[03]. Wszystkie lęki Jana w Oleju*.”Darkness”.

 

Szuranie stóp. Niespokojny oddech. Potem przygarbiony, Blady. Idzie ostrożnie. Pocą mu się dłonie. Wysuwa drżące ręce z długimi rachitycznymi palcami. Potem nogi najpierw: jedną, potem drugą. Obraca się ku poręczy. Ostrożnie zestawia stawia stopę. Krok Pierwszy. Dostawia drugą. Powoli kroki:Trzeci, czwarty,kolejny. Schodzi pomału, z wielkim trudem. Gdy nogi zsuwają się z ostatniego stopnia schodów ogarnia go niewytłumaczalna ulga. Unosi melonik. Ociera pot z czoła, poprawia niebieskie okulary, surdut, długą marynarkę,muchę. Bierze głęboki oddech. Idzie dalej.

 ***

Nie ma w zwyczaju korzystać ze środków lokomocji. Jedyny wyjątek jaki poczyni, to uznanie roweru.(Gdyby żył obecnie, pewnie poparł by akcje społeczne typu: miasto dla rowerów).  Woli uprawiać spacerologię stosowaną. Może z powodu klaustrofobii? A może dlatego, że oto jest

On jest. Człowiek —Paradoks.

Przez całe życie lubi być bliżej ludzi. Bliżej, nie blisko (bo bardzo chronił swojej prywatności). Przystanąć. Przeżyć .Usłyszeć. Zobaczyć. Powąchać. Dotknąć. Bardziej usłyszeć niźli słyszeć, ponieważ nie cierpi hałasu. Ubolewał nad faktem, że w gdy w Warszawie uchyli się okno słychać, ze wszystkich stron osoby, które katują siebie (a raczej innych) swą niezgrabną gra na fortepianach. Co jest szczególnie uciążliwe latem. Walczy o poszanowanie prawa do ciszy (w Lutosławskim znalazłby zapewne sojusznika).

Czyta dużo i namiętnie, nie tylko po polsku. Interesuje: statystyką, logiką i z tymi gałęziami nauki chcę związać swoją przyszłość. Zamierza praktykować w laboratorium w Paryżu. Albo chociaż studiować w Petersburgu, lecz nie stać go na takie brewerie. Śladem jego pasji jest tłumaczenie  Logiki Johna Stuarta Milla. W życiu ima się różnych zajęć: począwszy od pracy fizycznej (w zakładach metalurgicznych) nie boi się sięgać po aparat, i zajmować się (jakbyśmy to dzisiaj nazwali) street artem, jest mówcą, wygłasza odczyty, pisuje felietony. Entuzjasta postępu technicznego. W ciągu czternastu dni posiadł sztukę pisania na maszynie, Zmusza się do ćwiczenia w tej czynności, samem narzuca sobie rygor, katuje użyczony egzemplarz.

Żyje skromnie człowiek wierny Ludziom, Miejscom i Czasom. Chociaż bardzo niechętnie wyjeżdżał za granicę (podróże były dla niego katorgą) w Polsce miejsce zamieszkania zmieniał często. Osierocony jako dziecko. Najpierw przez Ojca, potem, przez Matkę. (zmieniał lokum zależnie od tego kto był jego opiekunem prawnym). Ale miał także swoje stałe, do których wracał, np. leczył i przebywał w— słynnym podówczas uzdrowisku— Nałęczowie. Ma swoje sekretne miejsca, i godziny, w których lubił zażywać przechadzek. Zawsze z notesikiem— na wypadek gdyba zaszła potrzeba by skreślenia paru uwag.

***

 W wieku lat szesnastu po raz pierwszy porzuca naukę w gimnazjum (po raz drugi uczyni to na studiach), gdyż znów do życia wtrąciła się Historia. przerywa edukację formalną by brać udział, tak jak jego ukochany Brat Leon, w Powstaniu Styczniowym. Aleksander zostaje ranny w bitwie pod Białką, odnosi ranę głowy. Dostaje się do rosyjskiej niewoli, (wypuszczony za sprawą wstawiennictwa ciotki) po powrocie z lazaretu zamieszkał z z rodziną w Lublinie.

Brat Leon, w wyniku przeżyć wojennych zachorował na syndrom stresu pourazowego, i późniejsze życie spędza  w szpitalu dla nerwowo chorych.

