[]34. Take five.

Żadna dyktatura nie toleruje jazzu. Jazz to pierwszy sygnał powrotu do wolności.

[Dave Brubeck]

Współrzędne zdziwienia wytyczyć można nieśmiało ołówkiem. I podążyć należy dalej niż sięga myśl. Za_myśl, do_myśl. Prze_myśl. Puścić to, co wyrywa się szybko zbyt. I na tarczy_wie. Lepiej wrócić z tarczą niż bez. Ale w takich chwilach się nie myśli. Na szczęście. Bez kalkulacji. Rzeczy(nieoczy)wistość na metrum własne. Polerowane na nie jedną nutę. Pora dać się podnieść ponieść. Koniec.

***

Można by było nie podpisywać i tak wiadomo. Dla porządku: Paul Desmound (saxofon altowy i kompozytor powyższej melodii) i David Brubeck (piano, frontman), utwór Take five z płyty Time out [1959 rok]. Wersja zamieszczona na albumie ma nieco ponad pięć minut, a ten set… Jeśli mnie pamięć (i źródło) nie myli jest to nagranie na żywo z Rotterdamu zarejestrowane trzynaście lat później. W zasadzie smutno by było tak zakończyć. Chociaż być może efekt(ow)_nie. Rok 1959 to kontrapunkt. Nie dość, że ukazuje się na rynku Time out, to jeszcze Kind of Blue,The Shape of Jazz, Mingus Ah Um…

Hmm…I równie dobrze mogłabym zakończyć na tym dzisiejszy wpis. Bo to co panowie wyprawiają to nie tyle popis i podpis muzyczny Brubecka, chociaż to on, a nie kompozytor Paul Desmond jest utożsamiany z tym numerem. Co kunszt, smak i jeden z najczęściej coverowanych kawałków jazzowych na świecie. Nawet jeśli nie odmieniasz i odmierzasz minut w rytmie jazz to i tak natknąłeś (natknęłaś) się na tenże kawałek to pewnie go kojarzysz, albowiem jest niezwykle często używany (także w zmodyfikowanych wersjach) jako ilustracja do przekazów reklamowych. I to jeden z powodów, dlaczego właśnie zdecydowałam się wspomnieć o tymże utworze. Powiadam Wam, jazz nie jest trudny, nużący, męczący jest obecny w naszym życiu. Na nieszczęście. Dla uszu, które przypadkowo się zanurzą w takowych dźwiękach. Rozdźwiękach. Ale przecież jest pierwowzór. By sobie utrwalić, by się po [i] za chwycać przywołuję dźwięki i rzadziej prezentowaną wersję.

Mogłabym pisać peany na temat klasyki gatunku, i zużywać jeszcze bardziej przetarte wielkie słowa i nie mniejszego kalibru kwantyfikatory lecz kłopot w tym, że nie jestem zwolenniczką poznawania muzyki od tej strony. Oczywiście pięknej, zachwycającej, porywającej (podrywającej) i nie rzadko martwej. Ktoś kiedyś napisał,że aby uśmiercić dzieło należy włączyć je do kanonu.  Nie jestem przekonana, że trzeba najpierw w ów zanurzyć uszy. Co innego nie wykazywać się ignorantem, a co innego zapoznawać się z piękną twórczością.  To tak jakby zacząć od razu studiować życiorys świętej Hildegardy z Bingen i jej zasług tak dla nauki jak i muzyki średniowiecznej. (zgłębiała m.in. tajniki siedmiu sztuk wyzwolonych, teologię i liturgię, uzyskała tytuł magistry, powołała do życia nowe zgromadzenie żeńskie autonomiczne od męskiego, pisała książki skomponowała blisko,osiemdziesiąt dzieł, hymnów, responsoriów,sekwencji, antyfon, doradzała możnym tego świata: księżom i książętom, biskupom i papieżom. Uznana jest za pierwszą kompozytorkę. Postrzegała muzykę jako wspomnienie raju i czynnik służący zbawieniu, taki, który przybliża do Boga, niezbędny podczas liturgii).  ech, długo by o niej pisać. Bo tym sposobem dojdziemy do madrygałów, aż powędrujemy sobie przez inne epoki, terminy i zdziwienia natury muzycznej. Taka nie szybka przebieżka po pięciolinii. Dla średnio_(nie)_(za)awasowanych.

Wróćmy do tematu. (Uprasza się o cierpliwość.Może to trochę potrwać bo i kondycja nie ta, a odbiegliśmy daleko). Brubeck w 1958 roku koncertował w Poznaniu a jednak się dało zaprosić i dało się przyjechać i dało się zagrać (również w Krakowie i Warszawie). I dało się również spotkać z fanami i fankami. Nie jest więc tak, że dopiero teraz (z różnym skutkiem, i jakością repertuaru) granice się otwierają dla zagranicznych gwiazd.  Podobno podczas jednego z recitali w naszym kraju miał powiedzieć słowa cytowane na początku wpisu. Tak zwane turnee „dobrej woli”. A po koncercie wpadł był do muzeum Chopina krąży anegdota o tym, ze zasiadł do jego fortepianu i zaczął grać. A potem przybyła paczka z nagraniem Brubecka pt: „Dziękuję”. No cóż, miło powspominać. 🙂 Ostatni raz był w Polsce w 2005 roku. Dave Brubeck jest bez wątpienia człowiekiem, który daje się prowadzić Muzyce,szkoda by było gdyby został, jak to pierwotnie zamierzał zeoologiem, ale nie zapominajmy o innych, którzy w tej wędrówce brali udział i są niemniej ważni.

