25. Ostatnie historie.(Nie) pierwsze za(_)chwyty.

Przed rozpoczęciem czytania proszę zapatrzeć się w prowiant, ciepłe skarpety, albo kapcie.

***

Uporządkowany chaos. Gdzie nie położymy oczu, kiedy by nie zanurzyć uszu, i gdzie nie dotknąć, wymacać,  namawiają, by zakochać się w życiu, doświadczać, zużywać się coraz to prędzej, piękniej, i koniecznie w terminie zdatności do użycia, ale jednak z k[l]asą, sterylnie, bowiem śmierdzieć można tylko groszem.(Chociaż, przynajmniej tak twierdził Wespazjan,pieniądze nie śmierdzą. A więc licho wie, a może grosz— to według niego nie pieniądz. Przecież podatki wtedy bywały nieliche, nawet jeśli dotyczyły publicznych toalet).

Zmyślnie (albo raczej całkiem bez) zasiądziemy z czwartą kawą przed telewizronią. Zwłaszcza wtedy. Tłok, nadmiar, konieczność użyteczności,zdatności, zaradności i inne —ości do obgryzienia, albo nabycia w promocji, z rabatem, bez trudu, znoju, krwi, potu i płaczu, (jeśli już to ćwiczyć się w ostatnim, programowo z powodu doświadczania szczęścia, ale uwaga można tylko uronić łezkę, gdyż płacz uprawiany sukcesywnie, w większych ilościach,grozi odwodnieniem organizmu). Wszystko, ogarnięte, dostępne, uwaga za to już teraz, od ręki, nogi, piechotą, czyli natychmiast.

Nie wiem, na [w] jakich miastach… Namiastkach… Ale za_wsze wedle tego samego schematu. Przecież to pierwszy dzień Twojego życia. Oczywiście nówka sztuka, nieśmigana, wyprasowanego i złożonego, oczy_wiście  nie nie chodzi to o stopień skomplikowania, ani Celsjusza, czy broń Boże Fahrenheita, ale o uporządkowanie.  Sterylność. Piękność. Możliwość. Nieskalanie. Wygładzoność i tam gdzie potrzeba płaskość. Jednym słowem: Młodość (tą wieczną, może być pierwsza, druga, trzecia, ba zawsze jest kolejna, a jak nie ta, to inna, ale oczywiście maksymalna i na wyciągnięcie czegokolwiek ręki nogi, i książeczki czekowej).

Jak (na)pisał Bronisław Maj w Sancho dytyrambie,niektórzy cytują tylko ostatnią zwrotkę, niektórzy, czyli (nie) wszyscy,  tylko ją pamiętają:

Bo nic prócz niego
nie ma żywego.
Nie ma od światła
nic świetlistszego.
Od tej świętości –
nic świetniejszego!
Niech żyję JA!

Za_chwyt. Czyli, że za_czepnie, że wybijam z wysokiego tonu, raczej za_wracam z wytartego szlaku. Wiesz co mnie nieustannie dziwi, zdumiewa, wprawia w konsternację?

To jaką wagę przywiązuje się do Początku. Do razów pierwszych. Oczywiście nie piszę o nokautach. Tą przyjemność zostawmy innym.

Podobno w przemówieniu pierwsze zdanie jest najtrudniejsze. Więc mam już je za sobą. Powiedziała wygłaszając mowę noblowską w 1996 roku Wisława Szymborska* Pitagoras za to mawiał, że wszystko co łatwe na początku było trudne. Albo: To nie jest koniec, to nawet nie jest początek końca. Ale być może, jest to koniec początku!
tak miał oświadczyć Churchill  po brytyjskim zwycięstwie nad Afrika Korps (pod El-Alamein 10 listopada 1942 roku).

Początki! To nie po- szczątki, tylko ach! Zacne, piękne, ponętne, czyste, niewyczerpalne źródło, które nigdy nie wysycha. Światło, które nigdy nie gaśnie. A o końcach? Nie, nie o „ciągach dalszych” (wiem, wiem, Szymborska)*  czy bliższych, ale o końcach definitywnych. Nieodwołalnych. Namacalnych. Niepopularnie i przerażająco. Z nutką dekadencji i całą partyturą strachu. I na szczęście nie dotyczy to jeszcze w nas, którzy za radą pana Młynarskiego Jeszcze w zielone gramy. A zielone to przecież, nie, nie kasa, tylko nadzieja. Można mówić, że to matka głupich, a i owszem, lecz Lec za to pisał, że jest także kochanką odważnych. I tego będę się trzymać,kurczowo, moimi wypielęgnowanymi (a jak!)  dłońmi.

