozumieniem, istnieje duża szansa, że pytanie takiej treści: zostało, jest, będzie Ci zadane. Na szczęście treści z[a]warte w wydawnictwach ciągłych są (lub mogą być) iskierką zmiany, którą to wprowadzić możemy sami/ same.

No chyba, że…

Ma poukładane życie. W porządku. Alfabetycznym ról społecznych. Spełnia się. Kobieta pracująca, która żadnej pracy się nie boi, żona, matka, kochanka (swojej pierwszej połówki). Wszystko jak (na)leży, a leży nieskrępowanie na dowolnie wybranym boku. Nie szuka odmiany, nie wypatruje nowych szans jeszcze jednych i ostatnich,  nie wysyła listów w butelce, nie wyrąbuje sobie ścieżek. I nie przeczuwa zmiany. Jeśli chadza ścieżkami to utartymi, znajomymi i  bezpiecznymi. Praca, dom, biblioteki, od czasu do czasu rozrywka, kulturalna. Znasz ten stan. Życie toczy się swoim rytmem. I jest dobrze, a czasami nawet wygodnie.

Do czasu.

Do czasu, nie oznacza kierowania ód, albo chociaż ody. Chociaż przychodzi taki wiek, w którym orientujemy się, że czas nie gra w naszej drużynie. Nie przebłagają go epistoły, albo ckliwe liryki, piękne dynamiki, bądź  inne uroczyste, patetyczne utwory poetyckie…

Wyobraź sobie, że jest taki zwykły dzień, nieco wymięty, nieco zmęczony zwykłą bieganiną, napchany hałasem i rozgardiaszem jaki (nie)miłościwie panuje  w wielkim mieście, ale jednak jest ciepły i czasami daruje nam błogosławioną podróż do biblioteki. Na szczęście.

Już masz wychodzić, ale przecież swoje i nie swoje trzeba odstać w kolejce, by podać książki, by pan lub pani siedząca za biurkiem mogła wklepać posłuszne literki zaświadczające o wypożyczeniu książki i wydać stosowny paragonik, dzięki, któremu nikt nie posądzi Cię o niecne zamiary, i nie tylko nie będzie Cię gonić, ale i otwarzy Ci drzwi biblioteki by przez nie spokojnie niekoniecznie tanecznym krokiem przejść. Tak, fantastycznie. Dokładnie tak jest.

Stoisz w kolejce i nagle tknięta (lub tknięty) przeczuciem, albo z goła nietknięty niczym prócz nudy,  muskasz grzbiet grubej księgi. I widzisz. Chociaż z perspektywy wydarzeń co nastąpią, wolał(a)byś nie widzieć. Zdjęcie. Co zaświadcza o historii. Ciekawej, fascynującej, opisywanych niejednokrotnie, nie tylko w opasłych księgach naburmuszonych przypisami, ale także w obrazach. Kto z nas nie widział filmu pt Lista Schindlera, a kto sobie przypomina scenę  jak Amon

Amon. Mój dziadek by mnie zastrzelił,Nikola Sellmair, Jennifer Teege, Prószyński i S-ka,2014
Amon. Mój dziadek by mnie zastrzelił,Nikola Sellmair, Jennifer Teege, Prószyński i S-ka,2014; [źródło okładki].

Göth, komendant obozu koncentracyjnego w Płaszowie, wychodzi na balkon na wpół rozebrany, albowiem słońce niemiłosiernie grzeje, leje się z nieba żar, z uśmiechem zadowolenia na twarzy sięga po nabitą broń i  strzela.Do ludzi. I widzisz tą scenę, to zdjęcie i czujesz ciężar tej książki. I wiesz, że już nigdy nic, nigdy nic nie będzie takie samo. Albowiem jesteś synem swego ojca, ojca, który Cię adoptował, a z fotografii zamieszczonej na obwolucie książki spoglądają na Ciebie rysy, które znasz. Okazuje się, że Amon Göth jest Twoim dziadkiem. Ten Amon Göth.

