36. Pieśń o szczęściu czyli: „Jeszcze, ale było ładnie”!

Tak to jest, że blog się samodzielnie prowadzi, równo, prosto i grzecznie (podobno) i czcionka czytelna i czytana!Jeśli chodzi przynajmniej o tematy. Wystarczy zanurzyć oko, albo ucho. I zbierać słowa. No, napiszmy tak pokrótce. J. napisałeś, że nie znasz koncertu Jarreta, i tym sposobem rozwiałeś moje wątpliwości. Wczoraj, krótko pisaliśmy z autorem bloga Jazz you too o polskiej muzyce, tak by się poczęstować zakosztować.  Wiadomo nie od dziś, że Polska informatyką i jazzem stoi (a tak, tak będę tak sądzić),  i wpadłam dziś na pomysł, o mało się nie potknąwszy, co warto by było podać. Nie, że poddać, dać. Cóż. Tak się zachwycamy muzyką świata. Chociażby taki Richard Bona, który ponoć sam sobie skonstruował pierwszą gitarę… Nie sposób wymienić w jednym wpisie utalentowane osoby, które w naszym kraju zajmują się muzyką, kompozycją, sztuką. Chociaż w mediach słyszymy i widzimy nie raz te same twarze i te same (pół)tony w taki sposób, że moglibyśmy umiejscowić każdą zmarszczkę na właściwym miejscu. Ale cóż Muzyka to poszukiwanie. A czasami i przypominanie, dlatego, jeśli mam polecić. Tylko co, podobno od nadmiaru głowa nie boli, ale opuszki palców już mogą. I pozostaje pytanie czy Mazowsze, czy jednak Śląsk?  Zdecydowanie oba zespoły. Niejednokrotnie występowały przecież wspólnie. Po(d)dać to proszę:

Stanisław Jopek i Zespół Pieśni i tańca Mazowsze, Furman, jak zawsze nieśmiertelny. Jako syn rolnika miał także im zostać. Odwiedził tylko kolegów w siedzibie Mazowsza, w Karolinie,nie przyjechał na egzamin, ale zdał go ekspresowo. I celnie. Chociaż podobno Ptaszek jest najbardziej ulubioną piosenką w Chinach.

Stanisław Jopek legenda nie tylko Mazowsza prześpiewał z nim pół wieku, chociaż przecież mógł pracować na scenach Moulin Rouge albo Metropolitan Opera. To nie tylko „Furman”z Mazowsza. Dlaczego zatem wybrałam tę piosenkę, a no z sentymentu, wspomnienie dzieciństwa. No i tekst, który docenić przyszło mi dopiero po latach. Niemniej zachęcam by pobuszować po płytach…

Rok, który nieuchronnie zmierza ku końcowi jest Rokiem Oskara Kolberga, który prowadził podobną działalność jak Bracia Grimm. Był zbieraczem podań, legend, opowieści, muzycznych. A założyciele Mazowsza zjeździli polskie wsie by wyłowić utalentowane niezamożne dzieci, które chciałyby poświęcić swoje życie Muzyce. I tak to się zaczęło. I tak trwa do dziś.  Jeśli chcesz by coś przetrwało lata, zasadź idee. Ona nie tylko przetrwa, ale da niezmierzony plon, jeśli tylko zaangażujemy się w jej urzeczywistnianie. Obecnie ludzie sami zjeżdżają by zasilić szeregi Mazowsza. Postać dyrektorki już nieodmiennie będzie łączona z Mazowszem. A przecież to postać nietuzinkowa. Wystarczy nadmienić, że była więziona i osadzona na Pawiaku. Wielbicielem aktorki był Tadeusz Boy Żeleński,przyjaźniła się również ze Skamandrytami… Własną ścieżkę zawodową porzuciła by współtworzyć Zespół Pieśni i Tańca. Historia jej życia mogłaby posłużyć za scenariusz. Mira Zimińska-Sygietyńska i jej mąż Tadeusz  tanecznym krokiem przeszli do Historii. Krąży anegdota, że dyrygent,kompozytor i dyrektor tuż przed jednym z występów w Łodzi za sprawą pewnego młodego, a z pewnością nadgorliwego milicjanta, nie został wpuszczony do budynku, bo przecież nie wolno bez bileciku, próbował, raz drugi, za trzecim pod ręce mieli go wziąć członkowie zespołu już  w strojach galowych. Ale milicjant swoje: bez bileciku nie wolno. Ależ panie władzo, miał odpowiedzieć jeden z młodzianów, to nasz dyrektor i dyrygent, bez niego koncert się nie odbędzie. I rzeczywiście podobnież o mały włos, a raczej krótki, by się nie odbył.Chciałabym zobaczyć minę mundurowego. Podobno gęsto się tłumaczył. Tylko czy z polskiego „na nasze”, albo czy chociaż śpiewająco? Z pewnością— skutecznie.  Po premierze pierwszego programu po owacjach z widowni miał się rozlegnąć głos pewnego czterolatka, potomka jednego z gości: Jeszcze, ale było ładne!Zaiste, było i jest przecież historia dalej się toczy, a księga zdarzeń otwarta w połowie.