Będzie zatem o doświadczaniu końców. Czy też końca. O zamykaniu. I zamknięciu. Doświadczenie czegoś po raz ostatni, a raczej świadomość doświadczenia (nie rzadko po niewczasie) czegoś po raz   n a p r a w d ę   ostatni jest… p o z a Słowem.

***

Wyobraź sobie, że budzisz się rano, ale nie możesz zrobić kroku, jeszcze wczoraj oczywiście nie sprawiało Ci to kłopotu, oczywiście nawet nie przybiegło, ba nie przyszło (co za ironia) do głowy, że możesz mieć z tym kłopot, problem, kwestie do rozwiązania, rozsupłania czy przecięcia*. A obecnie już wiesz, że nigdy nie staniesz na własnych nogach. Analogiczna sytuacja ze wzrokiem, słuchem… Do wyboru. Nie przeczytasz książki drukowanej, możesz ją poczuć pod palcami, ale tego trzeba się dopiero nauczyć, nie posłuchasz ulubionej płyty, oczywiście można wyłuskać drgania, można tańczyć, można żyć, ale tego trzeba się nauczyć. Jak wtedy smakował Ci ostatni krok, ostatnia książka s a m o d z i e l n i e przeczytana,zobaczenie twarzy osoby ukochanej, zachodu i wschodu słońca.  Ostatni taniec… Czy inaczej doświadczał(a)byś gdybyś wiedział/a, że to już nigdy nie ma szansy, rachunku prawdopodobieństwa, się powtórzyć?

Co innego czytać, co innego pisać, a co innego doświadczać. Różnica. Właśnie, tak bardzo chcemy być podobni, a tak niechętnie, być może ze strachu ją zauważamy, pracujemy na niej (na nich). Różnica, nie różniczka, ani różyczka. Różnica. Cóż temat na osobny wpis.

Bo tak  naprawdę miało być o książkach.

Nie zmieni w sposób trwały żadna książka biegu naszego życia. Uczynić to własnym działaniem. Pokazać Drogę. Popatrz, tędy też można. I w taki sposób. Albo inny. Spróbuj jeśli masz odwagę, jeśli nie masz— to tym bardziej. Rób. Nie próbuj. (z)Rób.*

Książkę, film, wykład. Można odłożyć na półkę do biurka, etażerki, gdziekolwiek.Skutków i konsekwencji tak łatwo nie odłoży się pomiędzy bajki… Oczywiście, wzruszyć się, ale zamknąć rozdział opowieści iść dalej. W swoją stronę. Przypomnieć sobie od święta. Przy okazji. Wzruszyć się, albo ramionami. I aż tyle. Tak to ważne. Nie można żyć ciągle na najwyższych obrotach. Wzruszenie, poruszenie jest ważne. Ważne jest  działanie.

Jeśli oczywiście chcesz się przyjrzeć Światu to oczywiście możesz zrobić setki, tysiące rzeczy i nie robić tyle samo. Zgubnym i bezcelowym jest tworzenie katalogu czynności, a skoro miało być o wydawnictwach ciągłych, to polecam

Książki o odchodzeniu dla tych, którzy/ które zostali/ zostały:

1.Ćwiczenia z utraty. Agaty Tuszyńskiej, publikacja napisana po stracie męża, dla mnie osobiście jest odpowiednikiem genialnej książki  autorstwa Joan Didion pt Rok magicznego myślenia. Dwie straty i dwie prace by (od)żyć. Wykonać. Zapamiętać to co było. Ułożyć to co się rozsypało, czy po prostu zasnąć głęboko, długo, wygodnie. Chociaż na dwa kwadranse. (Od)zyskać równowagę. Być może nie pytać się już więcej, bardziej, natarczywiej i nie oczekiwać odpowiedzi.