Na szczęście to (tylko) historia. Nie Twoja. Lecz Jennifer Teege. To ona będzie musiała, będzie chciała się z nią skonfrontować, ją uzewnętrznić i uwewnętrznić. Nic nie będzie takie jak przedtem.

Amon. Mój dziadek by mnie zastrzelił.

To niezwykła książka, nie tylko ze względu na historię w niej przedstawioną, ale przede wszystkim ze względu na ukazanie jej wielowymiarowości, wielopoziomowości tak to ten sposób czyni tę książkę niezwykłą. A jeśli jestem w błędzie, to czyni ją godną polecenia.

Opowieść na dwa głosy: Jennifer Teenge i komentarz osób drugich, jej znajomych, bliskich, przyjaciół i specjalistów. Peregrynacja choć ma swój początek, jej końce, kryją się w mrokach historii…Tak społecznej jak i własnej. Jak to zwykle bywa nasz los jest spleciony z nurtem społecznych oddziaływań, nacisków, wymagań, norm, zachowań, podań, doświadczeń, ale nie często sobie to uświadamiamy, Albo nie często w tak bolesny sposób.

Dlaczego warto przeczytać tę książkę?

Z powodu dyskusji o tożsamościach. Socjologicznie rzecz przedstawiając można wyróżnić dwie grupy tożsamości: pierwotne i wtórne, tylko świat zewnętrzny społeczne redukuje osoby do jej widocznych cech. I patrzy spostrzega i interpretuje zachowania odnosząc do jednej, najbardziej widocznej kategorii: czy to będzie kolor skóry, wiek, zawód, stan zdrowia…

Książka dla tych, którzy mają zacięcie socjologiczne — jak najbardziej.

Dla tych, którzy interesują się historią i wyciągają z niej naukę—jak najbardziej. Książka nie tylko o punktach wywrotnych i zwrotnych. Książka nie tylko o pracy nad sobą. Książka nie tylko o tym jak mówi do nas Przeszłość. Swoja, nie swoja, chciana, nie chciana, zasłużona, nie zasłużona. Książka o pracy na tożsamościach. Książka o tym, jak się bać. I jak żyć.

Pozostaje pytanie:

która z przeczytanych przez Ciebie książek  zmieniła Twoje życie? Która? Czyż z tej strony czcionki nie nabiera ono odmiennego znaczenia. A może nie odmiennego, tylko właściwego?

***

[Aktualizacja]

{A raczej zwolnienie akcji. (i reakcji). Już niebawem, już za chwilę, już za momencik będę mieć utrudniony dostęp do Sieci przez pewien czas, nie wiem konkretnie jak długi/krótki. Dlatego, jeśli nie od razu będę odpowiadać na maile\komentarze upraszam o cierpliwość. Proszę dzwonić, pukanie zepsute. 🙂 Zapewniam wrócę. Zapewniam będę obserwować, proszę nie baraszkować! Zapewniam odpowiem na każdy komentarz, list. itepe. Tym i tamtym czasem można złapać oddech, by nie zakrztusić się czcionką. I czy tu, czy tam, czytać}.

30 myśli na temat “[37].Książka, która Twoje zmieniła życie?

  1. Jedna? Było ich mnóstwo! Taki łańcuszek był na facebooku – dziesięć trzeba było wyliczyć, takich które pozostały w pamięci – to zdecydowanie za mało było i dla mnie, i dla wielu innych, z tego co widziałem. 🙂

    1. Tytuł jest nieco zaczepny, ale tylko nieco i z podwójnym dnem. Nie no jedną, nie, dziesięć nie ma takich możliwości jeśli się czyta. Ja, nie potrafię. Odpadam w przedbiegach. Może inni potrafią, nie zaliczam się do tej grupy. Choć twierdzę, że książka sama, o ile nie jest się J. T. nie jest w stanie zmienić życia. Może być iskrą, może być pierwszym zdaniem, do którego „dorobić” można ciąg dalszy, ale sama z siebie niestety, nie ma takiej mocy sprawczej. Była jeszcze inicjatywa nie wiem czy na FB,pt np 40 książek na 40 urodziny, 50 na 50 i tak dalej… Ważne książki, a i owszem posiadam…. Ważne. Wydaje się, że to właściwe słowo, we właściwym porządku i znaczeniu. Pozdrawiam.

