[01].Kobieta ze złamaną duszą.* „Cały świat plonie.”

Cisza.

Wdech.

Wydech.

Wdech.

Wydech.

Wdech. Wydech.

Wdech. Wydech. Wdech.

Brudna postać przemierza przestrzeń ciasnego kwadratu. Jeden krok. Drugi.Wdech. Trzeci. Pięta. Palce. Uniesienie nogi.Czwarty Krok. Wydech.Kaszel.

Przybiera na sile. Rozrywa nabrzmiewającą ciszę.

I nagle się urywa.

Cisza.

Pulsuje.

Gesty.

są wymierzone i niepewne. Zagarniają powietrze. Zachłanność kontrolowana.

Gdzie jest?

W jakiej przestrzeni?

Marzeń, czy (z)jawy?

Łóżko.

Autentyczność formy.

Stalowe. Surowe. Biedne. Mocne. Przechodnie. Potrzeba tu mocnych łóżek.Pościel. Potargana. Nie zmieniana

od tygodni, a może miesiąca, dwóch? Nie wie, straciła rachubę. Siada. Delikatnie. Wdech.

Wydech. Na brzegu łóżka. Przewraca się na bok. Podkurcza nogi.Przyjmuje pozycję embrionalna. Gęsia skórka. Przypomina fakturę jej dawnego życia. Kamień. Nie jest taki gładki jak przyjmuje już w urzeczywistnionych wizjach.Zimno tu. To nic. Mówi do siebie, czy do kogoś? Przyszedł Paul? To Paul. Ona mówi coś, nie mówi.Pluje.  Patrzy niewidzialnymi oczami. Nicuje dni. Obrazy zamykają się w rozszerzonych źrenicach. Ona Widzi. Ona wie, już wie. Nic już jej nie dotknie. Nic już jej nie zniszczy. Ani mróz wdzierający się przez nieszczelne okna. Ani chaos Historii. Ani Miłość. Paląca. Bezwzględna. Niszcząca.Miłość zła. Zwłaszcza Miłość.

***

Kraj.Obrazy. Dom. Krajobrazy. Dom z widokami na przyszłość. Okna wychodzą na cmentarz. Przyszłość bliższą niż koszula.

Ona jeszcze nie wie.

Jeden, drugi, trzeci kolejny —Wdech śmierci.

Jeden, drugi, trzeci kolejny—Wydech życia.

Wydech życia.Wydech…

Ona się jeszcze nie urodziła.

Jej nie ma.

***

Gdy tylko pojawi się na świecie. Dostanie w spadku. Imię. To jedno. To pierwsze. Przekleństwo. Imię. Najpierw po starszym bracie. Nie zdążył go (z)nosić.

Jeden, drugi, trzeci kolejny —Wdech śmierci.

Jeden, drugi, trzeci kolejny—Wydech życia.

On się nie urodził.

Matka poroniła.

Jego już nie ma.

***

Przeprowadzają się. Obrastają w rzeczy, mity, dziecięce zabawy.  Teraz jest ich piątka. Taszczą ze sobą to wszystko co potrzebne gdy zmienia się adres meldunkowy: szaliki, czapki, konfitury, marzenia, gędźby,bajania,legendy i podania zarówno te wiejskie jak i dokumenty: ojca oraz własne.

Ona

nie traci gruntu pod nogami. Gruntu, który jest nierówny, twardy i do bólu jej własny. Jest silna. „Ona ma siłę, nawet nie wiesz, jak wielką”. To jej się przyda.

Matka ćwiczy się w nienawiści.  Złość. To w niej jest , to w niej siedzi. Rozrasta się niczym pajęczyna, albo lepiej jak baobab. Sprzeniewierzenie się wartościom. Taka mała, a tyle w niej przekory. W kogo ona  się wdała? Jednym słowem: wszystko. Wszystko co złe. Niemoralne,nieużyteczne. Zbędne.Jest w Niej. W każdym centymetrze jej skóry, w spojrzeniu, w sposobie poruszania się, w ruchach dłoni, w tonie głosu. W sposobie oddychania.Jeden, drugi, trzeci kolejny —Wdech śmierci.Jeden, drugi, trzeci kolejny—Wydech życia.

W każdej rodzinie znajdzie się czarna owca. Nawet w naszej. Dobrej mieszczańskiej familii. Cóż to za skandal. Co za przekleństwo. Co za wstyd. Kto by pomyślał. Cóż trzeba pokornie dźwigać ten krzyż.

Ona. Nim wyrośnie ze swoich pierwszych szpilek będą z nią kłopoty.

***

Ona.

Także  się ćwiczy. W cierpliwości. Dłoni i palców.Ćwiczy się  w Wyobraźni Lepi. Lepi. Lepi. Swoje życie. Obrazy,postaci, zdarzenia.

Ona Wie. Ona jest. Ona Jest Tą. Ona Jest Tą Co. Ona Jest T ą  C o  W i e.

Brudne, ręce, dłonie, czarne paznokcie, zakrzepłe grudki gliny między palcami. Co to za kaprysy i brak kindersztuby. Panienka i takie obyczaje.  Takie to awantury. Ojciec. On ją rozumie. On jest remedium. On ją ochroni. On by ją ochronił, gdyby był. Nieobecność stosowana jako panaceum.

Szkoda tylko, że tak często się prowadzają, tam, i z powrotem, i jeszcze gdzie indziej. Przeprowadzają.  Szkoda tylko, że siedzi otoczony kurzem z ksiąg hipotecznych. Zbyt długo. Zbyt długo. Zbyt często. Może chce się wymeldować z rzeczywistości? Uciec.Jeśli tak, to od czego? Dokąd?

Muszą wyjechać. Znów. Szkoda.Czy jej ścieżki z lat różnych będą rozproszone po całym kraju? Czy nie pokaże dzieciom, swoim dzieciom dróżek z lat zielonych jak pędy żonkili. Nie żonkili żonkile, to złe porównanie. Nie ta forma. Zbyt ulotna. Zbyt organiczna. Forma zła.

***

Chociaż niektóre peregrynacje, jak ta do Nogent-sur-Seine, są szczęśliwe w skutkach. Szczęśliwe,tak w tych, co nastąpią zaraz potem, ale nie późniejszych. Nie myśli o żonkilach. Tapla się w błocie, brudzie, cuchnie.  Rzeźby, rzeźby, rzeźby. Jej prace, zostaną zaprezentowane. I to nie byle komu. Personie Alfredowi Boucherowi,  Personie, która się zachwyci.

Postanowione:

Lepić, lepić,lepić.

Kształcić, kształcić, kształcić.

Ale nie tu. Tutaj nie ma przyszłości, dla brudnych rąk i niespokojnego umysłu. Nie tutaj.