2. Inga Iwasiów— straciła Ojca, napisała przejmującą książkę pt: Umarł mi. Notatnik z żałoby. Tytuł wyjaśnia kierunek. Ale nie wszystko odsłania,przynajmniej od razu. Książka skrojona na miarę. Przywoływany Jerzy Lec napisał kiedyś Na początku było słowo, a na końcu frazes. Pisząc o zostawaniu na pierwszym brzegu łatwo żonglować frazesami. Niezauważalnie (przynajmniej na początku) Ba, i łatwo żyć z zarobionych pieniędzy pisząc poradniki pozytywnego myślenia, tutaj na szczęście i nie szczęście (dla niektórych) tego nie ma. Jeśli prywatność to ma ona swą jasno określoną granicę, jest i o literaturze, i o śmierci naturalnie. I o oswajaniu życia „po”, i o odnajdywaniu życia „przed” w różnych nieoczekiwanych miejscach.

3. Dr Elisabeth Kübler-Ross była lekarką, która oswajała, ujarzmiała, przynajmniej na czas jakiś, śmierć. Zamykała w ważnych terminach, zadawała prace dzięki, którym można było powiedzieć z pełnym przekonaniem „rozumiem”, „świadomie kontroluję” lub przeciwnie: (od)puszczam. Jej Rozmowy o Śmierci i umieraniu, wciąż czekają cierpliwie, aż po nie sięgnę. A lekcje życia. Specjaliści od śmierci i umierania zdradzają tajemnice życia.  wciąż w czytaniu. Oto fragment, akurat tak całkiem przypadkiem

Na czym polegają te lekcje, których odrobienia domaga się nasze życie? (…) trzeba przejść przez lekcje strachu, poczucia winy, lekcje gniewu,  lekcje wybaczenia i poddania się śmierci, lekcje czasu i cierpliwości, lekcje miłości, lekcje związków z innymi ludźmi,lekcje zabawy, lekcje utraty i lekcje siły lekcje autentyczności i lekcje szczęścia.

Odrabianie ich przypomina trochę osiąganie dojrzałości Nie stajemy się nagle szczęśliwsi, czy bogatsi, czy bardziej wpływowi, ale lepiej rozumiemy otaczający nas świat i potrafimy osiągnąć wewnętrzny spokój.

[Lekcje życia. Specjaliści od śmierci i umierania zdradzają tajemnicę życia. Elisabeth Kubler Ross, David Kessler, wyd. Media Rodzina, 2001].

Dzień po dniu. Godzina po godzinie. Niczym w cytowanym wcześniej utworze Maja. Zanurzenie w życiu. Bo jak pisze Ulla:

„To jest mój debiut i finał. Chodzi o mój finał(….) zostałam zaatakowana przez rzadką chorobę stwardnienie zanikowe, SLA. O szybkim i agresywnym przebiegu.Istnieje tylko jedno wyjście śmierć”.

[Wiosłować bez wioseł, książka o życiu i umieraniu. Ulla Lindquist, wyd. Czarna Owca, 2006];

4. Ulla Lindquist dostaje „fantastyczny” prezent na swoje pięćdziesiąte urodziny. Chorobę. Nieuleczalną.Powiedzieć, że umrze, to nic nie powiedzieć, zakrztusi się najprawdopodobniej. Będzie odchodzić w cierpieniu. Ciało będzie się buntować, aż odmówi współpracy, definitywnie. Umysł zaś będzie pracował na najwyższych obrotach. Tak, zapewne to jest to o czym (nie) marzyła, i to nie byle jaką, po bo SLA, (jeszcze—chociaż „już” są pierwsze nowiny, że jednak sposób jest, tyle, że nie dla niej i jej bliskich) stwardnienie zanikowe boczne. Kto by chciał dostać taki prezent? No właśnie. Książka, która trzymała mnie za gardło i za żołądek, i którą (sic!) pożyczyłam (na wieczne nieoddanie). I nie chodzi o cierpienie o dzielność, czy niedzielność, (albo sobotność), o stawanie się osobą z niepełnosprawnością i o pisaniu książki jednym palcem. Chodzi o życie. O życie. Własne.