Będzie się pisać, że przeżycia wojenne na Aleksandrze też odcisnęły swoje piętno. Chorował również na agorafobie, lęk wysokości,był krótkowidzem. Gdyby dzisiaj pisał pewnie przyprawiono by mu gębę dzielnego, niezłomnego, niepełnosprawnego, albo (w najlepszym razie) osoby z niepełnosprawnością. O ile by tworzył, ale w sferze zarezerwowanej dla osób takich jak on… Ale to nie koniec traumatycznych sytuacji w jego życiu. Przysposabia wraz z żoną, Oktawią, chłopca, który popełni samobójstwo.  Budzi w ludziach tyle samo uwielbienia, co nienawiści.A jednak gdy  umrze na atak serca, jego pogrzeb przekształci się w narodową manifestację jednoczącą ludzi z różnych klas, o różnym statusie socjoekonomicznym, poglądach.

Co dziś wiemy o Aleksandrze Głowackim, a co o Bolesławie Prusie?

O Lalce można przeczytać tutaj:

26 myśli na temat “[03]. Wszystkie lęki Jana w Oleju*.”Darkness”.

    1. Hi. 🙂
      Very sorry for my english. I learn alone…
      I am pleased to welcome you to my blog.
      I just started to write it.
      I invite you to reading, listening and of course wrating!
      greetings 🙂

    1. Nie wiem, czy sporo. Moim zdaniem to kolejna postać, bardzo skrzywdzona przez polski system edukacji formalnej, I tak się stało, że kolejna tworząca w epoce Pozytywizmu. Jeśli pytasz o to, czy nota jest fantasmagorią. Nie, nie jest zmyślona. Aleksander Głowacki początkowo pisał pod pseudonimem, bo chciał się zająć pracą naukową, Pierwszy, to właśnie, Jan w Oleju.
      Nie brylował na salonach tak, jak Sienkiewicz, był osobą bardzo skrytą, a mimo tego, kiedyś został spoliczkowany na ulicy. (Za swoje poglądy). Przypisywano mu wiele gąb, nakładano różne maski, które potem trudno było oderwać. Z jego życia powstała by pasjonująca książka, pomimo tego, że niewiele o nim wiadomo. A szkoda.

      1. Czyli wiedza plus lekkie pióro 🙂
        A co do Głowackiego to cóż… świat nie lubi cichych.
        Miło, że jednak ktoś coś tam chce przekazać i pokazać 🙂

    1. ja też mam taką niemożliwą do zrealizowania listę życzeń. Myślę, że unikał spotkań, podobno podczas gdy pisał to dekował się w domu i uprawiał nieistnienie.:)

  1. Witam 🙂
    Widzę, że masz dużą widzę na temat Aleksandra Głowackiego. Urzekł mnie także sposób w jaki piszesz. Chciałam się zapytać skąd zaczerpnęłaś informacje zawarte w tekście? Jakiś czas temu zachwyciłam się „Lalką”, a teraz chciałabym dowiedzieć się czegoś więcej na temat jej autora. Dzięki Twojemu wpisowi miałam taką możliwość,

    dziękuję i pozdrawiam 🙂

    1. Dzień dobry na blogu, i zapraszam do czytania i komentowania. Dziękuję bardzo za ciepłe słowa. :)Lektura „Lalki” jest urzekająca, nawet po latach. Prus podobnie jak Lutosławski walczył o prawo do ciszy nie tylko nocnej. Co do materiałów, to zazwyczaj dowiaduję się czegoś o Głowackim przy niejako przy okazji.Często jest porównywany z Sienkiewiczem. To na pewno nie jest mój ostatni post o autorze ‚Emancypantek”. 🙂 Jeszcze napiszę gdy będę miec taką możliwośc… Napiszę więcej. Pozdrawiam,

  2. o człowieku – Prusie – wypowiedzieć się nie potrafię, jest przesłonięty przez oficjalne oficjalia, czyli, innymi słowy: jego historię napisano zapewne nie tyle o nim, co raczej na potrzeby czegoś. Tak bywa, gdy naród wzywa.