***

W pałacu w Koszęcinie tam gdzie Marysieńka czekała swojego wybranka ma siedzibę Zespół Pieśni i Tańca Śląsk im Stanisława Hadyny. Składy obu zespołów nie tylko  koncertują wzajemnie w swoich siedzibach, ale także się przyjaźnią. Co zresztą nie dziwne…

Spot promujący najpopularniejszy program pt.: A to Polska właśnie!W skład,którego wchodzą   polskie pieśni i tańce ludowe w większości w opracowane przez  Stanisława Hadynę z układami choreograficznymi autorstwa Elwiry Kamińskiej.

Śląsk jest znany z tego, że koncertuje również w miejscowościach gdzie dostęp do kultury jest ograniczony, albo go wcale nie ma. Na stałe zatrudnionych jest w zespole dwieście sześćdziesiąt sześć osób, stu dwudziestu artystów. Na scenie tj.w balecie, w chórze,i orkiestrze występuje około stu. Lekko licząc sto dwadzieścia koncertów rocznie w pełnym składzie robi wrażenie. A przecież jeszcze uczyć się trzeba, ten kto nie inwestuje w swoją edukacje cofa się z prędkością światła.  Zorganizować to wszystko logistycznie to wyzwanie! Można powiedzieć, że same stroje ważą dwanaście ton, i przewozić to tak dwa razy w tygodniu, a gdzie próby, warsztaty… Post ten dowodzi, że muzyka, czy w odcieniu klasycznym, czy folkowym, czy jazzowym, czy każdym innym, jest po prostu jedna, choć nie jedyna w swoim rodzaju na pewno dobra. Czy założyciele Śląska: Stanisław Hadyna i  Elwira Kamińska wiedzieli,że będzie on jedną z najbardziej rozpoznawalnych „marek” zespół dał już ponad siedem tysięcy koncertów dla ponad 25 milionów widzów. W tamtym roku obchodził hucznie skocznie i na piękną nutę sześćdziesięciolecie istnienia. Elwira Kamińska kształciła się w Polsce i zagranicą.

Nie ma sensu się spierać który zespół jest tym najlepszym, najdoskonalszym… Wszak Elwira Kamińska pracowała również dla Mazowsza. Zastanawia mnie dlaczego tak rzadko poleca się zapoznanie z repertuarem tychże. Może to jest tak jak ze zwiedzaniem miast, jeśli jest się autochtonką to z rzadka chodzi się trasami przeznaczonymi dla turystek i turystów. Tyle, że na tym podobieństwa się kończą nie tylko dlatego,że jak powie nie jeden uczony  dziedzictwo wypada  znać, ale przecież oba zespoły nie koncertują, wyłącznie za polską granicą. Wypada posłuchać chociażby po to by wyrobić sobie zdanie. Własne. Oczywiście nie jest to jedyne oblicze polskiej Muzyki. A jeśli już o niej mowa… Ciekawe ile osób zadało sobie pytanie gdzie ona ma swe źródło?

 

25 myśli na temat “36. Pieśń o szczęściu czyli: „Jeszcze, ale było ładnie”!