5. Morrie Schwartz to człowiek, mężczyzna,kochanek,mąż, ojciec,nauczyciel, którego doświadczeniem, nie jedynym oczywiście,było również życie z SLA. Tak to już jest, że mówi się o nim, w kontekście życia z chorobą. Morrie, który zdecydował się na uczestnictwo w programie BBC by opowiedzieć się za życiem. Udziela wskazówek, tym, którzy zostaną, pojawią się i znikną.  Powstała również książka i film (dokumentalny i obyczajowy), Wtorki z Morriem, można obejrzeć, ale proszę nie rób tego, przeczytaj n a j p i e r w książkę (również w postaci audio, z tym,że po angielsku), tam jest o wiele więcej, o wiele bardziej, o wiele jaśniej. Również omówiony udział w wyżej wymienionym programie, widziany z dwóch perspektyw.Akuratnie. Książka ta jest dwugłosem o życiu i śmierci. O strachu, radości, gniewie, spełnieniu, przede wszystkim o Drodze. Zużywaniu się, ale nie rdzewieniu.

6.Steve Jobs. Człowiek, o którym słyszeli (prawie) wszyscy, a w 2011 roku gdy gruchnęła wieść, że (jednak) umarł, ten wykład było można zobaczyć, usłyszeć wszędzie, może i w czyjeś lodówce. I dobrze. Tylko zimo .Ale podobnie konserwuje. Tylko nie wiem czy wszystkie nośniki. Żarty na dowolnie wybrany bok, zwłaszcza te czarne, oczywiście, nie chcę nikogo urazić.  Mowy  wygłoszonej w Stanford zaś posłuchać warto.

7. Randy Pausch. Człowiek, który napisał książkę, a następnie wygłosił ostatni wykład, dla swoich Bliskich. Napisać, że stał się on przebojem, to nic nie napisać, napisać, to, że inspiruje, to nic nie napisać. Albo przynajmniej pozwala się zatrzymać. Zwykle ostatni wykład na uczelniach wygłasza się w ostatnim dniu pracy, przed odejściem na emeryturę, a nie jak tutaj, na wieczny spoczynek. Również tutaj rekomenduję najpierw zanurzenie się w książkę, a dopiero potem przysłuchanie się wykładowi (z tych samych powodów), jeśli jednak ktoś woli może zainwestować czas i zobaczyć:

8.Joanna SałygaChustka. Autorka bloga, kobieta, matka, (nie)żona, kochanka, kobieta, która chciała żyć ze wszystkich (nie) sił.Pięknie. Mądrze. Ironicznie.Radośnie. I w bólu, ale bez bólu. Powstała książka (Chustka, Joanna Sałyga, Wydawnictwo Znak) i film (Joanna— obecnie na short liście do Oscara. Nigdzie nie można go obecnie zobaczyć). Wiedziała, że:

Czas jest wszystkim, co masz … i pewnego dnia może się okazać, że masz go mniej, niż sądzisz.

[Ostatni wykład, Randy Pausch, Nowa Proza, 2008];

Jej blog, który przerodził się w książkę, to powiedzenie, nie wszystek umrę, zachowam to co mogę, by gdy dziecko wyrośnie już z krótkich spodenek mogło mnie sobie choć próbować przypomnieć. Nie stracić. Zapamiętać, to czego nie zdążę go nauczyć, a co chcę by wiedział.

9. Jerzy Pilch. Tak, tak żyje, i piszę, na szczęście. Odkrycie tego pisarza i zakochanie się w pilchowskiej frazie jest dla mnie tajemnicą. Niezbadaną,nieodgadnioną. Jak to tajemnice mają w zwyczaju. Otwieram Drugi dziennik na (być może nie) chybił, ale z pewnością trafił i czytam:

Widzisz czujesz źdźbło w swoim oku,oko z źdźbłem stoi znacznie wyżej od oka bez źdźbła Tylko źdźbła i belki są ciekawe. Więcej się dowiesz słuchając kłamstw zakręconych niż prawd prostackich. Tylko kłamstwa są ciekawe. Tylko ból jest ciekawy. Czy w kontekście bólu da się ustalić jakąś prawdę? Niewątpliwie, ale mnie nie ciekawi prawda kontekstu, mnie ciekawi fałsz sedna. Ból jest kłamstwem. Jest nim jako wypaczenie normy, normą jest brak bólu. Jest nim, gdy jest sprawiedliwy, żaden człowiek nie zasłużył na ból I ból codzienny, i z nawyku, oczywisty, w istocie niepojęty,  i absurdalny, zadawany wyłącznie przez tych, co nie wiedzą co czynią. (…)

Zachwyt nie jest żadnym dowodem rozumienia czegokolwiek.Zachwyt często — o wiele częściej niż się wydaje — jest gwarantem niezrozumienia niczego.