Paryż. Stolica Francji, czas przemian. Kobiety uzyskują prawo do edukacji na szczeblu wyższym. Także w szkołach o profilu artystycznym. Nie wszystkie są tak nowoczesne jak Académie Colarossi. To strata. Dla tych innych akademii, których drzwi są zamknięte, a klamki zapadają szybciej niż się otworzą. Ba, zapadają się całe gmachy, jakby nie istniały. Dla kobiet. Będą żałować. Oj, będą żałować.Z pewnością. Mężczyźni w melonikach. Noszący: imiona, nazwiska,wyśmienicie skrojone garnitury, wystudiowane miny, zmarszczki i odciski —pamiątki po godzinach spędzonych w pracowni.

Będą żałować. Ona już to wie. Jak to,że od teraz. od tej właśnie chwili zaczyna funkcjonować w męskim świecie. Boucher,uczy. Ona chłonie. Uczy nie długo. Wyjeżdża na stypendium. Ona płonie.  Buchter Musi opuścić Paryż.Czyż już dawno nie stwierdzono, że wszystkie drogi prowadzą do Rzymu! Takiej okazji nie podobna zaprzepaścić, stracić.

On:

 Rodin, (który przejmuje po nim katedrę, wówczas już zapomniał o swych twórczych niepowodzeniach, nieudanym i późnym starcie, a może starciem ze światem Sztuki?) O oskarżeniach jakoby robił odlewy z ludzkich ciał i zwłok. Skandal. Skandal jest użuteczny. Podnosi wartość Artysty. I pozwala spłacić długi.

Ona:

kipiąca młodością, entuzjazmem, niepewnością,  i  talentem. Studentka z Tardenois. I te linie i te kształty i ta talia…

Oni:

Dzieli ich: dwadzieścia jeden lat, stan cywilny (no nie całkiem, bo wieloletnia partnerka „tylko” uchodzi za żonę), doświadczenie, status socjoekonomiczny.

Łączy: pasja— do tworzenia, powoływania do życia wizji, obrazów, pragnień-, spostrzegawczość, intelekt i… Namiętność.Dzika, nieokiełznana  ekstatyczna żądza.

Ona

jeszcze nie przeczuwa.

Ona

jeszcze  nie wie, że otwierają się przed nią Bramy Piekieł, i nie ma to nic wspólnego z tytułem dzieła nad którym obecnie Mistrz pracuje, a  i Ona została do uczestnictwa w tych pracach zaproszona. Potrzeba wielu ciał, wielu rąk do pracy. Delikatne dłonie nie nawykły do aż takiego wysiłku. Drętwieją, są nieposłuszne, jakby nie Jej. Ból kręgosłupa zajmuje myśli.

I nogi. Nogi od chodzenia, stania,od istnienia. Przeżarte cierpieniem. Ale cóż, Sztuka, zwłaszcza przez Wielkie SZTU wymaga poświęcenia i oddania. Poświęcenia i oddania.Poświęcenia i oddania. Święcenia i oddania. Ciała. Myśli. Uczuć. Rozumu. Jedno się liczy. Praca. Lekarstwo. Gorzkie. I piękne.

Kobieta

Kobieta to nie tylko smak światłocienia, rozszerzone źrenice, gęsia skórka i załamania linii talii. Pełne biodra i obfite piersi. Kobieta to nie danie, które się konsumuje, nawet haute cuisine.

Mistrz.

W tym słowie jest zamknięty Wszechświat. Mistrz.On się zmieni. On się zmieni „na pewno”. Ona go zmieni. Ona go ulepi. Są przecież z tej samej gliny.

Pigułka cierpka, ale przynosi efekty pożądane.

Pożądanie.

I tak oto glina staje się ciałem. Jednym.

Rodin. W tym słowie zamyka i otwiera się Wszystko. To ona ma wykonać  stopy i ręce  postaci. Stopy i ręce…Stopy i ręce.  Ona nadaje im kształt. I charakter. I ciało. Ona je rodzi. Stopy i ręce. Stopy i ręce. Stopy i ręce.  Są całkowicie Jej. I może jeszcze głowa. Bo jaki użytek z niej ma niepiśmienna Nie Żona? Stopy i ręce są całkowicie jej. Czego nie można powiedzieć o Rodlinie. Stopy i ręce są całkowicie jej. Stopy i ręce, i może jeszcze głowa. Jeszcze głowa. Tak głowa. Tak, to prawda, ma towarzyszkę życia. Życia, które wiódł zanim poznał Ją. Życia, które przyporządkowane jest  do przeszłości, którego już  przecież nie stwierdzono. To tak jak o dziejszej rzeźbie można wykoncypować po wczorajszych odciskach. A wczorajsze odciski są istotą  przedwczorajszego bólu. Bólu, który wraca. Ale przecież ma Ją. Ją. Ją i jeszcze jedną pamiątkę. On ma syna. To co, nie jeden ojciec ma syna. Ale przecież Rose Beuret i Mistrza nie łączy ślub. Mógłby odejść. Mógłby odejść. Mógłby odejść. Mógłby być Jej. Gdyby chciał. Odejdzie. Na pewno odejdzie. Odejdzie. Nie odejdzie. Odejdzie Dlaczego nie odchodzi? Niebawem odejdzie.Odejdzie. Nie odejdzie. Odejdzie. Jeszcze nie w tej chwili. Jeszcze nie zaraz. Jeszcze nie  teraz. Teraz zaraz, czy zaraz potem?

Nie odejdzie nigdy.  
Może dzielić, sny, marzenia, plany, łóżko. Zwłaszcza łóżko. Łóżko. Autentyczność formy.

Ale od Żony– Nie Żony nie odejdzie nigdy. Nie będzie się nawet starał.

Ona:

Przekracza granicę. Własnej wytrzymałości. Fizycznej. Nadaje ostateczny kształt jego pracom. Czy proszona, o wsparcie  w sprawie jego dzieł. Ostatnie i pierwsze tchnienie należy do Niej. To o Niej mówi się na Salonach.

Jeden, drugi, trzeci kolejny —Wdech śmierci. Jeden, drugi, trzeci kolejny—Wydech życia. (Ona się jeszcze nie urodziła? Jej nie ma?) Stawia kroki.  Buduje Drogę. Nie, Ona jest Drogą. Tworzy. Myśli. Pragnie. Pożąda. Tworzy. Myśli. Pragnie. Pożąda. Tworzy. Myśli. Pragnie. Pożąda. Tworzy… Chce.Chce nie tylko się wyróżnić. To dobre. Dobre dla innych.Nie dla niej. Ona ma być Sobą. Zaciska palce. Krąży po pokoju. Pierwszy, drugi, trzeci krok i nawrót.

Przemierza przestrzeń ciasnego kwadratu. Jeden krok. Drugi.Wdech. Trzeci. Pięta. Palce. Uniesienie nogi.Czwarty Krok. Wydech.Kaszel. Przybiera na sile. Rozrywa nabrzmiewającą….

I nagle się urywa.