      1. Tak jak piszesz 🙂 pytanie o książkę zmieniającą życie to pytanie do autorów 🙂
        Ludzie się nie zmieniają, a na pewno nie pod wpływem inspiracji.

        1. Ciekawe to co piszesz. Mógłbyś rozwinąć? Chciałabym trafnie odczytać intencję. :)Nie wiem w jaki sposób wykoncypowałeś że napisałam coś co można by było określić słowami:”Ludzie się nie zmieniają, a na pewno nie pod wpływem inspiracji”. Miałam na myśli to, że inspiracja jest rodzajem zapalnika, aż albo tylko.Ludzie mogą zmieniać się z dwóch powodów — jednym może być inspiracja, ale ona sama nie wystarczy. Może tak szybko zgasnąć jak się pojawić. Pracę, która zmieni nas i nasze otoczenie musimy wykonać my. To miałam na myśli, ale fajnie, jak rozwiniesz, to co napisałeś powyżej.

          1. „Ludzie się nie zmieniają, a na pewno nie pod wpływem inspiracji.” to już mój komentarz, nie wydedukowany z Twojego 🙂
            A chodzi mniej więcej o to co Tobie, może tylko bardziej skrajnie 🙂 bo uważam, że inspiracja nie może być nawet zapalnikiem. Nawet nie cegiełką. Z moich obserwacji wynika, że do zmiany ludzi popychają najczęściej negatywne doświadczenia.
            Czyli sami z siebie nie wykazują woli do zmiany jeżeli nie jest im bardzo źle, albo nie doświadczyli czegoś strasznego. A ponieważ większość ludzi nie doświadcza tak skrajnych emocji stąd pierwsza część stwierdzenia, że ludzie się nie zmieniają. Gruby będzie grubym, pijak będzie pijakiem, z lekkim piórem będzie z lekkim piórem 🙂 dobry wokalista będzie dobrym wokalistą a ludzie z kompleksami z nimi pozostaną 🙂

  2. Ja tyle książek przeczytałam, a żaden tytuł nie został mi w głowie… Czy to znaczy, że mnie nie zmieniły, a może wbiły się we mnie tak, że już jesteśmy jednością…ach ta skleroza

  3. Jotazof: Brahms skierowany został do prewentorium, gdzie poddawany był kuracjom, wlewano weń różne mikstury, poddawano ćwiczeniom, ablucjom leczniczym lekarz, który go leczył spytał. I co niczego nie brakuje? On odpowiedział, z tymi dolegliwościami co przyjechałem- odjeżdżam. Myślę, uszczegóławiając, że inspiracja ma szanse być zapalnikiem, nie zawsze nim jest. Tak jak nie każdy lont odpala. I tak, ludzie zmieniają się także pod wpływem ciężkich doświadczeń, choć też nie zawsze. Tak jak kulturowo nauczeni jesteśmy wyciągać nauki z popełnionych, zwykle przez siebie samych błędów, bo jeszcze nie zwykło się wychowywać dzieci (powszechnie) by wyciągały nauki z tego co im się udało. 🙂 Takie jest moje zdanie. A dobry wokalista (tka) może przecież osiąść na laurach, tak jak człowiek z lekkim piórem, czy innym szalikiem. 🙂