[Drugi dziennik. Jerzy Pilch, Wydawnictwo Literackie, 2014]

No i jestem zgubiona panie Pilch. Czytam fragment (d)o bólu i nie rozumiem, i łapię, ale się wymyka. Frazowanie, opis rzeczywistości, to w jaki sposób przestawia Pan kwestie pisania i przede wszystkim czytania, jest mi bliska. I zachwycam się, czyli podłóg tego co zostało tutaj przytoczone, nie rozumiem. Chociaż „o wiele częściej”, czyli jednak nie zawsze, daję nadzieję niepewną, że może nie tym razem… Może pan pisać i o Wiśle, i o piłce, moje zrozumienie tegoż sportu skończyło się na wyczynach Orłów Górskiego, ale pana z ochotą poczytam, posłucham może być i o sporcie,(kobietach i alkoholu)  przecież i tak zawsze jest egzystencjalne… Podobnież sport to zdrowie, a zdrowie, to długie, szczęśliwe, życie….

10. Jak odreagowywała pani stresy? [Dariusz Zaborek pyta Alicję Gawlikowską —Świerczyńską — przypis własny]:

Do dzisiaj tak mam, że jeśli coś mi nie wyjdzie lub wyjdzie inaczej, niż planowałam na przykład stosunki z ludźmi, w których pokładałam nadzieję, to zaczynam się z tą sytuacją rozstawać (…) umieć pogodzić się z sytuacją, i starać stworzyć się coś nowego. Nie ma innego wyjścia,. Ale od razu trzeba przekształcać się psychicznie, a nie szukać półśrodków. (…)

I myślała pani o śmierci?

Jakoś muszę umrzeć, ale na razie traktuję to nierealistycznie. Bo przecież mam dopiero dziewięćdziesiąt dwa lata.

[Czesałam ciepłe króliki, Alicja Gawlikowska— Świerczyńska, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec, 2014r].

Alicja Gawlikowska Świerczyńska, to postać dla niektórych kontrowersyjna, nie ze wszystkim trzeba się zgadzać by przeczytać i zastanowić się nad sensem tychże słów. Kobieta, która: straciła wcześnie rodziców, brała udział w konspiracji,  przeżyła obóz koncentracyjny jak również śmierć własnego dziecka, czynna zawodowo lekarka, kobieta, żona, matka…

Jest wielu ludzi, którzy uczą nas w jaki sposób doświadczać życia (i śmierci), smakować je, także jeśli jest gorzko, przede wszystkim wtedy, (nie) nasi Bliscy i Dalecy. Przyjaźni i nie, życzący: lepiej, dobrze i gorzej. Wiele osób zdrowych, i doświadczających niepełnosprawności, cierpienia, choroby, smutku, radości, których imienia nie znam i być może nie poznam. Jedno jest pewne. Nie śmierć i podatki. —chociaż także— H. Jackson Brawn mawiał:

Ludzie na naszej planecie nie stoją w szeregu. Tak naprawdę wszyscy stoimy w kręgu trzymając się za ręce. Cokolwiek dasz komuś, kto stoi obok, w końcu do Ciebie powróci. Może nie od tej osoby po której się spodziewasz, nie w tym czasie, kiedy oczekujesz, lecz wróci. Chcę w to wierzyć. Każda osoba jest zarazem uczniem, uczennicą, i nauczycielem, nauczycielką. Rodzimy się i umieramy. Każda z komórek naszego ciała odnawia się co siedem lat. Rodzimy się, umieramy. Metaforycznie i do bólu praktycznie. Śmierć. rozdział, który także należy do życia, nie tylko uczestniczą w nim te osoby, które zostały tutaj. Morrie mówi(ł), jeśli wiesz jak żyć, wiesz również jak umrzeć. Żyj. Teraz.

***

Wczoraj był dzień życzliwości i osób dobrze życzących, tak więc życzę Ci najlepszego. Uczącego. Radosnego, zadumanego, spokojnego. Tego, czego aktualnie potrzebujesz, pragniesz, tęsknisz, wypatrujesz.

***

Być może jest tak, że początki są bardziej atrakcyjne, ale mniej wymagające. Być może jest zupełnie inaczej.Bo jeśli każdy kij ma dwa końce, to gdzie stracił początek?


