06. Strrrraszni Panowie Dwaj.

tekst: Julian Tuwim, wykonanie: M.Opania,L. Żurek, J.Wójcicki,J Radek,
Gala Języka Ojczystego
,Teatr Polski, Warszawa,  20 lutego 2013 roku.

***

Stop. Stop. STOP. Jakie: „skończyło się”? Jakie: „już”. Panowie!? Panowie,  panowie prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym jak… A nie,nie to nie tak..

Bo to wszystko nie tak,
nie tak,
nie tak, (nie to)
no, a jeśli,
jeżeli
nie tak, nie tak,
no to po co nam było*

…W to wierzyć? Chcecie bajki? Oto bajka.Nooooo. Doooobra, nie całkiem. Znaczy, całkiem, całkiem dobra, nie całkiem bajka. Baśń, nie całkiem, baśń. Dobra zaczynamy, po tej przydługiej introdukcji…

Za górami, za lasami, za siedmioma górami. Nie, nie, nieeee  tak. Ehmm.Ehmm.

Do trzech razy s(z)tuka, więc jeszcze raz …

Puk, puk../.Kto tam? /Nie ma nikogo w domu…/ Jak „Nikt” jak „Ktoś”, ktoś do mnie mówi, wyraźnie to słyszę…

(Ręce opadają… Na klawiaturę) Opadają. I zaczyna się wieść, opo, ooo po,po,po,popopo wieść, wieść…Wieść Opowieść o dwóch takich co nie chcieli być piernikami, tfu, pra, pra –wnukami, tfu, praw, prawnikami. Nie chcieli być.  Nie chcieli być prawnikami. Chociaż  ówcześnie bardzo często, w raz z genami dziedziczono zawód oj, ojca.  Zaczęli  z wysokiego C, o, ojojoj a ponieważ, śpiewać każdy możetrochę lepiej lub…No to  i oni się zdecydowali, ale nie śpiewali tak, jak im zagrano… Do pewnego stopnia (Celsjusza). Tak, atmosfera była gorrrąca. Ale nie uprzedzajmy faktów.

Nie za siedmioma rzekami, nie za siedmioma lasami, a już na pewno nie za siedmioma dolinami, tylko tu, nieopodal— nieopodal bo w Hanau zajrzymy do domu pewnej wielodzietnej ,mieszczańskiej  rodziny. Rodziny jakiej podówczas wiele. Mama, Tato i ich mała gromadka dzieci żyją zgodnie, w miłości i harmonii. Ojciec jest prawnikiem, spędza czas tak w świecie ludzi jak w krainie wielkich, opasłych ksiąg,zawiłych, poplątanych spraw i casusów. Matka,o pomarszczonych dłoniach i uśmiechniętych oczach zajmuje się rozbrykaną czeredą dzieci, które rozciągają czas do granic możliwości, a i żyją czasownikami. Niestety, pewnego dnia, który nie wyróżnia się niczym szczególnym, bo i tak samo jak zawsze słońce wstało, ludzie spieszą się do pracy, a matki ogarniają chaos przywracając śwatu ład. Tato naszej gromadki rozstaje się z życiem, a  rodzina  z dobrym statusem ekonomicznym, teraz musi zrezygnować z dostatniego życia. Ich świat zmieni się, będą dni ponure i głodne, ale matka będzie dbała o to, by dzieci potrafiły cieszyć się z drobiazgów, okruszków, małych radości, które  zazwyczaj (prze)mijają niepozornie, bo ludzie w swej pysze traktują je jako przynależne,oczywiste,wieczne . A ponieważ czas biegnie, ba pędzi żwawo, tak, że nie jedna osoba, nie dwie, i nie pięć łapie czasami zająca, a i często zadyszkę chcąc go dogonić tak dzieci wyrastają z ubrań, bajek opowiadanych na dobranoc i lat dziecinnych, niektórym rosną włosy, innym brody, a wszystkim długi. Skracają się godziny, a wydłużają cienie.