    1. Myślę, że to jest kwestia wrażliwości, wyobraźni i indywidualnych cech osobowości. Do jednego książka i dzieło autora przemówi, innemu nic nie da.
      Tak, twierdzę, że książki mogą zmieniać człowieka i zmieniają, o ile trafią do właściwego adresata. A że zmieniły nasza historie, kulturę i cywilizację to nie ulega najmniejszej wątpliwości. Cofaliśmy się w rozwoju gdy traciliśmy dorobek, a rozwijaliśmy się niezwykle dynamicznie, gdy przekazywaliśmy nie tylko wiedzę, ale i sztukę – poezję, dramat, komedię, filozofie czy nawet wspomnienia, albo i zapiski z podróży. Cóż byśmy znaczyli bez eposu rycerskiego, poezji miłosnej, czy Szekspira, albo nawet i Karola Maya???
      Pewnie, podły człowiek zostanie podłym człowiekiem, ale dobry człowiek zostanie lepszym – i wcale nie musi osobiście przezywać – może się wczuć i skorzystać z dzieła. Z tym że nie chodzi mi o Harlequiny, aczkolwiek kto wie? Kto wie? 🙂

      1. Myślę, czasami mi się zdarza 🙂 Jeśli się mylę to mnie poprawcie proszę, że Jatazof piszesz o zmienianiu życia przez czytanie książek z innej perspektywy, o innym poziomie niż Kneziu.
        Pierwsze pytanie jakie wg mnie należało by zadać: co to znaczy zmiana? Kiedy zachodzi? I kiedy możemy stwierdzić, że została wprowadzona? Czy ma charakter stały?
        Oczywiście, że książki są fundamentem kultury, nie bez kozery płonęły najpierw biblioteki, tworzono indeksy itp. 🙂
        Druga kwestia, muszą zaistnieć odpowiednie warunki społeczne, świat jest skomplikowany o wiele bardziej niż myślimy. Przychodzi mi na myśl przykład niechlubny i skrajny książka Main Kampf przecież nie wzięła się z próżni, tak jak możliwości dojścia Hitlera do władzy.
        A z Jatazofem dyskutowaliśmy o zmianie indywidualnej. Pytanie, co rozumiemy przez zmianę to jedno, kolejne, czy zachwyt pięknem oznacza już zmianę? Oczywiście, że książki mają potencjał, ale to tak jak z lontem, nie każdy odpali. I w końcu— nad zmianą pracujemy sami, możemy bardzo jej pragnąć, możemy przeczytać nie wiem ile pozycji i wszystko pozostanie tak jak było.

        1. No nieee! Oczywiście że przeżycie piękna zmienia człowieka, tak samo jak i przeżycie zła czy brzydoty – to jest ten element, który zmienia bez realnego zetknięcia. Oczywiście w grę wchodzi też i sama informacja bo książka jest jej nośnikiem, ale prawdziwa zmiana jest wtedy gdy wpływ na umysł i psychikę współgrają – informacja jest wzmocniona emocjami – wtedy mówimy o Dziele! Dzieło to nie tylko wielkość w sensie fizycznym, ale to jaki ładunek wiedzy i emocji zawiera. Czasami całkiem małe dziełko potrafi nieźle zamieszać.

          1. A mnie zastanawia po co blogerzy apelują o nieemocjonalne wypowiedzi czy teksty? Czy tak się w ogóle da? Tzn. może się i da, tylko czy to ma sens i w imię czego mam wymagać braku emocji? Brak emocji jest dobry w naukach ścisłych, przy opisywaniu zjawisk fizycznych, które są pomimo nas, lub obok – bo już informacja, że za chwilę na głowę zwali Ci się wiadro, cegieł ruchem jednostajnie przyśpieszonym, o energii kinetycznej wystarczającej do wbicia Twoich zębów w kostkę brukową emocjonalna jest. 🙂

  4. Kneziu, ale przypadkiem gdybyś spotkał i tu to ukłoń się ode mnie i pozdrów. A tak poważnie to nie wiem, mogę tylko sądzić, że chodzi o takie wyważenie, żeby nie stracić z oczu meritum, a czasami „sięgnąć dalej niż (sięga myśl:)” ,czy sięgnąć tam gdzie wzrok nie sięga. 🙂 Przerost emocji też nie jest dobry. moim zdaniem.