Joe Morello. Władca perkusji. (W podlinkowanym kawałku zamieszanie na bębnach robi bodajże Alan Dawson występujący z Brubeckiem w latach [1968 – 1972]). To Joe występował w kwartecie Dave’a przez ponad dekadę, to on był władcą swingu i metrum, zwłaszcza tym ostatnim szachował tak jak chciał, kiedy chciał i w dowolnych dekoracjach. Pan Subtelność. Tak można by było określić jego grę. Wzorowali się na niej Roman Washo i Andrzej Dąbrowski, szczególnie ten ostatni.

Paul Desmond napisał przebój rytm w metrum  5/4 (stąd tytuł utworu)  przed występami w ramach rozgrzania palców i dłoni wybijał na bębnach boski Joe tak się jednak złożyło, że w powszechnej świadomości utwór ten nieodmiennie przypisany jest Brubeckowi. Solo obecne w różnego autoramentu przekazach jest również na szczęście wpisane w podręczniki dla uczniów i uczennic gry na perkusji. Podobnież na koncertach solówki perkusyjne trwały ponad 10 minut… Ciekawe co by było gdyby pozostał przy grze na skrzypcach…Na których grywać zakazał mu ojciec, któy nie chciał by syn zajmował się tak mizernym zajęciem jak muzyka  Paul Emil Breitenfeld postawił jednak na swoim, pomogła przy tym przeprowadzka i wychowywanie przez krewnych z dala od rodziny pochodzenia. Po powrocie jednak zasilił szeregi szkolnej orkiestry gdzie grał na klarnecie. W czasie swojej służby wojskowej poznał Dave’a i tak zaczęła się ich współpraca. Chociaż upodobania (i styl życia) mieli różny, ba, różny, odmienny, pisać tak, to nic nie napisać(alkohol, kobiety,używki). Powiedzieć, że muzyka łączy, to nic nie powiedzieć. No i praca jako „opiekun[ek]” do dzieci też robi swoje. Cóż trzeba było załagodzić swoje wyprawy hazardowe. Ale przecież z drugiej strony nie sposób wspomnieć, że koncertował ze sławami świata tego. I to długo przed wizytą w pokoju hotelowym Duke’a Ellingtona gdy kwartet Brubecka był w uszach wszystkich Amerykanek i Amerykanów, a wtedy nie sposób zgromadzić koło siebie osoby znaczące, albo znane. Ważne by gdy jesteś, czy czujesz się mały(mała) ktoś zobaczył w Tobie ponad to kim zdajesz się być Twoje możliwości, kim możesz się stać. Bo w życiu tak jest, że zarówno uczymy jak jesteśmy nauczani, potrzebujemy wzorców. I tego, by ktoś w nas uwierzył zanim, zrobimy to sami. Drugim powodem popełnienia tej notki jest fakt, iż czy to czytam, tu i tam, czy to słyszę o błędnym przypisaniu autorstwa numeru, a i przecież dwunastego grudnia, minie druga rocznica śmierci Dave’a i pewnie znów zabrzmi Take… Przecież żaden koncert po napisaniu i zaprezentowaniu tego utworu publiczności nie mógł się odbyć bez tegoż…

P.S.No proszę zaczęło się o zahaczeniu o Prze_myśl a skończyło na Poznaniu. 🙂

4 myśli na temat “[]34. Take five.

    1. Dzień dobry, na blogu. I dziękuję za dobre słowo prostą czcionką. Piszesz w swoim poście, że jak rozumiem nie do końca ganisz opinię, że przychylające się do zdania, czy mówiące o tym, że biali nie powinni grać jazzu bo nie potrafią, albo nie potrafią i nie powinni. Tak, dobrze zrozumiałam?Po pierwsze: Jazz, jak każdą muzykę należy rozpatrywać w szerszym kontekście. Taki Brubeck doskonale wstrzelił się w gusta białej, średniej klasy średniej i to ważny fakt. Jeśli mówić np o jego sukcesach to jedno.Po wtóre jestem zdania, że jest wiele jazzów, a nie jeden jazz. Oczywiście możemy rozpocząć dysputę na temat skąd wziął się Jazz.
      Drugi komentarz, piszesz, że rok 59’dla jazzu jest czymś wyjątkowym, oczywiście, na świecie dwie dekady 50 i 60 to eksplozja płyt, o których np wspominam powyżej. Być może się czepiam, i — co gorsza— narażam, twierdząc, że to zależy o jakim jazzie mówimy, to znaczy, przez kogo tworzonym. Jest np tradycja jazzu międzywojennej polski, nieco dzisiaj zapomniana, a godna uwagi. Niewątpliwie rok 1959 przeszedł do Historii jazzującym krokiem, wielkich płyt i takiż twórców, (Pewnie powinno być odwrotnie napisane). 🙂
      Zapraszam do dyskusji. 🙂 I oczywiście do odwiedzin. Pozdrawiam,

  1. No i widzisz, tutaj nie jestem kompletnie w temacie. Jazzu nie słucham, nie znam, za to mam koleżankę, która się tą muzyką pasjonuje – dzięki niej znam Joe Morello. Uwielbiam za to Sinatrę, ba! kocham go na zabój.
    A wpis piękny, ta gra słów to coś niesamowitego… trzeba umieć tak pisać.

    1. Dziękuję, powiem Ci ja także kiedyś zaczynałam się interesować muzyką, także wszystko przed Tobą, zapraszam zatem (jeśli oczywiście chcesz) by się zapoznać z muzyką. Myślę, że ten wpis Ci też może przypaść do gustu, z mojej perspektywy to bardzo motywująca historia: http://wp.me/p59KuC-5R a to ad vocem słuchania jazzu: http://wp.me/p59KuC-Bk

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s