    Może to dziwne, ale lubię Lalkę. To wartościowa i wciągająca powieść, a może powinienem napisać: wciągająca i wartościowa? To jedna z tych pozycji, które przeczytałem bo chciałem. Nie żałując. Co więcej, jestem przekonany, że kiedyś do Lalki wrócę i nie sądzę, by się przez te dekady zestarzała, Faraona cenię odrobinę mniej – gorzej mi wszedł, choć doceniam pod innymi względami. Kamizelka, Antek, Placówka – zwłaszcza Kamizelka, której nie potrafię zapomnieć choć od lektury opowiadania minęło tak wiele lat… – to też istotne punkty na tej mapie.

    Prus jako humanista? Oczywiście, w pewnym sensie pozytywizm to bliskie naszym czasom jądro humanizmu. Kto bardziej od pozytywistów pochylał się nad losem człowieka z gminu? Kto rozważał chętniej kondycję ludzkiej natury, co prawda przez pryzmat podziałów klasowych i progów majątkowych, ale jednak? A Prus był dobry w tym co robił. I, co istotne, pozytywizm miał w żyłach, we krwi, nie tylko w atramencie. On uchodził za pozytywistę rzeczywistego, nie rzekomego. I miał konkretny autorytet. Ale kto pamięta o Prusie dzisiaj? Poza literaturoznawcami i młodzieżą, która go akurat „zalicza”? Szkoda, że jego życie przypadło na czasy, kiedy Polski właściwie nie było. Kolejna zmarnowana okazja.

    1. Onibe witaj na blogu 🙂 Dobrego czytania i komentowania. Moim zdaniem bardzo trudno znaleźć konkurentkę dla „Lalki” którą można wielowarstwowo czytać. Poprzez pryzmat socjo-ekonomiczno- społeczny, aż do relacji interpersonalnych. Jestem ciekawa w jaki sposób zawłaszcza się życiorysy uznanych za wielkich i wielkie, zawłaszcza się historycznie, ale i postrzeganie czasów, przecież renesans, który obecnie kreuje się jako czasy niezwykle humanistyczne, we Włoszech spływały kurzem i krwią: (więcej tutaj: http://wp.me/p59KuC-8Z ) . Dla mnie „Lalka” jest o wiele bliższa niż „Trylogia” Sienkiewicza (sami pisarze byli jak ogień i woda). Bez wątpienia się historia wtrąciła, i podyktowała warunki. Mam nadzieję, że coraz więcej osób pamięta o Prusie, i to „niewtajemniczonych”.

      1. Ciekawe porównanie z Sienkiewiczem. Notabene, bardzo lubię tego wyjątkowego twórcę history-fiction. Henryk wyprzedził swoje czasy, a Potom to arcydzieło powieści history-fiction… aczkolwiek oficjalnie określane bywa mianem po prostu powieści historycznej ;-). Co do Lalki – dokładnie, to bardzo „piętrowa” kompozycja, dobrze przemyślana i oparta na dobrych, celnych obserwacjach.

        1. Bardzo często się porównuje Sienkiewicza, który wyprawiał się do Afryki, lubił wystawne życie, sławna jest sytuacja gdy dostał dworek, i przyszły do niego dzieci z dekalogiem: „nie będziesz miał pisarzy innych ode mnie” z introwertycznym mieszkającym w mikroskopijnym pokoiku skromnie urządzonym Prusem. Sienkiewicz miał kompleks swojego wzrostu (mierzył niespełna 1.50). Co racja, to racja- Sienkiewicz to fiction, jak się patrzy (i czyta).

              1. No tak, ale nie chodzi o walkę. Z mojej perspektywy. Dlatego nie skojarzyłam za pierwszym komentarzem. Do mnie proza Sienkiewicza nijak, niestety, nie trafia, ale ktoś/ia „może mieć inaczej”.

              2. jako rzekłem, Sienkiewicza lubię – Potop to majstersztyk literatury batalistycznej. Wielka, wielka szkoda, że nie potrafimy na bazie tego zrobić filmu, który przyćmiłby Hollywood…

              3. Jeśli chodzi o sceny batalistyczne, to musiałabym się nim jeszcze raz przyjrzeć. Myślę, że możesz mieć sporo racji. Myślisz, że literatura, dzisiaj, bez filmu nie istnieje?