  5. He he, podoba mi się dyskusja pod 🙂
    Każdy ma swoją opinię i pomysł jak widać. Fajnie :))
    Mnie ogromnie niektóre książki poruszały w życiu. Pierwszą była „Na jagody” 😀 zupełnie poważnie poruszyła mój 5 letni wówczas świat. Różnie na różnym etapie to było. Trochę to…intymne pytanie.
    Natomiast sam Twój post przywołał we mnie wspomnienie programu, oglądanego kiedyś w nocy, program był o wnukach i dzieciach zbrodniarzy wojennych i dyktatorów. W każdym razie ludzi uznanych za winnych śmierci wielu innych. Poruszający był to reportaż jak wielkie kręgi zatacza fala nienawiści i jak wiele w ludziach porusza. Nawet tych, którzy swoich dziadków nie znali.

    1. Dyskusja, jeden z filarów blogu. 🙂 Mnie się też podoba.
      Wiele jest takich programów, i książki coraz częściej zaczynają się ukazywac. 🙂 to dotyczy budowania tożsamości.
      Pytanie o książki jest — dla mnie osobiście– -jednym z najbardziej intymnych.
      Pozdrawiam,

  6. I wróciłam do tego posta. Natknęłam się dziś na film „Dzieci Hitlera” w pierwszej chwili myślałam, że to coś w stylu Harrego Pottera a potem z niedowierzaniem słuchałam ludzi, którzy przeżyli szkolenie w oddziałach SS i co czuli, jak mocno wyprani zostali. Teraz już dorośli ludzie, starsi panowie mówią, że jednak udało się wykorzenić z nich empatię…
    Dziadek by ją zabił, zdecydowanie.

    1. Omm, jak dobrze Cię czytać po takiej nieobecności. Nie wiem czy nie widziałam tego filmu.Jest jeszcze jedna książka, już stara, to zbiór wywiadów z dziećmi katów. „Amona” polecam gorąco. Ciekawa jestem Twojego odbioru. Pozdrawiam.

  7. Ja się plasuję gdzieś między słowami „No chyba, że …” a „Do czasu” 🙂

    Myślę, że dobrze to ujęłaś (Ach, te zalety dyskusji!).
    Są dwa aspekty zmieniania.
    Jeśli chodzi o jakąś konkretną książkę, to nie mogę przywołać żadnego tytułu, który by wpłynął jakoś znacząco na moje życie. No, może troszeczkę ‚Siła nawyku’, bo jednak sobie pewne rzeczy poprzestawiałam i zaczęłam stosować, choć nie na skalę, na jaką bym chciała (i tu się zgadzam z Jotazofem). Bardziej zmieniają mnie (najczęściej negatywne, niestety) wydarzenia.

    Ale oczywiście książki poruszają. Poruszają najczulsze struny, świdrują mózg pytaniami, wzbudzają emocje i kształtują nasz światopogląd – i tu się zgadzam z Kniaziem.
    Dla mnie jedną z takich książek była właśnie (omawiana już między nami wcześniej) książka Anny Janko ‚Dziewczyna z zapałkami’.
    A wpisując się w konwencję OMM – to ‚Dzieci z Bullerbyn’ (marzenie mojego dzieciństwa, wciąż jeszcze żywe :))