Jak to zazwyczaj w (nie)baśniach bywa dwaj młodzi Bracia, (najpierw starszy o trzynaście miesięcy) Jakob, a potem młodszy, Karl opuszczają  w poszukiwaniu szczęścia i bogactwa, bezpieczny,choć biedny dom matki. A gdy już pokonają to co przygotował dla nich Los, ulżą i Matce, i Siostrze, i Braciom. Zdecydowano zatem. Pójdą nie na wezwanie Przygody, ale ścieżką, którą dawniej podążał ich ojciec. Żegnają się z matką i siódemką rodzeństwa i wędrują do Kassel na studia prawnicze. Zamieszkają w tym czasie na stancji u Ciotki, dzięki temu nie będą musieli płacić komornego, a godziwe wykształcenie to przecież pewnik życia w dostatku, pełnego humoru i pełnych żołądków.

Odtąd Wilhelm i Jakob dni spędzają nieco przygarbieni nad opasłymi księgami, w salach wykładowych, bibliotekach, w ich małym pokoiku można dostrzec przytłumiony blask lampy. Wodzą wzrokiem po tekstach najeżonych trudnymi terminami, przedzierają się przez gąszcze niebezpiecznych znaczeń,w językach, które są im coraz bardziej obce,  targani zmęczeniem, złością, frustracją.Nie. Jednak nie, nie poddadzą się.  Nie zniechęci ich nawet fakt, iż mimo swoich usilnych zabiegań, wypełniania mnóstwa ważnych formularzy, nie nie otrzymają stypendiów naukowych. Oni będą się uczyć, popołudnia i koszule plamić inkaustem. Dni jak chleb powszedni, bywają czerstwe,gorzkie niemalże piołunowe.  Ale bywają i chwile radosne, dzięki swym wędrówkom przez wydarzenia, rzędy dat, sprawy_nie_do_rozwikłania, a przede wszystkim dzięki temu, że zdecydowali się podjąć niebezpieczną wędrówkę jaką są studia  spotykali na swej drodze wielu ciekawych ludzi. Starych, pomarszczonych zmęczonych włóczykijów, młodych, niecierpliwych, wesołych, smutnych, a i poważnych profesorów, poetów i takich, którzy zajmowali się zbieraniem starych podań, ballad, baśni, ciekawych histerii, i jeszcze bardziej zajmujących historii.

Czas mijał. Bracia pamiętając o obowiązkach względem pozostawionych krewnych, a i o własnym utrzymaniu najęli się do pracy w bibliotece i dostali zlecenie na stworzenie kwerendy dotyczącej baśni, lecz zleceniodawca porzucił temat, niczym stare,obłocone, dziurawe nikomu niepotrzebne buty. Jakob i Wilhelm nie dali im pokryć się kurzem. Rozgłosili wieść wśród mieszkańców i mieszkanek Kassel, że szukają oni starych baśni, by ocalić je od zapomnienia. I tak oto siedząc w fotelach przyjmowali przybywające do nich tłumy kobiet, które nosiły w rękach, kieszeniach, chustach, a przede wszystkim w głowach i sercach, stare opowieści. O tym na przykład jak wilk dociera do domu staruszki, zabija ją, a potem kroi, krew zlewa do butelki, by taką oto ucztą ugościć dziewczynkę, gdy do niego przyjdzie, wcześniej, oczywiście każe jej się nago koło niego położyć. Albo o matce, która nakazuje Gajowemu zabić swoją córkę, a na dowód dokonanego czynu, przynieść jej wnętrzności. Baśnie, legendy, stare podania, mnożą się i mnożą.  I tak, w małym mieszkanku, ciotki (i od pewnego czasu także dwóch braci) ożywały krwawe opowieści, pełne zdziwień, radości, najeżone niebezpieczeństwami, naznaczone krwią. Wilhelm opowieści te, starannie  odziewał w potoczyste, mięsiste słowa (jak przystało na profesora literatury średniowiecznej), a Jakob w przypisy, i tak oto w  1808 zebrali je w książkę pt: Kinder  und hausmachen. (Przetłumaczona zostanie później na języki narodowe, w tym, na polski w 1895 roku). Księga, jak to na księgę przystało, była opasła, tyle, że na tym podobieństwa się kończyły. Nie było w niej, ani cudownych ilustracji, ani potoczystego języka, ten w zamian był suchy jak  wiór mnożyły się słowa dumne, poważne, zanurzone w językach i naukach wszelakich, i jako takie, choć były ładne, ludzie nie potrafili ich zrozumieć, zapamiętać i pokochać. Owa księga, bardzo ważna, miała zadomowić się w uczonych bibliotekach, na salonach, ludzi światłych, chcących „bywać” i „wiedzieć”. Kiedyś to zbierano się właśnie w takich salonach i celebrowano opowieści. Specjalnie się doń przygotowując, by móc w wyprasowanych, odświętnych strojach zasiąść i posłuchać. W owym spektaklu brali udział wszyscy:goście, domownicy, dzieci, służba, a i nie rzadko pies, czy kot. A że księgi ukazujące się drukiem były cenne tym i nastrój bardziej podniosły. Słuchano z zapartym tchem, ale nic,  a nic nie rozumiano z ważnych, drętwych, mrocznych słów, które wylewały się zeń uczone i naburmuszone  walczyły ze sobą o  laur pierwszeństwa, w kolejce do chwały, a zamiast ilustracji były, przypisy (koniecznie dużo i drobnym drukiem)gwiazdki, duuuużo gwiazdek i statystyki. I choć powszechnie skrytykowano ukazanie się poważnej księgi to zaintersował się powtórnym jej wydaniem gość z zagranicy. I tak zmieniono postaci, wygładzono figurę matki ją uśmiercano, a zagrożenie, samo zło scedowano na zewnątrz  umieszczając je w opowieściach postaci macochy, albo czarownicy, wiedźmy. I- oczywiście- dodano ilustracje.