Cisza.

Wrze.

Gesty.

są wymierzone i Pewne. Zagarniają powietrze. Zachłanność kontrolowana.

Nie, ona ma Siebie pokazać Światu. Ona ma Idee Fixe.Zapoczątkuje Nowy Dyskurs o Ciele. O Seksualności. O życiu. To przyniesie jej sukces. Sukces szyty na miarę. Na jej miarę. Na jej wlasną miarę. Ona wie, że to co ukazuje światu jest warte Najwięcej. I kocha. Oczywiście. Kocha.  Spala się. I oczywiście spala się. Cały świat płonie. Ona jeszcze nie wie, Nie wie, że z tych popiołów tylko zgliszcza. Piękna legenda. Też. Może. Ewentualnie.

On

za to uwieczni ją nie tylko jako Danaidę. Wyrzeźbi. Stworzy. Ulepi. Nie ocali. Chyba, że w kształcie swoich dzieł. Dzieł poszczególnych. Dzieła poszczególne. Ale nie Istnienie Poszczególne. Istnienie po szczególe. Szczegół po szczególe. Szczegół po szczególe tropić potem będą Ją w Nim. Tropić, to co zostało Opowiedziane. Nie wszystek umrę.

Ona

Przerośnie Mistrza. Nigdy go w sobie nie zabije. Będzie się odchodzić. I wracać będzie. Będzie wątpić. I wierzyć będzie Zyska uznanie. Nawet  mówić będą, że  to Rodlin zawdzięcza Jej swoją pozycje. Tymczasem Zazdrość wzbiera. Musi zabiegać o uwagę Mistrza, o jego czas, o bycie z Nim. Oto Jej przekleństwo. Oto Jej Przeznaczenie.Pasja Mistrza, która tak pochłonęła Ją całą, a teraz go pożera. Tak, a i owszem są przelotne cielesne „urozmaicenia”, których nazwisk dziś nikt nie wspomni. To jego Didaskalia. Ale Nie Żona też jest.

Tak,  i ona będzie miała romans

 francuskim przedstawicielem impresjonizmu w muzyce, Claudem Debussym, lecz związek okaże się ledwie wariacją. Uschnie, to nawet nie preludium. Dalszego ciągu nie stwierdzpno.

Spróbuje zerwać, zmienić, przeistoczyć… Zapomnieć o Nim..Na próżno. Za późno. I Nieskutecznie. Rzuca za duży cień. Powróci na klęczkach. Ślęczeć będzie wykańczając jego prace, kształt, forma, kształt, kształt, kształt. Kształt ostateczny, niezbywalny, własny. Przecież nikt inny  tylko Ona karmi je urzeczywistnianymi pomysłami, dlaczego nie przekłada się to na pożądany rezultat. Merkantylizm? Nie. Imię. Własne Imię. Nie dla niej Prośba. Nie dla niej Litość.  Prawdziwa Dama Tańczy Sama. Sama obroni się  Prawdziwa Sztuka. Odejdzie też Sama.To nie sztuka mięsa by wystawiać ją dobrze oświetlić i nagabywać potencjalnych klientów.

Witalna,

intelektualne piękna

o niebanalnym ciele…

Ale

jednak kobieta.

Kobieta.

O nietuzinkowym talencie.

Ale jednak kobieta.

Ona:

Chce stanąć.

Stanąć na  nogach. Własnych.

Stanąć w Prawdzie.

List i  Dziesięć krótkich lat, uniesień. Przygodny. Przypływów i odpływów. Pożarów

Oto Ona.

Robi krok w tył.

Jeden.

Drugi.

Trzeci…

Drogi okrężne są ważne. Poznaje się dzięki nim krajobraz. Kraj i obraz. Drogi okrężne są ważne. Nie dla niej. Drogi okrężne są ważne. Jak się idzie do piekła. Ona już tam jest.

Nie przychodzi na salony. Uprawia nieistnienie. Pielęgnuje zapomnienie. I wojeryzm. Nie to opętanie. Nie to miłość.

Nikogo nie zna.Nikogo. Nikogo. Nikogo poza Nim. Udaje, że nikt Ją nie obchodzi. Nikt. Nikt. Zwłaszcza On.  On. Zwłaszcza on.

Oto Ona: Pije, ale nie wodę życia, ale to co ją ukołysze. To, co ją zabije. To co Ją Znieczuli.

Jej  kolejne imię: Alkohol.

Mistrz wymógł na niej dokonanie aborcji. O tym  się milczy. Tyle, że niezbyt wyraźnie. Zmusił ją.Ją zmusił. Ją. Mówi się wiele,  że On się jej boi. A jednak ją zmusił. Tak boi się Jej. Jest tego pewna.  Ona Zaciska pięści. Knykcie ma białe. Odwraca wzrok.Jest tego pewna. Już wie. Wie wszystko. Paznokcie ogryzione do krwi.

To nowe otwarcie.

Dzieło

Ma  Imię.

Jej Imię.
Własne: Psychoza.

Dzieło ostatnie.

Zniszczenie.Praga. Furia. Nieistnienie.”Nie tworzyć” Nie zostawić Nic. NIC. Dziura. NiC otoczone czymś. Czymś nieistotnym. Porzucić wszystko. Postanowione.

Postanowione, którego Może produkować popielniczki, ludzie palą od zawsze, i palić będą, tak tytoń jak i lampy. Lepsze to od ognia namiętności. Od ognia piekielnego. Czyż nie mówiono o Bramach Piekła? Teraz Ona Może produkować lampy i pojemniki na popiół. Lampę można wyłączyć. Taki pstryczek.Pstryczek- elekryczek. Pstryczek Stryczek. Nie. To tylko Ikar spalił się  słonecznym żarze, ale wtedy nie było elektryczności. Z biurową lampą nie było by takiej awantury. A popiół? Z prochu powstałeś..To się otrzep. To się odczep. Nie,to nie ten Popiół, popiół  można schować.Zamieść. Pod dywan. Postanowione.

Matka by była zadowolona. Takie to wystudiowane zachowanie porządku. Zachowanie w porządku. Nie, ona nigdy nie będzie zadowolona. Ona nigdy nie jest z zachowania zadowolona. Ona nigdy nie jest zadowolona z  jej zachowania. A Ojciec? Uprawia nieistnienie. Ucieka? Od czego, od kogo? Gdzie? Ojciec zmienił adres zameldowania.Na stałe. Na prawdę. Na wieczność.

***

Postanowione. Lampy i popielniczki. Popielniczki i lampy. Postanowione.

***

Postanowione. Postanowione. Postanowione. Stanowione Post. Ex abrupto? Ex abundante cautela. Paul niczym rycerz w nieco zardzewiałej zbroi ratuje honor rodziny. Dziesiątego  marca tysiąc dziewięćset trzynastego roku

Żadnego podstępu.  Żadnego wybiegu. Żadnego planu.