    1. Dzieci z Bullerbyn były chyba moją pierwszą poważną lekturą (oprócz Tomka Wilmowskiego, ale przeczytałam chyba tylko pierwszy tom) zczytana kompletnie. :)Zastanawia mnie jedna kwestia, której nie neguje, lecz pytam, Piszesz: „le oczywiście książki poruszają. Poruszają najczulsze struny, świdrują mózg pytaniami, wzbudzają emocje i kształtują nasz światopogląd”. Ok, tyle, że zawróciłabym uwagę na dobór lektur, czy sięgasz/sięgamy po obce/ dalekie nam światopoglądowo i, czytamy i nagle, efekt ach, czy och: rzeczywiście tak jest! Czy owe strony, struny, o których piszesz nie byly już wcześniej poruszone? Przez zdarzenie, rozmowę, albo film…

      1. Nie, nieczęsto sięgam po książki obce światopoglądowo.
        Ale właśnie z ‚Dziewczyną’ tak było. Irytowała mnie bardzo ta cała Hańcia. Irytowały mnie jej poglądy, emocje, podejście do życia, ale zrozumiałam, że są kobiety bardziej skomplikowane niż ja 🙂 i odbierają rzeczywistość zupełnie inaczej. To, nad czym ja bym przeszła do porządku dziennego, co bym zminimalizowała, dla innych urasta do rangi ‚rozwieść się czy nie’. Tylko taki drobny przykład.
        Poza tym świdrowanie odbywa się najczęściej na niwie, której nie znałam wcześniej w takim szczegółowym ujęciu (np. książki o kulturze islamu czy niewolnictwie w Stanach).
        ‚Obce’ światopoglądowo są dla mnie często dokumenty historyczne nakręcone przez BBC, pokazujące perspektywę trochę inną, niż ta którą poznawałam w szkole. I to jest bardzo ciekawe doświadczenie – postrzeganie historii przez pryzmat innego narodu, innych uwarunkowań socjologicznych czy geograficznych.

        1. Ogólnie człowiek jest bardzo skomplikowany, tylko społeczeństwo go upraszcza postrzegając/ sprowadzając do jednej(widocznej) tożsamośc i tak żyjąc wśród Afroamerykanek i Afroamerykanów, nagle spostrzeżemy swój kolor skóry, który w Polsce, gdy nie żyjemy w środowisku wielokulturowym jest niewidoczny, przykładów jest wiele. Tożsamości też, takie, których zmienić nie możemy np. wiek,płeć kolor skóry, (niekiedy zaliczana jest w do tego kręgu religia), albo takie, które zmienić możemy np. miejsce zamieszkania, status socjoekonomiczny etc. Oczywiście przykład z książkami obcymi światopoglądowo jest ekstremalny, chociaż też coś ukazuje. Moim zdaniem, możesz się nie zgodzić, z chęcią zobaczę jak na ten aspekt patrzysz, książka nie jest w stanie w sposób świadomy poruszyć czegoś co nie zostało już wcześniej poruszony. A jeśli poruszy, to często jest nam z tą wiedzą niewygodnie, i zachodzi niebezpieczeństwo,że zaniechamy lektury,uznamy ją za absurdalną, zanegujemy. Nie piszę tu o humbugach, albo o rzeczywistym mijaniu się z prawdą.
          Oczywiście, że historia jest pisana z perspektywy doświadczeń danego narodu, co więcej historia też ma płeć (badaczki i badacze nawet powołują się na nazwę HIStoria, History). Gdy często zmieniamy miejsce zamieszkania, albo robimy to „radykalnie” zmieniając krąg kulturowy to także na nas wpływa- mówi się o tym od niedawna, bo od niedawna, mamy taką przestrzeń ku temu.