Ale, o czym się powszechnie zapomina, Ci panowie dwaj, strrraszni, tfu, starsi panowie dwaj, choć nie wyrośli nigdy z baśni byli przede wszystkim naukowcami. Zapoczątkowali prace nad  Deutches Wörterbuch, [Wielkim Słownikiem Niemieckim] który miał obejmować słownictwo powstałe od czasów Lutra do Goethego. Zgorszyli  opnie publiczną już nie opowieściami dawnymi, ale tym, że zdecydowali się w nim zawrzeć również (o zgrozo!) wyrazy powszechnie uważane za obelżywe…Niemniej , nie doprowadzą go do Z. Nie postawią nawet kropki nad i. Znaczy, Wilhelm  nie postawi skończy pracę na literze D, a Jakob, na  F. Nie chodzi o wygnanie, z królestwa, w którym mieszkali, ale o ich śmierć. (Ale o tym za chwil kilka). Samo dzieło zostanie ukończone wiek później, a któż żyje sto lat? Można żyć długo i nieszczęśliwie, ale, niestety, nie wiecznie.

  Baśnie zebrane przez obu Panów*, obrastały w znaczenia, a Wilhelm i Jakob w dobra, piastowali różne stanowiska, np byli Uczonymi Członkami Niemieckiej Akademii Nauk, odważni i mądrzy nie bali się zabierać głosu, w sprawach ważkich i ważnych. Tak jak to miało miejsce w czasie gdy król zawiesił uchwaloną zaledwie trzydzieści sześć miesięcy  konstytucję, a wraz z nią  Przedstawicielstwo Stanów. Zwolnił osoby piastujące stanowiska formalne z  przysięgi konstytucyjnej. W imię protestu siedmiu profesorów z Getyngi (w tym i bohaterów naszej opowieści)którzy sprzeniewierzyli się nakazowi króla, i postanowili wystosować  pismo (tzw. protest sumienia). Król, zaczerwienił się, zezłościł i zwolnił  wszystkich z zajmowanych stanowisk, a Braci Grimm oraz Dohlmana, którzy opublikowali odezwę wygnał z królestwa. I tak oto Wilhelm i Jakob znaleźli się w Berlinie, otrzymali nowe stanowiska na tamtejszym uniwersytecie, a w imię solidarności środowiskowej opłacani byli z datków przyjaciół, którzy poparli ich decyzję i pomogli im w trudnych chwilach. W Berlinie nadal pracowali nad Wielkim Słownikiem Niemieckim. Bracia żyli w czasach  burzliwych – wystarczy wspomnieć, to co zgotowała dla nich Historia, ba zaprosiła ich na straszna ucztę, na przykład taki  odwrót Małego Kaprala spod Moskwy. Tylko nam, obrzydliwie współczesnym, wydaje się (albo co gorsza jesteśmy o tym przekonani/przekonane), że piękno nie mogło (nie może) współistnieć z pożogą okrucieństwa, [a młodość Machiavellego- i rzeź jakiej był świadkiem? A obrazy Caravaggia, którymi zwykł się wykupywać gdy popadł w tarapaty?-które sam sobie zgotował]