  1. Oba zespoły słuchałem od najwcześniejszego dzieciństwa, z tym ze nie pamiętam jak słuchałem gdy prądu nie było, ale piosenki znałem wtedy, gdy wreszcie był. 🙂
    Z perspektywy czasu, wcale niekrótkiego mogę, powiedzieć, że oba zespoły zrobiły wiele dobrego i trudno to przecenić, ale też i zaskorupiły nas w pewnym kanonie postrzegania kultury ludowej. Z jednej strony ją spopularyzowały, przeniosły na inny poziom i w pewien sposób nobilitowały, ale też z drugiej strony te stylizowane wykonania spowodowały zastój, zasklepienie i zaskorupienie. Na dodatek eksploatowanie w radiu i telewizji, nie mówiąc o płytach potwornie je ograło – tego się w końcu słuchać nie dało! Ileż można??? W połączeniu z cepeliadą w Pierwszym Programie PR, dało to dawkę „ludowizny” nie do strawienia! Zarżnięto kulturę i muzykę ludową w imię kanonów i wzorców, lansowanych zbyt nachalnie i uporczywie – na lata. A szkoda, bo znikały kolejne kapele, umierali starzy mistrzowie, szkoły muzyczne (z nielicznymi wyjątkami) traktowały ją lekceważąco i wreszcie media również potraktowały z buta.
    Dlaczego to przypominam? Bo nastąpiło coś, czego nikt się nie spodziewał – renesans, odrodzenie i rozwój folku. Ze strzępów melodii, opisów (czasami) instrumentów, wspomnień starszych muzyków, pokazów nielicznych grajków, zrodził się nurt z początku niedostrzegany, potem coraz bardziej popularny i ceniony, aczkolwiek sekowany przez media – muzyka folkowa, czerpiąca garściami z folkloru, starych mistrzów i źródeł. To chociażby takie zespoły jak Orkiestra św. Mikołaja, Trebunie Tutki, Zespół Polski, Dikanda, Kapela ze Wsi Warszawa, Muzykanci i tacy wykonawcy jak Maria Pomianowska, czy Joanna Słowińska – jest tego mnóstwo, a dochodzą nowi, jak chociażby Rokiczanka, z małej wioski spod Lublina.
    A Mazowsze i Śląsk? Cóż, graja od dziesięcioleci podobną, stylizowaną klasykę, może w nieco innych interpretacjach, ale w końcu uznajmy to za rodzaj wzorca i chwała im za to że były, są i będą!
    Co by tu zapodać na ucho? Może Szopena? Wszak o nim wspominałaś Breverio? To w takim razie Marysia Pomianowska. 🙂

    i Joanna Słowińska – królowa polskiego folku

    A do tego Rokiczanka z dziewczynami jak malowanie i chłopakami z marzeń. 🙂

    Ostatni utwór dałem też ze względu na możliwość porównania – wszak ten sam utwór wykonuje Mazowsze! 🙂
    Uff! Nie wiem czy mi teraz to skrypt przepuści, ale cóż, trzeba sprawdzić! 😀

    1. Zaiste, też jestem tego zdania. To miała być druga część wpisu. Ale bardzo się cieszę, że się uzewnętrzniłeś w komentarzu i to długim. 🙂 Maria Pomian to długi i fascynujący temat. 🙂
      Oczywiście też jestem tego zdania, ze istnieje niebezpieczeństwo zasklepienia się w pewnych schematach. I nie jest to dobre ani dla twórczyń(twórców) jak i odbiorczyń, odbiorców. Rekomenduje wszystkie formacje przywołane przez Ciebie.
      Może dorzucę jeszcze tak by się nie powtarzać:

      jak słyszałam na żywo, to padłam i pomyślałam „tak będę leżeć”:

      Myślę, że dużo dla folku zrobiły takie zespoły jak chociażby Golec uOrkiestra
      Chyba nieśmiertelny kawałek:

      No i wszelkiej maści festiwale:

      Zespół w tym samym składzie, ale nazwa inna:

      No i transfer do muzyki popowego nurtu mieszanie polskiego brzmienia z nutą innego pochodzenia tak jak było to z albumem:

      transfer muzyczny nie jest niczym nowym, wystarczy wspomnieć historię ekspansji jazzu.
      A jeśli chodzi o Dagadanę to uwielbiam ten utwór. Do tego smaczny teledysk.