Nic.

Nic.

Dziura. Nic otoczone czymś.

Żadnego podstępu.  Żadnego wybiegu. Żadnego planu.

Po co?

Po co się trudzić?

Nadwyrężać myśli i mitrężyć czas?

Honor. Tak, Honor. Honor  wymaga poświęceń.

Najlepiej cudzych. Zwłaszcza cudzych. Tylko cudzych

Krótka instrukcja obsługi: Kaftan. Unieruchomienie. Transport. Miejsce przeznaczenia: Ville-Evrard. Umieszcza siostrę w domu dla obłąkanych.

Ona.

Będzie tam  prawie pół roku, do września tysiąc dziewięćset czternastego.

Epilog  Historii:. Nadchodzi front. Niebezpieczeństwo. Nastaje konieczność peregrynacji.

Tym razem ostatniej przedostatniej.

Tylko Paul ją będzie odwiedzał.

Dlaczego?

Z poczucia obowiązku? Bynajmniej.

Dla zachowania pozorów?

Już prędzej.

A może… Wie,

Tak jest. On wie, wie że Ona Wielką Artystką Jest.

Warto  przyjrzeć się Jej.

Przyjrzeć.

Tylko —z daleka.

Tylko — nie często.

Tylko— co parę lat.

Tak.

Tak odtąd będzie.

To postanowione.

Będzie Tą. Tą.

Tą, Która

Tą, Która Wie.

Nie.

Siostrą. Będzie Siostrą. Sio strą.

Siostrą dyplomaty i pisarza.

Znanego dyplomaty.

Znanego pisarza.

Tego Dyplomaty.

Tego Pisarza.

—Rzeźby?

Jakie rzeźby?

Wymysł wyobraźni. Chorej. To pozostaje. Pożywka, majaki, fantasmagorie. Co może zrobić z człowieka  trzydzieści lat spędzonych  w odosobnieniu.W przytułku. Nie, w zakładzie. Zakładzie dla żywiących się wyobraźnią. Chorą wyobraźnią. Zakładzie dla Obłąkanych.

***

Podróż.

Ostatnia.

Cmentarz.

Cmentarz komunalny.

Ona:

Zapomniana, nieodkryta, niedoceniona.

***

Ona.

Camile

Camille Claudel.

 Ta,

która odziedziczyła

  Imię.

Najpierw po nienarodzonym bracie,

potem po Mistrzu. Mistrzu,którego sama stworzyła.

Imię diagnozę.

Jeden, drugi, trzeci kolejny —Wdech śmierci.

Jeden, drugi, trzeci kolejny—Wydech życia

Ona się jeszcze nie urodziła.

Jej  już nie ma.

Jej czas nadchodzi. Wierzę w to. 

***

Rodin pobierał nauki u  A.L. Barye’a, Lecoqa de Boisbaudrana, J.B. Carpeaux.  Jego debiut to: Człowiek ze złamanym nosem. Praca została odrzucona przez jury Salonu, gdyż podłóg ówczesnych standardów epatowała brzydotą. Nie wolno epatować brzydotą. Nie wolno niszczyć rzeźb, tylko dlatego, że będą stały koło prac byłego już kochanka. Nie wolno chorować. Nie można…Być lepszą, twórczą i...


Dla osób zainteresowanych:
Do poczytania:
Anne Delbée: Kobieta. Camille Claudel, Wrocław: Wydawnictwo Dolnośląskie, 1991 rok;

A. Chwiałkowska, Rodin i Claudel — Mistrz i Uczennica czy artystyczna symbioza?, Magazyn Studentów Sztuki KUL;

Anna Sobolewska. Camile Claudel Kobieta i Artystka, 2008;

Małgorzata Czyńska, Camile Clodel, Wysokie Obcasy;

Do oglądania:
Do odwiedzenia:
Towarzystwo Imienia Camille Claudel

39 myśli na temat “[01].Kobieta ze złamaną duszą.* „Cały świat plonie.”

  1. To, co my teraz możemy nazwać fascynującą biografią, jest pasmem przeplatającej się miłości i uzależnienia, pożądania i odrzucenia, rozkoszy i bólu, nasycenia i niespełnienia..
    A to „tylko” życie..

    1. Dla mnie Camile jest przede wszystkim zapomniana. Niesłusznie. Zastanawiam się na ile zapracowała sobie na swoją historię choroby (jak piszesz miłość, uzależnienie , pożądanie, odrzucenie) a na ile to socjalizacja, niesprawiedliwość społecznych stosunków…

        1. Właśnie cały zgrzyt Historii polega na tym, że on się nie tylko na niej wzorował. Ona już na studiach była poproszona o wykończenie jego dzieł. Np stóp, dłoni (a to przecież jest najtrudniejsze!). Potem po nocach tworzyli razem jego prace… Nawet ówczesny Salon o tym przebąkiwał, że ona jest większa jest od niego, ale niezależnie od tego ile pracy wkładała w swój rozwój, ile czasu spędzała nad jego dziełami, i ile pracowała fizycznie, i- w końcu- ile się na ten temat mówiło, to on dostawał najbardziej intratne finansowo propozycje. I to jego zapamiętała historia. Dlatego oniemiałam słysząc piosenkę Agnieszki Chrzanowskiej. I dlatego też mój pierwszy post jest poświęcony Tej Rzeźbiarce.

    1. Dziękuję. Napiszę, napiszę o tej niesłusznie zapomnianej Gdańszczance, bo przecież wybrała to miasto. Tyle, że nie wiem kiedy. Nurtuje mnie pytanie do Ciebie, skąd założenie, że o niej napiszę? Jeszcze jakieś propozycje? Wioski? 🙂 Poważnie pytam.

      1. Trudno odpowiedzieć na Twoje pytanie…
        Jakaś niewidzialna nic porozumienia łączy mnie z Tobą.
        Może kiedyś to wyjaśnię
        Na gorąco myślę tez , że o wszystkich kobietach Przybyszewskiego powinnaś napisać i o Mojej Ukochanej Fridzie., o żonie Adama Mickiewicza
        Dopiero zaczęłam ” przedzierać” się przez Twoje teksty. W każdym razie na pewno kupię książki przez Ciebie napisane.

        1. 🙂 Dzień dobry.
          Dzięki za Twoje słowa.:) Na razie u mnie zrobiło się XIX wiecznie. Kobiety Szatana są obecne w literaturze i wydaje mi się, świadomości, poniekąd przynajmniej. Chociaż idąc tym tropem, Orzeszkowa też jest obecna…Kobiety jak i sam Mickiewicz to temat rzeka, postać jednowymiarowa jak Orzeszkowa. Mówi się o nim, czy słusznie, czy nie to inna sprawa, że był pierwszym feministą, ale to temat na odrębną rozmowę. Dobrego dnia.