I tak oto, opowieść (a w zasadzie opowiastka) nasza dobiega końca. Tylko jeden z Braci-Wilhelm  pojął za żonę, Dorothae córkę aptekarza. Jakob zamieszkał z nimi, i jako już poważny pan pomagał im wychowywać dzieci- kto wie, może opowiadał im baśnie, bajki, opowieści?  Tak więc nie było niebezpiecznych przepraw, tylko niebezpieczne decyzje. Nie było zamków, poza tymi, do ludzkich serc, głów, pamięci i ust.. Była cała galeria postaci, wiedźm, wróżów, elfów, niepokornych dziewczynek, pokornych chłopców.  Bracia nie posiedli królestw, ani nawet jednego, na pół, ale zamieszkali w naszej świadomości- i to tak głęboko– że uważa się, iż to właśnie oni owe baśnie napisali. Będzie się grzebać w życiorysie Braci Grimmów, bo o nich wszakże mowa. Pytać dlaczego całe życie pracowali, mieszkali razem, (no nie sami, bo przez jakiś czas z siostrą). Jedni opowiadać będą, że małżeństwo było wynikiem kalkulacji (gdyż Siostrę w wypełnianiu obowiązków domowych trzeba było zastąpić, a skoro Bracia nie chcieli…),drudzy będą temu zaprzeczać.  Opowiadanie baśni przeżywa obecnie swój renesans, ale pamiętajmy, że…

Niestety, one tak jak ludzie umierają. Gasną i umierają baśnie tylko wtedy gdy nie czyta się ich w pierwotnym znaczeniu, nie opowiada, nie podaje dalej. Z ust do ust. Z czytnika na czytnik. Dlatego powracajmy do tych obrazów, które wydają się nam (albo mogą wydawać) — z dzisiejszej perspektywy— okrutne. Jakob i Wilhelm, także odpierali takie argumenty Mówili na przykład, że Biblia także nie stroni od wydarzeń krwawych, niebezpiecznych, okrutnych. Ale i Biblia, i interpretacja Baśni to całkiem inna historia…. A może nie całkiem? Może nie bez przyczyny Zbiory Baśni spisane przez Braci Grimmów cieszą się taką popularnością.  Tak działo się i za ich życia, no, ale obecnie to pierwszy świecki, a drugi (po Biblii Lutra) tekst niemiecki  tłumaczony na obce języki. Cóż, nie tylko motywy, i uniwersum baśni jest wieczne, ale także i wytaczane przeciwko nim argumenty.

Chociaż obecnie w kinach, marketach, telewizorniach różnego rodzaju czyhają na nas wersje nawet nie te z ludwikowskich salonów, Charlesa Perraulta, ale bardziej niż wygładzone do ostatniej zmarszczki, „amerykańskie bajdurzki”. Czasami trzeba po prostu zacząć się do, doko, dokopywać. Być może tak jak Tuwim(?).

A może nie, nie jest to wcale, koniec opowieści, jest to tylko dalszy ciąg,a może nowy rozdział…Z pewnością baśnie, bajki, opowieści zasługują (na przynajmniej jeden )osobny post. Swój całkowicie własny. To one towarzyszą ludziom w rozwoju. Pomagają budzić się i zasypiać. Stawać się Człowiekiem.

Jaka jest Twoja ulubiona Baśń?

***

 *Panowie od Baśni, nie byli ich autorami, ale zbieraczami, zbieraczami słów, zdań, znaczeń. Słów, które ponaglają, przestraszają, uczą, bawią, otwierają, zamykają, wskazują… Tak jak autorem baśni nie byli (sięgając do rodzimej tradycji) ani Kasprowicz, ani Krasicki,ani Morcinek.

*cyt. A. Osiecka, Sztuczny miód


Dla osób zainteresowanych:

do zobaczenia:

Obraz, który niejako nawiązuje do postaci Jacoba i Wilhelma Grimmów. Nieustraszeni bracia Grimm, fantasty, Czechy, Wielka Brytania, USA, 2005;

31 myśli na temat “06. Strrrraszni Panowie Dwaj.