  • *mowa Poeta i świat, jest zamieszczona np w Wierszach wybranych, wydawnictwa a5, 2013 r.
  • * każdy początek to tylko ciąg dalszy, a księga zdarzeń wciąż otwarta w połowie, napisała Noblistka, źródło j.w.
  • *proszę sobie wybrać opcję, (aluzja do węzła gordyjskiego jak najbardziej na miejscu)
  • *różnica pomiędzy robieniem a próbowaniem łatwo sprawdzić. Zaobserwuj jeśli, ktoś Ci powie, że przyjdzie na imprezę, albo spróbuje przyjść… Cóż, obstawiam, że druga osoba się nie pojawi, ale będzie próbowała…

14 myśli na temat “25. Ostatnie historie.(Nie) pierwsze za(_)chwyty.

  1. No sporo tu mojego w Twoich migawkach o życiu i śmierci. Elizabeth Kübler-Ross weszła w moje życie w okolicznościach osobistych zgonów z książką „Krąg życia, krąg śmierci” nieprzypadkowo chociaż zupełnie przypadkiem. Należy do ważnych autorów, bo znacząco wpłynęła na moje myślenie o przeszłości i przyszłości. Joan Didion lata temu uraczyła mnie „Rzekobiegiem” i wtedy zapadło mi w świadomość przekonanie , że egzystencjalizm to nie tylko echo przeszłości, a moje doświadczenie codzienności (aczkolwiek niechętnie przeżywane, nawet przeżuwane i jakże niestrawne) . Historia Chustki zabolała-mnie może za blisko była osobistych doświadczeń. Dużo lepiej mój mózg znosi teorię niż praktykę.
    Z odchodzeniem zupełnie dobrze zmierzyłam się w „Oskarze i pani Róży „(na początku trudne a potem oswojone) no w przejmującym filmie (właściwie monodramie) z Emmą Thompson „Dowcip”-polecam w ciemno. Odchodzenie jest raczej omijane, jakby go nie było, a jeśli już to rzecz w złym guście (Przypomina mi się scena z „Tanga” Mrozka ). Mnie przejęła śmierć mojej bieszczadzkiej babci, której pozazdrościłam – do pochówku spoczywała w pokoju, w swoim domu, jako Maria , a nie zwłoki . Przygotowali ja do obrzędu swoi, nie opłaceni obcy. Dom odwiedzało mnóstwo ludzi na wspólne modły i żeby obcować ze śmiercią . Najpierw byłam w szoku , trochę nawet oburzona, a potem zrozumiałam i pozazdrościłam .
    Co jest najgorszą opcja w życiu ? Że człowiek nie bierze pod uwagę śmierci , zwłaszcza, że jest to jak wierzę stan przejściowy.
    Pozdrawiam z moimi różami , które jeszcze są, a już odchodzą …

    1. Elizabeth Kübler-Ross lekarka, która opisała psychologiczną reakcję, która zachodzi gdy pacjent_ka dowiaduje się o czekającej go/ ją śmierci. Postaram się poszukać książki, o której piszesz.
      Zazwyczaj jest tak, że mózg lepiej znosi teorię niż praktykę.Przypomina mi się nie wiedzieć czemu wiersz Szymborskiej, w którym opisuje, co robi we śnie, iloma nie włada językami, czegoż to nie stwarza. Możliwe, że teoria to po trosze takie nasze sny. Czytałam Oskara i Panią Różę, dla mnie niestety, książka nie zdaje egzaminu. O wiele lepszą, ba o nomen omen niebo lepszą jest dla mnie „Czasami wołam w niebo”, książka wymagająca, przynajmniej tak ją traktowałam, odbierałam czytając blisko trzynaście lat temu, ale rozumiem, że możesz mieć inne spojrzenie i „Oskar” może Ci się podobać.

      Na „Dowcip” na pewno zwrócę uwagę, dziękuję.Kultura odchodzenia i umierania jakże się zmieniła… Przynajmniej dla nas. Pozdrawiam Ciebie i Twoje róże. Bardzo lubię piosenkę, z którą Cię zostawiam:

      1. Na Oskara i Panią Różę wyklinają, że to taki wyciskacz łez, że śmierć dziecka nazbyt patetycznie przedstawia… A ja w ten sposób zaczęłam patrzeć na tę powieść dopiero, gdy komentarze zaczęłam czytać. Dla mnie to była – wtedy, kiedy ją czytałam, książka o rodzicach, którzy w najważniejszej dla dziecka chwili, nie zdali egzaminu. O rodzicach, obrażających swoje dziecko, traktując je z pobłażaniem „bo ty jesteś za mały, żeby z tobą o pewnych rzeczach rozmawiać, nie zrozumiesz tego” w momencie, kiedy powinni uczynić ostatnie jego dni lepszymi. I jako taką, nadal uważam tę powieść, za bardzo ważną.