        1. Można zgłaszać typy jak najbardziej, tyle, że na realizację przyjdzie poczekać, niestety. Mam nadzieję, że to Cię nie zrazi. Zapisałam, Pochlebnie mogłam się wyrażać na temat objętości tejże biografii, której zresztą jeszcze nie czytałam. Na temat Matki Churchilla krąży wiele, wiele mitów, są one niemalże wdrukowane w pamięć…Sama postać warta poznania. Dobrego dnia. 🙂

  2. Kiedyś napisałem coś, co komuś skojarzyło się z postacią Camilli Claudel (sam byłem zdziwiony trafnością tego skojarzenia 😉 ):

    PUSTKA I ŻAR

    Otwarłam oczy na całą tę jaskrawość
    świata, jej blask oślepił mnie
    więc odwróciłam głowę, by w mroku cienia
    odnaleźć zagubiony spokój,
    który był tu przed zgiełkiem
    udającym wszelkie przyjemności życia,
    zwabiające nas w pułapkę istniena
    dla kogoś lub czegoś,
    co tylko igra z naszą nadzieją,
    radością, smutkiem, ekstazą, cierpieniem

    Chłonęłam obrazy,
    które zmieniały się jak w kalejdoskopie,
    byłam zachłanna na ich kolor, kształt i fakturę,
    na morza, miasta, krajobrazy, drzewa…
    na twarze zmieniające się jak w albumie Boga
    na postaci zastygłe w stop-klatce chwili
    na gesty zdradzające stan serca i umysłu
    na myśli snujące się między duszą a ciałem

    I pytałam się: gdzie jestem?
    gdzie jest mnie więcej?
    w ich odbiciu we mnie
    czy w moim odbiciu w nich?
    A może zagubiłam się gdzieś
    między oka mgnieniem a brzegiem nicości
    porwana przez życie i fale czasu
    w morzu rozlewającym się stąd do wieczności?

    Budowałam miasta z ulic miłosierdzia
    rozpinałam mosty nad rzekami złudzeń
    wznosiłam wieżowce westchnień i radości
    szkliłam pawilony jasne od uśmiechów
    w ogrodach rozsadzałam pędy miłości
    okna przysłaniałam kotarą ze smutków
    ze strachem zmagałam się w domach pociechy
    z nienawiścią uporałam na śmietniku pychy

    W tych moich dekoracjach umieściłam Jego
    niejasny zarys, który stawał się konkretem
    bijącym mnie w oczy, godzącym w serce
    lecz częściej majaczył on przymglony
    marzeniem, tesknotą, myślą, złudzeniem…

    Kiedy był blisko, oddawałam mu wszystko
    wchodził we mnie każdym porem skóry
    czułam jego dotyk, ślinę, pot i spermę,
    w moim wnętrzu gotowała się rozkosz,
    w którą zamieniał się nawet mój ból

    Byłam z nim ale byłam sama
    wystawiana ciągle przez zmysły do wiatru
    smagana absurdem, który wcześniej był sensem
    Czułam jak twarz owiewa mi chłód
    jak wysychają moje wargi i usta
    jak w gardle więźnie mi gorycz
    i zalega piasek nieludzkiej pustyni
    i że znów, gdzieś głęboko, wewnątrz
    wylęga się we mnie ta przeklęta osobność

    A jednak szłam dalej i dalej przed siebie
    nie oglądając się na popioły i zgliszcza
    pływały nade mną statki pijane
    rozwierały się pode mną przepaście
    Widziałam jak spod chmur pierzchają wystraszone anioły
    a po ziemi pełzają jaszczury i węże
    Sen uparcie mieszał się z jawą
    szukającą dla siebie ulgi w obłędzie

    Gdzie jest tego kres? I jaki on jest? I kiedy?
    Za którym widnokręgiem nastąpi ciemnokrąg?
    Gdzie ta droga z ostatnim zakrętem,
    za którym piwinniśmy już wyjść na prostą
    prowadzącą nas do nieskończoności?
    Tam gdzie wszystko zamieni się w nic
    i nic nie będziemy już mieć do stracenia

    * * *

    http://wizjalokalna.wordpress.com/2010/07/30/pustka-i-zar/

    Pozdrawiam

    1. Dzień dobry, Witam na blogu. 🙂 Z chęcią przeczytam wiersz. Z tego co zdążyłam zauważyć po podlinkowanym postem, piszesz, że nie miałeś na myśli Camille, chciałabym wiedzieć kogo? Pozdrawiam

        1. Jak nie znam, to poznam. 🙂 Myślałam, że myślałeś o kimś, ze świata sztuki, kultury etc… Ale jeśli to osobista znajomość to oczywiście, wkraczać nie zamierzam z buciorami. 🙂 Dobrego wieczoru.

  3. Wczoraj zaczęłam oglądać film o CC i wytrzymałam jakieś 25 minut. Dotyczy pobytu w szpitalu psychiatrycznym, krótko po poronieniu. Niestety jest to głównie studium bólu i choroby, być może interesujące dla lekarzy, dla zwykłego widza chyba mniej. Świetna gra Binoche trochę film ratuje, ale z tego, co zobaczyłam, absolutnie nic oryginalnego nie wynikało. Czułam się jak podglądacz w miejscu, w którym absolutnie nie powinnam się znaleźć.;(

    1. Miałam, mam takie same obawy dlatego też nie widziałam tego filmu. Dlatego też omijam szerokim łukiem większość książek, których tematem przewodnim jest rozkładanie na czynniki traum. Taka Picoult np.

  4. Przypadkiem, a może przeznaczeniem…. ale dziękuję. Dziękuję za nakreślenie mojej bohaterki ze złamaną duszą 🙂 …i za przytoczenie twórczości Pani Agnieszki…
    Dziękuję 🙂

    1. Witam na blogu!Twojej bohaterki? Możesz coś więcej o tym napisać? Twórczość Pani Agnieszki Chrzanowskiej nie jest mi obca, to znaczy, ta w tandemie Chrzanowska & Zabłocki, wiem, że promuję najnowszy album, ale niestety nie miałam przyjemności go przesłuchać. Może Ty już jesteś zaznajomiony? Zapraszam do czytania i komentowania. Pozdrawiam,

      1. Kilka lat temu, za sprawą Agnieszki Chrzanowaskiej zachłysnąłem się Camile Claudele, jej twórczością, miłością, rozpaczą… Może to dziwne, ale z jednej strony czułem dumę z jej powodu a z drugiej ból wywołany niesprawiedliwością…

        Jeśli chodzi o twórczość Pani Chrzanowskiej to podobnie było z „Hypatią”, ale już z innymi emocjami…

        1. C.C (pozwolisz, że posłużę się inicjałami?), to bardzo ważna postać, wieopoziomowo, czy też wielokontekstowo:
          —odnośnie losów twórczyń, obecności kobiet w sztuce,
          drogi i to w jaki sposób przecierały one ścieżki,
          — kwestia tożsamości twórców i twórczyń,
          — kwestia stawiania granic w sztuce i życiu prywatnym
          —kwestia zniewolenia przez konwenanse i system medyczny (zdiagnozowanie, nie udzielenie pomocy, ale zamknięcie i odseparowanie w szpitalu psychiatrycznym).
          Pamiętam, że treść piosenki mną wstrząsnęła.
          Pozdrawiam i zapraszam tak do czytania, jak i komentowania.
          Niezmierni mało jest takich utworów, nie sądzisz? Takich czyli odnoszących się do biografii/ sztuki etc.