  1. Nie wiem moja ulubiona baśń kwalifikuje się na odpowiedź, bo to nie jest utwór szanownych braci, tylko baśń angielska pt. „Jaś i magiczna fasola”. Była kiedyś seria prezentująca podania poszczególnych narodów i ona chyba otwierała „Baśnie i legendy Wysp Brytyjskich”, jedną z ulubionych książek mojego dzieciństwa (obok Przymanowskiego).

    1. To nie musi być baśń przypomniana, zebrana przez Grimmów. Ogólnie, Baśń. Niezależnie od kręgu kulturowego. Ta, o której piszesz to palimpsest Jacka the Giant Killer bajki znanej w Anglii od bardzo dawna. Tyle, że pewnie Grimmowie by zaprotestowali, zwłaszcza ten z braci, który adaptował baśnie pod względem wymagań pedagogicznych. Z jednej strony był on zdania, że dziecko to autonomiczny byt, a nie, jak przyjęło się wówczas uważać, dorosły w miniaturze, Z drugiej uważał, że zło jako takie, wszystkie niemoralne postępki muszą być ukarane. Czego, chyba w Jasiu nie ma? Inna sprawa, że te kary, bardzo surowe, podlegały (podlegają?) „okrutnej” cenzurze. Moim zdaniem niepotrzebnie. Ale koniec dygresji z mojej strony. Dlaczego właśnie ta baśń?

      1. Nie wiem. Może dlatego, że nie jest jednoznaczna. Mam do niej duży sentyment. Kiedy patrzę na nią dziś, to pewnie dlatego, że nie lubię kryształowych bohaterów. Są dla mnie sztuczni. Ale polubiłem ją „wtedy”, sam nie wiem za co. (sorki za późną odpowiedź).

        1. Ne szkodzi. Zawsze jesteś tu mile widziany. 🙂 Też nie lubię kryształowych bohaterów, są nierzeczywiści i zwodniczy. W dorosłym życiu co czytasz? Jeśli oczywiście chcesz się podzielić tą wiedzą. Dobrego wieczoru.

          1. To co aktualnie czytam zawsze możesz sprawdzić na moim blogu. Zabawne, wczoraj ktoś zadał mi podobne pytanie. Odpowiedziałem że czytam dziwne książki. Wtedy niespecjalnie miałem ochotę się w to wgłębiać, ale chyba naprawdę tak jest. Albo sięgam po książki, które mogą dotknąć mnie personalnie albo uzupełniam braki, co często podpada pod literacki snobizm. Lubię znajdować zakurzone perełki, najchętniej z XX wieku. W ogóle literaturę traktuję personalnie, chyba tylko w takim wymiarze ma dla mnie głębszy sens. Najbliżej mi do modernizmu z całą jego naiwnością. A jeśli pytasz o konkretne tytuły, mogę podrzucić link do profilu na goodreads ze szczegółami.

            1. Linkiem nie pogardzę. Z własnego doświadczenia wiem, chociaż może sądząc tak robię błąd, że blog nie nadąża za rzeczywistością. 🙂 Ciekawą masz filozofię literatury, aż chce się podyskutować. 🙂 I dopytać o spojrzenie na wiek XIX i XX. Dobrego wieczoru.

              1. https://www.goodreads.com/vogler i kliknąć w read. Fakt, blog często nie odzwierciedla rzeczywistości, ale ja nie mam takich aspiracji. Odpowiada mi poetyka fragmentu, także – a może przede wszystkim – w tym kontekście.
                O XIX wieku niewiele wiem, zbyt wiele luk, więc dyskusja zapewne nie byłaby długa 🙂 Myślę o modernizmie „po zachodniemu”. Wielkie idee, myślenie społeczne, dylematy etyczne, ontologiczna niepewność, przeczucie atrofii, cały ten tygiel ekspresjonistyczno-awangardowy. Lubię doszukiwać się w XX w. ich reminiscencji. Np. iberoamerykanie nawiązują jednocześnie do moderny i do XIX wieku, dalej Faulkner, albo Oulipo, a gdzieś na drugim końcu awangarda niemiecka albo Włosi. Niestety nie daję rady czytać tego na okrągło. Wtedy sięgam po sci-fi, żeby stracić kontakt z rzeczywistością, albo po coś bardziej współczesnego (w ostrożnym wyborze), żeby go nie stracić. Czasami coś z historii kultury, albo filozofii.. Lubię pomieszać 🙂

  2. Tak to już jest, że wieki przeszłe odradzają się w następujących po nich. Jest literatura na ten temat. O czym pewnie wiesz. Samodzielne tropienie pewnych śladów to nie lada gratka. Palimpsesty są tak stare jak literatura. W dyskusji moim zdaniem, nie chodzi o „powiedzenie/ napisanie ostatniego zdania”, ale o synergię. 🙂 Do poczytania.