      Zapraszam do dyskusji. 🙂

      1. Pozwolę sobie zwrócić uwagę że Marysia POMIANOWSKA. 🙂
        To co cytujesz, to już kolejne fale, niektóre bardziej medialne i komercyjne niż inne. Niektóre wykonania tylko incydentalne, ale swoje zrobiły – folk to już nie jest wstydliwy gatunek. 🙂

  2. Na dzień dobry, atrakcyjny Kazimierz:

    Znajomy mnie kiedyś poczęstował tekstami chłopów przeciw panowi feudalnemu w wykonaniu (nie podzielam nawoływaniu do przemocy):

    i dalej:

    kapela Drewutnia:

    ciekawe, że zapomina się o monodii:

    Dobrego dnia! Oczywiście jest to adaptowanie folku. Wersja Rokiczanki nie nie przekonuję w warstwie instrumentalnej. Wolę Toi hola w wykonaniu Dudziak i Auguścik.Tak wiem, to jazz.

    1. Pozwolę sobie dorzucić trochę muzyki źródeł – żeby nie było, że była gorsza niż współcześnie. 🙂
      Niestety nie znam wykonawcy, a szkoda, bo wykonanie boskie!

      kapela Złoty Róg

      i Kapela Jawora, którą miałem okazję podziwiać na żywo

      Dobranoc! 🙂

      1. Tak, tak. Nie dziwi mnie odrodzenie folku zwłaszcza patrząc z perspektywy społecznej, ale to co mnie dziwi niepomiernie to odrodzenie muzyki dawnej. 🙂

        1. A bo to z grubsza wszystko jest „muzyka dawna”! 🙂 Sądzisz, że dla pokolenia młodszego od dzisiejszych czterdziestolatków ma większe znaczenie czy muzyka jest sprzed osiemdziesięciu, czy też pięciuset lat? Tak więc każdy utwór, który się podobał kiedyś, ma szansę spodobać się i współcześnie – to jak z dobrym jedzeniem – zawsze smakuje! 🙂

          Mógłbym zapewne jeszcze tak długo pogadywać, ale przecież jest tu trochę znawców dobrej muzyki czy może dobrego grania (grajek) – przecież nie mam absolutnie monopolu na prawdę objawioną! 🙂
          Jednego się nauczyłem, że nie wszystko co mi odpowiada, podoba się innym i odwrotnie – niekoniecznie wpadam w zachwyt nad proponowanymi przez innych utworami. Z tym, że to się u mnie zmienia – co mnie nie poruszało jeszcze wczoraj dziś może zachwycać, a co uwielbiałem do dziś, jutro już tak nie zachwyci. Grunt to nie popadać w zastój ani nadmierne uwielbienie. 🙂

  3. Daruję już sobie wstawianie filmików, bo skrypt zaczyna się dławić. Kto ma ochotę, ten pójdzie śladem tych utworów i wykonawców, kto ma dość i tego co jest, poprzestanie na tym. Temat rzeka i nie na jedną notkę, bo większości nawet nie zdołaliśmy „liznąć”.
    Zadziwiające, jak media usilnie starają się tego nurtu nie widzieć. A przecież musi być coś niezwykle nośnego w takim nurcie, gdzie ludzie nie dla kasy (bo cóż to za pieniądze?), a dla przyjemności i z pasją grywają to co im w duszy gra, podobnie jak wielu innym przed nimi.
    No, jednak się nie opanuję! Chopin w Arabii – Maria Pomianowska – „Nie ma czego trzeba” i „Wiosna”. 🙂