        Piękną książką, pięknym blogiem o umieraniu jest Zorkownia Agnieszki Kalugi.

        1. Witaj na blogu Jukkasarasti! 🙂 Dobrego czytania i komentowania. Niech Ci czcionka lekką będzie. 🙂 Chociaż nie błahą. Ad vocem.
          No cóż nie gustuję w prozie Schmitta Przeczytałam „Oskara i Panią Róże” i „Dziecko Noego” (Z którego nic nie pamiętam). Tak, jestem po stronie tych, którzy mówią, że jest to tani wyciskacz łez, i ogólnie humbug, ale najgorsze jest to, że ludzie, w większości, choć n i e zawsze na tym poprzestają. I dumnie noszą na ustach tytuł. Chociaż jestem też zdania, że czasami, można przeczytać coś źle napisanego, żeby się jednak przekonać, że to nie to, albo, że czasami się lubi właśnie tak.
          Dla mnie książka jest banalna, do szpiku kości, czcionki,do każdej kropli tuszu, ale może gdybym przeczytała ją wcześniej… Nie dyskredytuje, że tytuł może być ważny,
          To trochę jak z pytaniem:
          Która książka zmieniła Twoje życie?
          Otóż twierdzę, że książka nie ma mocy zmieniania życia, tutaj wkraczamy w nauce o zmianie, sposobach uczenia się dorosłych i dzieci i tematach pokrewnych, ale książka może być iskrą, która zainicjuje zmianę.
          Szerzej o tym tu: http://wp.me/p59KuC-6x
          O książkach pokrewnych tematowi: http://wp.me/p59KuC-b6
          Przeczytałam, w formie książki, „Chustkę”, wiem, że „Zorkownia” także w takiej formie się ukazała.
          Dla mnie osobiście Chustka jest blogiem o życiu, a w każde życie wpisana jest śmierć. To tylko dzisiaj jesteśmy takimi higienistami, że w lateksowych rękawiczkach cyzelujemy śmierć. Przypomniały mi się, chociażby, lekcje anatomii, ale o nich już pisałam: https://5000lib.wordpress.com/?s=lekcje+anatomii : w szczególności wpis [161].( http://wp.me/p59KuC-rL ). Rozpisałam się,jak na jakiś aspekt patrzysz inaczej, z chęcią przeczytam,i jeśli masz ochotę odniosę się do tego co piszesz, w komentarzu.
          Pozdrawiam,:). Dobrego wieczoru.

  2. Pozwolę sobie zapisać ten link. Zrobiłaś tu naprawdę świetne zestawienie. Dzięki za podrzucenie.
    PS Czytałam „Chustkę” i „Umarł mi”. Polecany już wcześniej przez Ciebie Pilchowy „Dziennik” – w planach.

    1. Nie jest dane mi by obejrzeć ten obraz. Z tego co wiem, nie tylko mnie. Co dziwne, skoro nominowany do Oscara, powinien mieć lepszą proporcję, a miał najlepszą, opcja dzieło niedostępne, więc cenne. Limitowana edycja… 😦

      1. Jest, ale w wersji płatnej (wtedy na Ninatece na pewno był bezpłatny, ale chyba rzeczywiście tylko na jakąś chwilę tam zagościł), zostawiam jednak tasiemkę http://vod.pl/filmy/joanna/hlgtf7 – może zechcesz skorzystać.

        PS Pierwszy raz dostałam powiadomienie o komentarzu (choć zawsze włączałam, to nie działało).

        1. Może z racji świąt będzie jakoś bezpłatnie? Dzięki za sznureczek, tak, czy tak.
          Może problem z komentarzami można jakoś rozwiązać, ale nie wiem jak…:(

          1. Trzeba sprawdzać, bo zdarza się, że na jakiś czas odblokowują.

            Wygląda na to, że już przesyłanie komentarzy będzie działać. 🙂 Mam nadzieję, że nie tylko pod tym postem. 😉

Odpowiedz na 5000lib Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s