  3. Bracia Grimm i pan Andersen grali mi na emocjach, wyciskali łzy, straszyli… Chyba byłam na te baśnie zbyt wrażliwym dzieckiem, a na dodatek zadawałam zbyt wiele pytań. Tym baśniom zawsze… brakowało zakończenia. Żeby spać spokojnie – wymyślałam własne 🙂 Taki wspomnienie ot. A tu Kapturkowy Czerwonek, który kiedyś wprawił mnie w nieziemskie zakłopotanie. Słuchałam go w radiowej trójce (słuchawki + telefon) i paliłam się ze śmiechu na oczach przerażonych współpasażerów komunikacji miejskiej :-/ Pozdrawiam! https://www.youtube.com/watch?v=f8wm1ba9gUo

    1. Też tak miałam z baśniami Andersena. 🙂 Ale lubiłam Kapturka. Baśnie to kopalnia wiedzy o świecie. Tak dla przykładu, krasnoludki naprawdę istnieją to dzieci, które kiedyś pracowały w kopalniach. Dlaczego właśnie tak nazwane? Ano, dlatego, że były niskiego wzrostu, a pracując w takich warunkach, chude, nie rosły… Pozdrowienia i uściski. Dobrego dnia!

  4. Ulubiona baśń? To ci pytanie! Im bardziej w nie wnikam, tym więcej patologii w nich widzę 🙂 Ale jako dziecko uwielbiałam wszystko o księżniczkach 🙂 Teraz gdy niejako stoję po drugiej stronie (lustra, nomen omen) lubię takie, gdzie da się wycisnąć choć odrobinę humoru. A wracając do Braci Strasznych to cóż – jak wspomniane w poście – spisali to co wśród ludzi krążyło 🙂

    1. O to Ty. Miło Cię czytać. Tak myślę, że Baśnie koniecznie trzeba rozpatrywać w perspektywie historycznej. Jakoś dzięki Disneyowi zatracamy tą umiejętność, albo raczej perspektywę. Nie grzebiemy w nich. Wierzę mocno, że kultura opowiadania w jakiś sposób powróci dzięki Ludziom właśnie. Kulturową warstwę baśni widać gdy np przyjrzymy się baśniom rosyjskim i skandynawskim bardzo lubię te ostatnie. Gdybyś chciała sięgnąć, to gdzieś, kiedyś wyszedł nawet audiobook, wiem, że lektorką była Anna Seniuk.

  5. oglądałem Nieustraszonych braci Grimm, w swoim czasie leciało to na C+. Raczej bez rewelacji. Zupełnie inaczej z ich baśniami. W dzieciństwie się nimi zaczytywałem a i dzisiaj jestem pod wrażeniem. Są niezwykłe: bardzo okrutne, przewrotne. O niektórych nie potrafię zapomnieć kilkanaście lat po ich przeczytaniu… a może kilkadziesiąt? Kiedy to było? Niedługo planuję odświeżyć lekturę pod kątem analizy nowo-pokoleniowej, gdyż rozważam podsunięcie mojemu potomkowi Baśni Braci Grimm, kiedy już nauczy się czytać 😉

    1. Baśnie to temat rzeka, albo ocean! Mam wrażenie, że poza granicami Polski zyskują drugą młodość… I tak, nie czytałam Baśni Braci Grimm w oryginale, nie cenzurowanych. Dopiero teraz wyszła książka, Bracia Grimm bez cenzury. Baśnie są też przedmiotem naukowej analizy, od czego prawnicy wspomnieni, zaczynali właśnie. Nieustraszeni mają różne recenzję. Potem pojawił się dla mnie — zupełnie niewiarygodny w swojej narracji Bruno Bettelheim, który popełnił był samobójstwo (co oczywiście nie przekreśla jego naukowej drogi). A Twoja ulubiona baśń? Ja lubię te, kulturowo różne (tj. inne niż polskie).