  5. No i wreszcie udało mi się wygospodarować trochę czasu na ten wpis.
    Historia to kapryśna przyjaciółka. Często zapomina o wielu osobach, które w sumie na to nie zasłużyły. Tak mało mówi się o Tesli, choć dyskusyjne jest to, że Edison faktycznie był na tyle lepszy, żeby to on zapisał się w pamięci każdego.
    Dobrze, że są nadal osoby, które dają jej prztyczka w nos i odkopują takie historie 🙂

    1. Ludzie piszą historię. I również Ci ją pamiętają, przedstawiają i podają dalej. Nie pamiętam teraz kto to powiedział, że historia to najbardziej subiektywna z nauk. O kobietach mówi się mało i jednowymiarowo. Wystarczy wspomnieć Marię Skłodowską Curie, o której tak dyskutowałyśmy niedawno.
      Tesla został wykorzystany, a Edison, cóż, coraz głośniej i śmielej mówi się o tym, że miał bardzo sprawnych prawników…
      O Tesli teraz mówi się wiele, np jest jednym z głównych bohaterów powieści Dukaja, mimo wszystko jednak o emigrancie Tesli się jednak pamięta (to jakiego rodzaju jest to pamięć to nie bez znaczenia oczywiście)ale są takie postaci jak chociażby Świętosława, o której niewiele się mówi, albo jeszcze inne, zapomniane przez HIStorię i niejednokrotnie (prawie zawsze są to kobiety). Dobrego czytania. 🙂

      1. Niestety nawet teraz kobieta to w oczach wielu osób (i nie mówię tu tylko o mężczyznach) postać niepełnowartościowa, o określonej roli i możliwościach. Całe szczęście jest spora nas część, która się tym nie przejmuje i dalej kroczy swoją ścieżka 🙂

        1. No tylko nie chodzi tylko o „kroczenie i nieprzejmowanie się” gdyby to było takie proste… Albo inaczej, gdyby tylko to na tym polegało by się nie przejmować i kroczyć dalej, problem jest bardzo złożony, i nie jedna osoba nie chcę chociażby czytać o kwestiach nieprzyjemnych. Nie mówię o scedowaniu odpowiedzialności, bo przecież nie o to chodzi. A Ty, co o tym sądzisz?

          1. Moim zdaniem kobiety od zawsze zajmują nieco mniej miejsca w kartach historii. O kobiecie mówi się najczęściej jako o żonie, matce, kochance kogoś.
            Kiedyś słyszałam historię człowieka, który odniósł sukces w trakcie kryzysu. Pytany o to, jak tego dokonał, odparł krótko „Nie wiedziałem, że był kryzys”.
            Dlatego jeśli ktoś nie zastanawia się czy kobietom jest trudniej, czy nie, to po prostu te ograniczenia i niesprawiedliwość nie przeszkadzają mu już żyć po swojemu. Czy te kobiety zostaną docenione? Pewnie nie, ale czy ten brak uznania może je powstrzymać? To w dużej mierze już ich wybór.

            1. Hmm, oczywiście, że kobiety zawsze zajmowały w podaniach historycznych rolę pośrednią, (nie ma to być usprawiedliwienie). Jednakże czym innym jest dla mnie „niewiedza, że to był kryzys”, a czym innym dyskryminacja ze względu na płeć.
              A niewątpliwie w przypadku kobiet mamy z nią do czynienia. I to także w przypadku kobiet takich jak Camile, albo Maria (pierwszą Nagrodę Nobla przyznano jej po wstawiennictwie Piotra dopiero). Dlaczego krytykowano jej romans, i wyrzucano jej, że jest emigrantką, o mężczyźnie i jego niewierności nic nie pisano. A Einstein porzucił córkę,jakoś mu tego nie wypominano. A zważ proszę, że Maria nie była pensjonarką, choć za taką ją uważano, (w Polsce: sytuacja z Żorawskimi) i dlatego rodzice niedoszłego mimozowatego i zależnego mentalnie od rodziców skutecznie niedoszłego męża zabronili ślubu z Marią. A przecież jest wiele utalentowanych kobiet, i niejednokrotnie płeć jest tylko jedną z kilku (nierzadko) przesłanek dyskryminacji np gdy wystąpią takie jak kolor skóry, albo stan zdrowia (niepełnosprawność) to mówi się o dyskryminacji krzyżowej. Temat rzeka, i nie zamykałabym go w nieświadomości, nieprzejmowaniu się. Wiele osób walczy o byt, i jest tym tak pochłonięte, że nie mogą pozwolić sobie na luksus nieprzejmowania się i kroczenia dalej, wielokrotnie mówiło się o tym porównując wyniki i funkcjonowanie osób Czarnych i Białych, np w słynnym eksperymencie z kolorem oczu. To takie refleksje „na szybko”.

              1. No tak. Jestem młoda, a już spotkałam się z dyskryminacją, ale co można z tym zrobić? Tak obiektywnie. Moim zdaniem tylko robić swoje, a dzięki temu coraz więcej osób przekona się na własne oczy, że kobiety są naprawdę wspaniałe w tym, co robią. Z czasem tych osób będzie coraz więcej.
                Czy to oburzające? Tak. Czy powinno się to zmienić? Tak. Ale czy to sprawia, że wyjdę na ulicę? Nie. Po prostu pójdę do pracy, zrobię swoją robotę najlepiej jak umiem, a część osób przemyśli swoje poglądy raz jeszcze. Pozostała część może sobie mówić, co chce. Szkoda, że niektórzy są ograniczeni, ale nie będę w nich tego zmieniać za wszelką cenę, bo szkoda mojego czasu.
                Może użyłam zbyt dużego skrótu myślowego, bo chodziło mi nie o to, aby to ignorować, ale żeby nie dawać temu poglądowi zdominować swojego świata i nie zmieniać się tylko dlatego, że ktoś nas do tego zmusza. Żeby nie pozwolić sobie na to, aby takie ograniczenia doprowadziły do naszego poddania się.

  6. Zaczynam nowy wątek bo jak pewnie wiesz, mam zagnieżdżone tylko 6krotnie bo się rozjeżdżają— co można zauważyć. Przypominam bo zazwyczaj się o tym nie pamięta.