  8. Ha, ciekawa dyskusja, niby wygasła, ale ja się od niej zapaliłam:-) I dorzucę swoje trzy grosze.

    Zmiana. To ciekawe, jak każdy inaczej ją rozumie. Dla mnie pytanie o książkę, która zmieniła życie, dotyczy zmiany takiego kalibru: pod wpływem „Alchemika” P. Coelho porzucam swoje życie i wyruszam na poszukiwanie siebie;-). Albo pod wpływem żywotu św. Franciszka oddaję wszystkie swoje dobra biednym i wstępuję do zakonu… Czyli w takim rozumieniu żadna książka nigdy nie zmieniła mojego życia. Ale…
    Książki otwierają i rozwijają. Mają moc kształtowania. Charakteru, postawy, przekonań. Tak jak napisałam przy innej okazji – czuję się ukształtowana przez Anię z Z. W. i Małą księżniczkę. Wartości prezentowane w tych książkach uznałam za szczególnie mi bliskie. Taką osobą chciałam być. Nadal chcę! Pytanie dlaczego właśnie te wartości?

    Dlaczego jedne treści na nas działają, a inne nie? Tu mam na podorędziu cytat z „Cienia wiatru” – książki, która już w dorosłym życiu, ale również zrobiła na mnie wrażenie. Nie z powodu fabuły, której już właściwie nawet nie pamiętam, ale tego, co między wierszami (poza tym, że pięknie jest napisana!). Oraz zdania: książki są jak lustra, widzisz w nich tylko to, co już masz w sobie. Ale szczególne wibracje też dobrze tę kwestię wyjaśniają, bo jeśli myśli są falą to muszą mieć częstotliwość i w przestrzeni przyciągać, sprzęgać się z innymi falami o podobnej częstotliwości. Czy jakoś tak. Coś w tym musi być, bo niby dlaczego rozważając jakiś problem, z szumu wokół nas wyławiamy właśnie te interesujące nas treści, mając wrażenie, jakby to sam Bóg nam podpowiadał. Czesto czegoś takiego doświadczam, a że w Boga nie wierzę, to przekonuje mnie hipoteza fal. Nie wiem, czy udało mi się to dobrze wyrazić, ale głównie chodziło mi o to, że zgadzam się z tym co napisałaś: „książka nie jest w stanie w sposób świadomy poruszyć czegoś co nie zostało już wcześniej poruszone”. Dalsza część Twojej wypowiedzi również jest mi bliska, choć wierzę, że mimo wszystko takie „obce” treści są w stanie zasiać ziarno niepokoju i sprowokować do dalszych poszukiwań.

    1. No, ależ napisałaś! (Z czego się cieszę). W idei bloga jest — dla mnie— wpierające to, że można z powodzeniem wrócić do pewnych treści napisanych nawet dawno, i rozpocząć/ kontynuować dyskusję. Tak więc proszę jak najbardziej. :-).

      Jak czytałam wczoraj Limona (zastanawiałam się dokładnie nad tym, co przywołałaś, i do czego się odnosiłaś- stąd to moje: ależ napisałaś!. To po kolei.
      Po pierwsze mam wrażenie, że mówimy o tym samym, innymi słowami, ale… Nie do końca…
      Właśnie o tym aspekcie (np. Odnosząc się/ posługując się przykładem podanym przez Ciebie: nie porzucania i rozdawania wszystkiego), że przeczytanie książki może otworzyć przestrzenie, a raczej uchylić pewne drzwi, albo chociaż możemy spoglądać jednym okiem przez wizjer.
      Gdy przeczytam poradnik jak żyć długo i szczęśliwie, nie wzbogaci mnie ta wiedza na tyle, żeby moje życie się zmieniło, z samego kartkowania i ślizgania wzrokiem po czcionce. Można np doznać frustracji (jakie to nie prawdziwe, nie uwzględniono perspektywy: x,y, z, albo inni potrafią, ja nie… Albo nie wiem jeszcze z jakiego powodu).