    1. Pozwól, że Ci odpowiem na Twoje dwa komentarze, w jednym.
      Nie myślę, że mam rację. Zresztą postawienie sprawy (nie piszę, że Ty tak robisz, absolutnie n i e robisz) x ma rację stawia automatycznie x wyżej od y. Także tego unikam jak szeryfowej czcionki w tytułach. 🙂 Chyba, że WordPress postanowi inaczej 🙂
      Ad rem!
      Być może się mylę, sądząc, że:
      Oczywiście termin „muzyka dawna” może być różnie rozpatrywana, zależnie od tego kto o niej opowiada, i kto ją wykonuje, albo słucha.
      Oczywiście gdyby spojrzeć na historie muzyki to rodzaje muzyki przeplatają się,prądy wzajemnie na siebie wpływają, ludzie podróżują przenoszą zwyczaje. Chociażby spojrzeć na rodzący się w Polsce jazz na przełomie lat 20 i 30 i spory jakie budził. Albo związek chorału i polifonii.
      Piszesz o kryterium wieku, i pewnie dla niektórych ludzi nie ma znaczenia kiedy muzyka powstała (tutaj rozdzieliłabym” podobanie się”) i pewnie jeśli patrzyć na to w kwestii gustów i nieprzemijalności piękna, wiek nie ma znaczenia, z tym że to odmienna przynajmniej dla mnie kwestia, bo muzykę dawną może wyróżnić sposób jej wykonywania tak chodzi o technikę śpiewu, jak grę na niezmienionych technologicznie/ technicznie instrumentach. W imię pielęgnowania rozmaitych tradycji powstawały różne szkoły, np w XII wiecznym Paryżu sławna Szkoła Notre-Dame. Oczywiście, że sztuka mistrzów/ mistrzyń wzrusza zawsze dlatego, że coś porusza, albo stwarza. Szkoda, że darujesz sobie wstawianie filmików, bo z ciekawością czytam nie tylko to co piszesz, ale też co polecasz. Oczywiście, że Maria Pomian to nie tylko kobieta o ciekawej biografii, ale ważna dla polskiej kultury i w niektórych kręgach mam wrażenie, że zapomniana. Nie orientuję się w gażach osób zajmujących się muzyką etniczną. A folguj sobie, folguj. Cóż to by było pisanie blogu bez dyskusji? 🙂

      1. Pomianowska. 🙂 🙂 🙂
        Nie miałem nikogo na myśli poza swoja skromna osobą, która to miewa zwyczaj popadać w przesadę, wygłaszając kategoryczne poglądy, albo na takie wyglądające. 😀 😀 😀
        Ilość linków powoli zaczyna stwarzać problem w wyświetlaniu dla słabszych komputerków i to jest jedyny powód ograniczający. 🙂

        1. Zeżarło mi końcówkę i nie spojrzałam! DZIĘKI Ja rozumiem, że nie jadłam kolacji, ale żeby to się na pisanie przełożyło? :)Jak myślisz czcionka mi będzie leżała na żołądku? Oczywiście, że ska, i nie chodzi o styl muzyczny, którego początki można usytuować w latach 50. ubiegłego wieku. 🙂 Ale dyskutować można zawsze (i nie chodzi o to, że za_wszę :)) dobra, żarty na dowolnie wybrany, bok. Dyskutować można zawsze, a to, czego się nie potrafi można się nauczyć. Zresztą i bez reszty, o nieporozumienie w internecie nie trudno. 🙂 Także folguj sobie do woli Wać Panie, umysł jak spadochron, ważne by był otwarty 🙂 Przesłucham wszystko co mi podeślesz, obiecuję, masz to na piśmie… 🙂

          1. Nie, nie słyszałem, podobnie jak wielu, wielu innych. 🙂
            Ale przypomniała mi się rodzina Sawall – niezwykła! 🙂

            1. I baaardzo znana 🙂 Dzięki. No, żeby poznać choć część płyt, czy książek życia nam nie starczy, znaczy nie wiem jak Tobie, mnie niestety… 😀

    2. No Bracie! (Pozwolę sobie na taką zuchwałość, wybacz).
      Zaryzykuję stwierdzenie, że na dziś moją ulubioną płytą Marii Pomian jest „Chopin: Spirit of the lowlands”z 1999 tok ten to wysyp płyt z chopinowskimi inspiracjami, przynajmniej tak go kojarzę.