              4. Odnoszę wrażenie, że książki powstają głównie po to by wykorzystać je jako scenariusze… ale chyba nie jest aż tak źle. Bez wątpienia mamy do czynienia z przenikaniem się rozmaitych obszarów kultury, zwłaszcza kultury wizualnej, choć nie tylko. Od pewnego czasu marketingowym paradygmatem jest wykorzystywanie tytułów już istniejących – książka, która ma fanów i jest rozpoznawana daje bonus przy ekranizacji. Ja osobiście z ekranizacji się już wyleczyłem, ale jestem anarchistą kulturowym 😉

              5. To co piszesz, skłania raczej do bardzo smutnych konstatacji, gdyż daje asumpt do twierdzeń, że marketing (i działania jemu pochodne) mają pierwszeństwo, to zgoła inne podejście, niż te, o którym pisałam tutaj: http://wp.me/p59KuC-1e Ad vocem ekranizacji, może skoczę daleko (zbyt) saga o Harrym Potterze, jak już się przekonałam bardzo ciekawa byłam w jaki sposób pokażą magiczność, dla mnie ten film by nie istniał bez tematu przewodniego (muzycznego). W jaki sposób objawia się u Ciebie anarchizm kulturowy, o którym piszesz?

              6. Obawiam się, że marketing faktycznie ma prymat nad treścią. Marketing dawno już stał się sztuką samą w sobie i jak na sztukę przystało działa na wielu płaszczyznach jednocześnie. To nie tylko plakat czy trailer, to także cała machina informująca co obejrzeć należy itd. Nie twierdzę, że ludzie są bezwolni i niczym zombie podążą zawsze tam gdzie marketing im karze, ale zarazem dzieło bez marketingu się zwyczajnie nie przebije do opinii publicznej. Gdzieś o tym rozmawiałem niedawno z Logosem Amicusem, już nie pamiętam pod którym wpisem.

                Harry Potter? Bardzo przyjemny film, mnie się podobał. Ale pierwsza część, ewentualnie druga. Każda kolejna była coraz słabsza. A może nie słabsza, ale traciła nietypowy charakter unikalnej opowieści i stawała się coraz bliższa mainstreamowej klasyce. Opowieść o czarodzieju dobrze się zaczęła, obfitowała w mnóstwo genialnych pomysłów (fasolki wszystkich smaków, hehe, no i quiditch) a skończyła się wielką wojną wszystkich ze wszystkimi.

                Anarchizm objawia się tym, że z założenia nie lubię tego, co powinienem lubić jako szary obywatel. Nie oznacza to, że jestem ponad – czasami świadomie korzystam z czegoś, co jest wielką komerchą. Ale zwykle odrzucam domniemaną „wartość dodaną” dzieł. Przykładowo: spodobał mi się Matrix jedynka, ale kolejne dwie części to wg mnie kicz nad kicze i gargantuiczny przerost formy nad treścią (każą się jednak tymi filmami zachwycać i w dyskusji rzadko przebijają się głosy krytyczne). Lubiłem dawne Gwiezdne Wojny, jednak tzw. druga trylogia (czyli prequel) to wg mnie dziecinada i infantylizm do potęgi osiemnastej, w dodatku całkowicie to-to niespójne i w dodatku klimatu pozbawione (znowu: głosów krytycznych jest mało, dominuje zachwyt, że jest coraz więcej GW). Itd itp. Nie jestem rewolucjonistą czy czymś takim. Chodzi tylko o takie właśnie drobiazgi i detale.

  3. Zaczynam nowy wątek, bo ponieważ, gdyż z każdą odpowiedzią pole się się zawęża (oczywiści nie intelektualne). Nie twierdzę, że marketing czyni z ludzi bezwolne istoty, ale jest przyczynkiem do lenistwa, tak intelektualnego jak wszelkiego innego. Nie wiem też jak to jest z „przebijaniem się do publicznej wiadomości/ świadomości”. [Harry Potter], wolę książki, ale one też nie są równe jeśli chodzi o poziom artystyczny. Z jednej strony oczywiście, wykreowanie nowego świata to trudna sprawa, z drugiej- apetyt rośnie w miarę jedzenia. Dla mnie najsłabszymi częściami w sadze to 3,4,5, ale to sprawa dyskusyjna, i rozumiem (zresztą to nie paternalistyczne podejście) jeśli chodzi o film to także te części bym typowała. Coraz więcej GW? Nie kumam, możesz rozwinąć?

Odpowiedz na 5000lib Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s