      1. nie czytałem wersji nieocenzurowanej. Ale i ta cenzorna jest niczego sobie. Strach pomyśleć co jest w wersji full ;-). Polskie baśnie traktuję – stety lub niestety – jako element pracy domowej. Ulubione? Grimm, zdecydowanie. Naj-naj-naj? Hmm… O szewczyku, ale nie pamiętam dokładnie tytułu a było ich kilka. Musiałbym odnaleźć swoją księgę 😉

          1. no, w sensie lektura obowiązkowa. Mnie rzeczy obowiązkowe z natury rzeczy pasjonują mniej. Bo są obowiązkowe. Trochę jak katar zimą.

              1. do rzeki bym od razu nie wrzucał, bo się zmoczą bidne ;-). Rzeczne pewnie są, ale z dystansu. Massedukacja eliminuje dystans, bo tak to już w życiu jest, że co wbite młotkiem, to zaraz wysiusiujemy. W domu powiesiliśmy tapetę – piękna, chodzimy obok niej z uśmiechami na ustach. Rodzina: głowami kiwają, stukają się. Jak to? Tapeta? Toż to w pe-er-elu było jak różyczka i wiatrówka w jednym, nigdy więcej tapet! O, czasami tak to wygląda.

              2. Tapety wracają do łask, więc akurat bym się nie czepiała, zresztą wolno się czepiać? Jak to się teraz mówi, tonący tapety [się] trzy[-] ma. Skoro już o turach i innych [lek]tu_(r)ach, to Twoją ulubioną jest „Lalka” właśnie, czy inna?

              3. Lalka nie jest ulubioną z lektur, to ulubiony Prus. A ulubiona lektura? Hmm… trudno powiedzieć, parę perełek było. Z pewnością Mistrz i Małgorzata, ale lista byłaby dłuższa. Gdybym ją pamiętał 😉

              4. od czasu skończenia szkoły (studiów nie liczę) przeczytałem pewnie z tysiąc czy półtora tysiąca książek. Nawet nie wiem ile. Ale zbyt dużo aby się w tym połapać. Zresztą, listy lektur się zmieniają, podlegają politycznym wymogom. Kto by za tym nadążył…

              5. z obowiazkowych: Lalka, Przedwiośnie, Ojciec Goriot, Mistrz i Małgorzata, Faust, Boska komedia, Zbrodnia i kara, Rok 1984. Z tego co widzę w tekstach do wyboru są lepsze perełki: Solaris plus „coś” Kafki, Manna, Nabokova, Grassa, Eco, Kundery. Rozważyłem Chłopów – sam nie wiem, ale może i dorzuciłbym do listy. Odrzuciłem po namyśle Jądro ciemności (tę powieść można zrozumieć mając więcej lat niż wynika z wieku licealnego). Są też inne ciekawe propozycje nazwisk – dotyczy to zarówno tekstów długich jak i form krótkich: Herbert, Baczyński, Miłosz, Różewicz, Szymborska, Białoszewski. To ze znalezionego w necie zakresu dla liceum. Chyba nieaktualnego 😉

              6. Hmm, a mogę zadać jeszcze jedno pytanie? Potrafisz wymienić „lektury obowiązkowe” w dorosłym życiu czytelniczym?

              7. nie ma takich ;-). W Chinach może to być książeczka Mao, w Polsce wkrótce Regulamin Partyjny. Ale jeszcze nie ;-). Po zakończeniu edukacji obowiązek czytelniczy gaśnie. I zaczyna się przyjemność ;-). A w tym zakresie „lektury obowiązkowe” uzależnione są bardziej od gustu gatunkowego niż czegokolwiek innego.

              8. Ciekawe, że Twoje skojarzenia poszły drogą gatunkową, bo moje poszły w inną stronę… Zawsze się człowiek czegoś nowego dowie… Poważnie.

  6. Ja w ogóle nie myślałam gatunkami, to ciekawe, tylko generalnie możliwością czytania, nieskrępowanego listą [nie] lektur, dlatego np moje pytanie dotyczyło tytułów, a nie gatunków. Swoją drogą -tak teraz mi przyszło – że może wymogi dotyczące np znajomości klasyki, są taką tyranią, jak lista lektur? (Nie wiem, czy tak jest).

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s