    1. Interesujące, ale nie na tyle, żeby taki eksperyment powtarzać. Coś jak „Kukułeczka” w wykonaniu bodajże Sipińskiej – pretensjonalne udziwnianie – dobre na raz ale nie więcej. W przypadku występu na Woodstock, to miało sens, ale usilne lansowanie byłoby męczeniem uszu. 🙂

      A co Ty na takie muzykowanie? „Jadą goście” w zaskakującej stylizacji. 🙂

      1. Mnie się podoba. Chociaż nie przepadam za językiem niemieckim. „To i hola” podoba mi się w wykonaniu jazzowym. Przerabianie na siłę muzyki chyba się wyczuwa po tym jak się trochę już płyt w życiu przesłucha… Jestem w błędzie? 🙂

        1. Nie wiem, ale chyba mnie to nie dotyczy – jeżeli mi się podoba, to brzmienie zostaje mi w głowie na zawsze niezależnie od osłuchania. Pamiętam rzeczy z dzieciństwa i zdarza mi się na nie trafić ponownie dopiero teraz. Są równie dobre jak dawniej, przynajmniej tak mi się wydaje. Ale czy to ma jakieś znaczenie?

          Dokładam Czechomora. 🙂

          1. Jeżu nie wiedziałam, że Ktoś jeszcze tego słucha i kojarzy. Nie znam całego repertuaru. Z moich znajomych. Cieszę się bardzo. Chodziło mi o to, że wraz z osłuchaniem rośnie dobór muzyki, i przeciwstawienie tego co pojawia się na półkach z bestsellerami, inaczej umiejętność wyboru. 🙂 Tylko tyle.

          2. Szczerze mówiąc przestałem już dawno zaglądać na półki z bestsellerami bo nie dość, że mnie nie stać, to jeszcze większości za dopłatą bym nie wziął! 🙂
            Od dawna nie daje się oglądać telewizji, a i w radiu dobre programy emitowane są w jakichś nieludzkich porach – na ogół króluje chała i ograne kawałki. Zniechęciłem się do mediów. 🙂

  4. Półki i całki z bestsellerami to jedno. Nie wiem jak Ty Kneziu, ale mnie niejednokrotnie (choć teraz rzadziej) (z)łowiono marketingowo. Cóż człowiek się starzeje 🙂 Ale nawet gdyby to odrzucić, to czyli wskazania sprzedażowe, to przecież pozostaje wszechświat muzyki, sztuki, nauki, który warto poznać Zappa bodajże powiedział „Tak dużo książek, tak mało czasu”… A przecież na nich świat się nie kończy i nie zaczyna, przecież są Ludzie, spotkania, praca, odpoczynek, sen (człowiek przesypia 1/3 swojego życia). Dlaczego warto wybierać świadomie, a czasami skusić się na to co nam podpowiada, że niekoniecznie takim jest.

    1. Zdecydowanie bardziej odpowiada mi sieć. Wybór komercyjny jest kosztowniejszy. Nie kupię czegoś, co bardziej przypomina kota w worku niż świadomy wybór. Nie mam czasu na stanie ze słuchawkami na uszach i mozolne przeszukiwanie płyt. W sieci wyszukuję i po chwili, gdy mi wybór nie odpowiada, porzucam. Gdy wybór jest właściwy dla mnie, wtedy staram się popularyzować, w pewien ograniczony sposób lansować, a gdy nadarzy się okazja idę na koncert, albo kupuję płytę.

      Co mnie irytuje w sieci? Dawniej, gdy algorytmy podtykania pod nos tego, co powinienem wybrać, były mniej rozwinięte i nachalne, można było swobodnie wędrować po linkach, wybierać pokrewne, podobne, ale różne – żeglować coraz dalej i dalej w poszukiwaniach – było się internautą. Teraz wyszukiwarki tak poznają moje potrzeby, że podtykają mi pod nos tylko to co już znam – ograniczają mnie, zamykają w klatce tego co już odnalazłem. To irytuje potwornie. Muszę wtedy sięgnąć do wspomnień, skojarzeń, strępów wiedzy i poszukiwać sam, hasłowo.

      1. Tak jak piszesz, w sieci też trzeba umieć się poruszać, zwłaszcza wyjść poza tym co znane. A co do koncertów i płyt to nie zawsze, wrażenia wzajemnie się przenoszą, ale zawsze (ryzykuję wieki kwantyfikator, wiem) warto spróbować. Pozdrawiam

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s