    Jest wiele rodzajów dyskryminacji, ta ze względu na wiek, nazywa się agism, i może dotyczyć zarówno osób starszych jak i młodych (np odbieranie im kompetencji ze względu na wiek właśnie „jesteś za staty/a, za młoda etc). Otóż, piszesz, że jedyne co możemy zrobić to: „robić swoje, a dzięki temu coraz więcej osób przekona się na własne oczy, że kobiety są naprawdę wspaniałe”. I jeszcze jedno: chodzi o to (nie dyskredytuje Twoich przeżyć), że kobiety, których doświadczeniem jest także doświadczenie dyskryminacji ze względu na płeć, właśnie dlatego nie mogą się spełniać w tym w czym są dobre, albo mają ku temu predyspozycję, albo po prostu walka o godne życie zabiera im tyle sił, że staje się to głównym, i niestety,jedynym celem.A robienie swojego po prostu staje się niemożliwym do osiągnięcia albo inaczej następnym etapem. Jest wiele rzetelnych badań na ten temat.
    Wiem, że trochę namąciło nam w głowie „tzw. pozytywne myślenie”amerykańskie, warto pamiętać jak wiele osób, głoszących te „prawdy” popełniło samobójstwa, albo skończyło życie w nędzy, ci, którym się udało to niejednokrotnie pochodzący z grup większościowych/ o tożsamościach wspierających „windujących”, większościowych, a i tak jest ich niewielu. Oczywiście znajdą się wyjątki, jak wszędzie ale nie o to chodzi.Fakty trudne niejednokrotnie się przemilcza. Nie chcę napisać, że historia Curie nie może być dla kogoś inspirująca. I dobrze, że jest. Dla mnie też, jednakże przemilcza się niektóre „niewygodne” fakty, a przecież Madame miała już (zdawało by się) ugruntowaną pozycję.

    Piszesz: „Szkoda, że niektórzy są ograniczeni, ale nie będę w nich tego zmieniać za wszelką cenę, bo szkoda mojego czasu.”.Nie kieruje mną oburzenie, i nie spostrzegam tego w ten sposób. Nie, dla mnie jest to szkoda, ze niektórzy są ograniczeni, to problem całego społeczeństwa,rozwiązania zastosowane przekładają się na rozwój społeczeństwa i satysfakcji w życiu. Tak jak było to po wojnie w Wietnamie, Sytuacja(społecznoekonomiczna),która obecnie panuje w W. B, i jej wysoki współczynnik integracji chociażby w odniesieniu do osób z niepełnosprawnością jest pokłosiem tej sytuacji po zakończonej wojnie w Wietnamie o czym wspomina np Barnes. Chce powiedzieć że jeśli ktoś może robić swoje, to jest to baaardzo dużo (nie piszę, że jest to łatwe proste i przyjemne, i że przychodzi samo).
    Biorąc pod wzgląd badanie kapitału społecznego z ostatnich lat widać jak on się zmniejsza,Co oczywiście jest jednym z czynników oddziałującym, ale nie jedynym.
    ——
    .Czy dobrze, zgodnie z intencją Cię zrozumiałam: Czy w imię reagowania na niesprawiedliwość społeczna/ np dyskryminację, można mówić o marnowaniu cennego czasu?Piszesz: ” Żeby nie pozwolić sobie na to, aby takie ograniczenia doprowadziły do naszego poddania się”. Intencja jest dla mnie czytelna, ale sprawa wcale nie jest taka jasna,a zasoby nawet najtrwalszej i najbardziej optymistyczne nastawionej osoby do świata, jeśli ciągle dostaje po dupie od świata, jest skończona. I niejednokrotnie „nie może ona wziąć się w garść i robić swoje”. Jeśli może, to jest to bardzo dużo. Jeśli Twoją intencją było powiedzenie, że lepiej robić coś, niż narzekać, i biadolić, że jest źle. To także jestem tego zdania, lecz jak pisałam wcześniej sprawa tak nie wygląda, i widzę różnicę między utyskiwaniem, a sytuacją, o której pisałam powyżej. Poważnie się nam zrobiło, ale i czasami tak bywa.

    1. To prawda. Tylko mam wrażenie, że to podejście prowadzi do wniosku „Świat jest zły”. A to do niczego nie zmienia.
      Jeśli w życiu się czegoś nauczyłam to tego – nasze zasoby są ograniczone i należy je ulokować najlepiej jak się da. Dlatego moje podejście nie jest takie „walka z dyskryminacją to strata czasu”, ale skoro nie postanowiłam tak spędzić swojego życia, to ten czas, który mogę na to poświęcić, muszę rozłożyć jak najlepiej. Poświęcam go „rokującym przypadkom”. Dzięki temu mogę przekonać więcej osób. Coś faktycznie zmienić.
      Oczywiście mogłabym całe godziny spędzać na mówieniu jednej osobie o tym, jak ograniczony jest jej punkt widzenia i ponieść porażkę, bo niektórych ludzi nie da się zmienić. Zamiast tego wolę podatny grunt.
      Spotkałam kiedyś w Indiach chłopaka, który mówił, że jego marzeniem jest bycie pisarzem, ale nigdy go nie zrealizuje, bo jego rodzice zmusili go do bycia inżynierem. Można się pochylić nad tą historią i zasmucić. Co nam to da? Nic. Dlatego szukałam rozwiązań. Powiedziałam na to: „Lubisz pisać? Nie możesz tego robić zawodowo, rób to przez internet z pasji. Nie powiem Ci, porzuć rodziców, studia i zacznij na nowo sam. Nie chcesz tego zrobić. Możesz jednak znaleźć drogę, która pomoże Ci choć trochę poczuć się sobą. Wykorzystaj ją, jeśli naprawdę tego pragniesz”. Myślę, że to dało mu dużo więcej niż „Stary, przekichana sytuacja. To niesprawiedliwe.”
      Są rejony świata, gdzie nawet takie rozwiązanie byłoby niemożliwe. Mogłabym poświęcić życie na ich zmianę, gdybym chciała. Tylko zwyczajnie nie chcę, moje powołanie jest inne. To nie oznacza, że jest mi to obojętne. Po prostu uważam, że takie użalanie się jak jest mi źle to ślepa droga. Każdy człowiek ma możliwość bycia szczęśliwym i wyciągania ze swojej sytuacji najwięcej, jak się da. Może też zawsze na coś czekać.
      „Po prostu walka o godne życie zabiera im tyle sił, że staje się to głównym, i niestety, jedynym celem”. Też tak myślałam, a potem pojechałam właśnie do Indii i zobaczyłam ludzi, którzy mają dużo „mniej godne” życie niż ja, a po prostu są szczęśliwi. Myślą o tym, co mogą i mają, a nie o tym, czego nie mogą i im brak.
      Od tej pory wiem, że trzeba doceniać to, co się ma, a nie gdybać. Drugiego życia nikt z nas nie dostanie. Można ubolewać nad niesprawiedliwością, można wyciągać z życia tyle, ile nam oferuje. Moją drogą jest ta druga opcja. To nie zamiatanie pod dywan, po prostu sposób na zwalczanie zła dobrem ma sens.
      Każdy ma powód do tego, aby się poddać. Taki, który przekonałby ją/jego i innych do takiej decyzji. Jednak życzę każdej osobie, aby znalazła siłę i podniosła się z kolan, bo wtedy jeszcze może ją spotkać coś dobrego. W przeciwnym wypadku nie.