      Po wtóre: skłonna jestem sądzić, że to, czy zobaczymy pewne przestrzenie, po przeczytaniu danej lektury zależy od kilku kwestii:
      — pragnienia,
      — odwagi myślenia,
      — celu czytania;
      — wcześniejszych doświadczeń;
      ale jest jeszcze coś, z czego wiele osób nie zdaje sobie sprawy, mianowicie dominujący, albo równie silny styl uczenia się. Zazwyczaj posługujemy się kilkoma, ale jeden jest dominujący. Jeden człowiek uczy się przez uczestnictwo, (to ci, którzy chętnie się zgłaszają do ćwiczeń) drugi przez obserwację etc.
      Po trzecie: mnie z kolei nie przekonuje teoria częstotliwości myśli i fal, ale efekt w psychologii, który można opisać tak: jeśli kupisz ferrari to nagle, na ulicach Twojego miasta, widzisz mnogość tych aut, czyli, cóż ukierunkowanie uwagi. Jeśli postrzegasz coś jako znak, takim się staje, nie dlatego, że takim jest.
      I na zakończenie (tego komentarza, a nie dyskusji- mam taką cichą nadzieję). Nie wiem, czy jeśli coś jest nam „obce” to może być zasianym ziarnem, myślę, że by tak się stało, to potrzeba by zaistniało kilka warunków: zmiana, czy też owo ziarno nie może paść za daleko, od tego Kim Jesteśmy. I nie może być jedno. Jeśli nie spełniony jest pierwszy warunek zamiast poszukiwania możemy wybrać opór i zaprzeczenie. Inna sprawa, że [często] zmiany zachodzą w sytuacji oporu.

      PS. Dlaczego wybrałam tę książkę, a no – dlatego, że jest ona wyjątkiem, który potwierdza regułę.

      1. No może, może… „ukierunkowanie uwagi” brzmi bardzo racjonalnie, za to teoria wibracji czy fal jest bardzo obrazowa i do tego głównie mi służy więc nie będę o nią walczyć;-)

        Co do reszty Twojej wypowiedzi… z przykrością stwierdzam, że nie mam już nic do dodania. Może tylko odnośnie tego ziarna niepokoju… To nie tyle, żeby z niego coś wykiełkowało ile, żeby uwierało, wzbudziło niewygodę. Z niewygody też są zmiany:-)

        1. Oj tam, o tam, jak mawia młodzież. Ważne, dla mnie w tym przypadku, jest to- że widzimy idee,a to w jaki sposób ją zobrazujemy (sic!) jest w tym sensie- drugorzędne. Nie wiem też, czy owe muszą się wykluczać? A myślisz, mam pytanie odnośnie ziarna, jeśli uwiera, a nie mam w sobie gotowości na zakwestionowanie pewnych rzeczy, kwestii, które uważałam za Prawdę, to cóż: pójdę w negację? Oczywiście, z niewygody biorą się zmiany…

          1. Nie wiem, ale to mogłyby być ciekawe badania na ten temat. Sądzę po sobie – w pierwszym momencie idę w negację. Ale uwieranie sprawia, że o kwestii nie zapominam, a z powodu ukierunkowania uwagi (wibracji;-)) temat z różnych stron wraca i domaga się zbadania. W ten sposób zmiana może dokonywać sie nawet całe lata, małymi kroczkami, pojedynczymi myślami, krótkimi wątpliwościami i sukcesywnie gromadzonymi argumentami. Tak mi się wydaje.

            1. Jest dziedzina, której rdzeń stanowi nauka o zmianie. No dobrze, idąc tym tropem, mam do Ciebie pytanie, mam nadzieję, że będzie ono czytelne. Napisałaś: „w pierwszym momencie idę w negację”, ale czy to, jest ów p i e r w s z y m om e n t? Czy rzeczywiście n i c nie ma przed tym? To mnie ciekawi. Oczywiście, nie musisz odpowiadać, wszystko w wolności, i jeśli się zdecydowałabyś, to rozumiem, że m o ż e być to pytanie, z którym „się chodzi”, czyli do nie do udzielania odpowiedzi natychmiast, oczywiście, może być inaczej 🙂

  9. Mówiąc o pierwszym momencie mam na myśli rzeczywiście pierwszy moment zetknięcia się z zanegowaniem kwestii, którą uważam za Prawdę.

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s