      1. Dziękuję za odpowiedź. Utwierdziła mnie ona w przekonaniu, że mówimy o dwóch różnych sprawach i dwóch różnych sytuacjach. Dlatego cofnijmy się i od początku zacznijmy dyskusję. Dyskryminacja to niewłaściwe, wybiórcze, krzywdzące i nieuzasadnione niesprawiedliwe traktowanie ludzi, kiedy przyczynkiem takowego traktowania jest przynależność tych osób do takich, czy innych grup społecznych, to różnicowanie jest pejoratywne. Ale nie chciałabym skończyć na tym. Możemy mówić w kontekście dyskryminacji, o łańcuchu dyskryminacji. Zaczyna się od uogólnonym przekonaniu o grupie osób, i to jest podstawą stereotypu(stereotypy mogą być skutkiem dyskryminacji)—> następnie Uprzedzenia dotycząc postaw (stereotypy +komponent emocji) zachowania i tu nieodzowne by pojawiła się dyskryminacja jest
        komponent władzy. Jednej grupy/osoby nad drugą. I o tym się bardzo często zapomina, i dlatego to o czym piszesz, to nie jest dyskryminacja.
        Oczywiście, że zawsze znajdą się osoby, które mają lepiej/ i gorzej od Ciebie, albo ode mnie.
        Czym innym jest dla mnie zachęcanie, o którym piszesz, a czym innym dyskryminacja. A czym innym pozytywne myślenie, jeśli ktoś doznaje dyskryminacji to pocieszanie nic nie da, jeśli nie będzie powiązane z innymi działaniami.
        Strata czasu? To gorzkie słowa. Widziałaś film, „Niezłomne”? Ja nie piszę o tym, że każda osoba w imię wolności powinna „wychodzić na ulicę”, ale wiem, że dzięki sufrażystkom, które były uciskane i dyskryminowane właśnie mam nie tylko prawo głosowania, ale i kształcenia swobodnego, dzięki działaczom i działaczkom na rzecz równości rasowej nie są uciskani Kolorowi. Dla mnie sprowadzenie sytuacji tych, o których piszesz, do dyskryminacji to błąd merytoryczny, a przykład niestety nie jest adekwatny. Tu nie chodzi o to, że każdy powód żeby się poddać jest dobry. Rozmawiamy/ piszemy o dwóch kwestiach, gdyby przeciwdziałanie dyskryminacji zależało tylko i wyłącznie od niezłomnego trwania by osiągnąć cel, niepotrzebne byłyby inne regulacje, działania etc. Z chęcią podejmę dalszą dyskusję, nie tylko dlatego, że jest ona ważna.

        1. Oczywiście, że to o czym napisałam to dyskryminacja. Ci ludzie należą do „gorszych” kast, choć teoretycznie podział na kasty został już pożegnany. Ich sytuacja życiowa wynika z dyskryminacji ze względu na ich pochodzenie społeczne. Ludzie z niższych kast nie mają dostępu do wielu zawodów, a mimo to nie użalają się nad sobą. Są osoby, które walczą uśmiechem.
          A przykład z kolegą pokazuje tylko, że każda sytuacja ma rozwiązanie. Jest to zasada ogólna. Także w przypadku dyskryminacji się sprawdza. Dlatego przykład jest adekwatny. Mówi o innym problemie ograniczeń, jednak zasada jest taka sama. Pocieszanie nikomu nigdy nic nie dało. Szukanie rozwiązań za to tak. Ponownie zasada ogólna. Osobie dyskryminowanej również bym coś spróbowała doradzić i szukać rozwiązań.
          Chciałam też nadmienić, że nigdzie nie napisałam, że walka z dyskryminacją to strata czasu. Napisałam, że stratą czasu jest takie pozorne działanie, które niczego nie zmienia. Idąc Twoim tokiem myślenia wynika, że skupienie swoich działań na określonych czynnościach jest oznaką ignorancji. Nie zgadzam się. Mogę teraz siedzieć w domu i przygotować 10 tablic o 10 odmianach dyskryminacji i wyjść na ulicę pikietując dzień i noc. Mogę jednak znaleźć jedną odmianę, gdzie mogę faktycznie czegoś dokonać i poświęcić swój czas na jedną rzecz. O tym właśnie pisałam. Moim zdaniem właśnie takie niezłomne działanie jest wszystkim. Sufrażystki walczyły o konkrety. Tak samo robię ja, tylko na mniejszą skalę. Jeśli ktoś mówi „kobiety zarabiają mniej, bo nie znają się tak dobrze na elektronice”, to pokazuję im, że się znają i daję im jasny przykład. Swój przykład. Ich argumenty się rozpływają i w końcu zmieniają swoje działanie. Jeśli tego nie robią, nie będę szukać 100 innych przykładów. Spróbuję z 100 innych osób.
          Mogłabym w tym samym czasie iść i walczyć przeciwko dyskryminacji rasowej. Czy coś by to zmieniło? Jestem niemal pewna, że praktycznie nic.
          W Twoich wypowiedziach brakuje mi jednego. Rozwiązania. Bo taka dyskusja „To, co mówisz jest złe. Dyskryminacja oznacza coś innego. Takie działanie nic nie daje” tak naprawdę nie prowadzi do żadnych innych wniosków poza „Świat jest zły. Twoje działania nic nie dają. Nie masz racji.” Tylko ja widzę, że moja postawa faktycznie coś zmienia. W przeciwieństwie do działań wielu feministek.
          Co w takim razie może Twoim zdaniem coś zmienić? Co robisz Ty, aby tego dokonać? Czy Twoje działania coś dały? Tego dalej nie wiem.

          1. Rozumiem, że temat jest emocjonalny. Podnosisz ważne kwestie, ustosunkuję się do tego co piszesz. ale by zrobić to rzetelnie potrzebuję czasu, nie chciałabym odpisywać, kolokwialnie rzecz ujmując po łepkach, a teraz nie mam ku temu warunków. Jeśli wykażesz się odrobioną cierpliwości bardzo chętnie dalej podyskutuję. Dzięki, z góry. Dobrego poniedziałku. 🙂

          2. Przepraszam, że tak długo czekasz na moją odpowiedź. Chcę Cię jak najlepiej /to jest zgodnie z Twoją intencją zrozumieć, możesz napisać coś o sytuacji tego chłopaka więcej? Pozdrawiam,

Odpowiedz na goldenbrown Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s